niedziela, 22 października 2017

Fallen- rozdział 5

Hejka.
Trochę późno godzinowo dodaje dzisiaj rozdział, ale cóż.... może być jeszcze gorzej.
Chyba uda mi się dostać do takiej pracy przy której nie będę miała czasu nawet podrapać się po tyłku, a co dopiero coś napisać. Dlatego muszę jak najszybciej skończyć pisać to długie opowiadanie, o którym wam ostatnio wspominałam (zostało mi dosłownie trzy rozdziały do końca), bo w końcu będzie krucho i przestane tutaj cokolwiek dodawać.
A póki co....
Cieszmy się, że mam co dodawać i zapraszam do czytania:)
**********************************
Fallen. Ta nazwa przewijała się dookoła mnie od kilku dni. Nie wiem od ilu, bo nie mam kompletnie pojęcia jak długo byłem przez nich przetrzymywany. Ale nie ważne ile bym tam nie był ciągle mówili o tym samym.
Fallen.
Kojarzyłem tą nazwę ze szkoły. Fallen- upadli Aniołowie. Ale nie wiem o co im chodziło? Czy to jakaś sekta, czy przećpane umysły, które pytały mnie czy wiem gdzie znajduje się Fallen i jego wspólnik. Gapiłem się na nich jak na idiotów, poleciłem leczenie w najbliższym psychiatryku, albo zmianę dilera przez co oni bardziej się wściekali a ja bardziej dostawałem.
Rano dostawałem bardzo skromny posiłek oraz szklankę zimnej wody. Pozwolono mi skorzystać z toalety. Później przychodziło dwóch facetów (nie tych, którzy dorwali mnie w parku). Pierwszego dnia jak przyszli rzucili mi na nogi mój telefon który wcześniej mi skonfiskowali. Wystarczyło jedno zerknięcie na ekran abym wiedział dlaczego to zrobili. Brak zasięgu. Ale to tak konkretnie, bo nawet alarmowe mi nie wchodziły. Mogłem jedynie pograć sobie w jakieś gierki lub posłuchać muzyki jeżeli chciałem. A nie chciałem. Chciałem aby bateria wytrzymała jak najdłużej. 
Później zadawali mi pytanie. Ciągle te samo. Gdzie jest Fallen? O nic więcej nie pytali, tylko o jakiegoś cholernego upadłego Anioła z ich przyćpanych umysłów.
Na obiad dostawałem szklankę ciepłej herbaty.
Później przychodziła jedna kobieta. Która pytała o to samo. Jak nie potrafiłem udzielić odpowiedzi nie szczędziła sobie ciosów na moim ciele.
Na kolację dostawałem kubek z ciepłym mlekiem. Pozwalano mi skorzystać z łazienki. Przed snem cała trójka zadawała mi pytania. A jak nie udzieliłem odpowiedzi w wyznaczonym przez nich czasie wychodzili zostawiając mnie samego aby wrócić ponownie tuż nad ranem.
Schemat ten pojawiał się od kilku dni. Dzięki temu udało mi się wykombinować pewien plan. Wiedziałem, że jeżeli nie podziała to mnie zabiją, ale wole to niż tą ciągłą niepewność.
Chciałem wrócić do domu. Do Kiliana. Kłócić się z nim, obrażony zamykać się w swoim pokoju, zjeść z nim przyszykowany przez niego obiad. W nocy nasłuchiwać czy już wrócił do domu
i czy wrócił sam czy z kimś. Mogę nawet czekać przed blokiem aż skończy się jebać z jakąś dziwką
w moim pokoju chociaż później przeżywałbym katusze, ale wolałem to niż ten stan teraz. Mogłem cierpieć tak jak to się działo do teraz i nic mu nie powiedzieć, ale być z nim. Nawet nie wiedziałem kiedy zacząłem na niego patrzeć inaczej niż na podopiecznego mojego ojca z pracy. Chociaż to stwierdzenie było bardzo naciągane. Co ja o nim wiedziałem? Mój ojciec był jego wychowawcą
w liceum. Uczył go matematyki. Kiedyś po prostu przyprowadził go do nas do domu kiedy byłem
w pierwszej gimnazjum i powiedział, że to jego były uczeń, który u nas zamieszka. I zamieszkał. Pomagał w domu, dbał o moich rodziców, mnie unikał jak diabeł święconej wody. Był dla moich rodziców upragnionym synem, którego zawsze chcieli, ale jak się okazało w późniejszych latach, ja-ich pierworodny i jedyny syn okazał się kompletną porażką. To Kilian napisało do mnie na koniec gimnazjum, że mam wracać do domu bo moi rodzice mieli wypadek samochodowy i nie wiadomo czy z tego wyjdą. To on przekazał mi wiadomość, że moi rodzice nie żyją. To jego moi rodzice wybrali na mojego opiekuna gdyby coś im się stało. To on o mnie dbał mimo, że robił to w dość pokręcony sposób. To on był tym, w którym się zakochałem. Nie wiem kiedy ale zorientowałem się co do niego czuje na początku drugiej klasy liceum. Oczywiście ukrywałem to. Dostać od niego za odzywki, problemy czy złe stopnie to co innego niż zostać zabitym dlatego, że obdarzyłem go jakimiś większymi uczuciami niż szacunek i przywiązanie. Przecież to musi być obrzydliwe, kiedy inny chłopak się w tobie zakochuje. Pewnie nie przeszkadza mu to, że jego kolega z pracy ma chłopaka (Michael i Eighto), jak i pewnie nie przeszkadza mu zapinanie tyłków tych męskich dziwek skoro im za to płaci i nie ma w tym żadnej miłości. Ale jak już by miał to robić z facetem z miłości… jakoś sobie tego nie wyobrażam. W pewnym momencie tego pseudo przesłuchania zacząłem się nawet śmiać, kiedy wyobraziłem sobie jego minę jaką by zrobił gdyby się dowiedział, że to o nim myślałem kiedy sobie „waliłem” jak on to ładnie określił. Oczywiście za ten śmiech dostałem w twarz. W końcu moi oprawcy nie wiedzieli co jest takiego śmiesznego w pytaniu „Gdzie jest Fallen?”
Serio. Czy ja tak dużo wymagałem? Przeczekać w spokoju do dnia kiedy będę mógł się wyprowadzić od niego. Zapomnieć o moim nieodwzajemnionym uczuciu. Zakochać się w kimś kto to odwzajemni. Ale nie. Bo po co. Najlepiej, aby w mój piękny i misterny plan wpakowała się jakaś zgraja naćpanych fanatyków religijnych, która poszukiwała upadłych aniołów!

