niedziela, 7 maja 2017

7.„Północna wieża. Ostatnie okno”7.

Hejka!
Zapraszam na kolejny rozdział:)
********************************************
Siedziałem na jednym z warownych murów otaczających zamek. Wpatrywałem się w dal oglądając dokładnie to co znajdowało się przede mną. A co się przede mną znajdowało? Las. Z każdej strony otaczał nas las. W sumie w moich czasach też był tutaj las, ale mogłem dojrzeć światła miast, kopuły zamykające się na noc. Widziałem wtedy życie. A teraz pomijając tysiące drzew nie widziałem niczego. Sam, cholerny las.
Już nie wiedziałem co gorsze. Las czy zamek? Byłem człowiekiem, który naprawdę szybko się męczył i ciągłe oglądanie tego samego nie służyło mi za dobrze. Ani fizycznie, ani tym bardziej psychicznie.
Spojrzałem na niebo. Od kiedy dałem im te rozkazy minęły dwa tygodnie. Marco od tego czasu nie wychodził poza teren zamku więc nie mogłem zwiedzić miejsc, które i on widział. Zawsze taki był. No. Bynajmniej w moich czasach. Chodził w różne, dziwne i niebezpieczne miejsca nie pozwalając mi iść ze sobą. To, że był rok starszy ode mnie (o ironio! Okazało się, że w rzeczywistości dużo więcej-skubaniec mówił, że rok kiblował) nie oznaczało, że nie potrafiłem się bronić.
No dobra. Marco znał karate, sztuki walki wręcz oraz miał podstawy samoobrony. Biegał szybko i umiał parkour’a. A ja? Zawsze do mety dobiegałem jako ostatni. Problem sprawiało mi przeskoczenie przez taborecik na 30 cm nóżkach. Nie umiałem grać w żadną grę fizyczną. Nie miałem siły w rękach. Nie unosiłem ciężarów. Nawet nie potrafiłem się bronić. Kiedy ktoś mnie bił kuliłem się i czekałem. Albo na to, że mój przeciwnik się znudzi i odejdzie, albo na ratunek. Nawet kiedy
w gimnazjum te osiłki robiły mi to co robiły nie broniłem się tylko wykonywałem ich polecenia. Bo po co się bronić jak i tak by osiągnęli swój cel, a ja wyszedłbym przy tym z obitą mordą. Nie miałem siły fizycznej, ale posiadałem całkiem tęgi umysł. Potrafiłem pokonać innych sprytem i zdobytą wiedzą. Dlatego tak się mnie niektórzy obawiali. Abym nie zdradził ich sekretów i słabych stron. Fakt. Przeważnie ich mocną stroną była kupa mięśni, a moją mózg. Ja musiałem pomyśleć i działać powoli. Więc zanim pomyślałem już dostawałem łomot i dopiero później się mściłem.
Oczywiście. Pyskowałem. Mówiłem co myślę. Byłem… jestem buntowniczą osobą, która szybko zapomina o tym o co walczy kiedy ktoś ją bije.
Przeciągnąłem palcami po ciasno oplatającej moją szyję obroży. Nie zdjąłem jej. Kilka razy mnie korciło, ale tego nie zrobiłem. Kiedyś w szkole widziałem co się stało jak chłopak bez zgody starszaka ściągnął z szyi takie coś. Obroża. Symbol uległych. Poniżenie. Odebranie człowieczeństwa. Kiedy ktoś ci ją zakłada nie masz prawa jej ściągnąć bez zgody tego, który to zrobił.
Chciałem ją ściągnąć, ale bałem się. Bałem się tego co by mi zrobił kiedy bym to zrobił. Nie wiem czy wyciągnął jakieś wnioski z mojego tekstu sprzed dwóch tygodni.
Bardziej przemawia do mnie lekcja pierwsza niż druga. Prędzej więcej wyciągnę z nauki,
w której dostaje niż w tej w której jestem zmuszany do seksu oralnego. Pół roku obciągania połowie szkoły jakoś uodporniły mnie na tego rodzaju karę.
Obciągnij w składziku. Obciągnij w toalecie. Obciągnij w szatni. Obciągnij w klasie. Obciągnij na dziedzińcu. Obciągnij w kuchni. Obciągnij na schodach. Obciągnij na dachu. Obciągnij, obciągnij, obciągnij!
Zakląłem głośno pod nosem i położyłem się na owym murze. Spojrzałem w niebo. Ciągle tylko to obciągnij i obciągnij. Gdzie bym nie polazł zawsze był jakiś zbok, który chciał bym mu obciągnął. W ogóle co to za poroniony świat, kiedy piętnastolatek umie obciągać jak nie jedna prostytutka, a nie wie jak się całować?
Ostatni rok gimnazjum spędziłem w tej szkole. W tym zamku. Tutaj była trzecia klasa tej szkoły. A następnie szkoła średnia. Przez dwa lata chodziłem jeszcze do szkoły z tymi skurwielami.
A później nastał trzeci i jednocześnie ostatni rok mojej nauki, a ja wylądowałem tutaj.
Zaśmiałem się cicho pod nosem, kiedy przypomniałem sobie jak Marco mnie znalazł. Oczywiście znałem go z dzieciństwa. Kilka razy bawiliśmy się razem. Odwiedzał mój dom. Później my z siostrą przenieśliśmy się do innego miasta. Po trzech latach wróciliśmy, a go nie było. Zacząłem trzecią gimnazjum. Po kilku miesiącach kiedy byłem w pokoju kar i grałem w Grę czasową do pomieszczenia wszedł nie kto inny jak Marco. Od razu mnie rozpoznał. Teraz już wiem dlaczego. Po zapachu. Niezłą zrobił wtedy minę. Pobił tamtych kolesi po czym napisał podanie o przydzielenie mnie do swojego pokoju i od tego dnia mnie chronił. I powiedział mi wtedy jedną rzecz
Nie przeszkadza mi to, jeżeli jesteś gejem. Ale proszę cię w przyszłości rób to tylko wtedy kiedy będziesz chciał i tylko z tym kogo kochasz, a nie z każdym napotkanym osobnikiem.

