niedziela, 17 maja 2020

Rozdział 5

Monotonne życie moich monotonnych bohaterów....
Monotonne.... a co to znaczy?? ;p
**************************************************************
- Powiedz mi.- Zaczął Cyrus siedząc ze mną w jadalni zajazdu i kończąc razem ze mną kolację. Przy stoliku byliśmy tylko my dwaj. I był to niewątpliwie ostatni dzień naszej wycieczki. A w sumie to wieczór. Jutro o tej porze znowu będziemy siedzieć w wielkiej jadalni i jeść posiłek z samym królem. Spojrzałem na chłopaka i uniosłem lewą brew do góry przełykając jednocześnie to co miałem w buzi.- Xiyi od zawsze taki był?- Zapytał. Wiedziałem do czego pił więc twierdząco pokiwałem głową i upiłem łyk soku pomarańczowego.- Dlaczego?
- Gdybyś nie kazał mu się na początku zwracać do ciebie po imieniu, a wydałbyś mu rozkaz aby sam ci na to pytanie odpowiedział pewnie by to zrobił. Ale teraz nie wiem czy udzieli ci takiej odpowiedzi ponieważ "zdjąłeś z niego społeczne ograniczenia" więc traktuje cię jak równego sobie, jak kumpla bym rzekł. A nie wiem czy ja mogę ci powiedzieć wszystko.
- Tyle ile możesz.
- Uff.... Xiyi przeżył więcej niż połowa szkoły razem wzięta, więc inaczej podchodzi do życia i patrzy na ludzi. Dla niego jesteś albo wrogiem albo przyjacielem. No ty jeszcze tydzień temu oraz twoja cała rodzina byliście dla niego powietrzem. Centralnie koło dupy mu lataliście. Miał na was bardziej wyjebane niż ja kiedyś. Bo ja to chociaż wiedziałem jak wygląda Król. To ciebie nie znałem. A on pewnie minąłby Króla na ulicy i przy okazji dłubałby sobie przy tym w nosie mając go głęboko gdzieś. Po mojej wtopie z tobą jak się dowiedziałem kim jesteś Xiyi łaskawie uzupełnił swój zasób informacji i z powietrza staliście się dla niego neutralni. Wiedział kim jesteście ale nadal miał was w poważaniu. Już nie w dupie. Jeżeli jesteś jego przyjacielem dla ciebie zrobi wszystko. Dosłownie. Jeżeli jesteś jego wrogiem, no cóż. Nie jest on typem osoby, która mówi, że coś zrobi, a później zapomina. Jeżeli powie, że coś zrobi, to to zrobi.
- Serio?
- Tatuaż na ręku ma tylko przez to, że przegrał ze mną zakład. Powiedział, że zajmie pierwsze miejsce w klasyfikacji szkolnej na koniec drugiej klasy. Jeżeli mu się nie uda robi dziarę.
- A jeżeli by mu się udało?
- Ja bym zrobił.- Wzruszyłem ramionami kiedy spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- Czy ty do reszty zwariowałeś?
- Byłem wtedy wolny, pamiętasz?
- Ale tatuaż przez takie coś?
- No. I wracając do Xiyi....- Zmrużył oczy wiedząc, że specjalnie nie kontynuuje tematu.- teraz cię obserwuje i sprawdza.
- Po co?
- Zdjąłeś z niego ograniczenia, musi wiedzieć gdzie cię przenieść z neutralnego. Czy na przyjaciela czy na wroga.- Odparłem wstając ze swojego miejsca po tym jak on to zrobił. Zerknął na mnie i pokręcił przecząco głową.- Co?
- Nie zachowuj się jak w zamku.
- Ze mnie ograniczeń nie ściągaj bo później będziesz miał problem, aby znowu je nałożyć.
- Ta.... powiedzmy.- Mruknął wspinając się na schody. Zerknąłem przez ramie kiedy usłyszałem cichy chichot za sobą. Za nami szły właśnie dwie dziewczyny o klasę niżej niż my. Z naszej szkoły. Cyrus nawet na nie nie zerknął.- Serio masz zamiar zerżnąć swojego męża?- Zapytał. Mało co się nie przewróciłem na tych schodach. Tak samo zresztą jak te dwie biedne dziewczyny, które szły za nami i przysłuchiwały się naszej rozmowie.
- A co? Nie mogę?
- Chciałbym to zobaczyć. Jak przyszpilasz swojego męża do łóżka i go rżniesz.
- Masz dziwne hobby, ale każdy ma swoje fetysze, prawda dziewczyny?- Zapytałem patrząc w ich stronę. Cyrus drgnął i spojrzał na nie gwałtownie. Poczerwieniał na całej twarzy. On ich serio nie zauważył! Zaśmiałem się cicho i spojrzałem w kierunku dziewcząt. Spoglądały na Cyrusa całe czerwone na twarzach.- Mam nadzieje, że zachowacie moją rozmowę z księciem dla siebie. Nie chcecie chyba, aby miał problemy przez to, że przez chwilę chciał być taki jak my i powtórzył słowo, które zasłyszał w towarzystwie szkolnego zespołu rockowego.- Powiedziałem. Dziewczyny pokiwały gorliwie głowami i wyminęły nas na schodach niknąc na pietrze dziewczyn.
- Co to było?
- Ratowanie twojego tyłka.
- W taki sposób?
- No. Ty nie będziesz się martwił, że ktoś się dowie o twoim nieodpowiednim słownictwie, a chłopacy zyskają trochę więcej sławy.
- Co? Dlaczego?
- Bo zanim wejdziemy na nasze piętro już połowa zajazdu będzie myśleć, że się zapisałeś do szkolnej kapeli rockowej.- Dodałem. Zaśmiałem się głośno z jego miny i wszedłem pierwszy do pokoju przystając gwałtownie w samym progu. Szpetne przekleństwo jakie wyrwało się z ust Cyrusa, który odbił się ode mnie i cofnął na dwa kroki w tył przykuło uwagę reszty osób w pokoju na nasze przyjście. Nie dziwie się. Dla nich książę jest symbolem cnot i w ogóle. A tutaj takie coś. Zaklną ciszej kiedy spojrzał przez moje ramie do naszego pokoju po czym bezceremonialnie mnie do niego wepchał i zamknął za mną drzwi.
- Ty brutalu.- Powiedziałem sarkastycznie. Spojrzał na mnie tylko, a kiedy uśmiechnąłem się pod nosem ponownie spojrzał na scenę, jaka się teraz u nas rozgrywała.
Reszta naszych współlokatorów skłębiła się przy łóżku Xiyi, na którym siedział niski chłopak ubrany w biały podkoszulek. Miał brązowe lekko przydługawe włosy oraz brązowe oczy. Był niski i szczupły. Blada karnacja nadawała mu wrażenia nieznośnie chorego. Jego ramiona drżały, kiedy próbował powstrzymywać łzy lecące po jego policzkach, ale i tak były one bardzo dobrze widoczne. W końcu zostawiały smugi na jego umorusanej od krwi twarzy. Xiyi przemywał mu delikatnie twarz małym ręcznikiem hotelowym, który moczył w misce z wodą.
