środa, 6 grudnia 2017

Wesołych Mikołajek:D

Życzę wam wszystkim czytelnikom, osobą odwiedzającym tylko ten blog albo tym, którzy kompletnie tutaj zabłądzili wesołych Mikołajek:*
Gizi03031

niedziela, 3 grudnia 2017

4383- Rozdział 2

Hejka:)
Życzę miłego czytania:)
*********************************
Budum! Budum! Budum!
Lubię dźwięki. Różnej maści dźwięki mnie uspokajają. Chociaż teraz nie mogłem tego powiedzieć. Teraz wcale, a to wcale nie czułem się spokojnie. Słyszałem w uszach jak głośno dudni mi serce.
Stałem przed drzwiami wejściowymi do domu. Słyszałem jak matka gadała z kimś przez telefon w swoim gabinecie. Pewnie załatwiała sprawy służbowe w domu…
Nacisnąłem delikatnie klamkę, aby nie usłyszała, że ktoś wchodzi albo co gorsza wychodzi (tak. Moja rodzina ma trochę inne wartości) z domu. Uderzył we mnie pierwszy powiew ciepłego wiatru. Powietrze było ciężkie i gorące jak na lato przystało. Zrobiłem dwa kroki i…
Wciągnąłem głośno powietrze przez nos, kiedy promienie słoneczne poraziły moje oczy uderzając jednocześnie w moją twarz. Już zapomniałem jak to jest czuć słońce na swojej skórze. Otwieranie okna w pokoju na całą szerokość się nie liczyło. Zrobiłem kolejny krok i zamknąłem cicho drzwi. Puściłem klamkę. W tym momencie poczułem się jakbym szedł na bardzo cienkiej lince nad przepaścią.
Trzy schodki w dół i znajdowałem się już na żwirowej ścieżce, która prowadziła do furtki. Ale to nie ona była moim celem. Byłbym śmieszny gdybym wierzył, że uda mi się wyjść dalej niż poza mury naszej posiadłości. Ogród to i tak już wiele jak na mnie. Idąc blisko ściany domu zacząłem zmierzać na tyły domu. Tamten rewir ogrodu znałem lepiej, ponieważ to tam wychodziły okna mojego pokoju. Od kilku lat widziałem przez nie starannie zadbany trawnik, leżaki, kamiennego grilla, średniej wielkości basen oraz trampolinę (należała do Młodej, która większość czasu w niej spędzała, kiedy nas odwiedzali). Kiedy nikogo tam nie było zerkałem na to miejsce z okna swojego pokoju
i czasami po cichu marzyłem, że pływam w tym basenie albo skaczę na trampolinie. Wyobrażałem sobie jak kładę się na leżaku i pozwalam aby promienie słoneczne powoli zmieniały kolor mojej skóry. Jak sięgam od brata przygotowane przez niego mięso z grilla…
Marzyłem i jednocześnie cierpiałem, bo wiedziałem, że nigdy tego nie osiągnę. Co z tego, że jakimś cudem wyszedłem na to upragnione przeze mnie miejsce skoro to nie jest wielki wyczyn, kiedy jest się tutaj samemu. Przy chociaż jednej osobie więcej niż ja sam nie podszedłbym nawet do okna.
A co do okna… zatrzymałem się właśnie nad nim i sięgnąłem po torbę, którą jakieś trzy godziny wcześniej (no co? Naprawdę wyjście na zewnątrz nie było wcale takie łatwe) spuściłem na dół na sznurku. Otworzyłem ją i wyciągnąłem z niej folię, ręcznik, lusterko łazienkowe, nożyczki oraz grzebień. Rozejrzałem się dookoła siebie i postanowiłem podejść do najbliższego leżaka. Nie ma co przesadzać. Przecież nie udam się na koniec ogrodu.
Usiadłem na krawędzi białego siedzenia i rozkładając wcześniej na nim folię postawiłem na ogrodowym stole lusterko.
Przeciągnąłem palcami po swoich włosach, które zasłaniały mi już tyłek. Włosy nieścinane od siedmiu lat. Rok przed moją śmiercią obcinała mi je mama. Później nie pozwoliłem się nikomu dotknąć. Nawet usiąść obok mnie.

