Dźwięk otwieranych drzwi uświadomił mi, że już wrócił. Szybciej niż zawsze. Zamknąłem pospiesznie okno odsuwając się od niego. Nie chciałem, aby widział jak obserwuje okolicę. Jak sprawdzam co gdzie jest.... jak chłonę życie. Jak nic znowu by się wściekł, a kolejnego dnia tak jak na początku zabiłby okna deskami zabierając mi dostęp do świata oraz życia.
Stanąłem na środku pomieszczenia, w którym się znajdowałem nie bardzo wiedząc co mam zrobić w tym momencie. Gdyby wrócił tak jak wracał cały czas siedziałbym teraz grzecznie przy stole i czekał. Ale stół był za daleko abym teraz do niego podbiegł. A jeżeli on by to zauważył wydałoby mu się to za bardzo podejrzane i znowu byłbym na celowniku.
Owszem.
Wiem.
Nadal na nim jestem, ale mam troszkę "luzu", że tak to nazwę. Mogłem samodzielnie poruszać się po tym mieszkaniu z całkowitym zakazem zbliżania się do okien oraz drzwi.
Drzwi się otworzyły.
Do środka weszły cztery istoty. Taa.... istoty. Jeden człowiek, jeden mieszaniec, jeden obcy oraz pies. Ten ostatni spojrzał w moim kierunku, przekręcił łeb w bok po czym podszedł do mnie i otarł się swoim cielskiem o moje nogi. Zatapiając palce w jego sierści przyjrzałem się osobą w pomieszczeniu. Pierwszy- człowiek, był wysoki, miał szerokie ramiona, długie do pasa czarne włosy, czarne oczy oraz bladą cere. Drugi- mieszaniec, był średniego wzrostu, miał bardziej wątłą sylwetkę niż jego towarzysz, ale daleko mu było do tak wypasionego ciała jakie ja miałem, krótko ścięte czerwone włosy, zielone oczy oraz ostro zakończone uszy. Trzeci- obcy, był mniejwięcej mojego wzrostu jak i postury, miał białe włosy sięgające mu ramion, jasnoniebieskie oczy, ostro zakończone uszy oraz runiczny znak pod jego lewym okiem. Ja również go posiadałem, ale mój się nieco różnił od jego.
Nie miałem pojęcia jakim cudem te trzy różne osoby się znały i ze sobą wytrzymywały, biorąc pod uwagę temperament oraz nerwy pierwszego z nich- człowieka.
Taaa....
To on był właściecielem psa (na marginesie pies miał całą czarną sierść, ale oczy kompletnie białe) oraz mojej celi w tym więzieniu.
Cała trójka spojrzała w moim kierunku, kiedy zorientowali się, że stoję jak ten głupek na środku i nic nie robię.
- Hej.- Przywitał się mieszaniec. Warivv. Nie odpowiedziałem. Bałem się go trochę.
- Nie zaczynaj.- Warknął człowiek. Moraeulf. Go bałem się bardziej niż Warivv'a chociaż to on ze względu na swoje pochodzenie mógłby być bardziej niebezpieczny.... no ale wybaczcie. No z Moraeulf'em mieszkałem więc to jego się najbardziej bałem.
- Kultura wymaga się przywitać.- Odparł ostatni. Obcy. Faoiltiar. Tego z kolei wcale nie rozumiałem.
- To się wita tylko z Kłem, więc przestańcie próbować za każdym razem kiedy włazicie do tego domu.
- Widocznie Kieł zdobył jego zaufanie.
- Aoi....- Ostrzegawczy ton Moraeulf'a, sprawił, że zrobiłem jeden krok do tyłu. To przykuło ich uwagę. Znowu byłem pod obstrzałem ich spojrzeń. Chciałem zniknąć. Schować się gdzieś głęboko pod ziemią, aby nie musieli mnie oglądać.
- Nie uciekaj...- Zaczął Warivv, ale ja znowu zrobiłem kilka kroków do tyłu. Czułem, po prostu czułem, że ich pojawienie nie wróży niczego przyjemnego.
- Stój.- Rozkaz. Moje ciało zesztywniało. Nie mogłem się ruszyć mimo, że bardzo tego chciałem. Usłyszałem za swoimi plecami ciche warczenie.- Kieł, spokój.- Warknął Moraeulf, ale pies nie przestał, tylko nasilił swój warkot podchodząc do mnie i stając koło mojej prawej nogi.- Kieł!
Odpuść. Nie chcę aby na ciebie krzyczał. Będzie zły....
To niech on też odpuści. Ty również byś sobie darował i w końcu się do nich odezwał. Od prawie roku z nikim nie gadasz. Od chwili kiedy cię....
Złapaliście. Ta, masz rację. Starczy, że gadam z tobą.
Ale nie z nimi! To oni są gatunkiem naczelnym, to oni cię....
Przestań. I nie warcz na mnie.
Poklepałem psa po głowie. Ten prychnął na mnie tylko i ułożył się koło moich nóg nie wydając już żadnego dźwięku. Wypuściłem cicho powietrze i spojrzałem na swoje potencjalne zagrożenie. Nie moja wina, że się nie odzywałem kiedy tylko ich zobaczyłem. Jakiś irrancjonalny strach chwycił mnie za gardło i nie pozwolił się przy nich odzywać, a przez to oni nie pozwalali mi widywać innych oraz wychodzić z tego domu ponieważ ciągle widzieli we mnie zagrożenie. We mnie!
Przyglądali mi się uważnie oceniając dokładnie coś co sobie ubzdurali w swoich łepetynkach.
Przekrzywiłem głowę w bok. Znak, że czekam na to co mają do powiedzenia.
- Zaczniesz z nami rozmawiać?- Zapytał Warivv. Milczałem. Nawet nie drgnąłem.
- Powiedz chociaż jak się nazywasz.- poprosił Obcy. Po co im to wiedzieć? Jak i tak nie będą używać mojego imienia w rozmowie.- Byłem ostatnio w Framvarðarsveit.- Wpadłem na stół, który znajdował się pare kroków za mną po tym jak usłyszałem gdzie on był. Po co on tam polazł?!
Moje zachowanie widocznie ich zaintygowało, bo zbliżyli się do mnie jeszcze bardziej przyglądajac mi się bardzo dokładnie.
- Poprosiłem o listę osób, które ostatnio zostały tutaj zesłane....- Kontynuował Faoiltiar. Brałem powolne, ale głębokie oddechy próbując się uspokoić. Jeżeli tutaj przy nich wybuchnę jak nic skrócą mnie o głowę.- Podano mi pięć imion. Samych imion. Usłyszałem, że powód zesłania tych osób jest utajniony. Powiedz.... które z tych imion jest twoje...
- Chcemy znać tylko twoje imię.- Dodał Warivv. Spojrzałem na niego. Kątem oka widziałem jak Kieł podchodził do swojego pana i stawał pomiędzy mną a nim. Wiedział... wyczuwał co się może stać, jeżeli przekroczą pewne granice. Odchyliłem głowę delikatnie do tyłu i przyglądałem im się uważnie czekając aż podadzą te cholerne imiona.
- Acalia.- Padło pierwsze imię. Nie poruszyłem się.- Eredin.- Kolejne wypowiedziane imię nie należało do mine.- Ivelios.- Spróbował ponownie. Niestety nie miał szczęścia.- Kael.- Patrzyłem mu głęboko w oczy. Wiedziałem co się stanie z moimi jeżeli wypowie na głos moje imię. Zawsze się tak działo.- Shiruu.- Drgnął kiedy przez moje oczy przemknęła złota poświata by po chwili ich kolor wrócił do wcześniejszej barwy. Łypąłem na niego wilkiem. Znali moje imię. Po roku w końcu je poznali.
- Shiruu....- Powtórzył Warivv. Moje oczy ponownie zmieniły tymczasowo barwę. Kieł warczał cicho. Spojrzałem na niego. Pisnął cicho i podkulając ogon uciekł pod jedyne łóżko znajdujące się w tej izbie. Cała trójka spojrzała na niego nie rozumiejąc kompletnie poczynań futrzaka. Ja je rozumiałem, aż nazbyt dobrze.
- Strażnik Północnej Świątyni.- Powiedział cicho Faoiltiar. Stół o który opierałem delikatnie dłonie przestał właśnie istnieć. Wiedziałem, że moje oczy całkowicie zmieniły barwę na złorą, nos oraz czoło delikatnie się zmarszczyły, pojawiły się ciemne cienie pod oczyma, uszy bardziej się wydłużyły, a runiczny znak na moim policzku zaczął świecić na czerwono. Oddychałem głośno próbując się uspokoić.- Przepraszam! Nie chciałem tego mówić na głos! Wybacz!
- Co ty...?!
- Zamknij się!- Obcy ucziszył człowieka, z czego ten nie był za bardzo zadowolony, ale nie wypowiedział żadnego słowa.- Shiruu, proszę cię.... panuj nad sobą. Jeżeli się opanujesz zabiorę cię na spacer po osadzie.- Dodał Faoilitiar.
- Ochujałeś?!
- On MUSI wyjść na zewnątrz chociaż raz dziennie! MUSI! Rozumiesz?!
- Nic nie musi! Co najwyżej się słuchać i....- Przerwał kiedy jedna z szafek za moimi plecami roztrzaskała się na drobne kawałki. Porcelana która się w niej znajdowała rozbiła się na podłodze. A ja nawet tego nie dotknąłem!
- Musi i wyjdzie! Z twoim błogosławieństwem albo bez!
- Sami daliście mi go pod opiekę! Więc nie wpierdalaj się w moje decyzję!
- Ty nic pojebana góro mięśni nie rozumiesz!
- Faoiltiar uspokój się trochę.- Upomniał go delikatnie Warivv.
- JA KURWA JESTEM SPOKOJNY!
- Właśnie widzę.
- TEMPE CHUJE!!!!- Faoiltiar krzyknął na cały głos, a koło jego ciała pojawiły się małe wyładowania elektryczne. Otworzyłem zaskoczony szerzej oczy. Ten chłopak był z plemienia Elektro. Plemienia, które praktycznie wyginęło.
- Uspokój się, bo cię zakuje w kajdany.- Ostrzegł go Moraeulf. Chłopak zaśmiał się chisterycznie.
- Spoko. Ale najpierw wywieź mnie na drugą stronę planety.- Powiedział sarkastycznie. Spojrzeli na niego jak na głupka. Z jego ciała nadal wydobywały się małe wyładowania. Tak mnie one zainteresowały, że postanowiłem podejść do niego. Cała trójka zauważyła moje posunięcie, kiedy wyciągnąłem delikatnie dłoń przed siebie, aby dotknąć owego wyładowania. Połaskotało. Zachichotałem cicho pod nosem. Znowu to zrobiłem i znowu mnie połaskotało. A ja znowu zachichotałem. Cofnąłem rękę kiedy zobaczyłem jak się na mnie gapią.- Powiedz mi... długo jeszcze wytrzymasz??- Wiedziałem, że to pytanie kierował do mnie. Wzruszyłem delikatnie ramionami, w ten sposób pierwszy raz nawiązując z nimi jakąkolwiek pseudokomunikacje.
- Co wytrzyma?- Zapytał Warivv.
- Zamieniłeś się mózgami z Moraeulf'em?- Zapytał sarkastycznie.- Mogę?- Zapytał. Wiedziałem do czego pił. Wzruszyłem ramionami. Niech robi co chce.- Hmmm.... ja.... nie.... uważacie mnie od samego początku za jednego z silniejszych przedstawicieli mojego gatunku. Mojej rasy.
- No tak.- Przyznał mu rację Warivv.
- Kiedy wpadam w złość mogę zniszczyć jakieś krzesło lub delikatnie porazić kogoś prądem.
- Pamiętam. Boli, ale można to przeżyć.- niechetnie przyznał mu racje Moraeulf. Chłopak podrapał się zmieszany po głowie. Chyba poraził tą górę mięśni prądem. Dobrze mu tak!
- Ja się musze zdenerwować, aby takie coś zrobić.
- Do czego zmierzasz?- Najwyższy w towarzystwie nie wytrzymał i zadał dręczące go pytanie próbując w ten sposób ponaglić chłopaka. Ten spojrzał na mnie jakby chciał się upewnić, że może to powiedzieć. A ja znowu wzruszyłem delikatnie ramionami.
- On z kolei działa ciutkę innaczej niż ja.
- Co przez to rozumiesz?
- Jakby wam to wytłumaczyć...- Podrapał się po głowie.- Ja chodzę cały czas spokojny i czasami coś mnie wkurwi i wybuchnę. On z kolei cały czas chodzi wkurwiony, a żeby przez chwilę nic nie wybuchło musi się uspokoić. Chociaż to też złe określenie. Jeżeli ma przy sobie to co go uspokaja co koi jego nerwy oraz emocję wszystko jest w pożądku, ale jeżeli ktoś mu to odbierze, to tylko jego dobra wola, chęci i życzliwość utrzymają go w ryzach i niczego ani nikogo nie rozpierdoli. A my.... my go od tego odcieliśmy na jakiś rok. Kieł trochę go stopował, ale to powoli przestanie działać. A jak mu puszczą wszystkie hamulce, które z nieznanych dla mnie powodów na siebie nałożył.... no cóż.... w najlepszym przypadku wszystko i wszyscy w obrębkie jakiś dwóch tysięcy kilometrów przestanie istnieć. Tak po prostu. O. Puff. I nie ma.- Wyjaśnił. Przeciągnąłem językiem po ustach.
- Co?
- To co słyszeliście. Dlatego mówię, on MUSI wyjść.- Nalegał chłopak.
- Nie przesadzasz czasami?
- Czy twoja ostatnia dziwka wyssała ci reszte mózgu przez chuja?- Faoiltiar warknąl na Moraeulf'a wypuszczając z ciała ładunki elektryczne. Znowu zapragnąłem ich dotknąć tak więc zrobiłem. I znowu się zaśmiałem wywołując tym samym wszechobecną ciszę.- Ciebie to nie boli?- Zapytał zaskoczony właściciel wyładowań elektrycznych. Spojrzałem na niego próbując ukryć swój uśmiech i pokręciłem przecząco głową.- Nic, a nic??- Zapytał. Przyglądałem mu się uważnie oceniając jego osobę. Zmróżyłem delikatnie oczy przekżywając głowę w bok po czym uśmiechnąłem się wrednie.
To mnie łaskocze. Nic więcej.
Po jego reakcji wywnioskowałem, że usłyszał mnie dobrze i wyraźnie, kiedy podskoczył jak poparzony i wlepił we mnie swoje ślepia. Podrapałem się zmieszany po nosie.
Dlaczego reagujesz tak samo jak Kieł, kiedy pierwszy raz się do niego odezwałem?
Zapytałem oburzony. Ten nadal gapił się na mnie jakbym stał przed nim bez żadnego odzienia. Poczekałem chwilę, ale ten nic się nie odezwał.
Dobra, nie masz zamiaru mi odpowiadać to nie.
Odwróciłem się tyłem do niego. Zatrzymała mnie jego dłoń lądująca na mojej.
- Czekaj! Przepraszam! Po prostu mnie zaskoczyłeś i się tego po tobie nie spodziewałem. Dlatego od razu nie odpowiedziałem. Rozmawiasz z Kłem?- Zapytał. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem patrząc na niego złośliwie.- Rozmawiasz. Od dawna?
Od samego początku. Zanim jeszcze mnie złapaliście i uwięziliście odcinając mnie od zwierząt, roślin oraz świerzego powietrza.
- Od roku gadasz z psem?
A z kim miałem gadać? Z wami? Po tym jak mnie potraktowaliście? Co mi zrobiliście? On mi nic nie zrobił. On chroni mnie i was więc wiesz....
- Mogłeś....
- Faoiltiar.... czy ty się dobrze czujesz?- Zapytał Warivv. Chłopak spojrzał na niego zdając sobie sprawę z tego, że własnie został wzięty za czubka, który gada sam ze sobą.
*********************************************
:)
tyle na dzisiaj:)
pozdro Gizi03031
niedziela, 24 lutego 2019
niedziela, 17 lutego 2019
Olen sinun, sinä olet minun Prolog
Hejka ludziska!
Dawno nie mnie tutaj nie było. Było to spowodowane wieloma czynnikami i sparawmi w moim realnym życiu. Ale i tak najbardziej na moją abstynencje nałożył się brak czasu, weny oraz sprawnego programu do pisania. Jak już go odzyskałam każdą wolną chwilę w jakiej miałam wene poświęcałam na napisanie czegoś.