- Co tu się stało?- Zapytałem.
- Xiyi go przyprowadził w takim stanie.- Powiedział Bunta. Zrobiłem dwa kroki w ich stronę, a wtedy chłopiec wbił się w ścianę za sobą uciekając od ręki, która go obmywała.- Boi się więc nie podchodź.
- Jak się nazywa? Kim jest? Skąd się tutaj wziął?- Zapytał Cyrus. Wszyscy pokiwali przecząco głowami.- Jak to nie wiecie?
- Dzieciak milczy.- Powiedział Osamu. Cyrus wypuścił głośno powietrze z płuc. Zerknąłem na niego karcąco. Nie może się denerwować o taką błahostkę. Przecież za chwilę możemy poznać tożsamość chłopaka, nie musi przy okazji rozwalać połowy zajadu, bo ktoś nie potrafił udzielić mu odpowiedzi na jego pytanie. Przyglądałem się poczynaniom Xiyi coraz bardziej przekręcając głowę w bok. Podrapałem się po głowie i zacząłem nawet mruczeć pod nosem próbując sobie coś przypomnieć.
- Co ty odwalasz?- Zapytał Cyrus, który stał kolo mnie i patrzył na mnie właśnie jak na idiotę.
- Wiem!- Krzyknąłem kiedy dosłownie wszyscy na mnie spojrzeli (a w tym i dzieciak). Podszedłem do niego szybko nie zważając na protesty innych i odgarnąłem jego zakrwawione włosy do góry odsłaniając dokładnie jego twarz. Ten pisnął przerażony próbując uciec. Xiyi złapał mnie za rękę mało co nie miażdżąc mi kości i próbował odsunąć mnie na bok.- Wiedziałem, że cię znam! Takeru!- Zawołałem ignorując ból w ręce, którą trzymał Xiyi. Chłopak drgnął i spojrzał w moim kierunku. Wolną ręką uniosłem swoje okulary góry, aby pokazać mu się bez nich, spojrzał na mnie zlękniony po czym otworzył szerzej oczy i wbił się w moje ramiona. Uśmiechnąłem się zakłopotany modląc się w duchu aby z tej bliskości cielesnej nie wynikały żadne niepotrzebne nikomu problemy.
- Ehem. Czy ktoś może wyjaśnić o co chodzi?- Zapytał Osamu. Wiedziałem, że pytał za Cyrusa. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i spojrzałem na niego.
- To Takeru nie powiem wam do końca jak się nazywa bo by brakło czasu na to, ale znacie już jego imię więc jest dobrze. Nie jest do końca takim dzieciakiem jak uważaliście. To po prostu anemiczny kurdupel w naszym wieku.- Zaśmiałem się kiedy mocniej ścisnął mnie w tali.- Poznałem go w drugiej gimnazjum, kiedy udzielałem mu korków z kilku przedmiotów. Liceum wybrał inne niż ja więc już go więcej nie spotkałem. Co ty tutaj robisz?
- Jestem na wycieczce szkolnej.- Mruknął cicho, ale i tak go dobrze usłyszałem.
- Twoja szkoła też jest tutaj na wycieczce.
- Dwa tygodnie temu przeniosłem się do innej szkoły. Jestem tutaj aby zacieśnić więzi z nową klasą jak to mówią nauczyciele i Megusa.
- Chodzisz do mojej szkoły?
- Chyba.
- Czekaj. Czemu ona znowu zmieniła ci szkołę?
- Zmieniła rewir.- Odparł i spojrzał na mnie. Drgnął kiedy zobaczył moją koszulkę.- Przepraszam!
- Nie przejmuj się to tylko koszulka.- Powiedziałem i posadziłem go ponownie na łóżku.- Daj się im normalnie opatrzeć.
- Nie ma apteczki w łazience.- Powiedział Pochi. Tama wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Pójdę na dół. Przy automatach z napojami widziałem zapasową. Przy okazji chcecie coś do picia?
- To co zwykle.- Powiedział Bunta. Tama spojrzał na Takeru.- A ty?
- Co? Nie... ja....
- Weź mu cole.- Powiedziałem wygrzebując ze swojej części szafy czysty podkoszulek. Xiyi sięgnął nad moją głową po jeden ze swoich i podał go chłopakowi wręcz rozkazując mu się pójść przebrać. Kiedy ten zamknął za sobą drzwi od łazienki wszyscy spojrzeli na mnie z przerażeniem.
- Ty się módl aby twój mąż się nie dowiedział, że tuliłeś się z obcym facetem.
- Chyba zrozumie jak mu wszystko dokładnie opowiem. Przecież nie zdradziłem go ani nic.
- Ale on dotknął to co należy do szlachty.- Upierał się Tama. Spojrzałem na Cyrusa.
- Książę mnie wybroni. Sami powiedzieliście, że mamy silnego zawodnika po swojej stronie.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się blado.
- Pójdę z tobą.- Powiedział Cyrus. Zmarszczyłem delikatnie brwi. Cyrus próbował się oddalić aby się uspokoić. Serio? Tak go to ruszyło? Wzruszyłem ramionami kiedy Tama razem z Cyrusem wyszli z pokoju i po zwolnieniu się łazienki zamknąłem się w niej. Przebrałem koszulkę i przy okazji skorzystałem, że tutaj jestem. Po załatwieniu się i umyciu zębów postanowiłem zaszczycić ich swoją osobą.
Nie przewidziałem tylko jednego.
Pochi dokładnie w tym samym momencie chciał podejść z miską do łazienki aby wszystko wylać i pozbyć się zabrudzonego od krwi ręcznika. Wychodząc z łazienki wytrąciłem mu drzwiami miskę, która upadła rozlewając całą wodę na podłogę. Odruchowo schyliłem się aby ją podnieść, ale mało inteligentnie zapomniałem, że mam na nogach skarpetki, które zmoczyły się od wody, a że stałem na kafelkach w łazience runąłem jak długi do przodu. Pochi próbując mi pomóc i zamortyzować upadek chciał mnie podtrzymać, ale siła uderzenia była na tyle mocna, że obydwoje wylądowaliśmy na podłodze. On w sumie na podłodze ja na nim. To jeszcze nie było najgorsze. Podczas upadku nasze usta się zetknęły w pseudopocałunku. Oboje zamarliśmy. W sumie cały pokój zamarł. Ale to i tak nie było najgorsze. W tym samym momencie drzwi pokoju się otworzyły i do środka wszedł uśmiechnięty Cyrus. Spojrzał na całe zgromadzenie i zamarł.
To było najgorsze!
****************************************************************
Nie byłabym sobą gdybym trochę nie zamieszała w ich relacji
Pozdrawiam
Gizi03031