***

Złapałem się za klatkę piersiową. Serce waliło mi jak szalone, kiedy usłyszałem jak ktoś podjeżdża pod nasz garaż. Nie znałem dźwięku tego samochodu. Bynajmniej nie był to mój brat. Zgarnąłem pospiesznie ogarnięte ze stołu rzeczy oraz folię z moimi włosami i podbiegłem na nogach jak z waty do torby. Wcisnąłem w nią owe fanty i sunąc szybko (po ziemi i po ścianie) zmierzyłem
w stronę drzwi wejściowych. Mogłem wcześniej otworzyć drzwi balkonowe, ale chciałem spróbować swoich sił na drewnianych drzwiach, żwirowej drodze i schodach. Usłyszałem czyjś śmiech. Ktoś zbliżał się do wejścia. Przystanąłem. Nie dam rady wyjść za ściany, kiedy ktoś tam stoi.
- Dziękuje Sempai. Naprawdę ratujesz mi życie.- Usłyszałem zachrypnięty głos. Po całym moim ciele przebiegł silny dreszcz. I to nie dlatego że było zimno. Wszak temperatura wskazywała ponad 42 stopnie. A ja wręcz się gotowałem mając na sobie szorty do kolan i koszulkę na ramiączkach. Do tego japonki.
- Nie przejmuj się tym. Jak to z mamą uzgodniliśmy możesz tutaj zostać dopóki nie ukończysz szkoły.
- To nie za długo? Trzy lata…
- Nie przejmuj się tym… ugh… ciężka ta torba.- Usłyszałem jęk swojego brata. Howaito tam jest więc mógłbym… nie… tam jest też ktoś obcy. Ktoś kogo miałem poznać dopiero za tydzień, a nie dzisiaj.
- A twój młodszy brat? Co on na to?
- Zgodził się. Chociaż może być w delikatnym szoku jak zobaczy cię dzisiaj, a nie za tydzień.
- Nie będzie robił problemów?
- Tego nie mogę obiecać.- Mruknął mój brat. Jego rozmówca zaśmiał się cicho.
- Postaram się nie wchodzić mu w drogę.
- Nie. Nie staraj się. Uwierz mi. Jeżeli on sam mógłby wybierać to mieszkałby sam byleby tylko nikt nie wchodził mu w drogę. A na to nie możemy pozwolić. Tym bardziej, że będziecie dzielić razem pokój.
- Um… nie będzie mu to przeszkadzać?
- Mu przeszkadza jego cień. Mówię ci, nie możemy mu wiecznie pobłażać, bo on czegoś nie chce. Coś jeszcze masz?
- Nie. To cały mój dobytek życiowy.- Powiedział kąśliwie chłopak. Oparłem się o ścianę czekając aż w końcu wejdą do domu.
- I tak masz tego więcej niż się tego spodziewałem.
- W pracy dostałem kilka rzeczy, które pomogą mi w życiu. Wiec…
- Mamo?- Usłyszałem zaskoczony głos brata, kiedy drzwi otworzyły się z głośnym impetem. Podejrzewam, że to właśnie matka wyszła na zewnątrz. Chciała się z nimi przywitać?- Coś się stało? Coś z Kyōfu?
- Nie ma go.- Usłyszałem panikę w głosie matki. Drgnąłem.
- Jak to go nie ma? Kogo nie ma?
- Kyōfu.
- Byłaś u niego w pokoju?- Zapytał obojętnym głosem.
- Nawet u ciebie w gabinecie. Wyjrzałam też do ogrodu. Nie ma go nigdzie.
- Może zadzwonisz…- Zaczął cicho jego towarzysz. Brat zaśmiał się nerwowo pod nosem.
- Mój brat nie ma telefonu.- Odparł tylko. Wypuścił głośno powietrze z płuc.- Dzwoń do wujka. Chociaż nie chce mi się wierzyć, że wyszedłby z domu…
- Może pomogę…
- Nie. To nie jest dobry pomysł. Nie wiem co mu strzeliło do głowy…- Osunąłem się po ścianie na dół i usiadłem na piętach.
Chcą dzwonić do wujka tylko dlatego, że wyszedłem do ogrodu?!
Nie wiem po co do niego chcą dzwonić jak i tak ma dzisiaj przyjechać. To ja z nim rozmawiałem i poprosiłem aby przyjechał dzisiaj na kolację. Żałowałem trochę, że nie widziałem jego miny, kiedy zorientował się, że to ze mną rozmawia, a nie z moją mamą.
- Oj.- Usłyszałem głos po swojej prawej. Podskoczyłem przerażony i spojrzałem w stronę,
z której wydobywał się ten nieznany jak dla mnie dźwięk. Pierwsze co zobaczyłem to czarne japonki
z wielkimi stopami. Mój wzrok w dość powolny sposób zaczął podążać nieznacznie ku górze. Po japonkach i stopach zobaczyłem umięśnione, lekko owłosione łydki, uda (podejrzewam, że również umięśnione) ukryte były pod niebieskimi szortami. Biodra, płaski brzuch uwięziony pod ciasnym, czarnym podkoszulkiem na ramiączkach. Klatka piersiowa również utrzymana w dość dobrej kondycji. Zadarłem głowę do góry aby spojrzeć na twarz nieznajomego, ale znajdowała się ona za wysoko, w efekcie czego wyrżnąłem w bok szykując się na to, że za chwilę moja twarz boleśnie spotka się z twardym podłożem. O dziwo zderzenie, którego się spodziewałem nie nastąpiło. Stało się coś całkowicie odwrotnego. Coś (coś bardzo dużego na marginesie) szarpnęło mnie za prawą rękę stawiając mnie do pionu. Byłem tym tak zaskoczony, że zachwiałem się i wpadłem na ludzką ścianę, która stała obok mnie. Jego silne ramiona zawinęły się dookoła mojej talii. Wciągnąłem głośno powietrze do płuc. Usłyszałem jego dudniący, chrapliwy śmiech.- Ostrożnie. Nic ci nie jest? Nie zraniłeś się?- Usłyszałem nad swoją głową. Zesztywniałem. Ten człowiek mnie dotykał! Ten człowiek mnie obejmował! Był za blisko!- Sempai! Chyba znalazłem twojego brata!- Usłyszałem jego krzyk
i głośny śmiech, kiedy bez problemu wprawił w ruch moje sztywne ciało ciągnąc mnie za sobą
w stronę schodów. Jego lewa ręka nadal obejmowała mnie za szyję.
- Taiyō! Powoli go puścisz i zrobisz dwa kroki do tyłu pokazując swoje dłonie!- Usłyszałem krzyk mojego brata. Głos uwiązł mi w gardle. Zacząłem dygotać na całym ciele.- Kyōfu tylko spokojnie.- Dodał zerkając na mnie. Kiedy tylko moje ciało zostało uwolnione zacząłem powoli sunąć przed siebie, byle dalej od tego człowieka. Człowieka, który ośmielił się mnie dotknąć. On nie był moim bratem, który był lekarzem. To ktoś obcy. Ktoś kto nie ma prawa…
- Synku…
- Nie!-  Howaito próbował powstrzymać naszą matkę, ale było już za późno. W takich chwilach nie panowałem nad swoim ciałem.
- Nie ruszaj mnie!- Wydarłem się na nią kiedy delikatnie dotknęła mojego ciała. Odepchnąłem ją mocno na brata i wbiegłem szybko do domu zmierzając w miejsce, które mnie uspokajało i koiło moje nerwy. Tam gdzie nikt nie wchodził od kilku lat. Gdzie tylko ja miałem wstęp. Zatrzasnąłem za sobą drzwi zamykając je na zasuwkę po czy opadłem na podarty (osobiście przeze mnie) materac
i zwinąłem się w kłębek. Ten człowiek ośmielił się mnie dotknąć, a później ta kobieta myśląc, że jeżeli on to zrobił to i ona może również naruszyła moją przestrzeń osobistą.
- Zabije… zabije… zabije… zabije… zabije… niech znikną… znikną… znikną… sam… bezpieczeństwo… spokój… cisza… moje… nie oddam… tylko moje… dla mnie… nic… pusto… cisza… śmierć…- Mamrotałem cicho pod nosem drapiąc do krwi swoje przedramiona. Tylko w ten sposób pozbędę się tego uczucia jakim był jego dotyk… tylko tak pozbędę się zapachu… musiałem się tego wszystkiego pozbyć. Te uczucia oznaczały, że ktoś próbuje mnie ożywić, a to oznaczało cierpienie!
Mam dosyć cierpienia. Było mi dobrze w tej ciszy i ciemności jaka mnie otaczała. Ale wiedziałem, że nie mogę tutaj długo siedzieć. Kiedyś brat mi powiedział, że „spoko. Możesz siedzieć w tamtym pomieszczeniu tak często jak ci się podoba, ale nie dłużej niż 3 godziny. Później musisz wyjść na kolejne trzy godziny na światło dzienne. Zjeść. Załatwić się. Uzupełnić płynny. Wyprostować kości. Jeżeli po trzech godzinach nie wyjdziesz, sam cię wywlekę za twoje kudły.” Przeciągnąłem palcami po swoich już krótkich włosach, które zasłaniały mi kark i trochę oczy oraz uszy. Teraz już nie wyciągnąłby mnie za kudły. Są za krótkie. Chociaż… jakby spróbował to by bardziej bolało…
A ja głupi zrobiłem kolejny samodzielny krok dzwoniąc do wujka. Teraz już nie byłem taki pewny czy dam radę zrobić to co planowałem od miesiąca, kiedy kończył się remont w moim/naszym pokoju…
Chcę…
Ale czy podołam…
 ******************************
Jakieś opinie co do tego opowiadania??
Pozdrawiam Gizi03031

