niedziela, 3 maja 2020

Rozdział 3

Zwyczę wam miłego czytania:)
*************************************************
Po raz kolejny przemyłem bladą jak ściana twarz. Spojrzałem na swoje drżące ręce, kiedy nakładałem pastę do zębów na szczoteczkę. Cyrus łaskawie pozwolił mi się przyszykować w łazience, którą znałem, czyli w łazience naszej sypialni po czym sam udał się do sąsiedniego pokoju aby to w nim korzystać z tego samego pomieszczenia. Dał mi godzinę mówiąc, że mam się nie martwić tym iż ktoś mi przeszkodzi.
Król Dziadek został poinformowany, że to dzisiaj ma mieć miejsce ten.... ten... akt. Król Dziadek zabronił zbliżać się komukolwiek ze służby do wschodniego skrzydła. Byliśmy tutaj całkowicie sami. Nikt nas nie usłyszy, nikt mi nie pomorze, a wszyscy będą wiedzieć co się tutaj będzie odbywać.
Po wszystkim jak nakazywała tradycja Cyrus uda się na kosztowanie trunków mocnych ze swoimi żołnierzami. To pierwszy moment, kiedy książę może spróbować alkoholu. Ile go nie będzie nie mam pojęcia. Mną po wszystkim zajmie się służący, który zda raport Królowi i potwierdzi dzisiejszą noc.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Średniego wzrostu chłopak o przydługawych szarych włosach, szarych przerażonych wielkich oczach okalanych gęstymi ciemnymi rzęsami. Z cienkimi ustami i małym noskiem, na którym spoczywały okulary w ciężkich oblamówkach. Szczupły. Delikatnie zarysowane mięśnie wyrobione przez prace w polu u dziadków. Zagryzłem delikatnie dolną wargę odgarniając włosy do tyłu. Do bokserek, które już wcześniej na siebie wciągnąłem ubrałem przydługawy czarny podkoszulek. Już bardziej skąpo ubranego niż w szatni przed wychowaniem fizycznym mnie nie widział. Przecież w pałacu nie przystoi tak spać. Od kiedy tutaj zamieszkałem spałem w długich spodniach i koszulce. Mimo, że to tak normalnie wyglądała moja pidżama do spania. Kiedyś spałem tak normalnie. Teraz perspektywa wyjścia tak z łazienki mnie przerażała.
Wiedziałem jedno. Nie mogłem tutaj siedzieć i czekać. Chyba bym spłonął ze wstydu jeżeli pozwoliłbym mu oglądać jak wychodzę z łazienki. Odwróciłem się na pięcie i na miękkich nogach ruszyłem w stronę wyjścia z łazienki wiedząc, że te drzwi to moja ostatnia deska ratunku i ochrony przed nim. I to dosłownie. Jeżeli przejdę przez te drzwi już nic mnie nie będzie chronić.
Wchodząc do pokoju odetchnąłem z ulgą, kiedy zastałem go w takich samych egipskich ciemnościach w jakich go pozostawiłem. Rozejrzałem się po nim dyskretnie, ale byłem sam. Słyszałem jak waliło mi serce. Nie kłamie. Przysięgam! Dosłownie słyszałem je w uszach. Ciekawe czy inni mieszkańcy również je słyszeli. Albo on. Czy on tez je słyszał? Jeżeli nie to pewnie je usłyszy, kiedy się do mnie zbliży. Stanąłem przed oknem i spojrzałem w dół na królewskie ogrody. Podziwiałem je od kiedy tutaj przyjechałem, a byłem w nich tylko raz. W dzień swojego ślubu. Kilka dni po nim się rozchorowałem i jak nikt nie patrzył siadałem w fotelu opatulony kołdrą po samą szyję i oglądałem je z okna nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu będę mógł po nich pochodzić. SAM. Jak widać znowu je obserwuje. Chciałbym je pokazać kiedyś babci i dziadkowi oraz moim przyjaciołom ze szkoły, ale nie wiedziałem, czy dostaną zezwolenie na wejście do pałacu królewskiego jeżeli nie były to dni otwarte dla zwiedzających.
To miejsce mnie dobijało. Wszystko tutaj musiało być robione na pokaz. Trzeba było uważać na każde słowo oraz gest. Tego się nie mówi, tak się nie robi, tak się nie ubiera, tak się nie zachowuje. Same zakazy i nakazy. Dlatego tak się temu buntowałem. Od kiedy tutaj przyjechałem dano mi ich tyle, że ciężko było je wszystkie spamiętać, ale pamiętałem każdy. I praktycznie każdy łamałem z chorą satysfakcją robiąc pod górkę mojemu mężowi, który później musiał świecić przed Królem oczami i bronić mojego oraz przede wszystkim swojego honoru. Później w pokoju się o to rzucał, a ja byłem dumny. Bo to pokazywało, że nawet on potrafił się odezwać, a nie ciągle być tym pod linijkę. Tak nie powiem, tak się nie zachowam. Jego odzywki do mnie albo nawet te nasze trzy bójki w pokoju gdyby ujrzały światło dzienne przysporzyły by mu kłopotów. Dowiedziałem się przez przypadek, że nawet jeżeli w jakiś sposób zostawił by na moim ciele bliznę i nawet jeżeli byłby to czysty wypadek czekałaby go za to chłosta. Wychłostali by księcia bo ten miał czelność zostawić bliznę na swoim małżonku. Chciałbym to zobaczyć.
Ale nie jestem świnią. Nie zrobię mu tego. Bo jeżeli go za to wychłostają stracę ostatnią namiastkę normalności. Nie będzie się już tak zachowywał. A kłótnie z nim były dla mnie tym co mi odebrano w dniu, kiedy wróciłem do domu i czekała tam na mnie babcia z dziadkiem, aby mi zakomunikować o tym co zrobili moi rodzice i jaki czeka mnie los.
- Nad czym myślisz?- Usłyszałem jego poważny głos za sobą. Drgnąłem ale się nie odwróciłem.- Po co się ubrałeś?- Zapytał ponownie wzdychając cicho. Zerknąłem delikatnie przez ramię. Stał przy łóżku z białym ręcznikiem na biodrach. Wbiłem się w okno za sobą. Miał tylko ręcznik na sobie... o boże!
On miał na sobie tylko RĘCZNIK!
Odwrócił się w moją stronę jakby wyczuwając, że się mu przyglądam. Przełknąłem cicho ślinę przyglądając się jego umięśnionemu brzuchowi, ramionom oraz torsowi. Swoje "kołtuny" jak zacząłem w naszych utarczkach słownych nazywać jego dready zostawił rozpuszczone. Przechylił głowę w bok, kiedy nadal się na niego gapiłem bez żadnego słowa.
Spojrzałem gwałtownie w bok, kiedy zorientowałem się, że się gapię. Cmoknął głośno językiem i zrobiwszy dosłownie trzy kroki zatrzymał się przede mną.
- Możesz się patrzeć i dotykać. Nawet powinieneś.- Powiedział kładąc mi dłoń na policzku i delikatnie dając mi znać, że mam na niego spojrzeć. Uniosłem delikatnie głowę do góry, ale moje spojrzenie latało po całym pokoju. Wypuścił głośno powietrze z płuc i pstryknął mnie delikatnie w czoło. Zmarszczyłem nos próbując odgonić jego rękę od mojego czołowa, ale ten znowu mnie w nie pstryknął.
- Możesz przestać?- Zapytałem oburzony łapiąc go za dłoń i patrząc na niego.
- Nie.
- Co? Dlaczego?
- Bo kiedy tak robię...- zarobiłem kolejnego pstryczka.- nie uciekasz spojrzeniem jak płochliwa dziewica tylko skupiasz się na tym co jest tutaj i teraz.
- Ale ja....- Urwałem i spojrzałem w bok. Znowu cmoknął w usta. Pospiesznie zakryłem swoje czoło. Uśmiechnął się cicho pod nosem.
- Ale ty co?
- Em....- Podrapałem się po głowie i zostawiając dłoń na karku spojrzałem na niego ukradkiem. Ten intensywnie się we mnie wpatrywał.- Cyrus.... spałeś już z kimś?
- Dlaczego o to pytasz właśnie w tej chwili?
- Po prostu mnie to interesuje. Nie musisz mówić z kim tylko czy z kimś już to robiłeś?
- Robiłem.
- Dziewczyna?