**
Zakryłem pospiesznie usta. Nigdy nie sądziłem, że moja próba ucieczki przebiegnie w tak szybki i chaotyczny sposób. Po pierwsze planowałem uciec w całkowicie inny sposób niż to
w rzeczywistości przebiegło. No bo sorry, skąd mogłem wiedzieć, że kolejną osobą, która przyniesie mi ciepłe mleko przed snem będzie nie kto inny jak Medard mój stary znajomy z gimbazy. Z początku mnie nie poznał. No tak zmieniłem kolor włosów, powyciągałem kolczyki, byłem bez butów,
z brudnymi spodniami i podartą koszulką. Twarz zdobiły siniaki oraz liczne zadrapania. Sam bym się pewnie nie poznał gdybym się zobaczył w lusterku.
On mnie nie poznał. Ja uczyniłem to od razu. W końcu to mój stary kumpel. Dziwne by było gdybym nie wiedział kim jest. Podał mi kubek z mlekiem i już chciał wyjść kiedy drżącym głosem zapytałem go dlaczego dla nich pracuje. Ten odwrócił się gwałtownie w moją stronę. Popatrzył na mnie chwilę po czym po prostu wyszedł.
Wrócił po dwóch godzinach. Wyprowadził mnie z tej piwnicy. Powiedział, że przez jakąś godzinę jesteśmy sami. Kazał się uderzyć czymś w głowę i uciekać najszybciej jak potrafię.
Zrobiłem tam. Uciekłem najszybciej jak mogłem po tym jak mu przywaliłem. Przeprosiłem go jeszcze, ale kazał mi grzecznie „wypierdalać” po czym udał, że upadł na korytarzu i tak sobie leżał
i czekał aż pozostali wrócą. Nie zdążyłem go zapytać co tutaj robił i dlaczego tutaj był.
Ukrywając się między drzewami gnałem przez ciemny las starając się iść wzdłuż jezdni, która znajdowała się po mojej prawej stronie. Nie wiedziałem gdzie zmierzałem, nie wiedziałem gdzie jestem, ale wiedziałem, że muszę się dostać do jakiegoś miasta. I musiałem tego dokonać sam. Skąd mogłem wiedzieć czy samochód, który bym przypadkowo zatrzymał prosząc o pomoc nie okazałby się samochodem moich oprawców.
Co chwile syczałem i jęczałem z bólu kiedy szyszki i różnego rozmiaru badyle wbijały mi się w stopy okryte tylko już niestety nie białymi skarpetami. Było mi zimno, ale zacisnąłem zęby próbując w ten sposób zwalczyć ból i jaki towarzyszył chłodowi.
Nie wiedziałem ile tak szedłem, może z godzinę a może dziesięć minut, ale kiedy w końcu przeszedłem jakiś kawałek trasy na moim telefonie, który wskazywał 1% energii baterii pojawiła się pierwsza kreska zasięgu. Musiałem zbliżać się do jakiegoś miasta. Kiedy tylko pojawiła się owa kreska zasięgu mój telefon zaczął co chwile wibrować przyjmując masę wiadomości oraz połączeń nieodebranych. Zerknąłem na wyświetlacz i o mało co się nie potknąłem o swoje stopy kiedy dojrzałem tam absurdalną liczbę wiadomości i połączeń. Tak na oko więcej niż 80% z nich należało do Kiliana. Chciałem do niego zadzwonić, ale w tym momencie mój telefon zawibrował ostatni raz
i padł. Zakląłem cicho pod nosem zatrzymując się na chwilę. Nie miałem już siły iść, ale wiedziałem że musze. Muszę wrócić, chociaż niemiałem pojęcia czy mam do czego i gdzie wracać. Kilian pewnie urządził wielką imprezę na pół naszego bloku świętując to, że w końcu zostawiłem go w spokoju
i zniknąłem. Pewnie jest tam też kilka dziwek.
Gangbang z okazji mojego zniknięcia.
Ta…. To takie w jego stylu.
- No dalej Fabio. Uda ci się.- Mruknąłem pod nosem dodając sobie samemu otuchy
i zmusiłem moje ociężałe nogi do wspólnej współpracy.
Po przejściu dokładnie Siedmiuset czterdziestu dziewięciu kroków dojrzałem pomiędzy drzewami jakieś światła. Nikłe przebłyski. Skupiłem na nich swój wzrok. Wiedziałem, że muszę iść. Iść w stronę światła, a tyle razy nam powtarzano „Nie idź w stronę światła”  no i chuj musiała się obudzić moja buntownicza natura i na przekór wszystkim ruszyłem w stronę tego cholernego światła. Po przejściu dwustu dwunastu kroków, które boleśnie odcisnęły swoje piętno na moich stopach zobaczyłem pierwsze budynki.
Wytarłem pospiesznie łzy z twarzy. Nigdy nie sądziłem, że popłaczę się na widok swojej szkoły. Chociaż aktualnie znajdowałem się w takim stanie psychicznym i fizycznym, że zapewne ucieszyłby mnie widok kosza na śmieci.
Przyspieszyłem kroku chowając się między budynkami. Musiało być już późno, bo na swojej drodze nie spotkałem żadnej żywej duszy, a światła w większości mijanych przeze mnie domach były pogaszone. Dobrze, że znałem kilka skrótów dzięki, którym udało mi się dojść do domu po jakiś dziesięciu minutach. Było mi zimno, nie czułem nóg, bolała mnie prawa ręka oraz połowa ciała, ledwo co widziałem przez swoje podpuchnięte i załzawione oczy, ale wiedziałem, że nie mogłem się poddać. Każdy szmer jaki usłyszałem przyprawiał mnie o mini zawał serca. Wiele razy chciałem się już poddać, usiąść na ulicy i normalnie się po płakać.
I co z tego, że byłem facetem!
No bez przesady! Każdy by wymiękł gdyby go porwano i zadawano w kółko to samo pytanie,  które jak na złość nie zna się odpowiedzi. Czy ja tak dużo wymagałem? Chciałem ciszy, spokoju, ciepła…. Chciałem zobaczyć Kiliana. Boże, nawet jeżeli się z kimś bzykał chciałem go zobaczyć chociaż na chwilę. Może na mnie nakrzyczeć, może być zły, może mi nawet ponownie wlać pasem nie obchodziło mnie to.
Chcę wrócić domu.
Stanąłem w bramie proszącej na plac zabaw znajdujący się przed naszym blokiem. Rozejrzałem się dookoła, ale nikogo nie widziałem. Wziąłem dwa głębokie wdechy i szybko jakby mnie ktoś gonił wpadłem szybko na schody, które miały mnie zaprowadzić do góry… do Kiliana.
Wszędzie panowała cisza i ciemność.
Która mogła być godzina?
Spojrzałem na swoją roztrzęsioną rękę, kiedy wyciągnąłem ją w kierunku klamki. Nacisnąłem na nią delikatnie, ale drzwi były zamknięte. Zdusiłem w sobie głośny szloch.
Nikogo nie ma?
Nacisnąłem delikatnie na dzwonek do drzwi.
Raz.
Drugi raz.
Trzeci.
…Czarty…
Kiedy miałem po raz kolejny nacisnąć na ciemny przycisk usłyszałem jakiś trzask dobiegający ze środka. Drgnąłem. Ktoś był w środku. Zagryzłem mocno dolną wargę, aby nie zacząć krzyczeć.
- …Zajebię tych pierdolonych domokrążców! Pojebało ich do reszty łazić o tej godzinie po domach!- Usłyszałem dobrze znane mi warknięcie. W moje serce zaczął skradać się spokój. Nacisnąłem ponownie dzwonek, aby go pospieszyć, a on ponownie zaklął. Usłyszałem szczęk zamka, a po chwili drzwi otworzyły się z rozmachem. Stał tam. Ubrany w czarne bokserki i szarą bluzę od dresu pod którą niczego nie miał. Rozczochrane włosy, zamglone spojrzenie, na lewym policzku odcisk poduszki świadczył o tym że spał. A wiedziałem, że Kiliana się nie budzi jak śpi. Przez to stawał się bardzo, ale to bardzo agresywny. Spojrzał na mnie otwierając buzie, aby już „zajebać tym pierdolonym domokrążcą”, ale zatrzymał się gwałtownie i otworzył szeroko oczy. Odwróciłem głowę w bok nie mogąc powstrzymać cisnących mi się do oczu łez.- Boże, Fabio.- Powiedział delikatnie
i przyciągnął mnie mocno do siebie ukrywając mnie w swoich ramionach. Wtulił swój policzek
w moje ramię. Objął mnie mocno. Nie mogłem powstrzymać głośnego szlochu jaki wyrwał się
z mojego gardła. Kolana się pode mną ugięły, kiedy zacząłem głośno łkać, szlochać i krzyczeć w jego silnych ramionach.
Nie pozwolił mi upaść przytulając mnie mocniej do siebie. Poczułem się tak jakby ktoś właśnie okrył mnie jakimś płaszczem, który miał za zadanie odpędzić ode mnie wszystko to co złe i co chciało mnie zranić.
*************************************
I jak wam się podobało??
Standardowe pytanie bez odpowiedzi;/
Pozdrawiam i do następnego:)
Gizi03031

