niedziela, 10 czerwca 2018

6- 17 Mur (ostatni)

a teraz zapraszam na ostatni rozdział tego opowiadania.
Sama nie wiem co o nim myśleć...
*****************************

Przeciągnąłem się mocno patrząc w gwieździste niebo. Teraz przypadła moja kolej warty. Pierwsza warta w życiu jaka mi dano prawie rok po tym jak opuściliśmy pozostałości Muru 17 i od kiedy wędrujemy po świecie ukrywając się przed pozostałą trójką żywych kapłanów. Thea Biała Gwiazda Lefkoteri z Muru 16, Agappe Żywy Duch Enazonma z muru 9 oraz Youyou Tańczące Życie Chorefzoi z Białej Świątyni. Polowało na mnie trzech bardzo specyficznych kapłanów i dość upartych. Przy nich moja moc Drugiego Wcielenia wcale nie działała. Nie mogłem się przed nimi bronić w tej formie, a jako człowieka nie chcieli mnie wysłuchać nie wierząc w moje zapewnienia, że to nie ja zabiłem innych Kapłanów. Blokowali swoje umysły nosząc na głowie Smocze Klejnoty. Przez to nie mogłem przekazać im swoich wspomnień oraz myśli.

Dla nich byłem zdrajcą numerem jeden i nie mogli mi zaufać. Musieli się mnie pozbyć, aby żaden inny mur nie ucierpiał tak jak biedacy z Czarnego Muru!

Pal licho, że to właśnie ci biedacy wybili prawie wszystkich Kapłanów, ale oczywiście wina spadła na mnie.

A ukrywanie się przed nimi nie zawsze było łatwe i przyjemne. Czasami zastanawiałem się czy nie lepiej byłoby się po prostu oddać w ich łapy i mieć święty spokój. Ale szybko zrezygnowałem z tego pomysłu po tym jak niby przypadkiem o tym napomknąłem przy jednym z posiłków i Tyree rozwalił mi czoło metalową miską, z której właśnie jadł. Serio. Zamachnął się miską pełną gorącej zupy i trafił mnie nią centralnie w czoło. Nie dość, że mnie poparzył, to przez niego na samym środku czoła mam bliznę w kształcie kopniętej litery „V”.  Agresywny gówniarz. Pilnował mnie na każdym kroku. Czasami miałem go na serio dosyć. Więc zacząłem mu dogryzać. „Właśnie idę się umyć, czy mogę się oddalić sam, czy jednak masz zamiar mi towarzyszyć” albo „Muszę na stronę, ale nie wiem czy mogę iść sam więc chodź ze mną będziesz miał na mnie oko, kiedy stawiam klocka w pobliskich krzakach” bądź „swędzą mnie jajka, ale nie mam odwagi cywilnej się po nich podrapać więc może zrobisz to za mnie, tylko proszę bądź delikatny, bo ja się wstydzę”. Nabijałem się z niego, a ten za każdym razem strzelał buraka nie wiedząc, jak ma mi na to odpowiedzieć. W końcu Ivar się nad nim zlitował i powiedział mu co ja tak naprawdę robię. Tyree obraził się na mnie na kilka dni, ale nadal nie odstępował mnie na krok. I uwierzcie mi bądź nie… obserwował mnie, kiedy się kąpałem, był przy mnie w krzakach, kiedy poszedłem na stronę.

I uwaga!!!

Tak!

Nawet próbował mnie podrapać po jajkach, kiedy sam chciałem to zrobić.

Strzeliłem go za to po łapach wydając dźwięk pełnego oburzenia. Ten się tylko zaśmiał i pokazał mi język po czym dodał, że sam zacząłem i mam przestać jęczeć. Ten dzieciak stanowczo za dużo spędzał czasu ze swoim starszym bratem, bo tak jak on chwilami zmieniał się w głupiego chuja i nic nie mogłem na to poradzić. A miałem nadzieje, że przy mnie na pewno wyjdzie na ludzi.

Ta…. Enakru…. Masz rację. Pokazanie dzieciakowi tego jak wybijasz wszystkich mieszkańców jego Muru to dobra metoda wychowawcza. Ja się w ogóle dziwiłem, że oni nadal ze mną są i mnie pilnują. Oczywiście pilnują, bo o towarzyszeniu mi w mojej podróży nie było mowy. Tego nie rób, tam nie idź, zostaw to!!

Czasami żałowałem, że jednak ich nie zabiłem tam w tym czarnym zakamarku, ale tak tylko czasami. Rzadko, ale czasami się zdarzało, a wtedy pozwoliłem wypłynąć uśmiechowi psychopaty na moją twarz, kiedy na nich zerkałem i wiedziałem, że oni wiedzą o czym w danym momencie myślę, ale nic sobie z tego nie robiłem. Jeżeli w takim momencie zmądrzeją i spuszą mnie trochę ze smyczy będę tak robiła za każdym razem.

Tak mi kiedyś przyszło na myśl, ciekawe jakby zareagowali, kiedy bym przy nich zamerdał swoim ogonem (mogłem go samego wypuszczać, kiedy chciałem- tak jak resztę ciała mojej drugiej formy) i zaszczekałbym jak pies. Czy powiedzieli by, że jestem dobry pies czy przywiązali mnie gdzieś do drzewa w lesie i porzucili uważając mnie za jakiegoś świra. Nie wiedziałem, jak zareagują, ale coraz bardziej mnie to pytanie nurtowało i coraz bardziej chciałem poznać na nie odpowiedź.

Spojrzałem na gwieździste niebo. Dzisiaj było bezchmurne. Na niebie świecił księżyc w pełni. Uwielbiałem ten moment. Jak jego wielka twarz ukazywała nam się w całej swojej pięknej okazałości. Chciałbym kiedyś zamieszkać na księżycu.

Prychnąłem cicho pod nosem i uniosłem się na klęczkach, aby dołożyć trochę drwa do ognia. Ogień odstraszał dzikie zwierzęta (ja też, ale pozostali nawet nie chcieli o tym wiedzieć), ale przyciągał rozbójników. Moi towarzysze mogli spać spokojnie, tylko ja musiałem pilnować ich bezpieczeństwa. Komuś takiemu jak mi powierzono swoje życie i bezpieczeństwo. Znowu prychnąłem cicho pod nosem oraz pokręciłem przecząco głową.

Co prychasz i nie dajesz porządnym ludziom spać??

Usłyszałem dobrze znany mi głos w głowie. Skrzywiłem się delikatnie dorzucając do ogniska. Odwróciłem się w stronę leżącej nieopodal postaci i pokazałem mu język.

Odciąć ci ten jęzor? I jeżeli pokażesz mi tego palca o którym teraz pomyślałeś, to ci go urwę i wsadzę ci go do dupy!

Westchnąłem. Jak to się stało, że ten pokręcony człowiek słyszał moje myśli a ja jego?? Okazało się, że kiedyś tak, ale to na serio bardzo dawno kiedyś tam na Murze 17 urodziły się w tym samym czasie dwie osoby o znakach obwieszczających narodziny Kapłana. Stary Czarny Kapłan, który dożył do stu drugich urodzin postanowił zrobić na złość Białej Świątyni. Jedno dziecko wysłał jako kandydata na Kapłana, drugie uczynił niewolnikiem całą jego moc pieczętując tatuażem łzy. Tatuaż ten pojawiał się pod okiem potomków tego niewolnika przekazując mu jednocześnie jakąś moc pierwszego z bliźniąt. Dowiedziałem się, że to był jakiś praprapraprapraprapraprapradziadek Ivara oraz jego brata. Ivar zyskał zdolność słyszenia i przekazywania myśli. Ale tylko tych aktualnych. A Tyree…. Cóż…. Empatia to jego moc. Biedny dzieciak. Już mu współczułem przy tak narwanych bracie.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że ja nadal cię słyszę. - Powiedział kładąc się bliżej mnie i opierając głowę na dłoniach. Spojrzał na mnie, kiedy się nie odezwałem. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.

- A ja ci powiedziałem, że masz tego nie robić, bo wielu moich myśli wolałbyś nie znać. - Warknąłem do niego jak do upartego dzieciaka. Syknął, kiedy odbił się od mojej mentalnej przeszkody. Od samego początku próbował sforsować moje myśli próbując odgadnąć co się wtedy stało na murze i dlaczego do tego doszło. Moje słowa „Zdradzili i chcieli dopuścić się zbrodni niewybaczalnej nikomu po raz któryś z kolei. Musiałem ich ukarać i powstrzymać od ciągłego popełniania tego samego błędu” najwyraźniej mu nie pasowały i chciał wiedzieć, DLACZEGO to zrobiłem, a ja nie mogłem się przemóc i powiedzieć mu prawdy. Bo jakbym mógł mu powiedzieć, dlaczego ich wszystkich zabiłem. A jeżeli się okaże, że umie bardzo dobrze ukrywać swoje myśli i on również….

- Jebne cię, jeżeli dokończysz to zdanie nawet w myślach. - Warknął na mnie łapiąc mnie mocniej za przegub dłoni. Skrzywiłem się. To również usłyszał, a nie chciałem, aby znali moje obawy. Nie rozumiał, że ja się najnormalniej w świecie bałem, że nawet oni mnie porzucą i zdradzą?! Wtedy już kompletnie będę sam!

- To nie słuchaj co mam w głowie i daj mi trochę prywatności.

- To nie krzycz w swojej głowię. Ja cię słyszę nawet jak śpisz i śnią ci się te wszystkie rzeczy i sytuacje. - Powiedział oburzony i zabrał rękę. Nie pomyślałem o tym co myślę, o tym, że zabrał swoją dłoń. Jeszcze by to usłyszał. Kolejną rzeczą, którą próbował wyczytać z moich myśli były trzy sposoby na zabicie mnie. Nie zdradziłem tego nikomu i nie zdradzę. Powiem mu, że zabić mnie może wypowiedziany rozkaz przy użyciu moich trzech imion albo, że osoba, którą kocham i która pokocha mnie może mnie zabić oraz że inny Kapłan może mnie zabić w swojej Drugiej Formie używając do tego broni zamoczonej w krwi osoby, która kocham. To jest niedorzeczne. Zaraz by chciał wiedzieć kogo kocham i jak mam na imię. W sensie moje pełne imię. Wypuściłem głośno powietrze z płuc, kiedy przybliżył się do mnie delikatnie. Zerknąłem na niego ciekawy co takiego robi. Spał. W najlepsze sobie zasnął w środku naszej rozmowy. Nie dziwiłem mu się. Od trzech dni to on pełnił wartę. Więc teraz moja kolej. Jeszcze dwie godziny i zmieni mnie Marui na cztery godziny po czym ruszamy dalej.

Odwróciłem się gwałtownie w bok. Usłyszałem z tamtej strony jakiś szelest. To na pewno nie było żadne zwierzę. Ona bały się ognia. A jeżeli to nie zwierzę to….

Spojrzałem na świat oczami mojego drugiego ja, wiedząc, że jeżeli to ktoś obcy, kto nigdy wcześniej tego nie widział, to się przerazi i zacznie krzyczeć w niebogłosy, ale jeżeli jakimś cudem ten człowiek, który ukrywał się za drzewami miał okazję zobaczyć innego kapłana i jego oczy nie wyda z siebie żadnego dźwięku. Przekrzywiłem głowę w bok. Znasz to uczucie, kiedy czujesz się jak osaczone zwierzę w klatce? Ja poznałem je przez ostatni rok i znowu mnie ono nawiedziło. Pochyliłem się delikatnie do przodu oddychając coraz ciężej.

Moje Drugie Ja chciało wyjść na zewnątrz.

- Enakru… spokój…- Powiedział Ivar mówiąc do mnie jak do psa. Najeżyłem się cały chcąc mu się sprzeciwić. Kim on jest, aby tak do mnie mówić?!- Po prostu się uspokój i przestań ujadać w swojej głowie. Chcesz to mogę zacząć cię traktować jak psa. - Odparł. Fuknąłem na niego zamykając w sobie swoje drugie ja. Ivar usiadł i spojrzał w tym samym kierunku co ja. Za nim w ślad poszły inne osoby. Nie spali. Czekali. Obserwowali...

Czekaj!