- Mi to różnicy nie robi.- Odparł. Podrapałem się po karku i wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Często to robiłeś?
- Twoje pytania chyba nie mają na celu odwleczenie tego co i tak się stanie?
- Nie. Wiem, że i tak to dzisiaj zrobisz.... ja po prostu....- Urwałem. Co miałem mu powiedzieć? Że się bałem, bo w przeciwieństwie do niego nigdy tego nie robiłem?
- Kilka razy. Nigdy dwa razy z tą samą osobą. A ty ile osób posiadłeś nim zostałeś moim mężem?- Zapytał przesuwając swoimi długimi palcami po moim lewym ramieniu. Zadrżałem.
- Posiadłeś?
- Z iloma kobietami albo mężczyznami spałeś?- Zapytał. Nie chcę teraz na niego patrzeć. Zrobiłem niepewnie krok w jego stronę i oparłem czoło o jego gorący tors. Drgnął delikatnie.
- Nigdy z nikim nie chodziłem, z nikim nie spałem, nie przytulałem się, nie chodziłem za rękę ani nie całowałem. Pierwszy pseudo-pocałunek przeżyłem dopiero na naszym ślubie.- Powiedziałem cicho. Usłyszałem jak momentalnie wciągnął powietrze przez nos po czym położył mi rękę z tyłu głowy zatapiając palce we włosy i potarmosił mnie po nich.
- I wszystko stało się jasne.- Powiedział. Chyba dla niego. Dla mnie nic nie było jasne.- Czy jest jakaś cześć mojego ciała, którą chciałbyś dotknąć?
- Proszę, że co?- Zapytałem piskliwie spinając się na całym ciele.
- Spokojnie. Chodzi mi o.... coś ogólnie dostępnego. No nie wiem, dłonie, nos.... cokolwiek?
- Mmmmm. Mhy.- Odparłem cicho. Pociągnął mnie do łóżka po czym usiadł na jego środku i poklepał miejsce przed sobą. Wdrapałem się tam niepewnie nie wiedząc czego mam się teraz spodziewać.
- Dotknij.- Powiedział i położył luźno ręce na swoich nogach siedząc po turecku. Zarumieniłem się delikatnie patrząc na jego uda delikatnie tylko okryte ręcznikiem. Spojrzałem na niego. Miał zamknięte oczy. Nie wiem dlaczego, ale kiedy na mnie nie patrzył czułem się jakoś tak lżej. Wyciągnąłem niepewnie rękę w jego kierunku i zrobiłem to o czym myślałem od chwili kiedy pierwszy raz w życiu go zobaczyłem. Złapałem między palce jednego z jego dreadów i przeciągnąłem po całej jego długości.- Serio? Dready? Chciałeś dotknąć moich włosów?
- No co? Nigdy wcześniej nie dotykałem dreadów. Warkoczyki, krótkie włosy oraz długie owszem, ale nie takie jak twoje.
- Rozumiem. Jeszcze coś byś chciał dotknąć?
- Ja...
- I tak będziesz dotykał wszystkiego, ale chce wiedzieć czego byś chciał dotknąć jakbym był w pełni ubrany. Ot tak. Masz kaprys aby mnie dotknąć. Gdzie mnie dotykasz?
- Oczy.
- Jeżeli zrobisz to z zaskoczenia to mi je wydłubiesz, ale ok. A jakbyś miał to zrobić właśnie z zaskoczenia? Mam nadzieje, że nie chcesz mi wydłubać oczu.
- Co? Nie!- Pisnąłem oburzony. Zaśmiał się cicho po czym zaczerpnął głośno powietrza do płuc kiedy położyłem mu swoją dłoń na szyi.
- Pieścił cię ktoś kiedyś po szyi?
- Co? Przecież wiesz.- Odparłem i zabrałem rękę kładąc ją na swoich kolanach. Otworzył delikatnie oczy patrząc centralnie na mnie.
- Wybacz.- Powiedział. Wzruszyłem delikatnie ramionami. Uniósł się na dłoniach i pochylił w moją stronę. Cofnąłem się delikatnie przez co oparłem się o wezgłowie wielkiego łóżka. Oparł lewą dłoń tuż przy mojej twarzy drugą zaś położył na moim policzku. Przyglądałem mu się uważnie nie wiedząc co mam zrobić. Jak odpowiedzieć na jego ruch? Jak....- Nie myśl o tym. Po prostu rób.- Powiedział i pocałował mnie delikatnie w lewy policzek zahaczając o lewy kącik ust. Drgnąłem, kiedy ten przesunął delikatnie swoje usta na moje ocierając wargami o wargi.- Rób to co ja.- Szepnął w moje usta po czym wrócił do ocierania swoimi wargami o moje. Niepewnie powtórzyłem jego ruch. Wypuścił cicho powietrze przez nos i przycisnął delikatnie usta do moich. Czułem się jakby po moich przebiegło stado mrówek. Poruszałem delikatnie wargami zastanawiając się co zrobić z rękoma. Po kilku ruchach warg postanowiłem jedną położyć na jego karku (wydał pomruk z siebie kiedy to zrobiłem!) a drugą oparłem na jego brzuchu (napiął go gwałtownie i syknął cicho!). Nie wiedziałem czy dobrze robiłem. Poczułem jak jechał swoim językiem po moich wargach. Odruchowo je uchyliłem, a on zagłębił się w moich ustach drażniąc swoim ślizgim organem moje podniebienie oraz policzki. Z mojego gardła wyrwał się głośny jęk. Zacinałem mocniej dłoń na jego karku. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Nie mogłem złapać oddechu. Odwróciłem głowę w bok łapiąc głośno hausty powietrza. Przesunął swoje pocałunki na moją szyję. Po całym moim ciele przeleciał dziwny dreszcz. Pisnąłem cicho, kiedy pociągnął mnie za kostki zmuszając mnie do tego, abym się pod nim położył. Zrobiło mi się gorąco, kiedy tak klęczał nade mną i tylko się gapił. Oddychał głęboko.- Jak się całujesz to oddychaj przez nos.
- Mogę?- Zapytałem. Uśmiechnął się pod nosem i zadarł mi koszulkę do góry po chwili mnie jej pozbywając. Przez chwilę nie ogarniałem co się działo zrobił to tak szybko.
- Musisz. Bo jak nie to się udusisz.
- Odwrócę głowę w bok.
- Nie zawsze ci na to pozwolę. Więc oddychaj nosem.- Powiedział pochylając się nade mną i przeciągnął językiem po mojej wardze.
- Um....- Spojrzał na mnie, kiedy tylko wydałem z siebie ten dźwięk.
- Tak?
- Mogę...?
- Tak??
- Chce...- urwałem. Boże jak normalnie ludzie mogą mówić takie rzeczy. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się. On wiedział czego ja chce, ale w uparte czekał na moją odpowiedź!- Nic.
- Na pewno nic?
- Tak.
- Serio?- Nalegał. Pochylił się nade mną delikatnie.
-...fajne uczucie....
- He?
- Mówię, że przez twój kolczyk w języku pocałunki to fajne uczucie, więc....- Poruszyłem się niespokojnie. Uśmiechnął się szeroko po czym przyciskając moje dłonie do poduszki, pochylił się delikatnie nade mną i przeciągnął swoim językiem po moim lewym sutku po czym zassał się na nim. Pisnąłem głośno.- Co? Stop! Czas! Proszę daj mi czas! Cyruuuuuuuuuuuuuuuuuuussssssssssssss!!!!- Próbowałem go z siebie zrzucić. Machałem nogami na wszystkie strony i wierciłem się pod nim. Po chwili oderwał się od mojego sutka i spojrzał na mnie uśmiechając się cwaniacko.
- Mogłeś powiedzieć, że chcesz mnie tak szybko rozebrać, a nie najpierw mnie skopałeś, a teraz....
- Co?- Zapytałem i uniosłem głowę patrząc w dół. O. Mój. Boże.- Ubierz się.- Powiedziałem gwałtownie. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Po co? To ty się rozbierz.
- To się chociaż okryj.
- Ale po co?
- Ktoś wejdzie i zobaczy twój goły tyłek wypięty w stronę drzwi.
- Nikt tutaj nie wejdzie.
- Skąd możesz mieć tą pewność? A jak w pałacu wybuchnie pożar i wleci tu zgraja strażaków.
- To zobaczą królewski zadek w całej okazałości.
- Nie pozwalam aby ktoś oglądał twój zadek więc go zakryj.
- Tobie płacą za marudzenie?
- To jest gratis. Zakryj go.- Dodałem. Prychnął tylko na mnie po czym wbił się w moje pełne oburzenia wargi uniemożliwiając mi dalsze marudzenie.