sobota, 14 października 2017

Fallen- Rozdział 4

Hejka.
Zapraszam na kolejny rozdział.
Mam nadzieję, że wam się spodoba:)
*****************
W łazience do prania wylądowało dosłownie wszystkie rzeczy, które można wyprać z mojego pokoju. Pościel, firanka, wszystkie ciuchy, poduszki, dywanik, obrusik z komody, karnisz od lampki nocnej. Na balkonie stał już wyprany przeze mnie materac, kołdra i duża poduszka. Każdy zakamarek mojego pokoju został wyczyszczony i zdezynfekowany pięciokrotnie. Po tym jak szósty raz wyszorowałem podłogę na kolanach i zabrałem się na jej staranne pastowanie w przejściu stanął Eighto.
- Kilian woła cię na obiad.
- Niech spierdala ze swoim jebany obiadem i niech te dziwki nim nakarmi. Nie pójdę do tej jebanej kuchni dopóki nie wyczyszczę całego pokoju. – Warknąłem głośno. Mimo otwartego okna
i używania dosłownie co chwilę odświeżacza do pokoju nie mogłem się pozbyć wrażenia, że w moim pokoju śmierdzi. Śmierdzi potem, spermą i dziwkami.
- Fabio. Proszę. Później ci pomogę.
- Nie dzięki.
- Nie chce tam sam z nimi siedzieć.- Szepnął błagalnie. Jęknąłem głośno pod nosem. kiedy wstawałem na równe nogi i ruszyłem za nim do kuchni. Kilian siedział już przy stole. Koło niego siedział Michael. Eighto usiadł naprzeciwko swojego opiekuna i spojrzał na mnie zachęcająco, abym usiadł koło niego i co za tym szło naprzeciwko Kiliana.
- Smacznego.- Powiedziała cała trójka. Burknąłem coś niezrozumiałego pod nosem.
-Mów normalnie.- Kilian wypuścił zrezygnowany powietrze z płuc.
- Spierdalaj.
- Przestań okazywać swoje fochy przy gościach.- Warknął na mnie. Spojrzałem na niego spod byka.
- Wole okazywać fochy niż gołą dupe i to jak w NIE SWOIM pokoju zapinam jakieś dziwki!- Krzyknąłem na niego.
- Zacznij się zachowywać, bo resztę dnia oraz wieczora spędzisz na dworze.- Powiedział
i zabrał się za jedzenie. Spojrzałem na niego mrużąc oczy. Wzruszyłem ramionami i wstałem od stołu. Z koszyka leżącego na mikrofalówce sięgnąłem po dwa jabłka. Z szafki wyciągnąłem batonika czekoladowego. A z lodówki butelkę soku.- A ty gdzie?- Zapytał zaskoczony Kilian.
- Na dwór.- Warknąłem i nie zważając na ich słowa podszedłem do drzwi wejściowych i po wcześniejszym zapakowaniu swoich rzeczy do plecaka, z którym byłem na zakupach wyszedłem
z domu trzaskając mocno drzwiami. Jutro rano wrócę do domu, rozejrzę się za jakąś robotą, a jak odłożę sobie jakąś sumkę, to się od niego wyniosę. Nie interesowało mnie to, co kiedyś tam moi rodzice napisali w spadku. Nie miałem zamiaru mieszkać z nim przez dziesięć lat, aby uzyskać dostęp do spadku. Niech on go sobie zatrzyma i już więcej mi się nie pokazuje na oczy.
- Fabio!- Usłyszałem krzyk za sobą. Nie odwróciłem się, ani nie zatrzymałem. Moim celem był najbliższy park. Nie zdążyłem przejść nawet czterech kroków, kiedy ktoś (wiedziałem kto) zatrzymał się z impetem na moich plecach.
- Kurwa Eighto!- Warknąłem na chłopaka.- Czego chcesz?
- Miki mnie za tobą wysłał.
- Po chuj?
- Bo chce na osobności pogadać z Kilianem.
- I ty masz mnie pilnować??
- Nie muszę tego robić. Od tego jest twój opiekun.
- Który jest chujowy.- Prychnąłem siadając na jednej z huśtawek w środku parku. Syknąłem głośno, kiedy zabolały mnie zranione wczoraj pośladki.
- Boli cię coś?- Zapytał chłopak siadając na sąsiedniej bujawce.
- Dupa.- Powiedziałem zgodnie z prawdą. Chłopak zaśmiał się cicho.
- A od czego boli cię ta dupa??- Zapytał sarkastycznie. Wiedziałem co sobie pomyślał. Każdy by pomyślał o tym samym.
- Przez Kiliana.- Odparłem. Chłopak zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Co ci zrobił Kilian, że cię dupa boli?
- Nie to co myślisz.- Pokazałem mu język, kiedy uśmiechnął się wrednie pod nosem.- Kara za wczorajsze.
- Czyli??
- Dwadzieścia razów pasem.- Odparłem. Spojrzał na mnie wybałuszając szeroko oczy. Wzruszyłem ramionami.
- żartujesz?
- Uwierz mi, i ja i moja dupa nie marzymy o niczym innym aby to był żart.
- To ja już nic nie rozumiem.- Jęknął załamany chłopak. Spojrzałem na niego.
- Hmmm??
- No bo myślałem, że boli cię dupa od dobrego seksu z Kilianem. No i że wczoraj się z tobą seksił a dzisiaj z tymi dziwkami to dlatego wpadłeś w taką złość i się na nich rzuciłeś.- Powiedział beztrosko chłopak gapiąc się w niebo.
- Boli mnie dupa, bo ten idiota wlał mi w nią pasem, a wkurwiłem się na niego bo miał czelność pierdolić się z tymi dziwkami w moim pokoju. Gdzie na samym początku jeszcze jak żyli moi rodzice mieliśmy postawione jasne zasady. A jedną z nich jest ta, że pokój drugiego to rzecz święta i nie włazimy tam bez wcześniejszego zaproszenia.  Po śmierci rodziców i przeprowadzce do nowego mieszkania powiedzieliśmy sobie że stare zasady obowiązują na nowym mieszkaniu. Kurwa ja nawet nie wiem jak wygląda jego pokój bo nawet przelotem go nie widziałem, a on miał czelność się pierdolić w moim!
- Ja to bym Mikiemu chyba chuja przy samej dupie uciął.
- Słucham?
- Mówię, że jakbym takie coś zobaczył u mnie w domu, to bym Mikiemu chuja przy samej dupie uciął.
- Dlaczego? Mi nie przeszkadza to, że on się z kimś pierdoli, tylko to, że robi to w moim pokoju.
- A mi by przeszkadzało to, że Miki kogoś pierdoli dlatego uciąłbym mu chuja przy samej dupie.
- Ale dlaczego?
- Bo skoro pierdoli mnie, to nie ma prawa tego robić z nikim innym. Logiczne.- Powiedział. Wbiłem mocno pięty w ziemię, aby się zatrzymać i spojrzałem na niego oniemiały.
- To twój opiekun?
- Oficjalna wersja.
- A prawdziwa wersja?
- Od roku maż.- Powiedział cicho. Otworzyłem szeroko oczy i usta.- Mucha ci wleci.- Upomniał mnie.
- Chuj z tą muchą.- Jęknąłem. Zaśmiał się cicho.
-Masz kogoś?- Zapytał ni z gruszki ni z pietruszki. Pokręciłem przecząco głową.- A lubisz kogoś w ten szczególny sposób?
- Twoje pytanie jest podchwytliwe?
- Proste jak budowa cepa.
- Lubię.- Krótka odpowiedź i zero pytań.

**
- Nie wracasz do domu?- Zapytał Eighto kilka godzin później kiedy nadal siedziałem z nim
w tym samym miejscu. Dużo rozmawialiśmy. Śmieliśmy się czy też krzyczeliśmy na siebie. Szkoda, że nie poznaliśmy się w trochę innych okolicznościach. Wbrew pozorom okazało się, że mamy ze sobą dużo wspólnego i lubimy swoje towarzystwo.
- Wrócę dopiero rano.
- Masz jakąś bluzę?
- Nie.
- Poczekasz tutaj chwilę. Przyniosę ci jakąś.- Powiedział. Po chwili zastanowienia kiwnąłem głową.
- Dzięki.- Powiedziałem kiedy ruszył w kierunku mojego mieszkania. Pomachał tylko ręką. Nic więcej nie powiedział. Dookoła mnie panowała cisza, co było bardzo dziwne zwarzywszy na to gdzie się znajdowałem i o jakiej porze. Normalnie powinna być tutaj teraz zgraja dzieciaków oraz powinien tutaj docierać hałas z ulicy. Zmarszczyłem czoło. Ta cisza nie była normalna. Dudniła boleśnie po uszach. Przez to wszystko miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Przekląłem swoją głupotę. Dlaczego nie poprosiłem Eighto o jego numer telefonu?? Tak mógłbym do niego zadzwonić
i zapytać czy już wracał. Zerknąłem na zegarek telefonu, który trzymałem w kieszeni. Zbliżała się dwudziesta trzecia. Wybrałem numer domowy. Skoro wyszedł z parku jakieś dwadzieścia minut już powinien być na miejscu. Schowałem telefon do kieszeni spodni i włożyłem do uszu słuchawki. Lubiłem rozmawiać w ten sposób. Nie męczyłem wtedy ręki.
- Tak?- Telefon odebrał Kilian. Jakoś nie chciałem z nim teraz rozmawiać, ale cóż…- Halo?
- Eighto już doszedł do domu?- Zapytałem cicho kopiąc czubkiem buta dołek pod huśtawką.
- Właśnie zabiera się z  powrotem do ciebie.- Mruknął mężczyzna do telefonu. Nie zapytał czy wracam, nie zapytał gdzie jestem. Widać jak się mną przejmuje.
- Możesz gopoprosić, aby zagęszczał trochę ruchy?- Odparłem. Usłyszałem głośne westchnięcie, na dźwięk którego miałem ochotę wyrywać sobie włosy z głosy.
- Słuchaj no…
- Hej Maleńki.- Usłyszałem głos za sobą. Wyciągnąłem gwałtownie słuchawki z uszu pozwalając im zawisnąć na koszulce tuż koło szyi. Nie rozłączyłem się. Za mną stało dwóch wysokich mężczyzn. Nie widziałem dokładnie ich twarzy, które częściowo skrywały kaptury, a częściowo maseczki chirurgiczne. Wstałem z huśtawki. Wolałem mieć ich mniej więcej na tej samej wysokości, chociaż i tak byli ode mnie wyżsi.- Co tutaj robisz tak samiutki?- Zapytał ten sam facet. Ten co stał dalej ode mnie. Mimo, że to tamten się odzywał wolałem się skupić na tym co stał bliżej mnie.
- Nie jestem sam.- Warknąłem do nich. Eighto! Kurwa! Pospiesz się!
- Jak to nie, jak tak.
- Znajomi poszli do sklepu po coś do jedzenia i picia, a ja pilnuje dla nich miejscowy.
- Znajomi? Ten fioletowy kłaczek z rozwalonym nosem, który zniknął jakieś dwadzieścia minut temu?- Zapytał ten co stał bliżej mnie. Drgnąłem delikatnie. Obserwowali mnie od dłuższego czasu.
- No cóż… szkoda, że ten dzieciak nie wrócił. Byłoby was dwóch, ale tylko ty
w szczególności nam wystarczysz.- Powiedział ten drugi mężczyzna. Nie myśląc długo rzuciłem się do ucieczki.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa!- Mówiłem pod nosem.- Nie wiem jak wyglądają.- Mruknąłem zdając sobie sprawę z tego, że Kilian nadal stał przy telefonie i słuchał całego tego zajścia. Ale czy na pewno? W końcu miał mnie gdzieś, to po co miałby sobie zawracać głowę tym, że właśnie teraz bardzo by mi się przydała jego pomoc.
Upadłem na ziemię powalony ciężarem jednego z mężczyzn. Jęknąłem głośno.
- Nie tak prędko Maleńki.- Wysapał do mojego ucha. Teraz nie wiedziałem, który to który.
- Spierdalaj! Złaź ze mnie zboczeńcu!- Krzyczałem najgłośniej jak potrafiłem. Mój lewy policzek przeszył ból kiedy dostałem od zalegającego na mnie napastnika. Wciągnąłem głośno powietrze przez zaciśnięte zęby.
- Zamknij ryj kurwo!- Warknął na mnie siadając mi na biodrach. Zacząłem się pod nim rzucać próbując się jakoś uwolnić, ale koleś był dla mnie stanowczo za silny i za wielki. Wiedziałem, że nie powinienem, ale zacząłem wpadać w panikę. A panika mi w niczym nie pomoże.
- Dasz sobie radę?- Zapytał wspólnik tego ciężkiego idioty.
- Pomóż mi.- Odparł tylko i obaj unieśli mnie do góry po czym ten wyższy zarzucił sobie mnie nie ramie i ruszył w nieznanym mi kierunku. Zacząłem się szarpać, rzucać  i krzyczeć. Nie przestawałem nawet kiedy na mojej twarzy dwukrotnie zatrzymała się pięść drugiego napastnika. Mój plecak został w miejscu, w którym upadłem. Tak blisko głównej drogi. Boże ja nawet uczepiłem się pobliskiego znaku drogowego, aby tylko mnie ze sobą nie zabrali. Trzymałem się go bardzo długo
i bardzo mocno, ale silne uderzenie z góry i przeraźliwy ból sprawiły, że puściłem moją deskę ratunku. Chyba złamali mi rękę?
- Ruchliwa ta kurwa.- Warknął ten co starał się mnie uciszyć na wszystkie możliwe sposoby.
- Oby w łóżku była taka sama.- Rzucił ten co mnie niósł. Wygiąłem się w drugą stronę po czym z całej siły uderzyłem do ręką, która nie bolała w skroń. Upuścił mnie na chodnik niedaleko parkingu, na który mnie prowadzili. Zacząłem się czołgać w przeciwną stronę, próbując jednocześnie stanąć o własnych siłach i uciec. Nie zrobiłem nawet trzech kroków, kiedy czyjaś ręka szarpnęła za moje krótkie włosy. Krzyknąłem z bólu, próbując się jednocześnie odwrócić i zaatakować napastnika.
- No ja pierdole.- Warknął mężczyzna po czym straciłem przytomność, kiedy zostałem uderzony w głowę.
************************************
I jak wam się spodobało??
Za tydzień zapraszam na kolejny rozdział:)
Pozdrawiam Gizi03031;*