I takim sposobem powstało jedno krótkie opowiadania oraz kilka One-Shotów.
Postanowiłam, że jak będę miała w posiadaniu coś co będę mogła tutaj dodać tak będę robić. Jeżeli mój folder na kopie "Opowiadania" będzie świecił pustkami tak i tutaj nic się nie pojawi.
Mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Nie chcę się rozstawać z tym blogiem, a systematycznie pisanie jest dla mnie fizycznie nie możliwe;/
Dobra.
Koniec przynudzania.
Zapraszam do czytania;0
*****************************************************************
Rozejrzałem się dookoła siebie, aby ocenić swoją sytuację i możliwość zdobycia jakiejkolwiek szansy na to, aby przeżyć. Od razu po tym jak zauważyłem to co mnie otacza, usłyszałem to co mogłem usłyszeć z bliska i to co słyszałem również i z daleka zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy.
Nie mam żadnych szans na to, aby tutaj przeżyć bez żadnego problemu, żadnych urazów oraz w miarę długo, aby nacieszyć się tym cholernym życiem.
Te dranie zasiadające w Radzie znalazły niezły sposób, aby się mnie pozbyć raz na zawsze. Wiedziałem... od samego początku zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Już w momencie kiedy pojawili się na moim terytorium i postawili mnie przed Sądem i Radą wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Po ruchu jaki wykonali byłem pewien jednego: Życzą mi śmierci.
I tylko tego.
Zakryłem swoimi.... rękoma.... otwór przez który dostarczałem do swojego nowego ciała dawki życiodajnego tlenu, aby chociaż trochę się uciszyć. Też sobie wymyślili karę!
Idioci!
Dali mi ciało!
Prawdziwe ciało. Składające się z kości, mięśni, stawów, organów, żył, krwi, skóry i innych niepotrzebnych mi przymiotów ciało. Zamknęli mnie w tej żywej puszce skazując na wieczne odradzanie się w tym ciele.
Ja!
Istota bez skazy, bez ciała, wszechobecna i bardzo inteligentna, za swoje decyzje zostałem tak potraktowany!
Odebrano mi możliwość zmiany mojej formy ciała. To ciało było stałe! Moje oryginalne ciało było gazem.... mgłą.... nie mogłem znaleźć w głowie odpowiedniego słowa, aby je określić. Ten język jest bardzo prymitywny i prosty. Za bardzo prymitywny i prosty jak na mój skromny gust.
Wiedziałem co mi zrobili, tak samo jak zdawałem sobie sprawę z tego, że już nigdy nie odzyskam swojego prawdziwego stanu skupienia. Gdyby w miejscu, z którego pochodzę były potrzebne ciała moje od samego początku by wyglądało tak jak teraz.
Małe, wątłe, powiedziałbym nawet, że kruche. Sierść na głowie i nad oczyma. Żółta sierść. Zabrali mi praktycznie wszystko co chciałem zachować, a zostawili mi jedyną rzecz, która zdradzi mnie przed innymi. Nie zdołam ukryć tego kim jestem i skąd pochodzę.
No chyba, że odetnę sobie swoje uszy, ale to nie wchodziło w rachubę. Nawet nie brałem tego szalonego pomysłu na poważnie. Odcięcie uszu w niczym mi nie pomoże.
Postanowiłem.
Ukryję się na jakiś czas. Kilka lat może wystarczy aż sytuacja tutaj się unormuje i tubylcy nie będą dziwnie patrzeć na takich jak ja oraz zaprzestaną polowań....
Dla wszystkich ras istniejących w tym oraz innych wszechświatach to miejsce jest piekłem.
Więzieniem, do którego zsyłani są najgorsi zbrodniarze. Osoby, które nigdy nie dostaną rozgrzeszenia i dożywotnio będą tutaj żyć.
Zamarłem kiedy paręnaście metrów przed sobą usłyszałem jakieś słowa....
Zbliżali się.
Miałem nadzieję, że idą tutaj w ciemno i nie wiedzą, że się tutaj ukrywam. Ja na prawdę nigdy nie chciałem kłopotów....
Chciałem dobrze....
A zasłano mnie do Więzienia....
Na obcą planetę....
Ziemię...
**********************************************
No to tyle na zachętę. Kiedyś miałam w głowie to opowiadanie jako długie- kilkanaście rozdziałów. Przez brak weny je pożuciałam, ale postanowiłam do niego wrócić i je skrócić.
Mam nadzieje, że się spodobało.
Pozdrawiam Gizi03031
Dawno nie mnie tutaj nie było. Było to spowodowane wieloma czynnikami i sparawmi w moim realnym życiu. Ale i tak najbardziej na moją abstynencje nałożył się brak czasu, weny oraz sprawnego programu do pisania. Jak już go odzyskałam każdą wolną chwilę w jakiej miałam wene poświęcałam na napisanie czegoś.
I takim sposobem powstało jedno krótkie opowiadania oraz kilka One-Shotów.
Postanowiłam, że jak będę miała w posiadaniu coś co będę mogła tutaj dodać tak będę robić. Jeżeli mój folder na kopie "Opowiadania" będzie świecił pustkami tak i tutaj nic się nie pojawi.
Mam nadzieje, że mi to wybaczycie. Nie chcę się rozstawać z tym blogiem, a systematycznie pisanie jest dla mnie fizycznie nie możliwe;/
Dobra.
Koniec przynudzania.
Zapraszam do czytania;0
*****************************************************************
Rozejrzałem się dookoła siebie, aby ocenić swoją sytuację i możliwość zdobycia jakiejkolwiek szansy na to, aby przeżyć. Od razu po tym jak zauważyłem to co mnie otacza, usłyszałem to co mogłem usłyszeć z bliska i to co słyszałem również i z daleka zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy.
Nie mam żadnych szans na to, aby tutaj przeżyć bez żadnego problemu, żadnych urazów oraz w miarę długo, aby nacieszyć się tym cholernym życiem.
Te dranie zasiadające w Radzie znalazły niezły sposób, aby się mnie pozbyć raz na zawsze. Wiedziałem... od samego początku zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Już w momencie kiedy pojawili się na moim terytorium i postawili mnie przed Sądem i Radą wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Po ruchu jaki wykonali byłem pewien jednego: Życzą mi śmierci.
I tylko tego.
Zakryłem swoimi.... rękoma.... otwór przez który dostarczałem do swojego nowego ciała dawki życiodajnego tlenu, aby chociaż trochę się uciszyć. Też sobie wymyślili karę!
Idioci!
Dali mi ciało!
Prawdziwe ciało. Składające się z kości, mięśni, stawów, organów, żył, krwi, skóry i innych niepotrzebnych mi przymiotów ciało. Zamknęli mnie w tej żywej puszce skazując na wieczne odradzanie się w tym ciele.
Ja!
Istota bez skazy, bez ciała, wszechobecna i bardzo inteligentna, za swoje decyzje zostałem tak potraktowany!
Odebrano mi możliwość zmiany mojej formy ciała. To ciało było stałe! Moje oryginalne ciało było gazem.... mgłą.... nie mogłem znaleźć w głowie odpowiedniego słowa, aby je określić. Ten język jest bardzo prymitywny i prosty. Za bardzo prymitywny i prosty jak na mój skromny gust.
Wiedziałem co mi zrobili, tak samo jak zdawałem sobie sprawę z tego, że już nigdy nie odzyskam swojego prawdziwego stanu skupienia. Gdyby w miejscu, z którego pochodzę były potrzebne ciała moje od samego początku by wyglądało tak jak teraz.
Małe, wątłe, powiedziałbym nawet, że kruche. Sierść na głowie i nad oczyma. Żółta sierść. Zabrali mi praktycznie wszystko co chciałem zachować, a zostawili mi jedyną rzecz, która zdradzi mnie przed innymi. Nie zdołam ukryć tego kim jestem i skąd pochodzę.
No chyba, że odetnę sobie swoje uszy, ale to nie wchodziło w rachubę. Nawet nie brałem tego szalonego pomysłu na poważnie. Odcięcie uszu w niczym mi nie pomoże.
Postanowiłem.
Ukryję się na jakiś czas. Kilka lat może wystarczy aż sytuacja tutaj się unormuje i tubylcy nie będą dziwnie patrzeć na takich jak ja oraz zaprzestaną polowań....
Dla wszystkich ras istniejących w tym oraz innych wszechświatach to miejsce jest piekłem.
Więzieniem, do którego zsyłani są najgorsi zbrodniarze. Osoby, które nigdy nie dostaną rozgrzeszenia i dożywotnio będą tutaj żyć.
Zamarłem kiedy paręnaście metrów przed sobą usłyszałem jakieś słowa....
Zbliżali się.
Miałem nadzieję, że idą tutaj w ciemno i nie wiedzą, że się tutaj ukrywam. Ja na prawdę nigdy nie chciałem kłopotów....
Chciałem dobrze....
A zasłano mnie do Więzienia....
Na obcą planetę....
Ziemię...
**********************************************
No to tyle na zachętę. Kiedyś miałam w głowie to opowiadanie jako długie- kilkanaście rozdziałów. Przez brak weny je pożuciałam, ale postanowiłam do niego wrócić i je skrócić.
Mam nadzieje, że się spodobało.
Pozdrawiam Gizi03031
niedziela, 15 lipca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 4
Hejka:)
Miłego czytania życzę :D
**********************************
Tak dodając ostatni rozdział tego zauważyłam, że tak trochę płasko się skończyło. A że nie dodam dłuższej wersji tego opowiadania chyba będę musiała walnąć jakiegoś OS aby wyjaśnić trochę zakończenie tego opo, żeby nie było takie kulawe.
Co o tym myślicie??
Pozdrawiam
Gizi03031
Miłego czytania życzę :D
**********************************
No i wracamy do punktu wyjścia.
Leże sobie na łóżku w samych gaciach. Przypięty jakby nie patrzeć. Nic się nie
zmieniło w przeciągu tych kilku minut od kiedy zdążyłem wam opowiedzieć w jaki
sposób wpakowałem się w to bagno. No i on nadal tam stał. Gapiąc się na mnie
bardzo dokładnie. Stał po środku pokoju
przekrzywiając z zadowolenia głowę. Ściągnął swoją koszulkę i cisnął ją na podłogę
za siebie. Drgnąłem kiedy zabrał się za odpinanie paska.
- Um… może to jeszcze omówimy?-
Zapytałem cicho przyglądając mu się uważnie. Spojrzał na mnie jak na idiotę i
rzucił pasek w stronę koszulki. Następnie skończyły tam jego ciemne spodnie.
- Co ty chcesz ze mną omawiać?
Nie ważne co powiesz i tak nie zmienię zdania.
- No wiesz. Jestem nieletni…
- Brakuje ci niewiele do
pełnoletniości.
- Jestem licealistą…- Zauważyłem
inteligentnie kiedy zrobił pierwszy krok w moją stronę. Nie mogłem uciec.
Kajdanki za bardzo mnie zniewalały. Zacząłem się go bać, ale jednocześnie
odczuwałem swojego rodzaju podniecenie. Wiedziałem, że nie mogę pozwolić
zawładnąć jemu moim ciałem.
- Niedługo kończysz szkołę. Osiem
miesięcy. To nic…
- Aki to mój przyjaciel…
- A mój kuzyn. I co z tego?
- Mówił, że jesteś spoko…
- Dla niego tak. Dla ciebie nie
musze…
- Ja nic o tobie nie wiem!
- A po co ci to wiedzieć. Seks
bez zobowiązań.
- Seks bez zobowiązań jest
jednorazowy!
- I będzie.
- Ale my to już robiliśmy!-
Próbowałem się wyrwać z żelaznego uścisku kajdanek, ale nie mogłem. Podszedł do
mnie i usiadł na łóżku koło mnie. Próbowałem się od niego odsunąć, ale
przyciągnął mnie wolną ręką do siebie i zaczął gładzić mój brzuch swoimi
palcami. Za każdym razem po moim ciele przechodziły zimne dreszcze.
- Mafuyu Kireyoru. 27 lat.
Chirurg. Gej. Egoista. Zaborczy drań. Nie lubię dzielić się tym co należy do
mnie. Nie odpuszczam jeżeli czymś się zainteresowałem. Zawsze stawiam na swoim.
Jestem władczy. Oj i to bardzo. Nienawidzę sprzeciwów. Dyscyplina to moja
domena. A wiesz co oznacza dyscyplina? Musze cię ukarać za kłamstwa. I to dwa…-
Zamruczał pochylając się nade mną. Przeciągnął swoim szorstkim językiem po
mojej klatce piersiowej. Zadrżałem i wbiłem się bardziej w łóżko, ale nic to
nie dało. Jego język nie zniknął.
- No dobra! Skłamałem. Dwa razy.
Trzy! Trzy razy! Ale ty też…
- Trzy?- Warknął i pochylił się
nade mną.
- Mój wiek, zawód i nazwisko. No
dobra. Nie powiedziałem prawdy na temat mojego życia seksualnego. Ale ty też…
- Dwa kłamstwa za dwa kłamstwa.
Wybaczone. A co z dwoma kolejnymi?- Zapytał i przesunął swoją zimną dłonią po
moim brzuchu zatrzymując się na moim przyrodzeniu. Jęknąłem głośno, a on
uśmiechnął się wrednie.
Leżałem płasko na brzuchu u niego
w łóżku. Leżał koło mnie przerzucając przez moje nagie plecy swoją rękę. W
pokoju panował półmrok. Odwróciłem się na bok z zamiarem wstania, ale
powstrzymały mnie jego silne ramiona.
- Znowu uciekasz?- Zapytał zachrypniętym
głosem. Zamarłem. Spojrzałem przez ramie za siebie. Jego czujne, różowe oczy
przyglądały mi się dokładnie. Przenikały moje ciało i dusze. Przełknąłem głośno
ślinę i ponownie spojrzałem przed siebie.
- Nie… chciałem iść po coś do
picia… więc…
- Kładź się.- Powiedział i wstał
z łóżka. Przeszedł bez słowa przez pokój świecąc przede mną swoim nagim
tyłkiem. Wyszedł z pokoju. Ukryłem twarz w poduszce. Wrócił po chwili i
szturchnął moje ramie czymś zimnym. Spojrzałem na niego. Podawał mi sok. W
zimnej butelce. Sięgnąłem po niego i odwróciłem wzrok.
- Um… ubrałbyś się.
- A co? Przeszkadza ci mój goły
kolega dyndający ci przy twarzy?
- Przeszkadza.- Warknąłem.
Zaśmiał się cicho i zabrał mi butelkę. Odłożył ją na szafkę nocną i pochylił
się nade mną.
- Jak bardzo?
- Mafuyu-san… proszę…- Zacząłem.
Położył się na mnie wygodnie (chwała bogu oddzielała nas od siebie kołdra).
Uśmiechnął się delikatnie.
- Chcesz to kontynuować?
- Hę?
- Pytam czy chcesz to
kontynuować. Na razie nie chce mi się szukać kogoś na przygodny seks, a ty mi
przypadłeś do gustu więc…
- Ty nic do mnie nie czujesz.
- Ty też nie, a ze mną spałeś.
Jak się w kimś bujniesz to się rozejdziemy, a tak obaj będziemy czerpać z tego przyjemność.
Co ty na to?- Zapytał i przybliżył swoją twarz do mojej.
- Dobrze….- Zgodziłem się bez
namysłu. Uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie namiętnie wwiercając się swoim
językiem w moje usta. Jęknąłem głośno…
I tak właśnie zostałem chłopakiem
Mafuyu Kireyoru…
Sadysty, którego trzy miesiące
później pokochałem…
Czy z wzajemnością?
To się jeszcze przekonacie…
Żniwiarz i Student…
Miłość i przeznaczenie…
Co dalej?
***************************************Tak dodając ostatni rozdział tego zauważyłam, że tak trochę płasko się skończyło. A że nie dodam dłuższej wersji tego opowiadania chyba będę musiała walnąć jakiegoś OS aby wyjaśnić trochę zakończenie tego opo, żeby nie było takie kulawe.
Co o tym myślicie??
Pozdrawiam
Gizi03031
niedziela, 8 lipca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 3
Hejka:)
witam w kolejną niedzielę:)
Jak tam wakacje?