***


Tak jak kazał oddychałem spokojnie starając się rozluźnić. Czułem się dziwnie. Poruszał się we mnie delikatnie rozpierając mnie swoim rozmiarem sprawiając mi tym samym ból. Sam sprawca tego aktu próbował jakoś odciągnąć moją uwagę od bólu składając na moich plecach i ramionach liczne pocałunki. Czasami delikatnie je podgryzał innym razem zasysał się na nich zostawiając tym samym liczne ślady. Zacisnąłem mocniej zęby na poduszce krzycząc w nią głośno.
- Meadrass...- Szepnął do mojego ucha. Przekręciłem głowę w bok zbliżając w ten sposób swoją twarz do jego.
- Mam.... słabą tolerancje.... uaaa.... na ból...- Jęknąłem kiedy ten poruszał się we mnie z trudem. Mimo, że przed całym stosunkiem pieścił mnie i dotykał przez bardzo długi okres czasu nie pomogło mi się to rozluźnić. Wiedziałem dlaczego i nie mogłem się uspokoić nawet jeżeli chciałem. Nie byłem na to wszystko gotowy, więc bolało mnie bardziej.
- Oddychaj....
- Kurwa.... oddycham....- Jęknąłem i wyciągając rękę do tyłu oparłem na jego biodrze dając mu znać aby się na chwilę zatrzymał.- Daj mi chwilkę. Proszę.- Powiedziałem cicho. Przestał się poruszać. Obsypywał mnie delikatnie pocałunkami gładząc mój brzuch swoimi rękoma. Oddychałem spokojnie próbując się uspokoić.- Chamskie pytanie....
- Jakie?- Zapytał i zaczął maltretować moje ucho swoimi ustami.
- Długo jeszcze?- Jęknąłem cicho. Pchnął mocniej biodrami do przodu wyrywając z moich ust jęk sprzeciwu.
- Jak będziemy się cackać to i do rana.- Szepnął do mojego ucha i znowu mocno pchnął biodrami. Nie wiem co zrobił ale poruszył we mnie coś takiego przez co zobaczyłem gwiazdy przed oczyma i nie mogłem złapać powietrza. Przez całe moje ciało przeleciał przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili zorientowałem się, że drżę na całym ciele i krzyczę w poduszkę. Nie był to krzyk bólu jak wcześniej.- Albo i krócej.- Powiedział wrednie i zaczął się mocno poruszać w moim wnętrzu co chwile wywołując u mnie gorące fale przyjemności oraz silne dreszcze. Nie mogłem zapanować nad moim głosem. Próbowałem na chwilę uciec biodrami od jego bioder aby móc zebrać myśli i ogarnąć co się dzieje ale mi na to nie pozwolił trzymając moje biodra w stalowym uścisku. Jak nic zrobił mi kilka siniaków. Wysunąłem lewą rękę do tyłu próbując odszukać czegoś na łóżku za mną. Po chwili poczułem jak zaciska na moich palcach swoje pochylając się w moją stronę. Przesunął nasze splecione ręce nad moją głowę i przykleił swój tors do moich pleców przyśpieszając jednocześnie ruchy swoich bioder. Ta pozycja sprawiła, że wgniotłem twarz w poduszkę i jęczałem jak pojebany do niej. Z mojego gardła wyrwał się ni to jęk ni to szloch kiedy Cyrus zabrał ręką z mojego biodra i położył ją na moim przyrodzeniu poruszając ją raz po raz.
Zesztywniałem na całym ciele krzycząc głośno, kiedy całym moim ciałem zawładnęła ogromna fala przyjemności znajdująca ujście w sztywnym penisie. Dochodziłem długo krzycząc i piszcząc przy tym jak porąbany. Cyrus wbijał się we mnie mocno drażniąc wrażliwe wejście, ale teraz to się chyba dla niego nie liczyło, bo po chwili doszedł we mnie zalewając całkowicie moje wnętrze swoją ciepłą spermą. Oddychałem ciężko leżąc pod nim i nie mogąc się ruszać. Poczułem jeszcze jego pocałunek na swoim karku. Syknąłem kiedy zatopił tam delikatnie swoje zęby.
- Będzie.... ślad...
- O to chodzi.- Mruknął leżąc nadal na moich plecach.- Nie wiem co powiedzieć....
- O co chodzi?- Zapytałem odwracając twarz w jego stronę. Zmarszczyłem nos kiedy jeden z jego dreadów mnie po nim połaskotał.
- Chcę ci jednocześnie podziękować za ten wieczór, ale również przeprosić.
- Słucham?
- Dziękuje, że oddałeś mi to co dla osoby czystej jest najważniejsze. Oddałeś mi się całkowicie. Oddałeś mi swoją cnotę. Przepraszam również, że musiałeś ją stracić w takich, a nie innych warunkach i to ze mną, a nie z kimś z kim byś chciał.
- I tak nie miałem wyboru.
- Wiem. Dlatego przepraszam i dziękuje.- Powiedział po czym zsunął się delikatnie z moich pleców i usiadł obok mnie na łóżku.
- Idziesz?
- Tradycja.
- Taka trochę nie fajna.
- A znasz jakieś nasze fajne tradycję?- Zapytał i wsunął na siebie przygotowane wcześniej odzienie. Wykąpie się w koszarach. Tradycja.
- Na dziesiąte urodziny dostaje się kosz pełen słodyczy oraz plastikową koronę króla naszego kraju. Lubie tą tradycję. Słodycze dla dziecka. A korona to znak, że można zostać królem w każdej dziedzinie swojego życia. Taki miły prezent.
- Tradycja. Ale nie tutaj.
- Co?- Zapytałem. Spojrzał na mnie.
- Ani ja ani moja siostra tego nie dostaliśmy.- Powiedział. Pochylił się delikatnie nade mną.- Wrócę po północy więc na mnie nie czekaj.
- Nie zamierzam.
- Wyrodny mąż.
- Męcz się teraz z takim.- Pokazałem mu język po czym prychnąłem kiedy ten dał mi pstryczka w czoło i śmiejąc się wyszedł z komnaty. Wiedziałem, że za jakieś dziesięć minut przyjdzie jakiś służący, który pomoże mi się ogarnąć, ogarnie pokój oraz potwierdzi królowi prawdziwość dzisiejszej nocy. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Ile jeszcze?
Ktoś cicho zapukał do drzwi.
- Wejść.

******************************************************
niby z wiekiem pisanie takich scen powinno przychodzić łatwiej. tak jakby się z tym nie zgadzam xD
pozdrawiam 
gizi03031

niedziela, 26 kwietnia 2020

Rozdział 2

Z moich wyliczeń mamy już końcówkę kwietnia. Mam nadzieję, że to całe szaleństwo już powoli odchodzi w zapomnienie (nie wiem, bo rozdziały dodaje z automatu z ustaloną wcześniej datą).
Mam nadzieje, że moje wypociny chociaż trochę umilają wam czas.
***********************************************
Zapukałem delikatnie do drzwi czekając na odzew. Zaskoczyli mnie bardzo, kiedy nie znalazłem klucza pod doniczką jak to zawsze było, więc wiedziałem, że są w domu, ale mają zamknięte drzwi. Po kilku minutach czekania usłyszałem charakterystyczny szczęk zamka i drzwi otworzyły się delikatnie. W szparze pomiędzy nimi, a futryną ukazała się pulchna twarz niskiej kobiety. Twarz usiana zmarszczkami. Błękitne oczy, które mnie zobaczyły zaszły łzami. Kobieta mnie nie przytuliła. Nie otworzyła szerzej drzwi.
- Co ty tutaj robisz?- Zapytała kobieta rozglądając się na boki. Wiedziałem czego szuka.
- Przyszedłem odwiedzić dziadków.- Powiedziałem wypuszczając głośno powietrze z płuc.- I jestem całkowicie sam.- Dodałem po czym zostałem wciągnięty do domu i otoczony szczelnie jej ramionami, kiedy drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem.
- Meadrass... mój drogi chłopcze!- Kobieta imieniem Moko rozpłakała się na dobre. Pogłaskałem ją po jej krótkich siwych włosach uśmiechając się smutno pod nosem.