I pilnowałem się. Strzegłem swojego ciała. Chciałem zwątpić przy Erneście, ale udało mi się uciec. Ostatnio nie miałem takiego szczęścia. Dawno tego nie robiłem, ale widzę, że nie wyszedłem
z wprawy. Spojrzałem w bok kiedy usłyszałem po swojej lewej jakieś szurnięcie. Ktoś zrobił to specjalnie. Mieszkańcy tego zamku ruszają się bezszelestnie.
- Azazel.- Powiedziałem i ponownie spojrzałem w niebo. Usiadł koło mnie.
- Co ciekawego porabiasz?- Zapytał. Wyciągnąłem rękę do góry próbując złapać kawałek nieba w swoje dłonie.
- Oglądam niebo, odpoczywam, myślę, cieszę się ciszą.- Odpowiedziałem i zamknąłem delikatnie oczy. Wyczułem na sobie jego spojrzenie. Zerknąłem na niego zza przymrużonych oczu.- Coś się stało?
- Nie Dlaczego pytasz?
- Bo przyszedłeś do mnie, siedzisz koło mnie, rozmawiasz ze mną i nic poza tym.- Zauważyłem inteligentnie.
- Czy mi się wydaje czy ty masz mnie za jakiegoś wielkiego zboka?- Zapytał śmiejąc się cicho pod nosem. Spojrzałem na niego.
- To co ostatnio zrobiłeś, to co chcesz mi zrobić i to…- Pokazałem palcem na swoją szyję.- Ewidentnie stawia cię w świetle zboczeńca.
- Powiedz dlaczego właśnie poczułem się jak gówno przelatujące przez wentylator.- Powiedział. Zaśmiałem się głośno siadając i odwracając się do niego przodem. Usiadłem po turecku łapiąc w dłonie swoje stopy.
- Dlaczego zadajesz mi takie pytanie skoro ja się tak czuję od urodzenia?- Odbiłem piłeczkę
i zaśmiałem się cicho, podniosłem się na równe nogi. Przeszedłem koło niego, a wtedy on załapał mnie za lewy nadgarstek. Spojrzałem na niego.
- Chodź.
- Gdzie?
- Zobaczysz.- Powiedział i pociągnął mnie za sobą. Musiałem biec aby dotrzymać mu kroku. Zbiegliśmy na dół po krętych schodach. Spojrzałem na jego dłoń. Była ciepła i szorstka. Duża. Mieściła całą moją dłoń w swojej. Męska dłoń. Taka sama jak innych, a jednak coś ją różniło od tamtych innych. Potknąłem się na jednym ze schodków wpadając prosto na jego plecy. Przytrzymał mnie i poczekał aż się ogarnę.- Może trochę zwolnimy.- Dodał. Kiwnąłem głową.
- Popieram.- Odpowiedziałem. Mimo, że zwolnił kroku nie puścił mojej dłoni. Zawsze mi się wydawało, że wampiry mają chłodne ciało, ale jego było takie ciepłe. Miłe w dotyku. Wróć! Co za miłe?! Ezra ogarniamy się. Teraz!
Zatrzymałem się zszokowany kiedy stanęliśmy przed północną wieżą. Spojrzał na mnie.
- Po co mnie tam ciągniesz? Tam jest twój pokój.- Powiedziałem. Uśmiechnął się łobuzersko pod nosem i ponownie pociągnął mnie za rękę.- Azazel! Poczekaj! Odpowiedz mi na… aaaaaaaa!- Krzyknąłem kiedy bez problemu zarzucił mnie sobie na ramie i zaczął wchodzić po krętych schodach. Nie żebym widział je pierwszy raz pod tym kątem. Tyle razy ile Marco wnosił mnie do góry kiedy za dużo wypiłem tyle samo razy widziałem te schody wisząc głową w dół. Ale nie to się teraz liczyło.
W tym momencie nie szliśmy do pokoju mojego i Marco. W tych czasach te schody prowadziły do jego pokoju. Azazela.
- Nie krzycz bo cię upuszczę.- Zagroził i zatrzymał się na samym szczycie schodów.
- Po co mnie tutaj przyniosłeś?!
- Domyśl się.- Powiedział zachrypniętym głosem. Moim ciałem wstrząsnął silny dreszcz.
- Nie prześpię się z tobą.- Powiedziałem cicho kiedy odstawiał mnie na podłodze w swoim pokoju. Gapiłem się na swoje stopy. Nie chciałem rozglądać się po pomieszczeniu. Nie chciałem patrzeć na Azazela. Nie chciałem nawet być w tym pokoju.
Poczułem jego palce na swoich policzkach. Uniósł moją twarz do góry. Spojrzałem w jego oczy. Były brązowe. Normalne.
- Dlaczego sądzisz, że chce się z tobą przespać?
- Bo przyprowadziłeś mnie do swojej komnaty.
- No i?
- Jak to „no i”?
- Wiesz, jakbym chciał to z tobą zrobić to wziąłbym cię na tym murze i nie zważałbym na twoje protesty oraz na to, że ktoś może nas nakryć. Po prostu bym to zrobił. Nie kłopotałbym się tym, żeby przyciągnąć cię do mojego pokoju.- Powiedział pochylając się delikatnie nade mną. Zamarłem. Jego usta dotknęły moją szyję.
- Co… co robisz?
- Jak myślisz?
- Z nieznanych mi przyczyn całujesz moją szyję.- Powiedziałem drżącym głosem. Zaśmiał się głośno i wyprostował się. Spojrzał mi w oczy. Chciałem się odwrócić, ale jego ręce skutecznie mi to uniemożliwiały.
- Usiądź.- Powiedział i wskazał mi jeden z dwóch foteli znajdujących się przed kominkiem. Koło foteli stał drewniany stolik. Za fotelami znajdowało się wielkie, drewniane łoże z ciężkimi kotarami dookoła niego. Kotary dawały prywatność właścicielowi kiedy chciał spać. W pokoju znajdowała się wielka szafa i pełno książek. Pomijając drzwi wejściowe do komnaty znajdowały się tutaj jeszcze jedne. Podejrzewałem, że prowadziły do łazienki. Usiadłem na jednym z foteli.- Napijesz się czegoś?
- Słucham?
- Eh. Uwierz mi gdybym chciał ci coś zrobić już bym to zrobił, a twoje krzyki rozkoszy roznosiłyby się po całym zamku. Pytam tylko czy chcesz coś do picia?- Zapytał. Odwróciłem się
w jego stronę. Stał przy szafce której nie widziałem. Oszklona. Pełno butelek.
- A… a co masz?- Zapytałem cicho. O co miałem go poprosić?
- Piłeś kiedyś alkohol?
- Um… zdarzyło mi się kilka razy.- Powiedziałem cicho. Po chwili postawił przede mną puchar z najszczerszego złota wykładany czerwonymi rubinami. Zajrzałem do środka bojąc się dotknąć tak drogocennego naczynia. W środku było coś czerwonego.
- To wino.- Odpowiedział. Spojrzałem na niego zaskoczony. Proponował mi wino? Wziąłem delikatnie kielich w dłonie i upiłem łyk. Było…
- Słodkie.- Powiedziałem zaskoczony i spojrzałem na niego. Przyglądał mi się uważnie.
- Domyślam się że lubisz słodkie rzeczy. – Powiedział cicho i uśmiechnął się do mnie delikatnie kiedy kiwnąłem twierdząco głową oblizując wargi.- Powiedz mi co oznaczają twoje tatuaże?- Zapytał. Znieruchomiałem dosłownie na chwile po czym spojrzałem na niego zza krawędzi kielicha. Uśmiechnąłem się krzywo.
- Pewnie pomyślałeś, że zadasz mi jakieś delikatne i neutralne pytanie, a później zabierzesz się za pytanie na które naprawdę chcesz poznać odpowiedź. Uwierz mi. Wybrałeś jedno z najgorszych pytań.- Powiedziałem i odstawiłem kielich na stoliku. Podciągnąłem nogi pod siebie i objąłem je ramionami.- To nic innego jak kamuflaż, który ma za zadanie zakryć coś gorszego.
- Co gorszego?
- Coś o czym nie chcę mówić i czego nie chce sobie przypominać. Tatuaże są tak skonstruowane aby to co ukryte nigdy nie dojrzało światła dziennego.- Powiedziałem chłodno patrząc się przed siebie. Nikomu nie powiem co kryło się pod tymi malunkami. Nie zrobiłem ich bo chciałem tylko dlatego, że musiałem. Te wszystkie napisy wytatuowane albo wycięte przez tych oprychów
z mojej szkoły. Tylko tak mogłem je zakryć. Słowa, z których popierdolona męska kurwa były najdelikatniejsze. Siostra kiedy tylko pierwszy raz to zobaczyła od razu umówiła mnie z jednym ze swoich stałych klientów (znanym tatuażystą), który myślał dwa tygodnie nad wzorami dziar, a później robił je kilka dni zakrywając to czego nie chciałem nigdy widzieć i w ten sposób dał mi trochę wolności. Dopóki o tym nie myślałem nie przejmowałem się tym co jest pod malunkami na moim ciele. Ot zwykłe dziary. Ale kiedy już zagłębiałem się w tym temacie… dostawałem stanów depresyjnych. Nie lubię o tym myśleć, a co dopiero mówić! -  Dlaczego masz ciepłe ciało?- Zapytałem i zerknąłem na niego. Gapił się na mnie myśląc nad czymś.
- Słucham?
- Chyba nie myślisz, że będę ci odpowiadał na pytania za darmo. Ty pytasz to i ja pytam.- Prychnąłem pod nosem jak obrażony kot. Uśmiechnął się delikatnie i upił łyk wina po czym i jego kielich wylądował koło mojego.
- Mogę manipulować swoją temperaturą ciała. Przecież nie dotknę człowieka tak zimną ręką jaką mam przeważnie tylko trochę ją ocieplę.
- Dlaczego?- Zapytałem. Znowu się uśmiechnął i pochylił się w moją stronę. Położył mi rękę na mojej dłoni. Drgnąłem. Jego była zimna. Wręcz lodowata. Nie czułem takiego zimna nawet wtedy kiedy zaglądałem do lodówki albo zamrażalki. Uwolniłem delikatnie dłoń z jego uścisku aby go nie urazić.
