niedziela, 11 marca 2018

4383- Rozdział 17-OSTATNI

Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do czytania ostatniego rozdziału.
Praktycznie żyliśmy z tym opowiadaniem cztery miesiące, więc wiem, że co niektórzy mogli się do niego przyzwyczaić, ale mam nadzieję, że ten ostatni rozdział chociaż w małej części zrekompensuje wam pożegnanie z bohaterami.
******************************
Odłożyłem dziennik do jednej z przegródek do tego przeznaczonych i powolnym krokiem opuściłem pokój nauczycielski. Dzisiaj ostatni dzień szkoły, a ja musiałem jeszcze uzupełnić kilka brakujących rzeczy w tym cholernym dzienniku.
Gdybym mógł nie przyszedłbym dzisiaj do pracy. No ale tak nie wypada, nie pojawić się na zakończeniu roku tym bardziej, że dzisiaj szkołę kończyła moja klasa, której wychowawstwo dostałem dopiero w tym roku, po tym jak ich wcześniejszy wychowawca przeszedł na macierzyńskie. I co taki nauczyciel GD może zrobić na zastępstwie nauczyciela matematyki. Ja się z nimi widziałem w sumie tylko trzy godziny w tygodniu. Z czego jedna to była godzina wychowawcza.
No ale dobra. Wywiązałem się ze swoich obowiązków. Nikt z mojej klasy nie został usadzony. Prawie wszyscy idą dalej na studia. Tylko trzy osoby zdeklarowały się do podjęcia pracy tuż po wakacjach.
Jeszcze tylko odbębnię z nimi wypad na coś do jedzenia i będę wolny. Będę mógł się zaszyć w swojej samotni i trochę pomyśleć.
Wychodząc ze szkoły od razu zobaczyłem ich wszystkich czekających na mnie tuż przed wielkimi drzwiami prowadzącymi do niej. Poprawiłem sweterek, który zarzuciłem na cienką koszulę starając się uchronić przed chłodem i dopiero wtedy zapiąłem po szyję płaszcz. Wciskając rękawiczki na dłonie zrównałem się z nimi.
- Sensei się ubiera jakby się wybierał na Antarktydę.- Zaśmiał się jeden z uczniów, który planował podjąć pracę. Prychnąłem cicho pod nosem.
- Ostatni raz zachorowałem pięć lat temu i to w środku lata. Wyrwało mi to trzy tygodnie
z życia. Po tej chorobie powiedziałem sobie, że jedyne co mnie złapie to cholerny katar i tego się trzymam.
- Trzy tygodnie z życia… to dużo czy mało??- Zapytała była przewodnicząca klasy. Uśmiechnąłem się blado pod nosem.
- Bardzo. Czasami aż za dużo. – Odparłem skręcając z nimi w bardzo dobrze znaną mi uliczkę. Spojrzałem po nich.- Czy wy mnie zabieracie na koniec tej ulicy?- Zapytałem. Kilka osób twierdząco kiwnęło głową. Jęknąłem w duchu.
- Nie lubi pan tego miejsca?
- Lubię.- Odparłem cicho wchodząc jako ostatni do loży Kukkikuma i spojrzałem na stojącą za kontuarem kobietę. Uniosła zaskoczona lewą brew do góry, kiedy mnie zobaczyła.
- Pan Ciasteczkowy Miś?- Zapytała. Jęknąłem w duchu podając jej swój płaszcz.
- Minęło już pięć lat, a ty nadal to pamiętasz?- Zapytałem. Zaśmiała się cicho.
- Zrobiłeś wtedy furorę na cały lokal.
- Nie dziwię się. Później pewnie też.- Odpowiedziałem oburzony. Zaczerwieniła się lekko bardzo dobrze wiedząc o co mi chodzi.
- Czy teraz też….
- Nie. Teraz świętuje wolność, bo udało mi się wypchać z gniazda wszystkie uparte pisklaki.
- Nie przesadza pan.- Burknął klasowy łobuz i jako pierwszy ruszył w stronę  jednego
z większych stolików. Poczekałem aż reszta ruszyła za nim i zrobiłem to samo. Po złożeniu zamówienia, na które składały się trzy rodzinne pizze oraz około pięciu dzbanków coli rozmawiałem chwilę z uczniami starając się nie zasnąć na siedząco.
Zeszłej nocy źle spałem i teraz tylko marzyłem o tym aby móc przytulić się do swojej poduszki po czym udać się do przyjemnej krainy Morfeusza.
- Proszę oto państwa zamówienie.- Powiedział jakiś młody chłopak. Widziałem go tutaj po raz pierwszy. Podziękowaliśmy za jedzenie.
- Sensei nie jesz?- Zapytała rudowłosa dziewczyna siedząca po mojej prawej stronie.
- Wiesz… jakoś nie mam dzisiaj apetytu. Ale wy się nie krępujcie i jed…. au!- Syknąłem
i złapałem się za tył głowy, kiedy dostałem w nią czymś ciężkim. Spojrzałem za siebie na swojego potencjalnego intruza i wciągnąłem ze świstem powietrze przez zęby. Stała za mną ludzka brzoza we własnej osobie. Krótkie postawione do góry fioletowe włosy. Zmęczone spojrzenie. Delikatne cienie pod oczami. W ręku trzymał menu. Poczułem na sobie spojrzenie nie tylko jego, ale również tych,
z którymi tutaj przyszedłem.
- Ja ją robiłem.- Powiedział zachrypniętym głosem. Po moim ciele przeleciał silny dreszcz, który wstrząsnął całą moją osobą. Wiedziałem, że było to widoczne gołym okiem. Chciałem go dotknąć! Przytulić! Sprawdzić czy po tym tygodniu rozłąki wszystko jest w porządku! Dlaczego przyszedł tutaj, a nie prosto do domu? W sumie…
Co ja się dziwię.
Gdyby poszedł do domu siedziałby tam sam, a że bardzo kocha swoją pracę zapewne musiał tutaj przyjść. Ale tutaj nie mogłem go dotknąć. Coś w moich spodniach poruszyło się niespokojnie na moje myśli. Pokręciłem przecząco głową i skupiłem się na tu i teraz, a nie na tym co moglibyśmy wspólnie robić gdybyśmy byli teraz w domu.
To może chociaż jego gabinet…
Przecież kiedyś…
NIE!
Skup się! Na tu i teraz. Później będzie później. Tu! I! Teraz.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Jedz. Bo pewnie i wczoraj i dzisiaj nic nie jadłeś.
- Nie jestem…. No dobra! Jestem.- Powiedziałem oburzony kiedy znowu uniósł nad moją głową menu. Pokręcił przecząco głową i potarmosił moje włosy. Warknąłem na niego oburzony odganiając od siebie jego ręce.- Przestań. Teoretycznie jestem w pracy.
- A ja praktycznie.- Powiedział i uśmiechnął się delikatnie do nadal wlepiających w nas ślepia dzieciaków.- Ubrałeś się dzisiaj ciepło?
- Taaak…. Mmmmmmmaaaaaaaaaamoooooo….
- Tylko się nie rozchoruj.
- Nie choruje od pięciu lat. Więc i teraz….
- Wtedy też myślałeś, że taki DESZCZYK nic ci nie zrobi.
- Przeprosiłem cię wtedy za to.- Burknąłem i odwróciłem się do niego tyłem. Poczułem jak jego ramiona oplatają mnie od tyłu. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Tak łatwo przyszło mu zrobienie tego o czym ja pragnąłem od kiedy go tutaj dzisiaj zobaczyłem. Zaciągnąłem się delikatnie jego zapachem delektując się nim w duchu. Uwielbiam jego zapach. Męski, ale jednocześnie cholernie słodki. Wtuliłem się delikatnie w jego tors, tak aby nikt nie zauważył, że to zamierzone było z mojej strony. Tylko on wiedział.
- Najgorsze trzy tygodnie mojego życia.
- Przepraszam.- Powiedziałem. Uśmiechnął się i dał mi pstryczka w nos.
- Nie przepraszaj tylko jedz. Cole też ja nalewałem więc możesz ją wypić.
- Tylko byś mnie do jedzenia zmuszał.
- Od zeszłego tygodnia schudłeś….
- Wydaję ci się, bo rośniesz.- Mruknąłem przytulając swój policzek do ramienia.
- Zjedz to i nie marudź.
- Tak, tak. Też cię kocham.- Powiedziałem poprawiając rękawy ciepłego swetra. Wyprostował się i zrobił delikatny krok w tył. Nie spodobało mi się to. Zmarszczyłem nos patrząc na niego jak zranione zwierze. Uśmiechnął się pod nosem. Przełknąłem głośno ślinę. Znałem to spojrzenie. Rozbierał mnie wzrokiem przy moich uczniach!
O raju…
Chcę już do domu!
Z nim!
Potarmosił mi delikatnie włosy.
- Wiem. Ja ciebie też.- Odpowiedział i ruszył w stronę kuchni. Obserwowałem przez chwilę jego oddalającą się sylwetkę zawieszając dłużej wzrok na jego tyłku ciesząc się tą krótką chwilą nim zniknął za drzwiami prowadzącymi na kuchnię. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem.
Czwarty raz.
Czwarty raz w przeciągu pięciu lat powiedział mi, że mnie kocha. Pierwszy raz był wtedy kiedy całkowicie już zdrowy przyszedłem do niego po trzy tygodniowej nieobecności do szpitala. Przez trzy tygodnie byłem w tak opłakanym stanie, że nawet sam z łóżka nie wychodziłem i nie miałem na nic siły. Ten słaby deszczyk okazał się katastrofalny w swoich skutkach i przypiął mnie do łóżka na dwadzieścia jeden dni. Myślałem, że umrę z nudów. Na domiar złego woda dostała się do mojego telefonu i go zepsuła. Nie miałem jak się skontaktować z tą moją ludzką brzozą i tylko tuliłem do siebie Choppera, którego mi kiedyś wylosował w maszynie z Paluszakami i modliłem się o szybki powrót do zdrowia. A kiedy już wyzdrowiałem i byłem pewny, że niczym go nie zarażę pognałem czym prędzej do szpitala chcąc go już zobaczyć.
W szpitalu okazało się, że mu się pogorszyło w tamtym okresie. Kiedy mnie zobaczył ewidentnie się popłakał i przeprosił za wcześniejsze słowa po czym powiedział, że jeżeli mam go już dosyć to mogę od niego odejść, ale on i tak będzie mnie kochał.
Zostałem. Przetrwaliśmy leczenie, ale raz na trzy miesiące Taiyō musiał stawiać się w szpitalu na kontrolę.
Drugi raz kiedy wyznał mi miłość było w dniu, kiedy podpisywaliśmy papiery adopcyjne i w świetle prawa zostałem członkiem jego rodziny, co dla nas było jednoznaczne z zawarciem przez nas związku małżeńskiego. Wyłem wtedy jak głupi wypominając mu prosto w twarz, że powinien mi dziękować, że wytrzymałem z takim gburem jak on i że go nie zostawiłem. Bo teraz dzięki mojemu oślemu uporowi mogliśmy być razem. Podziękował mi za to.
Trzeci raz miał miejsce, kiedy musiałem stawić się w sądzie po tym jak mój pożal się Boże ojciec wniósł o apelację i prośbę o wcześniejsze zwolnienie warunkowe. Musiałem zeznawać jako świadek. Przed salą sądową Taiyō mnie objął i powiedział, że mnie kocha i jest ze mną, nie ważne co by się działo.
Czwarty raz był dzisiaj. Po tygodniu jego nieobecności, który spędził w szpitalu na badaniach kontrolnych, a dzisiaj zamiast wrócić do domu przyszedł sobie jakby nigdy nic do pracy. I na spontanie powiedział mi te słowa. Może nie wprost, ale jak dla mnie liczy się.
Sam nie powiem ile razy usłyszał u mnie te słowa. Czasami mi dokuczał i się śmiał, że przesadzam. Ale jeżeli chociaż raz dziennie mu tego nie powiem, to wręcz się domaga tego ode mnie.
Pięć lat razem.
Pogodziłem się z bratem, który zaakceptował nasz związek. Tak jak i z innymi, którzy go odrzucali, bojąc się o moje uczucia jeżeli Taiyō by zmarł. Ale nie zmarł. Został tutaj ze mną.
Na zawsze.
Przy mnie…
W sumie 4383 dni zajęło moje wybudzanie i odrodzenie. Dobrze wiedziałem, że gdyby nie on nigdy bym tego nie dokonał i nadal tkwiłbym w tym kokonie, którym kiedyś dobrowolnie się otoczyłem.
Jego upór, osoba, głos, gesty, zachowanie oraz miłość sprawiły, że na nowo mogłem żyć, kochać i cieszyć się życiem.
Dzięki niemu wiem, co to znaczy kochać z wzajemnością…
Po kres naszych dni…
Niezliczonych dni…
Kocham.

