Obserwowałem Moraeulfa, który od jakiejś godziny wchodził do łazienki by po chwili z niej wyjść i tak w kółko. Tutaj coś przestawiał, tam coś szukał. Przymieżał, ściągał. Ważył w dłoni swoją broń, by po chwili odłożyć ją na miejsce. Przeżucał zawartość półki na której leżały koce, kiedy już jakiś wybrał po chwili zmieniał zdanie i na nowo zabierał się za - jego zdaniem- lepszy wybór przykrycia. Siedziałem w kącie na swoim sposłaniu i przyglądałem mu się zastanawiając się co on tak właściwie robił.
Po pierwsze. Nigdzie dzisiaj nie wyszdeł. Od samego rana siedział ze mną w domu. Nawet łaskawie pozwolił mi ze sobą zjeść przy jednym stole. Byłem tym tak zestresowany, że nie mogłem praktycznie nic przełknąć. Ale on się tym nie przejmował.
Po drugie. Wczoraj wieczorej wyszedł gdzieś na chwilę z Kłem i wrócił bez niego. Czułem się niepwnie będąc z nim tutaj sam. Pies wyczuwał jego emocje lepiej niż ja. A teraz z jakiegoś powodu go tutaj nie było.
Po trzecie. Otworzył szeroko okno. Słyszałem wiele głosów i dźwięków. Chciałem podejść do niego, ale nie zebrałem w sobie na tyle odwagi cywilnej aby podnieść się z leżanki i podejść do okna.
Więc siedziałem i uważnie go obserwowałem. Przez jakiś krótki czas próbowałem odgadnąć co on tak własciwie robi, ale zrezygnowałem kiedy do głowy przyszedł mi najdurniejszy i najmniej prawdopodobny scenariusz jaki w ogóle miał prawo się zrodzić.
- Ty.- Zaczął. Uniosłem zaskoczony brwii do góry i spojrzałem w jego kierunku nie wiedząc czy mówi do mnie czy może woła kogoś przez okno.
Nie.
Zdecydowanie mówił własnie do mnie.
Przekżywiłem głowę w bok i czekałem, aż będzie kontynuował to co chciał powiedzieć.
- Podejdż.- Powiedział. Zmarszczyłem czoło ale po chwili wstałem ze swojego bezpiecznego miejsca i strzelając kościmi w kolanach podszedłem do niego zatrzymując się kilka kroków przed nim.- Masz.- Rzucił w moim kierunku jakimś tobołkiem. Złapałem go odruchowo ale go nie rozwinąłem.- Idź się umyj i wyszorój porządnie włosy.- Dodał. Powąchałem swoje ramie. Przecież kompałem się jakiś tydzień temu kiedy mi na to pozwolił, a teraz tak szybko każe mi się umyć? Przecież nie śmierdziałem tak mocno jak kiedyś.- Nie obwąchuj się tylko idź się umyj.- Warknął. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem bez słowa w stronę łazienki.
^^~^^
Świerzy, pachnący, ubrany w nowe ciuchy, które z jakiegoś powodu mi podarował (spodenki do połowy ud, luźną koszulkę oraz cienki sweterek) oraz z o wiele krótszymi niż jakieś pół godziny temu włosami - myślałem że zawału dostanę kiedy wpadł do łazienki ze swoim ciężkim nożem i kazał mi się do siebie odwrócić plecami, po czym zaczął przycinać mi włosy własnie tym oto nożem- siedziałem i gapiłem się ponownie na jego poczynania.
Ubierał się gdzieś.
Wychodził.
Znowu będę siedział sam w domu. Mógłby chociaż przyprowadzić Kła, ale nieeeee....
Położył koło moich nóg śmieszne buty z jenym paseczkiem biegnącym pomiędzy twoim dużym palcem a drugim u nogi.
- Ubierz.
Padło tylko jedno słowo. Tak też zrobiłem marszcząc delikatnie czoło. Po co on mi każe w domu buty nosić?
- Chodź.- Cofnąłem się na to słowo kiedy zobaczyłem, że podchodzi do drzwi. Gdzie on mnie znowu zabiera? Co on kombinuje? Dlaczego jesteśmy sami? Przecież... Wciągnąłem głośno powietrze przez nos, kiedy złapał mnie za przegub reki i pociągnął w stronę wyjścia. Ciągnął mnie w dól drewnianych schodów nic sobie nie robiąc z moich niemych protestów. Szarpnął mocniej moją dłonią, kiedy zaparłem się przed drzwiami, których nie znałem. Nigdy mnie do nich nie zaprowadził. Nie wiem co się za nimi znajdowało. Bałem się. Spojrzał na mnie, kiedy wyczuł drżenie moich rąk. Wypuścił cicho powietrze z płuc i pchnął drzwi przed nami.- No chodź.- Ponaglił mnie i ukazał dłonią to co znajdowało się za drewnianą deską. Otworzyłem szerzej oczy. Spojrzałem na niego póżniej na widoki jakie ukazały mi się za drzwiami oraz znowu na niego.- Masz się mnie trzymać blisko. Nie odchodzić nawet na krok jeżeli ci na to nie pozwolę. Nie odzywaj się póki co. Masz się mnie słuchać, rozumiemy?- Zapytał. Zrobiłem pospiesznie dwa kroki w jego stronę i złapałem dolną połać jego bluzy w dłonie kiwając przy tym gorliwie głową. Przyglądał mi się uważnie przez dłuższą chwilę nie zmieniając wcale wyrazu twarzy po czym wyszedł ze mną na zewnątrz. Do świata żywych. Na powierznie. Mogłem zobaczyć niebo, poczuć promienie słoneczne, wiatr, wszystko!
Rozejrzałem się dyskretnie dookoła siebie. Było mało ludzi. Widziałem raptem pięć osób, które przywitały się z nim uprzejmie po czym zerknęli na mnie ukradkiem i poszli w tylko sobie znanym kierunku.
Szliśmy w milczeniu przez kilka dobrych minut. Zatrzymaliśmy się na chwilę przed jakimś budynkiem do którego po krótkim namyśle Moraeulf'a weszliśmy. Dziwne miejsce. Pełno w nim jedzenia i różnych dziwnych rzeczy. Za kredensem stał jakiś starszy człowiek i tylko to. Stał i nic więcej. Czekał. Zerknął na nas po czym uśmiechnął się delikatnie.
- Witaj Moraeulf. Co cię do mnie sprowadza o tak wczenej porze?- Zapytał starszy człowiek. Zerknął na mnie i uśmiechnął się delikatnie po czym skinął mi głową. Witał się ze mną.
- Małe zakupy.- Odparł tylko mój towarzysz i wciągnął mnie w głąb mieszkania staruszka. Chodziliśmy jakiś czas między półkami, a on zbierał do koszyka jakieś różne rzeczy po czym podszedł do kredensu ze starszym panem i podał mu owy koszyk. Ten zaczął wszystko wyciągać na kredens i spisywać do zeszystu, a następnie przesunął to w naszą stronę. Moraeulf zaczął to pakować do torby z którą tutaj przyszliśmy. Przekżywiłem głowę w bok. Co on robił?
Ignorował mnie, a ja nie wiedziałem co on robił.
Zmarszczyłem czoło.
Pociągnąłem delikatnie za dół jego bluzy, na którym nadal zaciskałem palce. Spojrzał na mnie. Przyglądał mi się uważnie przez chwilę po czym spojrzał w stronę sufitu (jakby coś tam było, a nie było bo też tam zerknąłem) po czym znowu spojrzał na mnie.
- To jest sklep. Miejsce, w którym możesz wymienić wartościowe monety na jedzenie, picie i inne pierdoły które tutaj znajdziesz. To nie łamanie prawa. On mi daje jedzenie ja mu daje równowartość monet. Nie okradam go.- Burknął na zakończenie pod nosem. Przyglądałem mu się chwilę, aby ocenić jego prawdomówność po czym spojrzałem w drugi koniec "sklepu" i tak sobie stałem i czekałem aż skończy.
- Młodzieńcze.- Usłyszałem głos staruszka.- Młodzieńcze....
- Shiruu.- Sposób w jaki wypowiedział moje imie sprawił, że kolana się pode mną delikatnie ugięły. Spojrzałem na niego gwałtownie, aby się upeniwć czy to na pewnoe TEN człowiek użył własnie swojego aparatu mowy, aby wypowiedzieć moje imię.- Ten Pan cię woła. Młodzieniec to ty.- Dodał spokojnie Moraeulf. Zmarszczyłem czoło i spojrzałem na staruszka.
- Wybierz sobie co chcesz.- Powiedział. Gapiłem się na niego. Nie rozumiałem go.- Masz na coś ochotę? Do jedzenia? Picia? Jakąś zabawkę?- Dopytywał. Czy ja mam na coś ochotę? To ja mogę mieć na coś ochotę? Spojrzałem niepewnie na Moraeulf'a.
- Idź coś sobie wybierz ja tutaj zaczekam.- Powiedział. Nie dam się podpuścić tak łatwo! Pociągnąłem delikatnie za jego bluzę, a ten spojrzał na mnie.- Nie ucieknę i nic ci nie zrobie. Wybierz co chcesz. Chcesz coś zjeść?
-...
- Pytam poważnie i takiej odpowiedzi oczekuje.- Warknął. Rozejrzałem się pospiesznie po sklepie po czym spojrzałem na niego. Znowu odwróciłem głowę w bok i wtedy....pociągnąłem gwałtownie za jego bluzę ciągnąc go za sobą. Jęknął z początku w proteście po czym poszedł posłusznie za mną. Zatrzymałem się niedaleko kredensu po czym pokazałem mu palcem to co chcę.- Jesteś tego pewny?- Zapytał. Kiwnąłem delikatnie głową.- Poprosimy dwa lody.- Powiedział do starszego pana. Ten podszedł do zimnej szafy i spojrzał na mnie.
- Jaki smak?
-...
- Dla mnie miętowe, dla niego truskawkowe.- Odparł Moraeulf widząc moją mine, jaką do niego zrobiłem.
- Małomówny coś jest ten nasz gość.
- Od roku milczy.
- Wystraszyłeś go.
- Taka moja praca.- Odparł i wręczył mi to co chciałem. Zagapiłem się na to.- Ja dam wartościowe monety. Ty jedz.- Powiedział wciskając mi mój wybór w rękę. Jedz? Ale jak? Gapiłem się na niego w uparte oczekując jakiegoś wyjaśnienia. Widziałem to w wielu jego książkach, ale nie było tam napisane jak to się je.
- Roztopi mu się.- Powiedział staruszek kiedy mój towarzysz zakładał na jedno ramie tobołek z rzeczami, które dostał od struszka.
- Eh.- Moraeulf złapał za mój nadgarstek (drgnąłem) i pochylił się nad lodem, którego trzymałem w dłoni. Przeciągnął po nim kilka razy językiem. Wyszarpnąłem mocno rękę z jego uścisku i marszcząc mocno czoło spojrzałem na mojego loda. Zerknąłem na niego gniewnie. Gdybym wiedział, że tak to się je to bym tego nie chciał. Złapałem go za rękę (spojrzał na mnie) i polizałem loda jakiego miał w dłoni. Orzeźwiający i zimny smak. Marszcząc nos podsunąłem mu swoją dłoń pod usta. Nie polizał loda tylko parsknął śmiechem. Pierwszy raz usłyszałem jego śmiech. Zagapiłem się na niego, tak mnie tym zaskoczył.- Ty liżesz swojego, ja liże swojego. Tak to się je. Polizałem wcześniej twojego bo by się rozpuścił brudząc ciebie i twoje otoczenie.- Powiedział i wytarł jedną zbłąkaną łze ze swojego policzka. Czyli, że ja nie musiałem... a mimo.... co ja.... masakra!!!
Odwróciłem głowę w bok i wyszedłem za nim za sklapu ukradkiem jedząc tego cholernego loda.
Przeszliśmy w milczeniu spory kawał drogi. Nie wiedziałem gdzie mnie zabierał i po co, ale miałem to gdzieś. Już chyba bardziej się zgłaźnić nie mogłem jak do tej pory. Zerknąłem na jego plecy kiedy od tak wyszliśmy sobie poza mury osady i szliśmy ponad godzinę jakąś leśną ścieżką. Zatrzymał się po chwili (po tym jak przedarliśmy się przez dwieście metrów krzaków) i spojrzał na mnie.
Ja z kolei gapiłem się na miejsce do którego mnie zabrał z szeroko otwartą buzią i oczyma. Wielkie jezioro na środku polany. Dookoła był las. Wysoki i daleko nad linią lasu widziałem szczyty górskie. Niebio bez żadnej chmurki oraz ogromne słońce.
- Możesz sam pochodzić po polance, ale nie wchodź do lasu. Chcę cię widzieć. Ja wszystko przyszykuje.- Powiedział patrząc na mnie. Spojrzałem na niego. Serio? Mogłem?- Idź. Zawołam cię.- Dodał. Kiwnąłem twierdząco głową i ruszyłem w stronę jeziora. Je chciałem zbadać jako pierwsze.
^^~^^
Siedziałem nad brzegiem jeziora mocząc w nim nogi. Nie wiem ile czasu minęło. Może kilka minut, może dni albo nawet stuleci. Straciłem poczucie czasu. Czułem się bezpiecznie i spokojnie. Otaczająca mnie cisza koiła moje nerwy. Szum wody oraz wiatru mnie uspokajał. Czułem w lesie mase zwierząt, ale nie odważyłem się do nich pójść. Poczekam, może one przyjdą do mnie.
- Wołam cię i wołam. Wiem, że nie mówisz, ale nie mów mi, że stałeś się głuchy.- Usłyszałem za sobą znajomy głos. Spojrzałem delikatnie za siebie odchylając głowę do tyłu po czym znowu spojrzałem na góry.- Idziesz?- Zapytał. Gdzie? Już?! Już chce mnie zabrać?! Ale...- Oj. Co jest? Czemu wyjesz?- Zapytał kiedy dojrzał te niesforne kropelki wody ściekające po moich policzkach. Dość często pojawiały się na zewnątrz, ale zawsze widział je tylko Kieł, który zlizywał mi je wtedy z twarzy i piszczał przy tym cicho.
Spojrzałem na niego nie chcąc jeszcze wracać. Ale wiedziałem... jeżeli on tak postanowi będę musiał wykonać jego polecenie. A tak bardzo nie chciałem!
Wstałem z ociąganiem i pociągając cicho nosem ruszyłem w stronę wioski. Nie zdażyłem zrobić nawet dwóch kroków, a zatrzymała mnie w miejscu jego ręka.