Mam nadzieję, że spędzacie je w miły i ciekawy sposób:)
Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział:)
***************************************
witam w kolejną niedzielę:)
Jak tam wakacje?
Mam nadzieję, że spędzacie je w miły i ciekawy sposób:)
Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział:)
***************************************
Leżałem u siebie w łóżku. Od
dwóch tygodni nic mi się nie chciało. Nie tyle co na radę jak na polecenie
Aki’ego nie wychodziłem za często z domu i nie łaziłem za daleko. Ba! Nawet
zlikwidował mi moje konto na portalu randkowym! Powiedział… nie! On mi
zagroził! Że jeżeli spotkam się jeszcze kiedykolwiek z kimś z tego portalu to
już nigdy w życiu się do mnie nie odezwie.
Przekręciłem się na drugi bok.
Bolało mnie całe ciało. Chciało więcej. Ale ani moja prawica, ani lewica nie
były w stanie sprostać jego oczekiwaniom. Ciekawe co Aki wykombinuje jak
skończą się wakacje i będę musiał znowu iść do szkoły i w ogóle. Przecież nie
będę po lekcjach zamykał się w domu ze strachu przed spotkaniem Żniwiarza. To
już by była lekka przesada. No i poza tym jak ubiorę szkła, uczesze się tak jak
zwyczajnie i ubiorę się tak jak zawsze to nie ma szans aby mnie rozpoznał.
Sięgnąłem po swój telefon, który
leżał na półce nad moją głową. Wystukałem pospiesznie wiadomość do Aki’ego.
Siema! Jesteś na chacie? Nudzi mi się.
Wpadłbym do ciebie po te mangi o których mi ostatnio nawijałeś xD.
Zanim dostałem od niego wiadomość
zwrotną zdążyłem się odlać, nalać sobie soku, obejrzeć pięć nudnych reklam dla
gospodyń domowych, podłubać sobie w nosie i wygrzebać brud z uszu. Twórcze
zajęcia nie ma co.
Jestem na badaniach kontrolnych. Ze szpitala wyjdę za trzy dni. TO NIC
POWAŻNEGO! Napisałem do kuzyna, że wpadniesz po mangi więc idź do mnie. Da ci
je. I wracaj prosto do domu. J
Usiadłem gwałtownie na łóżku. Jak
to jest w szpitalu?! Znowu jakieś badania? Eh… przetarłem twarz dłońmi.
Szczerze marzyłem, że kiedyś te badania nie będą już potrzebne i Aki wróci do…
normy.
Gwiżdżąc wesoło zabrałem się za
przebieranie mojej znoszonej i poplamionej od pizzy koszulki oraz przypalonych
szortów. Postawiłem na kremowe rybaczki i białą koszulkę z kołnierzykiem. Włosy
związałem w kitkę. Szkła kontaktowe. Telefon do kieszeni. Do drugiej trafiły
klucze za raz po tym jak wciągnąłem na nogi moje ukochane japonki. Ogólnie
kochałem te buty. Miałem ich dużo. Naprawdę dużo. I nie przesadzam mówiąc
tutaj: NAPRAWDĘ DUŻO. Mieściłem się w jakiś czterdziestu parach. Kiedy tylko
zobaczyłem jakieś nowe jakie mi się spodobały od razu je kupowałem. Lato to dla
mnie najlepsza pora roku bo wtedy mogę chodzić tylko w japonkach.
Kupiłem sobie po drodze jednego z
tych tańszych, wodnych lodów. Niebieskiego. W końcu będę miał okazję poznać
tego niesławnego kuzyna Aki’ego. Ciekawe jakim jest człowiekiem? W sensie jak
wygląda. Bo czym się zajmuje to wiedziałem bardzo dobrze. Był lekarzem.
Chirurgiem. Bardzo starym bo liczącym sobie AŻ 27 wiosen. Od kiedy Aki z nim
zamieszkał nie miałem okazji nigdy go zobaczyć. Nawet na zdjęciach go nie
widziałem. Aki mówił, że wszystkie jego zdjęcia znajdują się w jego pokoju, a
że mój przyjaciel nie mógł do niego wchodzić bez pozwolenia tak więc nigdy mi
go nie pokazał. A dlaczego nie poznałem go wcześniej nim Aki z nim zamieszkał?
Najnormalniej w świecie nie wiedziałem, że ktoś taki istnieje. Ich rodzina… nie
wróć. To kuzyn Akiego wyrzekł się swojej rodziny w wieku 18 lat i wyprowadził
się z domu urywając kompletnie kontakt ze wszystkimi. A to rodzina wyrzekła się
Akiego, który trafił pod opiekę kuzyna.
Gdybym mógł to bym wybił całą tą
rodzinę od siedmiu boleści, ale Aki mi nie pozwalał. Nawet jak szedłem do niego
do klasy w porze lunchu nie pozwalał mi w żaden sposób reagować na zaczepki
uczniów pod jego adresem. W połowie drugiej klasy zareagowałem. I wiecie co?
Wywalił mnie z klasy i powiedział, że do póki się nie uspokoję mam mu się na
oczy nie pokazywać. Oczywiście przyszedłem do niego z podkulonym ogonem już wieczorem
przynosząc ze sobą nową grę Star Wars. Napoje gazowane i chipsy. Aki mi
wybaczył. Ale ostrzegł, że mam się nie wkurwiać na ograniczone jednokomórkowce.
Bo one gadały, gadają i gadać będą. Więc nie reagowałem. Chociaż czasami mnie
nosiło. Chciałbym im pokazać moją pięść młodości. Tylko co? Ja im pokarze
pięść, a Aki mi drzwi. Nie, dzięki. Nie skorzystam.
Zatrzymałem się przed budynkiem w
którym mieszkał. Wysoki blok z apartamentowcami. Aki jak na złość mieszkał na
samej górze. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i wrzucając patyczek do
śmietnika ruszyłem w stronę drzwi. Wcisnąłem ręce do kieszeni i wyzywałem w
głowie cały świat. Znowu nie wygrałem darmowego loda! Już by mi w gratisie go
dali. Tyle co ja ich u nich kupiłem to przechodzi ludzkie pojęcie. Po kilku
sekundach winda zatrzymała się na samej górze. Wysiadłem z niej i ruszyłem na
koniec beżowego korytarza. Zastukałem dwa razy w drzwi i oczekiwałem na wejście
cudownego kuzyna mojego przyjaciela. Drzwi otworzyły się delikatnie.
- Dzień dobry. Jestem
przyjacielem Aki’ego. Przyszedłem poży… czy… ć… ma…. ma…. maaaaa….- Odwróciłem
się gwałtownie na pięcie z zamiarem ucieczki, ale on był szybszy. Jego silne
ramiona oplotły się dookoła mojego pasa. Pisnąłem głośno kiedy bez problemu
wciągnął mnie do mieszkania i zamknął drzwi na klucz. Moje plecy boleśnie
uderzyły o ścianę. Wbiłem się w nią jeszcze bardziej kiedy znajoma postać
pochyliła się nade mną.
- No, no, no. Nie spodziewałem
się, że spotkam cię w takim miejscu Studenciku.- Człowiek znany mi pod Nickiem
Żniwiarz pochylał się nade mną odgradzając mi drogę ucieczki. Odwróciłem głowę
w bok aby tylko nie patrzeć w te jego różowe ślepia. Oddychałem ciężko. Muszę
uciekać. Muszę…- Więc mówisz Studenciku, że jesteś przyjacielem Aki’ego. Skąd
go znasz?
- Nie ważne.- Powiedziałem cicho.
Położył mi dłoń na czole i odchylił je mocno do tyłu zmuszając mnie do
spojrzenia mu w oczy.
- Odpowiadaj mi jak pytam! Skąd
znasz Aki’ego?!- Warknął na mnie. Kolana zaczęły mi drżeć. Odepchnąłem jego
rękę i próbowałem uciec. Przycisnął moją twarz do ściany stając za mną.
Przycisnął moje biodra do swojego krocza i zatopił zęby w mojej szyi.
- Aaahmmm…!- Próbowałem go
odtrącić, ale nie dałem rady. Był silniejszy niż ja. O wiele silniejszy.
Opuściłem głowę w dół.
- Aki to mój przyjaciel ze
szkoły.
- Przecież Aki nie studiuje!-
Warknął po chwili. Skuliłem się jeszcze bardziej. Oparłem czoło o chłodną
ścianę i przełknąłem głośno ślinę.
- Ja… ja też nie.- Powiedziałem
cicho. Odwrócił mnie gwałtownie w swoim kierunku i skierował moją twarz na
siebie.
- Jesteś licealistą?!
- A ty nie jesteś studentem! O co
ci chodzi?!- Wydarłem się na niego, ale nie mogłem spojrzeć mu w oczy. Gdybym
miał taką możliwość to bym uciekł.
- Nie dość, że okłamałeś mnie w
sprawie swojego życia łóżkowego to jeszcze na temat swojego wieku?!
- Nie jesteś lepszy! Że niby 24
lata?! Głupi staruch!- Z całych swoich sił odepchnąłem go od siebie. Cofnął się
tylko o krok. Mimo tego, że odzyskałem trochę przestrzeni osobistej to i tak
moim zdaniem było jej za mało jak dla mnie. Dusiłem się. Było mi gorąco. Nogi
odmawiały mi posłuszeństwa. Ręce mi drżały. Ale i tak nie to było najgorsze.
Kiedy na niego patrzyłem mój żołądek zawiązywał się w kilka supełków, a serce
wchodziło na kolejny bieg. Nie podobało mi się to bo wiedziałem co te objawy
oznaczały.
- Głupi Staruch?!- Pisnął jak
dziewczyna. Na jego czole wyskoczyła niebezpieczna żyłka. Zrobił krok w przód.-
Czy ty smarkaczu pamiętasz co ci napisałem co ci zrobię jak znowu się spotkamy?
- Ja… ja przyszedłem po mangi, a
nie….
- A co mnie to?- Warknął i złapał
moje policzki między swoje palce.- Po twoim ostatnim oszustwie nie korzystam na
razie z ofert portalu, więc skorzystam sobie z twojego ciała.
- Co?! Nie!- Odepchnąłem go i co
sił w nogach uciekłem w stronę łazienki. Zamknąłem pospiesznie drzwi na patent
i skuliłem się koło wanny. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i drżącymi palcami
zacząłem wystukiwać wiadomość.
Aki! Ratuj! Żniwiarz…
Wcisnąłem pospiesznie znaczek
koperty kiedy jego silne dłonie zacisnęły się na moich nadgarstkach. Telefon
upadł na kafelki. Spojrzałem na drzwi. Były otwarte. Ale jak? Przecież je
zamykałem… zamykałem, prawda?
- No, no, no…- Zamruczał patrząc
na mój telefon. – No to zapraszam na salony.- Dodał i jednym sprawnym ruchem
szarpnął za mój nadgarstek i sprawił, że stanąłem na równych nogach. Zarzucił
mnie na swoje ramie i wyszedł z łazienki przytrzymując mnie za uda.
- Nie! Puść! Zboczony staruchu!
Pusz…ajj!- Pisnąłem kiedy jego wielka dłoń zatrzymała się z głośnym i piekącym
uderzeniem na moim pośladku. Zacisnąłem drżące usta zaciskając palce na jego
koszulce.
Zaprowadził mnie do pokoju do
którego nigdy nie miałem wejścia… do pokoju kuzyna Aki’ego.
Telefon pozostawiony w łazience
zadzwonił cicho.
Drzwi zostały zamknięte…
Żniwiarz…
***********************************************************
Króciutko, ale mam nadzieje, że z przesłaniem o co mi chodziło:)
pozdrawiam i zapraszam za tydzień
Gizi03031
niedziela, 1 lipca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 2
Hejka.
Bez zbędnych ceregieli zapraszam do czytania:)
**********************************************************
Bez zbędnych ceregieli zapraszam do czytania:)
**********************************************************
Wziąłem głęboki oddech i raźnym
krokiem wszedłem do holu wielkiego hotelu. Nie spodziewałem się, że to tak
znane miejsce. Rozejrzałem się nerwowo dookoła siebie i podszedłem do wysokiej
lady przy której zebrało się kilku innych zainteresowanych ze skorzystania z
atrakcji hotelu. Stanąłem na końcu kolejki i poprawiłem nerwowo kraciasta
koszulę. Aki pomógł mi się ubrać i trochę zmienić to jak teraz wyglądałem. Ubrał
mnie w jasnoniebieskie jeansy chociaż ja chciałem ubrać czarne. No ale nie
kolor był ważny tylko to jak bardzo opinały się na moim tyłku. Do tego dołączył
mi czarny pasek z ćwiekami oraz czarno-białe trampki. Powiedział, że czarna
koszulka bez nadruku będzie lepsza niż niebieska z fioletowymi mazajami. Tak
samo jak koszula na krótki rękaw w niebieską kratę niż zielona bluza z
kapturem. Na ręku kilka rzemyków. Kazał mi zdjąć moje szkła kontaktowe, a ubrać
moje okulary w ciemnej i grubej oblamówce. Nie pozwolił mi związać całych
włosów tylko ułożył je w taki sposób iż wyglądały na ciemniejsze niż w
rzeczywistości były. Dziękowałem mu za to, że pozwolił mi łaskawie użyć moich
owocowych delikatnych perfum. Do tego dobrał mi jeszcze torbę i takiego oto
wypuścił do ludzi. Do świata.
- Tak?- Zapytała młoda
recepcjonistka. Odchrząknąłem zmieszany. Przydałoby się trochę wody.
- Jestem tutaj z kimś umówiony.-
Powiedziałem cicho i ponownie odchrząknąłem.
-
Z kim?
- Em… ettoo…. Wiem, że osoba ta
czeka na mnie w pokoju 690.- Powiedziałem. Wszyscy pracownicy hotelu, którzy
byli w pobliżu jak jeden mąż spojrzeli na mnie tak jakoś… dziwnie.
- A. Rozumiem. Portier za chwilę
tam pana zaprowadzi. Proszę poczekać. – Powiedziała. Kiwnąłem twierdząco głową
i podszedłem do maszyny z napojami znajdującej się w połowie korytarza. Rozejrzałem
się po jej zawartości i po chwili postanowiłem wybrać Ice Tea cytrynową.
- Proszę za mną.- Powiedział
młody portier. Drgnąłem i po chwili ruszyłem za nim. Weszliśmy do ciasnej
windy, która po chwili zawiozła nas na trzecie piętro. W milczeniu przeszliśmy
przez jasny korytarz z ciemnym dywanem. Nie mogłem skupić się na szczegółach.-
To tutaj.- Powiedział i wskazał mi drzwi na końcu korytarza. Z dala od windy. Z
dala od schodów.
Drzwi na końcu świata.
- Dziękuje.- Szepnąłem cicho i
poczekałem aż odejdzie. Upiłem trochę napoju. Był fajny. Chłodny. Przeciągnąłem
językiem po wargach nawilżając je w ten sposób. Spojrzałem na zegarek. 20.29.
Wypuściłem głośno powietrze z płuc i zapukałem dwa razy w drzwi. Czekałem w
napięciu zastanawiając się czy nie lepiej byłoby uciec. Przecież facet jeszcze
mnie nie widział. Nie wie jak wyglądam, więc nawet jeżeli spotkalibyśmy się na
mieście to by nie wiedział, że ja to ja i przeszlibyśmy koło siebie…
Drzwi uchyliły się delikatnie.
Wstrzymałem oddech. Po drugiej stronie stał wyższy ode mnie o dwie głowy
mężczyzna. Tak. Ewidentnie widać było, że to mężczyzna. Nie chłopiec jak ja
tylko mężczyzna. Dobrze zbudowany, wysoki, różowo włosy typek o takim samym
kolorze oczu. Przeciągnął długimi palcami po swoich mokrych włosach i spojrzał
na zegarek za swoimi plecami. Uśmiechnął się i otworzysz szerzej drzwi.
Dlaczego on miał na sobie tylko
szlafrok?!
Kiwnąłem głową i wszedłem do
środka. Zamknął za mną drzwi.
- Wejdź. Przecież nie zrobimy
tego w przejściu. No chyba że chcesz?- Zapytał. Miał głęboki, zachrypnięty,
męski głos. Po moim kręgosłupie przebiegł silny dreszcz.