Czy oni czasami, aby nie specjalnie pozwolili mi stanąć na warcie, abym był… Nie zabierając oczu z drzewa, w które się wgapiałem strzeliłem Ivara otwartą ręką w potylice. Chłopak skrzywił się i spojrzał na mnie oburzony. - Co ty znowu odwala…- Urwał, kiedy pewnie usłyszał, jak ich wyzywam na czym świat stoi i kazałem mu się pierdolić swoim własnym mieczem i w ogóle miałem ochotę ich wszystkich roznieść. - Później o tym pogadamy. - Powiedział tylko na moje myśli. Prychnąłem i znowu strzeliłem go w tył głowy, kiedy na mnie nie patrzył. Warknął cicho pod nosem i złapał mnie za dłoń, kiedy znowu chciałem powtórzyć tą czynność.

- O czym??- Zapytał Tyree materializując się koło mnie. Prychnąłem i odsunąłem się od nich na tyle na ile mi na to pozwolili. - A mu co znowu??

- Nasza księżniczka dowiedziała się o naszym planie.

- Szybki jest. - Zauważył Marui. Zmierzyłem go chłodnym spojrzeniem nie robiąc sobie już nic z osoby, która nie wylazła jeszcze zza drzew.

- Gap się na drzewo a nie na niego. - Przypomniała mi Kanra. Pokazałem jej język i odwróciłem się do niej tyłem. Ivar właśnie wstał z ziemi i zrobił krok w stronę drzew. Ktoś pisnął cicho. Zmarszczyłem czoło.

- Thea zwariowałaś na stare lata. - Powiedziałem cicho wiedząc, że moja była przyjaciółka bardzo dobrze mnie usłyszy. -Wysyłać do mnie jednego ze swoich duszków?? Przecież wiesz, że się z nim rozprawię prędzej niż ty mnie tutaj znajdziesz.

- Pii-pi-piiiip-piiiiii-iiiii-pi- Zapiszczało coś między drzewami. Prychnąłem. Wiedziałem, że jej chowańce są bardzo nieśmiałe i nie wyjdą na widok, tylko dlatego, że znajdował się tutaj ktoś obcy.

- Zależy po co cię tutaj przysłała. Jeżeli po to, abyś jej powiedział, gdzie jestem, aby ta później mogła mnie zabić we śnie, to wtedy ja zabiję ciebie nim ruszysz się z tego drzewa.

- Pa-piii-ipi---pip----ipip-piiiipi-qapipo. - Zmarszczyłem czoło. Tego się nie spodziewałem. Nawet nie zdziwiło mnie to, że pozostali nie zdziwili się tym, że gadam z jakimś piskliwym osobnikiem i go rozumiem. Ostatnio powiedzieli mi, że nie zdziwi już ich kompletnie nic po tym jak przy nich zacząłem rozmawiać z najprawdziwszym niedźwiedziem, który chciał zaatakować nasz obóz, ale odwiodłem go od tego pomysłu i sobie poszedł.

- Przywołała cię przez sen. Co przez to rozumiesz? I o co chodzi z tym ostatnim?

- Co? - Zapytał Tyree. Pokazałem mu ręką, że później mu odpowiem na to pytania.

- Papai-ipao-qauai-opqoia-iipqwooa-qjapqoappio.- Wypuściłem głośno powietrze i potarłem zaskoczony kark. Tego się nie spodziewałem. Wiedziałem, że jej chowańcy zrodzeni w nocy pokażą jej prawdziwa duszę i myśli i nawet jej rozkaz za dnia nie zmieni tego, dlaczego się zrodziły. Dajmy na przydał teraz. Bardzo zabawny przykład. Aż chciało mi się śmiać.

- Wyjdź i pokaż nam się. - Powiedziałem. Po chwili na moim ramieniu siedział wielkich rozmiarów ptak, którego okalały czarno zielone płomienie. Thea nigdy nie miała dwóch takich samych chowańców więc tego widziałem po raz pierwszy. Czerwony ptak podobny do orła, którego okalały czarno zielone płomienie spojrzał na mnie dokładnie swoimi złoto- szarymi oczyma.

- Co to kurwa jest?!- Zapytał oburzony Ivar cofając się o krok.

- To jeden z wielu chowańców Thea. Ale ten jest wyjątkowy. - Powiedziałem i zaśmiałem się cicho na samą myśl o tym co sobie pomyśli sama Thea, kiedy go zobaczy.

- Wyjątkowy? To bydle?

- Ivar nie obrażaj go. On powstał z jej snu, czyli z tego czego pragnie jej dusza. W tym przypadku mojego szczęścia i bezpieczeństwa. Phi. - Zaśmiałem się i pogłaskałem stworzenie po grzbiecie. - Ale jej umysł chce zemsty. Chce mnie zabić. I nawet jeżeli wyda temu konkretnemu chowańcowi rozkaz, że ma mnie zabić ten tego nie zrobi. Powstał do ochrony mojego bezpieczeństwa, więc musi wykonywać moje prośby i polecenia a nie swojej prawowitej pani.

- HE?!- Grupowy szok rozbawił mnie jeszcze bardziej niż świadomość tego co moja przyjaciółka uczyniła przez przypadek i podczas snu. Dałbym wszystko, aby zobaczyć jej minę, kiedy w końcu się zorientuję co takiego uczyniła.

I to ja jestem narwany i w gorącej wodzie kąpany? To ciekawe co można powiedzieć o niej???





**

Drgnąłem. Znowu mnie ktoś obserwował. Wiedziałem, że tym razem w obozowisku zostałem ja i Ivar. Reszta udała się do pobliskiej wioski zrobić jakieś zakupy. Ja nie mogłem chodzić do takich miejsc, ponieważ wszędzie rozwieszono moje listy gończe i gdzie bym się nie zjawił każdy chciał mnie schwytać i przekazać ostatnim Trzem Kapłanom. Mnie już nawet za niego nie brano, mimo że nadal nim Byłem. Oni byli Jasnymi Kapłanami a ja Czarnym Zdrajcą. Odwróciłem się zerkając w stronę zmierzającego do mnie Ivara. Szedł jakoś dziwnie jakby mu się coś stało. Przyglądałem mu się przez chwilę ze zmarszczonymi brwiami, a kiedy poszedł do mnie zmierzyłem go dokładnie od stóp do głów.

- Co się gapisz? - Warknął. Był zły. Nie chciał abym się gapił. Nie chciał abym coś zobaczył. Coś mu się stało. Przeleciałem pospiesznie po jego ciele. Drgnąłem, kiedy zauważyłem coś czerwonego w jego prawej ręce.

- Ivar. Dłoń. -Powiedziałem wyciągając w jego kierunku swoją prawą rękę. Odtrącił ją i odwrócił się do mnie tyłem. Zabolało. Mimo tylu lat jego zachowanie i odrzucanie mnie nawet nieświadome z jego strony sprawiało mi ból. I to z każdym dniem silniejszy, a nie łagodniejszy jakby się mogło każdemu wydawać. Przełknąłem z trudem gule w gardle i spojrzałem na jego plecy, kiedy szukał czegoś w swoim plecaku. Zagryzłem mocno swoją dolną wargę i kopnąłem go mocno pod kolanami. Upadł na nie i odwracając się gwałtownie w moją stronę upuścił plecak, który trzymał. Spojrzał na mnie wkurwiony i poderwał się gwałtownie do góry. Znowu podciąłem mu nogi starając się unikać jego dłoni. Jako niższy od niego wiedziałem, że musze atakować nisko, jeżeli spróbuje zaatakować wyższe partie jego ciała to mnie złapie i już będzie po mnie.

- Enakru, do kurwy nędzy! - Warknął, kiedy znowu wylądował tyłkiem na twardej ziemi. Zrobił szybki ruch. Nawet nie zdążyłem zareagować, kiedy wsunął ręce między moje łydki i rozsuwając je gwałtownie oraz szarpiąc w dół sprawił, że upadłem na niego siadając na nim okrakiem. Przytrzymał moje dłonie koło swojej twarzy nie pozwalając mi się od siebie odsunąć. Spojrzałem na jego rękę, którą ściskał moją dłoń. Owiniętą miał ją kawałkiem jakiegoś materiału. Podejrzewam, że z jego płaszcza. Kiedy zorientował się na co się gapię próbował zabrać rękę. Nie pozwoliłem mu na to trzymając ją delikatnie, ale stanowczo. - Przestań robić taką minę. Przecież nic się nie stało.

- Kłamiesz. S-Stało. - Powiedziałem łamiącym się głosem. Usiadł delikatnie nadal pozwalając mi siedzieć na sobie okrakiem i starł z moich policzków łzy.

- Znowu wyjesz bekso mała?

- Tak! Znowu! I nie mów na mnie…- Urwałem, kiedy złapał mnie brutalnie za kark i przyciągnął do swojej twarzy wpijając się w moje usta. Jęknąłem zaskoczony. Ivar całował mnie zachłannie nie pozwalając mi się nawet odsunąć na milimetr. Trzymał mnie stanowczo przewiercając się przez moje wargi językiem. Wciągnąłem głośno powietrze przez nos, kiedy poczułem jego śliski organ na moim. Zawinął się dookoła niego i wciągnął go do swoich ust ssąc go zawzięcie. Z mojego gardła znowu wydobył się głośny jęk. Oderwał się na chwilę od moich warg i zbliżył usta do mojego lewego ucha.

- Pamiętasz co ci powiedziałem w dzień twoich dziewiętnastych urodzin u ciebie w domu po tym jak cię przelizałem w każdy możliwy sposób? - Zapytał. Zadrżałem na wspomnienie tamtego wieczora. Z całej siły próbowałem o nim zapomnieć, aby mnie nie rozpraszał i nie dawał żadnych nadziei. Przecież wtedy to było wtedy, wszystko się od tamtego czasu mogło zmienić. A teraz jest teraz. I on znowu całuje mnie tak jak dwa lata temu. Przełknąłem głośno ślinę, próbując z niego wstać, ale mi na to nie pozwolił. Moje urodziny wypadały za miesiąc. Miałem miesiąc, a on….

- Pamiętam. - Jęknąłem, kiedy zacisnął swoje dłonie na moich pośladkach.

- To skoro oboje pamiętacie co sobie obiecaliście dwa lata temu wstrzymajcie się przed orgią w naszym obozie, dopóki dzieciak nie skończy dwudziestego pierwszego roku życia. Sam postawiłeś mu taki warunek, więc przestań go macać. - Warknął Marui rzucając koło nas swoją część zakupów. Otworzyłem szeroko oczy. Czyżby…. Syknąłem, kiedy Ivar mocniej zacisnął dłonie na moich pośladkach.

- Wiem, że mam jeszcze miesiąc, ale mogę sobie chyba pomacać to co moje.

- Wszyscy wiemy, że w świetle prawa jesteś jego narzeczonym, ale my serio nie musimy widzieć tego co tutaj robicie. – Zauważyła Kanra. Jęknąłem głośno i ukryłem twarz w jego ramionach. Pamiętałem co mi powiedział w dzień moich urodzin. Że Kapłani zawsze zostają powiązani ze swoimi osobistymi ochroniarzami, którzy wybierani są również przez Wyrocznie, która nakazała im udać się te ten konkretny Mur a nie inny. Wiedziałem, że prędzej czy później skończę razem z Ivarem.

Dlatego Ivar z początku tak mnie traktował. A ja…. Ja byłem zły, za to że ten mnie tak traktował, a jednocześnie przykuł moją uwagę. Byłem nim od samego początku zainteresowany i chciałem, aby Ivar również był mną zainteresowany i obdarzył mnie jakimś ciepłym uczuciem, a nie zbliżył się do mnie tylko dlatego, że Wyrocznia mu to kazała.

Wiedziałem, że kiedy skończę dwadzieścia jeden lat Ivar nabędzie do mnie wszelkich praw i ślub będzie już tylko formalnością, ale chciałem czegoś więcej.

Chciałem, aby….

- Wiesz, że jakbym nie darzył cię jakimś gorącym uczuciem to nawet bym cię nie dotknął? - Szepnął mi cicho do ucha. Słyszał mnie! Znowu! - Głupi dzieciaku, nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do ślubu z tobą, jeżeli bym cię nie kochał, więc mi tutaj nie peniaj miesiąc przed ślubem.