- Gdzie to?- Warknął marszcząc czoło. Pokazałem palcem w stronę wioski.- Po chuj?- Był zdenerwowany, ale dlaczego? Przecież robiłem to co chciał. Pokazałem na siebie, później na niego i znowu na wioskę.- Nie idziemy jeszcze do wioski.- Warknął. Gapiłem się na niego z lekko przechyloną głową w bok. Pociągnął mnie za sobą. Po kilku metrach zatrzymał się przed wielkim kocem na który bezceremonialnie mnie posadził i usiadł po jego drugiej stronnie. Rozejrzałem się po nim. Było tam wiele różnych rzeczy, kilka kartek, trzy książki, ogólnie dziwne rzeczy mogłem tam znaleźć.- Do zachodu słońca będziemu tutaj siedzieć więc nie wyj. Później wracamy do domu. Jak będziesz grzeczny to znowu tutaj przyjdziemy.- Warknął po czym sięgnął po jakieś opakowanie. Otworzył je i wsunął do buzi jego zawartość.
Do zachodu słońca jeszcze długo.
^^~^^
Od trzech miesiący wychodzimy na tą polanę co drugi dzień. Jednego dnia Moraeulf znikał z domu zostawiając mnie z Kłem, na drugi dzień wracał i cały dzień spędzał ze mną na polanie. Poznałem wiele nowych rodzajów jedzenia, nauczyłem się grać w różne dziwne gry, nawet nauczył mnie jak się pływa. Dość często milczał, czasami coś tam mruczał pod nosem. Raz może dwa zdażyło mu się walnąć przemowe na prawie 2 miliony słów.
Wiem!
Liczyłem!
Dosłownie!
Po czym napił się wody i wrócił do czytania swojej książki.
Ja też staralem się nie próżnować chociaż po pierwszym razie kiedy tego spróbowałem wolałem być ostrożny. Przez moją głupotę i gwałtowność życie straciło pobliskie stado wilków oraz około dwadzieścia sarenek. A ja tylko powiedziałem "jak tutaj pięknie. Cce wracać w to miejsce codziennie." I powiedziałem to bardzo cicho oraz powoli. Ale powiedziałem za dużo. Dlatego teraz (po wielkiej awanturze jaką zgotował mi Moraeulf) wypowiadam jedno góra dwa słowa dziennie i czekam, aż pozwoli mi wypowiedzieć ich więcej.
Czekam bo chcę mu tak wiele powiedzieć. Nadal byłem przy nim niesamowicie ostrożny, ale jednocześnie wiedziałem, że muszę mu podziękować. To tylko za jego sprawą mogłem zobaczyć to miejsce.
********************************************
zapomniałam dodać, że opowiadania będą posiadały w sobie mase błędów.... są nie betowane jak coś. Za co z góry przepraszam.
Pzdr Gizi03031
niedziela, 10 marca 2019
niedziela, 3 marca 2019
Olen sinun, sinä olet minun rozdział 2
Obkręciłem się na bok śpiąc na materacu wciśniętym w kąt kuchni tuż koło leżanki Kła i spojrzałem na posłanie jego pana, w którym to właśnie sobie smacznie spał z dwójką jakiś chłopaków. Przyzwyczaiłem się do tego, że za każdym razem, kiedy widziałem w jego łóżku jakąś osobę (nie ważne czy to chłopak czy dziewczyna) za każdym razem był to ktoś inny.
Wypuściłem głośno powietrze i przymknąłem oczy próbując ponownie zasnąć. Drgnąłem otwierając gwałtownie oczy. Ludzie o tym nie wiedzieli, ale podczas snu ich myśli oraz emocję aby dać odpocząć ciału ulatują z niego. Ciało wtedy się relaksuje, umysł oczyszcza i uspokaja.... tak powstają sny.
Z czego sobie ludzie jeszcze nie zdawali sprawy? Z tego, że nieliczni z mojego gatunku potrafili te emocje zobaczyć oraz usłyszeć ich myśli. Tak jak to miało miejsce właśnie teraz. Usiadłem delikatnie na swoim posłaniu i skierowałem spojrzenie w stronę łóżka. Zaciskając mocno zęby starałem się skupić na leżącym niedaleko psie, aby zapanować nad wzbierającą we mnie złością.
Shiruu, co jest?
Uslyszałem głos Kła. Zatopiłem palce lewej dłoni w jego sierści na grzbiecie, ale to i tak mi nie pomogło. O dziwo wzmogło to mój gniew.
Czy twój pan z niemalże zwierzęcą chucią sprawdza co czasami bierze do swojego łoża?
Zapytałem. Usłyszałem tylko prychnięcie psa. A więc jednak.... Pokreciłem przecząco głową wiedząc bardzo dobrze, że nie mogę dać upustu swoim emocją, ale to co czułem i to co słyszałem....
Na chwiejnych nogach udałem się do łazienki, aby trochę ochłonąć, odgrodzić się od tego co czułem i słyszałem. Przemywając twarz lodowatą wodą usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi. Zerknąłem w bok. Był to jeden z tych chłopaków. Stał przede mną tak jak go matka natura stworzyła. Niski, szczupły, z zielonymi kótkimi włosami i czerwonymi oczyma. Spojrzał w moim kierunku i prychnął głośno pod nosem.
- Co się gapisz robaku?- Warknął na mnie. Wytarłem twarz w ręcznik aby na niego nie patrzeć, wiedząc co mogę mu za chwilę zrobić.- Ogłuchłeś?- Złapał mnie za ramię. Drgnąłem. Spojrzałem na niego w dość powolny sposób opuszczając na dół ręcę, w których nadal trzymałem puchowy ręcznik.
- Zjedz swój język. Odetnij przyrodzenie. Wydłub oczy. Przebij uszy. Podetnij nadgarstki. Utop się.- Pierwsze słowa wypowiedziane na tej planecie. Cofnął się o krok, ale wiedziałem, że nie zdoła uciec. Pierwsze słowa są najgorsze. Mają najbardziej destrukcyjną moc. A im dłużej milczymy tym bardziej ta moc się powiększa. I wtedy trzeba wypowiedzieć więcj słów. Ja powiedziałem za mało, a i tak zdawałem sobie dobrze sprawę z tego co się za chwilę stanie. Usiadłem sobie na opuszczonej desce klozetowej i opierając brodę na dłoni przyglądałem mu się uważnie czekając na mały spektakl, w którym będzie musiał wykonać każde z wymienionych przeze mnie zdań. Widziałem jak po jego policzkach ciekły łzy, a po brodzie krew kiedy dławiąc się przerzuwał swój język z zamiarem odgryzienia go i przełknięcia. Uśmiechnąłem się wrednie pod nosem dokładnie obserwujac jego poczynania.
Powoli krok po kroku spełniał moje wypowiedziane zdania odpierając sobie po kolei oczy oraz uszy. Napełnił wanne wodą i zanurzył się w niej. Sięgnął po brzytwę Moraeulf'a kiedy sam właściciel narzędzia stanął w drzwach łazienki i gapił się na niego przez dłuższą chwilę nie wiedząc jak ma się zachować. Ani drgnąłem wiedząc, że i tak nie ucieknę przed jego złością oraz karą.
- Co... Co tu się do kurwy nędzy wyprawia?!- Ryknął na całe gardło podbiegając do chlopaka i zatrzymując go przed podcięciem sobie żył. Wiedziałem, że to i tak nie pomoże. Podetnie je sobie teraz za jego pozwoleniem, albo później jak będzie sam.- Coś ty mu zrobił?!- Wydarł się na mnie uderzając mnie otwartą dłonią w prawy policzek. Zabolało. I to cholernie bardzo. Zagryzłem dolną wargę aby nawet nie pisnąć. Go nie chciałem zabijać. Jakoś jeszcze nie naszła mnie na to ochota. Dlatego musiałem milczeć. Usłyszałem warczenie dobiegające od strony drzwi.- Kieł zamknij pysk i spierdalaj do siebie!- Wydarł się na psa, ale to tylko bardziej go rozjuszyło.- KIEŁ!!!- Spojrzał w jego kierunku.
Odpuść i idź.
Tylko tyle powiedziałem. Pies warcząc głośno wycofał się z pomieszczenia. Nadal słyszałem jego warczenie, ale go nie widziałem. Spojrzałem na Moraeulf'a. Przytrzymywał nadgarstki krzyczącego niewyraźnie chłopaka, który ciągle póbował podciąć żyły.
^^~^^
Rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym zamknął mnie trzy dni temu pozostawiając mnie tutaj samego z dwiema butelkami wody. Nikt się tutaj nie pojawiał nawet po to by zerknąć czy żyje. A co najgorsze....
Oddzielił mnie od Kła.
Zaciskając monco zęby, aby nie zacząć krzyczeć gapiłem się na ściany bez okien. Nawet drzwi jakoś nie napawały mnie radością. Wiedziałem, że bez klucza można je otworzyć tylko od zewnątrz. Tutaj gdzie ja się znajdowałem było to niemożliwe. No może przy próbie wyważenia ich, ale jeżeli bym tego dokonał długo bym nie pożył.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Spojrzałem na nie nadal siedząc na podłodze. Nie miałem zamiaru siadać przy jedynym meblu jaki się tutaj znajdował. Drewniany stół i kilka krzeseł. Nic więcej.
Do środka wszedł Moraeulf oraz Warivv. Spojrzeli na mnie po czym ten drugi wypuścił głośno powietrze z płuc i spojrzał na swojego towarzysza.
- To było konieczne?- Zapytał. Tamten tylko spojrzał na niego jak na skończonego idiotę i zamykając drzwi skierował swe kroki w moją stronę. Oddychałem spokojnie przez nos skupiając się na palcach u nóg. O dziwo to pozwalało mi zachować tymczasowo spokój.- Faoiltiar będzie niezadowolony.
- Bzyknij go porządnie to mu przejdzie.- Warknął mężczyzna patrząc na mnie z góry. Nie obdarzyłem go spojrzeniem.
- Może ciebie ktoś powinniem dla odmiany to byś spóścił z tonu i zaczął myśleć.
- Jestem chyba jedynym człowiekiem w tym miejscu, który jeszcze myśli.
- Chcesz się założyć?- Od strony drzwi doleciał trzeci głos. Nie musiałem tam patrzeć aby wiedzieć do kogo należał. Ale mimo wszystko spojrzałem w tamtym kierunku. Białowłosy spojrzał na mnie, później na człowieka. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a po chwili z jego ciała wyleciało kilka wyładowań elektrycznych.- Gdzie Kieł?
- Jak najdalej od tego czegoś. Jeszcze go mi zabije.- Warknął Moraeulf. Prychnąłem w myślach. Ja miałbym zabić Kła?! Prędzej go bym o to posądzał!
- Ile on tutaj siedzi?
- Trzy dni.
- Czy ty....- Urwał i zaczerpnął kilka razy głośno powietrze. Pokręcił przecząco głową i otworzył szerzej drzwi. Do pomieszczenia weszły trzy osoby. Obce. Tak jak ja i Faoiltiar. Cała trójka średniego wzrostu. Kobieta o krótkich błękitnych włosach i turkusowych oczach. Jeden z mężczyzn (ten wyższy) miał zielone włosy i brązowe oczy. Drugi odwrotnie. Brązowe włosy, a zielone oczy. Na twarzach całej trójki widniał taki sam znak runiczny jak u mnie. Drgnąłem i przekrzywiłem głowę w bok przyglądając im się uważnie. Spojrzeli na mnie po czym cofnęli się delikatnie. Po rozejrzeniu się w pomieszczeniu, w jakim się teraz znajdowaliśmy wyszli bez słowa.
- Po co ich tutaj....
- Bo jesteś głupi! Zabijesz nas wszystkich!
- O co ci kurwa znowu...- krzyknął, ale urwał kiedy wcześniejsza trójka wróciła przynosząc ze sobą różne rzeczy. Drgnąłem kiedy wyczułem co ze sobą mieli. Podeszli do mnie niepewnnie i położyli przy mnie swoje "łupy". Spojrzałem najpierw na nich później swoje spojrzenie ponownie skierowałem na przedmioty położone koło moich nóg. Dla kogoś mogłoby się to wydawać niczym, ale dla mnie znaczyło tak wiele. Na jakimś papierze kołożyli garstke piasku, trochę zerwanej w pośpiechu trawy, kilka zakurzonych kamyków oraz w miseczce trochę wody. Kobieta otworzyłą swoja torbe, która zwisała jej z ramienia i wyciągnęła z niej małego, białego kotka po czym położyła mi go na kolanach. Nawet nie drgnąłem.
- Jak długo siedzi w tym pomieszczeniu?- Zapytał zielonowłosy. Jego głos wydał mi się dziwnie znajomy.
- Trzy dni.
- To nie tak długo.- Odparł na odpowiedz Warivv'a. Faoiltiar prychnął głośno.- Tak?
- A ile dni temu ostatni raz był na zewnątrz?- Zapytał chociaż sam znał dobrze odpowiedź. Przymknąłem oczy wiedząc, że już długo nie wytrzymam.
- Dobrze wiesz.- Warknął człowiek.
- Odpowiedz.- Nalegała kobieta.
- Od roku...- Odparł. Usłyszałem głośny huk, a po nim jęk mężczyzny. Otworzyłem oczy w momencie kiedy ten zbierał się z przeciwległej ściany i otrzepywał spodnie. Spojrzałem na nieznaną mi z imienia trójkę i aż otworzyłem szeroko oczy.
Ja ich znam!
Dargemier, Vey, Frill.
Wypowiedzenie w myślach ich imion sprawiło, że przez ich oczy przeleciała złota poświata, a oni spojrzeli na mnie.
- Witaj Shiruu.- Powiedziała kobieta: Vey. Kiwnąłem delikatnie głową dając im potwierdzenie ich domysłów.
- Myślałem, że siwek sobie z nas żartuje, kiedy powiadomił nas kto mieszka w ich osadzie, a tutaj taka niespodzianka.- Powiedział brązowowłosy Frill. Odczekał chwilę.- Od dawna się nie odywasz? Ile godzin?
- Rok.- Odpowiedział za mnie Faoiltiar. Cała trójka spojrzała na niego jakby był upośledzony umysłowo po czym swoje spojrzenie skierowała na mnie.
- Od roku milczysz, więc powiedz mi jakim cudem ten człowiek jeszcze żyje??- Zapytał ostatni z nich. Zielonowłosy Dargemier. Wzruszyłem delikatnie ramionami.- No nie oszukuj mnie. Znam go, a przede wszystkim ciebie wiec się nie dziw, że zadałem to pytanie. Przecież ten typ jest na maksa mega wkurwiający, dlatego się pytam jakim cudem on jeszcze żyje.
- Masz coś do mnie?- Warknął człowiek.
- Od samego początku mówiłem ci, że masz zacząć myśleć i się odwalić od takich jak ja, bo to kiedyś przyniesie dla ciebie katastrofę. I tylko to, że z jakiegoś irracjonalnego powodu on milczy ty jeszcze żyjesz.
- Hę?- Zapytał mało inteligentnie Moraeulf.