- Nie jest to przyjemne uczucie. Ludzie mają najgorzej. Trzeba się bardzo wysilić aby wykrzesać ciepło odpowiednie waszej temperaturze ciała.- Uśmiechnął się. Spojrzałem na niego. Dlaczego to robił?- Masz rodzinę?
- Tak. Siostrę. Rodzice nie żyją. Tata zmarł jak mama była ze mną w piątym miesiącu ciąży.
Z kolei mama zmarła jak miałem dwa latka. Nie pamiętam jej. Opiekuje się mną starsza siostra.
- Opowiedz mi o niej.- Poprosił i sięgnął po dużą pomarańcze leżącą na stoliku. Pokazał mi na nią dłonią, ale pokręciłem przecząco głową. Azazel zabrał się za powolne obieranie owocu.
- Jest starsza ode mnie. Wygląda na nastolatkę, a w rzeczywistości jest dziesięć lat starsza ode mnie. Podobno bardziej przypomina mamę bo ma prawie, że fioletowe włosy. Mówiła mi, że ja bardziej przypominam ojca. Jest trochę… szalona? Tak to dobre słowo. I dziecinna. I nadopiekuńcza.
I troskliwa. Gaduła. No i ma ciężką rękę.
- Bije cię?- Zapytał wsuwając kawałek owoca do buzi. Skrzywił się przy tym.
- Po głowie albo po rękach jak zasłużę.- Powiedziałem i upiłem łyk wina.- I uprzedzę twoje kolejne pytanie. Nigdy mi nie wlała tak jak ty. Nikt tego nie zrobił.
- Byłem twoim pierwszym?
- Niestety.- Udałem załamanego.
- Jakie jeszcze pierwsze razy mogę ci odebrać?- Zapytał uśmiechając się wrednie. Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem w bok.
- To już jest twoje drugie pytanie. Teraz moja kolej.- Powiedziałem nadymając obrażony policzki. Zaśmiał się głośno i podał mi kawałek pomarańcza. Spojrzałem na niego i z oporem wziąłem go do ręki.- Jak było na ziemi?- Zapytałem. Drgnął i spojrzał na mnie uśmiechając się szeroko. Mrużył przy tym oczy. Oznaka, że się denerwuje.
- Może kiedyś było to piękne miejsce, ale jak je opuszczałem… spalona i wysuszona ziemia. Jak w piekle. Najgorsze miejsce jakie dane było mi oglądać.- Wypuścił głośno powietrze z płuc. Spojrzał na mnie.- Moje wcześniejsze pytanie…
- Wszystkie prawie.- Mruknąłem cicho pod nosem. Spojrzałem za okno. Jak długo mam tutaj
z nim siedzieć? Coś zacisnęło się na moich przedramionach przyciskając je do oparć fotela. Spojrzałem przed siebie napotykając jego spojrzenie. Wbiłem się w fotel.- Co…? Możesz się cofnąć?
- Nie. Wszystkie mówisz?- Zapytał pochylając się w moją stronę jeszcze bardziej. Moje serce zaczęło szybciej bić. Na pewno to usłyszał. Nie wiem dlaczego, ale świadomość tego, że mnie słyszy bardzo mnie krępowała.
- Azazel… cofnij się.- Powiedziałem jękliwie. Zaśmiał się i jak na złość przybliżył się do mnie jeszcze bliżej. Wstrzymałem oddech.
- Wiesz, że kiedy się wstydzisz, a twoje serce szybciej bije twój zapach jest bardziej intensywny, co mnie jeszcze bardziej kusi.
- Ja nie chcę nikogo kusić więc proszę…
- Boisz się?
- Co?
- Pytam się czy się boisz?
- Czy boje się tego iż jakiś niewyżyty krwiopijca ma zamiar dobrać się do moich majtek?- Zapytałem unosząc głowę do góry, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy. Uśmiechał się. A to denerwowało mnie najbardziej.
- Tak.- Odparł i przybliżył swoją twarz do mojej. Dzieliły nas zaledwie milimetry. Poczułem jego ciepły oddech na swojej twarzy. Słodki oddech. Przełknąłem głośno ślinę.
- Boże! Boje się! Nigdy wcześniej tego nie robiłem! Nikt mnie nie przytulał, nie całował ani nic w tym rodzaju! Tylko ja musiałem obciągać jakimś zjebą! Mi nikt nigdy…!- Urwałem podciągając swoje kolana wysoko. Ukryłem w nich twarz nie mogąc zrobić tego w swoich rękach. Chyba przez przypadek walnąłem go głową w twarz, bo uderzyłem w coś twardego. Ale czy to przez przypadek to nie miałem pojęcia.
- Ezra… spójrz na mnie.- Powiedział cicho. Pokręciłem przecząco głową próbując uwolnić swoje ręce. Będę miał siniaki przez tego idiotę!- Chodź.- Dodał i pociągnął mnie w swoim kierunku.
Z impetem zatrzymałem się na jego klatce piersiowej. Leżeliśmy na podłodze. To znaczy. On leżał na podłodze, a ja na nim. Kiedy tylko chciałem się podnieść oplótł mnie szczelnie ramionami przyciskając moją głowę do swojej piersi.
- Puść!
- Leż spokojnie. Nic ci nie zrobię.
- Puść! Ja nie chce! Puść! Azazel! Puść!- Próbowałem się unieść, ale nieskutecznie. Przytrzymywał mnie mocno. Nawet przekręcić się nie mogłem.
- Uspokój się bo cię zgwałcę na tej podłodze.- Warknął mi do ucha. Zamarłem. Oddychałem ciężko. Po policzkach pociekły mi łzy bezsilności.
- Dlaczego? Czy to sprawia ci jakąś radość?- Zapytałem cicho. Wypuścił głośno powietrze
i bez trudu podciągnął mnie do góry tak, że nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie. Przełknąłem głośno ślinę kiedy jego palce zatopiły się w moich włosach. Nie pozwolił mi odwrócić głowy w bok.
- Sprawia mi przyjemność. Twój zapach sprawia mi przyjemność. Porównywalną do ogromnego podniecenia. Jesteś taki miękki, delikatny, uroczy. Chcę cię lepiej poznać nawet jako człowieka dlatego nie odpuszczę. Dowiem się wszystkiego.
- A jak ja nie chcę abyś grzebał w mojej przeszłości?- Zapytałem butnie. Przetarł moje policzki ścierając z nich oznaki łez.
- To dlaczego mnie pocałowałeś?- Zapytał. Drgnąłem. Przytrzymał mnie mocniej. Lewym kolanem rozsunął mi uda i ulokował się między nimi. Prawie na nim siedziałem. Coś poderwało się
w moim żołądku do góry.
- To była zapłata za twoją krew. Żebyś nie musiał spać, więc…
- Nie musiałeś mi za nią płacić. Sam wezmę sobie zapłatę jak będę chciał.
- Chcesz mnie lepiej poznać więc powinieneś wiedzieć, że nie lubię samowolki. Pytaj się czy możesz.- Powiedziałem. Poczułem pod palcami dłoni jak szybko biło jego serce.
- Mogę cię pocałować?
- Co?- Spojrzałem na niego ogłupiały. Przyglądał mi się uważnie patrząc mi hardo w oczy. Przełknąłem głośno ślinę i niepewnie kiwnąłem głową. A co tam. Raz się żyje. Uśmiechnął się szeroko i przeciągnął kciukiem po moich wargach. Uchyliłem je delikatnie przyglądając się dokładnie jego ustom. Przeciągnął po nich swoim językiem. Wstrzymałem na chwilę oddech. Przyciągnął moją twarz bliżej siebie i przechylając ja delikatnie w bok pocałował mnie namiętnie od razu pogłębiając pocałunek. Jęknąłem głośno w jego usta kiedy wdarł się do moich swoim językiem. Przez całe moje ciało przeleciał prąd. Opuściły mnie siły. Jego wargi zjadały moje, a ja nie mogłem powstrzymać jęków wydobywających się z mojego gardła. Azazel na krótką chwilę zassał się na mojej dolnej wardze po czym zaczął sunąć językiem w dół zatrzymując się na mojej szyi. Zaczął obsypywać ją mokrymi pocałunkami. Zakryłem pospiesznie usta.
- Tsc. Nie zakrywaj ust.- Syknął przygryzając delikatnie skórę na mojej szyi.
- Nie gryź.- Syknąłem próbując się odsunąć.
- Jeszcze będziesz o to prosił.- Powiedział sunąć swoim językiem w górę. Zatrzymał się koło mojego ucha. I teraz ono padło ofiarą maltretowania.
- Ale teraz tego nie chce. Nie maltretuj mojego ucha.
- Nie podoba ci się?- Zapytał głębokim głosem. Zadrżałem i przełknąłem głośno ślinę. Widziałem tylko dywan, który pod nim leżał.
- To dziwne uczucie.- Szepnąłem dobrze wiedząc, że mnie usłyszy. Zaśmiał się i bez problemu przekręcił się ze mną tak, że teraz to ja leżałem pod nim. Zesztywniałem.
- Spokojnie.- Powiedział i spojrzał na mnie. Pogłaskał mnie po lewym policzku. Odwróciłem głowę w bok.- Chcesz żeby było jeszcze dziwniej?
- Hę? Co ty… ah!- Krzyknąłem kiedy jego lewa dłoń wylądowała na moich przyrodzeniu. Spojrzałem na niego ze Łazami w oczach.- Nie. Zrobisz. Tego.- Powiedziałem cicho. Zaśmiał się tylko i zanurkował niżej. Nim się spostrzegłem moja męskość opuściła bezpieczne schronienie
w postaci bielizny i spodni.- Azazel… nie…- Próbowałem go odepchnąć, ale przyszpilił moje ręce koło moich bioder do podłogi i wziął go całego do ust. Wygięło mnie do tyłu, a w gardle uwiązł krzyk. Już wiedziałem dlaczego unieruchomił mi ręce zamiast je odepchnąć. Miałem nie zakrywać ust. Miałem krzyczeć tak aby on mógł się napawać tym krzykiem. A on robił to tak aby mój krzyk był słyszalny w całym zamku.
I krzyczałem. I jęczałem. I błagałem o wszystko, a kiedy spełnienie przyszło bardzo szybko mało co się nie udusiłem tak było mi dobrze. Drżałem na całym ciele kiedy zgarniał mnie z podłogi
i kładł na swoim łóżku po czym położył się za mną przyciągając moje ciało do swojego.
- Śpij…