sobota, 7 października 2017

Fallen- rozdział 3

Hejka!
Startujemy z nowym rozdziałem Fallen.
Tak policzyłam, że razem z One Shotem do tego opowiadania będę je dodawać przez najbliższe pięć tygodni, a więc mam 5 tygodni aby dokończyć moje jedno z długich opowiadań (uwierzycie, że zostały mi tylko trzy rozdziały i będzie koniec), przez co nie będę musiała się jakiś czas martwić o rozdziały. Tylko muszę przysiąść i tamto dokończyć.
A teraz zapraszam was do kontynuacji ten historii.
Mam nadzieje, że wam się spodoba:D
**************************
Leżałem u siebie w pokoju wtulając zapłakaną twarz w poduszkę, która trochę tłumiła mój głośny i nerwowy szloch. Bolał mnie cały tyłek przez co musiałem leżeć  na brzuchu. Słyszałem jak Kilian krząta się po kuchni, ale wiedziałem, że nie przyjdzie do mnie do pokoju. Jęknąłem głośno kiedy mój tyłek znowu zapiekł żywym ogniem.
Serio już wolałbym, aby to mnie tak bolało, bo ten idiota by mnie przerżnął jak by się większości ludzi wydawało gdybym im powiedział, że mnie dupa boli. Ale ciekawe jakie by miny zrobili gdybym im powiedział, że boli mnie od tego, że dostałem prawie dwadzieścia razy grubym, skórzanym pasem w tyłek. Cienki materiał bokserek nie był zbytnio wielkim ratunkiem dla delikatnej skóry pośladków.
Rozejrzałem się po swoim pokoju. Nie był może największy ale bez trudu zmieścił w sobie dwuosobowe łóżko koło którego stało biurko nad którym wisiał regał z książkami. Tak samo jak nad całą długością łóżka wisiała półka z masą przedsionków przeznaczoną na książki lub inne pierdoły.
W nogach łóżka znajdowała się szeroka i długa komoda. Za komodą wcisnąłem Jeden w czterech foteli w kształcie piłki sportowej (w tym przypadku padło na piłkę od nogi). Na przeciwko jednego
z dziwnych foteli stał Niki stolik oraz dwie kolejne piłki (koszykowa oraz siatkowa). Fotel w kształcie piłki o footbolu amerykańskiego stał bardziej na środku pokoju. Za raz za moimi dziwnymi fotelami stała szeroka szafa. Za drzwiami które znajdowały się pomiędzy szafą, a biurkiem wisiał wieszak, na którym aktualnie wisiał mój mundurek szkolny oraz dwie bluzy, które nosiłem jak w domu było chłodniej. Ściany w kolorze ciemnego fioletu. Jeden kwiatek w doniczce.
- Przestań wyć i na obiad chodź.- Warknął Kilian wciskając głowę pomiędzy drzwi a futrynę
i zerknął na mnie. Nie wiem, który raz żałowałem, że nie mam łóżka zaraz obok drzwi. Gdyby tak było to już teraz bym mu przytrzasnął ten jego durny łeb drzwiami i miałbym święty spokój.
- Nie jestem głodny.
- Nie wkurwiaj mnie dzieciaku. Masz pięć minut aby pojawić się w kuchni i zjeść cały obiad.- Powiedział i zamknął drzwi od mojego pokoju.
- Spierdalaj.- Mruknąłem cicho pod nosem po czym jęcząc cicho wstałem z łóżka i człapałem w stronę komody. W jednej z wyższych szuflad wygrzebałem szare spodnie dresowe które zatrzymywały się na moich kolanach. Delikatna gumka utrzymywała je na moich biodrach. Lekkie, przewiewne, LUŹNE. Sycząc i jęcząc przy każdym ruchu udałem się z nimi do łazienki aby zmienić przylegające do ciała bokserki na luźne spodnie. Wątpiłem abym w przeciągu jak bliższych dwóch tygodni ubrał na siebie jakikolwiek rodzaj bielizny. Do szarych spodni ubrałem też czarną koszulkę
z Ken’em Kanekim. Przemyłem delikatnie twarz zimną wodą aby chociaż trochę zmyć z niej ślady łez. Wchodząc do kuchni wiedziałem, że mój obiad będzie już na mnie czekał. Skoro Kilian nie pozwolił mi opuścić obiadu wiedziałem, że sam mi go nałoży. I cały tydzień czekać mnie będzie takie coś. Od kiedy zamieszkaliśmy razem ja robiłem śniadania, on kolacje, a obiadami dzieliliśmy się na zmianę. Jeden tydzień on, drugi ja i znowu zmiana. Wczoraj zaczął się jego tydzień.
- Siadaj.- Powiedział siedząc już na swoim stałym miejscu i czekając na mnie. Kolejna zasada tego domu. Jeżeli obaj w nim jesteśmy każdy posiłek jemy razem. Nieważne co w danym momencie robiliśmy i jak bardzo byśmy nie byli zmęczeni.
- Postoje.- Mruknąłem pod nosem.
- Siadaj.- Warknął.- Albo ci pomogę.
- Nie musisz mi pomagać. Postoje.
- Kurwa Fabio!- Uderzył ręką o blat stołu. Skrzywiłem się. Kilian rzadko kiedy przeklinał. Przełknąłem swój ból i usiadłem delikatnie na swoim standardowym miejscu.- Smacznego.- Powiedział.
- Smacznego.- Odpowiedziałem i zabrałem się za powolne jedzenie spaghetti. Pikantne
z delikatną nutką goryczy. Nigdy nie udało mi się odtworzyć jego przepisu. Jedliśmy w ciszy. Rzadko kiedy odzywaliśmy się do siebie kiedy jedliśmy.
- Jutro przyjeżdża Michael.- Powiedział bez ostrzeżenia Kilian zawijając na swój widelec długie nitki makaronu.
- A Michael to….?- Zapytałem cicho patrząc na niego z ukosa. Spojrzał na mnie jakbym zadał najgłupsze pytanie na świecie, po czym westchnął głośno.
- Opiekun prawny dzieciaka, którego dzisiaj pobiłeś.- Powiedział. Przełknąłem głośno kęs swojego obiadu i oblizałem delikatnie wargi.- Kazałem ci wyciągnąć to ustrojstwo z języka.- Dodał obserwując dokładnie trasę jaką przebył na moich wargach kolczyk, którego miałem w języku.
- A ja powiedziałem, że godzę się na wyciągnięcie wszystkich kolczyków tylko nie tego.
- Na chuju trzeba było sobie zrobić.- Warknął.
- A skąd pewność że nie mam?- Zapytałem biorąc łyk soku jabłkowego.
- Mam sprawdzić?
- Oskarżę cię o molestowanie.
- Kto uwierzy takiemu dzieciakowi, że cię ruszyłem??- Zapytał sarkastycznie. Warknąłem delikatnie i spojrzałem na niego zza przymrużonych powiek.
- Pokaże policjantowi swój tyłek i powiem, że tak za każdym razem wygląda jak mówię ci „nie” i że teraz znowu powiedziałem „nie” to tak mnie potraktowałeś, po czym mnie zmolestowałeś.- Powiedziałem i ponownie zabrałem się za jedzenie swojego spaghetti.
- Policja przyjdzie, a ja powiem, że to twoja dziewczyna ci to zrobiła bo lubicie zabawy Sado Maso, a ja jestem twoim opiekunem, nie ojcem, więc nie będę wnikał co takiego robisz z nią w łóżku.
- Ja nie mam dziewczyny.- Powiedziałem do niego jak do idioty i sięgnąłem po sok.
- Skoro tak zawzięcie sobie ostatnimi czasy waliłeś, że na klatce schodowej było cię słychać to musi być ktoś o kim myślałeś.- Powiedział chłodno. Cała zawartość mojej buzi znalazła się na jego twarzy kiedy zacząłem pluć i kasłać po tym co powiedział.- Fabio!
- Wole sobie walić do swojej wyobraźni, niż co tydzień zapinać dupę innej dziwki!- Krzyknąłem oburzony rzucając na jego twarz ściereczkę, aby wytarł z siebie sok.
- Po prostu mi zazdrościsz dzieciaku.- Powiedział i położył ściereczkę na swoich kolanach.
- No na serio mam czego. Syfu, kiły, rzeżączki, bądź innego gówna. Zazdroszczę ci tego jak sam skurwysyn.
- Wyrażaj się. I nie obrażaj swojej matki.- Upomniał mnie. Byłem wykończony. Potyczki słownie z jego osobą były beznadziejne.
- To stwierdzenie nie miało na celu obrażenia mamy.- Burknąłem cicho pod nosem. Poczułem na sobie jego czujne spojrzenie.
- To go nie używaj.
- A ty to co?- Zapytałem butnie. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Twoja matka kurwą nie była, moja owszem. Więc nie mijam się z prawdą. –Odparł chłodno odkładając sztućce na pusty już talerz. Drgnąłem. Kilian mówił o swojej przeszłości. O swojej rodzinie. Czyli, że coś było nie tak. Może w pracy coś mu nie szło. Może czymś się zaraził? Może któraś z jego dziwek zaciążyła i teraz będzie miał kolejnego dzieciaka na utrzymaniu. Naprawdę nie chciałbym wiedzieć. Niewiedza dawała mi bezpieczeństwo. Mieszkałem z nim ponad trzy lata sam,
a wcześniej mieszkał ze mną i z moimi rodzicami przez jakieś pięć lat, a ja do dzisiaj nie wiedziałem gdzie on pracował. Wziąłem kilka łyków soku i spojrzałem na niego.
- Muszę jeść wszystko?- Zapytałem chociaż znałem odpowiedź. Spojrzał na mnie jakbym właśnie co go uderzył.
- Kpisz czy o drogę pytasz?- Odpowiedział pytaniem na pytanie. Pokręciłem przecząco głową i zabrałem się za powolne wykańczanie swojego obiadu pod jego czujnym spojrzeniem. Wiedziałem, że nie wyjdzie z kuchni dopóki nie zjem. Tak samo jak ja nie wyjdę z kuchni dopóki nie zjem i już on się o to postara abym nie wyszedł.