- On jest z tego samego plemienia co my.- Powiedziała Vey. Warivv oraz Moraeulf spojrzeli na mnie gwałtownie. Nie wiem któremu, ale któremuś strzeliła kość w karku przy tym ruchu.- A co najzabawniejsze ten "człowiek" nas tutaj zesłał. To nasz nauczyciel, przyjebie.- Dodała i zaśmiała się cicho z jego miny. Widocznie już o mnie słyszeli. Musieli słyszeć. Widziałem to po ich minach. Po tym jak na mnie spojrzeli, a po ich skroniach spłynęła pojedyńcza kropelka potu.
- A więc Mistrzu....- zaczął Frill. Spojrzałem na niego uważnie.- Dlaczego znajdujesz się na tej planecie i to w takim ciele, a na dodatek w tej osadzie?- Zapytał. Skrzywiłem się i odwróciłem głowę w bok. Nie chciałem o tym rozmawiać, nawet pamiętać, ale wiedziałem, że te pytania kiedyś nadejdą.
Alger Kona. Spałem z nią.
Cała czwórka, która mogła usłyszeć moje słowa wbila się z zaskoczeniem w ścianę. Spoglądali na mnie bladzi na twarzy z szeroko otwartymi oczyma. Uśmiechnąłem się gorzko pod nosem.
Każdy by tak zareagował.
W końcu Alger Kona to Czysta Niewiasta. Ktoś kto zostaje największym i najważniejszym członkiem Rady oraz Matką wszystkich naszych klanów. To ktoś święty. Można powiedzieć- używając ludzkiego języka- to Bogini.
A ja ją zbrukałem odbierając jej możliwość zajęcia należytego jej miejsca.
Przez co zostałem potępiony na wieki.
Zamiast zesłać mnie na ziemie, powinni byli mnie zabić, ale to ona zdecydowała, że należytą karą dla kogoś takiego jak ja będzie zamknięcie mnie w stałym ciele i uwięzienie na tej planecie.
Wiedziała, że tutaj się odrodze. Jeżeli jednak zabili by mnie na mojej ojczystej planecie przestałbym istnieć.
*************************************
:)
Wypuściłem głośno powietrze i przymknąłem oczy próbując ponownie zasnąć. Drgnąłem otwierając gwałtownie oczy. Ludzie o tym nie wiedzieli, ale podczas snu ich myśli oraz emocję aby dać odpocząć ciału ulatują z niego. Ciało wtedy się relaksuje, umysł oczyszcza i uspokaja.... tak powstają sny.
Z czego sobie ludzie jeszcze nie zdawali sprawy? Z tego, że nieliczni z mojego gatunku potrafili te emocje zobaczyć oraz usłyszeć ich myśli. Tak jak to miało miejsce właśnie teraz. Usiadłem delikatnie na swoim posłaniu i skierowałem spojrzenie w stronę łóżka. Zaciskając mocno zęby starałem się skupić na leżącym niedaleko psie, aby zapanować nad wzbierającą we mnie złością.
Shiruu, co jest?
Uslyszałem głos Kła. Zatopiłem palce lewej dłoni w jego sierści na grzbiecie, ale to i tak mi nie pomogło. O dziwo wzmogło to mój gniew.
Czy twój pan z niemalże zwierzęcą chucią sprawdza co czasami bierze do swojego łoża?
Zapytałem. Usłyszałem tylko prychnięcie psa. A więc jednak.... Pokreciłem przecząco głową wiedząc bardzo dobrze, że nie mogę dać upustu swoim emocją, ale to co czułem i to co słyszałem....
Na chwiejnych nogach udałem się do łazienki, aby trochę ochłonąć, odgrodzić się od tego co czułem i słyszałem. Przemywając twarz lodowatą wodą usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi. Zerknąłem w bok. Był to jeden z tych chłopaków. Stał przede mną tak jak go matka natura stworzyła. Niski, szczupły, z zielonymi kótkimi włosami i czerwonymi oczyma. Spojrzał w moim kierunku i prychnął głośno pod nosem.
- Co się gapisz robaku?- Warknął na mnie. Wytarłem twarz w ręcznik aby na niego nie patrzeć, wiedząc co mogę mu za chwilę zrobić.- Ogłuchłeś?- Złapał mnie za ramię. Drgnąłem. Spojrzałem na niego w dość powolny sposób opuszczając na dół ręcę, w których nadal trzymałem puchowy ręcznik.
- Zjedz swój język. Odetnij przyrodzenie. Wydłub oczy. Przebij uszy. Podetnij nadgarstki. Utop się.- Pierwsze słowa wypowiedziane na tej planecie. Cofnął się o krok, ale wiedziałem, że nie zdoła uciec. Pierwsze słowa są najgorsze. Mają najbardziej destrukcyjną moc. A im dłużej milczymy tym bardziej ta moc się powiększa. I wtedy trzeba wypowiedzieć więcj słów. Ja powiedziałem za mało, a i tak zdawałem sobie dobrze sprawę z tego co się za chwilę stanie. Usiadłem sobie na opuszczonej desce klozetowej i opierając brodę na dłoni przyglądałem mu się uważnie czekając na mały spektakl, w którym będzie musiał wykonać każde z wymienionych przeze mnie zdań. Widziałem jak po jego policzkach ciekły łzy, a po brodzie krew kiedy dławiąc się przerzuwał swój język z zamiarem odgryzienia go i przełknięcia. Uśmiechnąłem się wrednie pod nosem dokładnie obserwujac jego poczynania.
Powoli krok po kroku spełniał moje wypowiedziane zdania odpierając sobie po kolei oczy oraz uszy. Napełnił wanne wodą i zanurzył się w niej. Sięgnął po brzytwę Moraeulf'a kiedy sam właściciel narzędzia stanął w drzwach łazienki i gapił się na niego przez dłuższą chwilę nie wiedząc jak ma się zachować. Ani drgnąłem wiedząc, że i tak nie ucieknę przed jego złością oraz karą.
- Co... Co tu się do kurwy nędzy wyprawia?!- Ryknął na całe gardło podbiegając do chlopaka i zatrzymując go przed podcięciem sobie żył. Wiedziałem, że to i tak nie pomoże. Podetnie je sobie teraz za jego pozwoleniem, albo później jak będzie sam.- Coś ty mu zrobił?!- Wydarł się na mnie uderzając mnie otwartą dłonią w prawy policzek. Zabolało. I to cholernie bardzo. Zagryzłem dolną wargę aby nawet nie pisnąć. Go nie chciałem zabijać. Jakoś jeszcze nie naszła mnie na to ochota. Dlatego musiałem milczeć. Usłyszałem warczenie dobiegające od strony drzwi.- Kieł zamknij pysk i spierdalaj do siebie!- Wydarł się na psa, ale to tylko bardziej go rozjuszyło.- KIEŁ!!!- Spojrzał w jego kierunku.
Odpuść i idź.
Tylko tyle powiedziałem. Pies warcząc głośno wycofał się z pomieszczenia. Nadal słyszałem jego warczenie, ale go nie widziałem. Spojrzałem na Moraeulf'a. Przytrzymywał nadgarstki krzyczącego niewyraźnie chłopaka, który ciągle póbował podciąć żyły.
^^~^^
Rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym zamknął mnie trzy dni temu pozostawiając mnie tutaj samego z dwiema butelkami wody. Nikt się tutaj nie pojawiał nawet po to by zerknąć czy żyje. A co najgorsze....
Oddzielił mnie od Kła.
Zaciskając monco zęby, aby nie zacząć krzyczeć gapiłem się na ściany bez okien. Nawet drzwi jakoś nie napawały mnie radością. Wiedziałem, że bez klucza można je otworzyć tylko od zewnątrz. Tutaj gdzie ja się znajdowałem było to niemożliwe. No może przy próbie wyważenia ich, ale jeżeli bym tego dokonał długo bym nie pożył.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Spojrzałem na nie nadal siedząc na podłodze. Nie miałem zamiaru siadać przy jedynym meblu jaki się tutaj znajdował. Drewniany stół i kilka krzeseł. Nic więcej.
Do środka wszedł Moraeulf oraz Warivv. Spojrzeli na mnie po czym ten drugi wypuścił głośno powietrze z płuc i spojrzał na swojego towarzysza.
- To było konieczne?- Zapytał. Tamten tylko spojrzał na niego jak na skończonego idiotę i zamykając drzwi skierował swe kroki w moją stronę. Oddychałem spokojnie przez nos skupiając się na palcach u nóg. O dziwo to pozwalało mi zachować tymczasowo spokój.- Faoiltiar będzie niezadowolony.
- Bzyknij go porządnie to mu przejdzie.- Warknął mężczyzna patrząc na mnie z góry. Nie obdarzyłem go spojrzeniem.
- Może ciebie ktoś powinniem dla odmiany to byś spóścił z tonu i zaczął myśleć.
- Jestem chyba jedynym człowiekiem w tym miejscu, który jeszcze myśli.
- Chcesz się założyć?- Od strony drzwi doleciał trzeci głos. Nie musiałem tam patrzeć aby wiedzieć do kogo należał. Ale mimo wszystko spojrzałem w tamtym kierunku. Białowłosy spojrzał na mnie, później na człowieka. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a po chwili z jego ciała wyleciało kilka wyładowań elektrycznych.- Gdzie Kieł?
- Jak najdalej od tego czegoś. Jeszcze go mi zabije.- Warknął Moraeulf. Prychnąłem w myślach. Ja miałbym zabić Kła?! Prędzej go bym o to posądzał!
- Ile on tutaj siedzi?
- Trzy dni.
- Czy ty....- Urwał i zaczerpnął kilka razy głośno powietrze. Pokręcił przecząco głową i otworzył szerzej drzwi. Do pomieszczenia weszły trzy osoby. Obce. Tak jak ja i Faoiltiar. Cała trójka średniego wzrostu. Kobieta o krótkich błękitnych włosach i turkusowych oczach. Jeden z mężczyzn (ten wyższy) miał zielone włosy i brązowe oczy. Drugi odwrotnie. Brązowe włosy, a zielone oczy. Na twarzach całej trójki widniał taki sam znak runiczny jak u mnie. Drgnąłem i przekrzywiłem głowę w bok przyglądając im się uważnie. Spojrzeli na mnie po czym cofnęli się delikatnie. Po rozejrzeniu się w pomieszczeniu, w jakim się teraz znajdowaliśmy wyszli bez słowa.
- Po co ich tutaj....
- Bo jesteś głupi! Zabijesz nas wszystkich!
- O co ci kurwa znowu...- krzyknął, ale urwał kiedy wcześniejsza trójka wróciła przynosząc ze sobą różne rzeczy. Drgnąłem kiedy wyczułem co ze sobą mieli. Podeszli do mnie niepewnnie i położyli przy mnie swoje "łupy". Spojrzałem najpierw na nich później swoje spojrzenie ponownie skierowałem na przedmioty położone koło moich nóg. Dla kogoś mogłoby się to wydawać niczym, ale dla mnie znaczyło tak wiele. Na jakimś papierze kołożyli garstke piasku, trochę zerwanej w pośpiechu trawy, kilka zakurzonych kamyków oraz w miseczce trochę wody. Kobieta otworzyłą swoja torbe, która zwisała jej z ramienia i wyciągnęła z niej małego, białego kotka po czym położyła mi go na kolanach. Nawet nie drgnąłem.
- Jak długo siedzi w tym pomieszczeniu?- Zapytał zielonowłosy. Jego głos wydał mi się dziwnie znajomy.
- Trzy dni.
- To nie tak długo.- Odparł na odpowiedz Warivv'a. Faoiltiar prychnął głośno.- Tak?
- A ile dni temu ostatni raz był na zewnątrz?- Zapytał chociaż sam znał dobrze odpowiedź. Przymknąłem oczy wiedząc, że już długo nie wytrzymam.
- Dobrze wiesz.- Warknął człowiek.
- Odpowiedz.- Nalegała kobieta.
- Od roku...- Odparł. Usłyszałem głośny huk, a po nim jęk mężczyzny. Otworzyłem oczy w momencie kiedy ten zbierał się z przeciwległej ściany i otrzepywał spodnie. Spojrzałem na nieznaną mi z imienia trójkę i aż otworzyłem szeroko oczy.
Ja ich znam!
Dargemier, Vey, Frill.
Wypowiedzenie w myślach ich imion sprawiło, że przez ich oczy przeleciała złota poświata, a oni spojrzeli na mnie.
- Witaj Shiruu.- Powiedziała kobieta: Vey. Kiwnąłem delikatnie głową dając im potwierdzenie ich domysłów.
- Myślałem, że siwek sobie z nas żartuje, kiedy powiadomił nas kto mieszka w ich osadzie, a tutaj taka niespodzianka.- Powiedział brązowowłosy Frill. Odczekał chwilę.- Od dawna się nie odywasz? Ile godzin?
- Rok.- Odpowiedział za mnie Faoiltiar. Cała trójka spojrzała na niego jakby był upośledzony umysłowo po czym swoje spojrzenie skierowała na mnie.
- Od roku milczysz, więc powiedz mi jakim cudem ten człowiek jeszcze żyje??- Zapytał ostatni z nich. Zielonowłosy Dargemier. Wzruszyłem delikatnie ramionami.- No nie oszukuj mnie. Znam go, a przede wszystkim ciebie wiec się nie dziw, że zadałem to pytanie. Przecież ten typ jest na maksa mega wkurwiający, dlatego się pytam jakim cudem on jeszcze żyje.
- Masz coś do mnie?- Warknął człowiek.
- Od samego początku mówiłem ci, że masz zacząć myśleć i się odwalić od takich jak ja, bo to kiedyś przyniesie dla ciebie katastrofę. I tylko to, że z jakiegoś irracjonalnego powodu on milczy ty jeszcze żyjesz.
- Hę?- Zapytał mało inteligentnie Moraeulf.
- On jest z tego samego plemienia co my.- Powiedziała Vey. Warivv oraz Moraeulf spojrzeli na mnie gwałtownie. Nie wiem któremu, ale któremuś strzeliła kość w karku przy tym ruchu.- A co najzabawniejsze ten "człowiek" nas tutaj zesłał. To nasz nauczyciel, przyjebie.- Dodała i zaśmiała się cicho z jego miny. Widocznie już o mnie słyszeli. Musieli słyszeć. Widziałem to po ich minach. Po tym jak na mnie spojrzeli, a po ich skroniach spłynęła pojedyńcza kropelka potu.
- A więc Mistrzu....- zaczął Frill. Spojrzałem na niego uważnie.- Dlaczego znajdujesz się na tej planecie i to w takim ciele, a na dodatek w tej osadzie?- Zapytał. Skrzywiłem się i odwróciłem głowę w bok. Nie chciałem o tym rozmawiać, nawet pamiętać, ale wiedziałem, że te pytania kiedyś nadejdą.
Alger Kona. Spałem z nią.
Cała czwórka, która mogła usłyszeć moje słowa wbila się z zaskoczeniem w ścianę. Spoglądali na mnie bladzi na twarzy z szeroko otwartymi oczyma. Uśmiechnąłem się gorzko pod nosem.