- Czekaj. Co? - Zapytał Tyree zaskoczony. Ivar spojrzał na niego obejmując mnie szczelniej ramionami. Było mi tak dobrze. - Jak to ślub za miesiąc? Przecież….

- Nie posiądę go, jeżeli nie będziemy po ślubie. Chce, aby to było oficjalne i żeby później nie bił się z własnymi myślami, że niby dostałem to co chciałem, a później go zostawiłem. A poza tym zawsze chciałem to zrobić dopiero po ślubie, więc ślub będzie dopiero za miesiąc. - Powiedział Ivar. Nie mogłem uwierzyć, że rozmawiał z nimi o tym tak normalnie jakby gadali o pogodzie, a ja płonąłem cały ze wstydu na samą myśl o tym co miało się stać za miesiąc. Boże! Ja mu się miałem oddać, a on tak normalnie o tym rozmawiał jakby to było dla niego nic. - To nie jest nic. Stresuje się jak jasna cholera, więc przestań wymyślać. - Dodał, kiedy doleciały do niego moje myśli. Znowu…. Eh…. Już się poddałem. Chce niech słucha. Najwyżej on kiedyś tego pożałuje, a nie ja.

- Dopiero?! Czy ty do reszty ochujałeś?!

- Tyree…. Czekam pięć lat, a on dwa lata. Tak postanowiliśmy i tak będzie.

- Ty postanowiłeś chyba!

- Nie.- Przerwałem nastolatkowi i uniosłem delikatnie głowę do góry, aby mogli chociaż zobaczyć moje oczy. - To ja tak powiedziałem. Że nawet jeżeli skończę trzydzieści lat nie dam się nikomu ruszyć, jeżeli nie będę z tą osobą po ślubie. Jakby mi na tym nie zależało i jemu zrobilibyśmy… to…j-już dawno. - Mruknąłem i schowałem twarz w jego szyi nie chcą na nich dłużej patrzeć. Krępowali mnie. Mieli o tym się dowiedzieć dopiero za miesiąc, więc skąd….

- Kanra i Marui wiedzieli od samego początku. Jechali do Białej Świątyni jako twoi ochroniarze i jednocześnie moje mentalne wsparcie. A Tyree nie jest głupi i domyślił się jakieś trzy lata temu. - Odpowiedział na moje nieme pytanie Ivar. Skrzywiłem się delikatnie. Ciekawe czy w takim razie wiedział jak się naprawdę nazywam? - Wiem. Ale pozwolisz, że zachowam to dla nas. I tak nie mam zamiaru używać tego na głos przy ludziach. Co najwyżej będę tak do ciebie mówił w łóżku. - Dodał. Drgnąłem i odsuwając się spojrzałem mu głęboko w oczy. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Chciało mi się śmiać, kiedy wyobraziłem sobie jak używa mojego pełnego imienia w łóżku. Przecież to imię zabije cały nastrój! Pokręciłem przecząco głową uśmiechając się delikatnie pod nosem. Pewnie sobie ze mnie blefował. Nie ma szans, aby znał całe moje imię.

Genniménos tou thanátou inaczej Gennimtouthan Zrodzony z Śmierci Enakru. Kapłan 17 Muru, Kocham cię.

Wciągnąłem głośno powietrze przez nos. Znał je! Znał całe! Nawet tą dłuższą wersję! Jako jedyny Kapłan posiadałem dłuższą wersję swojego imienia! A on je znał.

- Kocham cię. - Wyszeptałem i wpiłem się w jego usta chcąc znowu być blisko niego. Kompletnie zignorowałem nasze towarzystwo. Wiedziałem, że Ivar właśnie pogonił ich specyficznym ruchem ręki po czym położył mi rękę władczo na karku i przyciągnął mnie bliżej siebie całując mnie zachłannie.

Wiedziałem, że czekało nas jeszcze dużo przeciwności losu i w każdej chwili cała nasza piątka mogła stracić życie, ale w tym momencie liczył się dla mnie tylko ten gorący mężczyzna oraz jego namiętne usta, które pożerały moje w brutalnym pocałunku, od którego nie pozwolił mi się odsunąć, o czym ja nawet przez chwilę nie pomyślałem.

Zrodzony z śmierci, a kochający najmocniej i na zawszę. Wiedziałem, że to klątwa mojego imienia. Zabrałem życie własnej matce. Jako jedyny Kapłan nie posiadałem imienia zapomnianego ponieważ moja rodzicielka nie zdążyła mi go nadać. Zabierając życie matce zdobyłem dar bezgranicznej i stałej miłości. Wiedziałem, że jeżeli kogoś znienawidzę to już na wieki i tak samo było z miłością. Jeżeli kogoś pokocham to nawet wieloletnie odrzucenie i ranienie oraz rozłąka nie zmienią moich uczuć.

Dlatego już w powozie wiedziałem, że przepadłem….

To właśnie wtedy się zakochałem….

Już wtedy wpadłem w ramiona Ivara oddając mu całe serce chociaż wtedy o niczym nie wiedziałem…

Kochałem i byłem kochany.





The end😊

Pisane od: styczeń 2018 do: 02.05 2018

Stron: 37

Wyrazów 16311


***********************************
tak szczerze, ale szczerze....
czy to opowiadanie miało jakiś sens??
pozdrawiam
Gizi0031

niedziela, 3 czerwca 2018

5- 17 Mur

Zapraszam do czytania:)
**********************************

Obudziłem się zlany potem, kiedy kolejne istnienie zniknęło z mojej świadomości. Nie wiedziałem co się dokładnie działo i dlaczego się działo, ale od moich ostatnich urodzin, czyli jakieś dziesięć miesięcy temu powoli zaczęły znikać z mojej głowy natrętne głosy podświadomości, które tak naprawdę należały do innych kapłanów. Mimo dzielącej nas odległości mogliśmy się ze sobą komunikować, kiedy chcieliśmy, ale nie robiliśmy tego za często chcąc przyzwyczaić się do nowego miejsca i otoczenia. Mieliśmy się ze sobą porozumieć w ten sposób tylko wtedy, kiedy sytuacja będzie naprawdę poważna i nie będziemy w stanie sobie sami z nią poradzić. I trzymaliśmy się tego postanowienia bardzo długo, więc dlaczego teraz kiedy te głosy znikały nikt się ze mną nie kontaktował i nie mówił co się dzieje. Przecież inni nie mogli tak zobojętnieć na nasz wspólny głos, że nie słyszeli, iż poszczególni członkowie naszej rozmowy znikali jeden po drugim.

Przekręciłem się na bok i spojrzałem na zegarek. Była trzecia nad ranem. Wiedział, że nie musi dzisiaj szybko wstawać. W końcu miał zasłużone trzy dni wolnego, a dzisiaj wypadał pierwszy dzień od kiedy tutaj trafiłem, gdzie mogłem sobie odpocząć a moi pracownicy obiecali mi, że co by się nie działo nie zakłócą mojego wolnego i pozwolą mi w końcu trochę odpocząć i oczyścić umysł. Ale nie wiedziałem, czy to miało jakiś sens, skoro ciągle po głowie chodziło mi to, co się aktualnie działo z kapłanami z innych murów.

Pierwszy zniknął Fay, który nosił również imiona Desopira albo Leśna Pirania. Zamieszkał na 1 Murze, tym najbliżej Białej Świątyni. Dlaczego jego głos zniknął nie miałem pojęcia. Skąd wiedziałem, że zniknął na zawszę? Ponieważ wymówiłem na głos jego imiona i nic się nie stało. A powinno. I dobrze o tym wiedziałem.

Później jakiś miesiąc po tym zniknął z mojej głowy głos Zenowa. Znałem go też pod imieniem Ygorden, czyli Podmokły Drzewiec. Zamieszkał na murze 15. Zniknął z mojej głowy, kiedy aktualnie znajdowałem się w pracy. Ciężko było mi wyjaśnić z jakiego powodu po moich policzkach pociekły łzy. Wcześniej też tak zareagowałem. Utrata jednego z nich była dla mnie bardzo bolesna i dotkliwa, a co dopiero dwóch. Przecież byli młodzi i powinni żyć jeszcze długie lata, a nie umierać z nieznanych mi przyczyn w tak młodym wieku. Owszem, byłem z nich wszystkich najmłodszy, ale czy to coś zmieniało??

W trzecim miesiącu się posypali. Umarło aż trzech kapłanów, a ja nie mogłem się z nikim skontaktować. Nie mogłem też powiedzieć, że jadę na inne mury, bo coś się dzieję pozostałym takim jak ja, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach by mnie nie wypuścił. No i jak im miałem powiedzieć skąd wiedziałem, że coś złego dzieje się u innych. Musiałbym im bardzo dużo wyjaśniać, a tego nie chciałem. Trzeciego miesiąca z mojej głowy zniknął głos Kontari Wodnego Niedźwiedzia znanego też jako Nitikiarko. Po niej odszedł Tarikon Pocałowany przez Anioła. Filoapanelo. Nie znosił swojego drugiego imienia jak żadne z nas. I nie pozwolił się z niego naśmiewać. O nie. Sam na własnej skórze się przekonałem co robi z tymi, którzy mają na tyle jaj, aby to zrobić. Ostatniego dnia trzeciego miesiąca zniknął Yami Płomienna Lawina. Jego drugie imię to Flagochinos. Kapłani z muru 6, 7 i 4.

Czwartego miesiąca nic się nie stało więc gdzieś tam w podświadomości nadal tliły mi się wątpliwości, ale nie miałem podstaw do ich szerzenia. Wszystko zmieniło się piątego miesiąca, kiedy za jednym razem wyrwano mi z głowy pięć głosów! Utrata jednego była bardzo bolesna i traumatyczna, a co dopiero całej piątki głosów, które słyszałem niemal od urodzenia w swojej głowie. Atak histerii jaki mnie złapał na środku miasta nie mógł zostać przeoczony. Tym bardziej po tym jak trafiłem do szpitala i za cholerę nie chciałem powiedzieć co mi się stało i dlaczego tak zareagowałem. Wypisałem się na własne żądanie i całą noc płakałem w poduszkę nie mogąc uwierzyć, że już nigdy nie spotkam kolejnej piątki, która razem ze mną wychowała się w Białej Świątyni. Najpierw zniknął Loki Perłowa Zorza Pearluro. Kilka sekund po nim przestałem słyszeć Karę Syrenę Życia Gortizo. Doloya Biała Karta Lefkita oraz Puffly Cichy krzyk Miasiogi zniknęli w tym samym momencie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że najbardziej łagodna (nawet Biała Kapłanka się do tej osoby nie umywała) jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem poszła razem z nimi. Dante Ukochany Diabła Agapidiavo osoba o szczerym i czystym sercu. Gdyby był bardziej inteligentny i ogarniał zakres blokowania swoich myśli zostałby Białym Kapłanem. Ale nie potrafił blokować myśli za co byłem mu ogromnie wdzięczny. Ten facet był najnormalniej w świecie nieskazitelnie dobry i czysty. Aż chciało się przebywać w jego towarzystwie. A teraz już go nie było.

Mieszkańcy murów 10, 13, 8, 11 oraz 5 pożegnali swoich Kapłanów nie zgłaszając dalej co się z nimi stało i dlaczego przestałem słyszeć ich głosy. Chyba trzeba by było zmienić prawo, które nakazywało by mieszkańcom danego Muru wysyłać informację na inne Mury, dlaczego i kiedy zginął ich Kapłan. To by mi bardzo życie ułatwiło i pozwoliło mi czasami się wyspać. Dręczące myśli oraz wyrzuty sumienia pojawiającą się znikąd i w najmniej odpowiednim momencie potrafiły doprowadzić człowieka do szewskiej pasji.