**
Położyłem zakupy oraz plecak na ławeczce przed blokiem w którym mieszkałem. Wiedziałem, że większość mieszkań będzie pusta, ponieważ wszyscy byli albo w pracy albo w szkole. Nie to co ja albo Kilian. Chociaż ja też aktualnie nie byłem w domu. Kiedy już miałem do niego wejść usłyszałem coś, co zmusiło mnie do ponownego zejścia na dół i przeczekania nie wiadomo jakiej ilości czasu, aby móc wejść ponownie do środka.
Nawet nie mogłem sobie usiąść na tej głupiej ławeczce!
A to wszystko przez tego pieprzonego Kiliana! Chociaż w sumie to on pieprzy, a nie jest pieprzony. A skąd wiem? Bo właśnie teraz robi to u nas w mieszkaniu z jakąś dziwką. Mówiłem mu, że idę tylko na zakupy i będę w domu za pół godziny, góra czterdzieści pięć minut. To musiał skorzystać z okazji i zamówić sobie jakąś kurwę do domu! I jeszcze nie zamknął okien wychodzących na klatkę z salonu przez co idealnie było słychać co robią i w jakim pomieszczeniu.
- Fabio?- Usłyszałem za sobą czyjś zaskoczony głos. Odwróciłem się w tamtą stronę. Wiedziałem, że ma przyjechać Michael, ale nie sądziłem, że razem z Eighto. Spojrzałem na chłopaka. Miał coś dziwnego na nosie. Biały usztywniacz zasłaniający mu cały nos.
- Eighto?
- Co ty tutaj robisz?- Zapytał. Uniosłem jedną brew do góry.
- Mieszkam?
- Na ławce?- Zapytał jego opiekun. Zerknąłem na niego po czym prychnąłem oburzony.
- Ten idiota znowu przyprowadził jakąś kurwę do domu jak poszedłem na zakupy.- Odparłem patrząc gdzieś w bok.
- Ohmmmm?? I??
- Co i?- Zapytałem nie rozumiejąc reakcji starszego mężczyzny.
- Dlaczego tutaj siedzisz??
- Nie mam zamiaru wchodzić teraz do domu?
- Będziesz tutaj sterczał aż nie skończy??
- Tak.
- A jak będzie to robił przez pięć godzin?
- Nie wytrzyma tak długo.
- Skąd wiesz?
- Bo po pierwsze, to nie pierwszy raz kiedy w ten sposób podziwiam widoki dookoła bloku,
a po drugie wie, że macie przyjść, więc nie będzie  tego przeciągał.
- Nie wiem jak wy, ale ja mam zamiar przerwać mu zabawę. Nie będę czekał, aż skończy skoro mnie zaprosił.- powiedział Michael i zgarniając dwie siatki z moimi zakupami (?!) ruszył
w stronę mieszkania do którego ja jak na razie nie chciałem iść. Po chwili wahania jednak ruszyłem za nim, kiedy zauważyłem, że Eighto również za nim poszedł. Zrównałem się z chłopakiem i zerknąłem na niego delikatnie. Uśmiechnął się do mnie.
- Jak tam nos?- Zapytałem szeptem, aby jego opiekun nas nie usłyszał.
- Nastawili mi go wczoraj. Przez tydzień musze nosić to coś na nosie, ale dzięki temu wyraźniej mówię, chociaż przez nos.- Poskarżył się chłopak. Miał siniaki pod oczami. Podrapałem się nerwowo po głowie.
- Przepraszam.- Odpowiedziałem po chwili kiedy zaczęliśmy wchodzić do góry.
- Spoko. A u ciebie jak?? Kilian był zły?- Zapytał. Po chwili wahania ni to wzruszyłem ramionami ni to kiwnąłem twierdząco głową.
- Uh hmmm.- Powiedziałem tylko krzywiąc się przy każdym kolejnym kroku.
- Szlaban zarobiłeś?
- Głupotą byłoby mi dawać szlaban skoro jestem zawieszony na miesiąc.
- Ja dostałem szlaban. I wczoraj po tym jak wyszedłem ze szpitala razem z Mikim pojechaliśmy do Hachiego oraz Tatiany.- Powiedział drapiąc się po głowie. Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Po co?
- Później.- Odpowiedział i wszedł za Michaelem do mojego mieszkania. Mężczyzna ani nie zapukał ani nic. Po prostu wszedł sobie jak do siebie. A ja za nim po czym przystanąłem jak zamurowany. Spodziewałem się tutaj jakiejś dziwki, ale to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W przejściu do MOJEGO pokoju klęczała jakaś blond laska. Jej usta zapinał jakiś niski chłopak o zielonych włosach. Jej tyłek zapinał chłopak łudząco podobny do tego wcześniejszego. Tylko tyle, że ten drugi miał niebieskie włosy i jego tyłek był zapinany przez Kiliana. Mówiłem wam, że cała ta akcja odgrywa się w MOIM pokoju? Wypuszczając cicho powietrze przez nos zamknąłem cicho drzwi i nakazałem im niemym gestem zachować ciszę. Sięgnąłem za szafkę z butami i w rękę zgarnąłem kij baseballowy po czym wystarczyły cztery kroki i silny zamach nad głową Kiliana wymierzony w futrynę drzwi, aby spojrzał na mnie. On znieruchomiał, ale nie jego biodra tak samo jak biodra pozostałej trójki+ głowa laski. Jeden silny kop w ramię sprawił, że Kilian upadł na drzwi od mojego pokoju wychodząc jednocześnie z ciała chłopaka o niebieskich włosach. Ten jęknął zawiedziony.
- Oj Kurwa! Gdzie się podziała zjebana zasada, którą sam skurwielu ustanowiłeś?!- Wydarłem się na niego przydeptując jego krocze stopą, na której nadal znajdowało się obuwie.
- Fabio…- Jęknął próbując mnie odepchnąć. Nacisnąłem mocniej na jego krocze. Syknął. Pozostała trójka nadal się pieprzyła. Kopnąłem z całej siły chłopaka o niebieskich włosach w tyłek tak, że ten upadł przygniatając dziewczynę do podłogi. Obydwoje jęknęli z bólu. Po chwili do ich jęku doszedł krzyk drugiego chłopaka. Zerknąłem na niego. Z jego nadal sterczącego penisa leciała krew. Pewnie laska załatwiła go tak zębami kiedy poleciała do przodu.
- Wypierdalać kurwy stąd! Daje wam pięć sekund! A później połamię wam wszystkie gnaty!- Wydarłem się przydeptując ponownie Kiliana do podłogi i wbijając mu w splot słoneczny drugi koniec kija. Nie patrzyłem na niego. Tylko na zegarek po upływie dosłownie pięciu sekund kiedy żadne z nich się nie ruszyło zamachnąłem się na niebieskowłosego kijem, który zatrzymał się dosłownie kilka centymetrów od jego ciała. Spojrzałem na osobę, która go uratowała. Michael jedną rękę trzymał na kiju drugą na moim ramieniu.
- Spierdalać.- Warknął tylko jedno słowo i po chwili cała trójka dosłownie tak jak stali tak wybiegli z domu zabierając po drodze wszystkie swoje rzeczy.
- Kurwa Fabio!- Kilian krzyknął spod mojej nogi.
- Masz kurwa całą chatę. Dosłownie całą. Jak chcesz się z nimi jebać, to możesz to nawet robić w kuchni! Więc dlaczego?! Dlaczego kurwa wybrałeś jedyne miejsce, do którego nie możesz wchodzić bez pytania?! Czy ja włażę z dziwkami na twoją przestrzeń osobistą?! Czy ja kogoś pierdolę w twoim pokoju?! Kurwa! Idź się ogarnij i rób obiad zbieranino kiły!!!- Wydarłem się na niego próbując go ponownie kopnąć, ale Michael objął mnie w pasie i pociągnął do góry tak, że moje nogi nie dotykały podłogi.
- Pogadamy o tym jeszcze.- Powiedział Kilian i zamknął się w łazience.
- Nie będę z tobą rozmawiać popierdoleńcu jeden!- Wydarłem się na niego ciskając kijem przez całą długość przedpokoju tak, że trafił w drzwi wejściowe od mieszkania.