KoniecJ
Stron: 117
Słów:40411
Pisana od 28.10.2016 do 28.10.2017


 *******************
I co myślicie o tym opowiadaniu i o takim zakończeniu. W pierwowzorze miało być całkowicie inne zakończenie, ale w ostatniej chwili je zmieniłam. Mam nadzieję, że na lepsze:)
Pozdrawiam Gizi03031

4383- Rozdział 16

Hejka:)
Zapraszam do czytania.
Mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał mnie zabić....
A co tam.... mały komentarz nie wiadomo do czego, który sprawi, że czytanie nabierze napięcia:)
*************************************
Mój nowy dom.
Tak chyba mogłem nazwać tą ciasną kawalerkę, w której przyszło mi aktualnie mieszkać. Sam tak zadecydowałem więc nie miałem zamiaru uskarżać się na swój los oraz lokum.
Było małe. I skromnie urządzone. Kuchnia połączona aneksem z jedynym pokojem jaki się tutaj znajdował. W pokoju tym znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne prowadziły na zewnątrz, drugie do małej łazienki połączonej z toaletą.
O.
Przepraszam.
Trzy pary drzwi. Ostatnie prowadziły na balkon. Ale był on tak mały, że zapomniałbym o nim wspomnieć. Starczyło, że na niego wszedłem i wywiesiłem tylko trzy duże ręczniki na trzech króciutkich sznurkach i już nie było na nim miejsca.
Przeniosłem część mebli ze swojego starego pokoju.
Umeblowałem go starannie dbając o to, aby niczego nie zabrakło w moim nowym lokum.
Nie spodziewałem się w ogóle tego, że i On zawędruje ze mną do tej kawalerki. Przecież mógł mieszkać nadal w naszym starym pokoju. Brat pozwolił mu tam mieszkać dopóki nie skończy szkoły. Nie brakowało mu wcale tak dużo czasu. Oczywiście tego samego dnia, którego wpakował się na moje nowe lokum powiedział dlaczego tak zrobił.

„Twój brat poprosił mnie abym miał na ciebie oko”