Próbowałem w jakiś sposób skontaktować się z innymi Kapłanami, ale żadne z nich nie odpowiadało nie ważne jak wiele razy ich wzywałem. Nawet wejście na szczyt muru mi nie pomogło. Jakby coś usilnie zagłuszało moją moc i nie mógłbym się z nikim połączyć. Powiedziałem o swoich obawach Ivarowi oraz Tyree, miesiąc temu, kiedy powiedzieli mi, że mają do załatwienia pilne sprawy poza murem 17-stym. Nie wyjaśniłem im o co dokładniej mi chodzi, ale powiedziałem, że z jakiegoś powodu nie dostaję odpowiedzi od innych Kapłanów. Obiecali, że po drodze sprawdzą, czy ktoś przypadkiem nie kradnie mojej korespondencji i dlatego inni milczą i nic mi nie odpowiadali. Chciałem z nimi jechać, ale cała czwórka (jechała z nimi jeszcze Kanra oraz Marui) nie wyrazili na to zgody. A Ivar to już w szczególności. Spojrzał na mnie jak na idiotę i powiedział, że mam sobie takie kretyńskie pomysły wybić z głowy, bo jak nie to dostanę od niego po dupie. Ja zaczepnie zapytałem czy to groźna czy obietnica. Kazał mi kulturalnie spierdalać.

Od moich ostatnich urodzin stał się bardziej drażliwy na moim punkcie i nie pozwalał mi nigdzie bez siebie chodzić. Mi to zbytnio nie przeszkadzało. Miałem cichą nadzieję, że może jednak, kiedyś obdarzy mnie jakimś większym i gorącym uczuciem. Wątpiłem w to, bo nadal traktował mnie jak głupiego bachora, którym przecież już od dawna nie byłem.

A dzisiaj w nocy straciłem kontakt z czwórką innych kapłanów. Zerikon Mgliste Zioła Mistyana, Vipe Górski Śpiew Voutrag, Speede Kamienne Nuty Pertinta oraz Tear Mądra Łza Enasokry. Mur 12, 14, 3 oraz 2. Zacisnąłem mocniej zęby na poduszce nie chcąc krzyczeć. Mam nadzieje, że Ivar i pozostali wrócą szybko i udziela mi jakiś sensownych informacji. Razem ze mną pozostało tylko czterech żywych kapłanów. Nawet nie chodziło tutaj o mnie. Wiedziałem, że coś jest nie tak i nie chciałem znowu kogoś opłakiwać. Z żalu, tęsknoty oraz bezsilności. Jakby to co dopadło pozostałych nie mogło najpierw pofatygować się po mnie. Ja to miałem po prostu zajebiste szczęście i nikt nawet niech się nie waży zaprzeczać. Usiadłem na łóżku kiedy przestałem w końcu szlochać i postanowiłem. Jeżeli nie wrócą w przeciągu trzech dni to wyjadę im naprzeciw i nie interesowało mnie to, że będą na mnie źli. Nie mogli mnie wiecznie traktować jak dziecko.

 Ja byłem starszy od Tyree do cholery!

Ale nikogo to nie obchodziło.

Wygrzebałem się z pościeli postanawiając się przejść i trochę rozprostować kości. Może znowu uda mi się nakłonić jednego ze strażników i ten pozwoli mi wejść na Mur. Z tamtego miejsca będę wszystko lepiej widział. Umyłem się pospiesznie ścierając z siebie trudy tej nocy. Ubrałem się w przylegające do mojego ciała spodnie obwiązane w łydkach zielonymi rzemieniami. Taką samą czarną jak spodnie koszulkę na ramiączkach. Do tego rękawice bez palców zawiązane na moich rękach niebieskimi rzemieniami. Wszyscy już się przyzwyczaili do tego, że zawsze miałem na sobie jakiś kolorowy dodatek dodany do ubioru. Włosy pozostawiłem w nieładzie pozwalając im samotnie wyschnąć. Założyłem jeszcze na palec wskazujący lewej ręki sygnet mówiący o tym kim jestem (jakby nie wiedzieli o tym gapiąc się na mnie na ulicy! Phi!) oraz na kciuka na tej samej ręce srebrną obrączkę ze złotymi winoroślami oplatającymi ją dookoła. Prezent jaki dostałem na ostatnie urodziny od Thea. Tak jak bez pierwszego nie mogłem wyjść z domu tak bez drugiego nie chciałem wyjść. Opuszczając dom założyłem jeszcze na siebie czarny sięgający ziemi płaszcz oraz ubrałem na głowę kaptur nie chcąc o tej godzinie rzucać się komuś w oczy. Wiedziałem, że moje wysiłki mogą być daremne. Czasami nie miałem pojęcia co ci ludzie mieli w sobie, że wyczuwali mnie zanim wlazłem do jakiegoś pomieszczenia albo wychylił3em się zza rogu. Przecież byłem normalną osobą, na nienormalnym stanowisku.

Eh… kogo ja próbowałem okłamać to już sam nie miał pojęcia. Skręciłem za róg wiedząc, że jeszcze kilka metrów i znajdzie się przy jednych z wielu schodów prowadzących do góry. Zatrzymałem się na chwilę zawiązać mocniej rzemienie na prawej łydce. Trochę ciulowo zrobiłem to za pierwszym razem.

-… wszystko gotowe?

- Tak. Do końca tego tygodnia zostanie tylko Czarny oraz Biały Kapłan.

- Z nimi będzie najgorzej, ale później będziemy mogli powiedzieć, że sami się pozabijali i nikt nas o nic nie oskarży.

- Nie wiem czy to dobry pomysł to robić tylko po to, aby okraść Białą Świątynie.

- Głupcze! Tchórzysz?! W takim momencie, kiedy praktycznie pozbyliśmy się całkowicie tej zarazy! Jeszcze mieszkańcy innych murów myślą, że to nasz drogi Enakru tego dokonał. Głupi dzieciak niepotrzebnie panoszył się tutaj już pierwszego dnia! Jakim prawem odebrał nam zamożnym niewolników i wprowadził swoje przygłupawe rządy i zasady! Kim on niby jest?!

- Jak on się dowie o tym co wszyscy zrobiliśmy….

- Najwyżej zgonimy to na tych głupców, których wysłał, aby sprawdzili czy na innych murach wszystko jest w porządku! Smocze Kamienie uniemożliwiają przepływać informacją więc nawet nie będzie wiedział, że coś się stało, a wtedy wzburzony tłum oraz Biały Kapłan przyjdą i się nim zamkną. A nasz mur w końcu znowu będzie naszym domem.

- Ale…

- Przestań. Zrobiliśmy głosowanie. Pomijając tych idiotów, którzy nawet nie zostali na nie zaproszeni wszyscy mieszkańcy się zgodzili więc będzie dobrze. - Wyszedłem zza rogu patrząc się na swoje nogi. Wiedziałem jak teraz wyglądała moja twarz, a im później oni się dowiedzą, jak wyglądałem tym lepiej dla nich, ponieważ to będzie ostatni widok jaki zobaczą w życiu. Stanąłem kilka kroków od nich oddychając ciężko, ale póki co nie podniosłem głowy do góry.

- Chłopcze tutaj nie wolno przychodzić. - Powiedział osobnik, który wyrażał swoje wątpliwości co do obmyślanego przez pozostałych planu. Planu, aby zabić wszystkich kapłanów i całą winę zgonić na mnie. Na mnie! Przekrzywiłem delikatnie głowę w bok i uniosłem ją do góry uśmiechając się niczym psychopata. Widziałem w ich oczach szok i niedowierzanie. Wiedzieli, że żadne słowa mnie nie powstrzymają. Wiedzieli co się za chwilę stanie, a mimo wszystko nie mogli się ruszyć.

Zabrali mi cała przyjemność z powolnego zabijania ich i pastwienia się nad nimi przez kilka najbliższych godzin. Cóż….

Musi mi to wystarczyć.

Przecież na całym 17 Murze jest tylu chętnych, którzy głosując podpisali na siebie wyrok śmierci.

Uśmiechnąłem się do nich jeszcze szerzej robiąc powolny krok w ich stronę.



**

Drgnąłem przekręcając głowę w bok. Widać ktoś jeszcze przeżył, a już myślałem, że przejrzałem wszystkie piwnice, strychy, zakamarki oraz szpary znajdujące się w tym miejscu. A jednak bardzo dobrze usłyszałem głośny pisk oraz dźwięki wydawane podczas wymiotowania. Uśmiechnąłem się szeroko. A więc jest tutaj jeszcze ktoś z kim mogę się pobawić!

Ruszyłem powoli w stronę, z której wydobywały się te charakterystyczne i dobrze przez mnie słyszane dźwięki. Obojętnie mijałem ciała porozrzucane po ulicy nie przejmując się tym kto, gdzie leżał i jak skończył. Nie interesowała mnie krew oraz wnętrzności, po których stąpałem, tak samo jak czerwona posoka, która okalała całe moje ciało. Uśmiechnąłem się. Gdyby teraz Thea zobaczyła moje drugie oblicze pewnie by się posikała ze strachu, ale cóż. Jestem Kapłanem tego Muru i mogę w nim robić co mi się podoba oraz z ludźmi z tego muru. A za to co zrobili i planowali zrobić to i tak nie wystarczająca kara. Zrobię wszystko, aby istnienie tego muru zniknęło z stron wszystkich ksiąg na tym świecie. Drgnąłem, kiedy wyczułem za sobą jakiś ruch. Nie odwróciłem się. Wiedziałem, że osoba za mną ukrywa się między dwoma budynkami. Zrobiłem jeden wyraźny krok w przód, a jednak znalazłem się tuż za kulącą ze strachu postacią. Pochyliłem się nad nią i wciągnąłem głośno powietrze przez swoje obnażone zęby. Osoba ta nie miała śmiałości się odwrócić. Przeczesałem delikatnie paznokciami jej długie włosy chcąc w ten sposób zajrzeć do jej umysłu. Nie byłem zwolennikiem czytania w myślach. Nie chciałem ludziom zabierać ich prywatności, ale…. Gdybym wcześniej sprawdził co chodzi po głowach tych przeklętych ludzi mógłbym bunt zdusić w zarodku, a tak. Nim kogoś tutaj zabiłem sprawdzałem jego wspomnienia. Aby mieć czyste sumienie. Zabijałem tych którzy zagłosowali za to aby pozbyć się Kapłanów i przywrócić wcześniejszy porządek jaki panował na tym Murze. Nie moją winą było to, że głupi rodzice oddawali nawet głosy za swoje małe dzieci. No i nie moją winą było to, że dosłownie każdy do kogo podszedłem głosował za ty pomysłem pozytywnie.

A teraz przyszła kolej na kolejną osobę. Już się nie mogłem doczekać jak się jej pozbędę. Może tak jak osobę 7, 115, 449, 6398 oraz 9954 obedrę ze skóry, powyrywam wszystkie paznokcie oraz zęby a na koniec poderżnę jej gardło i powiesz pod sufitem za nogi obserwując jak krew oraz życie z niego ucieka. O ile wcześniej nie umrze z bólu.

Zmarszczyłem nos. Ta osoba nie nosiła w sobie winy. Nie głosowała. W momencie tego głosowania była… Zabrałem gwałtownie rękę i stanąłem plecami przy jednej ścianie. On był przynętą, która miała mnie wywabić z ukrycia, aby inni mogli zapolować. Znałem bardzo dobrze to zagranie. W końcu sam ich tego nauczyłem. Pochyliłem się delikatnie do przodu warcząc cicho. Tył miałem zabezpieczony. Wiedziałem, że zaatakują z góry i z boków. A kiedy skupię się na nich Tyree, którego przed chwilą sprawdziłem zaatakuje mnie z przodu wbijając mi róż w brzuch. Oczywiście nie w serce. Przecież potrzebowali informacji. Ta zasadzka nie miała na celu zabić tylko schwytać napastnika. Gorzej by było jakbym był na otwartym terenie. Wtedy musieli by atakować tylko w jednym celu. Aby mnie zabić.

Ale wiedziałem, jak sobie poradzić z tym rodzajem zasadzki. Zrobiłem kilka szybkich ruchów i dopadłem do zakapturzonej postaci, którą był Tyree i przykładając mu palce z długimi paznokciami do szyi nie pozwoliłem mu nawet drgnąć. Wiedziałem, że inni nas obserwują. Chłopak skrzywił się niesmakiem. Wyuczyłem to w jego emocjach. Tak samo jak czułem chęć zemsty. Wiedziałem do kogo należało to uczucie. Do Ivara. Kanra bała się o dzieciaka, a Marui… on był… sarknąłem pod nosem, kiedy zorientowałem się, że mężczyzna najnormalniej w świecie był głodny. I nic więcej. Po prostu był głodny i chciało mu się jeść. Pokręciłem przecząco głową. Każdy ma swoje priorytety. Jego widocznie było zaspokojenie głodu.