- Nie.- Powiedziałem cicho i
ruszyłem w stronę wnętrza pokoju. Było tam tylko jedno łóżko. Mały stolik koło
którego stały dwa fotele. Na jednym z foteli wisiały jego ciuchy. Rozejrzałem
się dookoła. W pokoju tym nie było naprawdę nic więcej co by jakoś przykuło
moją uwagę.
- Będziesz tak stał Panie
Studencie?- Usłyszałem jego cichy głos tuż przy swoim uchu. Drgnąłem i
spojrzałem za siebie. Stał kilka centymetrów za mną. Zadarłem głowę do góry aby
móc na niego spojrzeć.
- Mogę…- Zapytałem i spojrzałem
gdzieś na bok.
- Jasne. Ale nie każ mi długo
czekać bo tam po ciebie przyjdę i zrobimy to dokładnie w tym miejscu w którym
będziesz stał.- Powiedział i przeciągnął palcami po moim ramieniu zostawiając
za sobą gęsią skórkę. Kiwnąłem głową i udałem się do łazienki. Zamknąłem za
sobą drzwi i spojrzałem w lustro przed sobą. Byłem czerwony na twarzy. Jak
burak. Dosłownie. Co ja robię?
Leżałem na łóżku ubrany w biały,
hotelowy szlafrok oraz w swoje błękitne bokserki. Żniwiarz siedział koło mnie i
obcałowywał moje ramiona i szyje. Zagryzałem delikatnie wargi aby nie wydać z
siebie żadnego dźwięku. Jego prawa ręka wdarła się między moje nogi i zacisnęła
na moim przyrodzeniu. Jęknąłem głośno wyginając plecy w łuk.
- Jak teraz tak reagujesz to co
będzie później…- Zamruczał mi do ucha i zaczął je molestować swoim językiem
oraz ustami. Idąc za dobrą radą Akiego robiłem mniej więcej to samo co on.
Wsunąłem drżącą rękę pod jego szlafrok i położyłem na jego kroku. Ja i on
drgnęliśmy zaskoczeni. On tym, że go dotknąłem i miałem zimne ręce, a ja tym że
nie miał on bokserek. Dotykałem go bezpośrednio. Myślałem, że umrę z
zażenowania, kiedy zacząłem poruszać swoją ręką w górę i w dół, a on po chwili
zaczął rosnąć w mojej dłoni.
- Ręce ci drżą.- Zauważył
chuchając mi do ucha.
- Przepraszam… dawno tego nie
robiłem.- Skłamałem cicho. Uniósł głowę do góry i spojrzał na mnie. Uśmiechnął
się szeroko.
- To trzeba sobie wszystko
przypomnieć. Od podstaw. Kiedy ostatnio to robiłeś?- Zapytał. Eee… etto… i co
ja mam mu powiedzieć? Em…
- Jakieś dziewięć- dziesięć
miesięcy temu.- Powiedziałem. Uwolnił się z mojej ręki i umościł się między
moimi nogami. Zaczął obsypywać moją klatkę piersiową licznymi pocałunkami
drapiąc od czasu do czasu paznokciami moje żebra. Nie chciałem tego ale moje
ciało wyginało się pod jego dotykiem tak jak on tego chciał.
- Często to robiłeś kiedy miałeś
do tego okazję?- Zapytał schodząc ustami coraz niżej. Zatrzymał się w połowie i
zanurzył swój język w moim pępku. Drgnąłem mocno.
- Zrobiłem to kilka razy z moim
byłym…- Kłamałem płynnie wcześniej przygotowane przeze mnie i Akiego formułki.
Uniósł się na łokciach i zaczął się bawić gumką z moich majtek.
- Więc dziewictwo straciłeś nie
tak dawno temu, prawa?
- Mmm. R… Rok.- Skłamałem. Jak
się zorientuje…
- Spoko.- Powiedział i płynnym
ruchem ściągnął ze mnie bokserki. Uniosłem się na łokciach aby dokładnie mu się
przyjrzeć.- Po prostu muszę się tobą zająć jakby to był twój pierwszy raz.-
Wzruszył od niechcenia ramionami i zanurkował między moimi nogami biorąc
starczące przyrodzenie głęboko do ust. Opadłem na poduszki z głośnym jękiem.
Woda nie przestawała lecieć w
pomieszczeniu obok. Wsunąłem nogi w buty i zarzuciłem torbę na ramię.
Rozejrzałem się po pokoju aby upewnić się czy czegoś nie zapomniałem. Nie
chciałem tutaj wracać. Na szafce nocnej zostawiłem moim zdaniem odpowiednią
kwotę aby pokryć swoją część opłaty za pokój.
Otworzyłem delikatnie drzwi i na
paluszkach najszybciej jak mogłem udałem się do windy. Kiedy tylko się w niej
znalazłem wcisnąłem przycisk, który zabierze mnie na parter. Położyłem dłoń na
obolałych biodrach. Bolało. Bolało jak cholera! Biodra, Tyłek. Gardło. Tyłek! O
tak! On najbardziej! Ciekawe jak by mnie potraktował gdybym powiedział, że
robiłem to najdawniej z miesiąc temu? Fakt. Przygotował mnie. Było nawet
przyjemnie. Ale jak już we mnie wlazł…
Zobaczyłem przed oczami etap
powstawania czarnej dziury. Zamiast mózgu posiadałem czarną materie, a moje
ciało zamieniło się w czarną masę. Wyszedłem szybkim krokiem z hotelu i
dopadłem do pierwszego lepszego autobusu. Aby odjechać stąd najdalej, a później
trafię już do domu. Włączyłem telefon stojąc oparty o rurę na środku autobusu.
Nie miałem siły usiąść. Kiedy stałem nie bolało aż tak bardzo.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
Dlaczego mnie to nie zdziwiło? Ah ten Aki. Za dużo się martwi.
Aki
Dojechałeś?
Odezwij się jak będziesz mógł?
Nic ci nie robił?
Znasz go?
Zrobiłeś to czy spieniałeś? Powiedz, nie
będę się śmiał jak uciekłeś?
Powiedź gdzie jesteś. Przyjadę po ciebie.
Nie zostawaj z nim na noc!
Sojin! Odpisz! Czekam na ciebie u ciebie na
pokoju!
Wracasz?
Sojin…
Sojin…
Sojin…
Kurwa! Zjebie! Odezwij się!
Idę na przystanek jak nie przyjedziesz
kolejnym autobusem to idę do tego zasranego hotelu!
Myślisz, że nie przyjdę?! Ściągnę z ciebie
tego zboczeńca i zabiorę do domu!
Sojin! W tej chwili odpisz!
Martwię się głupku… jesteś moim jedynym
przyjacielem… nie chce aby stała ci się krzywda…
Sojin…
Uśmiechnąłem się. Zdziwiłbym się
gdybym nie dostał od niego chociaż jednej wiadomości przez cały ten czas.
Zerknąłem na zegarek. Zbliżała się druga w nocy. Mam nadzieję, że nie czeka na
tym przystanku jak głupi.
Wracaj do pokoju i zrób mi ciepłej herbaty i
ciepłej kąpieli. Nie miałem okazji się wykąpać po tym wszystkim. Niedługo będę.
Napisałem. Puścił mi tylko
strzałkę. Uśmiechnąłem się. Mam nadzieję, że znajdzie kogoś kto pokocha go
takiego jakim był. Chociaż on w to nie wierzył (a głupi wierzył w jedną jedyną
miłość) to ja w to wierzyłem. Ale się dobraliśmy.
Zmarszczyłem czoło kiedy mój
telefon znowu zawibrował. Czyżby Aki chciał mi o czymś powiedzieć? Wysiadłem na
moim przystanku i odblokowałem telefon. Dostałem nową wiadomość z serwera
randkowego. Eh… nie chciałem się teraz z nikim spotykać.
Masz
nową wiadomość od Żniwiarz.
Przełknąłem głośno ślinę. Czego
on chciał? Przecież to miał być jednorazowy numerek bez zobowiązań. Otworzyłem
wiadomość jaką przesłał i aż przystanąłem na schodach prowadzących na piętro,
na którym mieszkałem.
Rok temu?! Rok temu?! Czy tak kurwa by
wyglądało łóżko po roku bez pierdolenia?! Ty kłamliwy gówniarzu lepiej żebym
nie spotkał cię już nigdy więcej bo wtedy łóżko będzie wyglądać gorzej niż po
dzisiejszym twoim PIERWSZYM RAZIE!
Kłamliwy oszust!
Dlaczego do kurwy nędzy wysłał mi
zdjęcie łóżka i to z poprawioną pościelą tak aby było wszystko widać?!
I co go interesuje to, że to był
mój pierwszy raz?! Powinien się cieszyć, że mógł sobie dzisiejszej nocy
zamoczyć!
*********************************************************
I jak wam się spodobało??
mam nadzieje, że komuś się spodobało:)
pozdrawiam Gizi03031
niedziela, 24 czerwca 2018
Dźwięki Miłości rozdział 1
Hejka!
zapraszam na nowe opowiadanie.
Ze względu na mój ograniczony budżet czasowy oraz natłok pracy oraz obowiązków musiałam z dodatku uczynić krótkie opowiadanie, a z długiego zrezygnować wiedząc, że nie uda mi się go ukończyć na czas (o czym nie było w ogóle mowy skoro miałam napisanych tylko 3 rozdziały i wszystko leżało i kwiczało).
Nie wiem czy po tym uda mi się coś jeszcze napisać i wstawić. Nie chciałabym się żegnać z tym blogiem przynajmniej do końca 2018 roku, ale nie wiem jak to będzie z czasem aby przysiąść, coś napisać i dodać.Z tym ostatnim nie będę miała problemu, gorzej z tym pierwszym i drugim.
Zadam wam jeszcze jedno pytanie (na które odpowiedzi jestem bardzo ciekawa) i przestaję was dręczyć nudnym gadaniem oraz pozwolę wam się zagłębić w moje wypociny sprzed kilku lat (tak! kilku lat!):
ok.
pytanie.
…
Kto z was był w tym roku na Pyrkonie???? <3
*********************************************
zapraszam na nowe opowiadanie.
Ze względu na mój ograniczony budżet czasowy oraz natłok pracy oraz obowiązków musiałam z dodatku uczynić krótkie opowiadanie, a z długiego zrezygnować wiedząc, że nie uda mi się go ukończyć na czas (o czym nie było w ogóle mowy skoro miałam napisanych tylko 3 rozdziały i wszystko leżało i kwiczało).
Nie wiem czy po tym uda mi się coś jeszcze napisać i wstawić. Nie chciałabym się żegnać z tym blogiem przynajmniej do końca 2018 roku, ale nie wiem jak to będzie z czasem aby przysiąść, coś napisać i dodać.Z tym ostatnim nie będę miała problemu, gorzej z tym pierwszym i drugim.
Zadam wam jeszcze jedno pytanie (na które odpowiedzi jestem bardzo ciekawa) i przestaję was dręczyć nudnym gadaniem oraz pozwolę wam się zagłębić w moje wypociny sprzed kilku lat (tak! kilku lat!):
ok.
pytanie.
…
Kto z was był w tym roku na Pyrkonie???? <3
*********************************************
Mam przyjaciela. Rok starszego
przyjaciela. Romantyka za dyche, który powiedział mi kiedyś, że swoje serce
odda razem z dupą. Romantyczne, prawda? Czasami zazdroszczę mu tej naiwności i
czystości. Pomimo tego ile w życiu przeszedł nadal się uśmiechał, żył dalej i
wierzył w jedną, nieskazitelnie czystą i trwającą do grobowej deski miłość.
Może gdybym chociaż trochę
wierzył w to co on nie byłbym teraz w tej beznadziejnej sytuacji. Nie leżał bym
na tym przeklętym łóżku w samych gaciach z rękoma przypiętymi kajdankami wysoko
nad moją głową i nie wpatrywałbym się w JEGO oczy, które mówiły mi jedno.
Jesteś trupem, Sojin Motokishi.
Ale może… tak. Wypadałoby zacząć
od początku. Bo co wam z tego, że powiem wam iż pewien facet właśnie chce mnie
zabić i sprawić abym cierpiał, jak nie będziecie wiedzieć co to za facet i
dlaczego chce mnie zabić? I dlaczego przykuł mnie do łóżka kajdankami? I
dlaczego leże w samych gaciach?!
No dobra. Nazywam się Sojin
Motokishi. Jestem uczniem trzeciej klasy liceum. W teorii mam już osiemnaście
lat, ale do praktyki brakuje mi jeszcze pół roku. Więc jeszcze przez pół roku
będę głupim siedemnastolatkiem. Nie wiem. Może jak bym już teraz miał te
osiemnaście lat…?
Opowiadałem wam o moim przyjacielu.
Akinori Chino. Rok starszy ode mnie chłopak chodzący do równoległej klasy. Nie,
nie pomyliliście się. Aki, że tak to ujmę kiblował rok. No dobra. Nie kiblował,
ale był zmuszony przez swoje życie zacząć liceum rok późnej. To tak jakby
kiblował. Chociaż z jego głową to powinien grzać już ławkę w jednym z
najlepszych uniwerków w mieście.
O. Uniwerek. Zło nieczyste!
Pokusa! Cholerny budynek i renoma, która nakłoniła mnie do tego aby podszywać
się pod pieprzonego studenta pierwszego roku. No weźcie pomyślcie. Nikt nie
ruszy dzieciaka z liceum. Ale studenta już tak. Może być między nimi nawet trzy
miesiące różnicy w wieku, ale inaczej to brzmi.
Bzykałem licealistę.
A.
Bzykałem studenta.
Jest różnica? No oczywiście, że
jest. Bo przy tym pierwszym zdaniu nikt nie da ci dokończyć, że ten licealista
jest rok starszy. Że kiblował. Że jest w ostatniej klasie. Dla wszystkich
będziesz idiotą który ruszył niewinne dziecko. A chuj z tym, że to dziecko samo
wepchało ci się do łóżka.
Aki mówił, że to zły pomysł
podawać się za studenta. Ale ja jak zawsze go zignorowałem. Miałem głęboko
gdzieś jego rady i zapisałem się na ten jebany portal Radkowy. A co! Przecież
jakoś musze wyrwać kogoś kto mnie zaliczy! Przecież nie będę wiecznie
prawiczkiem! A z racji tego iż jestem gejem nie jest mi łatwo znaleźć kogoś
chętnego. Ale dla chcącego nic trudnego. Zapisanie się na taki portal nie jest
tak trudne.
Imię, Nazwisko, Wiek, Wykonywany
Zawód, Twoje wymagania, Opowiedz coś o osobie.
Imię podałem prawdziwe. Oraz moje
wymagania i opowiedziałem o sobie również zgodnie z prawdą. A że inne dane
lekko naciągnąłem.
Ktoś puknął mnie w ramię.
Okręciłem się na krześle i spojrzałem na Średniej wielkości chłopaka o ciemnych
blond włosach i niebieskich oczach. Ubrany był w luźny dres. Na ręku miał
bransoletkę. Mój prezent dla niego z okazji opuszczenia murów szpitalnych.
- Co jest?- Zapytałem. Wypuścił
głośno powietrze z płuc.- No powiedź.
- To nie jest dobry pomysł.-
Mówił niewyraźnie patrząc mi hardo w oczy. Aki nie patrzy ludziom w oczy. Nawet
jak jest zły. Martwi się o mnie.
- Aki… Proszę cię. Dam sobie
radę.
- Wpisałeś, że masz 19 lat. To za
dwa lata…
- Za półtorej roku.- Przerwałem mu.
Wystawił w moim kierunku postawiony sztywno palec wskazujący. Oznaka, że mam
się zamknąć.
- Student? Czego? Co studiujesz?
Co? Co komuś powiesz, jak się zapyta co studiujesz?
- Nie będziemy gadać o moich
domniemanych studiach.
- Dom… Domnie… Co?- Zapytał
marszcząc czoło i pochylając się w moją stronę. Spojrzał dokładnie na moje
usta.
- Domniemanych. Czyli udawanych.
Nieistniejących.- Powtórzyłem powoli, aby wszystko zrozumiał.
- Nie używaj takich głupich
słów.- Burknął pod nosem czerwony na twarzy. Uśmiechnąłem się do niego i dałem
mu pstryczka w nos.- Jak ty się zachowujesz względem starszego.