 ******************** 
I jak?? Podobało się??
Pozdrawiam:)
Gizi03031

niedziela, 30 kwietnia 2017

6 „Lekcja druga. 200% upokorzenia” 6.

Hejka.
Zapraszam na nowy rozdział:)
**********************
Nudziłem się. Inaczej nie mogłem tego nazwać. Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit. Marco spał niedaleko. Wiedziałem, że nie udaje. W końcu pamiętam jak oddycha kiedy śpi. Jak on mógł
w ogóle spać w takim momencie. Od dwóch dni praktycznie nie widywałem go w innym momencie jak te krótkie chwile kiedy spał. Dość często wychodził poza teren zamku. Nie miałem z kim pogadać. Wiedziałem, że niedługo znowu zacznie się ten straszny moment, kiedy będę pragnąć wszystkiego
i niczego. Kiedy wszystko jak i nic będzie sprawiać mi potworny ból. I tylko jedno sprawi, że wszystko wróci do normy.
Azazel i jego krew.
Tym razem wiedziałem jak to się skończy. I wcale nie podobała mi się ta myśl. A najgorsze
w tym wszystkim jest to, że Azazel gdzieś sobie polazł i wróci dopiero pojutrze wieczorem. Czyli jutro będę się zwijał z bólu i podniecenia, a go tutaj nie będzie. A co będzie się działo pojutrze? Nie mam pojęcia. W ogóle dlaczego on gdzieś polazł beze mnie?! Dobrze wie co się ze mną dzieje, kiedy go przy mnie nie ma, a wychodzi sobie jakby…
Usiadłem gwałtownie. Chwila. O czym ja myślę?! Że niby… nie! Jak chce niech sobie wyłazi gdzie chce! Tak samo jak Marco niech sobie znika.
Spuściłem nogi z łóżka i spojrzałem na zachmurzone niebo. Azazel znika, Marco znika, Sebastiana nie mogę odwiedzić, bo nie mam zgody od Azazela, Shiry nigdzie nie mogę znaleźć, Pabllo i Bolin nie są idealnymi osobami do towarzystwa. Jared- ogrodnik- średniego wzrostu mężczyzna o czarnych włosach i śniadej karnacji wolał spędzać czas ze sobą i swoimi roślinkami. Rozmawiał tylko z Azazelem oraz ze swoją narzeczoną Shirą. A jego młodszy brat Patric nie wyłaził
z kuchni. Młody chłopak z brązowymi, długimi włosami, które wiązał w koka na czubku głowy żył
w swoim świecie przypraw i aromatów. Raz tylko zajrzałem do kuchni. Więcej tego nie robiłem po tym jak dość ostatencyjnie mnie z niej wykopał.
 Na dobrą sprawę byłem tutaj sam.
Nie byłem przyzwyczajony do samotności. Zawsze ktoś przy mnie był. Miałem z kim pogadać, albo posiedzieć w ciszy. Wyjrzałem na zewnątrz. Dziedziniec spowiła mgła. Przyglądałem się widokom na zewnątrz przez dłużą chwilę po czym ubrałem na siebie cienkie spodnie oraz koszulkę i podszedłem do drzwi. W prawdzie Marco mówił mi, że mam po zmroku nie wychodzić z pokoju, ale przecież tutaj nikogo nie ma. Nikt mnie nie złapie. No i nie mam zamiaru wychodzić z zamku. Tutaj jest Aza…
Sebastian!
Tak! Sebastian! Który ma mi zbudować wehikuł. Skradałem się cicho na palcach. Każdy cień, który zobaczyłem na korytarzu napawał mnie lękiem oraz przyspieszoną akcją serca. Wiedziałem, że robie źle, ale nie mogłem pozwolić aby odebrano mi całą wolność jaką do tej pory posiadałem. Niedługo będą mi mówić kiedy mogę iść do toalety, kiedy kichnąć, a nawet pod jakim kontem mogę sobie dłubać w nosie!
Wyszedłem na dziedziniec. Po moich plecach przebiegły dreszcze. Rozejrzałem się dookoła. Byłem sam. Podszedłem niepewnie do jednej z nielicznych ławeczek i usiadłem na niej. Wyciągnąłem nogi z kapci i zanurzyłem bose stopy w miękkiej trawie. Rozsiadając się wygodnie na ławeczce
i spojrzałem na ciemne niebo. Dojrzałem kilka ładnych gwiazd oraz Pistol Star inaczej Niebieski Hipergigant. Coś, co było odpowiednikiem księżyca dla tej „planety”, ale tak naprawdę również nadawałoby się do zamieszkania przez ludzi. Widok nieba nocą bardzo mnie uspokajał. Koił moje nerwy. Miałem tak od małego. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i zamknąłem delikatnie oczy. Ciekawe co teraz robi moja siostra? Czy ma jakieś problemy? Czy ją złapali? Jak wrócę do swoich czasów powiem jej, że ma zrezygnować ze swojej dotychczasowej pracy. W sumie nie będzie jej za bardzo potrzebna. Nie dłużej niż pięć dni po swoim powrocie… umrę.
W dół kręgosłupa spłynęła mi samotna kropla potu. Znałem to uczucie. Byłem obserwowany. Otworzyłem oczy i krzyknąłem przerażony.
Straciłem przytomność.

^^~^^

Otworzyłem delikatnie oczy. W głowie strasznie mi łupało. Bolała mnie potylica, ale co się dziwić skoro w nią zarobiłem. Rozejrzałem się dookoła. Znajdowałem się w… przełknąłem głośno ślinę. Lochy. Miejsce kary. W mojej szkole i w tych czasach było to, to samo miejsce. Szarpnąłem rękoma. Znajomy chłód i brzęczenie kajdan. Byłem przypięty do ściany. Mniej więcej w połowie pokoju.
 Paliła się tu tylko jedna świeczka dając marną widoczność dla kogoś takiego jak ja. Całą swoją siłą woli powstrzymałem odruch wymiotny jaki we mnie wzbierał. Miałem złe wspomnienia
z tym miejscem. Bardzo złe.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu w miarę możliwości starając się coś dojrzeć. Przede mną
w półmroku stała pewna postać. Pewnie ta sama, która mnie zaskoczyła swoim pojawieniem się przede mną i jednocześnie ta sama, która zdzieliła mnie w głowę, a ja straciłem przytomność.
- Bolin wiem, że to ty. Wyjdź.- Powiedziałem cicho kiedy owy osobnik się nie poruszał. Ktoś głośno wypuścił powietrze z płuc, a w świetle świecy pojawił się nie kto inny jak Bolin. Spoglądał na mnie z góry.- Mógłbyś mnie uwolnić?
- Nie.
- Dlaczego?
- Złamałeś zasady.- Powiedział cicho. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Nie zrobiłem niczego złego.
- Marco chyba wyraźnie ci powiedział, że…
- Bolin! Przecież nie uciekłem, niczego nie ukradłem, nie zabiłem nikogo więc…!
- Zamilcz!- Warknął pochylając się nade mną.- Gdyby to zależało ode mnie wlałbym ci kilka razy i puścił wolno nad ranem, ale Pan powiedział, że jak coś zmalujesz masz tutaj czekać na niego i… drugą lekcję.- Powiedział cicho i odwrócił się do mnie tyłem. Podszedł do drzwi.- Trzeba było siedzieć w pokoju.- Dodał i wyszedł z pomieszczenia. Próbowałem wstać chociaż wiedziałem, że to nie możliwe i naciągając mocno kajdany pochyliłem się do przodu.
- Bolin! Kurwa mać!- Krzyknąłem upadając na kolana. Znałem każdy zakamarek tego pomieszczenia. Każdą dostępną tutaj karę. Nie raz byłem przypinany łańcuchami pod sufit i wisiałem tak kilka razy, dostawałem pasem po plecach, dłoniach, stopach. Nie raz starsi uczniowie zamykali mnie tutaj za pyskowanie, a następnie… no cóż… moje usta poznały ciemną stronę mocy.
Opuściłem głowę w dół opierając czoło o zimną posadzkę. Mam tutaj czekać aż wróci Azazel, a jutro… przełknąłem głośno ślinę. Uderzyłem mocno głową o posadzkę.
- Kurwa!- Wydarłem się najgłośniej jak mogłem chociaż wiedziałem, że nikt mnie nie usłyszy i nikt tutaj nie przyjdzie. Krzyki z tego pomieszczenia nie wydostają się na zewnątrz. Nikt nie usłysz jak jutro będę się darł tylko dlatego, że nie mogę się dotknąć.- Pierdolony krwiopijca!