- No już babciu, już. Przecież żyje i nic mi nie jest.- Powiedziałem i pozwoliłem się pociągnąć do salonu, w którym za pewnie siedział mój dziadek. Nie pomyliłem się. Eiichiro siedział na jednym z dwóch zniszczonych foteli. Spojrzał na mnie i otworzył szeroko oczy, kiedy zobaczył wtuloną we mnie babcie.
- Moko! Nie dotykaj go!- Zawołał przerażony. Prychnąłem oburzony i objąłem mocniej babcie.
- Dziadku jestem sam.- Dodałem cicho po czym poczułem jak wtulał się w moje plecy.- Jestem sam.- Dodałem niemrawo powstrzymując swoje łzy cisnące mi się do oczu. Byłem sam i wiedziałem, że już do końca życia pozostanę sam.
- Co się stało, że tutaj przyszedłeś? Pozwolono ci? Napijesz się czegoś? Może zgłodniałeś? Mam na obiad twoje ulubione danie, więc....- Babcia zasypywała mnie masą pytań oglądając dokładnie moje ciało, jakby chciała się upewnić, że u mnie wszystko w porządku.
- Z miłą chęcią zjem to co zrobiłaś. Twoje obiady są najlepsze. Herbatę.- Dodałem. Babcia uścisneła mnie jeszcze raz po czym szybkim truchtem pognała do kuchni, aby wszystko jak najszybciej przygotować. Usiadłem na kanapie i spojrzałem na dziadka, który ciągle wlepiał we mnie swoje spojrzenie.- Tak?
- Co się stało, że tutaj przyszedłeś?- Ponownie padło pytanie, na które wcześniej nie odpowiedziałem. Skrzywiłem się delikatnie. Wiedziałem, że mi nie odpuści nie ważne jak bardzo będę się starał unikać tematu.
- Tęskniłem za wami i chciałem was zobaczyć.- Odparłem i uśmiechnąłem się delikatnie do babci, kiedy położyła przede mną talerz z moim ukochanym daniem oraz ciepłą herbatę. Nie czekając ani chwili zacząłem pałaszować to co mi podsunęła pod nos. Przez swoją ostatnią chorobę mogłem jeść tylko to co przepisał mi lekarz, a nie były to wcale takie dobre rzeczy.
- Dostałeś zgodę, aby nas odwiedzić? I to jeszcze bez męża? Szybko ich przekabaciłeś.- Moja babcia zaśmiała się głośno za pewne coś sobie wyobrażając.
- Nie dostałem zgody. Uciekłem ze szkoły.
- Jak to uciekłeś ze szkoły?- Z twarzy dziadka kompletnie zniknęła cała krew. Spojrzałem na niego odkładając na stolik pusty talerz po daniu, które dopiero co zjadłem.
- Dzisiaj w szkole dowiedziano się o tym, że mam męża i w ogóle o całej tej szopce, więc nie chciałem tam siedzieć. A że szofer odjechał spod szkoły godzinę wcześniej, a ja tak jakby niechcący rozwaliłem swój telefon no to przyszedłem do was. Bliżej jest do was niż do tamtego miejsca. Więc jestem.
- Boże Święty, Dziecko drogie. Wiesz co to będzie, kiedy się zorientują gdzie jesteś?
- Nie pozwolę wam zrobić krzywdy. Jesteście moją rodziną i mogę was odwiedzać.
- My się nie martwimy o siebie.- Zauważyła babcia kładąc mi rękę na dłoni. Spojrzałem na nią. Wiedziałem o co jej chodzi. Sam się tego obawiałem, ale nie ma szans abym się do tego przyznał.- Chodzi nam o ciebie, kochanie.
- Obiecał mi.- Powiedziałem butnie. Dziadek z babcią spojrzeli na mnie jak na obrażone dziecko.- Obiecał, że jeżeli bez narzekania dostosuje się do zaleceń lekarza oraz będę brał wszystkie leki pozwoli mi was odwiedzić wcześniej niż ustalono. Ja dotrzymałem swojej części umowy, on nie, więc nie ma prawa mnie osądzać.
- Zaleceń lekarza?- Zapytał dziadek. Podrapałem się po karku i uśmiechnąłem się delikatnie.
- Byłem chory. Dopiero dzisiaj pozwolono mi wyjść z łóżka.
- Co się stało?
- Um... pamiętacie tą wielką ulewę w połowie wakacji. Tą co trwała dwa dni?- Zapytałem. I babcia i dziadek pokiwali twierdząco głową.- Zdenerwował mnie więc uciekłem z domu. Całą noc spędziłem na dworze. W pidżamie. I się rozchorowałem.- Zaśmiałem się nerwowo, po czym jęknąłem głośno, kiedy zarobiłem w głowę od jednego i drugiego.
- Masz tak więcej nie robić!- Zagrzmiała babcia zrywając się ze swojego miejsca. Poczłapała do szafy i wyciągnęła z niej puchowy koc, którym mnie okryła. Nie byłem już chory, ale nie chciałem się z nią o to spierać. Jeszcze gotowa będzie uderzyć mnie po raz kolejny.
- On nie będzie mi mówił w co mam się ubierać i jak się zachowywać!
- To twój mąż.
- Nie ja go sobie wybrałem!
- Ale twoi rodzice....-
- Moko. Przestań.- Mój dziadek przerwał jej widząc co się dzieje na mojej twarzy. Owszem. To moi rodzice postanowili wżenić mnie w tą rodzinę. Tak samo jak rodzice mojego pożal się Boże męża. My nie mieliśmy nic do gadania. Ani ja ani tym bardziej on nie chcieliśmy tego ślubu, ale nie mogliśmy zaprzeczyć. On uważał, że trafił gorzej, ale to ja miałem gorzej. To ja bardziej za to płaciłem! To mnie bardziej dotknął ten układ.
- Przepraszam, Skarbie.
- Nic się nie stało. To ich i jego wina, a nie wasza więc nie przepraszaj.
- Rozumiem jak się musisz czuć, albo próbuje to sobie wyobrazić, ale nie możesz narażać swojego zdrowia albo życia tylko dlatego, że on powiedział ci kilka niemiłych słów.
- Przystanąłem na tą chorą szopkę, ale od razu powiedziałem i wam jak i jego rodzinie i jemu, że nie będę potulnym barankiem za którego praktycznie każdy mnie ma. On obiecał mi to samo. Od tamtego czasu zdążyliśmy się już około sto razy pokłócić, wyprowadzić do innych pokoi, a nawet trzy razy pobić.
- Pobiłeś się ze swoim mężem?!- Dziadek załamał ręce patrząc na mnie jak na samobójce.
- Pobiłem. I pobije jeszcze wiele razy jeżeli nie zrozumie moich zasad.
- Mam nadzieje, że zrobiłeś to w waszym pokoju.
- Cała wschodnia część domu jest "nasza" więc mam wiele pomieszczeń do ochrzczenia, ale nie martwcie się. Może jestem głupi, ale nie pierdolnięty. Pobiliśmy się w naszym pokoju.- Mruknąłem cicho pod nosem. Usłyszałem zbiorowy jęk. Spojrzałem na nich marszcząc nos.- Nie. Będę. Mu. Posłuszny.- Warknąłem cicho pod nosem. Oboje unieśli ręce w poddańczym geście, na znak, że nie mają zamiaru ze mną walczyć.
- Wygrałeś chociaż?- Zapytał dziadek. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i pokręciłem przecząco głową. Trzy razy się biliśmy i trzy razy to ja leżałem na łopatkach jęcząc z bólu, kiedy mocniej walnął mnie w brzuch, uderzył w twarz albo nawet w nos.
- Babciu nie oszukujmy się. Mogę się rzucać jak przysłowiowa pchła na grzebieniu, ale nie ma fizycznie szans aby kujon w okularach wygrał z kimś, kto codziennie spędza dwie godziny w sali treningowej ćwicząc swoje ciało. Podejrzewam, że gdybym go porządnie zdenerwował złamał by mi rękę ewentualnie dwie. Ale ten idiota nie panuje nad swoją siłą więc i tak dostawałem.
- Przemoc w związku.- Jęknęła babcia kręcąc przecząco głową.
- Ej. Bo ja czasami się zastanawiam czy wy trzymacie jego stronę czy moją?
- Trzymamy tą stronę, która swoim zachowaniem i myślami cię najmniej skrzywdzi. A w tym przypadku, przegrywasz młody.- Zauważył dziadek. Pokazałem mu język udając obrażone dziecko. Babcia zaśmiała się cicho i usiadła obok mnie zgarniając moje o wiele jak na nią za duże ciało w swoje drobne ramiona.