- Panie starszy kąpałem się z
tobą, wiem kiedy pierwszy raz się masturbowałeś, wiem, że trzymasz jeszcze pod
łóżkiem swój pamiętnik z gimbazy, w
którym opisywałeś każdego aktora, który co się spodobał oraz wiem co robiłeś
kiedyś w składziku na miotły więc jeżeli chodzi o naszą dwójkę to nie powinno
istnieć takie coś jak starszy-młodszy.
- Pyskujesz.- Warknął. Pokazałem
mu język. Wskazał brodą na monitor komputera. Co znowu?- Wpisałeś, że
interesujesz się tylko seks bez zobowiązań. Chcesz tego?
- Aki. Ja nie jestem taki jak ty.
Nie wierze w miłość od pierwszego wejrzenia. I w tą pierwszą i jednocześnie
ostatnią miłość do grobowej deski.
- Nie boisz się?
- No z początku może… trochę…
boleć. Ale przy innych będzie mi już lepiej.
- Nie uda mi się ciebie odwieść
od tego debilnego pomysłu.- Zauważył. Pokręciłem przecząco głową i odwróciłem
się w stronę kompa. Wysłałem formularz potwierdzający. Po chwili dostałem sms’a
z potwierdzeniem dostania się do systemu i z gratulacjami.- A może pogadam z
moim kuzynem i on ci kogoś znajdzie. Kogoś zaufanego…
- Mówisz o tym dziadku, którego
nigdy nie miałem okazji zobaczyć nawet jak mieszkałem u ciebie przez dwa
tygodnie?
- Wtedy był na wyjeździe
służbowym.
- Ale mówisz o tym dziadku?
- To nie jest dziadek. Jest tylko
dziewięć lat starszy ode mnie.
- A ode mnie o dziesięć.- zauważyłem
inteligentnie.- Fajnie, że masz kuzyna geja, który może kiedyś pozna cię z kimś
fajnym, ale ja nie chce aby poznawał mnie twój dziadek z innymi dziadkami.
Zawsze ci powtarzałem, że największa dopuszczalna różnica wieku pomiędzy mną, a
drugą stroną to 7 lat. I to już mocno naciągana różnica wieku. Bo normalnie to
6 lat.
- Głupi jesteś, wiesz?- Zapytał.
Wyprostowałem się.
- Jestem najlepszy w klasie.
- Ale jednak głupi. Chcesz, idź.
Zatrzymywać cię nie będę, ale gumek też ci nie kupie. Tylko pamiętaj. Jak coś
się będzie działo to pisz i uciekaj.- Powiedział i ukrył twarz w dłoniach.
Przyglądałem mu się uważnie. Martwił się. W sumie też bym się o niego martwił.
Ale nie jestem już dzieckiem. No i mam dosyć tego, że wszyscy w mojej klasie gadają
kogo to już zaliczyli i w jakich pozycjach, a ja im mogę powiedzieć, że wczoraj
znowu byłem na randce z moją prawą ręką. Musze zmienić partnera chociaż na
jedną noc. Już rzygam tą prawą i lewą ręką. Znudziliśmy się sobie.
Telefon na biurku zawibrował
delikatnie. Sięgnąłem po niego. Wiadomość z serwera od: Żniwiarz.
Hej! Piszesz, że dopuszczalna różnica wieku to 25 lat. A jeżeli mam 24
lata a za cztery miesiące będę miał 25 urodziny, łapie się w twoich kryteriach?
Uśmiechnąłem się. Już ktoś
napisał. I nie jest taki stary.
24 to jeszcze nie 25 nawet jeżeli brakuje do pełnej daty jeden dzień.
Żniwiarz: Czyli zdałem egzamin wstępny:D. Piszesz, że
jesteś zainteresowany tylko seksem bez zobowiązań. Zainteresowany?
- Aki. Aki!- Wołałem go, ale nie
reagował. Puknąłem go w ramię. Drgnął i spojrzał na mnie. Pokazałem mu telefon.
Przeczytał wiadomość i zmarszczył czoło.
- Po co mi to pokazujesz?
- Co mam napisać?
- Już teraz nie wiesz co masz
robić, a jak przyjdzie co do czego to co robisz?
- Aki proszę cię. Powiedz mi.
- Dawaj.- Warknął i wyrwał mi
telefon z ręki. Napisał coś. Po chwili dostał odpowiedź. Znowu coś napisał.
Wymieniał się tak wiadomościami przez dobre piętnaście minut, a ja z nerwów
obgryzałem paznokcie.- Masz.- Rzucił mi telefon i rozłożył się na moim łóżku.
Spojrzałem na wiadomości jakimi się wymieniał.
Ja: Zainteresowany tylko wtedy jeżeli druga strona też tego chce.
Żniwiarz.: Druga strona zainteresowana.
Ja: Tylko seks? Nic więcej?
Żniwiarz: Tylko. Pisze i umawiam się tylko z tymi co
chcą seksu. Niczego więcej. Żadnych związków. A co? Liczysz na coś więcej?
Ja: Napisałem wyraźnie „tylko seks”. Upewniam się, aby nie wpakować się w
jakiego bagno i mieć później na karku jakiegoś kolesia, który będzie sobie
rościł prawa do mojego ciała po jednym bzykanku.
Żniwiarz: Wulgarny jesteś.
Ja: Bzykanko to nie wulgarny zwrot. Znam gorsze, ale wole je wykrzykiwać
w łóżku oczywiście tylko wtedy kiedy drugiej stronie to nie przeszkadza.
Żniwiarz: Nie lubię wulgarnych dzieciaków.
Ja: A ja marudnych dziadków. Nie musimy się lubić aby dobrze się bawić.
Ja nie będę przeklinał. Ty obejdziesz się ze mną dobrze i jak należy.
Żniwiarz: Pasyw czy Aktyw?
Ja: Pasyw…
Żniwiarz: Jakoś niepewnie to zabrzmiało. Zwykły seks
czy z gadżetami?
Ja: Zwykły. Żadne gang Bang, Sado-maso albo coś w tym rodzaju.
Żniwiarz: Nie dziele się tym co mam w łóżku z nikim.
Biorę tylko ja, więc Bang odpada.
Ja: I dobrze. To nie was by wtedy tyłek bolał tylko mnie. Kiedy chciałbyś
się spotkać?
Żniwiarz: dzisiaj wieczorem?
Ja: Szybki jesteś.
Żniwiarz: To tylko seks. Na tylko seks nie trzeba
dużo czasu i paprania się przed nim. Pasuje ci?
Ja: … Pasuje. Gdzie?
Żniwiarz: Hotel Amaret niedaleko centrum. Znasz?
Ja: Obiło mi się o uszy. O której?
Żniwiarz: jestem wolny od 19.30.
Ja: 20.30.
Żniwiarz: Numer pokoju wyśle cię przed 20. Tylko nie
stchórz.
Ja: Bardziej się zastanawiam czy ty podołasz.
Żniwiarz: =======D (*)
Ja: Perw.
Żniwiarz.: Lubisz to.
Czat został przerwany. Żniwiarz
wylogował się.
Gapiłem się oniemiały na
wyświetlacz telefonu. Spojrzałem gwałtownie na Aki’ego.
- Dzi… Dzi… Dzisiaj?!- Pisnąłem
jak rasowa panienka. Spojrzał na mnie z ukosa.
- Coś mówiłeś?
- Dzi… dzi… dzisiaj?!
- Dzisiaj.
- Ale dlaczego dzisiaj?! Ja się
musze do tego mentalnie przygotować i…
- To nie idź. Ale jesteś umówiony
na dzisiaj.
- Aaaaaaakkkkkkiiiiiii!!!!-
Jęknąłem i oparłem twarz o blat biurka. Oddychałem szybko. Już dzisiaj…
*******************************************
I jak wam się spodobało??
Mam nadzieję, że było ciekawie:)
Zapraszam za tydzień:)
Gizi03031
niedziela, 17 czerwca 2018
Mój Grzech
A teraz zapraszam na jednego z najdłuższych OS jakie w ogóle napisałam.
Na koniec opowiadania zmienił mi się trochę pomysł, bo jeżeli miałabym pisać tak jak chciałam w pierwowzorze, to opowiadanie to by miało jakieś 60 stron, więc musiałabym to inaczej sklasyfikować.
Zapraszam i mam nadzieję, że wam się spodoba.
**************************************
Na koniec opowiadania zmienił mi się trochę pomysł, bo jeżeli miałabym pisać tak jak chciałam w pierwowzorze, to opowiadanie to by miało jakieś 60 stron, więc musiałabym to inaczej sklasyfikować.
Zapraszam i mam nadzieję, że wam się spodoba.
**************************************
Moim
grzechem ewidentnie było to, że nie przyznałem się do winy i kłamstwa, kiedy
miałem ku temu sprzyjające warunki. Sam nie wiedziałem co mnie podkusiło, aby
zachować ten sekret w tajemnicy i brnąć w to luźne gówno dalej.
No
bo weźcie! Kto chociaż przez chwilę nie chciał być sławny i rozpoznawalny w
swojej szkole. Każdy! Chociaż przez chwilę w swoim życiu chciał być elitą. Ja
nie stanowię w tej kwestii wyjątku. Chciałem być elitą, chciałem być sławny,
ba! Ja chciałem być rozpoznawalny przez taką elitę i w ogóle.
No
i byłem. Rok szkolny zaczął się trzy tygodnie temu, a mnie znali już dosłownie
wszyscy ze szkoły. Nawet te osoby, które planowały w przyszłości się do niej
zapisać. I to nie była moja wina, że drugi z trzech najbardziej rozpoznawalnych
ludzi w tej szkole przeze mnie został zawieszony na tydzień w prawach ucznia i
wracał do szkoły razem z pierwszym z ich paczki, którego zawieszenie trwało
jeszcze od zeszłego roku. I to nie moja wina, że nie wiedziałem o tym jaki związek
łączył tego drugiego z tym trzecim ostatnim, który został jako jedyny w szkole
i uniknął zawieszenia. Gdybym wiedział takie słowa nigdy by mi nie przeszły
przez gardło. Ej! No nie jestem jebanym hipokrytą. Przecież gdybym wiedział to
bym nie wyzywał tego trzeciego od „jebanych pedałów”, a jego chłopak (tak!
Chłopak!) nie obiłby mi ryja na środku korytarza i nie zostałby zawieszony za
pobicie dziewczyny. Poprawka. Wiem, jestem chłopakiem, ale w dziwnym splocie
dość wartkiej i długiej akcji w szkole do tego wydarzenia brano mnie za
dziewczynę.
Ok.
Zacznijmy może od początku.
Mam
przyjaciółkę. Taką prawdziwą, ale wiecie taką serio prawdziwą. Znaliśmy się
jeszcze przed urodzeniem. Pomiędzy nami są dwa dni różnicy. Nasze matki leżały
razem w Sali szpitalnej i mieszkały na tym samym osiedlu, więc jeszcze przed porodem
byliśmy na siebie skazani i jakoś tak wyszło, że się zaprzyjaźniliśmy. No i ta
moja przyjaciółka wpadła w pewne tarapaty z takim jednym nieciekawym gościem,
który powiedział, że opublikuje jej nagie fotki (jej były chłopak! Fagas
pierdolony!) w naszej szkole i na Internecie, jeżeli nie zrobimy tego czego on
będzie chciał. Ona miała zgolić włosy oraz nocą przebiec pół naszego miasta w
bieliźnie. Ja przez miesiąc miałem udawać dziewczynę i chodzić w damskich
łaszkach przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. No i się zgodziłem. Zacząłem
tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego i kontynuowałem to do feralnego dnia,
kiedy to zostało mi ostatnich kilka godzin tego gówna, a na korytarzu zaczepił
mnie niepozorny chłopak. Niziutki, blada karnacja, smutne oczy. Co drugie słowo
przerywał mu silny kaszel. Coś się zaczął czepiać, że moja spódniczka od
mundurka jest za krótka. Mówiłem mu, że jutro już będzie w dobrym stanie, ale
ten się uparł, że mam ją w tej chwili poprawić to się zdenerwowałem i przy
całej szkole mu powiedziałem, że skoro mu przeszkadza długość mojej spódnicy
musi być jebanym padałem i bzykać się po kontach z tymi, którzy zasad przestrzegali.
I wtedy….
O
zgrozo.
Wtedy
zza tego niskiego i chorowitego chłopaka wyrosła prawdziwa góra mięśni. Koleś
dosłownie był ode mnie wyższy o jakieś trzy głowy i szerszy w barach o jakieś….
No dużo. Jakieś dwa razy więcej niż ja. No i nim się obejrzałem przyjebał mi na
środku korytarza pełnego dzieciaków i nic sobie nie robiąc z oburzenia na
twarzy tego chorowitego chłopaka pocałował go na naszych oczach, powiedział mi,
że jestem trupem i grzecznie udał się do gabinetu dyrektora. A ja zbierając
swoje pogruchotane ciało i dumę z podłogi opuściłem resztę zajęć i udałem się
do domu zastanawiając się w jaki sposób zakryje tego wielkiego siniaka na
połowie twarzy. Dziękowałem niebiosom za to, że w sumie to mnie spoliczkował.
Gdyby mi walnął z pięści właśnie teraz moi rodzice zastanawiali by się co mi
znowu odjebało i dlaczego muszą chować jedynego syna w damskim mundurku
szkolnym.
Pokręciłem
przecząco głową i wycierając się dokładnie po wcześniejszym ubraniu na siebie
dresów wyszedłem z łazienki i udałem się do swojego pokoju. W końcu mogłem się
pozbyć tych przedłużanych włosów do ramion, sztucznych rzęs, lakieru z paznokci
u rąk i nóg oraz tych babskich kolczyków jak i biżuterii. Na nowo mogłem
zapodać sobie swoje dwa kolczyki w lewym uchu i pięć w prawym, mogłem obciąż
paznokcie, oraz wrócić do wcześniejszej fryzury na jaką składał się delikatny
irokez z wygoloną tylko lewą stroną głowy. Wrócą luźne spodnie, wygodne buty,
normalna bielizna, przewiewna koszula, luźny krawat oraz męski zapach, a nie
słodkie damskie perfumy.
Przecież
już gorzej być nie mogło po tym co odwaliłem dzisiejszego dnia, a świadomość
tego, że w końcu będę mógł na nowo być sobą napawała mnie takim szczęściem i
radością, że nie pomyślałem….
Nie
pomyślałem nad tym, że ten trzeci zadający się z tym pierwszym, który z
jakiegoś powodu zarobił prawie trzy miesięczne zawieszenie, a który na pewno
nie odpuści obrazy przyjaciela….
A
to, że nie pomyślałem wpakowało mnie w moje kolejne wielkie i poważne tarapaty,
przy których groźba upublicznienia nagich fotek mojej przyjaciółki jawiły mi
się jako głupi i niewinny żart zasmarkanych gówniarzy.
I
nadszedł ten dzień, kiedy od tygodnia wzbudzałem sensację jako nowy uczeń (pojawiłem
się w swoim męskim wydaniu i nikt mnie nie poznał) chodziłem do szkoły i unikałem
odpowiedzi oraz wyjaśnień kim jestem i co tutaj robię. Nauczyciele od razu
zorientowali się, że ja to ja i z jakiegoś powodu postanowili mnie kryć. Moja
naiwna przyjaciółka, przez którą zostaliśmy wpakowani w te tarapaty powiedziała
mi, że ten niski chłopak, którego wyzwałem na korytarzu to Anelin chłopak z
sekcji dyscyplinarnej w naszej szkole. Chłopak, który mi przywalił to Twlyn i
jest zastępcą przewodniczącego rady szkolnej. I taki koleś mnie walnął i został
zawieszony przez swojego chłopaka?!
Szok
po prostu! Skandal w biały dzień!