Dziwne. Czepiał się nas o to jakie relacje nas łączyły, ale nie sprawiało mu problemu poprosić go o to aby mnie doglądał.
Ba!
Aby ze mną zamieszkał.
Wiedział, że się zgodzę. Nawet wymusił na mnie aby to on (mój brat) opłacał mi czynsz za to mieszkanie. Resztę rachunków oraz pieniądze na jedzenie musiałem skołować sam. I to Taiyō powiedział, że będzie kupował jedzenie i środki czystości do domu,  a ja miałem zapłacić za Internet oraz za prąd i wodę. Szczerze? Można by pomyśleć, że wyjdę na tym gorzej, ale było wręcz odwrotnie. To on wydawał więcej kasy. Kiedy się zorientowałem o tej jakże jawnej niesprawiedliwości chciałem zaprzeczyć i zmienić warunki, ale on bardzo skutecznie i DOGŁĘBNIE wybił mi to z głowy.
Nie poruszałem więcej tego tematu.
Bo po co marnować ślinę i nerwy skoro i tak zrobi to co będzie chciał mając mnie głęboko
w dupie. Chociaż jak mu kiedyś powiedziałem, że ma mnie głęboko w dupie odparł:
-Wypraszam sobie. To ty masz mnie głęboko w dupie. Dosłownie.- I wygonił mnie z kuchni abym mu nie przeszkadzał w robieniu kolacji.
I wyszedłem. Nie przeszkadzałem mu. Obserwowałem go za to siedząc na łóżku i tuląc do siebie swoją poduszkę. Wiedziałem, że nie mam szans na to aby zmienił swoje zdanie i w ogóle, ale nie mogłem się pozbyć tego obrazu i myśli z głowy.
Chciałem zaryzykować i się go zapytać, ale jednocześnie bałem się tego, że przez moje pytanie wszystko się skończy i on zniknie. Nie chciałem aby znikał, dlatego uparcie odganiałem od siebie te myśli, ale one z każdym nowym dniem nachodziły mnie coraz bardziej. Zapierałem się nogami i rękoma przed poruszeniem tego tematu. W końcu wyraził się jasno na samym początku. Tylko sex-przyjaciele. Nic poza tym! Więc dlaczego chciałem czegoś więcej. Nie chciałem się nim dzielić z innymi. Chciałem go mieć na wyłączność. Zmonopolizować go. Chciałem aby był tylko ze mną, tylko mnie widział i tylko mnie kochał. Boże! Ja nawet nie wiedziałem czy on mnie chociaż lubi. Ten typ człowieka nie mówił praktycznie o swoich uczuciach ani o niczym o czym myślał.
- …mówię do ciebie. Oj! Kyōfu!- Usłyszałem jakby z oddali jego głos. Spojrzałem na niego. Stał oparty o blat mebli kuchennych i zerkał na mnie. Miał zmarszczone czoło.
- Przepraszam. Zamyśliłem się. Co mówiłeś?- Zapytałem. Zmarszczył bardziej czoło. Oznaka irytacji.
- Czy zamiast ziół prowansalskich mogę dodać inne, bo tych zapomniałem dzisiaj kupić
w sklepie.- Powiedział zrezygnowany wypuszczając głośno powietrze przez usta. Spojrzał na mnie wycierając ręce w ręcznik.- Co się ostatnio z tobą dzieje. To nie pierwszy raz kiedy odpływasz myślami i nie koncentrujesz się na tym co do ciebie mówię.
- Nie prawda, słucham cię.- Powiedziałem odkładając poduszkę na bok i siadając na krawędzi łóżka. Spojrzałem mu w oczy.- Jak nie ma ziół to dodaj co chcesz.
- Nie słuchasz.
- Słucham.- Brnąłem w uparte. Prychnął głośno.
- Kiedy przychodzi Chisana i Zaret?
- Słucham?
- Gdzie się umówiliśmy z nimi po zakończeniu roku?
-…
- Podlewałeś wczoraj kwiaty?
-…
- Oddzwoniłeś wczoraj, dwa dni temu i w zeszłym tygodniu do brata i matki?
-…
- Ogarnąłeś dzisiaj w łazience jak cię prosiłem nim wyszedłem na zakupy?
- …
- Wchodząc do domu dałem ci kartę do telefonu abyś doładował sobie konto. Zrobiłeś to?
-…
- Nie słuchasz.- Wzruszył obojętnie ramionami i wrócił do krojenia ziemniaków. Przez cały jego wywód gapiłem się na swoje stopy. Nie potrafiłem odpowiedzieć mu na żadne jego pytanie ponieważ faktycznie. Nie słuchałem go. Ale to nie moja wina!
Rzuciłem się na łóżko i jęcząc głośno wbiłem wzrok w sufit. Leżałem tak chwilę nie mogąc wytrzymać. Wstałem gwałtownie i rozejrzałem się po pokoju. Owszem. Karta, którą mi kupił leżała na stoliku koło stołu. Sięgnąłem po nią i wpisałem ciąg cyfr w telefon zatwierdzając je zieloną słuchawką. Odłożyłem telefon na miejsce i zrzucając bluzę z ramion zamknąłem się na całe pół godziny w łazience wyżywając się na kafelkach oraz brodziku.
No bo też mi problem! Kilka razy nie usłyszałem co do mnie mówił zajęty swoimi myślami,
a on mi to będzie wypominał jakbym zapomniał o urodzinach samej królowej Wielkiej Brytanii. Po prostu przegięcie. Już człowiek nie może sobie w spokoju pomyśleć i poukładać trochę spraw
w głowie bo już „Nie słuchasz mnie”! A nie słucham! I co? Zabiją mnie za to? Nie wiem kiedy ma przyjść Chisana oraz Zaret, bo nigdy nie interesowałem się tym kiedy ktoś ma mnie odwiedzić. Nie oddzwoniłem do matki i do brata bo nie mam zamiaru zdawać im co godzinę raportu z tego co robiłem przez sześćdziesiąt minut od zakończenia wcześniejszej rozmowy.
No dobra!
Nie posprzątałem w łazience!
Na to nie mam wyjaśnienia.
No i nie doładowałem sobie od razu konta. Ok. Mój błąd. Nie słuchałem. Miałem głęboko gdzieś co do mnie mówił, bo wtedy zajęty byłem czym innym. Ale to nie znaczy, że można mi od razu suszyć o to głowę. Rozumiem. Gdybym zapomniał wyłączyć gaz albo wyłączyć żelazko jakbym wychodził z domu. Ale na szczęście nie przytrafiają mi się takie wypadki. Rzuciłem gąbkę do zlewu
i wyszedłem z łazienki. Stanąłem koło drzwi i spojrzałem na jego plecy, kiedy wkładał do piekarnika wcześniej przyprawione przez niego mięso.