^^~^^


Przekręciłem się na bok marszcząc przy tym nos. Ktoś w uparte ciągnął mnie za ramię, próbując mnie wyrwać z przyjemnych objęć Morfeusza. Zakląłem szpetnie pod nosem zrzucając z siebie gruby koc, którym byłem okryty i spojrzałem na intruza, który miał czelność zakłócać mój spokój.
- Babciu co się stało?- Zapytałem przecierając zaspaną twarz. Kobieta pochyliła się do mojego ucha i szepnęła bardzo cicho wiadomość, która wywołała na mojej twarzy skrzywienie.- A więc już tutaj są?
- Tak.- Odparła bardzo formalnie. Wiedziałem, że na więcej sobie nie pozwoli. Nie mogła. W przeciwnym razie czekała ją kara. Jak i dziadka. A jeżeli to by nie pomogło to by ukarano mnie. Nie tak mocno jak ich ale coś by wymyślono.
- Długo?
- Dopiero co przyjechali. Proszę...
- Rozumiem. Nie przejmuj się.- Mruknąłem i uśmiechnąłem się do niej. Zapragnąłem ją przytulić, ale nie zrobiłem jej tego. Nie mogę jej tak skrzywdzić. Usiadłem na kanapie w salonie i rozejrzałem się dookoła siebie. Skrzywiłem się delikatnie widząc tutaj tyle ludzi. Pomijając mnie, moją babcie i dziadka w pomieszczeniu było jeszcze siedem innych osób. A każdej z nich po kolei nie chciałem coraz bardziej widzieć. Zatrzymałem się na ostatniej osobie, która tutaj stała, a której nie chciałem oglądać w ogóle już nigdy w życiu.- Musiałeś tutaj przyprowadzać te wszystkie psy?- Zapytałem bez ogródek podnosząc się z kanapy i poprawiając pomięte ubrania oraz roztrzepane włosy. Mój mąż zacisnął usta w cienką linie przyglądając mi się dokładnie. Wiedziałem co ta mina oznaczała. Przez ostatnie półtorej miesiąca nauczyłem się tego i owego. Teraz chodziło mu o moje słownictwo. Nie podobało mu się ono. Miałem je gdzieś. Zgarnąłem w dłonie swój plecak, pożegnałem się z dziadkami na tyle na ile mi pozwalano i zmierzyłem w stronę drzwi wiedząc, że cała ta maskarada ruszy za mną aby mnie przypilnować bym znowu nie uciekł. Przed domem moich dziadków czekał na mnie zaparkowany czarny wóz. Nie czekając na odzew sam otworzyłem sobie drzwi i wszedłem do środka wygrzebując z torby MP3 i wciskając na uszy słuchawki zamknąłem oczy i czekałem. Głowa nadal mnie bolała. Nie ściemniałem rano, że głowa mnie bolała. Ściemniłem tylko, że udam się do pielęgniarki po tabletki. Zjadłem jedne. U dziadków w domu. Położyłem się spać. Odpoczęłam. Pozwoliłem ochłonąć umysłowi jak i emocją. Musiałem zregenerować siły, aby nie zwariować i w przypływie agresji nie zadźgać całej rodziny we śnie.
A dużo mi nie brakowało. Czym oni się w ogóle nie przejmowali. Nie pozwalali mi robić tego co lubiłem ani spotykać się z tym z kim chciałem. Miałem wszystko robić tak jak oni chcą, mówić to co oni chcą oraz widzieć się z tymi z kim oni chcieli. Więc na dobrą sprawę praktycznie z nikim. Tyle, że ja nie byłem taki. Wiele osób mi mówiło, że wcale nie jestem taki na jakiego wyglądam. Daleko mi do osoby miłej i opanowanej. Chociaż i tak było mi daleko do mojego męża, u którego wygląd, a charakter dzieliła wielka przepaść.
Ktoś wyszarpnął słuchawki z moich uszu. Nie musiałem patrzeć, aby wiedzieć kto to był. I tak wiedziałem, że zacznie swoją tyradę. Zacznie ją tutaj. Będzie kontynuował w naszym pokoju. Tutaj jest z nami szofer i jego osobisty ochroniarz, którzy siedzą za pancerną szybą więc nas nie usłyszą. W naszym pokoju nie usłyszy nas nikt. Reszta ochroniarzy po tym jak przyjadą za nami do domu udadzą się do swoich pokoi, aby odpocząć przed jutrzejszym dniem.
- Teraz to przegiąłeś pałę.- Warknął do mojego ucha. Nie ruszyłem się o milimetr. Niech myśli, że śpię i da mi święty spokój.- Zignorowałeś mój rozkaz i z pełną samowolką oraz samotnie udałeś się do tego domu.
- Jestem twoim mężem nie niewolnikiem, więc nie będę wykonywał twoich rozkazów. Obiecałeś, a nie dotrzymałeś słowa więc sam sobie na to pozwoliłeś. To nie ten dom tylko dom moich dziadków.- Warknąłem przez zaciśnięte zęby nie otwierając oczu. Czułem na sobie jego spojrzenie.
- Czeka cię za to kara, ale to później.- Powiedział chłodno. Zmarszczyłem czoło. Jak to później? Uchyliłem delikatnie lewe oko i zerknąłem na niego. Siedział na przeciwko mnie, ale wpatrywał się w okno. Co było jednoznaczne z tym, że skończył na chwilę obecną ten temat.
- Ah tak... to wcisnę gdzieś tą twoją debilną karę do mojego grafiku pomiędzy twoimi tyradami na temat tego co mam mówić, a czego nie oraz na temat tego jak wolno mi się zachowywać i ubierać, a jak nie. Ale od razu ci powiem, że to dalekie terminy są.- Zakpiłem sobie z niego i zamknąłem oko zakładając ręce na piersi i oddychając spokojnie.
- W ten swój śmieszny grafik wciśnij coś na dzisiejszą noc.- Zauważył chłodno.
- Taaaa.... a niby jaki teraz wykład mi walniesz o wielki panie i władco?- Zakpiłem. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Dzisiaj wieczorem kończy się twój Bǎohù qī.- Powiedział. Wyprostowałem się gwałtownie otwierając szeroko oczy. Zimny sopel lodu uderzył o dno mojego żołądka. Po plecach przebiegły zimne dreszcze. Gapiłem się na niego drżąc delikatnie na całym ciele. Czyli to znaczy, że...
- Nie.- Pisnąłem cicho. Pokręciłem przecząco głową, próbując odgonić sprzed oczu cisnące mi się do głowy niechciane obrazy.
- Tak zostało postanowione.
- To... to za wcześnie... proszę...- Pisnęłem. Wiedziałem, że teraz musiałem sobą reprezentować obraz nędzy i rozpaczy. Powinienem również wiedzieć, że takie słowa na niego nie podziałają.
- Skorzystałeś z tego przywileju na samym początku. Gdybyś z niego nie korzystał już dawno miałbyś wszystko za sobą, a teraz znowu musisz przez to przechodzić.
- Proszę, zrób coś z tym. To za wcześnie!
- Ta decyzja nie należy do nas tylko do mojego dziadka. Jak zawsze z resztą.
- Nie...
- Nie upieraj się.
- Nie zgadzam się.
- To będzie miało miejsce, nawet jeżeli nie wyrazisz na to zgody.
- To gwałt.
- W tym układzie nie ma czegoś takiego jak gwałt. Trzeba było zgodzić się już pierwszej nocy na konsumpcje małżeństwa, a nie korzystać z Bǎohù qī. Okres ochronny, który ma na celu bliższe poznanie się przymuszonych do ślubu. Okres ochronny minął, więc dzisiaj w nocy to zrobimy. Czy tego chcesz czy nie.
- Cyrus!- Krzyknąłem na niego łapiąc połać jego koszuli w dłonie i przysuwając się do niego. Jego złote oczy spojrzały najpierw na moje drżące dłonie, później powoli skierowały się na moją twarz. Przyglądał mi się obojętnie przez dłuższą chwilę, a ja ewidentnie czułem jak spod moich nóg ucieka grunt.
Dzisiejszej nocy miałem oddać dziewictwo swojemu mężowi Cyrusowi- księciu tego kraju.