 ***************************************
I jak wam się spodobał ten rozdział??
Podejrzewam, że sam początek był dla was delikatnym szokiem i nie tego się spodziewaliście kiedy kończyliście czytać wcześniejszy rozdział:D
Za tydzień zapraszam na kolejny:)
Pozdrawiam Gizi03031;*












niedziela, 1 października 2017

Fallen- rozdział 2

Hejka,
bez zbytniego ględzenia zapraszam na kolejny rozdział:)
************************
Katastrofa Naturalna nadeszła szybciej niż się spodziewałem. Ten dzień równo tydzień po tym jak Eighto został przeniesiony do naszej klasy nie zapowiadał tego, że wracając z Nim do domu, siedząc na tylnim siedzeniu Jego auta będę z całych sił modlił się o to, aby uderzył w nas meteoryt albo żebyśmy nigdy nie dojechali na miejsce.
Ale może od początku.
Dzień wcześniej nasz ukochany nauczyciel Angielskiego podzielił nas (samodzielnie) na kilka małych czteroosobowych grup i każdej z  tych grup przydzielił jakieś miasto w Wielkiej Brytanie do opisania (na marginesie nam się trafiło Eastbourne). Na jak najlepsze przedstawienie naszej pracy mieliśmy trzy tygodnie. Po czym nauczyciel po sprawdzeniu jej miał nam wystawić oceny, które będą stanowić 50% oceny semestralnej. No i żeby było zabawnie trafiłem do grupy, z Tatianą, która jest beznadziejna z anglika, z Hachim (chłopakiem, na widok, którego Tatiana potrafi oślinić całą klasę jak i nie szkołę) oraz z Katastrową Naturalną, jaką jest Eighto.
No i w końcu nastał ten wiekopomny dzień, który kompletnie wywrócił moje życie do góry nogami i sprawił, że na nowo znalazłem się na językach całej szkoły.
Jak zawsze przyszedłem na lekcje pół godziny przed dzwonkiem. Usiadłem sobie spokojnie
w swojej ławce i zacząłem się rozpakowywać. Koło mnie usiadła Tatiana uśmiechając się delikatnie. Odwzajemniłem uśmiech. Źle spałem dzisiejszej nocy i chyba miałem wymalowane to na twarzy, bo dziewczyna nie odezwała się do mnie nawet słowem. Po prostu siedziała sobie koło mnie. Po chwili do mojej ławki podszedł Hachi oraz Eighto. Jakoś nie miałem ochoty z nimi teraz rozmawiać, ale zaciskając z całej siły zęby postarałem się o to aby nie wpaść w szał. W końcu oni tylko do nas podeszli. Głupotą byłoby się na nich o takie coś denerwować.
- Fabio?- Zaczął delikatnie Hachi. Spojrzałem na niego. Uśmiechnął się nerwowo. Uniosłem jedną brew do góry.
- Tak?
- Kiedy i gdzie spotykamy się pierwszy raz w sprawie tego projektu z angola?
- Za dwa dni może być u mnie w domu. Tam nikt nam nie będzie przeszkadzał i będziemy mogli w spokoju wszystko przyszykować, obgadać i pokazać, kto jakie materiały zebrał.- Powiedziałem poprawiając okulary na czubku nosa. Eighto prychnął cicho pod nosem. Spojrzałem na niskiego chłopaka marszcząc czoło. O co mu znowu chodziło??
- Chyba jakie my zebraliśmy materiały, bo z tego co wiem, to ona nie musi niczego szukać.- Powiedział oburzony chłopak i pokazał palcem na Tatianę.
- Ona nie szuka informacji ponieważ zajmuje się czym innym.
- Niby czym?- Zapytał kpiąco chłopak. Wziąłem uspokajający oddech. Ból głowy
i niewyspanie powoli zaczęły mnie irytować co tylko potęgowało moją złość jaką wzbudził we mnie ten fioletowo włosy dupek.
- Przekonacie się za dwa dni. Ona ma najwięcej roboty dlatego nie szuka informacji.
- Czy obciąganie to na serio aż tyle roboty?- Zapytał chłopak. W klasie zapanowała cisza. Spojrzałem na niego w zwolnionym tempie. Tatiana zmarszczyła brwi podnosząc się z krzesła. Wiedziałem, że zabieg ten miał za zadanie tylko jeden cel. Dziewczyna nie zamierzała siedzieć, kiedy ten coś takiego o niej mówił.
- Nie wiem co ci się uroiło w twojej fioletowej łepetynie, ale proszę cię nie obrażaj mojej przyjaciółki. Mówię, że ona ma inne zajęcie.
- Ciekawe jakie?! My zasuwamy, szukamy informacji, a ona co?! Każda normalna grupa by ją wywaliła z tego projektu! Chodzę do tej klasy tydzień i już zdążyłem się przekonać, że ta dziewczyna jest najgłupsza z wszystkich zgromadzonych tutaj osób.
- I dlatego właśnie, że jest głupia nie szuka materiału tylko robi co innego.- Powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Wiedziałem, że dziewczyna nie obrazi się na mnie przez to, że nazwałem ją głupią. Wiedziała, że tak uważam i dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że nie należała do najinteligentniejszych, dlatego też skupiała się na tym co potrafiła robić i robiła idealnie. I nie chodziło mi tutaj o „obciąganie” jak to powiedział Eighto.
- Eighto odpuść. Fabio nie zrezygnuje z jej pomocy.- Powiedział cicho Hachi. Przeciągnąłem językiem po zębach starając się zebrać swoje myśli do kupy.
- Co może liczysz, że i tobie obciągnie?- Zapytał kpiąco Nowy.
- Oj.- Warknąłem, ale nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
- Nie przeginaj.- Powiedział chłopak i zaśmiał się nerwowo.- Ona mi?- Prychnął pod nosem. Tatiana opuściła głowę w dół. Wstałem ze swojego miejsca i położyłem rękę na ramieniu Eighto.
- Wystarczy. Za dwa dni zobaczycie, że jej rola w naszej grupie bardzo nam pomoże.- Powiedziałem. Chłopak strącił moją rękę ze swojego ramienia.
- Człowieku ona jakby mogła to już teraz by ci obciągnęła przy całej klasie, a ty jeszcze śmiesz wątpić w moje słowa!
- Eighto…!
- O co ci chodzi?- Przerwał mi Hachi. Spojrzałem przelotnie na Tatianę. Była przerażona. Przerażona tym co za chwilę może się stać.
- Przecież cała szkoła wie, że ona na ciebie leci!
- Co… Fabio!- Hachi odskoczył przerażony na bok kiedy z całej siły zamachnąłem się
 i uderzyłem Nowego w twarz. Aby nie upadł złapałem go mocno za jego farbowane kudły
i przytrzymałem go w miejscu uderzając w jego twarz ponownie. Kiedy zadałem mu jeszcze cztery ciosy poczułem że ktoś w uparte ciągnie mnie do tyłu za marynarkę mundurka. Spojrzałem tam. Tatiana z zapłakaną twarzą. Uśmiechnęła się do mnie trochę nerwowo.
- Puść go.- Poprosiła delikatnie. Wyprostowałem palce pozwalając mu wylądować na kolanach. Kaszlał cicho zasłaniając twarz rękoma. Odwróciłem się do niego tyłem, a wtedy on bez zapowiedzi skoczył mi na plecy przewracając mnie na podłogę klasy. Przekręciłem się z nim na bok,
a kiedy udało mu się trafić mnie dwa razy w twarz ponownie się na niego zamachnąłem.
- CO TO WSZYSTKO MA ZNACZYĆ?!- Wrzask nauczyciela rozniósł się po klasie, by po chwili ciszę jaka po jego wrzasku nastała zakłócił mój cios rozwalający nos Eighto i jego cichy jęk. – FABIO?! CZYŚ TY ZWARIOWAŁ?!- Krzyknął i podbiegł do aby nas rozdzielić, ale ja już stałem na własnych nogach trzymając się kilka kroków dalej od leżącego blondyna, któremu chyba (na pewno) złamałem nos. Nauczyciel spojrzał na mnie, ale ja zaciskając mocno zęby i wargi dałem u jasno do zrozumienia, że nie powiem mu co się stało. – Cała czwórka do dyrektora!
- Dwójka.- Poprawiłem nauczyciela.
- Czwórka Fabio, czwórka.
- Dwójka.- Z uporem maniaka nie dawałem za wygraną.