Każdy by tak zareagował.
W końcu Alger Kona to Czysta Niewiasta. Ktoś kto zostaje największym i najważniejszym członkiem Rady oraz Matką wszystkich naszych klanów. To ktoś święty. Można powiedzieć- używając ludzkiego języka- to Bogini.
A ja ją zbrukałem odbierając jej możliwość zajęcia należytego jej miejsca.
Przez co zostałem potępiony na wieki.
Zamiast zesłać mnie na ziemie, powinni byli mnie zabić, ale to ona zdecydowała, że należytą karą dla kogoś takiego jak ja będzie zamknięcie mnie w stałym ciele i uwięzienie na tej planecie.
Wiedziała, że tutaj się odrodze. Jeżeli jednak zabili by mnie na mojej ojczystej planecie przestałbym istnieć.
*************************************
:)
niedziela, 24 lutego 2019
Olen sinun, sinä olet minun rozdział 1
Dźwięk otwieranych drzwi uświadomił mi, że już wrócił. Szybciej niż zawsze. Zamknąłem pospiesznie okno odsuwając się od niego. Nie chciałem, aby widział jak obserwuje okolicę. Jak sprawdzam co gdzie jest.... jak chłonę życie. Jak nic znowu by się wściekł, a kolejnego dnia tak jak na początku zabiłby okna deskami zabierając mi dostęp do świata oraz życia.
Stanąłem na środku pomieszczenia, w którym się znajdowałem nie bardzo wiedząc co mam zrobić w tym momencie. Gdyby wrócił tak jak wracał cały czas siedziałbym teraz grzecznie przy stole i czekał. Ale stół był za daleko abym teraz do niego podbiegł. A jeżeli on by to zauważył wydałoby mu się to za bardzo podejrzane i znowu byłbym na celowniku.
Owszem.
Wiem.
Nadal na nim jestem, ale mam troszkę "luzu", że tak to nazwę. Mogłem samodzielnie poruszać się po tym mieszkaniu z całkowitym zakazem zbliżania się do okien oraz drzwi.
Drzwi się otworzyły.
Do środka weszły cztery istoty. Taa.... istoty. Jeden człowiek, jeden mieszaniec, jeden obcy oraz pies. Ten ostatni spojrzał w moim kierunku, przekręcił łeb w bok po czym podszedł do mnie i otarł się swoim cielskiem o moje nogi. Zatapiając palce w jego sierści przyjrzałem się osobą w pomieszczeniu. Pierwszy- człowiek, był wysoki, miał szerokie ramiona, długie do pasa czarne włosy, czarne oczy oraz bladą cere. Drugi- mieszaniec, był średniego wzrostu, miał bardziej wątłą sylwetkę niż jego towarzysz, ale daleko mu było do tak wypasionego ciała jakie ja miałem, krótko ścięte czerwone włosy, zielone oczy oraz ostro zakończone uszy. Trzeci- obcy, był mniejwięcej mojego wzrostu jak i postury, miał białe włosy sięgające mu ramion, jasnoniebieskie oczy, ostro zakończone uszy oraz runiczny znak pod jego lewym okiem. Ja również go posiadałem, ale mój się nieco różnił od jego.
Nie miałem pojęcia jakim cudem te trzy różne osoby się znały i ze sobą wytrzymywały, biorąc pod uwagę temperament oraz nerwy pierwszego z nich- człowieka.
Taaa....
To on był właściecielem psa (na marginesie pies miał całą czarną sierść, ale oczy kompletnie białe) oraz mojej celi w tym więzieniu.
Cała trójka spojrzała w moim kierunku, kiedy zorientowali się, że stoję jak ten głupek na środku i nic nie robię.
- Hej.- Przywitał się mieszaniec. Warivv. Nie odpowiedziałem. Bałem się go trochę.
- Nie zaczynaj.- Warknął człowiek. Moraeulf. Go bałem się bardziej niż Warivv'a chociaż to on ze względu na swoje pochodzenie mógłby być bardziej niebezpieczny.... no ale wybaczcie. No z Moraeulf'em mieszkałem więc to jego się najbardziej bałem.
- Kultura wymaga się przywitać.- Odparł ostatni. Obcy. Faoiltiar. Tego z kolei wcale nie rozumiałem.
- To się wita tylko z Kłem, więc przestańcie próbować za każdym razem kiedy włazicie do tego domu.
- Widocznie Kieł zdobył jego zaufanie.
- Aoi....- Ostrzegawczy ton Moraeulf'a, sprawił, że zrobiłem jeden krok do tyłu. To przykuło ich uwagę. Znowu byłem pod obstrzałem ich spojrzeń. Chciałem zniknąć. Schować się gdzieś głęboko pod ziemią, aby nie musieli mnie oglądać.
- Nie uciekaj...- Zaczął Warivv, ale ja znowu zrobiłem kilka kroków do tyłu. Czułem, po prostu czułem, że ich pojawienie nie wróży niczego przyjemnego.
- Stój.- Rozkaz. Moje ciało zesztywniało. Nie mogłem się ruszyć mimo, że bardzo tego chciałem. Usłyszałem za swoimi plecami ciche warczenie.- Kieł, spokój.- Warknął Moraeulf, ale pies nie przestał, tylko nasilił swój warkot podchodząc do mnie i stając koło mojej prawej nogi.- Kieł!
Odpuść. Nie chcę aby na ciebie krzyczał. Będzie zły....
To niech on też odpuści. Ty również byś sobie darował i w końcu się do nich odezwał. Od prawie roku z nikim nie gadasz. Od chwili kiedy cię....
Złapaliście. Ta, masz rację. Starczy, że gadam z tobą.
Ale nie z nimi! To oni są gatunkiem naczelnym, to oni cię....
Przestań. I nie warcz na mnie.
Poklepałem psa po głowie. Ten prychnął na mnie tylko i ułożył się koło moich nóg nie wydając już żadnego dźwięku. Wypuściłem cicho powietrze i spojrzałem na swoje potencjalne zagrożenie. Nie moja wina, że się nie odzywałem kiedy tylko ich zobaczyłem. Jakiś irrancjonalny strach chwycił mnie za gardło i nie pozwolił się przy nich odzywać, a przez to oni nie pozwalali mi widywać innych oraz wychodzić z tego domu ponieważ ciągle widzieli we mnie zagrożenie. We mnie!
Przyglądali mi się uważnie oceniając dokładnie coś co sobie ubzdurali w swoich łepetynkach.
Przekrzywiłem głowę w bok. Znak, że czekam na to co mają do powiedzenia.
- Zaczniesz z nami rozmawiać?- Zapytał Warivv. Milczałem. Nawet nie drgnąłem.
- Powiedz chociaż jak się nazywasz.- poprosił Obcy. Po co im to wiedzieć? Jak i tak nie będą używać mojego imienia w rozmowie.- Byłem ostatnio w Framvarðarsveit.- Wpadłem na stół, który znajdował się pare kroków za mną po tym jak usłyszałem gdzie on był. Po co on tam polazł?!
Moje zachowanie widocznie ich zaintygowało, bo zbliżyli się do mnie jeszcze bardziej przyglądajac mi się bardzo dokładnie.
- Poprosiłem o listę osób, które ostatnio zostały tutaj zesłane....- Kontynuował Faoiltiar. Brałem powolne, ale głębokie oddechy próbując się uspokoić. Jeżeli tutaj przy nich wybuchnę jak nic skrócą mnie o głowę.- Podano mi pięć imion. Samych imion. Usłyszałem, że powód zesłania tych osób jest utajniony. Powiedz.... które z tych imion jest twoje...
- Chcemy znać tylko twoje imię.- Dodał Warivv. Spojrzałem na niego. Kątem oka widziałem jak Kieł podchodził do swojego pana i stawał pomiędzy mną a nim. Wiedział... wyczuwał co się może stać, jeżeli przekroczą pewne granice. Odchyliłem głowę delikatnie do tyłu i przyglądałem im się uważnie czekając aż podadzą te cholerne imiona.
- Acalia.- Padło pierwsze imię. Nie poruszyłem się.- Eredin.- Kolejne wypowiedziane imię nie należało do mine.- Ivelios.- Spróbował ponownie. Niestety nie miał szczęścia.- Kael.- Patrzyłem mu głęboko w oczy. Wiedziałem co się stanie z moimi jeżeli wypowie na głos moje imię. Zawsze się tak działo.- Shiruu.- Drgnął kiedy przez moje oczy przemknęła złota poświata by po chwili ich kolor wrócił do wcześniejszej barwy. Łypąłem na niego wilkiem. Znali moje imię. Po roku w końcu je poznali.
- Shiruu....- Powtórzył Warivv. Moje oczy ponownie zmieniły tymczasowo barwę. Kieł warczał cicho. Spojrzałem na niego. Pisnął cicho i podkulając ogon uciekł pod jedyne łóżko znajdujące się w tej izbie. Cała trójka spojrzała na niego nie rozumiejąc kompletnie poczynań futrzaka. Ja je rozumiałem, aż nazbyt dobrze.
- Strażnik Północnej Świątyni.- Powiedział cicho Faoiltiar. Stół o który opierałem delikatnie dłonie przestał właśnie istnieć. Wiedziałem, że moje oczy całkowicie zmieniły barwę na złorą, nos oraz czoło delikatnie się zmarszczyły, pojawiły się ciemne cienie pod oczyma, uszy bardziej się wydłużyły, a runiczny znak na moim policzku zaczął świecić na czerwono. Oddychałem głośno próbując się uspokoić.- Przepraszam! Nie chciałem tego mówić na głos! Wybacz!
- Co ty...?!
- Zamknij się!- Obcy ucziszył człowieka, z czego ten nie był za bardzo zadowolony, ale nie wypowiedział żadnego słowa.- Shiruu, proszę cię.... panuj nad sobą. Jeżeli się opanujesz zabiorę cię na spacer po osadzie.- Dodał Faoilitiar.
- Ochujałeś?!
- On MUSI wyjść na zewnątrz chociaż raz dziennie! MUSI! Rozumiesz?!
- Nic nie musi! Co najwyżej się słuchać i....- Przerwał kiedy jedna z szafek za moimi plecami roztrzaskała się na drobne kawałki. Porcelana która się w niej znajdowała rozbiła się na podłodze. A ja nawet tego nie dotknąłem!
- Musi i wyjdzie! Z twoim błogosławieństwem albo bez!
- Sami daliście mi go pod opiekę! Więc nie wpierdalaj się w moje decyzję!
- Ty nic pojebana góro mięśni nie rozumiesz!
- Faoiltiar uspokój się trochę.- Upomniał go delikatnie Warivv.
- JA KURWA JESTEM SPOKOJNY!
- Właśnie widzę.
- TEMPE CHUJE!!!!- Faoiltiar krzyknął na cały głos, a koło jego ciała pojawiły się małe wyładowania elektryczne. Otworzyłem zaskoczony szerzej oczy. Ten chłopak był z plemienia Elektro. Plemienia, które praktycznie wyginęło.
- Uspokój się, bo cię zakuje w kajdany.- Ostrzegł go Moraeulf. Chłopak zaśmiał się chisterycznie.
- Spoko. Ale najpierw wywieź mnie na drugą stronę planety.- Powiedział sarkastycznie. Spojrzeli na niego jak na głupka. Z jego ciała nadal wydobywały się małe wyładowania. Tak mnie one zainteresowały, że postanowiłem podejść do niego. Cała trójka zauważyła moje posunięcie, kiedy wyciągnąłem delikatnie dłoń przed siebie, aby dotknąć owego wyładowania. Połaskotało. Zachichotałem cicho pod nosem. Znowu to zrobiłem i znowu mnie połaskotało. A ja znowu zachichotałem. Cofnąłem rękę kiedy zobaczyłem jak się na mnie gapią.- Powiedz mi... długo jeszcze wytrzymasz??- Wiedziałem, że to pytanie kierował do mnie. Wzruszyłem delikatnie ramionami, w ten sposób pierwszy raz nawiązując z nimi jakąkolwiek pseudokomunikacje.
- Co wytrzyma?- Zapytał Warivv.
- Zamieniłeś się mózgami z Moraeulf'em?- Zapytał sarkastycznie.- Mogę?- Zapytał. Wiedziałem do czego pił. Wzruszyłem ramionami. Niech robi co chce.- Hmmm.... ja.... nie.... uważacie mnie od samego początku za jednego z silniejszych przedstawicieli mojego gatunku. Mojej rasy.
- No tak.- Przyznał mu rację Warivv.
- Kiedy wpadam w złość mogę zniszczyć jakieś krzesło lub delikatnie porazić kogoś prądem.
- Pamiętam. Boli, ale można to przeżyć.- niechetnie przyznał mu racje Moraeulf. Chłopak podrapał się zmieszany po głowie. Chyba poraził tą górę mięśni prądem. Dobrze mu tak!
- Ja się musze zdenerwować, aby takie coś zrobić.
- Do czego zmierzasz?- Najwyższy w towarzystwie nie wytrzymał i zadał dręczące go pytanie próbując w ten sposób ponaglić chłopaka. Ten spojrzał na mnie jakby chciał się upewnić, że może to powiedzieć. A ja znowu wzruszyłem delikatnie ramionami.
- On z kolei działa ciutkę innaczej niż ja.
- Co przez to rozumiesz?
- Jakby wam to wytłumaczyć...- Podrapał się po głowie.- Ja chodzę cały czas spokojny i czasami coś mnie wkurwi i wybuchnę. On z kolei cały czas chodzi wkurwiony, a żeby przez chwilę nic nie wybuchło musi się uspokoić. Chociaż to też złe określenie. Jeżeli ma przy sobie to co go uspokaja co koi jego nerwy oraz emocję wszystko jest w pożądku, ale jeżeli ktoś mu to odbierze, to tylko jego dobra wola, chęci i życzliwość utrzymają go w ryzach i niczego ani nikogo nie rozpierdoli. A my.... my go od tego odcieliśmy na jakiś rok. Kieł trochę go stopował, ale to powoli przestanie działać. A jak mu puszczą wszystkie hamulce, które z nieznanych dla mnie powodów na siebie nałożył.... no cóż.... w najlepszym przypadku wszystko i wszyscy w obrębkie jakiś dwóch tysięcy kilometrów przestanie istnieć. Tak po prostu. O. Puff. I nie ma.- Wyjaśnił. Przeciągnąłem językiem po ustach.
- Co?
- To co słyszeliście. Dlatego mówię, on MUSI wyjść.- Nalegał chłopak.
- Nie przesadzasz czasami?