- Przepraszam za to, że nie słuchałem co do mnie mówisz.- Powiedziałem i nie czekając na jego reakcję zamknąłem się ponownie w łazience wracając do molestowania biednej powierzchni zlewu.
- Dziurę w nim zrobisz.- Usłyszałem jego głos za sobą. Drgnąłem zaskoczony i spojrzałem na jego odbicie w dopiero co umytym lustrze.- Znowu odpływasz gdzieś myślami.
- Wiem.
- O czym myślisz?- Zapytał kiedy skończyłem szorować zlew. Zostało mi tylko umyć podłogę. Śmieci z łazienki zabrał Taiyō, kiedy szedł na zakupy. A pranie zrobiłem wczoraj.
- O niczym.
- Gdybyś myślał o niczym to byś nie odpływał w połowie konwersacji myślami.
- Czy musimy o tym gadać?
-  Nalegam. Jeszcze tak odpłyniesz myślami, że w kiedy będziesz mi robił loda odgryziesz mi kutasa i będziemy mieli problem.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie kiedy rzuciłem w niego czystym ręcznikiem, który złapał sprawnie i powiesił na wieszaku koło drzwi.
- Nie bój się. Nie odgryzę go.- Warknąłem i spróbowałem go wyminąć, ale złapał mnie za ramię i zmusił do pozostania w łazience.  Gapiłem się gdzieś w bok byle tylko nie na niego.
-Kyōfu pytam całkiem poważnie. Co się dzieje?
- Jak ci powiem to będziesz zły.
- Nie będę.- Zaprzeczył. Wiedziałem, że i tak będzie.
- Kocham cię i chcę z tobą chodzić, a nie tylko sypiać.- Powiedziałem patrząc mu hardo
w oczy. Zmarszczył czoło i zmrużył powieki przyglądając mi się dokładnie. Twarz mu stężała. Ciało mu zesztywniało. Zdenerwował się.
- Kyōfu dobrze wiesz, że się z nikim nie umawiam i godzę się tylko na relację sex-przyjaciół.
- Wiem.
- Nie będę z tobą chodził.- Odparł chłodno. Poczułem się tak jakby uderzył mnie w twarz. Ból w okolicy klatki piersiowej tak mnie zaskoczył, że nie zareagowałem na łzy zbierające się w moich oczach. Odrzucił mnie! Znowu!
- Wiem…- Powiedziałem cicho patrząc gdzieś w bok. Chciałem aby mnie już puścił.
- To po co o to pytasz i znowu poruszasz ten temat?
- A co? Nie mogę marzyć o czymś więcej?! Nie mogę chcieć czegoś jeszcze?!- Wyszarpnąłem się z jego uścisku i zrobiłem krok w tył.- Mięso ci się spali.
- Nie spali.- Odparł chłodno. Spojrzałem na niego pozwalając aby z moich oczu ciekły łzy.
- Spali! Nie chcę jeść spalonego mięsa!
- Dlaczego płaczesz?- Zapytał robiąc krok w moją stronę. Cofnąłem się nieznacznie wpadając na kabinę prysznicową.
- Bo mam na to ochotę. Tego też mi zabronisz? Co? Nie wolno mi marzyć! Nie wolno mi prosić o więcej! Nie wolno mi płakać! To co mi wolno?! Bo już nie rozumiem!
- Uspokój się.- Powiedział podchodząc do mnie.
- Nie! Ja jestem spokojny. I to bardzo! Nie widać!
- Właśnie nie widać!
- Nie krzycz na mnie!- Rozpłakałem się na dobre, chociaż nie widziałem w ogóle sensu
w swoim zachowaniu nie potrafiłem nad nim zapanować.
- Nie płacz mi tutaj, bo i tak nie będę z tobą chodził!
- Wiem! Nie musisz mi tego powtarzać! Sex-przyjaciel ze mnie zajebisty, ale chłopak zjebany! Dobrze, że nauczyłem się wcześniej pracować dupą!- Krzyczałem ledwo co widząc na oczy przez te cholerne łzy. Poczułem tylko jak mocno obejmuje mnie ramionami. Spiąłem się cały. Nie chciałem teraz aby mnie dotykał.
- Nie szarp się.- Warknął przez zaciśnięte zęby.
- Nie! Puść!
- Jeżeli cię puszczę to ci wpierdolę za takie gadanie!- Krzyknął nad moją głową. On mnie nie tulił. On po prostu wypełnił mną swoje ręce aby były czymś zajęte i mnie nie ubiły.- Nie warz się tak mówić! Słyszysz! Nigdy! Nie będę z tobą chodził, bo na to nie zasługuje! Nigdy odwrotnie!
- Co ty za głupoty gadasz?
- To ja jestem ten zły! Nie ty!
- Taiyō co ty pieprzysz?
- Gdyby to było takie proste. Gdybym wiedział, że ten związek wypali sam bym poprosił cię
o chodzenie. Już dawno. Dużo wcześniej niż usłyszałem przez telefon twoje wyznanie, ale wiem, że to nie ma racji bytu. To się nie uda. Będziesz cierpiał, a tego nie chcę.
- Nie będę cierpiał.
- Będziesz.
- To pozwól mi się sparzyć. Jeżeli się na tobie przejadę będę wiedział, że źle postąpiłem. Ale pozwól mi na to! Do cholery jasnej! Co takiego złego może się stać?! W najgorszym wypadku rozstaniemy się skłóceni! Taiyō, pozwól mi!- Wiedziałem, że w tym momencie byłem żałosny. Błagałem go wręcz o to, aby ze mną chodził. Nie chciałem, aby to tak brzmiało, ale jeżeli i to nie pomoże, to już nie mam pomysłu jak go do siebie przekonać.
- Kyōfu…
- Na miesiąc? Ok.? Na próbę. Jeżeli po miesiącu nadal nie będziesz chciał ze mną chodzić to zerwiemy.
- Zerwiemy na pewno.
- To zerwiemy, a ja wtedy będę zdolny sobie odpuścić.
- Nawet jeżeli padniesz przede mną na kolana po miesiącu wszystko się skończy.
- Jeżeli oboje dojdziemy do wniosku, że twoje uczucia do mnie się nie zmieniły nie będę cię powstrzymywać.
- I pozwolisz mi odejść.
- Nawet cię spakuje jeżeli to cię uszczęśliwi.
- Nie będziesz robił mi żadnych wyrzutów?- Zapytał poluźniając swój uścisk. Pokręciłem przecząco głową. Wypuścił głośno powietrze z płuc i pocałował mnie delikatnie w czubek głowy.- Pamiętaj. Masz miesiąc. Ciesz się póki możesz.
- Dziękuje.- Powiedziałem. Trochę dziwnie to wyglądało, ale chyba właśnie zostaliśmy oficjalnie parą z bardzo krótkim, wcześniej zaplanowanym stażem.