niedziela, 26 listopada 2017

4383- Rozdział 1

Hejka.
Zapraszam na pierwszy rozdział nowego opowiadania:)
********************************
Szurrrrr…. Szurrrrr…. Szurrrrr….
-Eh….
Szurrrrr…. Szurrr… Szurrr….
- Kochanie. Proszę cię. Podnoś nogi do góry.- Usłyszałem głos za swoimi plecami. Głos, który chwilę wcześniej wypuścił jękliwie powietrze. Odwróciłem się za siebie trzymając w dłoniach swój kubek z zimną już herbatą. Spojrzałem na niego i doszurałem swoje nogi do stolika stojącego na środku salonu. Odstawiłem na nim prawie, że pełny kubek i w taki sam sposób przetransportowałem się do okna. Znowu to same westchnienie.
- Spóźnia się.- Zauważyłem inteligentnie. Właściciel głosu znowu wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Pisał przecież, że chwilę się spóźni.
- Pięć minut…- Powiedziałem cicho pod nosem odwracając się na chwilę w stronę swojego rozmówcy. Była to kobieta grubo po czterdziestce. Niska, krępa blondynka. Włosy  ścięte na krótko. Zielone, duże oczy zdobiły liczne zmarszczki. Wiedziałem,  że połowa z nich to moja wina. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Odwróciłem głowę w bok zaciskając palce prawej ręki na lewym ramieniu.
- Nie rób tak.- Powiedziała cicho kobieta, kiedy zauważyła jak wbijam przydługawe paznokcie w ramiona.
- Jak?
- Nie rań się.
- Eh.- Powiedziałem tylko i doczłapałem do swojego kubka. Spojrzałem na niego i pokręciłem przecząco głową. Już niczego z niego nie wypije.
- Niczego tam nie dosypałam.- Powiedziała. Czułem na sobie jej spojrzenie.
- Wiem.- Odparłem tylko i spojrzałem w stronę drzwi, które otworzyły się gwałtownie. Do środka wpadł wysoki… mężczyzna. Tak. Wysoki, dobrze zbudowany facet o ciemnej karnacji, zielonych oczach i czarnych włosach. Wiem. Dziwne zestawienie. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się przepraszająco.
- Wybacz spóźnienie.- Powiedział i podszedł do kobiety. Pocałował ją delikatnie w policzek na powitanie. Odwróciłem głowę w bok. Ja się tak nie witałem z nikim.- Denerwujesz się.- Zauważył mój starszy brat. Spojrzałem na niego.
On mówił do mnie?
Tak.
Do mnie.
Gapił się na mnie.
Przekrzywiłem głowę w bok.- Dreptasz i się drapiesz.- Dodał. Spojrzałem na swoje ręce
i nogi. Miał rację. Czasami zapominałem o tym kim on był z zawodu. W końcu psychiatra zauważa takie drobne rzeczy.
- Denerwuje was to?- Zapytałem patrząc im w oczy. Matka odwróciła wzrok. Brat nadal się we mnie gapił. On nie odwracał ode mnie swojego spojrzenia. Nigdy.
- Martwi. Nie denerwuje.- Zauważył.
- Jak ściągnę kapcie…
- Nie!- Mama gwałtownie zaprzeczyła. Spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie cała czerwona na twarzy.
- A.- Załapałem. No nie moja wina, że ostatnio jak dreptałem po domu bez kapci- bo irytowało ich szuranie- nie zauważyłem słowików ustawionych w kuchni na podłodze, które mama wcześniej przyniosła z piwnicy i na jednego wlazłem rozwalając sobie całą stopę. Usiadłem na krawędzi swojego fotela, którego nikt nie miał prawa nawet ruszyć. Czy były tam okruchy po jedzeniu, brudne skarpety czy cokolwiek nikt tego nie ruszał. Mój fotel, mój syf więc co za tym idzie ja na nim sprzątałem.
- Dzisiaj rano przyszło pismo, że ukończyłeś ten etap edukacji i oficjalnie posiadasz wykształcenie gimnazjalne.- Zaczął mój brat. Spojrzałem na niego krzywiąc się delikatnie. Uśmiechnął się pokrzepiająco. Wiedział, że nie przepadałem za tym tematem.- Czy chcesz abym poszukał ci jakiejś szkoły średniej na tych samych zasadach?
- Ale…
- Nie, mamo. Nie będziemy go do tego zmuszać. Będzie chciał, wróci do szkoły. Nie będzie chciał to załatwię mu nauczanie przez Internet nawet z nauczycielem z Madagaskaru czy skąd tam sobie wymarzy.- Przerwał jej ostro. Od kilku lat się o to spierają myśląc, że nie słyszę. Dlatego się nie odzywałem. Wiedziałem, że powrót do szkoły może być dla mnie nie możliwy. W końcu jak ktoś kto dopuszcza do siebie cztery osoby może wleźć do miejsca pełnego dzieciaków?
- Dobrze.
- To wszystko?- Zapytałem. Podrapał się po szyi i odwrócił wzrok w lewą stronę. Pierwszy raz się ode mnie odwrócił nie patrząc mi w oczy. Teraz to on się denerwował.- Howaito, co jest?- Zapytałem. Odchrząknął znacząco. Zauważyłem jak matka nerwowo tarmosi swoją koszulkę. Oboje się denerwowali. Zacisnąłem dłonie na kolanach. Nie lubię kiedy się denerwują, bo to oznaka tego, że na 99,99% dotyczy mnie i na 100% mnie zdenerwuje.
- Em… mówiłeś ostatnio, że chcesz przerobić całe poddasze na swój nowy pokój, bo ta połowa jaką zająłeś już ci nie wystarcza…
- Nooo… i?
- Bo jest taka sprawa…
- Przestań owijać i powiedz.- Warknąłem. Wciągnął głośno powietrze do płuc. Oczywiście. Jeżeli ja warczę to już straciłem cierpliwość.
- Ostatnio spotkałem swojego kouhaia z liceum…- zaczął. Co? Jakiś facet z jego liceum? Tutaj? Przecież sześć lat temu wynieśliśmy się z tamtego miasta jakieś 800 km dalej. Nie ma szans aby ktoś tutaj był pomijając naszą trójkę, a on mówi…- Okazało się, że trochę mu się w życiu namieszało…- Co mnie obchodzi to jak się komuś w życiu namieszało. Musiałem się męczyć ze swoimi problemami. Dlaczego on przy mnie mówił o kimś kogo nie znam?-  Ogólnie zaczyna po raz kolejny pierwszą liceum.- Drgnąłem i spojrzałem na brata. On razem z matką ciągle mi się przyglądali.- Jak już mówiłem miał pewne problemy w życiu. Kiedy ja byłem w trzeciej liceum on był w pierwszej. Wyprowadził się w jej połowie. I ostatnio go spotkałem. Okazało się, że nie ukończył tej klasy i teraz jest zmuszony do niej wrócić. Jego szef tego od niego wymaga. No może nie szef co kadrowa z jego pracy. Za dwa miesiące zacznie naukę w jednym z liceów znajdujących się w tym mieście.
- Będziesz miał z kim na piwo wyskoczyć.- Mruknąłem pod nosem. Sarknął pod nosem
i wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Spotkałem go trzy dni temu w szpitalu jak odwiedzałem Oddział Intensywnej Terapii. Miałem tam sprawę do jednego z lekarzy. Wiesz. Taki typ ludzi, których osobiście musisz zaprosić na swój oddział bo tak nie przyjdą. No i ten lekarz siedział w pokoju jednego z pacjentów, którym właśnie okazał się mój Kouhai. Okazało się, że tydzień temu cały blok w którym mieszkał spłonął. Stracił wszystko. Przy okazji poparzył sobie lewą rękę, kiedy uciekał z płonącego budynku. Udało mu się tylko zgarnąć torbę z dokumentami i strojem do pracy. Nie ma nic.
- Um…- Co mi do tego? Po co mi to wiedzieć? Czy ma zamiar opowiedzieć mi historię życia wszystkich pacjentów ze szpitala, w którym pracuje?
- Na półtorej miesiąca wyjeżdża do Chin do pracy. Musi zarobić na zakup rzeczy, które utracił. Chociaż w małym procencie chciałby je odzyskać. Ale…- Urwał i zaczął wykręcać sobie palce. Patrzył na mnie tak jakoś osobliwie. Drgnąłem. Nie podobało mi się to spojrzenie.
- Ale…
- Twój brat próbuje powiedzieć, że zaproponował mu zamieszkanie u nas, ale podkreślił, że najpierw musi się dowiedzieć co o tym myśli reszta rodziny więc…
- Nie…- Pisnąłem cicho. Obcy w domu?! Tutaj?!
- Kyōfu…
- Nie. Dlaczego? Skończyłem szkołę jak chciałeś, wyszedłem ze swojego pokoju, zacząłem rozmawiać z kimś oprócz ciebie, a teraz mówisz mi, że…
- Pozwolisz aby młody człowiek wylądował na ulicy, bo ty się boisz wpuścić kogoś do domu. Nie proszę cię o przyjęcie pod dach chmary ludzi tylko jednego. Co ci może zrobić jeden człowiek gdy ja i mama będziemy w pobliżu. A tak w ogóle wątpię aby cokolwiek ci zrobił, więc…
- …- Wstałem z fotela obrzucając brata i matkę chłodnym spojrzeniem po czym zacząłem zmierzać w stronę wyjścia z salonu.
- Nie odchodź, kiedy nie skończyłem z tobą rozmawiać.
- Ale ja skończyłem.
- Jeżeli dobrze nie uargumentujesz swojej niechęci tak abym się z tobą zgodził on tutaj zamieszka.- Powiedział. Przystanąłem z ręką na klamce.
- Powiedz o najważniejszym.- Usłyszałem szept matki. Od sześciu lat tak było. Najpierw pozwalała zabierać głos temu draniowi, a teraz takie przyzwolenie dała bratu. Ona osobiście starała się odsuwać na bok.
- Wyremontujemy całe poddasze i połowę z tego poddasza zajmie on. Jako jedno pomieszczenie.- Dodał brat. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, kiedy tylko pomyślałem, że będę niby musiał dzielić pokój z kimś jeszcze. Że niby ja mam wpuścić kogoś do swojego „królestwa”?!
Nie pamiętam co było dalej.
Kiedy po raz kolejny otworzyłem oczy leżałem u siebie na łóżku, a koło mojego biurka krzątał się brat. Pakował swoją torbę, w której trzymał apteczkę pierwszej pomocy oraz moje leki (postanowił, że będzie je zawsze trzymał przy sobie po tym jak pięć lat temu zjadłem wszystkie tabletki i trafiłem do szpitala). Odwrócił się w moją stronę, kiedy napotkał moje spojrzenie uśmiechnął się delikatnie. Ja otwierałem szeroko oczy i gapiłem się na niego jak ciele w malowane wrota.
- Nie myśl o tym.- Powiedział cicho i dotknął delikatnie wielki opatrunek, który widniał nad jego lewą brwią. Widziałem jak przesiąknęła przez niego krew.
- Co zrobiłem?- Zapytałem cicho. Wiedziałem, że to ja. To zawsze byłem ja.
- Eh… rzuciłeś wazonem.
- Którym?- Zapytałem piskliwie. W salonie był tylko jeden…
- Tym kryształowym z hortensjami.- Powiedział i podszedł do mnie. Wyciągnął w moim kierunku rękę, ale zatrzymał ją w odpowiedniej odległości. Czekał. Wziąłem głęboki oddech
i kiwnąłem delikatnie głową po czym poczułem jego ciepłe palce na swoim czole. Drgnąłem. Zabrał po chwili rękę, a ja przetarłem czoło.- Powiedz mi, dlaczego?
- Wiesz dlaczego.
- To już sześć lat.
- Czy to będzie sześć lat czy sześćdziesiąt nie zapomnę i się nie zmienię.
- Wiem o tym, ale…
- Więc dlaczego się upieracie, oboje, razem z matką abym na siłę robił coś czego nie chcę.
- Przestałem prosić o to abyś wyszedł z domu, przestałem prosić o to, abyś zaczął chodzić na normalną terapię, ba! Ja nawet zrezygnowałem z prywatnej terapii, którą normalnie mógłbym ci dawać w domu. Razem z mamą zrezygnowaliśmy z zapraszania znajomych na kawę i ciasto do domu, nawet do ogrodu aby ci nie przeszkadzali. Kiedy wujek z młodą chcą przyjechać zgłaszają to tydzień wcześniej abyś przyzwyczaił się do myśli, że ktoś obcy będzie w domu. Mama zabrała się za pracę bardziej domową aby zawsze ktoś był na chacie, gdzie weź pod uwagę, że jej praca to ogólnie praca
w terenie. Godzimy się na wszystkie twoje zasady jakie wprowadziłeś w domu, a nie zawsze są one normalne więc tak ciężko jest ci pójść chociaż raz do roku na kompromis i zrobić coś dla nas.
- Poszedłem do szkoły…- Szepnąłem cicho. Zaśmiał się głośno uderzając ręką w blat biurka.
- Nie. To szkoła przyszła do ciebie. Ostatni raz mury innego budynku niż nasz dom widziałeś pięć lat temu więc nie ma mowy abyś polazł do szkoły. Ty nawet do ogrodu nie wychodzisz!
- Nie trzeba było mi kazać iść do szkoły!
- Nie pozwolę aby mój brat był idiotą skoro ma potencjał! Nie obchodzi mnie czy pójdziesz na studia czy skończysz zawodówkę! Ale nie zatrzymasz się na poziomie gimnazjalnym!
- Mogłem zatrzymać się na poziomie podstawowym!
- Co to, to nie!- Wydarł się. Miał bardziej donośny głos niż ja. Wiedziałem, że na krzyk z nim nie wygram.
- Nikt was o to nie prosił! Mogliście zostawić mnie w spokoju!
- Może jeszcze cię nie szukać i pozwolić ci zostać w tym bagnie…
- PRZESTAŃ!
- Nie! Daje ci wybór. Albo idziesz na roczną terapię w dużej grupie albo przystaniesz na to, że on tutaj zamieszka.- Warknął i zabrał swoją teczkę. Ruszył w stronę drzwi.
- Nie pójdę na terapię.- Syknąłem przez zęby siadając gwałtownie.
- Dobrze. Więc postanowione. Za półtorej miesiąca zamieszka tutaj mój Kouhai. Razem
 z tobą. W jednym pokoju. Pod koniec tygodnia zaczynamy remont, więc spakuj wszystkie swoje rzeczy do pudełek, aby się nie walały gdzie popadną.- Dodał i wyszedł zamykając cicho drzwi. Gapiłem się na nie przez chwilę oniemiały po czym opadłem na poduszki swojego małego łóżka jęcząc głośno. Czasami miałem ochotę zabić tą czwórkę ludzi, którą jakimś cudem do siebie dopuściłem. Czy oni wszyscy nie rozumieli, że chciałem żyć sam w swoim świecie i że marzę tylko
o spokoju?
Najwidoczniej byli tak ograniczeni, aby nie zrozumieli tak prostej rzeczy…
Totalna beznadzieja…
Eh…