niedziela, 10 maja 2020

Rozdział 4

Gdyby nie rozporządzenia, zakazy i nakazy to właśnie dzisiaj wracałabym się z Pyrkonu, a tak muszę na niego czekać jeszcze jakiś czas o ile znowu go nie przełożą albo go nie odwołają. Mam dzięki temu więcej czasu na ogarnięcie cospa.
Miejmy nadzieje, że uda mi się na czas.\(*3*)/
****************************************************
Siedziałem w wannie zanurzony w wodzie po same uszy i jednocześnie słuchałem jak w pokoju Bunta zmienia pościel na świeżą. Wiedziałem, że od razu otworzył okna aby tam odświeżyć, a kiedy szykował świeżą pościel kołdra i poduszki bez poszew odświeżały się na balkonie. Był chłodny wieczór więc dużo im czasu nie potrzeba.
Kiedy zobaczyłem kto wszedł do naszej komnaty poprosiłem tylko, aby nalał mi wody do wanny i zostawił mnie samego w łazience, a zajął się czymś innym. Wszak sam miałem ręce i nogi więc potrafiłem o siebie zadbać. Zapukał delikatnie do drzwi łazienki, kiedy zdążyłem już się całkowicie umyć, a teraz wylegiwałem się tylko w ciepłej wodzie pozwalając rozluźnić się mięśniom.
- Wejdź.- Powiedziałem i spojrzałem w stronę drzwi. Stał tam trzymając w ręku jakiś tobołek.
- Przygotowałem....
- Zanim zaczniesz. Masz się do mnie odzywać tak jak wcześniej. I traktować mnie tak jak wcześniej. Jeżeli będziesz mnie traktował i będziesz do mnie mówił jak do jego męża, a nie do Meadrass'a to cię jebnę przy wszystkich. Nawet jeżeli to będzie sam Król.
- Spoko.- Powiedział po chwili wahania.- Przygotowałem ci jakąś wygodną pidżamę. Za chwilę ktoś przyniesie ci herbatę. Taką jaką lubisz najbardziej, a nie to drogie i gorzkie gówno, które każą ci pić od kiedy tutaj przyjechałeś.
- Oczywiście wypijesz ją ze mną.- Powiedziałem i sięgnąłem po ręcznik, który mi podał.
- Ty się z psem bzykałeś?- Zapytał kiedy zobaczył moje ciało. Prychnąłem na niego.
- Krzyżówka psa, królika oraz pandy.
- Psa i królika mogę zrozumieć, ale dlaczego pandy?- Zapytał kiedy wciągnąłem na siebie świeżą pidżamę i udałem się do pokoju, w którym ciągle otwarte były okna oraz balkon. Bunta zamknął je momentalnie i podał mi gruby koc kiedy usiadłem na fotelu i spojrzałem w stronę drzwi. Przyniesiono nam herbatę.
- Bo on jest jak krzyżówka psa, królika i pandy.
- Ale dlaczego?
- Go zapytaj.
- Jasne. Patrz jak się rozpędzam. Lecę do niego i pytam "Książę, wyjaśnij mi proszę dlaczego po tym jak bzyknąłeś sobie mojego przyjaciela on stwierdził, że jesteś krzyżówką psa, królika i pandy. Najważniejsze. Dlaczego PANDA?"
- Wiesz co? Lepiej go o to nie pytaj.
- Też tak myślę. Wiec....
- Bo cały czas był blisko.... przytulał mnie.... dotykał.... nie pozwolił abym na chwilę pomyślał, że to zadanie do odbębnienia i każdy rozchodzi się w swoją stronę.- Powiedziałem cicho cały czerwony na twarzy. Uśmiechnął się i podał mi kubek.
- Panda.
- Panda.- Potwierdziłem. Uśmiechnął się tylko.
- Więc.... jak ci się żyje z księciem?




^^~^^




Obudziło mnie delikatne szturchanie w ramie. Zmarszczyłem nos niezadowolony. Kto miał czelność mnie budzić o tak bestialskiej porze.
- Spierdalaj.
- Śniadanie, a nie spierdalaj.- Usłyszałem głos mojego męża. Nie wiem co mnie bardziej obudziło. Jego głos. Stwierdzenie, że już śniadanie. Czy to, że on przeklną. Spojrzałem na niego prawym okiem.
- Która godzina?
- Po dziewiątej.- Powiedział. Usiadłem gwałtownie po czym jęknąłem i wyłożyłem się na poduszkach. Wszystko mnie bolało.- Nie tak gwałtownie.
- Zaspaliśmy do szkoły.
- Nie. Mamy przez trzy dni domowy program nauczania. Rozporządzenie zadowolonego dziadka, na wieść o wczorajszej nocy.
- Serio. Dał nam wolne na kilka dni od szkoły bo mnie bzyknąłeś?
- No.
- Dlaczego wcześniej tego nie wykorzystywałeś?
- A kto powiedział, że nie korzystałem?- Zapytał. Cisnąłem w jego twarz poduszką.
- Spierdalaj.- Warknąłem. Zaśmiał się cicho.
- Dziadek by mnie zabił gdyby się dowiedział, że robiłem to przed ślubem. Jako król by mnie zabił jako dziadek dałby mi w twarz.
- Więc z tego nie korzystałeś?
- To przywilej osób po ślubie, czy jak to tam nazwiesz.
- A. Jak popijawa?
- Głowa mnie boli.
- Chcesz się zamienić? Mnie boli dupa.
- Wiesz.... nie skorzystam.
- Sknera. Ty na ból głowy weźmiesz tabletki, ja na ból dupy nie dostane nic.
- Pomasuje ci ją.- Powiedział i zaśmiał się cicho.
- Spierdalaj.- Warknąłem wstając z łóżka i jęcząc przy tym cicho.
- Słyszałem, że Bunta siedział u ciebie do późna.- Powiedział Cyrus siadając na przeciwko mnie przy okrągłym stoliku stojącym niedaleko okna. Spojrzałem na niego nalewając sobie i jednocześnie mu soku do wysokich i wąskich szklanek.
- Czy to jakiś problem?- Zapytałem upijając łyk soku.
- Ktoś siedział w twojej komnacie w środku nocy i nie byłem to ja. Więc tak, to może być problem.
- Ty poszedłeś się narąbać, a ja sobie z nim pogadałem i spędziłem miło czas. Nie martw się, po tym co mi zrobiłeś nie miałbym siły na kolejną rundę z Buntą.
- Czy ty mi insynuujesz, że....
- Nie. Bunta to mój przyjaciel, praktycznie jak brat więc nawet nie myśl o takim czymś.
- Wiesz jak to się....
- Smacznego.
- Daj mi....
- Smacznego.
- Meadrass.
- Sma-czne-go.- Przeliterowałem urywając tym samym temat. Pokręcił przecząco głową kiedy zorientował się, że nic z tego nie będzie i nie pozwolę mu kontynuować tego jakże debilnego i irracjonalnego tematu jaki zrodził się w jego przeżartej wczorajszym alkoholem łepetynie.