** dwa dni później**

Jakieś trzy godziny temu Bolin opuścił moją celę. Chociaż słowo opuścił nie było tutaj odpowiednie. On uciekł, spierdolił jak królik po koksie. Z mojego gardła wydobywały się wszystkie brzydkie słowa jakie kiedykolwiek usłyszały moje uszy. Ciało paliło. Kilkudniowy wzwód (podobno u odmieńców takich jak oni i u takich ludzi jak ja- tych co pija ich krew- wzwód może się utrzymywać nawet do tygodnia. Z początku w to nie wierzyłem, teraz sam tego doświadczałem) ocierał się boleśnie o moje cienkie spodnie. Nadgarstki zdarte do krwi. Tak samo jak paznokcie, którymi ryłem po ścianie za sobą. Poranione stopy. Każdy ból był lepszy niż ten jaki teraz odczuwałem. Wiedziałem, że mam rozwalone czoło.
Usłyszałem czyjeś kroki na zewnątrz. Ktoś zbliżał się do drzwi. Szarpnąłem mocniej za kajdany unosząc się na kolanach. Już chyba bliżej nie mogłem podejść. Drzwi otworzyły się cicho i do środka weszły wszystkie osoby jakie tutaj poznałem. Nawet przyprowadzono Sebastiana. Spojrzał na mnie i drgnął. Ostatnią osobą jaka tutaj weszła był Azazel. Zaśmiałem się głośno, kiedy zamknął za sobą drzwi. Spojrzał na mnie chłodno. Przyglądałem mu się dokładnie. Stanął naprzeciwko mnie. Spojrzałem na niego i zaśmiałem się psychopatycznie po czym upadłem na kolana i zacząłem walić czołem o podłogę. Po kilku takich ciosach uniosłem głowę do góry. Azazel zaciskał mocno usta
i przyglądał mi się czerwonymi oczyma.
- Co się lampisz skurwysynie pierdolony?! Co, kurwa?! Pierdolone ścierwa przyszły popatrzeć na swoje zwierzątko?! Madkojebcy! Świry zajebane! Torby na końską sperme! Dziwadła w dupę jebane! Popier…- Urwałem kiedy uderzył mnie mocno otwartą dłonią w twarz. Zaśmiałem się głośno. Uniosłem głowę do góry i spojrzałem mu w oczy. Pochylał się nade mną.
- Czas na lekcję drugą.- Warknął i dotknął swoimi zimnymi palcami mojej szyi. Szarpnąłem głową do tyłu ale nie zabrał dłoni. Poczułem jak zakłada mi na szyję coś zimnego i szorstkiego.  Do tego osobliwego uczucia doszło odczucie uścisku. Po chwili zorientowałem się co takiego mi nałożył. Warknąłem na niego wyrywając się w jego stronę. Moja twarz zatrzymała się kilka centymetrów przed jego.
- Ściągnij to ze mnie świrze!- Wydarłem się. Wsunął palec wskazujący prawej ręki pod skurzany pasek obroży, którą przed chwilą umieścił na mojej szyi. Uniósł mnie delikatnie do góry. Zacharczałem kiedy zaczęło brakować mi powietrza.
- To dopiero początek.- Warknął i rzucił mną o ziemię. Ból ciała dał mi się we znaki. Warknąłem. Bolin podszedł do mnie i trzymając się z dala od moich zębów (kilka godzin temu ugryzłem go w ramię) odpiął moje nadgarstki po czym łapiąc mnie mocno za włosy pociągnął mnie
w najdalszą część pomieszczenia. Wiedziałem co się tam znajduję. Gra czasowa. Już wiedziałem po co oni tutaj wszyscy przyszli. Zaparłem się nogami aby nie musieć tam iść, ale starczyło, że Bolin delikatnie wykręcił mi rękę na plecach, a potulnie poszedłem do dobrze znanego mi miejsca.
Zostałem brutalnie rzucony w stronę ściany. Zakaszlałem kilka razy klękając i próbując wstać.
- Klęknij przed ścianą.- Rozkazał Bolin. Spojrzałem na niego wilkiem.
 Który pierwszy?
Splunąłem mu pod nogi i ustawiłem się przodem do ściany. Uklęknąłem przed nią jakieś pół metra od niej układając na niej dłonie. Lewa ręka poniżej mojej twarzy. Prawa ręka jeszcze niżej.
W takich miejscach znajdowały się kajdany przymocowane do ściany. Bolin podszedł do mnie i zabrał się za zapinanie moich dłoni. Czułem na sobie jego pytające spojrzenie. Widziałem przed sobą dobrze znaną mi czerwoną ścianę. Każde wyżłobienie, każdą zmianę barwy, każde wgłębienie i nierówność. Znałem ją idealnie. W końcu nie pierwszy raz doświadczałem tego rodzaju kary. Gra czasowa.
Poczułem na oczach delikatny dotyk jedwabiu. Ciemna przepaska zakrywała mi oczy odbierając mi w ten sposób zdolność patrzenia. To było jeszcze gorsze. Nie wiedziałem kto to był,
a musiałem zgadnąć. Gra miała bardzo proste- z pozoru- zasady. Osoba, która była na moim aktualnym miejscu miała robić loda osobie, która będzie stała przed tobą opierając się o ścianę. Masz to zrobić jak najszybciej. Wygrana jest zmienna. Kto pierwszy. Ten któremu robiono loda dojdzie szybciej czy ten który robił loda odgadnie jego tożsamość. Wygrywał ten który był pierwszy i mógł wymierzyć karę przegranemu. Z kolei za tobą stawała dziewczyna i rozstrzygała werdykt. Jeżeli położyła ci rękę na głowie był to znak, że wygrałeś. Z kolei jeżeli dotknęła, któregoś z twoich ramion… przegrywałeś. Wygrany mógł rozkazać przegranym co tylko zechciał. Jeden, absolutny rozkaz. Najlepsze było jednak coś innego. Jeżeli ktoś nie chciał wykonać tego rozkazu zajmował miejsce klęczącego, a liczba osób z drugiej strony była potrajana.
„Grałem” w tą grę wiele razy. Zawsze jako ten co klęczał. Z od trzech do dwudziestu graczy… Uśmiechnąłem się pod nosem… Już przegrali!
Drgnąłem kiedy coś ciepłego dotknęło moich ust.
- Ssij.- Powiedział Shira za moimi plecami. Prychnąłem cicho pod nosem i oblizując dokładnie usta wziąłem w ich wnętrze pierwszy z siedmiu członków…