- Czy twoja ostatnia dziwka wyssała ci reszte mózgu przez chuja?- Faoiltiar warknąl na Moraeulf'a wypuszczając z ciała ładunki elektryczne. Znowu zapragnąłem ich dotknąć tak więc zrobiłem. I znowu się zaśmiałem wywołując tym samym wszechobecną ciszę.- Ciebie to nie boli?- Zapytał zaskoczony właściciel wyładowań elektrycznych. Spojrzałem na niego próbując ukryć swój uśmiech i pokręciłem przecząco głową.- Nic, a nic??- Zapytał. Przyglądałem mu się uważnie oceniając jego osobę. Zmróżyłem delikatnie oczy przekżywając głowę w bok po czym uśmiechnąłem się wrednie.
To mnie łaskocze. Nic więcej.
Po jego reakcji wywnioskowałem, że usłyszał mnie dobrze i wyraźnie, kiedy podskoczył jak poparzony i wlepił we mnie swoje ślepia. Podrapałem się zmieszany po nosie.
Dlaczego reagujesz tak samo jak Kieł, kiedy pierwszy raz się do niego odezwałem?
Zapytałem oburzony. Ten nadal gapił się na mnie jakbym stał przed nim bez żadnego odzienia. Poczekałem chwilę, ale ten nic się nie odezwał.
Dobra, nie masz zamiaru mi odpowiadać to nie.
Odwróciłem się tyłem do niego. Zatrzymała mnie jego dłoń lądująca na mojej.
- Czekaj! Przepraszam! Po prostu mnie zaskoczyłeś i się tego po tobie nie spodziewałem. Dlatego od razu nie odpowiedziałem. Rozmawiasz z Kłem?- Zapytał. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem patrząc na niego złośliwie.- Rozmawiasz. Od dawna?
Od samego początku. Zanim jeszcze mnie złapaliście i uwięziliście odcinając mnie od zwierząt, roślin oraz świerzego powietrza.
- Od roku gadasz z psem?
A z kim miałem gadać? Z wami? Po tym jak mnie potraktowaliście? Co mi zrobiliście? On mi nic nie zrobił. On chroni mnie i was więc wiesz....
- Mogłeś....
- Faoiltiar.... czy ty się dobrze czujesz?- Zapytał Warivv. Chłopak spojrzał na niego zdając sobie sprawę z tego, że własnie został wzięty za czubka, który gada sam ze sobą.
*********************************************
:)
tyle na dzisiaj:)
pozdro Gizi03031
Stanąłem na środku pomieszczenia, w którym się znajdowałem nie bardzo wiedząc co mam zrobić w tym momencie. Gdyby wrócił tak jak wracał cały czas siedziałbym teraz grzecznie przy stole i czekał. Ale stół był za daleko abym teraz do niego podbiegł. A jeżeli on by to zauważył wydałoby mu się to za bardzo podejrzane i znowu byłbym na celowniku.
Owszem.
Wiem.
Nadal na nim jestem, ale mam troszkę "luzu", że tak to nazwę. Mogłem samodzielnie poruszać się po tym mieszkaniu z całkowitym zakazem zbliżania się do okien oraz drzwi.
Drzwi się otworzyły.
Do środka weszły cztery istoty. Taa.... istoty. Jeden człowiek, jeden mieszaniec, jeden obcy oraz pies. Ten ostatni spojrzał w moim kierunku, przekręcił łeb w bok po czym podszedł do mnie i otarł się swoim cielskiem o moje nogi. Zatapiając palce w jego sierści przyjrzałem się osobą w pomieszczeniu. Pierwszy- człowiek, był wysoki, miał szerokie ramiona, długie do pasa czarne włosy, czarne oczy oraz bladą cere. Drugi- mieszaniec, był średniego wzrostu, miał bardziej wątłą sylwetkę niż jego towarzysz, ale daleko mu było do tak wypasionego ciała jakie ja miałem, krótko ścięte czerwone włosy, zielone oczy oraz ostro zakończone uszy. Trzeci- obcy, był mniejwięcej mojego wzrostu jak i postury, miał białe włosy sięgające mu ramion, jasnoniebieskie oczy, ostro zakończone uszy oraz runiczny znak pod jego lewym okiem. Ja również go posiadałem, ale mój się nieco różnił od jego.
Nie miałem pojęcia jakim cudem te trzy różne osoby się znały i ze sobą wytrzymywały, biorąc pod uwagę temperament oraz nerwy pierwszego z nich- człowieka.
Taaa....
To on był właściecielem psa (na marginesie pies miał całą czarną sierść, ale oczy kompletnie białe) oraz mojej celi w tym więzieniu.
Cała trójka spojrzała w moim kierunku, kiedy zorientowali się, że stoję jak ten głupek na środku i nic nie robię.
- Hej.- Przywitał się mieszaniec. Warivv. Nie odpowiedziałem. Bałem się go trochę.
- Nie zaczynaj.- Warknął człowiek. Moraeulf. Go bałem się bardziej niż Warivv'a chociaż to on ze względu na swoje pochodzenie mógłby być bardziej niebezpieczny.... no ale wybaczcie. No z Moraeulf'em mieszkałem więc to jego się najbardziej bałem.
- Kultura wymaga się przywitać.- Odparł ostatni. Obcy. Faoiltiar. Tego z kolei wcale nie rozumiałem.
- To się wita tylko z Kłem, więc przestańcie próbować za każdym razem kiedy włazicie do tego domu.
- Widocznie Kieł zdobył jego zaufanie.
- Aoi....- Ostrzegawczy ton Moraeulf'a, sprawił, że zrobiłem jeden krok do tyłu. To przykuło ich uwagę. Znowu byłem pod obstrzałem ich spojrzeń. Chciałem zniknąć. Schować się gdzieś głęboko pod ziemią, aby nie musieli mnie oglądać.
- Nie uciekaj...- Zaczął Warivv, ale ja znowu zrobiłem kilka kroków do tyłu. Czułem, po prostu czułem, że ich pojawienie nie wróży niczego przyjemnego.
- Stój.- Rozkaz. Moje ciało zesztywniało. Nie mogłem się ruszyć mimo, że bardzo tego chciałem. Usłyszałem za swoimi plecami ciche warczenie.- Kieł, spokój.- Warknął Moraeulf, ale pies nie przestał, tylko nasilił swój warkot podchodząc do mnie i stając koło mojej prawej nogi.- Kieł!
Odpuść. Nie chcę aby na ciebie krzyczał. Będzie zły....
To niech on też odpuści. Ty również byś sobie darował i w końcu się do nich odezwał. Od prawie roku z nikim nie gadasz. Od chwili kiedy cię....
Złapaliście. Ta, masz rację. Starczy, że gadam z tobą.
Ale nie z nimi! To oni są gatunkiem naczelnym, to oni cię....
Przestań. I nie warcz na mnie.
Poklepałem psa po głowie. Ten prychnął na mnie tylko i ułożył się koło moich nóg nie wydając już żadnego dźwięku. Wypuściłem cicho powietrze i spojrzałem na swoje potencjalne zagrożenie. Nie moja wina, że się nie odzywałem kiedy tylko ich zobaczyłem. Jakiś irrancjonalny strach chwycił mnie za gardło i nie pozwolił się przy nich odzywać, a przez to oni nie pozwalali mi widywać innych oraz wychodzić z tego domu ponieważ ciągle widzieli we mnie zagrożenie. We mnie!
Przyglądali mi się uważnie oceniając dokładnie coś co sobie ubzdurali w swoich łepetynkach.
Przekrzywiłem głowę w bok. Znak, że czekam na to co mają do powiedzenia.
- Zaczniesz z nami rozmawiać?- Zapytał Warivv. Milczałem. Nawet nie drgnąłem.
- Powiedz chociaż jak się nazywasz.- poprosił Obcy. Po co im to wiedzieć? Jak i tak nie będą używać mojego imienia w rozmowie.- Byłem ostatnio w Framvarðarsveit.- Wpadłem na stół, który znajdował się pare kroków za mną po tym jak usłyszałem gdzie on był. Po co on tam polazł?!
Moje zachowanie widocznie ich zaintygowało, bo zbliżyli się do mnie jeszcze bardziej przyglądajac mi się bardzo dokładnie.
- Poprosiłem o listę osób, które ostatnio zostały tutaj zesłane....- Kontynuował Faoiltiar. Brałem powolne, ale głębokie oddechy próbując się uspokoić. Jeżeli tutaj przy nich wybuchnę jak nic skrócą mnie o głowę.- Podano mi pięć imion. Samych imion. Usłyszałem, że powód zesłania tych osób jest utajniony. Powiedz.... które z tych imion jest twoje...
- Chcemy znać tylko twoje imię.- Dodał Warivv. Spojrzałem na niego. Kątem oka widziałem jak Kieł podchodził do swojego pana i stawał pomiędzy mną a nim. Wiedział... wyczuwał co się może stać, jeżeli przekroczą pewne granice. Odchyliłem głowę delikatnie do tyłu i przyglądałem im się uważnie czekając aż podadzą te cholerne imiona.
- Acalia.- Padło pierwsze imię. Nie poruszyłem się.- Eredin.- Kolejne wypowiedziane imię nie należało do mine.- Ivelios.- Spróbował ponownie. Niestety nie miał szczęścia.- Kael.- Patrzyłem mu głęboko w oczy. Wiedziałem co się stanie z moimi jeżeli wypowie na głos moje imię. Zawsze się tak działo.- Shiruu.- Drgnął kiedy przez moje oczy przemknęła złota poświata by po chwili ich kolor wrócił do wcześniejszej barwy. Łypąłem na niego wilkiem. Znali moje imię. Po roku w końcu je poznali.
- Shiruu....- Powtórzył Warivv. Moje oczy ponownie zmieniły tymczasowo barwę. Kieł warczał cicho. Spojrzałem na niego. Pisnął cicho i podkulając ogon uciekł pod jedyne łóżko znajdujące się w tej izbie. Cała trójka spojrzała na niego nie rozumiejąc kompletnie poczynań futrzaka. Ja je rozumiałem, aż nazbyt dobrze.
- Strażnik Północnej Świątyni.- Powiedział cicho Faoiltiar. Stół o który opierałem delikatnie dłonie przestał właśnie istnieć. Wiedziałem, że moje oczy całkowicie zmieniły barwę na złorą, nos oraz czoło delikatnie się zmarszczyły, pojawiły się ciemne cienie pod oczyma, uszy bardziej się wydłużyły, a runiczny znak na moim policzku zaczął świecić na czerwono. Oddychałem głośno próbując się uspokoić.- Przepraszam! Nie chciałem tego mówić na głos! Wybacz!
- Co ty...?!
- Zamknij się!- Obcy ucziszył człowieka, z czego ten nie był za bardzo zadowolony, ale nie wypowiedział żadnego słowa.- Shiruu, proszę cię.... panuj nad sobą. Jeżeli się opanujesz zabiorę cię na spacer po osadzie.- Dodał Faoilitiar.
- Ochujałeś?!
- On MUSI wyjść na zewnątrz chociaż raz dziennie! MUSI! Rozumiesz?!
- Nic nie musi! Co najwyżej się słuchać i....- Przerwał kiedy jedna z szafek za moimi plecami roztrzaskała się na drobne kawałki. Porcelana która się w niej znajdowała rozbiła się na podłodze. A ja nawet tego nie dotknąłem!
- Musi i wyjdzie! Z twoim błogosławieństwem albo bez!
- Sami daliście mi go pod opiekę! Więc nie wpierdalaj się w moje decyzję!
- Ty nic pojebana góro mięśni nie rozumiesz!
- Faoiltiar uspokój się trochę.- Upomniał go delikatnie Warivv.
- JA KURWA JESTEM SPOKOJNY!
- Właśnie widzę.
- TEMPE CHUJE!!!!- Faoiltiar krzyknął na cały głos, a koło jego ciała pojawiły się małe wyładowania elektryczne. Otworzyłem zaskoczony szerzej oczy. Ten chłopak był z plemienia Elektro. Plemienia, które praktycznie wyginęło.
- Uspokój się, bo cię zakuje w kajdany.- Ostrzegł go Moraeulf. Chłopak zaśmiał się chisterycznie.
- Spoko. Ale najpierw wywieź mnie na drugą stronę planety.- Powiedział sarkastycznie. Spojrzeli na niego jak na głupka. Z jego ciała nadal wydobywały się małe wyładowania. Tak mnie one zainteresowały, że postanowiłem podejść do niego. Cała trójka zauważyła moje posunięcie, kiedy wyciągnąłem delikatnie dłoń przed siebie, aby dotknąć owego wyładowania. Połaskotało. Zachichotałem cicho pod nosem. Znowu to zrobiłem i znowu mnie połaskotało. A ja znowu zachichotałem. Cofnąłem rękę kiedy zobaczyłem jak się na mnie gapią.- Powiedz mi... długo jeszcze wytrzymasz??- Wiedziałem, że to pytanie kierował do mnie. Wzruszyłem delikatnie ramionami, w ten sposób pierwszy raz nawiązując z nimi jakąkolwiek pseudokomunikacje.
- Co wytrzyma?- Zapytał Warivv.
- Zamieniłeś się mózgami z Moraeulf'em?- Zapytał sarkastycznie.- Mogę?- Zapytał. Wiedziałem do czego pił. Wzruszyłem ramionami. Niech robi co chce.- Hmmm.... ja.... nie.... uważacie mnie od samego początku za jednego z silniejszych przedstawicieli mojego gatunku. Mojej rasy.
- No tak.- Przyznał mu rację Warivv.
- Kiedy wpadam w złość mogę zniszczyć jakieś krzesło lub delikatnie porazić kogoś prądem.
- Pamiętam. Boli, ale można to przeżyć.- niechetnie przyznał mu racje Moraeulf. Chłopak podrapał się zmieszany po głowie. Chyba poraził tą górę mięśni prądem. Dobrze mu tak!
- Ja się musze zdenerwować, aby takie coś zrobić.
- Do czego zmierzasz?- Najwyższy w towarzystwie nie wytrzymał i zadał dręczące go pytanie próbując w ten sposób ponaglić chłopaka. Ten spojrzał na mnie jakby chciał się upewnić, że może to powiedzieć. A ja znowu wzruszyłem delikatnie ramionami.
- On z kolei działa ciutkę innaczej niż ja.
- Co przez to rozumiesz?
- Jakby wam to wytłumaczyć...- Podrapał się po głowie.- Ja chodzę cały czas spokojny i czasami coś mnie wkurwi i wybuchnę. On z kolei cały czas chodzi wkurwiony, a żeby przez chwilę nic nie wybuchło musi się uspokoić. Chociaż to też złe określenie. Jeżeli ma przy sobie to co go uspokaja co koi jego nerwy oraz emocję wszystko jest w pożądku, ale jeżeli ktoś mu to odbierze, to tylko jego dobra wola, chęci i życzliwość utrzymają go w ryzach i niczego ani nikogo nie rozpierdoli. A my.... my go od tego odcieliśmy na jakiś rok. Kieł trochę go stopował, ale to powoli przestanie działać. A jak mu puszczą wszystkie hamulce, które z nieznanych dla mnie powodów na siebie nałożył.... no cóż.... w najlepszym przypadku wszystko i wszyscy w obrębkie jakiś dwóch tysięcy kilometrów przestanie istnieć. Tak po prostu. O. Puff. I nie ma.- Wyjaśnił. Przeciągnąłem językiem po ustach.