^^~^^


Ucieszyłem się, kiedy dostałem zgodne na pięciodniowy wyjazd na wycieczkę klasową do gorących źródeł i zwiedzanie starej stolicy królestwa. No nie przeczę, że się ucieszyłem i to bardzo. Humoru nie zepsuła mi nawet myśl, że Cyrus również postanowił zabrać się na tą wycieczkę (jego pierwsza wycieczka szkolna w życiu!) oraz, że będzie mu towarzyszył Osamu. Minęły dwa miesiące od naszej nocy poślubnej i jakoś to przeżyłem. Kłóciliśmy się czasami i dochodziło u nas do zgrzytów, a kiedy robiło się naprawdę gorąco Cyrus wychodził zostawiając mnie samego w komnacie abyśmy oboje ochłonęli. Więc naprawdę myślałem, że całkowicie odrzuci moją prośbę wyjazdu na tą wycieczkę, a tymczasem sam się na niej znalazł.
No i to mnie ucieszyło, ale nie mogłem zrozumieć jednej rzeczy. Kiedy przydzielano nam pokoje- przydział był losowy, aby było sprawiedliwie- ja już byłem wylosowany i posiadałem swoich "współlokatorów". Dostałem największy pokój. Siedmioosobowy. Cała grupka osób z którymi wylądowałem w pokoju nie została wylosowana tylko przydzielona do mnie.
Byłem ja- ale to jest przecież oczywiste. Był też Bunta- na co ogromnie się ucieszyłem, skoro mogłem być z kimś kogo znałem. Następnie nauczyciel wyczytał Pochi'ego oraz Tamę- zdziwiłem się, że udało im się razem wylądować w tym samym pokoju i to przez losowanie (wtedy niewinnie jeszcze myślałem, że to był czysty przypadek), ale również ucieszyłem się na wieść, że będę z nimi w pokoju. Kolejne znane mi osoby i lubiane przeze mnie. Następną osobą z listy jaką wyczytał wychowawca był Xiyi- ostatni członek szkolnego zespołu rokowego. W tym roku nie trafił z nami do klasy, ale był w tej samej paczce co my. Chłopak z nastroszonymi brązowymi włosami posiadającymi, jak ja to nazywałem czerwonymi piórkami do ramion (taka sobie kiteczka czy coś). Złote oczy. Najwyższy z całego zespołu.
No i po nim zaczęła się górka. A w sumie to jeden wielki cholerny i pierdolony kanion. A na dnie tego kanionu był Cyrus oraz Osamu. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i rzuciłem torbę na jedno z wolnych łóżek w naszym tymczasowym pokoju.
- Jak dzielimy łóżka?- Zapytał Tama. Osamu rozejrzał się po pokoju i cmoknął niezadowolony ustami. Wiedziałem o co mu chodził. Bunta mi to kiedyś wytłumaczył. Z początku nie wiedziałem dlaczego to takie ważne, ale teraz bardziej orientowałem się w zachowaniu Osamu. On na dobrą sprawę nie był na wycieczce szkolnej tylko w pracy.
- Książę....- Zaczął zerkając na postać za sobą. I wszyscy tam spojrzeli. No ciekawe jak z tego wybrnie. Bo siedzenie w jednym pokoju z pospólstwem na pewno wyjdzie mu bokiem.
- Nie przejmuj się tym. Poradzimy sobie.
- Ale....
- Przestań. Wyluzuj. Nie jesteś w pracy tylko na wycieczce szkolnej więc się nie przejmuj takimi błahostkami.
- Ale Książę!
- I masz się do mnie przez te pięć dni nie zwracać per Książę tylko Cyrus.
- Ale...
- Cyrus.
- Nie...
- Cyrus.- Powtórzył z naciskiem. Ten zrezygnowany wypuścił powietrze z płuc i spojrzał na niego jak zranione zwierze. O co chodzi?
- Dobrze.
- Nie usłyszałem.
- Rozumiem.
- Możesz powtórzyć?
- Cyrus rozumiem.- Powiedział czerwony na twarzy. Cyrus uśmiechnął się i spojrzał na nas wszystkich.
- Was też proszę abyście zwracali się do mnie po imieniu.- Powiedział. Już po ich minach wywnioskowałem, że to będą dla nich ciężkie dni.
- Więc jak dzielimy łóżka?- Zapytałem jakby od pytania Tamy nic się nie wydarzyło.
- Więc....- Wszyscy spojrzeli na Cyrusa. Przecież nikt nie ma śmiałości zająć łóżka, które chce zająć książę. A on nie może zająć miejsca, które naprawdę chce.
- Ugh. Będzie ciężej niż myślałem. Dobra. Nie mogę mieć łóżka przy oknie ani przy drzwiach. Więc te są do waszej dyspozycji.
- Dlaczego nie możesz?- Zapytał Xiyi. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jak zawsze był bezpośredni i w dupie miał to z kim właśnie rozmawiał. Jeżeli księże kazał mu się do siebie zwracać po imieniu będzie to robił od ręki i od ręki przestanie go traktować jak szlachcica.
- Sprawy bezpieczeństwa. Rozporządzenie króla, któregoś tam z kolei. Nie wiem. Tak jest i już. Nikt z rodziny królewskiej nie może spać przy drzwiach ani przy oknie ble ble ble. I tam sobie dalsza część rozporządzenia.- Powiedział wzruszając od niechcenia ramionami i zajął miejsce drugie od okna (to przy oknie zajął Bunta). Na drugie przy oknie od razu rzucił się Osamu tak więc obydwoje zajęli strategiczne miejsca. Łóżko koło Osamu zajął Xiyi. Ja miałem łóżko koło Cyrusa, a koło mnie Tama. Łóżko koło drzwi zajął Pochi. Środek pokoju pozostał pusty. Mieliśmy jeszcze do dyspozycji dwie puste szafy do podziału oraz małą łazienkę z prysznicem, umywalką i toaletą.
- Ale dlaczego?- Xiyi nie odpuścił.
- Żeby nikt go nie zabił.- Powiedział Bunta wypinając w naszą stronę swój tyłek kiedy wychylał się za łóżko aby podłączyć do gniazdka ładowarkę od telefonu. Wyprostował się i spojrzał w naszą stronę.- Od okna ktoś może wejść albo stać niedaleko okna i go zabić z broni palnej. A od drzwi byłby na pierwszej linii ataku więc nie śpi koło drzwi.
- A skąd ty to wiesz?
- Osamu mi powiedział.- Odparł bez mrugnięcia powieką na zadane pytanie Cyrusa. Oboje byli niezłymi aktorami.