Dowiedziałem
się, że cała trójka wprowadziła porządek do szkoły i nawet nauczyciele nie
kwestionowali ich zachowania i jeżeli któremuś podwinęła się noga potrafili to
zignorować. Na tyle, że zawiesili w prawach ucznia samego przewodniczącego-
Gelma’ar, trzeci z całej trójki, którego nie miałem okazji poznać. No i
wracając moja naiwna przyjaciółka powiedziała mi, że Anelin szukał jej
przyjaciółki (mnie!) i pytał się jej, kiedy wrócę do szkoły. Obiecała, że mnie
kryła i w ogóle, ale z jakimś takim lękiem chodziłem teraz do szkoły. Mam
nadzieję, że ten cały Twlyn mnie nie rozpozna. Jeżeli mu się to uda chyba
skoczę z dachu. Idąc korytarzem rozmawiałem z Caibre moją przyjaciółką o tym co
było na dzisiejszym sprawdzianie oraz o tym, że dzisiejszego wieczora znowu uda
mi się wygrać w play’a. Zapytała się o mój „parkowy obiekt westchnień”, do
którego wzdychałem już jakieś trzy miesiące. Mogłem go zobaczyć co dziennie w parku
pod naszym blokiem. Kiedy wychodziłem na balkon i spoglądałem w dół widziałem
młodego chłopaka siedzącego na ławeczce i czytającego książkę. Wysokiego z
długimi umięśnionymi nogami, szczupły z szerokimi ramionami. Włosy miał ciemne,
krótko ścięte, do tego okulary z grubymi oprawkami. Zawsze o tej samej godzinie
pojawiał się w parku. Siedział w nim trzy godziny. Później dostawał sms ‘a,
odczytywał go, palił jednego papierosa i znikał pomiędzy blokami. Obserwowałem
go od kilku miesięcy zastanawiając się kim jest, gdzie pracuje czy ma
dziewczynę i masę innych myśli oraz pytań.
Zaśmiałem
się cicho pod nosem.
-
Wczoraj znowu siedział w tym samym miejscu. Tyle samo czasu siedział i czytał
książkę. Nic się nie zmieniło.
-
Kiedy w końcu zejdziesz na dół i do niego zagadasz?
-
Wtedy, kiedy ty przestaniesz chodzić z bezmózgimi troglodytami, którzy lecą
tylko na twoją dupę i wielkie cycki.
-
Pierdol się ty mały lachociągu. - Warknęła do mnie i uderzyła mnie z pięści w
ramię. Zaśmiałem się głośno. Znamy się na tyle długo, aby nie obrażać się na
siebie o takie teksty.
-
Jak szukasz chłopaka nie zakrywaj twarzy toną tapety brzydulo. - Odszczekałem
się jej. Już chciała coś powiedzieć, kiedy ktoś położył mi rękę na ramieniu.
Drgnąłem zaskoczony i spojrzałem za swoje ramię. Poczułem jak po moim
kręgosłupie spływają krople potu. Przełknąłem głośno ślinę i z całych sił
postarałem się nie uciec. Na moim słabym ramieniu rękę zatrzymał nie kto inny
jak Twlyn.
-
Nie powinieneś się tak odzywać do młodej kobiety. - Powiedział patrząc na mnie
poważnie. Wstrzymałem na chwilę oddech po czym delikatnie zrobiłem krok w tył,
aby stanąć bliżej Caibre.
-
Jak?
-
Brzydula. - Powiedział Anelin stając obok swojego chłopaka.
-
Zawsze tak do niej mówię. - Odparłem na swoją obronę.
-
Caibre chcesz powiedzieć, że ten dzieciak ciągłe cię tak traktuje? - Zapytał
trzeci z nich wszystkich. Spojrzałem na niego i pisnąłem głośno zakrywając
pospiesznie usta. Wysoki brunet
z okularami na nosie! „Parkowy obiekt westchnień” znał moją przyjaciółkę? Kiedy wszyscy spojrzeli na mnie nie rozumiejąc mojego zachowania, ja spojrzałem na moją przyjaciółkę próbując jakoś wybrnąć. Później jej wszystko wytłumaczę, ale teraz…. Musiałem się ewakuować i ochłonąć.
z okularami na nosie! „Parkowy obiekt westchnień” znał moją przyjaciółkę? Kiedy wszyscy spojrzeli na mnie nie rozumiejąc mojego zachowania, ja spojrzałem na moją przyjaciółkę próbując jakoś wybrnąć. Później jej wszystko wytłumaczę, ale teraz…. Musiałem się ewakuować i ochłonąć.
-
Nie Sempai, to nie….
-
Caibre znowu to zrobiłaś? - Warknąłem na nią. Spojrzała na mnie jak na głupka i
przecząco pokiwała głową.
-
Nie!
-
Jeżeli znowu nas w coś wpakujesz to sam opublikuje zdjęcia twojej gołej dupy na
terenie szkoły!
-
Emaen! Mówiłam ci, że był pewien chłopak, który mi pomógł, kiedy tamten
skurwiel nie chciał oddać zdjęć. To był on!
-
Caibre!
-
Przecież bym cię nie okłamała! Rozpoznał mój mundurek i mi pomógł! Odprowadził
mnie do domu. Opowiedziałam mu co się stało i dlaczego to się stało i on…
-
Co?!- Pisnąłem. Jeżeli mu powiedziała, że ja…- Nie mów mi, że powiedziałaś….
-
Przepraszam. - Powiedziała cicho.
-
Tępa dzida! Ty to się chyba kurwa ostatnio z tamponami na mózgi pozamieniałaś!
-
Nie mów tak do mnie!
-
Nie pokazuj mi się na oczy, dopóki nie znajdziesz resztek swojego mózgu
kretynko!
-
Emaen! - Zawołała za mną, kiedy zrobiłem trzy kroki, aby od nich odejść.
Zatrzymała mnie czyjaś ręka. Już miałem wyskoczyć z ryjem do kolejnego idioty w
tym towarzystwie, ale powstrzymał mnie „Parkowy obiekt westchnień”. Zacisnąłem
mocniej zęby, aby nic nie powiedzieć.
-
Emaen. - Zaczął. Drgnąłem. Wypowiedział moje imię w bardzo osobliwy sposób.
Przez moje plecy przeleciały dreszcze.
-
A ty to?
-
Gelma’ar. - Powiedział. PRZEWODNICZOCY RADY UCZNIOWSKIEJ! Musiałem się
koniecznie uspokoić. Wpadanie w przedwczesną panikę nie służyło dobrze mojemu zdrowiu.
- Możemy porozmawiać?
-
O czym? - Zapytałem próbując spokojnie oddychać. Naprawdę atak paniki i w efekcie
astmy, to nie jest szczyt moich marzeń na chwilę obecną.
-
Dwie sprawy służbowe i jedna osobista. - Powiedział nadal trzymając rękę na
moim ramieniu. Nie podobało mi się to, że byliśmy na środku korytarza pełnego
dzieciaków i każdy się nam przyglądał.
-
Nie rozumiem. - Przyznałem szukając pomocy u swojej głupiej przyjaciółki, która
próbowała doprowadzić się do porządku. A jak! Znowu wyła!
-
Jesteś uczniem naszej szkoły, który był prześladowany. Muszę z tego napisać
raport.
-
Nie byłem prześladowany. - Odparłem patrząc na niego jak na głupka. Uniósł do
góry lewą brew i spojrzał na mnie jak na niedorozwiniętego.
-
Ktoś cię szantażował i zmusił do czegoś co dla mnie podchodzi pod prześladowanie.
Muszę z tego napisać raport. - Powiedział. Spojrzałem gwałtownie w stronę
Caibre.
-
Powiedziałaś im z kim się pierwszy raz całowałaś? - Zapytałem sarkastycznie
patrząc na nią zza przymrużonych powiek.
-
Z tobą. - Odpowiedział chórek trzech męskich głosów. Zrobiłem krok do tyłu i odwróciłem
się gwałtownie w jej stronę.
-
Już dawno powinienem to zrobić. - Powiedziałem i podszedłem do niej rozpinając
po drodze pasek od spodni.
-
Mogę wiedzieć co ty robisz? - Zapytał Twlyn. Nie odwróciłem się w ich stronę.
-
Mam namiar jej tak mocno wpierdolić, aż wbije jej do głowy trochę oleju. A
teraz Mała, dawaj dupę. - Warknąłem i złapałem ją za ramię, po czym zostałem
powstrzymany delikatną dłonią na swojej. Bez problemu domyśliłem się czyja to
ręka. Anelin.
-
Nie rób tego, później możesz tego żałować.
-
Trudno. Dopiszę to do bardzo długiej listy rzeczy, których będę żałować.
-
Zapraszam za mną. - Głos ponownie zabrał Gelma’ar i jakby nigdy nic ruszył
przed siebie nawet się na nas nie oglądając. Twlyn cmoknął niezadowolony ustami
i ruszył za nim jak cień. Anelin spojrzał na naszą dwójkę i uśmiechnął się
delikatnie.
-
Chodźcie. Mu naprawdę się nie odmawia. - Powiedział i poczekał aż razem z
Caibre ruszyłem w tym samym kierunku co pozostała dwójka. Słyszałem jak Anelin
pocieszał tą głupawą dziewuchę, ale miałem to gdzieś. Zacząłem się powoli
denerwować, a wiedziałem, że nie powinienem. Wziąłem kilka głębokich oddechów,
aby zobaczyć czy powietrze normalnie przepływa przez moje oskrzela po czym
wróciłem do swoich czarnych myśli.
Moja
naiwna przyjaciółka zaczęła chodzić z pojebanym kolesiem w efekcie czego ten po
tym jak ona z nim zerwała (uderzył ją chuj) zaczął nas szantażować. Spełniliśmy
jego żądania. Dlatego ona ma teraz krótkie włosy i ma na swoim koncie maraton
bieliźniany po mieście, a ja przez miesiąc byłem dziewczyną. Przez to, że byłem
dziewczyną przyczepiła się do mnie jednostka z samorządu szkolnego, a ja tą jednotę
obraziłem przez co inna jednostka z tego samego instytutu i ukochana pierwszej
jednostki mnie uderzyła i została zawieszona. Moja naiwna przyjaciółka jakimś
sposobem uzyskała pomoc od przewodniczącego rady uczniowskiej, czyli trzeciej
jednostki i wszystko mu powiedziała. A mówiąc wszystko miałem na myśli
wszystko. Czyli to, że ten człowiek wiedział, że to ja byłem wcześniej
domniemaną dziewczyną, której przywalił jego kumpel i został za to zawieszony.
Całe szczęście ta ciemna masa nie miała szans zobaczyć wcześniej mojego
„Parkowego obiektu westchnień” dzięki czemu nie miała możliwości zdradzenia mu
tego, że go obserwuję od jakiegoś czasu i potajemnie do niego wzdycham, co
aktualnie było dla mnie czarnym humorem i doprowadzało mnie do panicznego
napadu śmiechu. Jeżeli ta głupia gęś nie poszłaby do łóżka z tamtym przyjebem
nie byłbym dziewczyną i nikt by się do mnie nie przypierdolił o stan mojego
mundurka przez co nie musiałbym do nikogo pyskować i nikt by mnie nie pobił.
Ona nie szukałaby pomocy u innych, a tamci nie dowiedzieli by się całej
żenującej prawdy. Kobiety serio są skomplikowane i głupie. Mówiłem jej, że temu
chujowi chodzi tylko o sex, a ta mówiła mi, że on jest inny i ją kocha. No tak
ją kochał jak…
-
Emaen…- Usłyszałem głos koło swojej głowy.
-…najarany
glutami trolla Amor. - Powiedziałem na głos i wypuściłem głośno powietrze z
płuc.
-
Słucham?
-
Słucham?
-
To ja słucham. - Powiedział ponownie Twlyn, kiedy spojrzałem na niego jak na
głupka.
-
Nie rozumiem. - Przyznałem. O co mu
znowu chodziło?
-
Jaki znowu najarany glutami trolla Amor? - Zapytał. Drgnąłem i rozejrzałem się
po wszystkich. Pomijając rozbawiony ryj Caibre wszyscy gapili się na mnie jak
na kogoś, kto sprzedał swój mózg na rynku za marne pieniądze.
-
Ja to powiedziałem na głos?
-
Tak. - Powiedziała Caibre.
-
Ja to powiedziałem na głos? - Zapytałem jeszcze raz, a ta śmiejąc się cicho pod
nosem ponownie odpowiedziała twierdząco. - Jezu Święty! Ja już chcę do domu. -
Jęknąłem zakrywając oczy dłonią.
-
O czym myślałeś?
-
O tobie.
-Ej!
Sam jesteś najarany glutami trolla!
-
Nie powiedziałem, że to ty je jarałaś tylko, że myślałem o tobie, a to już
różnica. Aaaa. Głowa mnie przez ciebie zaczyna boleć. No i miałaś się do mnie
nie odzywać, dopóki nie znajdziesz swojego mózgu.
-
Odłóżmy to może na później. - Gelma’ar postanowił nam przerwać. Skrzywiłem się
i spojrzałem na niego. Uśmiechnął się delikatnie i oblizał dolną wargę. Znajdowaliśmy
się w pokoju Rady Samorządu Szkolnego i jakoś mnie to nie cieszyło. - A teraz.
Raport. Tak. Raport. Powiedz mi pokrótce co się stało i kto to zrobił, a ja
resztę sam uzupełnię i po sprawie.
-
Nie chce tego robić.
-
Albo dowiem się tego od ciebie albo on niej. - Zaznaczył. Ta kretynka mogła
powiedzieć za dużo. Skrzywiłem się i spojrzałem na niego wkładając całą swoją
siłę woli, aby wyraz mojej twarzy okazywał jawne oburzenie i pełne wkurwienie
tym, że zostałem w taki sposób zmuszony do powiedzenia prawdy.
-
Ta kretynka znowu spiknęła się z jakimś chujem, który leciał na jej dupię i
cycki. Mówiłem jej, że on chcę ją tylko bzyknąć, ale on mówiła, że on jest
inny, że ją kocha i w ogóle. Rzygać mi się chciało, ale co ja tam będę się użerać
z kimś, kto opchnął swój mózg za tabliczkę czekolady. Bzykali się po kontach,
ile wlezie. Chuj. Nie wnikam. Ale jednego dnia przyszła zapłakana, że ta męska
kurwa miała czelność ją uderzyć. Się wkurwiłem i do niego poszedłem. Ona za
mną. Nie wiem po chuj. No i zanim mu przyjebałem ten mi pokazał jej zdjęcia. A
się wkurwiłem. Nie wiem na kogo bardziej. Ale chyba na nią. No bo to trzeba
mieć nasrane we łbie, aby robić sobie takie zdjęcia i komuś wysyłać. No ale
cóż… jej brak mózgu i możliwości adekwatnej oceny sytuacji postawił nas pod
murem. Musieliśmy zrobić to co on chciał, bo jak nie to on by rozesłał jej
zdjęcia. To kretynka i bez mózgowa brzydula, ale kocham ją jak własną siostrę, więc
przystałem na ten jego chory warunek. Ja spełniłem swój, ona swój i tyle w temacie.
- Powiedziałem trzymając jej rękę na głowie, kiedy ta chciała się na mnie
rzucić, aby mnie walnąć, ale bez problemu udało mi się ją powstrzymać.
-
Dużo przeklinasz. - Zauważył Twlyn.
-
Mam do wyboru albo przeklinać, albo przypierdolić kobiecie. Chujem nie jestem
więc wybieram przeklinanie. - Powiedziałem. Twlyn skrzywił się delikatnie i
odwrócił głowę w bok. Dopiero po chwili zrozumiałem o co mu chodziło. On nadal
myślał, że uderzył dziewczynę, a nie mnie! A ja mu z takim tekstem wyjeżdżam.
Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
-
No i bicie kobiet, to moja druga służbowa sprawa.
-
Nie znalazłem jej. - Powiedział Anelin.
-
Jak mam z nią pogadać i przeprosić, skoro nie pojawia się w szkole? - Zapytał
Twlyn zaciskając dłonie w pięści. Cofnąłem się o krok.
-
Emaen? - Zaczął Gelma’ar. Spojrzałem na niego. Gapił się na mnie wyczekująco.
Pokiwałem przecząco głową, a ten nadal wlepiał we mnie te swoje szafirowe
ślepia nie odpuszczając. Znał prawdę i czekał, aż sam się do tego przyznam.
-
No dobra! Rozumiem! Nie gap się tak! - Krzyknąłem w jego kierunku i spojrzałem
na Twlyn ‘a.- Nie musisz jej przepraszać. Ona się nie gniewa. Wręcz wie, że
zasłużyła.
-
Co ty gadasz?! Czy zasłużyła czy też nie uderzenie jej było totalną przeginką.
- Powiedział. Odchrząknąłem kilka razy próbując modulować swoim głosem po czym
spojrzałem na niego przepraszająco.