- Co?
- To co słyszeliście. Dlatego mówię, on MUSI wyjść.- Nalegał chłopak.
- Nie przesadzasz czasami?
- Czy twoja ostatnia dziwka wyssała ci reszte mózgu przez chuja?- Faoiltiar warknąl na Moraeulf'a wypuszczając z ciała ładunki elektryczne. Znowu zapragnąłem ich dotknąć tak więc zrobiłem. I znowu się zaśmiałem wywołując tym samym wszechobecną ciszę.- Ciebie to nie boli?- Zapytał zaskoczony właściciel wyładowań elektrycznych. Spojrzałem na niego próbując ukryć swój uśmiech i pokręciłem przecząco głową.- Nic, a nic??- Zapytał. Przyglądałem mu się uważnie oceniając jego osobę. Zmróżyłem delikatnie oczy przekżywając głowę w bok po czym uśmiechnąłem się wrednie.
To mnie łaskocze. Nic więcej.
Po jego reakcji wywnioskowałem, że usłyszał mnie dobrze i wyraźnie, kiedy podskoczył jak poparzony i wlepił we mnie swoje ślepia. Podrapałem się zmieszany po nosie.
Dlaczego reagujesz tak samo jak Kieł, kiedy pierwszy raz się do niego odezwałem?
Zapytałem oburzony. Ten nadal gapił się na mnie jakbym stał przed nim bez żadnego odzienia. Poczekałem chwilę, ale ten nic się nie odezwał.
Dobra, nie masz zamiaru mi odpowiadać to nie.
Odwróciłem się tyłem do niego. Zatrzymała mnie jego dłoń lądująca na mojej.
- Czekaj! Przepraszam! Po prostu mnie zaskoczyłeś i się tego po tobie nie spodziewałem. Dlatego od razu nie odpowiedziałem. Rozmawiasz z Kłem?- Zapytał. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem patrząc na niego złośliwie.- Rozmawiasz. Od dawna?
Od samego początku. Zanim jeszcze mnie złapaliście i uwięziliście odcinając mnie od zwierząt, roślin oraz świerzego powietrza.
- Od roku gadasz z psem?
A z kim miałem gadać? Z wami? Po tym jak mnie potraktowaliście? Co mi zrobiliście? On mi nic nie zrobił. On chroni mnie i was więc wiesz....
- Mogłeś....
- Faoiltiar.... czy ty się dobrze czujesz?- Zapytał Warivv. Chłopak spojrzał na niego zdając sobie sprawę z tego, że własnie został wzięty za czubka, który gada sam ze sobą.
*********************************************
:)
tyle na dzisiaj:)
pozdro Gizi03031
niedziela, 17 lutego 2019
Olen sinun, sinä olet minun Prolog
Hejka ludziska!
Dawno nie mnie tutaj nie było. Było to spowodowane wieloma czynnikami i sparawmi w moim realnym życiu. Ale i tak najbardziej na moją abstynencje nałożył się brak czasu, weny oraz sprawnego programu do pisania. Jak już go odzyskałam każdą wolną chwilę w jakiej miałam wene poświęcałam na napisanie czegoś.
I takim sposobem powstało jedno krótkie opowiadania oraz kilka One-Shotów.
Postanowiłam, że jak będę miała w posiadaniu coś co będę mogła tutaj dodać tak będę robić. Jeżeli mój folder na kopie "Opowiadania" będzie świecił pustkami tak i tutaj nic się nie pojawi.
Mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Nie chcę się rozstawać z tym blogiem, a systematycznie pisanie jest dla mnie fizycznie nie możliwe;/
Dobra.
Koniec przynudzania.
Zapraszam do czytania;0
*****************************************************************
Rozejrzałem się dookoła siebie, aby ocenić swoją sytuację i możliwość zdobycia jakiejkolwiek szansy na to, aby przeżyć. Od razu po tym jak zauważyłem to co mnie otacza, usłyszałem to co mogłem usłyszeć z bliska i to co słyszałem również i z daleka zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy.
Nie mam żadnych szans na to, aby tutaj przeżyć bez żadnego problemu, żadnych urazów oraz w miarę długo, aby nacieszyć się tym cholernym życiem.
Te dranie zasiadające w Radzie znalazły niezły sposób, aby się mnie pozbyć raz na zawsze. Wiedziałem... od samego początku zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Już w momencie kiedy pojawili się na moim terytorium i postawili mnie przed Sądem i Radą wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Po ruchu jaki wykonali byłem pewien jednego: Życzą mi śmierci.
I tylko tego.
Zakryłem swoimi.... rękoma.... otwór przez który dostarczałem do swojego nowego ciała dawki życiodajnego tlenu, aby chociaż trochę się uciszyć. Też sobie wymyślili karę!
Idioci!
Dali mi ciało!
Prawdziwe ciało. Składające się z kości, mięśni, stawów, organów, żył, krwi, skóry i innych niepotrzebnych mi przymiotów ciało. Zamknęli mnie w tej żywej puszce skazując na wieczne odradzanie się w tym ciele.
Ja!
Istota bez skazy, bez ciała, wszechobecna i bardzo inteligentna, za swoje decyzje zostałem tak potraktowany!
Odebrano mi możliwość zmiany mojej formy ciała. To ciało było stałe! Moje oryginalne ciało było gazem.... mgłą.... nie mogłem znaleźć w głowie odpowiedniego słowa, aby je określić. Ten język jest bardzo prymitywny i prosty. Za bardzo prymitywny i prosty jak na mój skromny gust.
Wiedziałem co mi zrobili, tak samo jak zdawałem sobie sprawę z tego, że już nigdy nie odzyskam swojego prawdziwego stanu skupienia. Gdyby w miejscu, z którego pochodzę były potrzebne ciała moje od samego początku by wyglądało tak jak teraz.
Małe, wątłe, powiedziałbym nawet, że kruche. Sierść na głowie i nad oczyma. Żółta sierść. Zabrali mi praktycznie wszystko co chciałem zachować, a zostawili mi jedyną rzecz, która zdradzi mnie przed innymi. Nie zdołam ukryć tego kim jestem i skąd pochodzę.
No chyba, że odetnę sobie swoje uszy, ale to nie wchodziło w rachubę. Nawet nie brałem tego szalonego pomysłu na poważnie. Odcięcie uszu w niczym mi nie pomoże.
Postanowiłem.
Ukryję się na jakiś czas. Kilka lat może wystarczy aż sytuacja tutaj się unormuje i tubylcy nie będą dziwnie patrzeć na takich jak ja oraz zaprzestaną polowań....
Dla wszystkich ras istniejących w tym oraz innych wszechświatach to miejsce jest piekłem.
Więzieniem, do którego zsyłani są najgorsi zbrodniarze. Osoby, które nigdy nie dostaną rozgrzeszenia i dożywotnio będą tutaj żyć.
Zamarłem kiedy paręnaście metrów przed sobą usłyszałem jakieś słowa....
Zbliżali się.
Miałem nadzieję, że idą tutaj w ciemno i nie wiedzą, że się tutaj ukrywam. Ja na prawdę nigdy nie chciałem kłopotów....
Chciałem dobrze....
A zasłano mnie do Więzienia....
Na obcą planetę....
Ziemię...
**********************************************
No to tyle na zachętę. Kiedyś miałam w głowie to opowiadanie jako długie- kilkanaście rozdziałów. Przez brak weny je pożuciałam, ale postanowiłam do niego wrócić i je skrócić.
Mam nadzieje, że się spodobało.
Pozdrawiam Gizi03031
Dawno nie mnie tutaj nie było. Było to spowodowane wieloma czynnikami i sparawmi w moim realnym życiu. Ale i tak najbardziej na moją abstynencje nałożył się brak czasu, weny oraz sprawnego programu do pisania. Jak już go odzyskałam każdą wolną chwilę w jakiej miałam wene poświęcałam na napisanie czegoś.
I takim sposobem powstało jedno krótkie opowiadania oraz kilka One-Shotów.
Postanowiłam, że jak będę miała w posiadaniu coś co będę mogła tutaj dodać tak będę robić. Jeżeli mój folder na kopie "Opowiadania" będzie świecił pustkami tak i tutaj nic się nie pojawi.
Mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Nie chcę się rozstawać z tym blogiem, a systematycznie pisanie jest dla mnie fizycznie nie możliwe;/
Dobra.
Koniec przynudzania.
Zapraszam do czytania;0
*****************************************************************
Rozejrzałem się dookoła siebie, aby ocenić swoją sytuację i możliwość zdobycia jakiejkolwiek szansy na to, aby przeżyć. Od razu po tym jak zauważyłem to co mnie otacza, usłyszałem to co mogłem usłyszeć z bliska i to co słyszałem również i z daleka zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy.
Nie mam żadnych szans na to, aby tutaj przeżyć bez żadnego problemu, żadnych urazów oraz w miarę długo, aby nacieszyć się tym cholernym życiem.
Te dranie zasiadające w Radzie znalazły niezły sposób, aby się mnie pozbyć raz na zawsze. Wiedziałem... od samego początku zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Już w momencie kiedy pojawili się na moim terytorium i postawili mnie przed Sądem i Radą wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Po ruchu jaki wykonali byłem pewien jednego: Życzą mi śmierci.
I tylko tego.
Zakryłem swoimi.... rękoma.... otwór przez który dostarczałem do swojego nowego ciała dawki życiodajnego tlenu, aby chociaż trochę się uciszyć. Też sobie wymyślili karę!
Idioci!
Dali mi ciało!
Prawdziwe ciało. Składające się z kości, mięśni, stawów, organów, żył, krwi, skóry i innych niepotrzebnych mi przymiotów ciało. Zamknęli mnie w tej żywej puszce skazując na wieczne odradzanie się w tym ciele.
Ja!
Istota bez skazy, bez ciała, wszechobecna i bardzo inteligentna, za swoje decyzje zostałem tak potraktowany!
Odebrano mi możliwość zmiany mojej formy ciała. To ciało było stałe! Moje oryginalne ciało było gazem.... mgłą.... nie mogłem znaleźć w głowie odpowiedniego słowa, aby je określić. Ten język jest bardzo prymitywny i prosty. Za bardzo prymitywny i prosty jak na mój skromny gust.
Wiedziałem co mi zrobili, tak samo jak zdawałem sobie sprawę z tego, że już nigdy nie odzyskam swojego prawdziwego stanu skupienia. Gdyby w miejscu, z którego pochodzę były potrzebne ciała moje od samego początku by wyglądało tak jak teraz.
Małe, wątłe, powiedziałbym nawet, że kruche. Sierść na głowie i nad oczyma. Żółta sierść. Zabrali mi praktycznie wszystko co chciałem zachować, a zostawili mi jedyną rzecz, która zdradzi mnie przed innymi. Nie zdołam ukryć tego kim jestem i skąd pochodzę.
No chyba, że odetnę sobie swoje uszy, ale to nie wchodziło w rachubę. Nawet nie brałem tego szalonego pomysłu na poważnie. Odcięcie uszu w niczym mi nie pomoże.
Postanowiłem.
Ukryję się na jakiś czas. Kilka lat może wystarczy aż sytuacja tutaj się unormuje i tubylcy nie będą dziwnie patrzeć na takich jak ja oraz zaprzestaną polowań....
Dla wszystkich ras istniejących w tym oraz innych wszechświatach to miejsce jest piekłem.
Więzieniem, do którego zsyłani są najgorsi zbrodniarze. Osoby, które nigdy nie dostaną rozgrzeszenia i dożywotnio będą tutaj żyć.
Zamarłem kiedy paręnaście metrów przed sobą usłyszałem jakieś słowa....
Zbliżali się.
Miałem nadzieję, że idą tutaj w ciemno i nie wiedzą, że się tutaj ukrywam. Ja na prawdę nigdy nie chciałem kłopotów....
Chciałem dobrze....
A zasłano mnie do Więzienia....
Na obcą planetę....
Ziemię...
**********************************************
No to tyle na zachętę. Kiedyś miałam w głowie to opowiadanie jako długie- kilkanaście rozdziałów. Przez brak weny je pożuciałam, ale postanowiłam do niego wrócić i je skrócić.
Mam nadzieje, że się spodobało.
Pozdrawiam Gizi03031
niedziela, 15 lipca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 4
Hejka:)
Miłego czytania życzę :D
**********************************
Tak dodając ostatni rozdział tego zauważyłam, że tak trochę płasko się skończyło. A że nie dodam dłuższej wersji tego opowiadania chyba będę musiała walnąć jakiegoś OS aby wyjaśnić trochę zakończenie tego opo, żeby nie było takie kulawe.
Co o tym myślicie??
Pozdrawiam
Gizi03031
Miłego czytania życzę :D
**********************************
No i wracamy do punktu wyjścia.
Leże sobie na łóżku w samych gaciach. Przypięty jakby nie patrzeć. Nic się nie
zmieniło w przeciągu tych kilku minut od kiedy zdążyłem wam opowiedzieć w jaki
sposób wpakowałem się w to bagno. No i on nadal tam stał. Gapiąc się na mnie
bardzo dokładnie. Stał po środku pokoju
przekrzywiając z zadowolenia głowę. Ściągnął swoją koszulkę i cisnął ją na podłogę
za siebie. Drgnąłem kiedy zabrał się za odpinanie paska.
- Um… może to jeszcze omówimy?-
Zapytałem cicho przyglądając mu się uważnie. Spojrzał na mnie jak na idiotę i
rzucił pasek w stronę koszulki. Następnie skończyły tam jego ciemne spodnie.
- Co ty chcesz ze mną omawiać?
Nie ważne co powiesz i tak nie zmienię zdania.
- No wiesz. Jestem nieletni…
- Brakuje ci niewiele do
pełnoletniości.
- Jestem licealistą…- Zauważyłem
inteligentnie kiedy zrobił pierwszy krok w moją stronę. Nie mogłem uciec.
Kajdanki za bardzo mnie zniewalały. Zacząłem się go bać, ale jednocześnie
odczuwałem swojego rodzaju podniecenie. Wiedziałem, że nie mogę pozwolić
zawładnąć jemu moim ciałem.
- Niedługo kończysz szkołę. Osiem
miesięcy. To nic…
- Aki to mój przyjaciel…
- A mój kuzyn. I co z tego?
- Mówił, że jesteś spoko…
- Dla niego tak. Dla ciebie nie
musze…
- Ja nic o tobie nie wiem!
- A po co ci to wiedzieć. Seks
bez zobowiązań.
- Seks bez zobowiązań jest
jednorazowy!
- I będzie.