***'


To było nader dziwne. Wiecie takie dziwne uczucie i atmosfera, kiedy ciągnęliśmy zapałki aby się dowiedzieć kto w jakiej kolejności korzysta z łazienki i książę wylosował najkrótsza zapałkę. I takie wiecie.... o jeju kąpiemy się przed księciem. Wystarczyło tylko jedno jego spojrzenie aby nikomu nawet przez myśl nie przeszło aby się z nim zamienić. Co oczywiście prawie każdy chciał zrobić. No nie ja. Musiałbym być idiotą aby oddać mu moje pierwsze miejsce, które sobie prawnie i uczciwie wygrałem.
Dziwnym też dla mnie uczuciem było wyjście z łazienki w długich spodniach, koszulce oraz bluzie zapiętej do połowy, kiedy większa część osób zgromadzonych tutaj wiedziała jak ja normalnie śpię.
- A tobie co, zimno?- Zapytał Pochi kiedy Bunta wszedł do łazienki.
- Nie, a co?
- Ubrałeś się jak zakonnica.
- Ja tak śpię.
- Od kiedy? Normalnie praktycznie na golasa spałeś.- Zadrwił. Drgnąłem i zerkając w jego stronę przelotnie spojrzałem na Cyrusa. Przyglądał mi się dokładnie.
- Od kiedy mam męża.
- Zabrania ci pokazywać swoje ciało innym.
- Ja tak zakrywam swoje ciało przed nim. Przyzwyczaiłem się do tego stroju.- Powiedziałem. Xiyi zaśmiał się głośno.
- Bierzesz mężulka na wstrzemięźliwość?- Zadrwił. Pokazałem mu środkowy palec.
- Chciałbyś.
- Rżnie ciebie czy ty go?- Zapytał. Jak już mówiłem. Xiyi to człowiek, który po zdjęciu obroży nie będzie się hamował i patrzył na wychowanie czy słownictwo.
- Teraz ja się przymierzam, aby zerżnąć go. Niech sobie nie myśli, że to on będzie sobie na mnie używał.- Warknąłem. Osamu zakaszlał głośno wycierając pospiesznie brodę, na której znalazła się pita przez niego wcześniej cola.
- Meadrass....- Zaczął poważnie Xiyi. Spojrzałem w jego kierunku. Patrzył mi głęboko w oczy.- Czy on cię krzywdzi?- Zapytał z troską w głosie. Ścisnęło mnie w dołku. Człowiek z twarzą recydywisty najbardziej przejmował się losem innych oraz ich dobrem jak i uczuciami.
- Nie.
- Jeżeli cię do czegoś zmusi albo podniesie na ciebie ręce to mi to powiedz.- Powiedział i zgarnął tobołek z rzeczami potrzebnymi mu w łazience, kiedy Bunta z niej wyszedł.- Wtedy połamie skurwielowi obie ręce i nogi oraz urwę mu chuja i wepchnę głęboko do gardła.- Powiedział i zamknął się w łazience. Podrapałem się zmieszany po szyi. Gdyby Xiyi wiedział o początkach naszego małżeństwa to Cyrus już dawno miałby połamane obie ręce i nogi no i z jego przyrodzeniem zrobiłby dokładnie to samo co przed chwilą obiecał.
- Coś mnie ominęło?- Zapytał Bunta. Zerknął na Osamu.- Oplułeś się?- Zapytał zaskoczony. Dziwiło mnie jak on może rozmawiać normalnie z tym człowiekiem. Rozumiem, że razem pracowali i Osamu był jego dowódcą, ale tak normalnie z nim rozmawiać poza pracą? Nie ogarniałem tego.
- Ta, po tym jak twój przyjaciel powiedział przy wszystkich, że ma w planach zerżnąć swojego męża.- Powiedział. Bunta zachłysnął się własną śliną. No dzięki stary, że ty również we mnie wierzysz.- A później ten drugi stwierdził, że jeżeli mąż twojego przyjaciela coś mu zrobi to będzie aż do śmierci kalekim impotentem.
- To tylko gadanie więc się nie podniecaj.- Powiedziałem i wsunąłem nogi pod ciepłą kołderkę. Poczułem na sobie ich spojrzenia.
- O co ci chodzi?- Zapytał Tama. Uśmiechnąłem się blado.
- Jeżeli teraz mój mąż zacząłby mnie na waszych oczach ćwiartować żywcem żaden by się nie ruszył. A on- wskazałem głową na Osamu.- jeszcze by mu pomagał.
- Masz o nas tak niskie mniemanie?- Warknął Tama. Uśmiechnąłem się przepraszająco i przecząco pokiwałem głową.
- Nie. To o moim mężu mam tak wysokie mniemanie.
- Cyrus by nam pomógł i rozkazał przestać twojemu mężowi. Mamy po swojej stronie silnego przeciwnika.- Powiedział Pochi.
I właśnie ten silny przeciwnik jakim jest Cyrus jest moim mężem.
Miałem to zdanie na końcu języka, ale nie mogłem go wypowiedzieć. Uśmiechnąłem się tylko blado i glebnąłem się na poduszki zerkając w sufit. Gdyby Cyrus im rozkazał pewnie sami by mnie poćwiartowali...

******************************************************************
Idę w samotności rozpaczać przesunięcie Pyrkonu ;/
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał:)
Pozdrawiam
Gizi03031