- Tatiana, Hachi…
- Oni nie mają z tym nic wspólnego.-  Powiedziałem. Nauczyciel spojrzał na mnie jak na idiotę, co bardzo uwłaczało mojej godności.
- Nie ty o tym zadecydujesz. Hachi pomóż mi pozbierać Eighto i cała czwórka uda się ze mną do dyrektora.- Oznajmił nauczyciel nie pozwalając mi się już w ogóle odezwać.
- Fabio…- Szepnęła cicho Tatiana podając mi moje okulary, które spadły mi z nosa kiedy Eighto rzucił się na moje plecy. Wziąłem od niej okulary i kiwnąłem z wdzięcznością. Przyjrzałem im się dokładnie. Nie były uszkodzone ani nic.- Fabio…?- Szepnęła ponownie. Znowu na nią spojrzałem, ale się nie odezwałem.- Co teraz zrobisz?
- Nie wiem.- Wiedziałem do czego piła. I wiedziałem, że nie mogę zrobić kompletnie niczego w tej sytuacji.
- Przecież dyrektor wezwie twojego opiekuna.- Powiedziała. Skrzywiłem się delikatnie. Nie musiała wypowiadać na głos moich myśli.
- Nie uświadamiaj mnie w tym, proszę.- Szepnąłem wchodząc za nauczycielem do gabinetu dyrektora. Usiadłem potulnienia krześle i wpatrywałem się bez słowa w okno. Nie miałem zamiaru odpowiadać na ich pytania. Chociaż w ciszy i spokoju chciałem przeżyć ostatnie chwile swojego życia. Dyrektor oczywiście zanim zabrał się za zadawanie nam pytań kazał swojej sekretarce zadzwonić po naszych rodziców tudzież opiekunów prawnych.
Mimo uporu i starań starszego pana nikt nie chciał mu powiedzieć o co nam tak właściwie poszło i dlaczego się podbiliśmy. Chociaż w naszym przypadku pasowało by bardziej stwierdzenie „dlaczego Fabio zmasakrował twarz Eighto”. Nawet sam poszkodowany, który trzymał okład chłodzący przy nasadzie nosa i gruby ręcznik przy połowie twarzy i ust nie był skory do zwierzeń. Tatiana w uparte mówiła, że powie dyrektorowi co się stało dopiero jak ja jej na to pozwolę, a ja po prostu w dość kulturalny sposób powiedziałem, że ma się zamknąć. Z kolei Hachi mówił, że nic nie powie, bo nie chce skończyć tak jak Eighto. Dyrektor załamywał ręce. Próbował na spokojnie coś
z nas wyciągnąć. A jak to mu się nie udało to za główny cel wziął sobie chyba zadręczanie nas pytaniami typu ”dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?” Jak jakaś zdarta płyta. Wiedziałem, że nie uniknę konieczności odpowiedzenia na to pytanie, ale jeżeli mogłem się nacieszyć chwilą wolności to nie miałem zamiaru tego mówić dyrektorowi, ale on chyba tego nie rozumiał, bo znowu zaczął na mnie naciskać.
- Fabio pytam jeszcze raz. Dlaczego uderzyłeś Eighto?
- Bo tak jak pewna osoba tera nie rozumiał, że ma się zamknąć i dać mi w końcu święty spokój.- Warknąłem na niego.
- Panie dyrektorze….- Usłyszałem za sobą głos sekretarki. Spiąłem wszystkie mięśnie nie mając odwagi nawet się odwrócić. Nie chciałem tam patrzeć! Ba! Ja nawet nie chciałem teraz tam być!
- Witam, witam. Zapraszam państwa do środka.- Powiedział dyrektor uśmiechając się delikatnie. Czułem na sobie Jego spojrzenie. Przełknąłem głośno ślinę. Zrobiło mi się i ciepło i zimno jednocześnie.
- Co tam dyrektorze. Na fajkach młodych złapaliście?- usłyszałem uradowany głos starszego brata Tatiany. Ich rodzice od siedmiu lat pracowali w Chinach. Dziewczyna na czas ich wyjazdu przebywała pod opieką starszego o dziesięć lat brata. Wesołego i wiecznie uśmiechniętego rudowłosego faceta, który prowadził sklep z papierosami i słodyczami.
- Jakbym przyłapał ich na fajkach to wiesz, że nie wezwałbym rodziców.- Powiedział dyrektor. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Nie. Plewili by teren dookoła szkoły tak długo, aż by im papierosy poszły w pięty.- Odparł mężczyzna. Dyrektor uśmiechnął się tylko półgębkiem.
- To o co chodzi?- Zapytała jakaś kobieta. Nie miałem śmiałości się odwrócić, aby wiedzieć jak wygląda.
- Eighto…- Zaczął dyrektor. Chłopak drgnął i spojrzał na niego.- Pokażesz się naszym gościom?- Zapytał. Chłopak niechętnie spojrzał przez ramię.
- Eihgto…- Zaczął nieznany mi głos męski. Wiem, że nigdy go nie słyszałem. To zapewne opiekun Eighto.
- Nyc my Ne Est.- Powiedział niewyraźnie chłopak. Zobaczyłem jak podchodzi do niego WIELKI, ale tak na serio WIELKI facet. Chłopak sięgał mu ledwo do połowy torsu. Miał długie blond włosy zawiązane w kitkę i czujne niebieskie oczy. Na nosie grube okulary. Złapał go delikatnie za brodę i odwracając jego głową wedle swojego uznania obejrzał go dokładnie z każdej strony.
- To jest niby nic?- Zapytał i spojrzał na niego z takim dziwnym rozczuleniem.
- Czyli co? Ta trójka pobiła tego dzieciaka?- Zapytał Ten  głos. Skuliłem delikatnie ramiona. Za chwilę się zacznie.
- Panie Kilian to Fabio tak potraktował tego chłopca.- Powiedział dyrektor. Trzy kroki
i poczułem jak ktoś zaplata swoje chłodne palce na moich włosach tuż nad czołem. Drgnąłem, ale nie odtrąciłem ręki. Nie mogłem. Nie miałem na tyle odwagi, aby tego dokonać.
- Ten Fabio Panie Dyrektorze?- Zapytał mój opiekun.
- Tak.
- A dlaczego?
- Tego próbuje się dowiedzieć, ale żadne nie chce udzielić mi odpowiedzi na to pytanie.
- Doprawdy?- Usłyszałem pytanie po czym moja głowa została boleśnie odchylona do tyłu. Ciężko było tak oddychać i przełykać ślinę. Zaparłem się rękoma o swoje uda, aby nie bolało, aż tak bardzo.- Fabio?- Spojrzałem na Kiliana. Wyższy ode mnie o głowę mężczyzna z czarnymi włosami sięgającymi mu ramion, które dzisiaj zaczesał opaską do góry patrzył na mnie uważnie. Jego ciemne oczy otoczone gęstymi i długimi rzęsami pozostawały chłodne. Zmarszczka pomiędzy równymi brwiami nie wróżyła niczego dobrego. Pełne i karmazynowe usta zaciskały się delikatnie. Czekał nie pozwalając mi uciec wzrokiem od jego osoby.
- Co?- Wycharczałem z trudem. Odchylił moją głowę bardziej do tyłu.
- Słucham?
- Co?
- Słucham?- Powtórzył pytanie powielając swoją czynność z odchylaniem mojej głowy do tyłu. Zaczęło brakować mi powietrza.
- S…łu…cha….mmmm….- Powiedziałem ledwo słyszalnie. Poluźnił uścisk. Mogłem znowu spokojnie oddychać, chociaż nie szło mi to tak łatwo jakbym chciał.
- Dlaczego zmasakrowałeś twarz tego dzieciaka?
- …- Zacisnąłem usta w cienką linię.
- Fabio. Nie powtórzę pytania.- Nacisnął na mnie mocniej. Jęknąłem cicho.
- Fabio stanął w mojej obronie.- Powiedziała cicho Tatiana. Szarpnąłem głową aby się uwolnić, ale wtedy została ona mocniej przytrzymana.
- Podobno Eighto w swojej wcześniejszej szkole miał kiepskie oceny. Teraz mamy łatwy sposób na zdobycie dobrej oceny z anglika. Tyle, że w naszej grupie jest Tatiana, a wszyscy w szkole wiedzą, że dziewczyna rozumem nie grzeszy.
- Ej!
- Hachi!- I obca kobieta i brat Tatiany krzyknęli oburzeni. Kiedy chłopak dopowiedział coś od siebie do tej opowieści.
-  Fabio nie chciał mnie wykluczać z grupy mimo tego, że jestem głupia i nie za bardzo mogę im pomóc w gromadzeniu materiałów. Ja mam inną pracę do zrobienia niż gromadzenie materiałów.