***
Wchodząc bez pukania do łazienki trzy tygodnie po tym jak zaczęliśmy ze sobą chodzić nie spodziewałem się, że moje serce stanie na moment by później z zawrotną prędkością zacząć pompować krew po całym moim organizmie. I mimo, że krew była pompowana czułem nieprzyjemne zimno rozchodzące się po mojej klatce piersiowej, dłoniach jak i stopach.
Kto by pomyślał, że potrafię tak szybko biegać i dostanie się do mojej torby zajmie mi dosłownie ułamki sekund. Wybranie numeru ratunkowego też przebiegało szybko. Tylko ta rozmowa z osobą po drugiej stronie tak strasznie się ciągnęła.
- Czy coś się stało?- Padło pytanie po drugiej stronie. Myślałem, że coś mnie zaleje, kiedy je usłyszałem. Nie. Nic się nie stało. Tak sobie dzwonie aby porobić sobie z was jaja.
- Mój współlokator leży nieprzytomny w łaziance. Z jego nosa leci krew. Nie reaguje na to co do niego mówię i że próbuje go obudzić. Nie wiem co mu jest.
- Czy jesteście sami w domu?
- Tak!
- Karetka już do państwa jedzie. Czy pana kolega na coś choruje?
- Nie.
- Czy widzi pan dookoła niego jakieś niepokojące przedmioty?- Zapytał głos po drugiej stronie. Niepokojące?
- On nie jest samobójcą.- Warknąłem przez zaciśnięte zęby. W tym samym momencie usłyszałem pukanie po drugiej stronie drzwi. Przebiegłem przez całe mieszkanie i otworzyłem je gwałtownie patrząc z ogromną ulgą na ratowników medycznych.

***
Gapiłem się na mojego brata i jeszcze jednego lekarza, którzy wezwali mnie do gabinetu brata, kiedy ten tylko się dowiedział, że jestem w szpitalu, w którym ona pracował. To co powiedzieli, kiedy tylko zająłem miejsce po drugiej stronie biurka…
- Co?
- To co słyszałeś.- Powiedział mój brat. Pokręciłem przecząco głową. To chyba jakieś żarty!
- Howaito, to nie jest śmieszne. Co ty przez to rozumiesz?- Zapytałem piskliwym głosem. Mężczyzna wypuścił głośno powietrze z płuc.
- To nie jest pierwszy raz. Już trzy razy przechodził przez chemię. Tym razem nie wiadomo czy ona mu pomoże. AML to ciężki przypadek i naprawdę mało osób z niego wychodzi obronną ręką, a ta przerośnięta brzoza walczy z tym cholerstwem od jakiś dziesięciu lat.- Powiedział mój brat. Nadal nie rozumiałem o co mu chodziło. Wiedziałem co to jest chemia, ale co ona miała wspólnego z jakimś dziwnym AML?
- Co to jest AML?
- Ostra białaczka szpikowa.- Powiedział mój brat. Patrzyłem się na niego, ale wydawał mi się taki jakiś odległy. Jakby uciekał. I mówił ciszej.
Ogarnęła mnie ciemność.