****************************************
Dziękuje za uwagę:)
Pozdrawiam Gizi03031

niedziela, 19 listopada 2017

4383- Prolog

Hejka!
Dzisiaj ruszamy z nowym opowiadaniem:)
Mam nadzieję, że wam się spodoba:)
Tuż przed końcem jego pisania zmieniłam całkowicie jego zakończenie, więc mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu:)
Życzę miłego czytania
*********************
Pierwszy raz spotkałem go w dzień, kiedy umarłem. Miałem wtedy trzynaście lat. On piętnaście. Kouhai z klubu mojego o cztery lata starszego brata. Odwiedził nas w ten dzień. Wysoki, dobrze zbudowany, z przydługawymi, fioletowymi włosami uśmiechnął się delikatnie kiedy wpadłem na niego na schodach przeciskając się obok mojego brata, aby dogonić ojca, który czekał na mnie na podjeździe. Przeprosiłem go kłaniając się głęboko. W końcu był starszy ode mnie.
Gdybym wiedział, że ostatni raz się wtedy śmiałem z całego serca nie wylazłbym ze swojego pokoju. Gdybym tylko wiedział, że miesiąc później mimo, że zobaczę znowu słońce- będę martwy- nie przebiegłbym koło niego na schodach.
Gdybym wiedział, że to właśnie on da mi to, o czym marzyłem, odda mi to co straciłem
i jednocześnie zabierze na zawsze to, co kochałem po tym jak doda do mojego czarnego życia trochę kolorów, zapachów i emocji- jak tchnie w tą martwą skorupę życie- zepchałbym go z tych schodów, albo…
Nie pozwoliłbym bratu na zrobienie tego co zrobił 2191 dni po tym jak pierwszy raz spotkałem go na schodach naszego starego domu.
Domu, który był dla mnie symbolem upokorzenia, bólu, łez, cierpienia oraz mojej śmierci…