- Ale my to już robiliśmy!-
Próbowałem się wyrwać z żelaznego uścisku kajdanek, ale nie mogłem. Podszedł do
mnie i usiadł na łóżku koło mnie. Próbowałem się od niego odsunąć, ale
przyciągnął mnie wolną ręką do siebie i zaczął gładzić mój brzuch swoimi
palcami. Za każdym razem po moim ciele przechodziły zimne dreszcze.
- Mafuyu Kireyoru. 27 lat.
Chirurg. Gej. Egoista. Zaborczy drań. Nie lubię dzielić się tym co należy do
mnie. Nie odpuszczam jeżeli czymś się zainteresowałem. Zawsze stawiam na swoim.
Jestem władczy. Oj i to bardzo. Nienawidzę sprzeciwów. Dyscyplina to moja
domena. A wiesz co oznacza dyscyplina? Musze cię ukarać za kłamstwa. I to dwa…-
Zamruczał pochylając się nade mną. Przeciągnął swoim szorstkim językiem po
mojej klatce piersiowej. Zadrżałem i wbiłem się bardziej w łóżko, ale nic to
nie dało. Jego język nie zniknął.
- No dobra! Skłamałem. Dwa razy.
Trzy! Trzy razy! Ale ty też…
- Trzy?- Warknął i pochylił się
nade mną.
- Mój wiek, zawód i nazwisko. No
dobra. Nie powiedziałem prawdy na temat mojego życia seksualnego. Ale ty też…
- Dwa kłamstwa za dwa kłamstwa.
Wybaczone. A co z dwoma kolejnymi?- Zapytał i przesunął swoją zimną dłonią po
moim brzuchu zatrzymując się na moim przyrodzeniu. Jęknąłem głośno, a on
uśmiechnął się wrednie.
Leżałem płasko na brzuchu u niego
w łóżku. Leżał koło mnie przerzucając przez moje nagie plecy swoją rękę. W
pokoju panował półmrok. Odwróciłem się na bok z zamiarem wstania, ale
powstrzymały mnie jego silne ramiona.
- Znowu uciekasz?- Zapytał zachrypniętym
głosem. Zamarłem. Spojrzałem przez ramie za siebie. Jego czujne, różowe oczy
przyglądały mi się dokładnie. Przenikały moje ciało i dusze. Przełknąłem głośno
ślinę i ponownie spojrzałem przed siebie.
- Nie… chciałem iść po coś do
picia… więc…
- Kładź się.- Powiedział i wstał
z łóżka. Przeszedł bez słowa przez pokój świecąc przede mną swoim nagim
tyłkiem. Wyszedł z pokoju. Ukryłem twarz w poduszce. Wrócił po chwili i
szturchnął moje ramie czymś zimnym. Spojrzałem na niego. Podawał mi sok. W
zimnej butelce. Sięgnąłem po niego i odwróciłem wzrok.
- Um… ubrałbyś się.
- A co? Przeszkadza ci mój goły
kolega dyndający ci przy twarzy?
- Przeszkadza.- Warknąłem.
Zaśmiał się cicho i zabrał mi butelkę. Odłożył ją na szafkę nocną i pochylił
się nade mną.
- Jak bardzo?
- Mafuyu-san… proszę…- Zacząłem.
Położył się na mnie wygodnie (chwała bogu oddzielała nas od siebie kołdra).
Uśmiechnął się delikatnie.
- Chcesz to kontynuować?
- Hę?
- Pytam czy chcesz to
kontynuować. Na razie nie chce mi się szukać kogoś na przygodny seks, a ty mi
przypadłeś do gustu więc…
- Ty nic do mnie nie czujesz.
- Ty też nie, a ze mną spałeś.
Jak się w kimś bujniesz to się rozejdziemy, a tak obaj będziemy czerpać z tego przyjemność.
Co ty na to?- Zapytał i przybliżył swoją twarz do mojej.
- Dobrze….- Zgodziłem się bez
namysłu. Uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie namiętnie wwiercając się swoim
językiem w moje usta. Jęknąłem głośno…
I tak właśnie zostałem chłopakiem
Mafuyu Kireyoru…
Sadysty, którego trzy miesiące
później pokochałem…
Czy z wzajemnością?
To się jeszcze przekonacie…
Żniwiarz i Student…
Miłość i przeznaczenie…
Co dalej?
***************************************Tak dodając ostatni rozdział tego zauważyłam, że tak trochę płasko się skończyło. A że nie dodam dłuższej wersji tego opowiadania chyba będę musiała walnąć jakiegoś OS aby wyjaśnić trochę zakończenie tego opo, żeby nie było takie kulawe.
Co o tym myślicie??
Pozdrawiam
Gizi03031
niedziela, 8 lipca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 3
Hejka:)
witam w kolejną niedzielę:)
Jak tam wakacje?
Mam nadzieję, że spędzacie je w miły i ciekawy sposób:)
Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział:)
***************************************
witam w kolejną niedzielę:)
Jak tam wakacje?
Mam nadzieję, że spędzacie je w miły i ciekawy sposób:)
Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział:)
***************************************
Leżałem u siebie w łóżku. Od
dwóch tygodni nic mi się nie chciało. Nie tyle co na radę jak na polecenie
Aki’ego nie wychodziłem za często z domu i nie łaziłem za daleko. Ba! Nawet
zlikwidował mi moje konto na portalu randkowym! Powiedział… nie! On mi
zagroził! Że jeżeli spotkam się jeszcze kiedykolwiek z kimś z tego portalu to
już nigdy w życiu się do mnie nie odezwie.
Przekręciłem się na drugi bok.
Bolało mnie całe ciało. Chciało więcej. Ale ani moja prawica, ani lewica nie
były w stanie sprostać jego oczekiwaniom. Ciekawe co Aki wykombinuje jak
skończą się wakacje i będę musiał znowu iść do szkoły i w ogóle. Przecież nie
będę po lekcjach zamykał się w domu ze strachu przed spotkaniem Żniwiarza. To
już by była lekka przesada. No i poza tym jak ubiorę szkła, uczesze się tak jak
zwyczajnie i ubiorę się tak jak zawsze to nie ma szans aby mnie rozpoznał.
Sięgnąłem po swój telefon, który
leżał na półce nad moją głową. Wystukałem pospiesznie wiadomość do Aki’ego.
Siema! Jesteś na chacie? Nudzi mi się.
Wpadłbym do ciebie po te mangi o których mi ostatnio nawijałeś xD.
Zanim dostałem od niego wiadomość
zwrotną zdążyłem się odlać, nalać sobie soku, obejrzeć pięć nudnych reklam dla
gospodyń domowych, podłubać sobie w nosie i wygrzebać brud z uszu. Twórcze
zajęcia nie ma co.
Jestem na badaniach kontrolnych. Ze szpitala wyjdę za trzy dni. TO NIC
POWAŻNEGO! Napisałem do kuzyna, że wpadniesz po mangi więc idź do mnie. Da ci
je. I wracaj prosto do domu. J
Usiadłem gwałtownie na łóżku. Jak
to jest w szpitalu?! Znowu jakieś badania? Eh… przetarłem twarz dłońmi.
Szczerze marzyłem, że kiedyś te badania nie będą już potrzebne i Aki wróci do…
normy.
Gwiżdżąc wesoło zabrałem się za
przebieranie mojej znoszonej i poplamionej od pizzy koszulki oraz przypalonych
szortów. Postawiłem na kremowe rybaczki i białą koszulkę z kołnierzykiem. Włosy
związałem w kitkę. Szkła kontaktowe. Telefon do kieszeni. Do drugiej trafiły
klucze za raz po tym jak wciągnąłem na nogi moje ukochane japonki. Ogólnie
kochałem te buty. Miałem ich dużo. Naprawdę dużo. I nie przesadzam mówiąc
tutaj: NAPRAWDĘ DUŻO. Mieściłem się w jakiś czterdziestu parach. Kiedy tylko
zobaczyłem jakieś nowe jakie mi się spodobały od razu je kupowałem. Lato to dla
mnie najlepsza pora roku bo wtedy mogę chodzić tylko w japonkach.
Kupiłem sobie po drodze jednego z
tych tańszych, wodnych lodów. Niebieskiego. W końcu będę miał okazję poznać
tego niesławnego kuzyna Aki’ego. Ciekawe jakim jest człowiekiem? W sensie jak
wygląda. Bo czym się zajmuje to wiedziałem bardzo dobrze. Był lekarzem.
Chirurgiem. Bardzo starym bo liczącym sobie AŻ 27 wiosen. Od kiedy Aki z nim
zamieszkał nie miałem okazji nigdy go zobaczyć. Nawet na zdjęciach go nie
widziałem. Aki mówił, że wszystkie jego zdjęcia znajdują się w jego pokoju, a
że mój przyjaciel nie mógł do niego wchodzić bez pozwolenia tak więc nigdy mi
go nie pokazał. A dlaczego nie poznałem go wcześniej nim Aki z nim zamieszkał?
Najnormalniej w świecie nie wiedziałem, że ktoś taki istnieje. Ich rodzina… nie
wróć. To kuzyn Akiego wyrzekł się swojej rodziny w wieku 18 lat i wyprowadził
się z domu urywając kompletnie kontakt ze wszystkimi. A to rodzina wyrzekła się
Akiego, który trafił pod opiekę kuzyna.
Gdybym mógł to bym wybił całą tą
rodzinę od siedmiu boleści, ale Aki mi nie pozwalał. Nawet jak szedłem do niego
do klasy w porze lunchu nie pozwalał mi w żaden sposób reagować na zaczepki
uczniów pod jego adresem. W połowie drugiej klasy zareagowałem. I wiecie co?
Wywalił mnie z klasy i powiedział, że do póki się nie uspokoję mam mu się na
oczy nie pokazywać. Oczywiście przyszedłem do niego z podkulonym ogonem już wieczorem
przynosząc ze sobą nową grę Star Wars. Napoje gazowane i chipsy. Aki mi
wybaczył. Ale ostrzegł, że mam się nie wkurwiać na ograniczone jednokomórkowce.
Bo one gadały, gadają i gadać będą. Więc nie reagowałem. Chociaż czasami mnie
nosiło. Chciałbym im pokazać moją pięść młodości. Tylko co? Ja im pokarze
pięść, a Aki mi drzwi. Nie, dzięki. Nie skorzystam.
Zatrzymałem się przed budynkiem w
którym mieszkał. Wysoki blok z apartamentowcami. Aki jak na złość mieszkał na
samej górze. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i wrzucając patyczek do
śmietnika ruszyłem w stronę drzwi. Wcisnąłem ręce do kieszeni i wyzywałem w
głowie cały świat. Znowu nie wygrałem darmowego loda! Już by mi w gratisie go
dali. Tyle co ja ich u nich kupiłem to przechodzi ludzkie pojęcie. Po kilku
sekundach winda zatrzymała się na samej górze. Wysiadłem z niej i ruszyłem na
koniec beżowego korytarza. Zastukałem dwa razy w drzwi i oczekiwałem na wejście
cudownego kuzyna mojego przyjaciela. Drzwi otworzyły się delikatnie.
- Dzień dobry. Jestem
przyjacielem Aki’ego. Przyszedłem poży… czy… ć… ma…. ma…. maaaaa….- Odwróciłem
się gwałtownie na pięcie z zamiarem ucieczki, ale on był szybszy. Jego silne
ramiona oplotły się dookoła mojego pasa. Pisnąłem głośno kiedy bez problemu
wciągnął mnie do mieszkania i zamknął drzwi na klucz. Moje plecy boleśnie
uderzyły o ścianę. Wbiłem się w nią jeszcze bardziej kiedy znajoma postać
pochyliła się nade mną.
- No, no, no. Nie spodziewałem
się, że spotkam cię w takim miejscu Studenciku.- Człowiek znany mi pod Nickiem
Żniwiarz pochylał się nade mną odgradzając mi drogę ucieczki. Odwróciłem głowę
w bok aby tylko nie patrzeć w te jego różowe ślepia. Oddychałem ciężko. Muszę
uciekać. Muszę…- Więc mówisz Studenciku, że jesteś przyjacielem Aki’ego. Skąd
go znasz?
- Nie ważne.- Powiedziałem cicho.
Położył mi dłoń na czole i odchylił je mocno do tyłu zmuszając mnie do
spojrzenia mu w oczy.
- Odpowiadaj mi jak pytam! Skąd
znasz Aki’ego?!- Warknął na mnie. Kolana zaczęły mi drżeć. Odepchnąłem jego
rękę i próbowałem uciec. Przycisnął moją twarz do ściany stając za mną.
Przycisnął moje biodra do swojego krocza i zatopił zęby w mojej szyi.
- Aaahmmm…!- Próbowałem go
odtrącić, ale nie dałem rady. Był silniejszy niż ja. O wiele silniejszy.
Opuściłem głowę w dół.
- Aki to mój przyjaciel ze
szkoły.
- Przecież Aki nie studiuje!-
Warknął po chwili. Skuliłem się jeszcze bardziej. Oparłem czoło o chłodną
ścianę i przełknąłem głośno ślinę.
- Ja… ja też nie.- Powiedziałem
cicho. Odwrócił mnie gwałtownie w swoim kierunku i skierował moją twarz na
siebie.
- Jesteś licealistą?!
- A ty nie jesteś studentem! O co
ci chodzi?!- Wydarłem się na niego, ale nie mogłem spojrzeć mu w oczy. Gdybym
miał taką możliwość to bym uciekł.
- Nie dość, że okłamałeś mnie w
sprawie swojego życia łóżkowego to jeszcze na temat swojego wieku?!
- Nie jesteś lepszy! Że niby 24
lata?! Głupi staruch!- Z całych swoich sił odepchnąłem go od siebie. Cofnął się
tylko o krok. Mimo tego, że odzyskałem trochę przestrzeni osobistej to i tak
moim zdaniem było jej za mało jak dla mnie. Dusiłem się. Było mi gorąco. Nogi
odmawiały mi posłuszeństwa. Ręce mi drżały. Ale i tak nie to było najgorsze.
Kiedy na niego patrzyłem mój żołądek zawiązywał się w kilka supełków, a serce
wchodziło na kolejny bieg. Nie podobało mi się to bo wiedziałem co te objawy
oznaczały.
- Głupi Staruch?!- Pisnął jak
dziewczyna. Na jego czole wyskoczyła niebezpieczna żyłka. Zrobił krok w przód.-
Czy ty smarkaczu pamiętasz co ci napisałem co ci zrobię jak znowu się spotkamy?
- Ja… ja przyszedłem po mangi, a
nie….
- A co mnie to?- Warknął i złapał
moje policzki między swoje palce.- Po twoim ostatnim oszustwie nie korzystam na
razie z ofert portalu, więc skorzystam sobie z twojego ciała.
- Co?! Nie!- Odepchnąłem go i co
sił w nogach uciekłem w stronę łazienki. Zamknąłem pospiesznie drzwi na patent
i skuliłem się koło wanny. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i drżącymi palcami
zacząłem wystukiwać wiadomość.