- Fabio nie chciał nam powiedzieć co to dokładnie za zadanie ma T… Tatiana do wykonania,
a Eighto na niego naciskał. I przegiął z tym naciskaniem. Narwy Fabio puściły i go strzelił kilka razy w twarz, a jak już odpuścił to Eighto się na niego rzucił i zaczęli się bić.
- Eighto jak przegiąłeś?- Zapytał WIELKI facet. Chłopak wypuścił głośno powietrze przez usta i spojrzał na Tatianę.
- Szepraszam.- Powiedział niewyraźnie uginając przed dziewczyną kark.- Owieciaem, ze ocionknie nam tsem jej Ne pomosze i ze najfiecej latosli da jej ociekniecie Aciemu bo cała skoła wie ze go ocha.- Powiedział niewyraźnie zza ręcznika. Skrzywiłem się. Jak nic ma coś nie tak z nosem. Kilian spojrzał na mnie jakby wyczuł, że się krzywię, ale nie poluźnił uścisku palców na moich włosach i nie pozwolił abym chociaż o milimetr podniósł głowę do góry.
- Słucham?- Zapytał brat Tatiany, który kompletnie nie zrozumiał wywodu chłopaka.
- Powiedział, że obciąganiem ich trzem nie pomoże mi w zdobyciu dobrej oceny, a i tak największą radość sprawi mi obciągnięcie Hachiemu, bo w końcu cała szkoła wie, że go kocham.- Powiedziała dziewczyna wstając ze swojego miejsca i jakby nigdy nic wyszła z gabinetu dyrektora.
- Przepraszam. Pójdę do niej.- Powiedział cicho Hachi i również wybiegł z gabinetu dyrektora.
- Ty cholerny dzieciaku!- Kilian popchnął moją głowę do przodu pozwalając mi się zgiąć
w pół.- Policzymy się w domu, rozumiesz?!
- Tak.- Odparłem cicho nawet nie podnosząc głowy do góry.
- Chłopcy poczekajcie na zewnątrz.- Powiedział dyrektor. Bez słowa wstałem i wyszedłem do sekretariatu szkoły. Po chwili dołączył do mnie poturbowany Eighto. Wyminął mnie i ruszył w stronę drzwi.
- A ty gdzie?- Zapytałem cicho. Spojrzał na mnie.
- Do asienki i po plecak.- Powiedział i wyszedł z pomieszczania. Ja za nim. Nie wiem czym było to spowodowane, ale nie chciałem go teraz zostawiać. Albo w sumie nie chciałem zostawać sam. Wszedłem za nim do męskiej toalety i przyglądałem się jak przemywa dokładnie twarz z krwi. Starał się unikać czerwonego i podpuchniętego nosa. Widziałem jak jego lewe oko również zaczyna puchnąć i robić się fioletowe. Rozwalona dolna warga.
- Sorry za to, że rozwaliłem ci nos.- Powiedziałem. Wiedziałem jak to boli.
- Szeciesz chciałeś to sropić.- Mówił coraz wyraźniej nadal przemywając swoją twarz. Uśmiechnąłem się krzywo pod nosem.
- Chciałem, ale nie powinienem robić tego tak mocno. Dlatego przepraszam.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie po tym jak opłukał dokładnie usta zimną wodą.
- Kilian to tfój opiekun?- Zapytał. Kiwnąłem powoli głową. Skrzywił się jakby coś go bolało.- Solly. Gdybym fieciał…
- Znasz go?- Zapytałem zaskoczony. Kiwnął delikatnie głową zmierzając w stronę klasy. Szedłem za nim.- Od dawna?
- Od dawna.- udało mu się idealnie wypowiedzieć słowa.
- Masakra.- Jęknąłem pod nosem zatrzymując się pod klasą.
**
Siedziałem w samochodzie na tyle. Koło mnie siedział Eighto. Z przodu Kilian i opiekun Eighto. Jechaliśmy najpierw do nas do domu. Okazało się, że kiedy ze szkoły zadzwoniono do Kiliana opiekun Eighto był u niego na kawie. Dlatego przyjechali jednym samochodem. Teraz jechali do nas, aby go zabrać, a po tym Eighto ma jechać do szpitala na prześwietlenie nosa.
Chłopak dostał tydzień zawieszenia w prawach ucznia, ale przyjął to z uśmiechem mówiąc, że chociaż trochę ogarnie swoją mordę nim znowu wróci do szkoły. Ja dostałem miesiąc zawieszenia
w prawach ucznia oraz wywalono mnie z rady szkolnej oraz rady klasowej. No i moje zachowanie będzie obniżone o jeden stopień w dół za to co zrobiłem.
Boże.
Miesiąc w domu.
Z Kilianem.
To będzie piekło!
Po tym jak mężczyźni uścisnęli sobie dłonie i pożegnali się na parkingu, a ja i Eighto pożegnaliśmy się delikatnym skinieniem głowy drugi samochód odjechał zostawiając nas na parkingu. Nie chciałem zostawać sam z Kilianem. Ruszył bez słowa w stronę naszego mieszkania. Nie obejrzał się za mną. Nie powiedział nic. Wiedział, że ruszę za nim. I tak też zrobiłem próbując iść jak najwolniej mogłem, ale jedno jego chłodne spojrzenie sprawiło, że przyspieszyłem i w dość ekspresowym tempie wszedłem na pierwszych dziesięć stopni, które doprowadziły nas na pierwsze piętro (i ostatnie) naszego dość niskiego ale długiego bloku. Przeszedłem w ciszy całą długość „korytarza” i wszedłem za nim do „naszego” mieszkania. Patrzyłem jak ściąga swoją skurzaną kurtkę
i wiesza ją na wieszak po czym schyla się aby ściągnąć buty. Ja nie mogłem zrobić nic. Wbiło mnie
w drzwi, a wiedziałem, że będzie tylko gorzej. Kilian mi nie daruje. Nie popuści nawet jeżeli Eighto prosił go, aby mnie nie karał bo w końcu jak to chłopak powiedział „zasłużył na to lanie”.
- Zaproszenie wysłać?- Warknął. Drgnąłem i zsunąłem z nóg buty po czym przeszedłem szybko przez jasny korytarz omijając po drodze dwie pary drzwi po prawej i dwie pary drzwi po lewej stronie korytarza. Najbardziej interesowały mnie drzwi na końcu korytarza znajdujące się naprzeciwko drzwi od domu.- Do salonu.- Padł rozkaz kiedy odłożyłem na swoje miejsce marynarkę od mundurka oraz plecak.
- Kilian…- Powiedziałem cicho kiedy moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
- Fabio do salonu.- Warknął. Chciałem podbiec i zamknąć drzwi od swojego pokoju, ale wiedziałem, że gotów będzie je wyważyć (już raz tak zrobił. Później przez trzy miesiące niemiałem
w ogóle drzwi) i wyciągnąć mnie siłą z mojej przystani spokoju. Zrobiłem dwa niepewne kroki
w stronę wyjścia ze swojego pokoju. Kilian stanął przed drzwiami od łazienki.- Idź do salonu. Ściągnij spodnie i oprzyj się o stół.- Powiedział chłodno. Zamarłem. Pokręciłem przecząco głową.
- Kilian proszę cię….- Powiedziałem płaczliwym głosem.
- Fabio nie będę się powtarzał.
- Kilian! Proszę cię!- Krzyknąłem kiedy zniknął w łazience. Zacząłem drżeć na całym ciele kiedy wchodziłem do salonu. Ominąłem kanapę oraz dwa fotele i uklęknąłem przed niskim stolikiem. Nie musiałem długo czekać, chociaż wydawało mi się że minęło kilka lat od kiedy uklęknąłem przed tym stolikiem gdy do pokoju wszedł Kilian w ciemnych spodniach które utrzymywały się na jego wąskich biodrach dzięki ciężkiemu, skórzanemu paskowi z klamrą w kształcie smoka oraz czarnej bokserce odsłaniającej jego szerokie i umięśnione ramiona.- Kilian…- Spróbowałem jeszcze raz.
- Fabio spodnie w dół do cholery jasnej!- Krzyknął nie ruszając się nawet z miejsca. Drżącymi palcami odpiąłem swój pasek i odpinając guzik zsunąłem swoje spodnie od mundurka w dół. Zatrzymały się na moich kolanach.- Oprzyj się ramionami o stół i nawet nie waż się ruszyć.- Warknął mężczyzna. Wykonałem jego polecenie i przełknąłem gorzkie łzy, kiedy usłyszałem jak z cichym kliknięciem odpina swój pasek.

 ********************************
hue, hue, hue....
Gizi03031 samo zło zaprasza na kolejny rozdział za tydzień:)
Pzdr;*