********************************************************
Mam wrażenie, że jego tożsamość była aż za bardzo oczywista, dlatego postanowiłam to od razu napisać. Chociaż dwa lata temu chciałam to ciągnąć a ciągnąc. żeby jego tożsamość do samego końca praktycznie pozostała tajemnicą. Tylko że nie potrafię tak operować piórem i od razu by się wszystko wydało.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Rozdział 1

Witam. I bez ogródek zapraszam do czytania.
************************************
Przełknąłem głośno ślinę wchodząc do klasy. Wczoraj skończyły się wakacje. Rozpoczął się nowy rok szkolny. Ostatni w liceum. Jak dla mnie najgorszy. Wczoraj nie mogłem pojawić się w szkole, więc to ON rozmawiał z nauczycielami i dyrekcją. To ON im wszystko wytłumaczył i powiedział jakie są zasady. Sam chciałem to zrobić, ale jeszcze dzisiaj był u mnie lekarz i sprawdzał czy mogę już wrócić do świata żywych czy nadal jestem trupem. Okazało się, że moja gorączka mi minęła i mogłem na nowo cieszyć się świeżym powietrzem.
Nie na długo, ale mogłem...
- Meadrass! A co to się stało, że wczoraj nie było naszego kujonka!- Zawołał do mnie Pochi, kumpel od gimnazjum. Wysoki, czerwonowłosy członek rockowego zespołu szkolnego.
- Chory byłem.- Powiedziałem słabym głosem. Gorączka minęła. Gardło nie.
- Słychać. Siadasz do nas.- Nie zapytał. Stwierdził fakt. Skrzywiłem się delikatnie kiedy już się na mnie nie patrzył. Mam nadzieje, że nie będę miał przez to awantury. Podszedłem niemrawo do stolika przy którym siedział. Był tam już Bunta, którego całkowicie zignorowałem oraz drugi członek naszej paczki. Tama. Od przedszkola trzymał się z Pochim. Miał ciemniejsze i krótsze włosy niż Tama, ale również w odcieniu czerwieni i był od niego o dwa centymetry niższy. Dość często kłócili się o te dwa centymetry.
- Wybaczcie, ale dzisiaj z wami nie usiądę.- Powiedziałem przystając, kiedy zorientowałem się, że jedyne wolne miejsce znajdowało się przy Buncie.
- Co? Dlaczego?
- Meadrass... przestań, proszę... nie zaczynaj tego tutaj.- Poprosił chłodno Bunta. Zacisnąłem mocniej zęby, aby nie zacząć krzyczeć.
- Po tym co zrobiłeś...
- Nie miałem wyboru! Przecież ci tłumaczyłem dlaczego tak postąpiłem! Jak również powiedziałem ci, że od tamtej sytuacji on nie ma na mnie wpływu. Sam tak powiedział. Że teraz to ty decydujesz.
- Skoro ja decyduje, to się nie odzywaj w moim towarzystwie.- Warknąłem. Chłopak zagryzł dolną wargę, ale nie odezwał się nawet słowem, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.- Głupek!- Warknąłem i odwróciłem się do nich tyłem, kiedy zatrzymała mnie czyjaś wielka ręka. Drgnąłem i spojrzałem za siebie. Na moim ramieniu spoczywała ręka Pochi'ego.
- Co ty odpierdzielasz?- Warknął. Bunta próbował go powstrzymać, ale nieskutecznie jak widać.
- Pochi... zabierz rękę... ja nie chcę kłopotów. I nie chcę abyś i ty je miał...- Powiedziałem cicho, kiedy koło nas zaczęło się robić małe zbiorowisko.
- Odpowiedz mi jak...
- Pochi.- Głos zabrał nauczyciel od angielskiego. Lubiłem tego faceta. Niski po pięćdziesiątce. Sąsiad moich dziadków. Okularnik z postępującą łysiną. Odwróciłem się w jego stronę, ale on również unikał mojego wzroku. On TEŻ!- Puść go bo czeka cię Guìzú de chéngfa.- Dodał belfer. Skrzywiłem się. Nie chciałem aby w taki sposób im to przekazał. W klasie zapanowała grobowa cisza. Każdy jak jeden mąż wlepiał we mnie swoje gały. Nie ma prostszego sposobu, aby to przekazać. Guìzú de chéngfa kara narzucana tym, którzy ośmielają się dotknąć lub ukraść to co należało do szlachty. Dość często takie kary narzucane są na tych, którzy ośmielili się współżyć z żoną bądź mężem kogoś szlachetnie urodzonego.
- Meadrass...- Zaczął Pochi. Uśmiechnąłem się do niego blado i pokazałem mu swoją lewą rękę, na której serdecznym palcu widniała obrączka z białego złota. Gest ten był jednoznaczny.- Kiedy?- Zapytał chłopak ledwo łapiąc oddech przez zaciśnięte zęby.
- W pierwszej połowie wakacji.- Odparłem cicho. Wiedziałem, że cała klasa się temu przysłuchiwała.
- Z kim?- Warknął. Przełknąłem głośno ślinę. Wiedziałem, że będą źli. Tym bardziej, że nie było ich na tej całej "szopce" i nie mogli ze mną wtedy być. Nawet moich dziadków nie mogło przy tym być!
- Chénmò de yī nián.- Użyłem formuły, która oznaczała nie mniej nie więcej to, iż poznanie tożsamości osoby, z którą powiedziałem sobie "tak" wcześniej niż przed upływem roku albo wcześniej niż ta osoba mi na to pozwoli równa się z publiczną chłostą dla osoby, która poznała tą tajemnicę. Chłopak wypuścił ciężko powietrze i usiadł na swoim wcześniejszym miejscu.
- Nie mogłeś nam powiedzieć wcześniej?- Zapytał. Pokręciłem przecząco głową.- Ożeniłeś się?
- N...Nie...- Szepnąłem cicho patrząc na swoje stopy. To ja tutaj byłem kobietą. ON był moim mężem.
- Pobraliście się?- Zapytał z nadzieją w głosie, że kiedyś wyrwę się z tego koszmaru. Nawet jakbym chciał nie mógłbym się gorzko zaśmiać.
- Nie.- Odparłem chłodno. Spojrzał na mnie gwałtownie.
- Wziąłeś ŚLUB?!
- Ciekawe zbiorowisko... co się stało?- Usłyszałem zaciekawiony głos Księcia, który właśnie teraz postanowił zawitać w progach klasy. Zacisnąłem mocniej zęby czekając co odpowie mu jego rozmówca. Nie miałem ochoty się odwracać.
- Nasz kujonek zawarł Zhèngzhì hūnyīn. Właśnie cała klasa się o tym dowiedziała. Nie chce powiedzieć z kim. A ten idiota z którym rozmawia jeszcze chwilę, a zarobił by Guìzú de chéngfa, ale mu się upiekło.- Usłyszałem głos za sobą. Ostatnimi czasy dobrze znany mi głos. Osamu. Wysoki, szczupły, białowłosy chłopak o czerwonych oczach. Chodził z nami do jednej klasy od roku. Spojrzałem w jego kierunku przez ramie, ale się nie odezwałem.
- Nauczyciele nie zdążyli ogłosić zasad?- Zapytał książę całkowicie ignorując wlepione w niego oczu. Zacinałem dłonie na swoim plecaku i udałem się na swoje standardowe miejsce. Na samym końcu klasy. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wystukałam na klawiaturze wiadomość Chcę się dzisiaj zobaczyć z dziadkami. Po czym wysłałem ją do NIEGO. Wiedziałem, że na odpowiedź będę musiał trochę poczekać, ale tym razem nie odpuszczę.
- Wpadł do klasy i mało co zawału nie dostał, kiedy zobaczył jak tamten go obmacuje.
- Nikt mnie idioto nie obmacywał więc przestać szerzyć nieprawdę, bo sprowadzisz przez swój zły dobór słów kłopoty na mnie i na tego bogu ducha winnego chłopaka.- Warknąłem na pół klasy, tak aby mnie usłyszał, co nie było problemem skoro siedział trzy stoliki przede mną.
- Sam widziałem jak cię obmacywał.
- Złapał mnie za ramię, abym nie upadł.- Odparłem. Zmrużył oczy przyglądając mi się uważnie.
- Widziałem coś innego.
- Musiałeś spojrzeć w złym momencie. Gdyby mnie nie złapał pewnie teraz zszywali by mi głowę w szpitalu, więc tutaj prędzej należą się podziękowania, a nie szykanowanie mnie oraz jego oraz próby zhańbienia dobrego imienia mojego męża.- Powiedziałem chłodno. Musiałem nas jakoś z tego wybronić, bo jeżeli cała ta sytuacja trafi do JEGO uszu nie będzie za ciekawie.
- Może dobrze by było aby twój mąż wiedział z kim się łajdaczysz i gdzie to robisz, aby miał na ciebie oko i na twoje poczynania.
- Śmiało. Powiedz mu.- Prychnąłem i spojrzałem w stronę okna całkowicie ignorując ich obecność. Nie chciało mi się tutaj dzisiaj siedzieć, ale wiedziałem, że już tego nie zmienię. Sam w uparte chciałem wrócić szybciej do szkoły, a nie siedzieć zamknięty w czterech ścianach. Więc teraz cierp ciało co chciało.
Nauczyciel odczekał chwilę aż wszyscy zajmą swoje miejsca i zabrał się za prowadzenie godziny wychowawczej najbardziej skupiając się na wycieczce klasowej, która miała mieć miejsce za trzy miesiące. Zwiedzanie zamku królewskiego oraz poznanie całej rodziny królewskiej. Już teraz wiedzieliśmy, że księcia nie będzie w szkole przez jakiś miesiąc. Wszak to miesiąc dla ostatniej klasy licealnej. Pobłogosławienie przyszłych dorosłych oraz ich przyszłości. Z każdej szkoły na terenie państwa przyjedzie każda klasa trzecia. Każdy uczeń zostanie wpisany do specjalnej księgi w której zostanie zanotowanie kim jest, skąd pochodzi i kiedy udzielono mu królewskiego błogosławieństwa oraz o zgrozo czy rodzina królewska pozwala danej osobie na konstytuowanie nauki w takim zawodzie jaki sobie wybrała czy narzuci jej całkowicie inny zawód.
Wywody nauczyciela ciągnęły się w nieskończoność. Każdy z nas musiał przynieść zgodę opiekuna prawnego na udział w tej wycieczce. Każdy taką zgodę dostawał. Wszak takie błogosławieństwo to jak wygranie miliona w loterii.
Mój telefon zawibrował cicho w kieszeni. Wysunąłem go delikatnie i odczytałem wiadomość od osoby, do której napisałem nim zaczęła się lekcja. Odpowiedział. Jednym słowem. Słowem, które wywołało u mnie istny napad agresji.
Odmawiam.
Cisnąłem telefonem przez całą długość klasy rozwalając go na tablicy tuż przy twarzy nauczyciela. Ten pisnął niczym panienka i spojrzał na mnie przestraszony.
- Przepraszam. Proszę kontynuować.- Powiedziałem i zacisnąłem mocno palce na nasadzie nosa. Okulary mi trochę przeszkadzały, ale nie przejmowałem się tym. Pozostawiłem to kwestii przyzwyczajenia oraz wprawy. Nie podniosłem głowy do góry aż lekcja się nie skończyła. Kiedy to nastąpiło podszedłem do swojego strzaskanego telefonu i nawet na niego nie patrząc zgarnąłem go do torby po czym skierowałem swoje kroki w stronę wyjścia.
- Meadrass gdzie idziesz?- Zapytał Tama. Spojrzałem w jego kierunku i uśmiechnąłem się delikatnie.
- Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa więc idę do pielęgniarki. Przekaż nauczycielowi, że nadrobię zaległości.- Powiedziałem ponownie naciskając na nasadę nosa. Wiedziałem, że on to zrozumie. Pokiwał twierdząco głową.
- Zgadamy się po lekcjach.- Zawołał dla nie poznaki. Pomachałem mu tylko ręką i faktycznie udałem się do gabinetu pielęgniarskiego wiedząc jednocześnie, że długo w nim nie zabawie. Kiedy zadzwonił dzwonek odczekałem dwadzieścia minut po czym układając na zajmowanym przeze mnie łóżku dodatkowy koc i przykrywając go kołdrą wymknąłem się z gabinetu przez okno, dziękując niebiosa, że znajdował się on na parterze i przyklejony do ściany budynku czmychnąłem w stronę najbliższych krzaków dobrze pamiętając o dziurze jaka się tam znajdowała, a która zaprowadzi mnie do skrótu prowadzącego do miejsca w jakim teraz najbardziej chciałem się znajdować.
****************************************
mam nadzieje, że się spodobało
pozdrawiam
gizi03031