 ***********************
Krótko, ale to nic. Później będzie troszkę lepiej.
Pozdrawiam Gizi03031

niedziela, 12 listopada 2017

Fallen- one shot- pierwsza noc Kiliana i Fabio

Hejka.
Zapraszam do czytania:)
*******************************
Bum… bum… budum…. Bum…. Bum…. Budum….
Bicie mojego serca rozpraszało mnie w tej chwili.
Szzzzzzzz….. szzzzzzzzzz…… sssssssssszzzzzzzzzzzzzzzzz…..
Szum w mojej głowie, sprawiał, że miałem ochotę walić głową o ścianę.
Ogień szalejący w moich żyłach przyciągnął do moich oczu powódź, aby chociaż trochę ugasić tą pożogę.
Woda nie mogła ugasić ognia, który co chwilę był rozpalany na nowo… i znowu…. I jeszcze raz…. Każde liźnięcie czy też pocałunek. Każdo muśnięcie silnych palców. Każdy gorący oddech. Wszystko to mówiło mi, że nie ugaszę tego ognia, ponieważ to nie ja jestem jego przyczyną. To nie ja go rozpaliłem, więc woda z mojego ciała nie może go ugasić.
Zacisnąłem mocno palce na wezgłowiu wielkiego łóżka i krzyknąłem w poduszkę, w którą wcisnąłem twarz. Moje palce u stóp prostowały się i zginały z przyjemności jaka płynęła od dolnych partii ciała. Chciałem uciec biodrami do przodu, kiedy nie mogłem już wytrzymać częstotliwości jaka płynęła z tej przyjemności, ale silne ręce oplatające mnie w pasie nie pozwoliły obniżyć bioder w dół.
Znowu krzyknąłem kiedy poczułem, że coś śliskiego zagłębiło się w moim wnętrzu. Z mojego gardła wyrwał się cichy szloch, kiedy nie mogłem już znieść tej przyjemności. Miałem nadzieję, że On tego nie słyszał. Nie chciałem aby usłyszał, bo przerwie…
- Fabio?- Usłyszał. Jęknąłem głośno, kiedy uniósł się wyżej i przylgnął do mnie całym ciałem.- Płaczesz?
- Płaczę.- Zaszlochałem cicho. Poczułem jak przekręca delikatnie moją twarz w bok, aby móc na mnie spojrzeć.
- Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak?
- Tak.- Odparłem. Drgnął i pochylił się nade mną jeszcze bardziej.
- Co takiego?- Zapytał. Jego twarz ewidentnie mówiła, że nie wie w czym zawinił.
- Przerwałeś.- Jęknąłem załamany.- Było mi tak dobrze, a ty to przerwałeś.- Warknąłem wycierając swoją twarz.
- Pfff…. Przepraszam Młody.- Mruknął i zaczął maltretować moje ucho ustami ocierając się
o mnie przy okazji.
- Kilian… ja już nie wytrzymam… proszę…- jęknąłem zaciskając dłonie nad głową. Drań nie pozwolił na dotykanie samego siebie. Chociaż on to ujął inaczej. Możesz sobie strzepać jak będziesz mi obciągać. Ten to ma pomy….ohhh…..sły…. Moim ciałem wstrząsnął silny dreszcz, kiedy zahaczył swoim sterczącym penisem o moje wrażliwe i dopiero co sponiewierane przez jego język wejście.
- Jak się czujesz?
- Jakbym miał za chwilę kogoś zabić.- Przez mój przeciągły jęk, moja groźba nie była tak straszna jaka miała być. Poczułem jak wgryza się delikatnie w moją szyje by po chwili zacząć ssać to samo miejsce.- Będę miał malinkę.- Zaprotestowałem.
- Wiem…- Mruknął do mojego ucha i odsunął się ode mnie. Zaprotestowałem głośnym jękiem, kiedy poczułem chłód na plecach.- Odwróć się.- Rozkaz. To nie byłą prośba, tylko najczystsza forma rozkazu. Przekręciłem się na plecy i spojrzałem w jego oczy. Przez moje ciało przebiegł silny dreszcz. Pierwszy raz widziałem u niego takie spojrzenie. Oddychał szybko przez usta. Na jego skroniach widniały kropelki potu. Ulokował się między moimi nogami zarzucając je sobie na ramiona.- Gotowy?
- Nie jestem przekonany co dooooooghhhhh….- Krzyknąłem wczepiając palce w pościel, kiedy zanurkował w dół i wziął całą moją męskość do ust jednocześnie zagłębiając we mnie dwa swoje palce. Nie wiedziałem co mnie bardziej przerażało. Ból jaki odczułem i miałem ochotę uciekać czy przyjemność jaką mi dawał, która na stałe przybiła mnie do jego łóżka.- Oh… Kilian… ojć…-Syknąłem cicho. Zassał się mocniej.- Ohhhh….mmmmmm….
- To ojć czy och???- Zapytał znad mojego penisa nadal poruszając swoimi palcami w moim tyłku.
- Ojć, ojć, ojć…- Odwróciłem głowę w bok. Poczułem ciepło na swoim penisie.- Mmmmmm….- Zamruczałem. Kilian prychnął z moim penisem w ustach, a ja krzyknąłem głośno. Zaśmiał się cicho i spojrzał na mnie do góry. Poruszył kilka razy brwiami nadal trzymając mnie
w ustach. Spojrzałem na niego nie rozumiejąc co się stało. Znowu prychnął i zaczął poruszać głową
w dół i w górę poruszając jednocześnie szybko swoimi palcami. To była chwila. Ciemność przed oczami. Głośny szum w uszach. Kiedy zacząłem odzyskiwać świadomość zorientowałem się, że krzyczę. Doszedłem? Boże…. doszedłem, a on nadal mi obciągał i grzebał swoimi palcami w moim tyłku. Jęczałem i wiłem się nie mogąc złapać oddechu.- Zobaczyłem…. Gwiaaahhhhzdy.- Wysapałem. Kilian wypuścił mnie ze swoich ust z cichym popnięciem i zaśmiał się głośno. Miał zachrypnięty głos. Włosy na całym moim ciele stanęły dęba, kiedy go usłyszałem.
- Wezmę to za komplement.
- To zdecydowanie był komplement.- Powiedziałem i zmarszczyłem czoło, kiedy poczułem się dziwnie pusty.
- Nie marszcz się. Zaraz znowu będzie dobrze.
- Um…- Mruknąłem i patrzyłem jak nakłada na siebie prezerwatywę. Nie spuszczałem wzroku z jego rąk. Był… duży… byłem facetem, w szkole po wychowaniu fizycznym musieliśmy się kąpać, więc widziałem wiele penisów, ale jego seryjnie był duży.- Kiiiiilllliiiiaaannnn???- Zapytałem piskliwym głosem. Spojrzał na mnie po czym przybliżył się do mnie abym nie widział co miał między nogami, co trochę ułatwiało mi sprawę, ale obraz jego DUŻEGO penisa zdążył się już wypalić
w mojej głowie.
- Hmmm??- Zapytał i zaczął całować mnie po twarzy, szyi i ramionach.
- Ja wiem…- Przełknąłem ślinę.- Że na korytarzu powiedziałeś, że ten skromny sprzęt będzie mnie rżnął mocno i długo, ale…- Poczułem jego pocałunki na swoim uchu. Zamilkłem delektując się jego ustami.
- Ale…?- Przypomniał mi, że coś do niego mówiłem.
- Ale za to, że kłamałeś…
- Kłamałem?
- Kłamałeś…- Powtórzyłem z naciskiem i odwróciłem głowę w bok kiedy na mnie spojrzał.- Może dzisiaj nie być mocno i aż tak długo?- Zapytałem szeptem. Poprawił się na mnie wygodnie. Czułem jego penisa przy swoim wejściu, ale nie zagłębiał się jeszcze do środka. Po prostu drażnił mnie swoim jestestwem.
- Kiedy kłamałem?- Zapytał. Jęknąłem i spojrzałem na niego jak zbity pies.- Wiem, że to twój pierwszy raz, więc nie mam zamiaru cię zerżnąć. To ma być przyjemność, a nie trauma, tym bardziej, że ci powiedziałem, że już nigdy cię nie wypuszczę. A teraz… kiedy kłamałem??- Zapytał napierając na mnie delikatnie. Wciągnąłem powietrze do płuc przez zęby.
- To nie jest skromny sprzęt oszuście.- Syknąłem i złapałem się jego ramion, kiedy nacisnął mocniej swoimi biodrami. Zaśmiał się cicho i pocałował mnie delikatnie w czoło.
- Ano nie jest.- Powiedział i pocałował mnie namiętnie zagłębiając sie powoli w moim ciele. Wbiłem mu paznokcie w ramiona próbując w ten sposób chociaż częściowo przekazać mu swój ból.
A ból był… no… Wow… oh….
**
- Fabio? Fabio? Oj… nie wygłupiaj się…. Fabio….- Słyszałem jego głos jakby z oddali. Próbowałem się poruszyć, ale całe moje ciało było obolałe. Mruknąłem cicho.- Całe szczęście! Fabio. Gdzieś cię boli?
- Tyłek…- Mruknąłem cicho próbując namierzyć jego głos. Był po mojej prawej stronie. Skierowałem tam swoją twarz.
- Głupku pytam poważnie. Zemdlałeś.- Mruknął cicho. Otworzyłem szeroko oczy.
- Co zrobiłem?- Zapytałem zaskoczony i odszukałem go spojrzeniem. Siedział koło mnie
i bawił się moimi włosami.
- Zemdlałeś na sam koniec. Coś cię boli?
- Moja duma.- Jęknąłem. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc.- Było mi tak dobrze, że zemdlałem. Jarzysz? Słyszałeś kiedyś o kolesiu, który by zemdlał w trakcie stosunku?- Zapytałem. Parsknął śmiechem i przytulił mnie mocno do swojego ramienia.
- Słyszałem.
- Taa? A o kim?- Zapytałem zaciekawiony.
- O tobie.- Dodał i zaśmiał się głośno kiedy próbowałem go uderzyć ręką w ramię, ale skutecznie mnie od tego pomysłu odwiódł.- Naprawdę zemdlałeś bo było ci tak dobrze czy z bólu?
- Wiesz, że mam wysoką tolerancję bólu.
- Ale chyba nie przyjemności.
- Jesteś za dobry.- Burknąłem wtulając się w jego ramię. Znowu się zaśmiał i pocałował mnie w czoło.
- Dzięki.
- Za co?
- Za to, że mnie wybrałeś?
- Pfff… znaj mą łaskę.- Prychnąłem niby oburzony, ale tak naprawdę wtuliłem się w niego jeszcze mocniej.
- Znam…. znam…. tą twoją laskę.- Warknął i zacisnął swoje palce na moim penisie. Jęknąłem głośno wyginając się w jego stronę.
Pocałował mnie namiętnie na nowo rozpalając we mnie ogień.
Zegarek w salonie wybił właśnie godzinę szóstą rano.