-„Skoro
przeszkadza ci długość mojej spódnicy musisz być jebanym padałem i bzykać się
po kontach z tymi, którzy zasad przestrzegali”.- Powiedziałem na jednym wydechu
i czekałem na ich reakcje. A była taka jakiej się spodziewałem. Szeroko otwarte
oczy i usta. Szok wymalowany na twarzy. Odchrząknąłem kilka razy.
-
TY?!
-
Ja.
-
TY?!
-
Niestety ja. - Powiedziałem, kiedy Twlyn zrobił krok w moją stronę.
-
Twlyn zostaw.
-
Ten gówniarz udawał dziewczynę! Gdybym wiedział, że to chłopak bardziej bym mu
za takie odzywki jebął!
-
Twlyn. - Chłodny głos Gelma’ara sprawił, że i ja się skuliłem w sobie, mimo że
nie był kierowany w moją stronę. - Chłopak był szantażowany i zmuszony do tego,
aby tak się pokazać ludziom dookoła siebie. To nie jego wina, więc się uspokój.
-
Nie będę…
-
Bo inaczej sobie pogadamy. - Warknął chłopak. W pokoju zapanowała cisza.
Przyglądałem im się dokładnie zastanawiając się o co im tak właściwie chodziło.
- A teraz trzecia sprawa i jesteście wolni. Na razie. - Zaznaczył Gelma’ar.
-
Słucham?
-
Chciałem osobiście zobaczyć i poznać mojego parkowego prześladowcę. -
Powiedział przyglądając mi się uważnie. On wiedział! Wiedział, a ja zacząłem
wpadać w panikę! Wiedziałem co się stanie i nie mogłem nad tym zapanować!
Upadając na kolana zacząłem szybko wszystko wyrzucać ze swojego plecaka nim
zbyt wielki atak paniki odbierze mi przytomność i będzie trzeba dzwonić po
karetkę, kiedy duszności nie będą chciały przejść. Poczułem jak Caibre podaje
mi mój fioletowy inhalator i uspakajająco głaszczę mnie po plecach mówiąc do
mnie cichym głosem, że wszystko będzie w porządku i nie mam się czym
denerwować. Kazała mi spokojnie i głęboko oddychać.
Posłuchałem
jej.
Oddychałem…
Uspokajałem
się…
Nie
wiedziałem, że pokuta za moje grzechy wstrząśnie moim światem.
**
Przecinając
szybko ciemny park słyszałem za sobą jakieś rozmowy i śmiechy. Wiedziałem, że
wracanie o tej porze tym miejscem do domu było głupotą, ale to była jedyna
droga jaką mogłem obrać. Nie moja wina, że musiałem oddać zaległe książki do
biblioteki i się w niej zasiedziałem, a teraz musiałem przechodzić przez ten
park uważając, aby nie zobaczył mnie ktoś kto nie powinien. A takie osoby, to
każda pijana osoba bądź napalona, która omyłkowo mogła mnie wziąć za kobietę,
co dość często mi się zdarzało.
W
ogóle nie rozumiałem tych wszystkich napalonych i pijanych debili, którzy
mylili mnie z kobietą. Przecież ja miałem stanowczo za mało na górze, a za dużo
na dole, aby mogli mnie z nią pomylić, ale widać znajdowały się takie
jednostki, które jednak miały spaczone umysły i postrzeganie otaczającej ich
rzeczywistości, że wielokrotnie wzięto mnie za kobietę, przez co musiałem uciekać,
jeżeli było ich wielu. Jeżeli była to tylko jedna osoba najpierw dostawała ode
mnie po jajach, a dopiero później uciekałem.
Nie
interesowało mnie, że jako inny facet byłem nie fair w stosunku do nich i nie
powinienem stosować takich ciosów poniżej pasa, ale oni nie musieli wyobrażać
sobie jak się wpychają w mój tyłek. Oni byli nie fair w stosunku do mnie biorąc
mnie za kobietę, ja byłem taki sam w stosunku do nich i kopałem po jajach.
Wiece prawo silniejszego czy prawo dżungli. Zjedz bądź zostań zjedzony. A ja
nie miałem zamiaru zostać zjedzonym. Jestem ciężkostrawnym osobnikiem.
Odetchnąłem
z ulgą, kiedy dojrzałem swój blok. Jeszcze jakieś trzy minuty i będę bezpieczny
w swoim pokoju cisnąć w PS4. Uśmiechnąłem się delikatnie do swoich myśli, w
których już przesiedziałem całą noc grając na konsoli i pochłaniając masę
owoców oraz pijąc herbatę.
Wiem.
Jestem
dziwny.
Normalny
dzieciak w moim wieku opychałby się chipsami i pił napoje gazowane. Ja gazowane
piłem tylko raz w roku. Na moje urodziny. A chipsów nie znoszę od małego. Kilka
razy próbowałem je spróbować, ale mi nie podpasowały i zrezygnowałem z
wmuszania ich w siebie, aby tylko być jak inni. Kiedy inne matki kupowały dzieciakom
chipsy i słodycze moja kupowała owoce i warzywa i wymyślała z nich przeróżne przekąski.
Z
początku jak mnie ktoś poznawał to się ze mnie śmiał nie mogąc zrozumieć, dlaczego
tak robię, a nie inaczej. Jak im tłumaczyłem, że nie lubię chipsów i słodyczy
patrzyli na mnie jak na debila. Wtedy ja się pytałem, czy są jakieś owoce i warzywa,
za którymi nie przepadają. Oni mi podawali całą listę, wtedy im to
porównywałem. Mówiłem, że dla mnie chipsy i słodycze są jak dla nich owoce i
warzywa.
Nie
wiedziałem skąd mi się to wzięło. Tak samo jak nie paliłem. Spróbowałem raz.
Skrzywiłem się. Powiedziałem, że tego gówna palić nie będę, bo mi nie smakuje.
Jak inni palą to już ich problem, nie mój.
Drgnąłem,
kiedy z naprzeciwka zmierzała w moją stronę grupka jakiś osób. Z daleka mogłem
zauważyć, że są to osoby w stanie nietrzeźwym. Skrzywiłem się i opuściłem głowę
w dół nie chcąc nawiązać z nimi kontaktu wzrokowego.
-
No hej Maleńka. - Skrzywiłem się, kiedy oczywiście któryś z nich się pomylił i
wziął mnie za kobietę. I na dodatek śmierdział!
-
…- Spojrzałem tylko na niego po czym próbowałem ich wyminąć, ale jego dwóch kumpli
zagrodziło mi drogę nie pozwalając mi przejść. Osiedlowe drechy. Jak nic.
-
Gdzie to się Skarbie wybierasz? Nie zostaniesz z nami i nie dotrzymasz nam
towarzystwa. Znamy bardzo ciekawe miejsce. - Zawołał ten co wcześniej do mnie
mówił. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i spojrzałem na chwilę na gwiazdy.
Były takie ładne i tak daleko. No i miały święty spokój. Nikt ich nie
denerwował i nie zaczepiał jak te pijaki właśnie mnie.
-
Jak coś to Maleńki. Nie mam zamiaru z wami zostawać i dotrzymywać wam
towarzystwa, bo to wy nie będziecie w stanie dotrzymać go mnie. I nie mam
zamiaru z wami iść pod kolejny monopolowy, aby się z wami narąbać.
-
Hę?!
-
Stary, to nie baba! - Krzyknął jeden z tych, którzy zagrodzili mi drogę.
-
Dobrze, że tak szybko się zorientowałeś i nie zdążyłeś się podniecić moim
widokiem. Nie zawsze mam szczęście, że inni tak szybko łapią, że próbują
grupowo zgwałcić jakąś biedną laskę. Jak to będzie brzmieć na policji. Złapani
w parku za gwałt na kobiecie czy złapani w parku za gwałt na nastoletnim
chłopaku. Co gorsze? - Zapytałem zaciskając prawą rękę w pięść. Nie miałem
zamiaru poddać się bez ewentualnej walki.
-
Emaen. - Usłyszałem za sobą głos, który słyszałem raz w życiu, ale bez problemu
rozpoznałem jego właściciela. Jęknąłem głośno pod nosem i spojrzałem w tamtą
stronę. A jak! Gelma’ar stał za mną z pozostałą dwójką z Rady Uczniowskiej i o
dziwo z Caibre. Jeszcze ich mi tutaj brakowało. A pojawienie się tego
pierwszego mogło przynieść poważne problemy i katastrofę. Najpierw dla tych
pożal się boże fagasów, którzy mnie zaczepili, a później dla mnie. Nie chciałem
jednak o tym jak na chwile myśleć i zepchnąłem swoje życiowe rozterki w głąb
swojej świadomości, i tak przecież tego nie zmianie. Nie ważne jak bardzo będę
jęczeć, a on jest za bardzo uparty, aby w końcu to zrozumieć.
-
Słucham?
-
Coś się stało? - Zapytał patrząc uważnie na mężczyzn, którzy widocznie nie byli
zadowoleni z tego, że ktoś jeszcze się napatoczył na nasze małe spotkanie.
-
Mam z panami debatę. - Odparłem poprawiając delikatnie plecak na ramieniu.
-
Na temat??
-
Tego co gorsze. Zostać złapanym w parku za gwałt na kobiecie czy zostać
złapanym w parku za gwałt na nastoletnim chłopcu. Właśnie mieli mi udzielić odpowiedzi,
kiedy nam przerwaliście.
-
Jebnięty jesteś? - Zapytał zaskoczony Twlyn. Spojrzałem na niego marszcząco
delikatnie czoło.
-
Przecież to jest ważny temat debaty. Sam się zastanawiam co dla takich ludzi
było by gorsze. A dla was?
-
Zgwałcenie faceta. - Powiedziała Caibre. Spojrzałem i zmarszczyłem czoło.
-
Czyli dla ciebie, jeżeli facet zgwałci faceta to ma mniej przejebane niż jakby
zgwałcił kobietę? Kobietę może faceta już nie.
-
Nie może nikogo. - Powiedział Gelma’ar. Jego odpowiedź mi się bardziej
podobała. Spojrzałem w stronę pijanych facetów, którzy do końca nie wiedzieli
co się dzieje.
-
Czyli dzisiaj mnie zbytnio nie zaliczycie. W sumie to nigdy mnie nie
zaliczycie, więc sorry. - Powiedziałem i wzruszyłem ramionami, kiedy bez słowa
zawinęli się w tylko sobie znanym kierunku. Wziąłem głęboki oddech. Póki co
jestem jeszcze bezpieczny, ale jak tylko będziemy sami to się dopiero zacznie
jazda bez trzymanki. I oczywiście to będzie moja wina! Bo to niby ja kogoś
znowu prowokowałem! A to, że oni sami do mnie przyłazili to już mniejszy
problem. Pokręciłem przecząco głową. - Dziwni jacyś. Przynajmniej mogli się pożegnać
jak już nie mieli mnie zamiaru dalej gwałcić.
-
Ty serio jesteś jebnięty.
-
Dlaczego tak uważasz?
-
A kto normalny gadałby o takim czymś ze swoim potencjalnym gwałcicielem? -
Zapytał Twlyn. Wzruszyłem ramionami. I tak tego nie zrozumie. Przeszedłem kilka
kroków do maszyny z napojami i wybrałem sobie zimną herbatę.
-
To jest Emaen, tego nie ogarniesz. - Powiedziała Caibre. Ona to za pewne miała
wiele do powiedzenia na temat moich odchyłów.
-
Wiesz coś o tym? - Zapytałem zaczepnie odkręcając butelkę napoju. Upiłem łyk i
skrzywiłem się. Było słodkie! Spojrzałem na etykietkę. Wziąłem napój z cukrem.
Cmoknąłem z niesmakiem językiem i skierowałem swoje kroki znowu w stronę tej
przeklętej maszyny tym razem stawiając na zwykłą wodę.
-
Znam cię całe życie, więc się przyzwyczaiłam. Niczego przede mną nie ukryjesz.
- A byś się zdziwiła pomyślałem i spojrzałem przelotnie na niebo po czym znowu
pokręciłem przecząco głową. - Trzymaj. - Powiedziała i podała mi kilka
drobniaków. Bez słów rozumiałem o co jej chodziłem. Podałem jej herbatę wiedząc,
że ją wypije. Ja bym to pewnie w domu wywalił, jeżeli któryś z rodziców by tego
nie chciał.
-
Nie mów, że to wypijesz. - Powiedział Twlyn patrząc na nią. Ta tylko kiwnęła
twierdząco głowa po czym przyssała się do butelki. Ten się skrzywił jakby brała
coś obrzydliwego do ust.
-
Miałeś penisa w ustach, a mówisz fuj na to, że pije herbatę? - Zapytała zaskoczona.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Zboczona jędza.
-
Głośniej to powiedz. Jeszcze połowa bloków cię nie słyszała. - Warknął Twlyn.
Wysunąłem pospiesznie dłoń i zasłoniłem nią usta dziewczyny, kiedy głośniej
nabierała powietrza do płuc. Spojrzałem na niego jak na idiotę.
-
Jej dwa razy nie musisz o to prosić. - Powiedziałem, a kiedy ten się
zorientował co ona chciała zrobić, pożegnałem się z nimi i ruszyłem w stronę
domu. Ciągle czułem na sobie czyjeś spojrzenie. Nie odwróciłem się. Nie
chciałem wiedzieć kto się tak na mnie gapił, chociaż miałem co do tego swoje
przypuszczenia.
**
Jakiś
tydzień po tym natknąłem się jeszcze raz na swoich „przyjaciół niedoszłych gwałcicieli”
w parku i zmuszony byłem przed nimi uciekać. Prawie przejechał mnie samochód,
kiedy dużo nie myśląc wpakowałem się na jezdnie, aby uniknąć tego cholernego
gwałtu czy napaści. Nie wiedziałem co im do końca chodziło po głowach. Wtedy z
drugiego samochodu, który się zatrzymał, a który zrobiłby ze mnie mielone
pierwsza klasa wysiadł przewodniczący szkoły. Nie był zadowolony, że wpakowałem
mu się pod koła. Bez słowa i z delikatnością, której by mu pozazdrościł jakiś
górski troll wciągnął mnie do swojego auta i ruszył w sobie znanym tylko
kierunku. Bałem się oddychać, a co dopiero pytać, gdzie mnie zabiera.
Zatrzymał
się przed blokami po drugiej stronie parku. Jakbym dobrze wyostrzyły wzrok będąc
u siebie na balkonie może bym je zobaczył. Nie byłem pewny. Musiałem to kiedyś sprawdzić.
O ile wyjdę z tego żywy. Dlaczego on mnie tutaj zabrał?? Gdzie byliśmy i czego
on ode mnie chciał?
Wyszedł
z samochodu i nie czekając na mnie ruszył przed siebie. Kiedy zamknąłem za sobą
drzwi auta, te się zablokowały i uruchomił się alarm. Spojrzałem na niego i
przełknąłem głośno ślinę. Czy miałem iść razem z nim? Kiedy chciałem się
ewakuować ten jakby to wyczuł i spojrzał w moją stronę takim wzrokiem, który
jasno dał mi do zrozumienia, że mogę tylko przebierać nogami do przodu. Każdy
krok wykonany w tył będzie czynem niewybaczalnym i od razu karanym.
Wypuszczając
głośno powietrze z płuc ruszyłem za nim chociaż za bardzo nie miałem na to
ochoty.
Wyciągnąłem
telefon z kieszeni i napisałem wiadomość do matki.
Kochana mamo, pisze
do ciebie, aby się z tobą pożegnać. To co mnie za chwilę spotka pewnie sprawi,
że zniknę z powierzchni ziemi.
Pamiętaj, że zawszę
będę przy tobie i cię kocham.
E.
Wysłałem
to do niej, kiedy podchodziłem do windy. Nim do niej wszedłem dostałem wiadomość
zwrotną od matki. Spojrzałem na nią i miałem ochotę strzelić sobie w łeb.
Zanim znikniesz z
powierzchni ziemi posprzątaj swój pokój i kup jajka oraz mleko po drodze.
Mama.
Na
niej zawsze można polegać nie ma co. Jakbym jej napisał, że mnie porwano i chcą
mnie sprzedać na czarnym rynku to by mi się kazała rozejrzeć, czy nie ma na tym
rynku jakiś owoców po przecenie. Bezbłędna kobieta. Kręcąc przecząco głową wysłałem
wiadomość jeszcze do jednej osoby. Wiedziałem, że ona bardziej się przejmie.