niedziela, 12 kwietnia 2020

PROLOG

Z racji tego co się dzieje teraz w Polsce i na świecie i przez charakter pracy jaką wykonuje i w każdej chwili mogą mnie w niej zamknąć na dwa tygodnie postanowiłam usiąść i dokończyć pisać coś co zaczęłam pisać 2 lata temu. Zmienił mi się kompletnie zamysł i w ogóle. Nie tak to się miało potoczyć, ale cóż.... ważne, że skończyłam to pisać.
Będzie mało.
będzie dennie.
Ale będzie....
Zapraszam do czytania.
******************************************************************
Kiedy po raz pierwszy postanowiłem udać się na wagary i mało inteligentnie wybrałem sobie dach szkolny jako moje miejsce docelowe nie przypuszczałem, że to właśnie tam będę po raz drugi w życiu rozmawiać z księciem tego kraju. Mogłem śmiało powiedzieć, że to również książę mojego kraju. W końcu to tutaj przyszedłem na świat, wychowałem się i aktualnie byłem w drugiej klasie liceum, którą tak na marginesie skończę za jakieś cztery dni.
Przyglądałem mu się przez chwilę nie wiedząc czy mogę sobie pozwolić na przebywanie z nim sam na sam na tym dachu. Ok, chodziliśmy do jednej klasy, ale do cholery jasnej! To był CHOLERNY książę tego PIEPRZONEGO kraju. Nawet nauczyciele nie traktowali go tak samo jak innych uczniów. No cóż.... Ciężko by było aby i go tak poniżali jak tych bez nazwisk....
Ta....
Nazwiska...
Przywilej każdego szlachetnie urodzonego człowieka w tym kraju. Ba! Na ziemi! Nazwisko pokazywało, że kimś jesteś, należysz do elity. Mogłeś pochwalić się nazwiskiem mogłeś wszystko. I taki sobie nasz książę był posiadaczem nazwiska znanego w całym królestwie. Był na samym wierzchołku góry szlachty... Rządził zgrają zapatrzonych w siebie bufonów... jak i pospólstwem.
Takie sobie pospólstwo- jak ja na przykład- nie posiadało nazwisk. Kiedy się przedstawialiśmy mówiliśmy imię, kogo jesteśmy dzieckiem (chodzi tutaj o imię ojca) oraz podawaliśmy miejsce, w którym mieszkaliśmy.
Oczywiście żeby było szybciej prości ludzie poprzerabiali trochę swoje przedstawianie. Tak na przykład ja Meadrass syn Fitczego z Czarnej Dzielnicy przedstawiałem się jako Meadrass Fitzcz, ale tego skrótu używałem tylko wśród przyjaciół...w szkole używałem pełnej formułki... rozumiecie ja... syn... z... i tak dalej.
A osoba, która właśnie teraz mnie zobaczyła i wlepiła swoje patrzały we mnie to nie kto inny jak Cyrus Arezzo... osobliwy przedstawiciel gatunku ludzkiego.
Książę kraju z długimi dreadami i kolczykiem w języku....
Ta...
Mu wolno....
Współczułem tylko tym ludziom, którzy tak go "oszpecili"... do dzisiaj przebywają w królewskich lochach... na rozkaz Króla Dziadka (rodzice Księcia zginęli gdy ten miał trzy miesiące- wychowywał go dziadek prawowity władca tego królestwa. Mieszkał też z siostrą Miko), któremu nie spodobała się metamorfoza wnuka. Wyrok był prawomocny, publiczny... nie miły...
- Słucham?- Usłyszałem jego głęboki głos. Drgnąłem. Książę nie odzywał się kiedy nie musiał. On nie rozmawiał praktycznie z nikim.
- Em...- Podrapałem się zakłopotany po głowie. Co miałem mu powiedzieć? Że urwałem się z lekcji? A jak każe mnie za to wychłostać?- Książę wybaczy mi moje najście...
- A co ty taki miły jesteś?- Zapytał zaskoczony. Skrzywiłem się. No bo to nie moja wina była! W domu telewizor mamy od jakiegoś roku (od pamiętnej chwili, kiedy nie wiedząc kim on jest- brak telewizji równał się z brakiem możliwości zapoznania się z jego twarzą- naskoczyłem na niego i zjebałem go równo z każdej strony) więc dopiero teraz wiedziałem, że jego wizerunek jest wyświetlany dosłownie wszędzie i każdy wie jak wygląda... no cóż... od mojego ukrzyżowania uratował mnie mój długoletni przyjaciel, który niby żartem zaczął mówić, że muszę w końcu dziadków namówić na zakup tego cholernego telewizora, skoro nie wiem nawet jak wygląda mój książę. Przeprosiłem go oczywiście i w ogóle... ale wiecie jak to jest...
- Przeprosiłem wtedy.- Burknąłem cicho pod nosem ignorując jego przeszywające spojrzenie.- Jak powiem Księciu czego chce to mogę zostać wychłostany.
- Próbuj. Jeżeli zasłużysz na chłostę sam z miłą chęcią wykonam na tobie wyrok.- No właśnie... Książę tak jakby ma do mnie uraz od tamtego czasu...
- Poszedłem na wagary i niefortunnie wybrałem sobie to miejsce na kryjówkę...- Mruknąłem cicho pod nosem. Usłyszałem ciche prychnięcie. Spojrzałem zaskoczony na księcia. Czy on... prychnął?! Chwila! To książę wie jak się prycha?!
- Za to nie czeka cię chłosta, bo i mnie by musiała spotkać, a to nie wykonalne.- Zauważył i zgarnął w dłonie swój plecak.- Ale nie będę ci zabierać tej namiastki wolności.- Zauważył i ruszył w stronę drzwi, które otworzyły się gwałtownie ukazując za sobą niskiego, ciemnoskórego blondyna ze śmieszną blizną pod szafirowymi oczyma.
- Bunta? Też się urwałeś??- Zapytałem patrząc zaskoczony na swojego długoletniego przyjaciela. Ten spojrzał na mnie zaskoczony po czym przeniósł spojrzenie na Księcia. Drgnął delikatnie i znowu spojrzał na mnie.
- Przyszedłem ci powiedzieć żebyś dzisiaj na mnie nie czekał. Wracam szybciej do domu. Dostałem telefon z roboty. Ekstra fucha. Wpadnie mi trochę hajsu, to wyskoczymy sobie jutro na lody po budzie.
- Spoko. Tylko pamiętaj następnym razem ja płace.
- Kieszonkowe od dziadka?- Zapytał uśmiechając się zadziornie.
- Ciężko wypracowana premia za oceny.
- Kujon.
- I tak mnie kochasz.- Pokazałem mu język. Prychnął i przesunął się w bok robiąc miejsce Księciu, który chciał koło niego przejść.- A! Książę!- Zawołałem za nim. Ten odwrócił się w moją stronę.- Gratuluje zaręczyn.- Dodałem. Dzisiaj w telewizji na naszej godzinie wychowawczej wyemitowali ogłoszenie, w którym zawarto informację o tym, że nasz Książę doczekał się narzeczonej.
- To będzie interesujący ślub, ale dziękuje.- Odparł i zniknął zostawiając mnie i Bunte oniemiałych z wrażenia.
Ślub... Czyli, że jego zaręczyny są czysto polityczne. Obie strony się nie znają. Poznają się dopiero na ślubie. Uroczystości tej nie można odwołać.
Jeżeli by się pobierał.... to byłaby to osoba, którą wybrali mu rodzice, ale którą zdążył poznać, nawet polubić...
Kiedy wychodził by za mąż jego wybrankiem byłby mężczyzna.
Kiedy by się żenił, jego wybrankiem byłaby kobieta.
W przypadku ślubu płeć jest nieznana. Ślub się odbywa. Nie można go zerwać. Tylko śmierć ich rozłączy.
- Ja nie wiedziałem...- Szepnąłem cicho patrząc na Bunte. Ten spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- I właśnie przeleciała ci ostatnia szansa aby mu powiedzieć, że trzepiesz sobie do jego zdjęcia i to wszystko z czystej miłości.- Jęknął zrezygnowany. I ja jęknąłem... ten przygłup znowu musiał wspominać o moim głupim zauroczeniu, które trwało już blisko rok i za cholerę nie mogłem się go pozbyć.
Dla kogoś takiego jak ja Książę był celebrytą. Gwiazdą. Plakat z jego podobizną wieszało się nad łóżkiem i wzdychało do jego twarzy.... takiej osobie nie wyznawało się uczuć. Połowa szkoły do niego wzdychała, druga połowa się go bała.
Ja na swoje nieszczęście musiałem należeć do tej pierwszej połowy...
A teraz on bierze ślub...
**************************************************************
mam nadzieje, że wam się spodoba. Już teraz wam powiem, że powoli  myśle na OS do tego opowiadania. Jak myślicie, na kim się w nim skupie??
pozdrawiam
gizi03031

niedziela, 8 marca 2020

ODI ET AMO rozdział 4

to już ostatni rozdział tej historii. Będzie on najkrótszy z nich wszystkich, który ma być po prostu zakończeniem całej historii, aby nie zostawić jej takim nieogarnięciu.
Mam nadzieje, że takie zakończenie was usatysfakcjonuje.
Zyczę miłego czytania:)
**************************************************************

Mówiłem już, że ja to mam zajebiste szczęście? Jeżeli nie mówiłem tego wcześniej to powiem to własnie teraz.
 W tym o to momencie.
 A więc...
 Ja to mam zajebiste szczęście!
 Wszystko zaczeło się dość niewinnie.
 Kto by pomyślał, że grill, woda, ładna pogoda, kompielówki i chwila relaksu przyprawią mnie o mini zawał i poprzewracają moje priorytety oraz zasady życiowe o stoosiemdziesiąt stopni.
 Na pewno nie byłem to ja.
  A zaczeło się tak banalnie.
 Korzystając z ostatniego słonecznego wekeendu w tym roku razem z rodzinką zrobiliśmy grilla nad basenem. Lano oraz Eta zaprosili swoich znajomych. Było grillowane mięcho i fajna chłodna woda. Mogłem sobie pogadać z innymi Omegami. Pierwszy raz od początku roku miałem zrobione wszystkie lekcje i projekty. Serio miałem pierwsze takie wolne i fajne trzy dni.
 A tak własnie myślałem jeżeli mam być dokładny w swoich wyjasnieniach.
 No bo tak miało być!
 Więc jak skończyłm w zaborczym uścisku wkurwionej Alfy, która warczała na każdego, kto chciał się do mnie zbliżyć wciskając moją twarz (ogólnie całe ciało) w swój wielki tors. Zaciskał zęby na swoim przedramieniu, aby nie zrobić mi krzywdy.
 A ja?!
 O zgrozo!
 Ja właśnie drżałem w jego ramionach, złapany w sidła gorączki. Ruja przyszła o dwa tygodnie za szybko. Przez tego idiotę wszystko się u mnie poprzestawiało!
 Jak do tego mogło dojść?
 Jakbym był pod wodą słyszałem głos mojej ciotki tłumaczący Pablo, że nic mi nie zrobi i nie musi widzieć w niej zagrożenia. Prosiła go aby podał mi zastrzyk.

 JAKI ZASTRZYK?! CHCEMY ABY NASZA ALFA NAS WZIĘŁA! TU! OD RAZU! WIEM! CHCEMY MIEĆ Z NASZĄ ALFĄ MŁODE! TO GENIALNY POMYSŁ! WTEDY NASZA ALFA BĘDZIE Z NAMI JUZ ZAWSZE!

 Nie chce tego! Gadasz głupoty bo mamy ruje!

 MY TEGO PRAGNIEMY!