 *********************************
I jak wam się spodobało??
Mam nadzieję, że było fajnie:)
Pozdrawiam Gizi03031;*



niedziela, 5 listopada 2017

Fallen- Epilog

Hej kochani.
Zapraszam na kolejny rozdział:). Do tego opowiadania napisałam jeszcze krótki OS. Mam nadzieję, że i Epilog i One Shot przypadną wam do gustu. A w kolejnym tygodniu ruszamy z nowym opowiadaniem.
*******************************
Wziąłem głęboki oddech, kiedy zegarek w salonie wskazał drugą w nocy. Minęły już prawie trzy miesiące od tego całego zdarzenia. Wróciłem do szkoły (projekt zaliczyliśmy na sześć dzięki pięknym i dokładnym rysunkom jakie zrobiła), niedawno ściągnięto mi gips z ręki po tym jak okazała się być złamana, ludzi którzy mnie przetrzymywali znaleziono w tym samym lesie, który wskazałem policji. Byli ledwo żywi. Pobici do nieprzytomności z połamanymi wszystkimi kończynami. Nie wiedziałem co ich spotkało, ale usłyszałem jak dwóch policjantów rozmawiało ze sobą, że to sprawka Fallen bo w domku znaleziono czarne pióro. Później oczywiście przez przypadek dowiedziałem się, że Fallen to imię pewnego płatnego zabójcy, który na miejscach swojego zlecenia zostawia pojedyncze, czarne piórko. Podobno był aż tak brutalnym zabójcą, że nawet jedyne jego ofiary, które przeżyły powiedziały, że wolą spędzić w więzieniu resztę życia niż kiedykolwiek powiedzieć kim jest Fallen, ponieważ gniew Anioła jest gorszy niż więzienie.
Ja osobiście chodziłem przez prawie dwa miesiące do psychologa, który moim skromnym zdaniem okazał się być porażką w swoim fachu. Ten człowiek nawet nie potrafił mi pomóc pozbyć się lęku jakim było siedzenie oraz spanie w samotności. Co było bardzo denerwujące kiedy chciało mi się spać, a nie mogłem zasnąć. A jeżeli tylko słyszałem, że Kilian kręci się po kuchni mogłem przespać pół dnia w salonie tylko po to, aby nocami znowu nie spać.
Uniosłem rękę do góry i zapukałem cicho do drzwi pokoju Kiliana. Wiedziałem, że nie mogę tam spać. Nie ważne, co by się działo, nie mam prawa wchodzić do niego do pokoju. Wiedziałem też, że pukanie do niego do pokoju, o tak karygodnej godzinie może się dla mnie źle skończyć. Usłyszałem ciche mruknięcie.
- Kilian?- Zapytałem szeptem przykładając twarz do jego drzwi.
- Hmmm?- Zapytał, ale nie otworzył drzwi. Pewnie leżał w łóżku i w duchu liczył, że to zły sen. Zawahałem się chwilę. Jeżeli nadal śpi mogę się ewakuować do siebie i udawać, że mnie tam nie było. Zrobiłem dwa kroki w tył.- Fabio wiem, że tam jesteś.- Dodał jakby usłyszał moje myśli. Zakląłem głośno w myślach.
- Nie mogę spać…- Szepnąłem cicho. Głośne wypuszczenie powietrze z płuc.
- Fabio….- Mruknął niezadowolony. Przełknąłem cicho ślinę.
- Mmm… dobranoc.- Odpowiedziałem i ruszyłem szybko do swojego pokoju zaciskając dłonie w pięści. To był zły pomysł. To był bardzo, baaardzo zły pomysł. Złapałem za klamkę od drzwi, po czym z głośnym łoskotem zatrzymałem się na pobliskiej ścianie, w którą ktoś boleśnie wbił cały przód mojego ciała. Jęknąłem cicho i wstrzymałem oddech, kiedy drugie ciało przylgnęło do mojego na całej jego długości. Moje dłonie zostały przyciśnięte do ściany silnym uściskiem.
- Wiem Mały, że nie możesz spać, ale jeżeli teraz pozwolę ci wejść do mojego łóżka, to nie pozwolę ci z niego wyjść. Więc lepiej nie kusić losu.- Szepnął do mojego ucha Kilian. Zadrżałem na całym ciele.
- A jeżeli ja nie chce z niego wychodzić?- Zapytałem cicho. Poczułem jego gorący oddech na swoim nagim ramieniu.
- To, że chcesz to wiem i widzę. Pytanie tylko czy jesteś na to gotowy.-Zamruczał i zaczął składać na mojej szyi delikatne pocałunki. Poruszyłem się niespokojnie próbując się uwolnić, ale jakoś mi to nie wychodziło. Wiedziałem, że uwolnię się dopiero wtedy, kiedy on mi na to pozwoli.
A wątpię, aby szybko to nastąpiło. Przez ostatnie trzy miesiące zauważyłem, że częstotliwość
i długość czasu przez jaki Kilian mnie niechcący dotykał zwiększyła się diametralnie. Delikatne muśnięcia dłoni niby przez przypadek zmieniły się w trzymanie ręki, kiedy razem oglądaliśmy filmy. Niby przypadkowe stuknięcie stopą zamieniało się w maltretowanie moich nóg jego nogami, dopóki któreś z nas nie musiało odejść od stołu. Prośby typu „Podaj to, daj to, przesuń się” zniknęły kompletni z naszego życia. Kilian przyklejał się do moich pleców chcąc coś sięgnąć nad moją głową. Ocierał się o mnie, kiedy chciał coś sięgnąć, kiedy coś mu zasłaniałem. Sporadyczne podrzucanie do szkoły zamieniło się w systematyczne podwożenie do i zabieranie mnie z tej jakże znienawidzonej przez niego placówki. Ciągle musiał mnie mieć w zasięgu wzroku jak nie ręki. Jedyne momenty kiedy mnie nie widział to mój czas spędzony w szkole oraz w łazience. Nawet jak się uczyłem robiłem to
w salonie przy otwartych drzwiach, tak żeby on będący w kuchni mógł mnie widzieć.
- Skąd możesz wiedzieć, że…- Wciągnąłem głośno powietrze do płuc, kiedy naparł na mnie swoimi biodrami i zaczął się ocierać o moje pośladki swoim kroczem.
- Ten skromny sprzęt zagłębi się w twoje pośladki. Będzie je rżnął mocno i długo i już nigdy nie przestanie. Jeżeli myślisz, że to by było na jedną noc to się grubo mylisz. Jak już bym się tam wbił  nie pozwoliłbym ci odejść i nikt więcej nie miałby prawa cię ruszyć.
- Kilian…- Pisnąłem cicho, kiedy moje ciało zaczęło reagować na jego słowa. Poruszyłem delikatnie biodrami na boki, aby otarł się o mnie mocniej. Usłyszałem przy uchu jego syk.
- Kurwa. Wracam do swojego pokoju. Jeżeli chcesz, abym cię teraz zerżnął możesz do mnie przyjść i wejść bez pukania. Jeżeli chcesz poczekać idź spać do siebie.- Warknął i ugryzł mnie
w ramię po czym puścił moje ręce i odszedł do siebie. Usłyszałem jak zamyka drzwi. Chłód, który ogarnął moje plecy wcale mi się nie spodobał. Nie chciałem tego. Odwróciłem się delikatnie na pięcie i spojrzałem w stronę jego drzwi. Przełknąłem cicho ślinę i ruszyłem powoli ku temu czego właśnie teraz pragnąłem.
Ciepła, bezpieczeństwa, Kiliana.



The EndJ
Słów: 13656
Stron 35

Pisana: od 19.04.2017 do 09.09.2017
******************
Krótko, zwięźle i na temat:)
Mam nadzieję, że wam się podobało.
Pozdrawiam i zapraszam na next Gizi03031:*