niedziela, 3 maja 2020

Rozdział 3

Zwyczę wam miłego czytania:)
*************************************************
Po raz kolejny przemyłem bladą jak ściana twarz. Spojrzałem na swoje drżące ręce, kiedy nakładałem pastę do zębów na szczoteczkę. Cyrus łaskawie pozwolił mi się przyszykować w łazience, którą znałem, czyli w łazience naszej sypialni po czym sam udał się do sąsiedniego pokoju aby to w nim korzystać z tego samego pomieszczenia. Dał mi godzinę mówiąc, że mam się nie martwić tym iż ktoś mi przeszkodzi.
Król Dziadek został poinformowany, że to dzisiaj ma mieć miejsce ten.... ten... akt. Król Dziadek zabronił zbliżać się komukolwiek ze służby do wschodniego skrzydła. Byliśmy tutaj całkowicie sami. Nikt nas nie usłyszy, nikt mi nie pomorze, a wszyscy będą wiedzieć co się tutaj będzie odbywać.
Po wszystkim jak nakazywała tradycja Cyrus uda się na kosztowanie trunków mocnych ze swoimi żołnierzami. To pierwszy moment, kiedy książę może spróbować alkoholu. Ile go nie będzie nie mam pojęcia. Mną po wszystkim zajmie się służący, który zda raport Królowi i potwierdzi dzisiejszą noc.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Średniego wzrostu chłopak o przydługawych szarych włosach, szarych przerażonych wielkich oczach okalanych gęstymi ciemnymi rzęsami. Z cienkimi ustami i małym noskiem, na którym spoczywały okulary w ciężkich oblamówkach. Szczupły. Delikatnie zarysowane mięśnie wyrobione przez prace w polu u dziadków. Zagryzłem delikatnie dolną wargę odgarniając włosy do tyłu. Do bokserek, które już wcześniej na siebie wciągnąłem ubrałem przydługawy czarny podkoszulek. Już bardziej skąpo ubranego niż w szatni przed wychowaniem fizycznym mnie nie widział. Przecież w pałacu nie przystoi tak spać. Od kiedy tutaj zamieszkałem spałem w długich spodniach i koszulce. Mimo, że to tak normalnie wyglądała moja pidżama do spania. Kiedyś spałem tak normalnie. Teraz perspektywa wyjścia tak z łazienki mnie przerażała.
Wiedziałem jedno. Nie mogłem tutaj siedzieć i czekać. Chyba bym spłonął ze wstydu jeżeli pozwoliłbym mu oglądać jak wychodzę z łazienki. Odwróciłem się na pięcie i na miękkich nogach ruszyłem w stronę wyjścia z łazienki wiedząc, że te drzwi to moja ostatnia deska ratunku i ochrony przed nim. I to dosłownie. Jeżeli przejdę przez te drzwi już nic mnie nie będzie chronić.
Wchodząc do pokoju odetchnąłem z ulgą, kiedy zastałem go w takich samych egipskich ciemnościach w jakich go pozostawiłem. Rozejrzałem się po nim dyskretnie, ale byłem sam. Słyszałem jak waliło mi serce. Nie kłamie. Przysięgam! Dosłownie słyszałem je w uszach. Ciekawe czy inni mieszkańcy również je słyszeli. Albo on. Czy on tez je słyszał? Jeżeli nie to pewnie je usłyszy, kiedy się do mnie zbliży. Stanąłem przed oknem i spojrzałem w dół na królewskie ogrody. Podziwiałem je od kiedy tutaj przyjechałem, a byłem w nich tylko raz. W dzień swojego ślubu. Kilka dni po nim się rozchorowałem i jak nikt nie patrzył siadałem w fotelu opatulony kołdrą po samą szyję i oglądałem je z okna nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu będę mógł po nich pochodzić. SAM. Jak widać znowu je obserwuje. Chciałbym je pokazać kiedyś babci i dziadkowi oraz moim przyjaciołom ze szkoły, ale nie wiedziałem, czy dostaną zezwolenie na wejście do pałacu królewskiego jeżeli nie były to dni otwarte dla zwiedzających.
To miejsce mnie dobijało. Wszystko tutaj musiało być robione na pokaz. Trzeba było uważać na każde słowo oraz gest. Tego się nie mówi, tak się nie robi, tak się nie ubiera, tak się nie zachowuje. Same zakazy i nakazy. Dlatego tak się temu buntowałem. Od kiedy tutaj przyjechałem dano mi ich tyle, że ciężko było je wszystkie spamiętać, ale pamiętałem każdy. I praktycznie każdy łamałem z chorą satysfakcją robiąc pod górkę mojemu mężowi, który później musiał świecić przed Królem oczami i bronić mojego oraz przede wszystkim swojego honoru. Później w pokoju się o to rzucał, a ja byłem dumny. Bo to pokazywało, że nawet on potrafił się odezwać, a nie ciągle być tym pod linijkę. Tak nie powiem, tak się nie zachowam. Jego odzywki do mnie albo nawet te nasze trzy bójki w pokoju gdyby ujrzały światło dzienne przysporzyły by mu kłopotów. Dowiedziałem się przez przypadek, że nawet jeżeli w jakiś sposób zostawił by na moim ciele bliznę i nawet jeżeli byłby to czysty wypadek czekałaby go za to chłosta. Wychłostali by księcia bo ten miał czelność zostawić bliznę na swoim małżonku. Chciałbym to zobaczyć.
Ale nie jestem świnią. Nie zrobię mu tego. Bo jeżeli go za to wychłostają stracę ostatnią namiastkę normalności. Nie będzie się już tak zachowywał. A kłótnie z nim były dla mnie tym co mi odebrano w dniu, kiedy wróciłem do domu i czekała tam na mnie babcia z dziadkiem, aby mi zakomunikować o tym co zrobili moi rodzice i jaki czeka mnie los.
- Nad czym myślisz?- Usłyszałem jego poważny głos za sobą. Drgnąłem ale się nie odwróciłem.- Po co się ubrałeś?- Zapytał ponownie wzdychając cicho. Zerknąłem delikatnie przez ramię. Stał przy łóżku z białym ręcznikiem na biodrach. Wbiłem się w okno za sobą. Miał tylko ręcznik na sobie... o boże!
On miał na sobie tylko RĘCZNIK!
Odwrócił się w moją stronę jakby wyczuwając, że się mu przyglądam. Przełknąłem cicho ślinę przyglądając się jego umięśnionemu brzuchowi, ramionom oraz torsowi. Swoje "kołtuny" jak zacząłem w naszych utarczkach słownych nazywać jego dready zostawił rozpuszczone. Przechylił głowę w bok, kiedy nadal się na niego gapiłem bez żadnego słowa.
Spojrzałem gwałtownie w bok, kiedy zorientowałem się, że się gapię. Cmoknął głośno językiem i zrobiwszy dosłownie trzy kroki zatrzymał się przede mną.
- Możesz się patrzeć i dotykać. Nawet powinieneś.- Powiedział kładąc mi dłoń na policzku i delikatnie dając mi znać, że mam na niego spojrzeć. Uniosłem delikatnie głowę do góry, ale moje spojrzenie latało po całym pokoju. Wypuścił głośno powietrze z płuc i pstryknął mnie delikatnie w czoło. Zmarszczyłem nos próbując odgonić jego rękę od mojego czołowa, ale ten znowu mnie w nie pstryknął.
- Możesz przestać?- Zapytałem oburzony łapiąc go za dłoń i patrząc na niego.
- Nie.
- Co? Dlaczego?
- Bo kiedy tak robię...- zarobiłem kolejnego pstryczka.- nie uciekasz spojrzeniem jak płochliwa dziewica tylko skupiasz się na tym co jest tutaj i teraz.
- Ale ja....- Urwałem i spojrzałem w bok. Znowu cmoknął w usta. Pospiesznie zakryłem swoje czoło. Uśmiechnął się cicho pod nosem.
- Ale ty co?
- Em....- Podrapałem się po głowie i zostawiając dłoń na karku spojrzałem na niego ukradkiem. Ten intensywnie się we mnie wpatrywał.- Cyrus.... spałeś już z kimś?
- Dlaczego o to pytasz właśnie w tej chwili?
- Po prostu mnie to interesuje. Nie musisz mówić z kim tylko czy z kimś już to robiłeś?
- Robiłem.
- Dziewczyna?