**jakiś czas później**
Ruszałem szybko językiem biorąc go całego do ust, prawie że go połykając. Poruszałem szybko głową w przód i tył. Wyciągnąłem go z głośnym plaśnięciem z ust i zassałem się na jego trzonie sunąc delikatnie ustami w górę i w dół. Uśmiechnąłem się pod nosem kiedy osobnik przede mną zaczął oddychać ciężej, a jego członek drgać szybciej. Odsunąłem się od niego i uniosłem głowę do góry uśmiechając się wrednie.
- Azazel.- Powiedziałem i przekrzywiłem głowę w bok. Poczułem delikatny dotyk na swojej głowie. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
- Skubaniec.- Syknął Bolin i wciągnął ze świstem powietrze do płuc kiedy ponownie zabrałem się za to co robiłem przed chwilą. Starczyło kilka ruchów głową, mocne zassanie i Azazel tak jak pozostali doszedł w moich ustach dociskając jedną ręką moją twarz do swojego krocza. Skończył obficie rozlewając się do mojego gardła. Przełknąłem głośno wszystko co mi dał. Przestał poruszać swoimi biodrami, ale nie odsunął ich ode mnie. Zrozumiałem o co mu chodziło. Zacząłem powoli ssać jego penisa czyszcząc go jednocześnie dokładnie językiem. Kiedy skończyłem i nie wyczuwałem
w ogóle smaku spermy wypuściłem go z ust. Ktoś ściągnął mi opaskę z głowy. Odchyliłem głowę do góry. Za mną stała czerwona na twarzy Shira. Odpinała mi kajdany. Kiedy moje ręce były już wolne usiadłem na podłodze opierając plecy o ścianę. Zgiąłem lewą nogę w kolanie i spojrzałem na nich. Stali porozrzucani po całym pokoju. Bolin razem z Pabllo. Marco razem z Patrickiem. Sebastian
i Jared koło siebie. Azazel samotnie. Po środku. Przyglądał mi się uważnie.
- Powiedz mi…
- Krew.- Warknąłem na niego kiedy chciał coś powiedzieć. Zmrużył oczy.- Czy może znowu mam z wszystkimi zagrać w Grę czasową?- Dodałem. Otworzył szerzej oczy. Uśmiechnąłem się wrednie. Przyglądał mi się dłuższy czas po czym przegryzł swój lewy nadgarstek i podszedł do mnie. Podał mi go. Kiwnąłem twierdząco głową i przystawiłem go do ust spijając z niego każdą kropelkę. Gardło paliło żywym ogniem. Ciało domagało się większej ilości krwi. Przycisnąłem rękę mocniej do swoich ust.
- Znasz zasady tej kary?- Zapytał w między czasie Azazel. Klęczał przede mną, tak że mogłem widzieć tylko jego. Nieznacznie twierdząco kiwnąłem głową.- Widziałeś kiedyś jak ktoś w nią grał?- Zapytał. Znowu delikatnie kiwnąłem głową spijając jego krew niczym najlepszy afrodyzjak.- Grałeś
w nią kiedyś?- Ponownie zapytał. Przestałem spijać jego krew. Po kilku sekundach odsunąłem od ust jego dłoń i spojrzałem gdzieś w bok.
Azazel czekał. Cierpliwie. Ale jak już się nauczyłem jego cierpliwość jest bardzo… krucha. Cienka. Złapał mnie pod brodę i zmusił do spojrzenia na siebie. Wpatrywałem mu się dokładnie
w oczy po czym odtrąciłem jego rękę i wstając ominąłem go. Spojrzałem na pozostałych, którzy przyglądali nam się dokładnie. Uśmiechnąłem się krzywo i mimowolnie przeciągnąłem dłonią po tatuażu znajdującym się na całym moim lewym boku. Spojrzałem na swoje przedramiona, które również zdobiły tatuaże. To co kryło się w ich wnętrzu kryło jednocześnie najgorsze momenty mojego życia… Życia spedalonego śmiecia, chorego na Areldef.
Spojrzałem w jego stronę i uśmiechnąłem się słabo.
- Grałem.
- Jako?
- Przecież wiesz.- Powiedziałem cicho zaciskając mocniej dłonie na swoich przedramionach.- Wszyscy wiecie. Skąd niby znam jej zasady, skąd wiedziałem co robić, skąd wiedziałem JAK to robić?- Zaśmiałem się cicho.- Znam tą grę z autopsji. Doświadczyłem każdej jej odmiany na własnej skórze, a raczej w ustach powinienem lepiej powiedzieć.
- Nie mów mi…- Azazel podszedł do mnie i złapał mnie boleśnie za ramię. Spojrzałem mu
w oczy i uśmiechnąłem się smutno.
- Kara dla ciebie o wielki Azazelu.- Powiedziałem kpiąco. Drgnął.- Kolejne 25 razy krew oddajesz mi za darmo i wtedy kiedy ja tego będę chciał.
- Słucham?
- Chyba nie zapomniałeś, że jeżeli uda mi się odgadnąć komu w danym momencie obciągałem mogę tej osobie wydać rozkaz. Jeden. Absolutny. A jeżeli go nie wypełni zajmuje moje miejsce w tej grze i obsługuje trzy razy więcej facetów niż ja. Więc w tym przypadku to będzie 21.
- Skąd…
- Znam tą grę od podszewki. Tak więc twój absolutny rozkaz to oddawanie mi przez 25 kolejnych razów krwi za darmo i wtedy kiedy ja będę chciał.- Spojrzałem w stronę pozostały. Pokazałem palcem na Sebastiana.- Od dzisiaj przez kolejny rok jeżeli tego zachce masz wychodzić ze mną na spacery na dziedziniec albo dookoła zamku, a nie tylko siedzieć w wierzy. I nie interesuje mnie tutaj twój areszt. Na te kilka godzin będzie on zawieszony.
- Ezra…
- Marco. Przez rok zabierasz mnie na każdą wyprawę jaką będziesz miał poza zamek. Dosłownie każdą. Bolin przez dwa lata najpierw wykonujesz moje rozkazy, a dopiero później jeżeli nie będą kolidować z moimi wykonujesz rozkazy Azazela. Teraz to ja jestem twoim Panem. Pabllo będziesz mnie uczył walki wręcz. Od razu mówię. Toporny ze mnie uczeń. Jared przekształci cały dziedziniec i ogród pod moje widzimisie i tak już zostanie. Z kolei Patrick…- Uśmiechnąłem się wrednie.- Kuchnia nie jest już tylko twoim terytorium. Mogę do niej wchodzić, jeść kiedy chce i co chce. I gotujesz to co ja chce, a nie co chce Azazel. Aż do odwołania.- Powiedziałem i przeleciałem wzrokiem po ich twarzach.
- Chyba trochę przegiąłeś.- Powiedział Azazel kładąc mi ręka na ramieniu. Prychnąłem pod nosem.
- Następnym razem najpierw sprawdzicie czy z czegoś ssie, a dopiero później weźcie się za karanie mnie. Przyznam, że obroży nigdy mi nie założono.- Odwróciłem się i puknąłem delikatni kilka razy otwartą ręką w jego policzek.- Dam ci małą radę. Nie wybieraj kar z tego pokoju, ponieważ mam je wszystkie przetestowane.- Dodałem. Zaśmiałem się głośno widząc jego minę.- Mówiłem wiele razy, że nie pochodzę z tych czasów i ten zamek jest mi bardzo dobrze znany.- Rzuciłem na odchodnym i wyszedłem z pomieszczenie zostawiając za sobą otwarte drzwi. Zacząłem zmierzać coraz szybciej ku górze. Ku słońcu, ciepłu i Świerzemu powietrzu. Kiedy zacząłem zbliżać się do upragnionego miejsca przyspieszyłem biegnąc prawie na sam koniec. Zdążyłem schować się za jedną z wielu kolumn po czym upadłem na kolana zwracając wszystko co dzisiaj dostałem do jedzenia.
Spermę 7 facetów.

 ******************
Nie ma to jak "pięknym zdaniem" zakończyć rozdział:)
Za tydzień zapraszam na next.
Pozdrawiam
Gizi03031

sobota, 22 kwietnia 2017

5. "Pragnienie”.5

Zmeczona po pracy dodaje rozdział...