niedziela, 29 października 2017

Fallen- Rozdział 6

Dzisiaj próbuje dodać rozdział z ustawieniem wcześniejszej daty i godziny dodania go na bloga. Muszę sprawdzić czy mi się to uda, bo moja nowa praca trochę mnie oderwie od kompa i nie będę miała za bardzo czasu aby dodawać rozdziały, dlatego już do przodu dodam to co mam, a później będę tylko uzupełniać rozdziały w zakładkach.
A że dzisiaj skończyłam pisać jedno z dłuższych opowiadań to mam co dodawać na jakiś czas:)
Nawet nie wiecie jaką czuje radość i ulgę:)
A teraz zapraszam do czytania:)
************************************
Siedziałem zanurzony w ciepłej wodzie po samą brodę. Koło mnie na zamkniętej uprzednio klapie sedesowej siedział Eighto ubrany w luźne spodenki, które służyły mu do spania oraz czarną
o wiele za dużą na niego bluzę z kapturem. Patrzył przed siebie czekając aż się umyję. Nie przeszkadzało mi jego towarzystwo. Ani razu nie spojrzał w moim kierunku. No i miał męża.
Po tym jak się w miarę uspokoiłem Kilian poprosił mnie abym został w domu na jakiś czas
z Eighto, a on jedzie gdzieś z Michael’em. Mówił, że mamy zamknąć drzwi i nikomu nie otwierać. On miał kluczę więc bez problemu dostałby się do domu. Musiał mi obiecać, że wróci i że nic mu nie będzie. Kazał grzecznie czekać w domu, a ja nie miałem zamiaru nigdzie wyłazić.
Jakiś czas po tym, jak obaj zniknęli, a ja wypiłem czwartą już melisę zaparzoną przez Eighto stwierdziłem, że chcę się wykąpać. Chłopak nie miał nic przeciwko temu, ale pod jednym warunkiem, na który niestety musiałem się zgodzić, jeżeli chciałem się wykąpać.
Eighto miał przy tym być.
Poczekał grzecznie za drzwiami, aż wszedłem do wody ukrywając większość swojego ciała za zieloną pianą. Wchodząc do łazienki nawet na mnie nie zerknął tylko usiadł na klapie od sedesu i gapił się w wlew. Pozwolił mi się spokojnie umyć, wyszorować dokładnie włosy.
- Uhm…- Odchrząknąłem zerkając na niego. Zmarszczył czoło, ale na mnie nie spojrzał.- Długo… długo mnie nie było?- Zapytałem z naprawdę wielkim trudem. Nie spodziewałem się tego, że będę miał chrypkę.
- Półtorej tygodnia.- Odparł tylko.
- Boże, ale musiałem śmierdzieć.- Rzuciłem mimochodem. Drgnął, ale dalej w uparte na mnie nie patrzył.
- Nie myłeś się?
- Tak jakby… nie miałem takiej możliwości.- Podrapałem się po mokrych włosach. Rozejrzałem się po łazience. Dopiero teraz zauważyłem, że panuje tutaj delikatny nieporządek.
Z resztą jak w całym mieszkaniu. Zmarszczyłem brwi. Eh…. Nie mogłem… a może nie chciałem się dowiedzieć, co się tutaj działo, kiedy mnie nie było. Jeżeli naprawdę odgrywało się tutaj Gangbang na cześć mojego zniknięcia… Wzdrygnąłem się i pokręciłem przecząco głową.
- Coś się stało?- Zapytał Eighto. Zerknąłem na niego.
- Nie. Po prostu pomyślałem o czymś… bolesnym na swój osobliwy sposób.- Odpowiedziałem i sięgnąłem po ręcznik, który wysiał koło mojej głowy.- Mógłbyś…- Zapytałem. Kiwnął głową. Odwrócił się do mnie tyłem i ukrył twarz w dłoniach. No nie powiem. Myślałem, że wyjdzie, a nie będzie mi dotrzymywał towarzystwa, ale tylko wzruszyłem ramionami i wyszedłem
z wanny wycierając się dokładnie. Ubrałem na siebie spodenki, w których przeważnie spałem (rzadko kiedy spałem w bieliźnie jeżeli ubierałem spodenki). Zarzuciłem sobie ręcznik na ramiona
i spojrzałem w stronę lusterka.- Boże…
- Co się stało?- Zapytał Eighto. Zerknąłem na niego w lusterku. Nadal zasłaniał twarz.
- Możesz już patrzeć.- Mruknąłem cicho pod nosem i znowu zerknąłem na swoje odbicie.- Jak ja wyglądam…- Jęknąłem głośno patrząc na siebie. Trzeba się ogolić. Zerknąłem na swoją prawą rękę. Nie podobało mi się to, że ciągle mnie bolała. Miałem nadzieje, że mi jej nie złamali.
- Jak się ogolisz będzie lepiej.- Powiedział cicho. Prychnąłem pod nosem.
- To że się ogolę, nie znaczy, że to wszystko z mojej twarzy zniknie.- Burknąłem pod nosem
i spróbowałem otworzyć piankę do golenia.
- Coś nie tak z twoją ręką?- Zapytał. Zerknąłem na niego.
- Nie wiem. Boli mnie.- Odparłem. Podrapał się po głowie i podszedł do mnie. Wyciągnął mi z rąk piankę i wskazał na krawędź wanny. Uniosłem brwi.
- Usiądź.
- Po co?
- Pomogę ci.
- Hę?
- Nie martw się. To nie pierwszy raz kiedy będę golił faceta. Jesteś praworęczny. Jak sam się ogolisz Kilian pomyśli, że ci obiłem ryja i pójdzie na mnie.- Prychnął zamaczając dłonie. Przyglądałem mu się przez dłuższą chwilę, a kiedy odwrócił się w moją stronę z pianką nałożoną na dłonie potrafiłem tylko wydukać ciche…
- Dziękuje.