- Mi to różnicy nie robi.- Odparł. Podrapałem się po karku i wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Często to robiłeś?
- Twoje pytania chyba nie mają na celu odwleczenie tego co i tak się stanie?
- Nie. Wiem, że i tak to dzisiaj zrobisz.... ja po prostu....- Urwałem. Co miałem mu powiedzieć? Że się bałem, bo w przeciwieństwie do niego nigdy tego nie robiłem?
- Kilka razy. Nigdy dwa razy z tą samą osobą. A ty ile osób posiadłeś nim zostałeś moim mężem?- Zapytał przesuwając swoimi długimi palcami po moim lewym ramieniu. Zadrżałem.
- Posiadłeś?
- Z iloma kobietami albo mężczyznami spałeś?- Zapytał. Nie chcę teraz na niego patrzeć. Zrobiłem niepewnie krok w jego stronę i oparłem czoło o jego gorący tors. Drgnął delikatnie.
- Nigdy z nikim nie chodziłem, z nikim nie spałem, nie przytulałem się, nie chodziłem za rękę ani nie całowałem. Pierwszy pseudo-pocałunek przeżyłem dopiero na naszym ślubie.- Powiedziałem cicho. Usłyszałem jak momentalnie wciągnął powietrze przez nos po czym położył mi rękę z tyłu głowy zatapiając palce we włosy i potarmosił mnie po nich.
- I wszystko stało się jasne.- Powiedział. Chyba dla niego. Dla mnie nic nie było jasne.- Czy jest jakaś cześć mojego ciała, którą chciałbyś dotknąć?
- Proszę, że co?- Zapytałem piskliwie spinając się na całym ciele.
- Spokojnie. Chodzi mi o.... coś ogólnie dostępnego. No nie wiem, dłonie, nos.... cokolwiek?
- Mmmmm. Mhy.- Odparłem cicho. Pociągnął mnie do łóżka po czym usiadł na jego środku i poklepał miejsce przed sobą. Wdrapałem się tam niepewnie nie wiedząc czego mam się teraz spodziewać.
- Dotknij.- Powiedział i położył luźno ręce na swoich nogach siedząc po turecku. Zarumieniłem się delikatnie patrząc na jego uda delikatnie tylko okryte ręcznikiem. Spojrzałem na niego. Miał zamknięte oczy. Nie wiem dlaczego, ale kiedy na mnie nie patrzył czułem się jakoś tak lżej. Wyciągnąłem niepewnie rękę w jego kierunku i zrobiłem to o czym myślałem od chwili kiedy pierwszy raz w życiu go zobaczyłem. Złapałem między palce jednego z jego dreadów i przeciągnąłem po całej jego długości.- Serio? Dready? Chciałeś dotknąć moich włosów?
- No co? Nigdy wcześniej nie dotykałem dreadów. Warkoczyki, krótkie włosy oraz długie owszem, ale nie takie jak twoje.
- Rozumiem. Jeszcze coś byś chciał dotknąć?
- Ja...
- I tak będziesz dotykał wszystkiego, ale chce wiedzieć czego byś chciał dotknąć jakbym był w pełni ubrany. Ot tak. Masz kaprys aby mnie dotknąć. Gdzie mnie dotykasz?
- Oczy.
- Jeżeli zrobisz to z zaskoczenia to mi je wydłubiesz, ale ok. A jakbyś miał to zrobić właśnie z zaskoczenia? Mam nadzieje, że nie chcesz mi wydłubać oczu.
- Co? Nie!- Pisnąłem oburzony. Zaśmiał się cicho po czym zaczerpnął głośno powietrza do płuc kiedy położyłem mu swoją dłoń na szyi.
- Pieścił cię ktoś kiedyś po szyi?
- Co? Przecież wiesz.- Odparłem i zabrałem rękę kładąc ją na swoich kolanach. Otworzył delikatnie oczy patrząc centralnie na mnie.
- Wybacz.- Powiedział. Wzruszyłem delikatnie ramionami. Uniósł się na dłoniach i pochylił w moją stronę. Cofnąłem się delikatnie przez co oparłem się o wezgłowie wielkiego łóżka. Oparł lewą dłoń tuż przy mojej twarzy drugą zaś położył na moim policzku. Przyglądałem mu się uważnie nie wiedząc co mam zrobić. Jak odpowiedzieć na jego ruch? Jak....- Nie myśl o tym. Po prostu rób.- Powiedział i pocałował mnie delikatnie w lewy policzek zahaczając o lewy kącik ust. Drgnąłem, kiedy ten przesunął delikatnie swoje usta na moje ocierając wargami o wargi.- Rób to co ja.- Szepnął w moje usta po czym wrócił do ocierania swoimi wargami o moje. Niepewnie powtórzyłem jego ruch. Wypuścił cicho powietrze przez nos i przycisnął delikatnie usta do moich. Czułem się jakby po moich przebiegło stado mrówek. Poruszałem delikatnie wargami zastanawiając się co zrobić z rękoma. Po kilku ruchach warg postanowiłem jedną położyć na jego karku (wydał pomruk z siebie kiedy to zrobiłem!) a drugą oparłem na jego brzuchu (napiął go gwałtownie i syknął cicho!). Nie wiedziałem czy dobrze robiłem. Poczułem jak jechał swoim językiem po moich wargach. Odruchowo je uchyliłem, a on zagłębił się w moich ustach drażniąc swoim ślizgim organem moje podniebienie oraz policzki. Z mojego gardła wyrwał się głośny jęk. Zacinałem mocniej dłoń na jego karku. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Nie mogłem złapać oddechu. Odwróciłem głowę w bok łapiąc głośno hausty powietrza. Przesunął swoje pocałunki na moją szyję. Po całym moim ciele przeleciał dziwny dreszcz. Pisnąłem cicho, kiedy pociągnął mnie za kostki zmuszając mnie do tego, abym się pod nim położył. Zrobiło mi się gorąco, kiedy tak klęczał nade mną i tylko się gapił. Oddychał głęboko.- Jak się całujesz to oddychaj przez nos.
- Mogę?- Zapytałem. Uśmiechnął się pod nosem i zadarł mi koszulkę do góry po chwili mnie jej pozbywając. Przez chwilę nie ogarniałem co się działo zrobił to tak szybko.
- Musisz. Bo jak nie to się udusisz.
- Odwrócę głowę w bok.
- Nie zawsze ci na to pozwolę. Więc oddychaj nosem.- Powiedział pochylając się nade mną i przeciągnął językiem po mojej wardze.
- Um....- Spojrzał na mnie, kiedy tylko wydałem z siebie ten dźwięk.
- Tak?
- Mogę...?
- Tak??
- Chce...- urwałem. Boże jak normalnie ludzie mogą mówić takie rzeczy. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się. On wiedział czego ja chce, ale w uparte czekał na moją odpowiedź!- Nic.
- Na pewno nic?
- Tak.
- Serio?- Nalegał. Pochylił się nade mną delikatnie.
-...fajne uczucie....
- He?
- Mówię, że przez twój kolczyk w języku pocałunki to fajne uczucie, więc....- Poruszyłem się niespokojnie. Uśmiechnął się szeroko po czym przyciskając moje dłonie do poduszki, pochylił się delikatnie nade mną i przeciągnął swoim językiem po moim lewym sutku po czym zassał się na nim. Pisnąłem głośno.- Co? Stop! Czas! Proszę daj mi czas! Cyruuuuuuuuuuuuuuuuuuussssssssssssss!!!!- Próbowałem go z siebie zrzucić. Machałem nogami na wszystkie strony i wierciłem się pod nim. Po chwili oderwał się od mojego sutka i spojrzał na mnie uśmiechając się cwaniacko.
- Mogłeś powiedzieć, że chcesz mnie tak szybko rozebrać, a nie najpierw mnie skopałeś, a teraz....
- Co?- Zapytałem i uniosłem głowę patrząc w dół. O. Mój. Boże.- Ubierz się.- Powiedziałem gwałtownie. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Po co? To ty się rozbierz.
- To się chociaż okryj.
- Ale po co?
- Ktoś wejdzie i zobaczy twój goły tyłek wypięty w stronę drzwi.
- Nikt tutaj nie wejdzie.
- Skąd możesz mieć tą pewność? A jak w pałacu wybuchnie pożar i wleci tu zgraja strażaków.
- To zobaczą królewski zadek w całej okazałości.
- Nie pozwalam aby ktoś oglądał twój zadek więc go zakryj.
- Tobie płacą za marudzenie?
- To jest gratis. Zakryj go.- Dodałem. Prychnął tylko na mnie po czym wbił się w moje pełne oburzenia wargi uniemożliwiając mi dalsze marudzenie.