**
Taiyō znowu był na mnie zły i znowu krzyczał.
Nie chciał abym odwiedzał go w szpitalu, kiedy znowu przyjmował chemią. Chociaż to i tak było nic w porównaniu z tym co miało miejsce miesiąc temu jak nie chciałem z nim zerwać. Powiedziałem mu, że nie zerwę z nim bo wtedy będzie mógł gadać, że zostawiłem go po tym jak dowiedziałem się prawdy. Wiedziałem, że by tak nie powiedział, ale mimo wszystko nie odszedłem od niego. Co go bardzo zdenerwowało.
W sumie ostatnio wiele rzeczy go denerwuje. A najbardziej to, że do niego przychodzę
i siedzę z nim kiedy dostaję tą cholerną chemię. Mimo, że krzyczy, drze się na mnie i wyzywa próbując mnie wykopać ze szpitala ja nadal koło niego siedzę i patrzę na niego poważnym spojrzeniem.
Miesiąc leczenia, a rezultatów nie widać. Cieszyłem się, że Taiyō był zmuszony leżeć
w szpitalu. Jeżeli byłby w domu… no cóż…. Wiedziałem, że nie udałoby mi się ukryć tego ile razy
w nocy płakałem i błagałem Boga, aby pozwolił mu żyć. Nie mogłem sobie wyobrazić, że go nie będzie. Przecież to będzie straszne!
- Nad czym myślisz?- Padło po raz nie wiem już który to samo pytanie. Mógł się złościć na to, że do niego przychodzę i siedzę przez kilka godzin w jego Sali, mógł się przez to nie odzywać do mnie przez kilka ładnych godzin, ale ciągle zadawał mi to samo pytanie.
- Co zrobić dzisiaj na obiad?- Powiedziałem uśmiechając się do niego delikatnie.- Może jakieś propozycję, ale coś prostego.
- Weź zagotuj sobie ryż a do niego usmaż warzywa i kurczaka. Powinno wystarczyć.
- Niby tak. Ale wiesz jak ja gotuję.
- Ta…. Wiem… dziwię się, że przez ostatni miesiąc nie schudłeś.
- Staram się nie stracić na wadzę, bo jeszcze gotowy będziesz mnie za to zabić.
- Z grzeczności nie zaprzeczę.- Powiedział uśmiechając się blado. Wyciągnąłem niepewnie
w jego stronę prawą dłoń. Przyjrzał się jej dokładnie nim ujął ja w swoją zimną dłoń, do której podłączono kroplówkę.
- Musisz szybko stąd wyjść bo już mi się znudziły mrożonki.- Podpuściłem go tylko, wiedząc jak bardzo jest przeciwny gotowcom z zamrażalnika.
- Słucham?- Zapytał chłodno. Parsknąłem śmiechem widząc jego minę.
- Żartuje przecież. Jedyne zimne rzeczy jakie jem to lody i nic więcej, więc się nie martw. Jem, a bynajmniej się staram jeść pięć normalnych posiłków. Nie zawsze mi to wychodzi, ale się staram.
- Jak ci nie wychodzi to, co? Siedzisz o pustym żołądku?
- Nie.
- Idziesz do domu na obiad?
- Czasami. A jak  nie mam ochoty siedzieć z bratem i matką to idę do ciebie do restauracji.
- Proszę?
- No do ciebie do pracy chodzę i coś sobie zjem.
- Sam?
- Z samcem.- Warknąłem i pokazałem mu język.- Oczywiście, że sam… wiesz….- Przerwałem i podałem mu pospiesznie miskę kiedy jego ciałem zaczęły szarpać torsję. Próbował mnie od siebie odsunąć, kiedy wszystko się zaczęło, ale ja w uparte koło niego stałem i masowałem delikatnie jego plecy. Kulturalnie starałem się mu nie przyglądać wyobrażając sobie jak się musi z tym czuć. I tak przez kilka dni się do mnie nie odzywał kiedy przychodziłem do niego po tym jak obcięli go na króciutko i zaczął nosić czapki w środku lata. Przeszło mu po tym jak kilka dni go zapewniałem, że i tak mi staje na jego widok więc niech się nie martwi, bo i tak jest przystojny. Tak mu o tym trułem, że czerwony na twarzy powiedział:
- Żegnam się czule oziębłym WYPIERDALAJ.- Po czym odwrócił się do mnie obrażony. Zaśmiałem się głośno zakrywając usta dłonią. Spojrzał na mnie jak na popierdoloną osobę znad krawędzi miski, którą po chwili wsunął pod łóżko.
- Czy ty się właśnie śmiałeś?
- Tak.
- Ze mnie?
- Tak.
- Śmiałeś się dlatego, że rzygałem?
- Jebnąć ci?- Zapytałem i uderzyłem go delikatnie w głowę.- Przypomniało mi się twoje czułe i oziębłe wypierdalaj. I tak jakoś się zaśmiałem.
- A spierdalaj.
- Też cię kocham.- Mruknąłem i cmoknąłem go w policzek. Burknął coś pod nosem i spojrzał na mnie spod byka.- Mogłem cię pocałować jakieś dziesięć minut temu. Teraz musze czekać.
- Na co?
- Aż umyjesz zęby.
- Fakt.- Powiedział i ścisnął mocniej moją dłoń. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zgadnij co.- Powiedziałem pochylając się delikatnie w jego stronę. Spojrzał na mnie unosząc lewą brew do góry.
- Co?
- Dziś mama nawrzeszczała na mnie jak mnie do ciebie przywoziła i….
- I?- Zapytał uśmiechając się delikatnie. Uśmiechnąłem się zadziornie.
- Dałem jej Snickersa i powiedziałem „nie jesteś sobą gdy jesteś głodna”. Zatrzymała samochód i wybuchnęła śmiechem.- Powiedziałem. Zaśmiał się głośno łapiąc się wolna ręką za brzuch. Zaciekawiona pielęgniarka spojrzała w naszym kierunku zza jednego z parawanów. Posłałem jej przepraszający uśmiech.
- Dlaczego mnie nie było wtedy w samochodzie.
- Gdybyś był to by pewnie całe miasto cię usłyszało.
- No ba.- Powiedział wypinając dumnie pierś. Przyglądałem mu się dokładnie jak przeciera zmęczone oczy i patrzy tęsknie za okno.
- Zmęczony?
- Troszkę.
- To się prześpij.
- Nie będę spać jak ty tutaj jesteś. Jeszcze mnie zgwałcisz przez sen.
- I tak by ci się spodobało.- Wzruszyłem obojętnie ramionami. Prychnął oburzony szturchając mnie w ramię.
- Nie słódź sobie aż tak bardzo.
- Ktoś musi skoro inni tego nie robią.
- Powiedz. Rozmawiałeś ostatnio z bratem?
- Nie.
- A z Chisaną?
- Też nie.
- Z Zaretem….
- Ani z nim, ani z wujkiem.
- Miałeś z nimi pogadać.
- Gadałem z mama.- Odparłem oburzony. Prychnął na mnie i puknął mnie delikatnie w czoło. Odsunąłem się profilaktycznie od jego długich palców.
- Bo jako jedyna nie zdążyła powiedzieć ci co powinieneś zrobić i nauczona bzdurnym doświadczeniem milczy.
- Jeżeli jeszcze raz nawet w drugim dnie o tym napomkniesz to będę cię bardziej nawiedzał niż to ustawa przewiduje.- Warknąłem na niego i zabrałem się za pakowanie swojej torby.
- Obiecałeś, że ze mną zerwiesz.
- No to jestem kłamcą. Nie zerwę z tobą i ani ty, ani nikt inny mnie do tego nie nakłoni. Więc przestańcie to robić.
- Tak będzie lepiej.
- Dla kogo?- Warknąłem na niego. Spoglądał na mnie. Już się nie uśmiechał.
- Oczywiście, że dla ciebie.
- Prędzej skoczę z okna niż rozstanie z tobą będzie dla mnie lepsze.- Warknąłem. Pocałowałem go delikatnie w czoło i ruszyłem w stronę wyjścia z Sali.
- Kyōfu! Nie skończyłem z tobą rozmawiać!
- Przyjdę jutro o tej co zawsze!- Zawołałem do niego.
- Jak ja cię nienawidzę!- Krzyknął. Przystanąłem w przejściu, kiedy całe moje ciało przeszył ból i w pierwszym odruchu nie mogłem złapać porządnie oddechu. Zacisnąłem mocniej dłonie na pasku swojej torby i zmuszając się całym sobą przyczepiając do swoich ust uśmiech odwróciłem się do niego.
- Też cię kocham.- Odpowiedziałem mu tak jak zawsze po czym wyszedłem z pomieszczenia. Dopiero będąc w windzie pozbyłem się tego cholernego uśmiechu z twarzy i przetarłem dłońmi twarz. Oczy zapiekły mnie niebezpiecznie.
Nawet po dwóch miesiącach nie powiedział, że mnie kocha.
Zaśmiałem się cicho, próbując w ten sposób ukryć swój cichy szloch.
Chyba naprawdę nie jestem godzien, aby ktoś taki jak ja został przez niego pokochany…
Wciskając słuchawki na uszy wyszedłem z budynku szpitala nie przejmując się w ogóle ulewą jaka zaczęła szaleć na zewnątrz.
Przecież mały deszcz jeszcze nikogo nie zabił….
Jeszcze…