**

Siedziałem w salonie na kanapie i gapiłem się w przestrzeń. Obok mnie na materacu, który
z tego co usłyszałem półtorej tygodnia temu tutaj wniesiono spał spokojnie Eighto. Wsłuchiwałem się w jego miarowy oddech. Co dziwne uspokajał mnie. Oczyszczał mój umysł. Pozwalał skupić się na tym co było tutaj i teraz, a nie błądzić myślami do tego co działo się nie tak dawno. No i nie byłem tutaj sam. Był ze mną ktoś. Nie byłem sam. Nie chciałem zostawać sam. Jeżeli siedzenie na tej cholernej kanapie miało oznaczać to, że nie będę sam, to sobie do niej tyłek przylutuje.
Usłyszałem ciche kliknięcie zamka. W pierwszej chwili podskoczyłem przerażony, bo później przypomnieć sobie, że tylko jedna osoba pomijając mnie posiada klucze do tych drzwi. I właśnie ta osoba razem ze swoim towarzyszem weszli do domu. Usłyszałem jak ściągają buty oraz ciężkie kurtki. Kilian zniknął na chwilę w swoim pokoju. Usłyszałem jak przechodzi cichutko przez przedpokój i otwiera drzwi od mojego pokoju.
- Nie ma go.- Syknął. Uniosłem delikatnie lewą rękę do góry, aby zwrócić na siebie jego uwagę.
- W salonie.- Szepnął Michael. Wszedł do środka, ale nie zapalił światła. Widziałem tylko jego cień.- Dlaczego nie śpisz?
- Pilnuje Eighto.- Odparłem uśmiechając się delikatnie. Z całej siły starałem się nie zamykać oczu.
- To on miał pilnować ciebie.- Zauważył Kilian stając za mną. Nie zerknąłem na niego, ale wiedziałem, że tam jest.
- I pilnował. U siebie poczekałem aż zasnął i tutaj przyszedłem.
- Dlaczego?- Nie ustępował mężczyzna.
- Daj młodemu spokój i idź się umyć. Ja też chcę.- Powiedział Michael. Mrugnął do mnie kiedy oboje usłyszeliśmy ciche kliknięcie drzwi od łazienki. Nie musieliśmy długo czekać aby usłyszeć dźwięk lecącej wody.- Jak się czujesz?- Zapytał po chwili milczenia.
- Jakbym dostał kilka razy w ryja.- Odpowiedziałem po przełknięciu dużej guli, która stanęła mi w gardle.
- Pytam poważnie.
- Nie chce spać sam, nie chcę być sam. Boje się własnego cienia, a co dopiero innych ludzi, ale mimo wszystko… nie chcę być sam…- Powiedziałem szeptem. Bałem się, że zbyt głośne wypowiedzenie przeze mnie tych słów sprawi, że one się spełnią i zostanę sam.
- Czy oni…?
- Co oni?
- No wiesz?- Zapytał. Patrzyłem na niego przez dłuższą chwilę nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- Nie zgwałcili go.- Powiedział cicho Eighto. Pisnąłem bardzo niemęsko i podskoczyłem na kanapie. Nie spodziewałem się, że nie śpi.
- Kurwa, Misiek! Chcesz abym zawału dostał?!- Michael warknął na niego i pacnął go delikatnie w czubek głowy.
- Nie ruszaj mojej misternie ułożonej fryzury.- Burknął oburzony chłopak.
- Ptff… a fryzjerem to chyba była poduszka.- Zaśmiał się mężczyzna.
- Drań.- Warknął chłopak i przestał walczyć z jego ręką, która delikatnie drapała go po głowie. W świetle latarni podwórkowych, które sączyło się do nas przez okno zauważyłem wzrok Eighto skierowany na mnie. Uśmiechał się delikatnie.
- I tak mnie kochasz.
- Kocham.- Powiedział niby to obojętnie chłopak.
- Ja ciebie też.- Mruknął mężczyzna i pocałował go w czubek głowy po czym znowu spojrzał na mnie.- Em… nie przeszkadza ci to…. Prawda??
- Nie… dlaczego ma mi przeszkadzać miłość?- zapytałem jakbym gadał z idiotą. Zaśmiał się cicho.
- Przepraszam. Nie wszystkim to pasuje.
- Więc wszyscy, których znasz to idioci.- Odpowiedziałem i podrapałem się delikatnie po głowie. Syknąłem cicho.
- Dalej boli?- Zapytał Eighto zerkając na moją prawą rękę.
- Nie tak jak wcześniej. Dzięki.
- Spoko.
- Misiek?- Zaczął Michael. Dziwnie się czułem z tym, że to właśnie ON taki potężny koleś mówił do mojego drobnego znajomego Misiek.
- Tak?
- Skąd wiesz, że…  no wiesz??
- Bo gdyby go zgwałcili, to by się przy mnie nie kąpał.- Powiedział obojętnie i wzruszył ramionami. Mężczyzna spojrzał na mnie gwałtownie. Drgnąłem przerażony, po czym otworzyłem szeroko oczy, kiedy ten wielki mężczyzna skulił się z cichym jękiem.
- Nie strasz mi kolegi z klasy.- Warknął na niego Eighto.
- T…. tak….
- I nawet na niego nie patrzyłem. Ale skoro uważasz, że to…- Kolejny jęk bólu wydobył się
z ust Michaela.- … nie jest wystarczające aby mnie zadowolić, to…
- Przepraszam… już nie będę… Misiek… to boli…- Jęknął, a po chwili zamruczał cicho. Wziął kilka głębokich wdechów.
- Boże, Eighto, nie gnieć jego królewskich klejnotów w moim salonie. Mówiłem ci już coś na ten temat.- Drgnąłem. Kilian wrócił z kąpieli. Nawet nie usłyszałem jak skończył.
- Chciał się rzucić na Fabio.- Odparł wymijająco chłopak.
- Może ja mam się rzucić na ciebie, co Michael?- Warknął Kilian. Mężczyzna pokręcił przecząco głową.
- Nie trzeba. Już mnie Eighto sprowadził do parteru.- Facet, który był nawet wyższy od Kiliana pokręcił przecząco głową dając mu w ten sposób do zrozumienia, że już będzie grzeczny.
- To skoro sprowadził cię już do parteru dlaczego nadal trzyma rękę na twoich jajach?- Zapytał Kilian.
- Y.- Zakryłem pospiesznie usta i z całej siły udawałem, że to nie ja wydałem z siebie ten dźwięk, ale mimo wszystko i tak poczułem na sobie trójkę spojrzeń. Podrapałem się zmieszany po szyi i dalej zerkałem gdzieś w bok byle nie na nich.
- Bo to ulubione miejsce mojej ręki jest.-Odparł Eighto, ale zabrał swoją rękę. Cichy jęk zawodu Michaela rozniósł się po pokoju.- Później.- Syknął chłopak. Drgnąłem kiedy ktoś mi położył rękę na ramieniu. Spojrzałem za siebie. Kilian. Ubrany tylko w bokserki z ręcznikiem na ramionach.
- Idź się połóż.- Powiedział cicho. Co? Nie. Nie chce. Pokręciłem przecząco głową.
- Nie jestem zmęczony.- Odparłem cicho. Nawet ślepy by widział, że kłamie, ale jeżeli pójdę będę sam, a ja… nie chcę być sam.
- Co ty za głupoty pierdolisz? Widać, że ledwo siedzisz.- Powtórzył. Tym bardziej stanowczo. Ponownie pokiwałem głową.
- Nie chce spać.- Jęknąłem czując na sobie jego spojrzenie.
- Chodź.- Warknął i pociągnął mnie mocno w swoją stronę. Próbowałem się zaprzeć, ale
z dwóch powodów mi się to nieudało. Po pierwsze i najważniejsze; Kilian jest silniejszy niż ja. Po drugie: nie mam siły z nim walczyć.
- Kilian… ja nie chce…- Spojrzałem ostatni raz na Eighto, który pomachał do mnie na pożegnanie. Jego ręka znowu wylądowała na kroczu Michaela. Zostałem postawiony na środku pokoju i patrzyłem jak Kilian zamyka drzwi odgradzając nas od reszty świata. Tak. Kilian był ze mną w moim pokoju.- Kilian…
- Kładź się.
- Ale ja nie…
- Kurwa, wiem co się dzieje, więc się kładź.- Warknął i rzucił ręcznik na oparcie krzesła. Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem na niego. Wiedziałem, że w moich oczach gościły łzy, których tak bardzo nie chciałem pokazywać. Mężczyzna syknął cicho pod nosem po czym złapał mnie
i zaprowadził do łóżka po drodze gasząc światło. Zamarłem na moment, ale on znowu pociągnął za moją dłoń, a ja jak długi wyłożyłem się na swoim łóżku.
- Kilian….
- Posuń się.- Usłyszałem nad sobą. Drgnąłem. Co?
- Co?
- Posuń się. Nie zostawię cię samego, więc się posuń.- Powiedział. Przeturlałem się w stronę ściany mało co nie przebijając się przez nią do sąsiedniego mieszkania. Łóżko zaskrzypiało delikatnie, pościel zaszeleściła.- Eh…- Kilian złapał za moje ramię i przyciągnął mnie do siebie. Otoczył mnie ramionami przytulając delikatnie do siebie, jego prawa noga znalazła się między moimi udami. Zadrżałem. Jego ciało było takie ciepłe, a jego zapach… mocny, odurzający, kojący nerwy.
- Kilian….
- Śpij.- Mruknął. Czułem na swojej głowie jego gorący oddech. Słyszałem jak biło jego serce.
- Wiesz co?
- Śpij.
- Kiedy tam byłem… coś sobie postanowiłem.- Powiedziałem. Teraz o dziwo mi nie przerwał.- Nawet jeżeli będziesz miał mnie po tym wywalić z domu…
- Śpij.- Warknął oplatając moje ciało szczelniej swoimi ramionami.
- Kocham cię…- Szepnąłem w jego klatkę piersiową. Uniósł gwałtownie swoją prawą nogę wyżej naciskając delikatnie na moje kroczę. Pisnąłem cicho, próbując się od niego odsunąć. Poczułem jak prawą ręką okala mój podbródek i unosi twarz do góry.
- Myślisz, że o tym nie wiem ty cholerny gówniarzu?- Warknął patrząc na mnie. Otworzyłem szeroko oczy. Że co? Hę? Co?- A teraz na Boga śpij, bo cię zgwałcę.- Puścił moją brodę i złapał mnie za lewą rękę. Pociągnął ją w dół. Po chwili mogłem wyczuć….- A jak dobrze czujesz dużo mi nie brakuje aby to zrobić.- Warknął i puścił moją dłoń pozwalając mi ją zabrać z jego twardej męskości.
- Może się odsunę, czy coś…
- Kurwa leż jak leżysz i śpij!- Warknął. Wtuliłem się pospiesznie w jego klatkę piersiową obejmując go delikatnie lewym ramieniem. Wziął kilka głębokich oddechów i obniżył delikatnie prawą nogę. Już nic nie uciskało moich „rodzinnych klejnotów”. Leżałem tak w ciszy przez jakieś dwadzieścia minut starając się oddychać spokojnie. Gdyby nie to, że czułem jak porusza się klatka piersiowa Kiliana i czułem jego oddech w swoich włosach myślałbym, że leże w objęciach trupa.- Śpisz?- zapytał szeptem. Wiedziałem, że wie iż nie śpię, ale co mi tam.
- Śpię.- Mruknąłem. Drgnąłem. Kilian się zaśmiał.
- To dobrze, że śpisz. Myślisz, że nie wiem, że mnie kochasz? Dzieciaku, szaleje za tobą jeszcze jak twoi rodzice żyli, a ty mi teraz wyjeżdżasz z takim tekstem. Serio, dzieciaku? Musiałbym być głupcem aby się nie zorientować, tym bardziej, że krzyczysz moje imię kiedy sobie trzepiesz.
- Ej!- Zawołałem oburzony, próbując uwolnić się z jego uścisku, który przybrał na sile.
- Śpisz?- Warknął. Wypuściłem powietrze z płuc i poddałem się.
- Śpię, śpię.
- To Śpij.- Dodał. Odczekał chwilę za pewne oczekując mojej reakcji.- Dobrze, że wróciłeś Dzieciaku.- Dodał i po chwili poczułem na czubku głowy jego delikatny pocałunek.
A może mi się tylko wydawało….
Chwile później spałem już otoczony jego szerokimi ramionami.
 ***********************************************
I jak wam się spodobało?? Mam nadzieję, że było ciekawe:)
Pozdrawiam i zapraszam na kolejną część Gizi03031