******************************************************
Otworzyłem powoli oczy. Pomieszczenie, w którym przebywałem definitywnie nie było jadalnią. Przekręciłem głowę delikatnie w bok. Nie znałem tego pomieszczenia. Czego byłem pewien to tego, że leżałem na wąskim łóżku. Rozejrzałem się dookoła siebie siadając na materacu. Dwa łóżka stojące naprzeciwko siebie po dwóch końcach pokoju. Koło łóżek z dwóch stron znajdowały się szafki nocne. Dwie duże szafy po obu stronach drzwi, które znajdowały się po mojej lewej stronie. Po prawej było wielkie okno do połowy zasłonięte czerwoną zasłoną. Koło okna znajdował się kominek- niedaleko drugiego łóżka. Po drugiej stronie okna- bliżej mojego łóżka- stał okrągły stolik i dwa fotele. Koło drugiego łóżka stała półka, na której było kilka książek, jakiej własnoręcznie rzeźbione
w drewnie… ”rzeczy”? Nie wiem jak to nazwać. To bezkształtne… coś. Z kolei koło mojego łóżka znajdowały się kolejne drzwi, które właśnie w tym momencie się otworzyły. Spojrzałem na osobę, która wlazła do pokoju.
Marco.
Ubrany był w luźne , lniane, długie spodnie. Przez ramie przewieszony ciemny ręcznik. Woda powoli ściekała z jego mokrych włosów. Na prawym ramieniu widniał tatuaż. Nutka. Lewe przedramię zdobiła szeroka blizna szarpana. Kiedyś powiedział mi, że w dzieciństwie zaatakował go pies i to blizna po spotkaniu z nim. Ciekawe ile w tym prawdy?
- Co się gapisz?- Warknął podchodząc do szafy znajdującej się bliżej drugiego łóżka. Po chwili wciągał na siebie beżowy podkoszulek.
- Zastanawiam się…
- Nad?
- Skąd masz tą bliznę?- Zapytałem. Drgnął i po chwili spojrzał na mnie lekko podenerwowany.- Jeżeli nie chcesz nie musisz mówić.
- Skoro pytasz chcesz wiedzieć.
- Ja wiem, ale chce wiedzieć czy znam prawdę.- Powiedziałem cicho podciągając kolana pod brodę.
- A jaką wersję ty znasz?- Zapytał wycierając boleśnie włosy ręcznikiem. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- W dzieciństwie zaatakował cię pies i to pamiątka po spotkaniu z nim.- Powiedziałem. Po chwili usłyszałem dobrze znany mi śmiech. Marco odłożył na bok ręcznik i spojrzał na mnie siadając na swoim łóżku.
- No pies to, to na pewno nie był, ale dużo się nie pomyliłeś.- Zaśmiał się głośno. Odchylił się do tyłu kładąc za sobą dłonie. Spojrzał na wielki sufit.- Nie wiem dlaczego ale od dzisiaj mieszkasz razem ze mną w tym pokoju.
- Słucham?- Zapytałem jakbym się przesłyszał.
.
- Pan powiedział, że od dzisiaj mieszkasz ze mną w tym pokoju, a jak będzie czegoś od ciebie chciał wtedy wezwie cię do siebie.- Spojrzał na mnie już poważnie.- Do zapadnięcia zmroku nie musisz tutaj siedzieć jak nie chcesz, ale jak tylko zapadnie zmrok masz być tutaj. Nie wolno ci wychodzić po za teren zamku. Tylko z Panem możesz to robić. Jak chcesz to sobie zwiedzaj zamek, ale nie wyłaź poza bramy. No i co jeszcze mógłbym ci powiedzieć? Nie opieraj mu się.
- O co chodzi ci z tym ostatnim?
- Pan… jakby ci to powiedzieć… bardzo zasmakował w twojej krwi. Bardzo. – Powiedział
z naciskiem.- Kiedyś znowu jej skosztuje. Ale będzie chciał sam ją wydobyć a nie przez twoje gapiostwo i to, że się zranisz. Tyle tylko, że…- Urwał. Przyglądałem mu się z szeroko otworzonymi oczyma.
- Tyle tylko, że…?- Zapytałem cicho zachęcając go do skończenia swojej myśli.
 - Podobno jak wampiry robą to na sucho to strasznie boli.- Powiedział drapiąc się po nosie.
- Robią co na sucho?
- Piją twoją krew. Nie wiem ile w tym prawdy bo żaden mnie nigdy nie ugryzł, ale słyszałem, że nic nie boli kiedy…
- Nie kończ. Z moim szczęściem wiem co chcesz mi powiedzieć.- Wypuściłem zrezygnowany powietrze z płuc. Położyłem się na łóżku gapiąc się w sufit.
- W czym masz problem. Wyczuwam od ciebie zapach wielu mężczyzn więc nie powinno być kłopotu jeżeli rozłożysz swoje nogi dla mojego Pana.- Powiedział. Skrzywiłem się i zaśmiałem gorzko.
- Ironia, że to właśnie ty mi to mówisz.- Zadrwiłem. Spojrzałem na niego przekręcając głowę delikatnie w bok.- Nie pachnę nimi bo chciałem. Ale jeżeli bym się na to nie zgodził nie dożyłbym następnego dnia. Z moją chorobą… - Urwałem zakrywając dłonią oczy.- Nie rozłożę przed nim nóg. Nie zrobię tego przed nikim. Tylko przed osobą, którą pokocham.
- To go pokochaj.- Zauważył inteligentnie. Zaśmiałem się głośno i usiadłem na łóżku zginając się w pół.
- Mam pokochać kolesia, który  mi wlał za to, że broniłem swoich racji, który na siłę bez mojej zgody podał mi swoją krew i ma zamiar brać ode mnie za nią zapłatę? Kolesia, który chce narzucić mi swoje zdanie i wolę. Myślisz, że na prawdę bym kogoś takiego pokochał? Może i bym był z taką osobą, ale tylko ze strachu. Co on mi dobrego ofiarował od kiedy się z nim tutaj spotkałem? Nic. Więc proszę cię nie mów mi, że mam go pokochać, bo to i tak się nie stanie.
- Kiedy mocniej temu zaprzeczasz to mocniej się w nim zakochasz.
- Marco.- Przerwałem mu. Spojrzał na mnie rozczesując jednocześnie swoje włosy.- Czy chciałbyś być z kimś kto jest z tobą tylko dlatego, że posiadasz coś co może uratować mu życie.
- Nie.
- No właśnie.
- Ale ty się w nim zakochasz.
- Nie decyduj za mnie proszę ja ciebie.
- Zobaczysz. Nawet nie będziesz wiedział kiedy, a…- Urwał kiedy usiadłem gwałtownie
i złapałem się za głowę. Zrobiło mi się niedobrze. Przed oczami zobaczyłem ciemne plamy. W głowie mi dudniło. Nie mogłem złapać oddechu.
Wszystko jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Zaczerpnąłem głośno powietrza do płuc.
- Zaczyna się.
- Co?
- Twoje pragnienie. Jeżeli tak szybko się zaczęło nie chce wiedzieć co się będzie działo za dwa dni.
- Co się będzie działo za dwa dni?
- Pan jest na ciebie zły więc nie da ci krwi za darmo… a jeżeli powie ci, że masz w tym samym czasie przyjąć w siebie dwóch mężczyzn a trzeciego obsłużyć ustami w zamian dostaniesz krew rzucisz się na pierwszych lepszych mężczyzn aby tylko spełnić jego prośbę.
- Pierdolisz…
- To nie tak, że zrobisz to bo będziesz chciał. Zrobisz to, aby… przestało boleć…- Powiedział
i spojrzał na mnie smutno, kiedy zacząłem gapić się w sufit. Serce waliło mi jak oszalałe. Mogłem się założyć, że Marco jak i inni w tym zamku słyszą je idealnie.