- Puść go draniu! - Warknął Ivar wychodząc z ciebie. Widocznie troska o brata była o wiele silniejsza niż chęć zabicia mnie. Przekrzywiłem głowę w bok. - Głuchy jesteś wstrętny potworze?!- Krzyknął, kiedy nie zareagowałem. Au! To zabolało! Wiedziałem, że miał pełne prawo tak o mnie myśleć oraz mówić, ale nie zmienia to faktu, że zabolało.

- Ivar…- wycharczał jego brat. Chciałem wiedzieć o czym myślał, ale nie przejrzałem jego pamięci. Jakoś nie mogłem się na to zdobyć. Przecież to był mój podopieczny. Nie mogłem go podejrzewać. Nie mogłem….

Opuściłem bezwiednie ręce w dół i zrobiłem krok w tył wpadając na ścianę. Opuściłem głowę w dół nie chcąc widzieć jego twarzy, kiedy będzie mnie zabijał. Serce dudniło mi mocno w piersi. Adrenalina krążyła w żyłach.

- NIE!!!- Usłyszałem głos Tyree, a po chwili tonąłem w jego ramionach. Zesztywniałem. Co on wyprawiał?! Najwyraźniej nie tylko ja byłem zaskoczony, bo jego brat również wyraził całym sobą święte oburzenie i szok spowodowany szokiem na zachowanie swojego brata.

- Tyree co ty odpierdalasz?! Odsuń się od niego!

- Nie! Nie ma mowy! Nie zabijesz go!

- Tyree odsuń się od TEGO!!!

- To jest Enakru! Nie zrobisz mu krzywdy! - Krzyknął przytulając mnie mocniej do swojej piersi. Drgnąłem. Skąd wiedział? Fakt, widział mnie raz. Ale to był tylko raz. Nie mógł mnie zapamiętać. Tym bardziej, że wtedy wypuściłem bestię tylko częściowo, a teraz…. Ogarnęła ona całe moje ciało. Do wcześniejszego wyglądu bestii doszły jeszcze rogi, skrzydła i ogon. Twarz jak i całe ciało wyglądały jak popękane skały magmowe. Po czym on mnie rozpoznał, jak w tej formie nie potrafiłem nawet mówić. W pełnej formie, a nie tak jak w częściowej jaką zaprezentowałem rok temu w barze. Ta była ostateczna- niema. Żaden Kapłan tego nie umiał. To nie były ludzkie formy, a tylko ludzie potrafią mówić.

- Zdurniałeś?! Gdzie ty w tym czymś widzisz…. Enakru…? - Zapytał i cofnął się o krok kiedy jego brat pokazał mu moją lewą dłoń. Nie bał się mnie dotknąć! Dotknął taką kreaturę jak ja, przytulał ją, chronił. A jego brat…. Jego cholerny brat…. Poczułem jak Tyree obejmuje mnie czule odgradzając swoimi nastoletnimi rękoma od całego świata. Od dzisiaj ten dzieciak ma moją dożywotnią ochronę. Nie ważne co by się działo i gdzie. Zawsze go odnajdę i przybędę mu na pomoc. Gdybym mógł zdradziłbym mu swoje prawdziwe imiona, ale nie mogłem tego uczynić. O ironio losu! Jedyną osobą, która mogła by poznać te imiona jest osoba, która aktualnie chciała mnie najbardziej zabić. Jeżeli podam jej swoje imiona jak nic to uczyni. - Enakru??

- To on!

- Nie krzycz na mnie! Każdy byłby w szoku jakby zobaczył to coś!

- To nie jest COŚ tylko ENAKRU!

- Dobra już dobra. Nie drzyj się. - Ivar schował swój miecz do pochwy i zrobił krok w naszą stronę. Jego brat bardziej osłonił mnie swoim bratem co nie za bardzo mu się spodobało. - Przecież mu nic nie zrobię.

- A kto cię tam wie. Jeżeli mi nie przyrzekniesz, że nigdy go nie skrzywdzisz to nie pozwolę ci się do niego zbliżyć! - Krzyknął chłopiec. Odsunąłem się delikatnie od niego i położyłem mu dłoń na policzku. Jego brat oczywiście się skrzywił.

Miecz, trucizna ani nic co uśmierca zwykłego człowieka nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. Umrę tylko z trzech powodów, a póki co twój brat nie jest w posiadaniu wiedzy na temat jakiegokolwiek powodu z jakiego moje życie zostanie mi odebrane, więc się nie martw.

Pomyślałem zdając sobie dobrze sprawę, że on mnie usłyszy. Ten otworzył szeroko oczy i przysunął się do mnie bliżej. Normalny człowiek by spierdalał, a on podszedł bliżej! Powinienem najpierw zbadać jego zdrowie psychiczne nim przyjąłem go pod swoje skrzydła.

- WOHO!!! Jak ty to zrobiłeś?! Zrób tak jeszcze raz! Proszę, proszę, proszę!!



Odsuń się trochę i nie podniecaj tak bo chyba twój brat znajdzie czwarty sposób jak się mnie pozbyć. Dopóki znam trzy sposoby, to lepiej go nie drażnić.



- To głupi but jest. Jak ty to robisz? Nie rozumiem. Kiedy się tego nauczyłeś?



Umiałem to od samego początku, tylko nigdy wam tego nie pokazywałem, bo było to nie potrzebne. Nie wiem jak to robię. Dla mnie to normalne. Jak oddychanie. Nie nazywaj brata głupim butem nawet jeżeli taki jest.



- Sam jesteś głupi but! - Warknął Ivar. Zerknąłem na niego. O dziwo nie patrzył na swojego brata tylko na mnie. Wytrzeszczyłem na niego czarne jak smoła oczy gapiąc się na niego z niedowierzaniem. - Ja cię słyszę idioto.

HĘ?!


***************************************************
Uh....
Jeszcze jeden rozdział do końca....
A napięcie rośnie...
ta, jasne.
Jak dla mnie te opowiadania są przewidywalne jak zeszłoroczny śnieg, ale to może dlatego, że to ja je napisałam i wiem co się dalej będzie działo??
pozdrawiam Gizi03031



















niedziela, 27 maja 2018

4- 17 Mur

Po woli zbliżamy się do końca tego opowiadania, a co później nadal nie mam pojęcia.
eh....
ciężkie jest życie, kiedy wena cię opuszczą i jedzie na bezterminowe wakacje.
**************************

W dość sprawny i za pewnie brutalny sposób- zdawałem sobie sprawę, że to co właśnie zrobiłem cholernie boli- przerzuciłem intruza zgniatającego mi ciało przez swoje ramię umieszczając go na stole przed sobą po czym zaciskając palce prawej dłoni na szyi owej osoby przyłożyłem jej do twarzy nóż do masła. Tak o. W razie potrzeby. Osoba ta syknęła cicho po czym zaśmiała się jak pojebana na cały głos. Znalem ten śmiech bardzo dobrze. Drgnąłem zaskoczony i zabrałem pospiesznie ręce z szyi natręta.

- Thea?!- Krzyknąłem na połowę lokalu po czym moje ciało zostało zagarnięte do mocnego uścisku. W pierwszym odruchu musiałem amortyzować siłę przyciągania opierając dłonie na stole pod nią, po czym delikatnie ją przytuliłem. Wiedziałem, że ten babo-chłop jeszcze mi połamie nos na tym stole o ile nie będę ostrożny. - Co ty tutaj robisz? - Zapytałem zaskoczony, kiedy już się ode mnie oderwała- powiedzmy, nadal wtulała się w moje ramie za cholerę nie chcąc mnie puścić. Już zapomniałem jaka potrafiła być przylepna. I silna.

- Zatrzymaliśmy się tutaj na jedną noc na odpoczynek i uzupełnić zapasy. Boże! Jak ja cię dawno nie widziałam! - Pisnęła mi głośno do ucha. Skrzywiłem się delikatnie i odsunąłem od niej na tyle na ile mi pozwalała.

- Zaiste dość dawno, skoro ja i moje biedne uszy zapomnieliśmy, jak się drzesz jak zarzynane bydło domowe. Kobieto, wiele razy ci mówiłem, że masz się nie drzeć do mojego biednego ucha. - Skarciłem ją. Ta się zaśmiała i mocniej mnie przytuliła. Wypuściłem głośno powietrze. Wiedziałem, że i tak moje słowa nic tutaj nie wskórają i skoro ta przylepa chciała się poprzytulać to po prostu musiałem to zaakceptować i pozwolić jej na to.

- Ledwo cię spotkałam a ty już marudzisz? Gdyby nie to, że wyczułam twoją irytację jak nic przejechałabym koło tego miejsca bezpośrednio do miejsca, w którym się zatrzymaliśmy, a jutro już bym wyjechała.

- Dlaczego? - Zapytałem zaskoczony. Skoro była tutaj to chyba nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy mogli się spotkać i ze swobodą porozmawiać.

- Kapłanie, gdzie są twoi ludzie? - Zapytał Ivar. Spojrzałem na niego i o mało co się nie przewróciłem. Stał na wyprostowanych nogach. Za sobą ukrywał przestraszonego brata. Najbardziej zdziwił mnie miecz w jego dłoni. Czy on zwariował?

- Ivar co ty wyprawiasz? - Zapytałem, kiedy nadal wgapiał się w Thea i nie chciał odpuścić. - Ivar!

- Zadałem ci pytanie, Kapłanie?

- Zwiałam im, kiedy wyczułam innego Kapłana. Za pewne niedługo tutaj będą.

- Chcesz mi powiedzieć, że nie wiedzą co wyczułaś i dlaczego im spierdoliłaś? - Warknął Ivar. Thea najeżyła się niezadowolona jego słowami.

- Może zapanuj nad swym językiem niewolniku.

- THEA!!- Upomniałem ją robiąc krok w bok. Spojrzała na mnie miną zbitego psa. - To mój towarzych i jego brat, więc masz się tak do niego nie zwracać. Na tym murze stanowczo zabroniłem szykanowania i obrażania kogokolwiek kto posiada na sobie taki znak. I ty też Ivarze opuść swój miecz. To inny Kapłan i ktoś kogo znam więc nie życzę sobie abyś do niej mierzył z broni. Czy wyraziłem się dokładnie jasno i wyraźnie? - Spojrzałem na niego próbując wyglądać groźnie. Nie wiedziałem, jak zareaguje na moje słowa, ponieważ nigdy tak do niego nie mówiłem. Boże ja od pierwszego dnia tutaj do nikogo tak nie mówiłem.

- Chyba nie myślisz, że pozostanę nieuzbrojony, kiedy obcy Kapłan bez obstawy kręci się po naszym murzę?!

- Ivar!

- Tutaj jest mój brat! I ty również! Później możesz mnie ukarać, ale nie spuszczę oczu z tej kobiety, dopóki nie przyjdzie tutaj jej strażnik!

- Ivar! Miecz w dół!

- No chyba….

- IVAR!!!- Bardzo dobrze wiedziałem jak teraz wyglądam. Włosy mi się nastroszyły a twarz stała się bardziej…. Toporna. Rysy mi stwardniały. Nos zmarszczył. Uchyliłem delikatnie cienkie usta ukazując ostro zakończone wszystkie zęby. Na twarzy pojawiły mi się ciemne znaki, które potrafił odczytać inny kapłan. Oczy zrobiły się czarne. W całości czarne. Uszy zaostrzone na końcach przylegały płasko do głowy. Ostre niczym brzytwa paznokcie raniły moje dłonie, kiedy zacisnąłem palce w pięści. - W TEJ CHWILI OPUŚĆ TEN CHOLERNY MIECZ!!!- Zagrzmiał mój zwielokrotniony przez echo głos. Głos, którego nienawidziłem z całego serca. Głos potwora. Ivar posłusznie schował miecz do pochwy i ugiął przede mną usłużnie kark. Nie chciałem, aby się przede mną kłaniał! Spojrzałem na jego brata za nim. Zobaczyłem w jego oczach przerażenie i strach. Nie chciałem, aby kiedykolwiek zobaczył tą stronę mnie. Drgnąłem, kiedy i on spojrzał na swoje stopy i zamierzał się przede mną ukłonić. - Tyree…. Nie rób tego. Proszę cię. - Powiedziałem już swoim normalnym głosem. Zamknąłem oczy i odwróciłem się do niego tyłem stając w kierunku Thea. Ona nie była zaskoczona ani przerażona tym jak wyglądam. Wiele razy mnie już takiego widziała. Tak samo jak ja wiele razy widziałem jej drugą twarz. Tak samo jak i innych kapłanów.