Jak przestane się
odzywać szukaj mojego grobu gdzieś u nas w parku albo w jego okolicach.
Ewentualnie szukaj mnie gdzieś w dzielnicy Czerwonych Latarni.
E.
Wysiadając
z windy zerknąłem na telefon i zacząłem się poważnie zastanawiać czy czasami
nie zamieniono mnie w szpitalu czy coś, bo to bardziej Caibre przypominała moją
matkę, a nie ja przypominałem ją. Odpowiedź tej postrzelonej baby brzmiała tak.
Będziesz dobrym nawozem
dla parkowej roślinności. Jak trafisz do tej Dzielnicy to chcę zniżkę po
znajomości.
C
Przystanąłem
zaskoczony, kiedy Gelma’ar otwierał drzwi jakiegoś mieszkania.
-
Um.… co to za miejsce?
-
Moje mieszkanie. - Powiedział otwierając drzwi szerzej i wpuszczając mnie
przodem. Spojrzałem na niego jak na idiotę. Ja mam tam niby wejść? Nie ma mowy!
Jeżeli tam wejdę wiedziałem jak to się skończy, a ja nie chciałem z nim gadać. Chcę
do domu! Z dala od niego i jego przenikliwego i wkurwionego spojrzenia!
Zrobiłem
krok w tył, a wtedy on złapał mnie za przegub ręki po czym wciągnął mnie do
swojego mieszkania. Jęknąłem ni to z zaskoczenia ni to z bólu. Skrzywiłem się,
kiedy zamknął za nami drzwi i popchnął mnie delikatnie jak podejrzewałem jego
pokoju. I się nie pomyliłem. Przeszliśmy obok wszystkich zamkniętych drzwi i
zatrzymaliśmy się we wnętrzu jego pokoju, w którym znajdowało się wielkie łoże
(łóżkiem to bym tego na bank nie nazwał), trzydrzwiowa szafa z lustrem, biurko,
trzy regały zapełnione książkami oraz mały stolik i trzy fotele w kształcie
poduszek do piłki nożnej. Wskazał mi na jeden z nich i ściągnął z siebie swój
sweter. Otworzyłem szeroko oczy, kiedy moim oczom ukazał się widok jakiego
nigdy bym się po nim nie spodziewał. Na jego obu rękach od łokci w górę
ciągnęły się długie tatuaże. Na prawej ręce widniała głowa smoka, na lewej jego
ogon. Podejrzewam, że przez całe jego barki ciągnęła się reszta jego tułowia.
Odwróciłem od niego speszony wzrok, kiedy zauważył, że się na niego gapię. Kątem
oka zauważyłem, jak ściąga swoje okulary i odkłada je na biurku po czym
przeczesuje włosy do góry i pozostawia je w takim nieładzie. Wglądał jak
całkiem inna osoba.
-
Napijesz się czegoś? - Zapytał podchodząc do drzwi swojego pokoju. Spojrzałem
na niego.
-
Herbatę, jeżeli to nie problem. - Powiedziałem. Ten bez słowa wyszedł z pokoju.
Co ja tutaj w ogóle robię? Po co on mnie tutaj przyciągnął i jeszcze proponował
mi coś do picia? Pokręciłem przecząco głową dochodząc do wniosku, że i tak nie uzyskam
na te pytania odpowiedzi sam i musiałem na niego poczekać.
-
Proszę. - Powiedział i postawił przede mną kubek z parującym napojem.
Spojrzałem na niego niepewnie. Nie wiedziałem jak miałem się zachować i co
miałem zrobić w takiej sytuacji.
-
Um dziękuje? - Zapytałem. Prychnął pod nosem i napił się czegoś ze swojego
kubka. Po zapachu zorientowałem się, że pije kawę. Kawę? Czyli nie muszę… -
Mogę wiedzieć, dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
-
Czeka cię kara za twoje grzechy i ignorancje. - Powiedział to całkiem poważnie.
Zacząłem się głośno śmiać, ale kiedy jego wyraz twarzy nie zmienił się nawet na
jotę spojrzałem na niego zaskoczony.
-
czekaj. Ty mówisz całkiem serio? - Zapytałem gapiąc się na niego jak sroka w
gnat. On nie żartował?! Co tutaj się kurwa wyprawiało?!
-
Przez twoje odzywki mój kumpel został zawieszony w szkole przez co miał
problemy w domu, a jak widzisz…- Przeciągnął prawą dłonią po lewej ręce po tatuażu.
- Wywodzimy się z tych rodzin. Po
drugie nie potrafisz szanować kobiet. A po trzecie sam miałbym przez ciebie
problemy gdybym cię dzisiaj przejechał autem. Trzeba ci przetrzepać skórę. -
Powiedział. Chciał mnie bić? Nie podniósł na mnie wcześniej ręki, więc jego
wywód trochę mnie zaskoczył. Wgniotłem się w fotel obserwując dokładnie jego
każdy ruch.
-
Twój kumpel nie musiał mnie bić, zawsze tak do niej gadam, to trzeba było mnie
przejechać.
-
Strasznie pyskujesz i nie masz szacunku do starszych. - Odbił piłeczkę
marszcząc delikatnie brwi. Nie spodobało mu się to ostanie.
-
Odzywam się do ludzi tak jak na to zasłużyli, a na szacunek trzeba sobie
zasłużyć i zapracować.
-
Nie potrafisz dochować tajemnicy.
-
Potrafię! - Krzyknąłem i zasłoniłem pospiesznie usta. Uśmiechnął się pod nosem.
Tutaj chciał uderzyć drań jeden!
-
Twój atak astmy w szkole…
-
To ty to poruszyłeś nie ja. Ja bym nie powiedział, że cię obserwuję w parku. Ty
to powiedziałeś!
-
Nie mówiłeś czasami Caibre, że mnie obserwujesz?
-
Nie powiedziałem, że CIEBIE obserwuje tylko, że jest pewien CHŁOPAK, którego obserwuje.
-
Prowokowałeś tych facetów w parku do tego, aby cię przelecieli.
-
Gdyby to zrobili właśnie dzisiaj wyławiano by ich ciała z rzeki, a ty jakby
nigdy nic piłbyś sobie kawkę w pokoju i udawałbyś zaskoczonego, że takie coś
miało w ogóle miejsce. - Sarknąłem i odwróciłem się do niego bokiem, aby nie
widzieć jego twarzy. - Od samego początku ci powiedziałem, że nie chce tego
ukrywać i że to mi nie przeszkadza. Mogliśmy przynajmniej powiedzieć twoim przyjaciołom
oraz Caibre, ale nie bo po co. Tak będzie lepiej. Tak będzie bezpieczniej! Nie
jest lepiej! I nie jest bezpieczniej!
-
Nie krzycz.
-
Nie będziesz mi mówić co mam robić! Od półtorej roku od kiedy się spotykamy
mówisz mi co mam robić i kiedy! Nawet nie mogę z tobą normalnie porozmawiać, kiedy
jestem poza twoim pokojem i nie pije tej cholernej herbaty, a ty kawy. Jakbyś
nie wziął tej jebanej kawy nie mógłbym poruszyć tego tematu, bo w końcu nie
dałbyś mi sygnału, że droga wolna.
-
Emaen. – Zaczął twardo. Pokazałem mu środkowy palec nawet na niego nie patrząc.
- Mówiłem ci, że do póki nie skończysz szkoły musimy to wszystko ukrywać, a później,
jeżeli chcesz to nawet kupie sobie bluzkę z twoim zdjęciem na piersi i plecach
i napisze tam, że z tobą chodzę.
-
Ja nie chcę czekać jeszcze trzech lat!
-
Pamiętasz co się ostatnio stało?
-
Nie obchodzi mnie….
-
PAMIĘTASZ?!- Krzyknął. Drgnąłem. On nie krzyczał, tylko mówił spokojnie. A jak
krzyczał…. Zacisnąłem drżące wargi.
-
Zostałem dźgnięty nożem w plecy. - Powiedziałem cicho. Od półtorej roku
spotykam się z tym gburem. Po pół roku zostałem zaatakowany przez jakąś jego
potencjalną narzeczoną i wylądowałem na miesiąc w szpitalu. Caibre była wtedy
na wakacjach u dziadków więc nie musiałem jej niczego mówić. Ale moi rodzice
musieli poznać prawdę. I poznali. Nie byli z początku do końca zachwyceni, ale
Gelma’ar ma pewien pomysł, ale musiał mnie do niego przekonać. Z początku nie
wiedziałem o co mu chodzi. Po tym jak mi go przedstawił zdenerwowałem się na
niego i nie odzywałem się do niego przez rok. No bo jak to mieliśmy udawać
przed całym światem jakbyśmy się nie znali i nigdy nic między nami nie zaszło.
Dopiero jak jestem u niego w mieszkaniu możemy się zachowywać tak jak na
normalną parę przystało albo jak on ukradkiem przemykał się do mnie do domu i
spędzał u mnie noc za zgodą rodziców. Musiałem udawać, że go nie znam, że nie
wiem kim jest i kłamać w kwestii swoich uczuć. Powiedział swojemu ojcu, że ma
mu nie szukać żadnej narzeczonej ani nic, bo on kogoś ma, ale pozna tą osobę
dopiero za trzy lata jak skończę liceum. Wiedziałem, że wymyślił to dla mojego
bezpieczeństwa. Ale ja już powoli nie miałem siły. Wiecie jak to ciężko jest przejść
koło niego na mieście i udawać, że się go nie zna. Później w szkole kiwnąć mu
tylko na przywitanie, bo w końcu on jest z SU i wszyscy go znali. Jak to jest
ignorować te wszystkie laski, które sikają na jego widok i udawać, że mnie to
nie rusza. Później się z nim pokłóciłem, bo pobił się z pewnym chłopakiem,
który śmiał na mnie przychylnie spojrzeć i zawieszono go w prawach ucznia. Za
karę ojciec zabrał go do głównego domu, a ja nie mogąc się z nim skontaktować
skończyłem jak dziewczyna. Myślałem, że on się nigdy o tym nie dowie, bo będzie
mi suszył głowę o to, że się na to zgodziłem. Gniewając się na niego pewnego
dnia zauważyłem, że pojawia się w parku niedaleko mojego domu. Mogłem go obserwować.
Tego mi nikt nie zabronił. W końcu mogłem sobie popatrzeć na to co należało do
mnie. Ale chciałem więcej. Chciałem go dotknąć. A po tym jak się dowiedziałem,
że Caibre skorzystała z jego pomocy i jeszcze mu powiedziała, że byłem
DZIEWCZYNĄ i to z nią się pierwszy raz CAŁOWAŁEM myślałem, że sam się zabiję.
Już wiedziałem, jak zareaguję na te ekscesy, a on mi tutaj przy wszystkich
powiedział, że jestem jego stalkerem! Ten to miał tupet! Ja się rok pilnowałem,
aby się z niczym nie zdradzić, a ten jakby nigdy nic wyjeżdża z takim tekstem
przy innych. A teraz jak PRZEZ PRZYPADEK by mnie potrącił, bo goniła mnie
grupka pijaków, to oczywiście cała wina spadała na mnie.
Moi
rodzice już dawno go zaakceptowali i nawet polubili, ale nadal popierali jego
głupi pomysł ukrywania się. Aż miałem ochotę im powiedzieć, żeby sami przed
światem ukrywali swój związek. Ja nie chciałem już tego robić. Chciałem, aby
wszyscy wiedzieli, że ja też jestem z kimś w związku. Że jestem szczęśliwy.
Kocham i jestem kochany. Ale dopóki ten gbur nie powie, że możemy to innym
powiedzieć, to nie mam co liczyć na to, aby inni się dowiedzieli.
-
Musisz wytrzymać…
-
Przez trzy lata masz mnie nie ruszać.
-
Słucham? - Zapytał pochylając się nade mną i próbując mnie pocałować.
-
Skoro ja nie mogę powiedzieć innym, że jesteśmy razem do póki nie skończę szkoły,
tak ty nie możesz mnie ruszać do tego czasu. - Powiedziałem oburzony próbując
się od niego odsunąć, ale mi na to nie pozwolił.
-
Możesz powtórzyć, bo chyba źle cię zrozumiałem.
-
Powiedziałem, że….
-
Kara za twoje grzechy. - Powiedział i pochylił się nade mną.
-
Przestań! - Krzyknąłem, kiedy ten bezceremonialnie zaczął mnie łaskotać i
wyrwał z mojego gardła głośny śmiech oraz krzyk. Nie przestawał mnie łaskotać, dopóki
nie zacząłem go o to błagać i przepraszać za wszystko za co w jego mniemaniu
sobie na to zasłużyłem. Pochylił się i pocałował mnie namiętnie przytrzymując sztywno
moją głowę abym czasami nie uciekł nią gdzieś na bok. Skrzywiłem się i odsunąłem
go od siebie delikatnie. Zmarszczył czoło. Nie spodobało mu się to. Wyciągnąłem
z kieszeni paczkę gum do żucia i dałem mu jedną. Przekręcił oczami i posłusznie
wziął gumę do ust.
-
Mógłbyś już mi odpuścić.
-
Nie. Śmierdzisz fajkami. Ja się z popielniczką całować nie będę.
-
Dramatyzujesz. - Powiedział i pochylił się nade mną. Wypuściłem głośno
powietrze z płuc. Walczyłem z nim o to od prawie dwóch lat od kiedy jako uczeń pierwszej
liceum uratował dzieciaka z drugiej gimnazjum przed pobiciem i po spraniu kilku
ludzie ze swojego liceum odpalił przy mnie fajkę. Zamiast mu podziękować
powiedziałem, że śmierdzi i sobie poszedłem. Pół roku później zostaliśmy parą.
Jęknąłem
głośno w jego usta, kiedy przejechał językiem po moim podniebieniu zostawiając
mi w ustach gumę, którą mu dałem. Przyciągnąłem go bliżej siebie pozwalając mu
się na mnie położyć na tyle na ile pozwalał mu fotel.
Warknął
i oderwał się ode mnie po czym pociągnął mnie w stronę łóżka i rzucił na mnie
przygniatając mnie do niego i wyciągając ze mnie głośny jęk.
-
Gelma’ar słuchaj…- Urwał głos od strony drzwi. Spojrzałem tam gwałtownie i jęknąłem
głośno zakrywając się poduszką.
-
Twlyn wypierdalaj! - Warknął Gelma’ar nie przestając dobierać się do moich
spodni. Najwidoczniej jego przyjaciel posłuchał, bo po chwili leżałem już na
łóżku w samych majtkach i byłem przygniatany do miękkiego materaca przez jego umięśnione
ciało. Chciałem coś powiedzieć, ale nie pozwolił mi na to całując mnie
namiętnie i wpychając swoje wścibskie łapy pod moją koszulkę.
Widać
co trzy miesiące bez kontaktu cielesnego z nim robiły. Byłem w szoku, że aż
tyle wytrzymał, ale nie musiał się bić to by nie dostał zawieszenie i szlabanu
na chacie. A wtedy…
-
Kocham cię. - Jęknąłem, kiedy przejechał paznokciami po moim torcie i palce
zatrzymał na gumce od majtek. Spojrzał mi w oczy.
-
Czy uwierzysz, że pomimo tego, iż jestem skończonym chujem również cię kocham
na swój własny pojebany sposób.
-
Podoba mi się twój chuj i pojebany sposób kochania mnie. - Warknąłem i
przyssałem się do jego szyi, kiedy zaczął majstrować przy mojej bieliźnie.
Zaśmiał się cicho i pozwolił mi na to, mimo że planowałem mu zrobić malinkę.
Ciekawe
jak się z tego wytłumaczy?
Chociaż
mu będzie łatwiej się wytłumaczyć z jednej malinki, a nie tak jak mi z całego
ciała obsypanego malinkami śladami zębów oraz zadrapań, które niewątpliwie na
mnie zostawi. Zawsze je zostawiał.
Moim
grzechem było to, że go poznałem….
I
cieszę się, że jestem grzesznikiem oraz zgrzeszyłem….
Ponieważ
jestem szczęśliwy i kochany….
Mój
Grzech….
Gelma’ar…
************************************
No i to koniec tego "krótkiego" rozdziału. Mam nadzieję, że wam się spodobał.
Pozdrawiam Gizi0031
Subskrybuj:
Posty (Atom)