 Głos w mojej głowie zabrzmiał tak intensywnie, że aż mnie zabolało i zamdliło. Dosłownie. Miałem wrażenie, że moje ciało uderzyło o coś z impetem przeszywając mnie bólem. I do tego te mdlości,
 - Pablo....- Powiedziałem słabo. Błagalnie. O co prosiłem? Nie miałem pojęcia, ale chciałem aby w końcu coś z tym zrobił.
 - POŁÓŻ SIĘ.- Pierwszy raz w życiu usłyszałem jego głos Alfy. Był inny niż te wszystkie głosy, które wcześniej wydawały mi wkurwiające mnie polecenia. Był głeboki i zachrypnięty. Brzmiał jakby dobiegał z dna jakiejś studni. Całym moim ciałem wstrząsnął silny dreszcz. Posłusznie wykonałem jego polecanie mimo, że nie chciałem tego robić. W moich oczach pojawuiy się łzy, kiedy ubrany tylko w kompielówki pochylił się nade mną. Chciałem temu zaprzeczyć, ale jego polecenia nie mogłem zignorować. Moje ciało nie chciało się słuchać. Jego głos był jedyny któremu musiałem się podporządkować nawet jeżeli upokorzenie jakie odczuwałem miałoby mnie z tego tytułu zabić.
 Pablo wsunął twarz w zagłębienie mojej szyi i zaciągnął się mocno moim zapachem. Nic więcej. Oddychał spokojnie w moją szyje nie pozwalając mi się nawet ruszyć. Po kilku minutach poczułem straszliwy ból w lewym udzie. Mogłem ruszyć ciałem. Gorączka zaczęła powoli ustępować- podał mi zastrzyk.
 Leżąc pod nim wyciągnąłem delitanie rękę do góry i dotknąłem jego szyi. Drgnął, ale tylko tyle. Spojrzałem na pozostałych. Stali bądź siedzieli w bezpiecznej odległości.
 - Lano serio?- Zapytałem zaskoczony kiedy zobaczyłem jak siedział na krzesełku najbliżej nas. Na drugim postawił popcorn, butelkę coli oraz paczkę chusteczek nawilżanych.
 - Pornola na żywo jeszcze nie oglądałem, więc wiesz.- Powiedział obojętnie wzruszając ramionami i wpychając sobie do ust garść popcornu.
 Przyszykował się jak do seansu w sexkinie!
 - Głupi Dupek.- Mruknąłem. Ten zaśmiał się cicho.
 - Do usług. Dzisiaj trochę dłużej zajmie mu uspokojenie się jak widzę. Weźcie się w końcu bzyknijcie i spoarujcie to będzie po problemie.
 - Nigdy się z nim nie sparuje.- Syknąłem. Podskoczyłem przestraszony, kiedy koło mojego ucha usłyszałem głośne warknięcie.- Co warczysz?!
 - Dobra rada Młody.- Zaczął mój kuzyn. Spojrzałem na niego i klepnąłem Pablo delikatnie w tył głowy bo nie przestawał warczeć.- Mów takie rzeczy, iedy to on panuje nad swoim ciałem i ma głęboko w dupie zdanie swojej Alfy, bo w przeciwnym razie w złości i zazdrości serio cię gdzieś bzyknie na środku uliy i jakoś zerwie z ciebie tą obrożę, aby cię ugryźć.
 - Co ma do tego jego Alfa?
 - Jesteście tacy sami. Ty nie chcesz go, a on nie chce ciebie. Tylko, że jego alfa chce ciebie, a twoja Omega jego. Po prostu jak z dziećmi. Gdybyście tylko dopuścili do władzy swoje drugie ja już pierwszego dnia w kawiarni byście to zrobili. Mając gdzieś to, że inni patrza.

     ****
 O.K.
 Postanowiłem.
 Dogadałem się z moją Omegą. Przedyskutowaliśmy tą kwestię. Oboje. Szanując swoje zdanie i poglądy. Ona uszanowała moją niechęć do wszelkich Alf i wysłuchała co mam do powiedzenia. Ja wysłuchałem jej starając się spojrzeć przez jej różowo-lukrowy pryzmat na Pablo.
 Podsumowując.
 Pablo szanuje Omegi, nie narzuca im swojego zdania ani woli. Jest inny. Pomaga nam, a czasami ma przebłyski tego, że o nas dba.
 Myśląc o nim w tej kwestii kilka długich dni i nocy doszedłem do druzgocących wniosków.
 Tak samo jak moja Omega chcę Pablo. Chcę jego jak i jego Alfę. I nie, że moja Omega tego chce. To ja tego chcę! A najgorsze jest to, iż wiedziałem że i tak nie będę go mieć.
 Ponieważ jestem Omegą.
 A on najbardziej na świecie nie chcę się właśnie z żadną wiązać.


     *****


 Wiedziałem, że tym ruchem wywołam zamieszanie w jadalni, w której znajduje się ciotka z rodziną oraz znajomi Lano, którzy przyszli odbębnić z nim kilka zaległych projektów.
 Z początku każdy spojrzał na mnie tak normalnie, odpowiadając na moje powitanie i wrócili do swoich wcześniejszych czynności. Ale kiedy tylko zasiadłem do stołu coraz więcej osób zaczęło mi się przyglądać z niedowierzaniem
 Nie zdziwiłem się kiedy po chwili usłyszałem ostrzegawcze warczenie. Każdy odsunął się ode mnie momentalnie nie chcąc niepotrzebnie drażnić zaborczej natury Pablo. Widać było, że chłopak jest niezadowolony z faktu iż to znowu jego Alfa wzięła górę i postanowiła się odezwać.
 - Nora gdzie masz obrożę?- Zapytała moja kuzynka. Była zaskoczona Z resztą jak wszyscy o czym chwilę wcześniej wspomniałem. No i tylko ona miała na tyle odwagi aby zadać nurtujące wszystkich pytanie przy wtórze warczenia Pablo. Widać było, że chłopak ma problem z zapanowaniem nad swoją Alfą. Wzruszyłem ramionami. Za chwilę i tak mu przejdzie i będzie miał mnie głęboko gdzieś.
 - Zdjąłem.
 - Dlaczego?
 - A dlaczego by nie. Nawet jak jej nie mam żadna Alfa bez mojej zgody nie ma prawa mnie ruszyć.
 - Innofre.- Zagapiłem się na Pablo bo to on użył w ten osobliwy sposób mojego imienia.- W tej chwili idź z łaski swojej ubrać tą cholerną obrożę, bo jak nie to sam osobiście ci w tym pomogę nim się na ciebie rzucę.
 - Nie ty, a twoja Alfa. i tak w sumie mi to zwisaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!- Krzyknąłem, kiedy zostałem gwałtownie uniesiony do góry i zarzucony na ramię człowieka giganta. Bez słowa ruszył ze mną w stronę schodów.- Pablo! Postaw mnie do cholery jasnej! Masz mnie postawić ty.... ty.... ty.... zmutowana genetycznie brzozo!
 - Sam się o to prosiłeś. I nie krzycz.
 - Bo co? Już nawet nie mam prawa....
 - W tej kwestii nie!- Rzucił mnie na łóżko w moim pokoju i rozejrzał się po nim dokładnie. Wiedziałem czego szuka. Kiedy ją znalazł podszedł do mnie razem z obrożą w ręku.
 - Nie! Ja nie chcę!
 - Nie rozumiesz, że mogę Ci się stać coś złego. Że ja mogę Cię zaatakować?!
 - Może ja właśnie tego chcę?!- Krzyknąłem. Warknął i popchnął mnie na poduszki po czym usiadł na mnie okrakiem. Miał całe czerwone oczy. Z jego ust wystawał ostre kły. Wkurwił się na całego. Ale ja nie miałem zamiaru tak łatwo odpuścić. Broniłem się, kopałem, szczypałem, drapałem, ale nie miałem najmniejszych szans. Zapiął obrożę na mojej szyi i zostawiając swoje dłonie pochylił się delikatnie w moją stronę.
 - Wiem Mały, że chcesz. Od jakiś trzech miesięcy chcesz. Obiecuje, że to ja cię ugryzę i zostanę twój. Ale to jeszcze nie ten moment. Poczekaj do ukończenia szkoły. Po zakończeniu roku szkolnego pierwsza ruja jaką dostaniesz będzie momentem kiedy cię oznaczę. Dobrze?- Zapytał patrząc mi głęboko w oczy. Czekał cierpliwie. Wiedziałem, że przemawia teraz świadomy swoich słów Pablo mimo, że jego oczy w niektórych miejscach zmieniły barwę na czerwoną. Alfa czaiła się pod powierzchnią obserwując mnie uważnie. Jedyna Alfa której pragnąłem i która nie zrobi mi krzywdy.
 - Dobrze.- Odparłem cicho. Pochylił się nade mną i pocałował mnie delikatnie w czoło.
 - Dziękuje, że na mnie poczekasz, ale proszę Cię. Nie ściągaj tej cholernej obroży.


      ****


 Tak jak obiecał tak zrobił. W wakacje po zakończeniu roku szkolnego oznaczył mnie i uczynił swoim. Chociaż on mówił, że się mylę, bo to ja uczyniłem go swoim i to on należał do mnie.
 Poszliśmy na ten sam uniwerek, a kiedy obaj obroniliśmy swoje prace magisterskie Pablo dotrzymał kolejnego danego mi słowa i został moim mężem.
 Alfa nienawidząca Omegi.
 Omega nienawidzący Alfy.
 Z jednym wyjątkiem dla obu przypadków. Bo jak kochać to tylko jedno i na zawsze. Z własnego wyboru, a nie wyboru więzi i pragnień ciała. Jeżeli przetrzyma się pragnienia pozna się naprawdę danego człowieka. Wtedy pragnienia i więź to miły dodatek do prawdziwego uczucia.
 Tylko wtedy jest się naprawdę szczęśliwym.....



Koniec:)

***************************************************************************

I to tyle z naszej historii się wyklarowało. 
Zyczę wam miłego popołudnia i pozdrawiam serdecznie:)
Gizi03031