- Thea…. Nie powinno cię tutaj być bez ochroniarzy. Daleko stąd im uciekłaś?

- Nie.- Powiedziała i skrzywiła się delikatne. - Już tu są. - Dodała, kiedy do pomieszczenia weszła trójka całkowicie obcych i nie pasujących mi do tego miejsca mężczyzn. No serio. W ogóle tutaj nie pasowali i wyróżniali się na tle tego miejsca i jego mieszkańców. Cała czwórka- Thea oraz jej towarzysze podróży byli cali ubrani na zielono. W sumie na wszystkie możliwe odcienie zieleni. Mieszkańcu Zielonego Muru. Muru 16-ego.

- Thea. - Zawołał jeden z nich i objął ją delikatnie ramieniem w pasie. Moje brwi podjechały wysoko do góry. Czy ja o czymś nie wiem?

- Daj mi chwile Gunda.

- Mówiłem ci, że masz się od nas nie oddalać.

- Wyczułam tutaj przyjaciela.

- Przyjaciela? W takim miejscu? - Zapytał i zmarszczył delikatnie nos. Zmarszczyłem czoło. Thea pokazała na mnie chamsko palcem. Wtedy jego towarzysze spojrzeli w moim kierunku. – Kim jest to małe żyjątko??- Zapytał kpiąco obejmujący ja facet. Prychnąłem pod nosem i zrobiłem krok w jego stronę. Ktoś złapał mnie za przegub prawej ręki. Obejrzałem się za siebie. Ivar stał za mną, ale patrzył na ludzi przede mną. Miał zimną dłoń. Spoconą. Wiedziałem czym to jest wywołane i nie podobało mi się to wcale.

- Gunda licz się ze słowami. - Powiedział mój towarzysz. Zagapiłem się na niego. To oni się znali?!

- Ivar? - Zapytał zaskoczony Gunda ściągając z głowy zielony kaptur oraz z twarzy zieloną maskę. Dopiero teraz mogłem zaobserwować u niego krótko ścięte zielone włosy oraz brązowe oczy. Pod jego prawym okiem widniał znak łzy. Niewolnik. Skąd oni się do cholery jasnej znali? - Skoro tu jesteś to ten dzieciak za tobą to Czarny Kapłan? - Zapytał jakby nas tutaj w ogóle nie było. Spojrzał na mnie, kiedy znowu prychnąłem pod nosem. - Nie prychaj żyjątko.

- Ten dzieciak za mną to mój brat. To Małe Żyjątko przed tobą, które właśnie przytrzymuje to Czarny Kapłan, który chyba nie polubił swojej nowej ksywki.

- Och doprawdy? Aż tak bardzo to po mnie widać? - Warknąłem, ale nie spróbowałem zabrać ręki. Z dwóch prostych powodów. Po pierwsze nie chciałem tego robić. Po drugie nie było szans, aby on mi na to pozwolił. - Thea, skoro twoi… ochroniarze… już tutaj są powiedz, dlaczego mnie wyszukałaś w tłumie tego zacnego ludu i oddaliłaś się od swoich ludzi przez co nie wywołałaś mini wojny między tobą a Ivarem oraz mega zawału u niego i jego brata?

- Mam coś dla ciebie. - Powiedziała wyciągając rękę do swoich towarzyszy. Jeden z nich podał jej mały pakunek. Ta się do mnie uśmiechnęła, a ja już wiedziałem co się święci. Nie! Proszę tylko nie to! - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Enakru! - Powiedziała i przytuliła mnie mocno nie przejmując się tym, że Ivar nadal przytrzymywał moją rękę abym się nie ruszył nawet na krok oraz tym, że zdębiałem momentalnie. Nikt tutaj nie wiedział, kiedy miałem urodziny i chciałem, aby tak nadal było, ale przez nią wszystko poszło się walić na szczyt każdego z murów. Jęknąłem głośno załamany tym co właśnie uczyniła. - Co jest? Nie cieszysz się?

- Nie cieszę.

- Dlaczego? Każdy cieszy się ze swoich urodzin i możliwości dostawania prezentów. Jak zawsze dziwak jesteś. - Zapytała jak głupia.

- Ty masz dzisiaj urodziny? - Zapytał Ivar. Ponownie jęknąłem i pokazałem na niego palcem.

- Właśnie dlatego. Nikt o nich nie wiedział i tak miało zostać, a ty w taki widowiskowy sposób musiałaś o tym powiedzieć?

- Żartujesz sobie? Moje urodziny to u nas święto narodowe!

- To u ciebie! Mnie się ludzie boją! Jak już by mieli wybierać to dzień moich urodzin byłby rocznicą katastrofy, która nawiedziła ich Mur, a nie świętem narodowym.

- Oj nie może być tak źle. - Pokręciła przecząco głową wciskając mi do ręki prezent od siebie.

- Ale jest.

- Jak zawsze dramatyzujesz. - Prychnęła lekceważąco dziewczyna. Spojrzałem na nią poważnie. Wręcz chłodno. Drgnęła i zrobiła krok w tył. Takiego mnie się bała. Zawsze mnie to śmieszyło. Kiedy przybierałem swoją druga postać mogła mi nawet pokazać środkowy palec i pocałować się w sam środek dupy, ale kiedy robiłem ten konkretny wyraz twarzy mało co się nie rozpłakała. I tak było za każdym razem. Nawet teraz stawały jej w oczach łzy.

- Czy ty….

- Nie mów mi tego!

- … swojego pierwszego dnia na swoim murze….

- Enakru nie mów tego!

- … z premedytacją, zimną krwią i radością….

- Właśnie to zobaczyłam więc mi tego nie mów!

-… zabiłaś trzydzieści osób…

- Enakru!!!- Krzyknęła zatykając uszy. Zawsze uważałem, że to ona albo Youyou zostanie Białym Kapłanem. Obie tak reagowały na moje myśli oraz uczucia. Byliśmy całkowitymi przeciwieństwami. Sokoro ja reprezentowałem mrok i ciemność to one były światłem i bielą. Różnica między nimi była taka, że Thea ze mną rozmawiała i nie bała się mojego drugie ja. Youyou, kiedy tylko koło niej przechodziłem wpadała w panikę, a jak kiedyś zobaczyła moje drugie ja na ćwiczeniach przez miesiąc leżała w skrzydle medycznym próbując dojść do siebie. Co nigdy jej się do końca nie udało. Skoro ja zabiłem trzydzieści osób, Thea by ich obroniła. A Youyou oddała by za nich życie. Taka była między nami różnica.

I nie ważne jak bardzo każdy by temu zaprzeczał, jak bardzo ja bym temu zaprzeczał taka była prawda i rzeczywistość.

- Ty masz dzisiaj urodziny? - Zapytał ponownie Ivar skupiając na sobie spojrzenia wszystkich ludzi zgromadzonych w lokalu. Gunda patrzył się na niego jakby zamienił się z małpą za rozum albo jakimś marnym robakiem czy coś takiego.

- Pojebało cię? Właśnie się przyznał, że zabił trzydziestu ludzi z twojego muru, a ty pytasz o taką pierdołę jak jego urodziny.

- To Kapłan to raz. Jeżeli chce może zabić wszystkich z tego Muru a mieszkańcom innych murów nic do tego, to dwa. Byłem przy tym jak to robił, to trzy. Po czwarte uratował mi wtedy życie więc mam to gdzieś. Dranie zasłużyli sobie na taki los. A po piąte i nie ostatnie, ale o reszcie nie musicie wiedzieć ten przeklęty dzieciak nawet słowem się dzisiaj nie zająknął, że są jego urodziny. Nigdy. Więc nie mam zamiaru mu odpuścić tylko dlatego, że przypomniał sobie o mało znaczącym momencie z jego życia.

-Zabicie tylu ludzi to dla ciebie mało znaczący moment z jego życia.

- Ja zabiłem ich o wiele więcej a jakoś się tym nie chwalę.

- Bo to twoja praca, a  jego…

- Szczegół. To Kapłan. Dlaczego jej za ucieczkę od ciebie nie odciąłeś nogi jak każdemu kogo chroniłeś, a kto mimo twojego zakazu uciekał albo się oddalał?

- Bo to mój Kapłan, nie mogę…

- Więc przestań się sadzić. Ja chcę wiedzieć czy dzisiaj MÓJ Kapłan ma URODZINY? - Zapytał twardo wlepiając we mnie swoje ślepia. Wiedziałem, że nie odpuści osioł jeden. Jęknąłem na cały bar i opuściłem zrezygnowany ramiona.

- Tak, tak. Dzisiaj są moje urodziny. I co z tym zrobisz? - Zapytałem gapiąc się na niego jak sroka w gnat. Zmarszczył czoło i podszedł do mnie. Przyglądałem się jego wielkiej sylwetce.

Pisnąłem jak mała panienka, kiedy bez zapowiedzi podciął mi kolana i zarzucił mnie na swoje ramie. Co on najlepszego wyprawia!

- Za chwilę się przekonasz.

- Ivar! Postaw mnie!

- Brat wrócisz sam do domu?

- Tak.

- Ivar! Nie ignoruj mnie i postaw mnie na ziemi!

- Nie zapomnij zamknąć za sobą drzwi na klucz. Mam swoje to bez problemu wejdę do domu.

- Ivar! Głuchy jesteś?! Masz mnie…ah…- Zakryłem pospiesznie usta, kiedy ten idiota śmiał mnie klepnąć w tyłek przy wszystkich. O Boże! On mnie klepnął w tyłek! Przy wszystkich!

- Cisza.

- Jak śmiesz się tak…ah…- Znowu mnie klepnął w tyłek! Uderzyłem go z pięści w plecy gapiąc się nadal w podłogę za nim. - Ty bezmózgi troglodyto!

- Cisza. - Dodał i znowu poczułem jego rękę na swoim tyłku, który już powoli zaczął piec. Zacisnąłem mocno zęby na wargach, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Zabije dziada! - Pozwolicie, że udam się z tym pyskatym gówniarzem na stronę.

- Sam jesteś…- Urwałem w połowie zdania nie chcąc znowu od niego zarobić przy tych wszystkich ludziach. Usłyszałem jeszcze śmiech jego brata i tyle nas tam było. Nie wiedziałem, gdzie mnie zabierał i po co, ale szedł w sobie tylko znanym kierunku dłuższą chwilę po czym skręcił do jakiegoś budynku. Zmarszczyłem czoło. Wiedziałem, gdzie jesteśmy, ale skąd on mógł wiedzieć, gdzie to jest. Postawił mnie przed drzwiami prowadzącymi bezpośrednio do mojego mieszkania i spojrzał na mnie wyczekująco. Spojrzałem na niego jak na idiotę. Chyba nie myślał, że tak normalnie po tym co zrobił otworzę mu drzwi i zaproszę go do środka. No chyba dawno nie lał głupek jeden. - Otwórz. - Nie zapytał, nie poprosił tylko najnormalniej w świecie rozkazał. Najeżyłem się. Nie byłem przyzwyczajony do tego, aby wykonywać polecenia innych. Podświadomie zapragnąłem się mu sprzeciwić i zrobić mu na przekór.

- Bo co? - Zapytałem buntowniczo. Uniósł lewą brew do góry i spojrzał na mnie jak na skończonego idiotę chociaż to ja powinienem tak na niego patrzeć, a nie on na mnie.

- Enakru otwórz te drzwi. - Powiedział stanowczo. Prychnąłem pod nosem i oparłem się o ścianę obok dając mu do zrozumienia, że mam gdzieś to co on chciał i mi mówił. Ja też chciałem, aby mnie wtedy postawił na miejscu, a ten dalej trzymał mnie zarzuconego na swoje ramie i publicznie molestował mój biedny tyłek.