***


Tak jak kazał oddychałem spokojnie starając się rozluźnić. Czułem się dziwnie. Poruszał się we mnie delikatnie rozpierając mnie swoim rozmiarem sprawiając mi tym samym ból. Sam sprawca tego aktu próbował jakoś odciągnąć moją uwagę od bólu składając na moich plecach i ramionach liczne pocałunki. Czasami delikatnie je podgryzał innym razem zasysał się na nich zostawiając tym samym liczne ślady. Zacisnąłem mocniej zęby na poduszce krzycząc w nią głośno.
- Meadrass...- Szepnął do mojego ucha. Przekręciłem głowę w bok zbliżając w ten sposób swoją twarz do jego.
- Mam.... słabą tolerancje.... uaaa.... na ból...- Jęknąłem kiedy ten poruszał się we mnie z trudem. Mimo, że przed całym stosunkiem pieścił mnie i dotykał przez bardzo długi okres czasu nie pomogło mi się to rozluźnić. Wiedziałem dlaczego i nie mogłem się uspokoić nawet jeżeli chciałem. Nie byłem na to wszystko gotowy, więc bolało mnie bardziej.
- Oddychaj....
- Kurwa.... oddycham....- Jęknąłem i wyciągając rękę do tyłu oparłem na jego biodrze dając mu znać aby się na chwilę zatrzymał.- Daj mi chwilkę. Proszę.- Powiedziałem cicho. Przestał się poruszać. Obsypywał mnie delikatnie pocałunkami gładząc mój brzuch swoimi rękoma. Oddychałem spokojnie próbując się uspokoić.- Chamskie pytanie....
- Jakie?- Zapytał i zaczął maltretować moje ucho swoimi ustami.
- Długo jeszcze?- Jęknąłem cicho. Pchnął mocniej biodrami do przodu wyrywając z moich ust jęk sprzeciwu.
- Jak będziemy się cackać to i do rana.- Szepnął do mojego ucha i znowu mocno pchnął biodrami. Nie wiem co zrobił ale poruszył we mnie coś takiego przez co zobaczyłem gwiazdy przed oczyma i nie mogłem złapać powietrza. Przez całe moje ciało przeleciał przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili zorientowałem się, że drżę na całym ciele i krzyczę w poduszkę. Nie był to krzyk bólu jak wcześniej.- Albo i krócej.- Powiedział wrednie i zaczął się mocno poruszać w moim wnętrzu co chwile wywołując u mnie gorące fale przyjemności oraz silne dreszcze. Nie mogłem zapanować nad moim głosem. Próbowałem na chwilę uciec biodrami od jego bioder aby móc zebrać myśli i ogarnąć co się dzieje ale mi na to nie pozwolił trzymając moje biodra w stalowym uścisku. Jak nic zrobił mi kilka siniaków. Wysunąłem lewą rękę do tyłu próbując odszukać czegoś na łóżku za mną. Po chwili poczułem jak zaciska na moich palcach swoje pochylając się w moją stronę. Przesunął nasze splecione ręce nad moją głowę i przykleił swój tors do moich pleców przyśpieszając jednocześnie ruchy swoich bioder. Ta pozycja sprawiła, że wgniotłem twarz w poduszkę i jęczałem jak pojebany do niej. Z mojego gardła wyrwał się ni to jęk ni to szloch kiedy Cyrus zabrał ręką z mojego biodra i położył ją na moim przyrodzeniu poruszając ją raz po raz.
Zesztywniałem na całym ciele krzycząc głośno, kiedy całym moim ciałem zawładnęła ogromna fala przyjemności znajdująca ujście w sztywnym penisie. Dochodziłem długo krzycząc i piszcząc przy tym jak porąbany. Cyrus wbijał się we mnie mocno drażniąc wrażliwe wejście, ale teraz to się chyba dla niego nie liczyło, bo po chwili doszedł we mnie zalewając całkowicie moje wnętrze swoją ciepłą spermą. Oddychałem ciężko leżąc pod nim i nie mogąc się ruszać. Poczułem jeszcze jego pocałunek na swoim karku. Syknąłem kiedy zatopił tam delikatnie swoje zęby.
- Będzie.... ślad...
- O to chodzi.- Mruknął leżąc nadal na moich plecach.- Nie wiem co powiedzieć....
- O co chodzi?- Zapytałem odwracając twarz w jego stronę. Zmarszczyłem nos kiedy jeden z jego dreadów mnie po nim połaskotał.
- Chcę ci jednocześnie podziękować za ten wieczór, ale również przeprosić.
- Słucham?
- Dziękuje, że oddałeś mi to co dla osoby czystej jest najważniejsze. Oddałeś mi się całkowicie. Oddałeś mi swoją cnotę. Przepraszam również, że musiałeś ją stracić w takich, a nie innych warunkach i to ze mną, a nie z kimś z kim byś chciał.
- I tak nie miałem wyboru.
- Wiem. Dlatego przepraszam i dziękuje.- Powiedział po czym zsunął się delikatnie z moich pleców i usiadł obok mnie na łóżku.
- Idziesz?
- Tradycja.
- Taka trochę nie fajna.
- A znasz jakieś nasze fajne tradycję?- Zapytał i wsunął na siebie przygotowane wcześniej odzienie. Wykąpie się w koszarach. Tradycja.
- Na dziesiąte urodziny dostaje się kosz pełen słodyczy oraz plastikową koronę króla naszego kraju. Lubie tą tradycję. Słodycze dla dziecka. A korona to znak, że można zostać królem w każdej dziedzinie swojego życia. Taki miły prezent.
- Tradycja. Ale nie tutaj.
- Co?- Zapytałem. Spojrzał na mnie.
- Ani ja ani moja siostra tego nie dostaliśmy.- Powiedział. Pochylił się delikatnie nade mną.- Wrócę po północy więc na mnie nie czekaj.
- Nie zamierzam.
- Wyrodny mąż.
- Męcz się teraz z takim.- Pokazałem mu język po czym prychnąłem kiedy ten dał mi pstryczka w czoło i śmiejąc się wyszedł z komnaty. Wiedziałem, że za jakieś dziesięć minut przyjdzie jakiś służący, który pomoże mi się ogarnąć, ogarnie pokój oraz potwierdzi królowi prawdziwość dzisiejszej nocy. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Ile jeszcze?
Ktoś cicho zapukał do drzwi.
- Wejść.

******************************************************
niby z wiekiem pisanie takich scen powinno przychodzić łatwiej. tak jakby się z tym nie zgadzam xD
pozdrawiam 
gizi03031