 *********************************
Ehem....
Za tydzień żegnamy się z tym opowiadaniem.... a później.... cóż.... niespodzianka.... tak myślę....
Pozdrawiam Gizi0031

niedziela, 4 marca 2018

4383- Rozdział 15

Hejka.
Powoli zbliżamy się ku końcowi:(.
Jakoś nie chcę mi się żegnać z tym opowiadaniem, ale cóż.... jak mus to mus.
***********************
Nim prawda o tym co nas „łączyło” wyszła na jaw a w moim życiu na nowo zapanowała wielka burza i zaszło wiele drastycznych zmian minęło trochę czasu.
Dokładnie trzy miesiące. A  przez te trzy miesiące mieliśmy okazje poznawać swoje ciała
i pragnienia wiele razy.
Uprawiałem z nim seks dwadzieścia sześć razy.
Wiem, bo liczyłem każdy raz. Ktoś by pomyślał, że coś lipnie nam szło. Ja nie narzekałem,
a on jak nie robił tego ze mną zapewne robił to z innymi więc nie mógł narzekać na brak zainteresowania.

1 dnia 1 miesiąca:
Zrobiliśmy to w ogrodzie. Ta… nie ma to jak trochę spontaniczności. Wyszedłem podlać kwiaty, kiedy matka z bratem pojechali na zakupy, a ta brzoza miała posprzątać swoją część pokoju. Byliśmy oddaleni od siebie, dzieliły nas dwa poziomy, a jednak jakoś się stało, że przeleciał mnie na wszystkich krzesłach ogrodowych, na stole ogrodowym, opartego o płot i w różach, które poraniły mi trochę ciało. Musiałem je ukrywać przed światem, aby nikt nie pomyślał, że znowu się raniłem.
Na szczęście żaden z sąsiadów nas nie przyłapał.
Za ten numer w ogrodzie byłem na niego zły całe cztery dni.

5 dzień 1 miesiąca:
Zdenerwował się za to, że się do niego nie odzywałem i znowu go unikałem i nie chciałem jeść tego co mi przygotował. Poczekał, aż wszyscy po kolacji udadzą się do swojej pracy (nocne zmiany jakoś tak im się ze sobą zeszły) po czym zapytał mnie grzecznie czy nadal mam na niego focha i czy nadal będę go unikał oraz jego jedzenia. Chciałem go wyminąć i milcząc udać się do swojego pokoju, ale zagrodził mi drogę i zarzucając mnie na ramie powiedział, że zada mi to samo pytanie po wszystkim. No oczywiście odpowiedziałem mu już w trakcie. Niemożliwość dotknięcia go przez wrzynające mi się w nadgarstki pasy jego krawata sprawiły, że wymiękłem. Mimo, że mu nie odpowiedziałem, nadal rżnął mnie przywiązanego do swojego łóżka nie pozwalając mi na ucieczkę. Byłem na niego jeszcze bardziej zły niż za ten cholerny ogród wcześniej. Tyłek mnie bolał
i nadgarstki.
Po wszystkim trochę mi przeszło, kiedy przytulił się do moich pleców i pozwolił spać ze sobą w jednym łóżku.


11 dzień 1 miesiąca:
Tym razem to ja chciałem zaatakować go! Nie pozwolę aby tylko on wybierał miejsce i czas tego kiedy i co będziemy robić. Też mam w tej kwestii coś do gadania.
Ta…. Dorwałem go…
A on wypieprzył mój tyłek (i pozwolił mi wypieprzyć jego usta) na parapecie w naszym pokoju. Wspomniałem, że wspaniałomyślnie otworzył okno, a była to pora obiadowa i pozwolił mi łaskawie krzyczeć ile mi się podobało. Oczywiście nie skorzystałem z jego propozycji i pogryzłem mu całe ramiona i lewy bark.
Znowu nie mogłem chodzić, ani siedzieć przez kilka dni, ale było to pewnie kumulacją tego co nastało po 11 dniu.