- Nie.

- Nie?

- Nie. Głuchy jesteś? - Zapytałem. Wypuścił głośno powietrze z płuc. Spojrzałem na niego kontem oka i mało co się nie oplułem, kiedy zobaczyłem, jak wyciąga z pochwy swój miecz oraz szykuje się do natarcia na drzwi mojego mieszkania. Stanąłem gwałtownie pomiędzy nim a drzwiami, kiedy już się do nich zbliżał. Wgniótł mnie boleśnie w drewnianą fakturę, która oddzielała nas od mieszkania i wycisnął z moich ust przeciągły jęk. On chyba zapomniał, ile miał siły i w ogóle. Mogłem się z nim spierać na cały bar, że jestem silny. Owszem czemu nie. Niedawno co to robiłem, ale nie byłem na tyle wielkim ignorantem, aby spierać się o to, że jestem silniejszy od niego. Bo to on na Boga był silniejszy ode mnie. Więc dlaczego o tym zapomniał?!

- Otwórz. - Warknął do mojego ucha bardziej przylegając swoim ciałem do mojego. Zrobiło mi się gorąco, kiedy uświadomiłem sobie, że dzieli nas tylko ubranie. Moje i jego. Gdyby w jakiś niewyjaśniony i niezrozumiały dla mnie sposób zniknęło…. Zadrżałem na całym ciele zdając sobie sprawę z tego, że on to bardzo dobrze wyczuje po czym niechętnie wsadziłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem z niej klucze do mieszkania. Trochę się natrudziłem, aby trafić nimi do dziurki w takiej pozycji w jakiej mnie teraz postawił, a kiedy w końcu mi się to udało weszliśmy do środka, a on za nami zamknął drzwi odgradzając nas od świata zewnętrznego.

Spojrzałem na niego niepewnie.

Czego on chciał w takim momencie…?

 ***********************************************
Dziękuje za uwagę i zapraszam za tydzień:)
Gizi03031






















niedziela, 20 maja 2018

3- 17 Mur

Jak tam po Pyrkonie o ile któreś z was było??
Ja pewnie właśnie teraz wracam do domu pociągiem (musiałam sobie ustawić automatyczne dodanie rozdziału).
Życzę miłego czytania.
*********************************************

Przemyłem twarz wodą próbując się doprowadzić do porządku. Czułem na sobie jego spojrzenie oraz jego młodszego brata, który wparował tu chwile po tym jak wyszedł i naskoczył na Ivara za to, że ten doprowadził mnie do takiego stanu.

- Trzy lata temu nie byłeś taką beksą. - Zauważył kpiąco Ivar. Proszę. Wrócił mój stary, dobry Ivar. Jak ja za nim cholernie tęskniłem! Wytarłem twarz w ręcznik i spojrzałem na niego.

- Trzy lata temu miałem mniej problemów na głowie niż mam teraz. - Odparłem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Chyba też już pójdę do domu, przeczytam może jakąś książkę, odpocznę, może położę się wcześniej spać.

- Tyree miałbyś coś przeciwko temu, aby zabrać z nami dzisiaj tego mazgaja? - Zapytał Ivar. Nie wiem który z nas był bardziej zaskoczony. Ja czy jego brat.

- Ivar co ty wygadujesz, ja nie mam zamiaru…

- Beksy nie mają prawa głosu. - Przerwał mi twardo i spojrzał na brata. Stałem oniemiały gapiąc się na niego jak na jakiegoś idiotę. - To jak?

- Dla mnie bomba o ile on się zgodzi.

- No to się zbieramy.

- Ja nie mam…

- Bierz swoje rzeczy i wychodzimy.

- Ale ja nie…

- Bo ci pomogę i wtedy będziesz leciał nawet przed nami.

- Nie…

- Długo jeszcze mamy czekać?

- Ale…

- I tak z nami pójdziesz.

- We….

- Enakru. - Spojrzał na mnie nagląco, kiedy znowu chciałem otworzyć buzię, aby zaprzeczyć. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i zrezygnowany zgarnąłem swój płaszcz oraz torbę. Mimo, że przez trzy lata przyzwyczaiłem się już do noszenia czarnego ubioru i tak zawsze miałem na sobie coś w kolorze. Tym razem postawiłem na czerwony pasek do czarnego ubioru. Stanąłem koło niego jak obrażone dziecko i poczekałem aż obaj ruszyli przodem po czym zrobiłem to samo ciągnąc się za nimi jak na skazanie.

- Wiesz jaki dzisiaj jest dzień? - Zapytał Ivar, kiedy wyszedłem z budynku, w którym pracowałem. Drgnąłem. Czyżby…

- Nie…? - Zapytałem niepewnie. Spojrzał na mnie z politowaniem.

- Trzy lata temu zabraliśmy cię z Białej Świątyni. - Podpowiedział. No tak. Dla nich to był taki dzień.

- Pamiętam. - Pamiętałem idealnie, w końcu dzisiaj moje dziewiętnaste urodziny.

- Młody to gdzie chcesz iść? - Zapytał Ivar swojego brata dając już spokój tej cholernej dacie.

- Może niech Kapłan wybierze jakieś miejsce.

- Ja? - Zapytałem zaskoczony. Przecież on bardzo dobrze wiedział, że nie miałem tutaj ani znajomych, ani przyjaciół więc nigdzie nie wychodziłem w wolne dni. Wtedy zamykałem się w domu i wolny czas poświęcałem czytaniu książek. Czasami wychodziłem na szczyt Muru pobiegać i zaczerpnąć promieni słonecznych oraz Świerzego powietrza. Nie chodziłem po barach ani restauracjach, bo najnormalniej w świecie nie miałem z kim, a samemu nie miałem ochoty.

- Tak, ty. - Odparł trzynastolatek. Popukałem się po brodzie próbując sobie przypomnieć czy kiedyś w jakiejś rozmowie z nim nie użył czasami nazwy jakiegoś miejsca, do którego lubił chodzić.

- Może udamy się do twojej ulubionej knajpy. Tyle o niej opowiadałeś, że sam zapragnąłem zobaczyć to miejsce.

- Jeszcze w nim nie byłeś? Przecież mówiłem ci o tym już jakieś dziesięć miesięcy temu i miałeś się tam udać w swoje pierwsze wolne.

- Jakoś wtedy nie miałem do tego głowy.

- Wiedziałem! - Krzyknął chłopiec i stanął przede mną obrażony krzyżując ręce na piersi. Wypuściłem głośno powietrze i uniosłem dłonie w poddańczym geście.

- Nie gniewaj się na mnie. Teraz przynajmniej na własne oczy zobaczysz moją reakcję na to miejsce, a nie kłamstwa, którymi bym cię raczył. - Odparłem czekając na jego reakcję. Nadal wyglądał jak obrażone dziecko. - Wiesz, że miałem wiele na głowie i nie mogłem sobie pozwolić na jakieś wyjścia towarzyskie.

- W twoim przypadku nie istnieje takie słowo jak „towarzyskie”. - Wytknął mi brutalnie Tyree i ruszył przed siebie nie obdarzając mnie nawet jednym spojrzeniem. Wypuściłem głośno powietrze i kręcąc przecząco głową ruszyłem w ślad za nim.

- Wkurwiłeś mi brata. - Zauważył inteligentnie Ivar. Prychnąłem cicho pod nosem. Jakbym, kurwa, nie wiedział. - O co mu chodziło z tym ostatnim??- Dodał niby od niechcenia. Spojrzałem na niego zastanawiając się czy powinien posiąść tą wiedzę czy też nie i jak na to wszystko będzie patrzył??

- Nie jestem osobą, która dość łatwo nawiązuje znajomości.

- Nie może być aż tak źle.

- Uwierz mi, że jest. - Powiedziałem i spojrzałem na niego kiedy wyczułem, że ewidentnie się na mnie gapi.

- Pewnie ściemniasz.

- Nie wierzysz to zapytaj brata. - Powiedziałem wzruszając ramionami i chcąc porzucić ten temat. Skoro chce się upierać przy swoim proszę bardzo. Ja nie będę nalegać na to aby mi uwierzył. Jak dla mojego biednego żołądka i serca im mniej będę z nim rozmawiać tym lepiej dla mnie i chyba ogólnie dla całego mojego otoczenia.

- Serio masz tak mało znajomych??- Zapytał ponownie.

- Rozmawiam tylko z twoim bratem.

- Spotkania towarzyskie?

- Odpada.

- Odwiedziny u znajomych na chacie?

- Odpada.

- A oni u ciebie?

- Nie ma szans.

- Powiedz. - Zaczął i zamilkł na chwilę. Spojrzałem na niego, kiedy nie odzywał się dłuższy czas. Przyglądał mi się uważnie dokładnie lustrując mnie spojrzeniem. - Z iloma osobami rozmawiałeś od kiedy tutaj zamieszkałeś??- Dodał. Drgnąłem. Wiedział, gdzie uderzyć. Podrapałem się nerwowo po karku patrząc gdzieś w bok.

- Z o wiele mniejszą ilością niż by chciał twój brat. - Odparłem wymijająco. Prychnął pod nosem i położył mi rękę na ramieniu, abym na niego spojrzał.

- Zmieści się tak w okolicach tysiąca? - Zapytał. Teraz to ja prychnąłem i pokręciłem przecząco głową. Tysiąc ewidentnie nie wchodził w rachubę. Ja chyba przez całe swoje życie nie rozmawiałem z taką ilością osób. W Białej Świątyni rozmawiałem z innymi kandydatami na kapłanów oraz z siódemką naszych nauczycieli. Później z Wyrocznią. Z nimi w powozie. I z kilkoma osobami z Czarnego Muru. Tak może do pięćdziesiątki dobijałem powoli. - No to ile?

- Dużo mniej.

- Enakru.

- Oj, no z małą ilością osób. Nie lubię nawiązywać nowych znajomości i nie wiem o czym mam gadać z ludźmi to z nimi w ogóle nie gadam. Czy to takie ważne z iloma osobami do tej pory rozmawiałem. - Nie chciałem mówić, że mówiąc „do tej pory” miałem na myśli całe moje dotychczasowe życie.

- Przecież powinieneś znać ludzi z tego muru.

- I znam. Każdego. Wiem o was praktycznie wszystko, więc po co mi więcej. Czasami nie chciałbym wiedzieć tych wszystkich rzeczy, a nie mogę tego zmienić. - Powiedziałem wypuszczając głośno powietrze z płuc. Z jakiegoś powodu zostawiłem w spokoju głowy Ivara, Tyree, Marui oraz jego siostry. A tak prześwietliłem wszystkich mieszkańców od dnia ich narodzin aż do dnia, kiedy pojawiłem się u nich na Murze. To mi stanowczo wystarczyło. Do dzisiaj niektórych unikałem nie chcąc z nimi wchodzić w bliższe i dalsze interakcje. Nie i już. Poznałem tutaj naturę ludzką w dość chamski i podstępny sposób. Dlatego ich unikałem. A że nie chciałem do końca zwariować wymieniona przeze mnie wcześniej czwórka osób została pozostawiona przeze mnie w stanie nienaruszonym.

- Jak to wiesz praktycznie wszystko?

- Brat przestań dręczyć tego aspołeczniaka i się ruszaj szybciej. W łóżku też tak powoli się ruszasz? - Zapytał jego młodszy brat stojąc przed jednym z wielu lokali znajdujących się na tej ulicy. Mimowolnie wyobraziłem go sobie w łóżku po czym zakłopotany spojrzałem na swoje stopy próbując zakryć w ten sposób zawstydzenie, które mnie ogarnęło po tym jak zorientowałem się o czym właśnie na Boga myślałem.

- Ty cholerny gówniarzu licz się ze słowami!

- Też cię kocham, a teraz chodź szybko, bo głodny jestem. - Jęknął cicho, kiedy Ivar złapał go mocno za kark sprowadzając go w ten sposób do parteru. - Ty brutalu zabieraj te łapy! Nie każdy człowiek na świecie ma ręce niczym pokrywy od śmietnika!