^^~^^

Starałem się leżeć nieruchomo na łóżku co było strasznie trudne. Każdy najdrobniejszy ruch wywoływał w moich ciele ogień, a miliony igieł wbijało się w moje ciało. Oddychałem ciężko zagryzając boleśnie usta. W pokoju byłem sam. Zbliżało się południe. Z tego co wiedziałem Marco wyszedł pomóc Shirze przy czymś. Jęknąłem głośno kiedy poruszyłem delikatnie nogą, a przez całe moje ciało przebiegł prąd i zatrzymał się w moim i tak już nabrzmiałym członku. Nie mogłem się dotknąć bo pomijając przyjemność odczuwałem też wielki ból.
Przekręciłem się na bok i jęknąłem głośno. Uścisk w kroczu ani w żołądku nie zniknął. Zacisnąłem mocno usta jak i oczy kiedy moja ręka wbrew mojej woli wylądowała na moim kroczu. Po policzkach pociekły mi łzy, kiedy mimo usilnych prób napięcie nie chciało odejść, a ból stawał się coraz silniejszy. Nie ważne ile i jak długo ruszałbym ręką i z jaką siłą trzepałbym sobie nic się nie zmieniało. Wręcz przeciwnie. Było coraz gorzej.
- Cholera.- Załkałem cicho kiedy po moich policzkach pociekły łzy bezsilności.
- Ty Ezra słuchaj…- Marco przystanął w drzwiach patrząc na mnie zaskoczony. Nie przejąłem się tym, że widział mnie prawie nagiego, masturbującego się i płaczącego jednocześnie. Widziałem go jakby przez mgłę. Jego obraz był zamazany. Z mojego gardła wydobył się przeciągły jęk kiedy poczułem ból w jądrach. Zacisnąłem na nich palce masując mocniej.- Zaraz wracam.- Rzucił tylko
i wybiegł szybko z pokoju.
- Kurwa… kurwa…- Powtarzałem w kółko. Ten ból musi się skończyć. To było coś strasznego. To silne pragnienie i dorównujący mu ból zmieszane razem sprawiały, że nie mogłem myśleć racjonalnie. Oddychałem ciężko, a w głowie miałem tylko pustkę. Włosy przyklejały się do mokrego czoła. Wyrzuciłem biodra do góry, kiedy fala gorąca zalała moje ciało, ale szybko przekonałem się, że upragniona ulga nie przyjdzie tak szybko. Drzwi otworzyły się gwałtownie. Uniosłem wzrok znad swojego czerwonego penisa i spojrzałem do góry. Jęknąłem głośno, kiedy moje gardło zacisnęło się boleśnie, a w ustach powstała istna pustynia. Nie mogłem przełknąć śliny. Oddychałem szybko przyglądając się dokładnie Azazel’owi. Obrzucił mnie szybkim spojrzeniem po czym uśmiechnął się wrednie i zamknął za sobą drzwi. Podszedł powolnym krokiem do mojego łóżka i przystanął przy jego krawędzi przyglądając mi się uważnie. Patrzyłem głęboko w jego oczy,
w których wyczytałem… radość? Nie. To nie była radość. Dziwne, nieznane mi uczucie, którego nie mogłem odczytać. Przeciągnął delikatnie palcami po moim odkrytym ramieniu. Dotknął mnie delikatnie, a moje ciało odebrało to jak silne uderzenie ognia. Czułem się jakby coś drapało mnie od środka i chciało się uwolnić. Z ledwością przekręciłem się na bok puszczając swoje przyrodzenie. Zagryzłem zęby na poduszce i zacząłem w nią krzyczeć. Kiedy w końcu to uczucie na chwilę odeszło spojrzałem na niego. Przyglądał mi się ciągle. Jego palce dotknęły moich nagich pleców. Wbiłem się w materac kwiląc niczym małe dziecko.
- Nie sądziłem, że tak szybko dojdziesz do takiego stopnia. To jest podobno poziom
z czwartego dnia.- Powiedział cicho delikatnie zachrypniętym głosem. Ścisnęło mnie w żołądku,
a serce przyspieszyło kiedy tylko się odezwał. Uniosłem drżącą rękę w jego stronę. Złapałem go za przegub dłoni. Spojrzał na mnie.- Co chcesz?
- Wyjdź…- Powiedziałem ledwo słyszalnie. Uniósł delikatnie brew do góry.
- Czy ty powiedziałeś „wyjdź”?
- Tak… i tak mi nie dasz tego czego potrzebuje…- Urwałem kiedy moim ciałem wstrząsnął silny wstrząs. Z trudem przełknąłem ślinę.- Bawi cię mój widok… więc wyjdź…- Dodałem i puściłem jego dłoń. Kiedy to zrobiłem moje serce przeszył potworny ból. Złapałem się za serce kiedy moje ciało wygięło się w łuk. Nie mogłem złapać oddechu.
- Głupi dzieciak.- Warknął pod nosem pochylając się nade mną. Odwróciłem głowę w bok zaciskając mocno palce na włosach.
- Bo…li…- Wyjęczałem kiedy po moich policzkach pociekły świeże łzy. Nigdy nie przepadałem za bólem, ale to co teraz przeżywałem było najgorsze. Nigdy nie odczuwałem takich ilości bólu. Azazel jednym ruchem zmusił moje obolałe ciało aby spojrzało w jego kierunku. Znowu zadrżałem kiedy tylko mnie dotknął. To uczucie było… irytujące. Zacisnąłem mocniej kolana ze sobą kiedy pochylił się nade mną delikatnie. Wstrzymałem głośno powietrze, kiedy jego usta musnęły moją rozpaloną szyję.
- Ostatni raz.- Powiedział chuchając ciepłym powietrzem na wrażliwą skórę. Jęknąłem głośno. Usłyszałem jego cichy śmiech.- Następnym razem wezmę to, co mi się należy.- Dodał. Nie rozumiałem go. Chciałem aby wyszedł. Sama jego obecność sprawiała, że bardzo cierpiałem, a jeszcze jak mnie „niby przypadkiem” dotknął myślałem, że umrę. Przyłożył mi do ust swój nadgarstek. Wiedziałem co się dzieje. Uchyliłem delikatnie usta. Lepka i ciepła maź spłynęła w dół mojego gardła. W moje ciało uderzył silny podmuch ciepła. Wbiło mnie w łóżko. Ból znikał z każdą kolejną sekundą. Im dłużej piłem tym szybciej mijały skutki nie przyjęcia leku. Drżącą ręką złapałem jego dłoń
i miejsce powyżej nadgarstka przyciskając mocniej usta do niego. On z kolei usiadł koło mnie zakładając nogę na nogę i przyglądał mi się uważnie. Nie mogłem oderwać od niego spojrzenia. Jego oczy wydawały się przenikać mnie na wskroś. Czytać moją duszę. Poznawać moje myśli. Miałem wrażenie, że zaczyna więzić mnie w jakimś niewidzialnym więzieniu.
 Złapałem głośno powietrze przez nos kiedy ból i podniecenie odeszły jakby nigdy nie zaistniały w moim ciele. Puściłem powoli jego rękę. Uśmiechnął się pod nosem i odsunął ją od moich ust. Przełknąłem ślinę czując w ustach metaliczno-słony smak. Oblizałem wargi. Azazel przeciągnął językiem po nadgarstku, a jego rana zniknęła jakby nigdy jej tam nie było.
- Ja…- Urwałem, kiedy na mnie spojrzał. Zacisnąłem palce na moich nagich ramionach.
- Jak już mówiłem następnym razem odbiorę od ciebie swoją zapłatę. Nie mam zamiaru szastać moją cenną krwią na prawo i lewo. –Powiedział wstając z mojego łóżka. Zatrzymał się na środku pokoju. Spojrzał na mnie.- Następnym razem najpierw wykorzystam twoje podniecenie,
a później jak będę zadowolony dam ci skosztować mojej krwi.
- Azazel…- Powiedziałem przerażony. On naprawdę chciał to zrobić. Zobaczyłem to w jego oczach kiedy na mnie spojrzał jak schodziłem w łóżka. Poprawiłem bieliznę kiedy odwrócił się
w moją stronę. Przystanął na środku i przechylił głowę w bok. Stanąłem kilka kroków przed nim
i podrapałem się zakłopotany po szyi. Wiem, że teraz pójdzie spać aby odzyskać energię. Zagryzłem delikatnie wargę.
- Ce.- Cmoknął ustami i podszedł do mnie. Zrobiłem krok w tył. Pochylił się delikatnie nade mną zrównując nasze spojrzenia ze sobą.- Mówiłem ci, że masz nie przygryzać wargi. Chyba musimy się cofnąć do lekcji pie…- Urwał kiedy bez zapowiedzi wspiąłem się delikatnie na palcach
i pocałowałem go w usta. Widziałem jego zaskoczone spojrzenie. Odsunąłem się po chwili od niego
i czerwony na twarzy podbiegłem do drzwi od łazienki.
- Dziękuje.- Szepnąłem cicho i zamknąłem się w małym pomieszczeniu. Oparłem się o drzwi ukrywając część twarzy w dłoniach. W uszach słyszałem jak szumi mi krew oraz dudni serce.
Mimo, że lekcje robienia loda miałem zaliczoną wręcz na szóstkę dzięki tym osiłkom
z mojego gimnazjum to z lekcji całowania dostałbym pałę.
Swój pierwszy pocałunek przeżyłem z wampirem…
I to ja go pocałowałem!
 **********************************
dziękuje za uwagę. miłych snów życzę.
pozdrawiam
Gizi03031