Aki! Ratuj! Żniwiarz…
Wcisnąłem pospiesznie znaczek
koperty kiedy jego silne dłonie zacisnęły się na moich nadgarstkach. Telefon
upadł na kafelki. Spojrzałem na drzwi. Były otwarte. Ale jak? Przecież je
zamykałem… zamykałem, prawda?
- No, no, no…- Zamruczał patrząc
na mój telefon. – No to zapraszam na salony.- Dodał i jednym sprawnym ruchem
szarpnął za mój nadgarstek i sprawił, że stanąłem na równych nogach. Zarzucił
mnie na swoje ramie i wyszedł z łazienki przytrzymując mnie za uda.
- Nie! Puść! Zboczony staruchu!
Pusz…ajj!- Pisnąłem kiedy jego wielka dłoń zatrzymała się z głośnym i piekącym
uderzeniem na moim pośladku. Zacisnąłem drżące usta zaciskając palce na jego
koszulce.
Zaprowadził mnie do pokoju do
którego nigdy nie miałem wejścia… do pokoju kuzyna Aki’ego.
Telefon pozostawiony w łazience
zadzwonił cicho.
Drzwi zostały zamknięte…
Żniwiarz…
***********************************************************
Króciutko, ale mam nadzieje, że z przesłaniem o co mi chodziło:)
pozdrawiam i zapraszam za tydzień
Gizi03031
niedziela, 1 lipca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 2
Hejka.
Bez zbędnych ceregieli zapraszam do czytania:)
**********************************************************
Bez zbędnych ceregieli zapraszam do czytania:)
**********************************************************
Wziąłem głęboki oddech i raźnym
krokiem wszedłem do holu wielkiego hotelu. Nie spodziewałem się, że to tak
znane miejsce. Rozejrzałem się nerwowo dookoła siebie i podszedłem do wysokiej
lady przy której zebrało się kilku innych zainteresowanych ze skorzystania z
atrakcji hotelu. Stanąłem na końcu kolejki i poprawiłem nerwowo kraciasta
koszulę. Aki pomógł mi się ubrać i trochę zmienić to jak teraz wyglądałem. Ubrał
mnie w jasnoniebieskie jeansy chociaż ja chciałem ubrać czarne. No ale nie
kolor był ważny tylko to jak bardzo opinały się na moim tyłku. Do tego dołączył
mi czarny pasek z ćwiekami oraz czarno-białe trampki. Powiedział, że czarna
koszulka bez nadruku będzie lepsza niż niebieska z fioletowymi mazajami. Tak
samo jak koszula na krótki rękaw w niebieską kratę niż zielona bluza z
kapturem. Na ręku kilka rzemyków. Kazał mi zdjąć moje szkła kontaktowe, a ubrać
moje okulary w ciemnej i grubej oblamówce. Nie pozwolił mi związać całych
włosów tylko ułożył je w taki sposób iż wyglądały na ciemniejsze niż w
rzeczywistości były. Dziękowałem mu za to, że pozwolił mi łaskawie użyć moich
owocowych delikatnych perfum. Do tego dobrał mi jeszcze torbę i takiego oto
wypuścił do ludzi. Do świata.
- Tak?- Zapytała młoda
recepcjonistka. Odchrząknąłem zmieszany. Przydałoby się trochę wody.
- Jestem tutaj z kimś umówiony.-
Powiedziałem cicho i ponownie odchrząknąłem.
-
Z kim?
- Em… ettoo…. Wiem, że osoba ta
czeka na mnie w pokoju 690.- Powiedziałem. Wszyscy pracownicy hotelu, którzy
byli w pobliżu jak jeden mąż spojrzeli na mnie tak jakoś… dziwnie.
- A. Rozumiem. Portier za chwilę
tam pana zaprowadzi. Proszę poczekać. – Powiedziała. Kiwnąłem twierdząco głową
i podszedłem do maszyny z napojami znajdującej się w połowie korytarza. Rozejrzałem
się po jej zawartości i po chwili postanowiłem wybrać Ice Tea cytrynową.
- Proszę za mną.- Powiedział
młody portier. Drgnąłem i po chwili ruszyłem za nim. Weszliśmy do ciasnej
windy, która po chwili zawiozła nas na trzecie piętro. W milczeniu przeszliśmy
przez jasny korytarz z ciemnym dywanem. Nie mogłem skupić się na szczegółach.-
To tutaj.- Powiedział i wskazał mi drzwi na końcu korytarza. Z dala od windy. Z
dala od schodów.
Drzwi na końcu świata.
- Dziękuje.- Szepnąłem cicho i
poczekałem aż odejdzie. Upiłem trochę napoju. Był fajny. Chłodny. Przeciągnąłem
językiem po wargach nawilżając je w ten sposób. Spojrzałem na zegarek. 20.29.
Wypuściłem głośno powietrze z płuc i zapukałem dwa razy w drzwi. Czekałem w
napięciu zastanawiając się czy nie lepiej byłoby uciec. Przecież facet jeszcze
mnie nie widział. Nie wie jak wyglądam, więc nawet jeżeli spotkalibyśmy się na
mieście to by nie wiedział, że ja to ja i przeszlibyśmy koło siebie…
Drzwi uchyliły się delikatnie.
Wstrzymałem oddech. Po drugiej stronie stał wyższy ode mnie o dwie głowy
mężczyzna. Tak. Ewidentnie widać było, że to mężczyzna. Nie chłopiec jak ja
tylko mężczyzna. Dobrze zbudowany, wysoki, różowo włosy typek o takim samym
kolorze oczu. Przeciągnął długimi palcami po swoich mokrych włosach i spojrzał
na zegarek za swoimi plecami. Uśmiechnął się i otworzysz szerzej drzwi.
Dlaczego on miał na sobie tylko
szlafrok?!
Kiwnąłem głową i wszedłem do
środka. Zamknął za mną drzwi.
- Wejdź. Przecież nie zrobimy
tego w przejściu. No chyba że chcesz?- Zapytał. Miał głęboki, zachrypnięty,
męski głos. Po moim kręgosłupie przebiegł silny dreszcz.
- Nie.- Powiedziałem cicho i
ruszyłem w stronę wnętrza pokoju. Było tam tylko jedno łóżko. Mały stolik koło
którego stały dwa fotele. Na jednym z foteli wisiały jego ciuchy. Rozejrzałem
się dookoła. W pokoju tym nie było naprawdę nic więcej co by jakoś przykuło
moją uwagę.
- Będziesz tak stał Panie
Studencie?- Usłyszałem jego cichy głos tuż przy swoim uchu. Drgnąłem i
spojrzałem za siebie. Stał kilka centymetrów za mną. Zadarłem głowę do góry aby
móc na niego spojrzeć.
- Mogę…- Zapytałem i spojrzałem
gdzieś na bok.
- Jasne. Ale nie każ mi długo
czekać bo tam po ciebie przyjdę i zrobimy to dokładnie w tym miejscu w którym
będziesz stał.- Powiedział i przeciągnął palcami po moim ramieniu zostawiając
za sobą gęsią skórkę. Kiwnąłem głową i udałem się do łazienki. Zamknąłem za
sobą drzwi i spojrzałem w lustro przed sobą. Byłem czerwony na twarzy. Jak
burak. Dosłownie. Co ja robię?
Leżałem na łóżku ubrany w biały,
hotelowy szlafrok oraz w swoje błękitne bokserki. Żniwiarz siedział koło mnie i
obcałowywał moje ramiona i szyje. Zagryzałem delikatnie wargi aby nie wydać z
siebie żadnego dźwięku. Jego prawa ręka wdarła się między moje nogi i zacisnęła
na moim przyrodzeniu. Jęknąłem głośno wyginając plecy w łuk.
- Jak teraz tak reagujesz to co
będzie później…- Zamruczał mi do ucha i zaczął je molestować swoim językiem
oraz ustami. Idąc za dobrą radą Akiego robiłem mniej więcej to samo co on.
Wsunąłem drżącą rękę pod jego szlafrok i położyłem na jego kroku. Ja i on
drgnęliśmy zaskoczeni. On tym, że go dotknąłem i miałem zimne ręce, a ja tym że
nie miał on bokserek. Dotykałem go bezpośrednio. Myślałem, że umrę z
zażenowania, kiedy zacząłem poruszać swoją ręką w górę i w dół, a on po chwili
zaczął rosnąć w mojej dłoni.
- Ręce ci drżą.- Zauważył
chuchając mi do ucha.
- Przepraszam… dawno tego nie
robiłem.- Skłamałem cicho. Uniósł głowę do góry i spojrzał na mnie. Uśmiechnął
się szeroko.
- To trzeba sobie wszystko
przypomnieć. Od podstaw. Kiedy ostatnio to robiłeś?- Zapytał. Eee… etto… i co
ja mam mu powiedzieć? Em…
- Jakieś dziewięć- dziesięć
miesięcy temu.- Powiedziałem. Uwolnił się z mojej ręki i umościł się między
moimi nogami. Zaczął obsypywać moją klatkę piersiową licznymi pocałunkami
drapiąc od czasu do czasu paznokciami moje żebra. Nie chciałem tego ale moje
ciało wyginało się pod jego dotykiem tak jak on tego chciał.
- Często to robiłeś kiedy miałeś
do tego okazję?- Zapytał schodząc ustami coraz niżej. Zatrzymał się w połowie i
zanurzył swój język w moim pępku. Drgnąłem mocno.
- Zrobiłem to kilka razy z moim
byłym…- Kłamałem płynnie wcześniej przygotowane przeze mnie i Akiego formułki.
Uniósł się na łokciach i zaczął się bawić gumką z moich majtek.
- Więc dziewictwo straciłeś nie
tak dawno temu, prawa?
- Mmm. R… Rok.- Skłamałem. Jak
się zorientuje…
- Spoko.- Powiedział i płynnym
ruchem ściągnął ze mnie bokserki. Uniosłem się na łokciach aby dokładnie mu się
przyjrzeć.- Po prostu muszę się tobą zająć jakby to był twój pierwszy raz.-
Wzruszył od niechcenia ramionami i zanurkował między moimi nogami biorąc
starczące przyrodzenie głęboko do ust. Opadłem na poduszki z głośnym jękiem.
Woda nie przestawała lecieć w
pomieszczeniu obok. Wsunąłem nogi w buty i zarzuciłem torbę na ramię.
Rozejrzałem się po pokoju aby upewnić się czy czegoś nie zapomniałem. Nie
chciałem tutaj wracać. Na szafce nocnej zostawiłem moim zdaniem odpowiednią
kwotę aby pokryć swoją część opłaty za pokój.
Otworzyłem delikatnie drzwi i na
paluszkach najszybciej jak mogłem udałem się do windy. Kiedy tylko się w niej
znalazłem wcisnąłem przycisk, który zabierze mnie na parter. Położyłem dłoń na
obolałych biodrach. Bolało. Bolało jak cholera! Biodra, Tyłek. Gardło. Tyłek! O
tak! On najbardziej! Ciekawe jak by mnie potraktował gdybym powiedział, że
robiłem to najdawniej z miesiąc temu? Fakt. Przygotował mnie. Było nawet
przyjemnie. Ale jak już we mnie wlazł…
Zobaczyłem przed oczami etap
powstawania czarnej dziury. Zamiast mózgu posiadałem czarną materie, a moje
ciało zamieniło się w czarną masę. Wyszedłem szybkim krokiem z hotelu i
dopadłem do pierwszego lepszego autobusu. Aby odjechać stąd najdalej, a później
trafię już do domu. Włączyłem telefon stojąc oparty o rurę na środku autobusu.
Nie miałem siły usiąść. Kiedy stałem nie bolało aż tak bardzo.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
Dlaczego mnie to nie zdziwiło? Ah ten Aki. Za dużo się martwi.
Aki
Dojechałeś?
Odezwij się jak będziesz mógł?
Nic ci nie robił?
Znasz go?
Zrobiłeś to czy spieniałeś? Powiedz, nie
będę się śmiał jak uciekłeś?
Powiedź gdzie jesteś. Przyjadę po ciebie.
Nie zostawaj z nim na noc!
Sojin! Odpisz! Czekam na ciebie u ciebie na
pokoju!
Wracasz?
Sojin…
Sojin…
Sojin…
Kurwa! Zjebie! Odezwij się!
Idę na przystanek jak nie przyjedziesz
kolejnym autobusem to idę do tego zasranego hotelu!
Myślisz, że nie przyjdę?! Ściągnę z ciebie
tego zboczeńca i zabiorę do domu!
Sojin! W tej chwili odpisz!
Martwię się głupku… jesteś moim jedynym
przyjacielem… nie chce aby stała ci się krzywda…
Sojin…
Uśmiechnąłem się. Zdziwiłbym się
gdybym nie dostał od niego chociaż jednej wiadomości przez cały ten czas.
Zerknąłem na zegarek. Zbliżała się druga w nocy. Mam nadzieję, że nie czeka na
tym przystanku jak głupi.
Wracaj do pokoju i zrób mi ciepłej herbaty i
ciepłej kąpieli. Nie miałem okazji się wykąpać po tym wszystkim. Niedługo będę.
Napisałem. Puścił mi tylko
strzałkę. Uśmiechnąłem się. Mam nadzieję, że znajdzie kogoś kto pokocha go
takiego jakim był. Chociaż on w to nie wierzył (a głupi wierzył w jedną jedyną
miłość) to ja w to wierzyłem. Ale się dobraliśmy.
Zmarszczyłem czoło kiedy mój
telefon znowu zawibrował. Czyżby Aki chciał mi o czymś powiedzieć? Wysiadłem na
moim przystanku i odblokowałem telefon. Dostałem nową wiadomość z serwera
randkowego. Eh… nie chciałem się teraz z nikim spotykać.
Masz
nową wiadomość od Żniwiarz.
Przełknąłem głośno ślinę. Czego
on chciał? Przecież to miał być jednorazowy numerek bez zobowiązań. Otworzyłem
wiadomość jaką przesłał i aż przystanąłem na schodach prowadzących na piętro,
na którym mieszkałem.
Rok temu?! Rok temu?! Czy tak kurwa by
wyglądało łóżko po roku bez pierdolenia?! Ty kłamliwy gówniarzu lepiej żebym
nie spotkał cię już nigdy więcej bo wtedy łóżko będzie wyglądać gorzej niż po
dzisiejszym twoim PIERWSZYM RAZIE!
Kłamliwy oszust!
Dlaczego do kurwy nędzy wysłał mi
zdjęcie łóżka i to z poprawioną pościelą tak aby było wszystko widać?!
I co go interesuje to, że to był
mój pierwszy raz?! Powinien się cieszyć, że mógł sobie dzisiejszej nocy
zamoczyć!
*********************************************************
I jak wam się spodobało??
mam nadzieje, że komuś się spodobało:)
pozdrawiam Gizi03031
Subskrybuj:
Posty (Atom)