- Już ja cię nauczę z należytym szacunkiem…- Urwał starszy mężczyzna i razem z bratem spojrzeli w moją stronę, kiedy głośno zaburczało mi w brzuchu. Oblałem się delikatnym rumieńcem i spojrzałem gdzieś w bok. - Policzymy się w domu mały smarku, a teraz chodź, bo nam jeszcze kapłan z głodu padnie. - Powiedział kpiąco mężczyzna. Miałem ochotę go trzepnąć w ten jego łeb. Dosłownie. Podejść i go klepnąć w potylicę tak aby mu oczy na wierzch wyszły.

- Kiedy ostatni raz jadłeś? - Zapytał Tyree, kiedy weszliśmy do obszernego lokalu, w którym w dość nielogiczny jak na mój gust sposób ktoś porozstawiał stoliki na środku Sali. Po lewej stronie znajdował się bar, przy którym również można było usiąść, ale widocznie dzisiaj nikt z tego nie skorzystał. Kiedy tylko weszliśmy do środka w głównej Sali zapanowała grobowa cisza. Dokładnie czułem na sobie zszokowane spojrzenia innych. Wyprostowałem się i przybrałem kamienny wyraz twarzy.

- Dzisiaj rano.

- Cały dzień bez jedzenia? - Zapytał nastolatek. Spojrzałem na niego.

- Przepraszam mamo. - Powiedziałem to takim tonem, że dzieciak aż się skrzywił i pokazał mu język. Kilka osób wciągnęło głośniej powietrze. Za pewne zaskoczeni zachowaniem nastolatka. Ja osobiście ich reakcje miałem gdzieś. Mam nadzieje, że Tyree również postanowił zlać kompletnie na tych ludzi.

- Chodź usiądziemy, bo z głodu już gadasz głupoty. - Odparł chłopiec i poszedł w głąb Sali. Razem z jego bratem podążyliśmy za nim. Czułem się dziwnie pod obstrzałem tych wszystkich spojrzeń, ale jakoś starałem się je ignorować. Miałem nadzieję, że wytrzymam do końca i nie zepsuje im wspólnego wieczoru, bo znałem się na tyle aby wiedzieć, jak zareaguje na zbyt długotrwałe zainteresowanie moją skromną i nic nie znaczącą osobą. Chociaż jeżeli dobrze znałem życie i swoje szczęście- oraz tych nieszczęśników, którzy nie potrafią uszanować mojej prywatności- prędzej czy później i tak wybuchnę złością, bo oni nadal będą się na mnie gapić. Nawet człowiek nie może sobie normalnie pójść i czegoś zjeść, bo czuje się jak w jakimś laboratorium, gdy każdy się gapi jakby chciał uzyskać odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania. A ja czegoś takiego nie lubiłem. Wolałem szczere podejście do tematu i zadanie pytania prosto w oczy, a nie snucie za mną wzrokiem z nadzieją, że zrobię albo powiem coś takiego dzięki czemu przez „przypadek” udzielę im odpowiedzi na ich pytania. Serio, czy ludzie nie mają nic ciekawszego do roboty, tylko obserwowanie głodnych obywateli tego świata?

- Co byś zjadł? - Zapytał Tyree wyczuwając chyba mój nastrój i chęci do siedzenia w takim miejscu. Już kilka razy przerabiałem z nim ten temat. Sam się wtedy nauczyły, że jeżeli coś go nurtuje i dotyczy to mojej osoby to ma po prostu zapytać. Jeżeli uznam za stosowne, aby posiadł wiedze w danym temacie to mu odpowiem. Jeżeli jednak nie będę miał takiej chęci to też mu o tym powiem. Dlatego tak bardzo lubiłem jego towarzystwo. Dużym plusem było również to, że nie traktował mnie tak jak wszyscy. Dla niego byłem starszym o kilka lat Enakru, a nie Kapłanem o nieznanej jak dotąd dla nikogo mocy ani sile i zdolnościach.

No sorry, nie moja wina, że im nie ufałem i nie miałem zamiaru im o sobie opowiadać. Ja nawet innym kapłanom do końca nie zaufałem, a znałem ich całe swoje wcześniejsze życie. To ci ludzi na serio myślą, że po kilku latach otworzę się przed nimi?

- Poleć mi coś dobrego. - Powiedziałem. Chłopak kiwnął twierdząco głowa i przywołał do siebie ręką jakąś kobietę. Ta spojrzała na nas niepewnie, ale przyjęła bez problemu zamówienie od nastolatka po czym bardzo szybko i cicho czmychnęła w stronę kuchni.

- Wystraszyłeś wszystkich ludzi. - Zauważył kpiąco Ivar. Spojrzałem na niego jak na idiotę. Jakbym. Kurwa. Nie. Wiedział.

- Myślę, że to jednak twoja twarz przestępcy tak ich przestraszyła, że nie mogą oderwać od naszego stolika oczu i wyglądają jakby właśnie wszyscy zrobili ze strachu w majtki. - Powiedziałem to na tyle głośno, że nawet pomoc kuchenna musiała mnie usłyszeć. Te bardziej kumate osoby grzecznie odwróciły wzrok i zabrały się za jedzenie tego co mieli na swoich stołach. Inni nadal się gapili.

- Moja twarz zabójczo przystojnego kochanka nikogo by nie przeraziła. - Zakpił i upił łyk jakiegoś trunku, które jak dla mnie wyglądało jak piwo. W myślach przyznałem mu rację. Miał przystojną twarz, ale nie byłem na tyle głupi, aby powiedzieć to na głos.

- Zabójcza twarz zabójcy. - Poprawiłem go. Boże, Enakru, co to w ogóle za elokwentne zdanie wymyśliłeś?!  Spojrzał na mnie zza przymrużonych powiek.

- Zapłakana twarz beksy. - Odbił piłeczkę. Cały się najeżyłem. Ma zamiar mi to wypominać do końca życia?

- Zapomnij o tym.

- Bo??

- Bo nie chce abyś o tym pamiętał.

- To chyba będziesz musiał mi wymazać pamięć o wielki, zasmarkany i zapłakany Bekso-kapłanie.

- Ivar. - Powiedział jego brat stawiając przed nami zamówienie, które chwile wcześniej przyniosła kelnerka. Nawet jej nie zauważyłem. A więc to był jego sposób, na to abym przestał się interesować namolnymi gapiami i skupił się na swoim stoliku. No cóż. Musze przyznać, że znalazł sobie ciekawy pomysł ma odwrócenie mojej uwagi od tego co się działo w lokalu.

- Twój brat po prostu się prosi o porządne przetrzepanie skóry tyłka. - Zakomunikowałem i spojrzałem na swój talerz. Nie rozpoznałem potrawy, ale wzruszyłem obojętnie ramionami i sięgnąłem po łyżkę, aby skosztować tego, co mi wybrano.

- Hę? Że niby ja? - Zapytał oburzony mężczyzna wycierając z twarzy sok wypluty przez jego brata. Chłopak opluł siebie, brata i połowę stołu po moim wcześniejszym tekście.

- No chyba nie ja. Smacznego.

- Czekaj, czekaj. Ty chcesz mi skórę tyłka przetrzepać? - Zapytał. Już na końcu języka miałem, że jeżeli dotknę tylko jego tyłka to moja ręka już tam pozostanie. I wiedziałem, że to prawdziwe słowa by były, dlatego uśmiechnąłem się do niego kpiąco.

- Zlecę to mojemu najlepszemu człowiekowi. - Odparłem przełykając pierwszy kęs potrawy. Była wyśmienita. Słodko-kwaśna. - Tyree przetrzepiesz dla mnie swojego brata. - Powiedziałem. Obaj bracia spojrzeli najpierw po sobie, później na mnie i zaśmiali się głośno jakbym powiedział wyjątkowo zabawny żart.

- To ci się młody udało. Że niby on ma mi przetrzepać skórę? - Zapytał Ivar pokazując kciukiem lewej ręki na brata Ten zaśmiał się głośniej i zabrał się za jedzenie czegoś ze swojego talerze. Jakoś nie chciałem wiedzieć co to jest. Coś czułem, że nie spodobałaby mi się odpowiedź chłopaka.

- Wątpisz w zdolności swojego brata??

-Ja te zdolności znam lepiej niż ty, jak widzę.

- Uważasz, że twój brat jest słaby?

- Ja to wiem.

- Po czym to wnioskujesz?

- Może po tym, że siedzi z tobą w bibliotece i jest twoim pomocnikiem, a ja tam nie siedzę tylko zajmuję się ochroną.

- Może jesteś za głupi na siedzenie w bibliotece?

- Jestem za silny na siedzenie w bibliotece.

- Czyli ja też jestem słaby, skoro siedzę w bibliotece? - Zapytałem patrząc na niego znad swojego talerza. Brew drgnęła mi niebezpiecznie, kiedy musiałem poczekać AŻ przełknie dwie łyżki swojego dania nim udzieli mi odpowiedź. DWIE!

Wiem bo liczyłem i obserwowałem jak choleryk to przeżuwał.

- Gdybyś był na tyle silny na ile siebie oceniasz nie utknąłbyś w bibliotece.

- Dobra. Cztery moje wnioski. - Powiedziałem odkładając łyżkę na pusty talerz. Oparłem brodę na splecionych dłoniach. Tyree skrzywił się delikatnie. Dobrze wiedział co ta mina znaczyła.

- Enakru…

- Tyree nie zaczynaj. I tak to powiem.

- Wiem. Tylko nie pojedź mu za bardzo, bo to później się na mnie odbije. – Mruknął chłopak zabierając się ponownie za pałaszowanie swojego dania. Widocznie chciał je zjeść jak najszybciej, aby w razie jakiegoś „wypadku” jego jedzenie nie wylądowało na stole. Znał mnie i bardzo dobrze znał swojego brata. Ja tylko czasami słyszałem od Tyree o tym jak wybuchowy i pojebany charakter miał Ivar.

- Słucham.

- Po pierwsze jesteś strasznym ignorantem. Po drugie cham i prostak z ciebie. Po trzecie nie ocenia się książki po okładce. Po czwarte jesteś idiotą. - Powiedziałem. Widziałem idealnie jak marszczy mocno brwi po czym pochyla się delikatnie w moją stronę. Bardzo zapragnąłem się do niego zbliżyć, ale nie pozwoliłem mojemu ciału nawet drgnąć.

- Wyjaśnij o co ci chodzi nim wyjdę z siebie i przy ludziach ci jebnę.

- Brat! - Jęknął zrezygnowany Tyree.

- Młody zamilczy. No słucham.

- Ignorujesz wszystkich dookoła i uważasz się za lepszych od nich nawet jeżeli nie znasz ich siły. Dlatego jesteś ignorantem. Nie dopuszczasz do siebie myśli, że osoby, które interesują się książkami mogą być silniejsze niż ty i nie potrafisz swoich przekonań przekazać w delikatny i pokojowy sposób. Dlatego cham i prostak z ciebie. To że lubię książki tak jak twój brat nie znaczy, że jesteśmy słabsi. Po prostu w przeciwieństwie co do niektórych potrafimy również ćwiczyć swoje umysły. Dlatego ci powiedziałem, że masz nie oceniać książki po okładce. A to, że musiałem ci to wszystko rozłożyć na części pierwsze i wyjaśnić dowodzi tylko jednego. Jesteś idiotą. – Dokończyłem swój wywód i obserwowałem jak jego twarz przybiera buraczkowy kolor.

- Ty mały, cholerny…- Nie dokończył swojej groźby. Dokładnie widziałem, jak otwiera szeroko oczy i patrzy na coś za moimi plecami. Wyglądał jakby zobaczył coś czego nigdy nie spodziewał się zobaczyć na własne oczy. Jego brat wyglądał dokładnie tak samo. Nim zdążyłem się odwrócić i zobaczyć co takiego dojrzeli za moimi plecami jakaś niska postać rzuciła mi się na plecy wgniatając mnie brutalnie w stół i wyrywając z mojego gardła bolesny jęk bólu, kiedy przez ten niespodziewany atak zabrakło mi powietrza.

Kto to kurwa był?!


********************************************
I jak??
Podobało wam się??
Pozdrawiam i zapraszam za tydzień:
Gizi03031