12 dzień 1 miesiąca:
Zabrał mnie do hotelu. W domu była mama i brat. Idąc do hotelu zahaczyliśmy o bibliotekę, aby mieć jakieś alibi w razie co. Wynajął pokój, zapłacił za niego (nie chciał słyszeć, że chcę się do tego dorzucić), po czym ledwo po przekroczeniu progu dobrał się do mnie nie pozwalając mi nawet na chwilę odpoczynku. Do domu wróciliśmy po kilku godzinach. Czułem się i wyglądałem jakbym coś wypił, a to on po prostu tak ostro sobie pogrywał. Zasnąłem od razu jak wróciliśmy do domu.
Alibi z biblioteką się przydało…

13 dzień 1 miesiąca:
To ewidentnie był jeden z najbardziej krępujących momentów jaki miałem okazję przeżyć nim nastał dzień kiedy prawda wyszła na jaw.
Razem z Zaretem oraz Chisaną udaliśmy się do restauracji w której pracował Taiyō. Chcieliśmy się z niego trochę ponabijać. Może się okazać, że to on nas będzie obsługiwał. Mieliśmy nadzieję, że trochę się z niego pośmiejemy. Oczywiście nie on nas obsługiwał tylko ten sam chłopak, który obsługiwał mnie i Taiyō jak przyszliśmy tutaj pierwszy raz. Po tym jak złożyliśmy zamówienie powiedział do mnie „Pan Ciasteczkowy Miś, mój Szef chciałby z panem porozmawiać przez chwilę na osobności” powiedział pochylając się delikatnie w moją stronę. Zdziwiłem się delikatnie, ale poszedłem za nim. Przeprowadził mnie przejściem dla pracowników. Kątem oka zobaczyłem kuchnię i ludzi krzątających się po niej. Kiedy wprowadzono mnie do gabinetu jego szefa, który dzisiaj wypełniał samą papierkową robotę i nie pracował na kuchni myślałem, że się przewrócę. Za biurkiem siedział Taiyō i przyglądał mi się uważnie.
No cóż… podejrzewam, że jego późny powrót do domu tamtego wieczora był spowodowany tym, że nie zdążył na czas uzupełnić całej papierkowej roboty i musiał zostać na nadgodzinach. Ale kto mu kazał pieprzyć mój tyłek na swoim biurku, fotelu i podłodze, obciągając mi do tego dwa razy?!
No na pewno nie ja.
Na chwiejnych nogach wróciłem do swojego stolika, zjadłem to co zamówiłem, a czując na sobie czujne spojrzenie kelnera wiedziałem jedno. Nigdy już nie wrócę do tej restauracji. ON WSZYSTKO SŁYSZAŁ!!


14 dzień 1 miesiąca:
Jak już idziemy po hardcor’ze to dlaczego by nie zrobić tego w szkole. Na okienku. Na dachu, a co będziemy wybredni.
Po tym numerku poprosiłem go o kilka dni odpoczynku. Na jego głupie pytanie „dlaczego”” powiedziałem, że jeżeli chce to teraz ja go będę bzykał na wszystkie możliwe sposoby kilka dni pod rząd i zobaczymy jak jego dupa to przetrwa.
Zgodził się na przerwę.
Nie zgodził się na oddanie mi swojego tyłka.
Głupek. Myślał, że jestem poważny, a ja nie chciałem mu oddawać tej pozycji.
Na niej było mi stanowczo za dobrze.
Czy to nie dziwne?? Facet pragnący być na pozycji pasywnej??

20 dzień 1 miesiąca:
Zgodziłem się na delikatny sex w pozycji na pieska w środku nocy, kiedy słyszałem jak przewracał się z boku na bok i wzdychał ciężko. Nawet ja wyczułem to napięcie seksualne.
W zamian za przyzwolenie na to, że już może to zrobić, zrobił to naprawdę bardzo delikatnie wcześniej bardzo długo mnie do tego szykując.
Po wszystkim położył się koło mnie i zasnął przytulając mnie do siebie.
Lubię kiedy mnie do siebie tuli. Wtedy tak jakby czuje się wyjątkowy…

26 dzień 1 miesiąca:
Na wiązanie nadgarstków się zgodzę, ale już nigdy nie przekona mnie do soft S&M. Czułem się z tym źle i wcale mi się to nie spodobało.
Miałem z tym złe wspominania.
Przerwaliśmy w trakcie.
Przeprosiłem go za to.
Nazwał mnie głupkiem i powiedział, że to on powinien przepraszać mnie.
I przepraszał. Ugotował mi moje ulubione danie, kupił mi kwiaty, powiedział, że następny raz zrobimy to tak jak ja będę chciał.

31 dzień 1 miesiąca:
Nigdy nie sądziłem, że jego widok w stroju lekarza może mnie aż tak bardzo podniecić. Miałem poważny dylemat, bo nie wiedziałem czy zostawić na nim ten strój czy go z niego zedrzeć.
W ostateczności zniknęły z niego jego spodnie. Góra oraz stetoskop zostały. Skubaniec ubrał nawet na siebie okulary. Jęknąłem głośno kiedy go tak zobaczyłem.
Seks ze swoją fantazją jest bardzo dobry.

10 dzień 2 miesiąca:
Przez praktycznie dziesięć dni go nie widziałem. Mówił, że miał jakieś problemy w pracy i nie mógł wziąć sobie dnia wolnego. A kiedy już go dostał napisał do mnie abym pojawił się pod miejskim kinem.
Tak!
Zrobiliśmy to na Sali kinowej. W sumie na niej zaczęliśmy, a że film tak bardzo nie przypadł nam do gustu przenieśliśmy się do kinowego wc. To co robiliśmy ze sobą bardziej przypadło nam do gustu niż akcja na wielkim ekranie. Bardziej rozgrzewało.
Chociaż jeżeli jeszcze raz miałbym przeżyć loda w jego wykonaniu na Sali pełnej ludzi wykupiłbym bilety na cały miesiąc na ten durny film i chodziłbym z nim do tego kina kilka razy dziennie.
Na szczęście nie nabrudziliśmy za bardzo w łazience.
Po wszystkim poszliśmy na długi spacer. Po powrocie do domu obejrzeliśmy jakis normalny film i położyliśmy się spać.
Dzisiaj spaliśmy osobno.

13 dzień 2 miesiąca:

Taiyō zapytał się mnie czy chce się z nim wybrać do wesołego miasteczka. Podobno dostał całodniowe wejściówki od koleżanki z pracy. Ale czy to koleżanka czy już pracownica. Nie wiedziałem, a nie chciałem go o to pytać. Jedna awantura o ten temat mi wystarczyła.
Zgodziłem się. Obeszliśmy dosłownie każdą atrakcję. Było coś dla mnie (każda z atrakcji sprawiała mi radość) i coś dla niego (szybki numerek w wagoniku diabelskiego młyna i mu sprawił radość).
Dzisiaj po wszystkim spaliśmy razem.
Zastanawiałem się przed zaśnięciem ile czasu minie nim ktoś się zorientuje…

15 dzień 2 miesiąca:
Tego dnia zrobiliśmy to w plenerze.
Miałem pełno liści i błota we włosach.
On wyglądał lepiej.
Ja musiałem od razu wziąć prysznic.
On mógł pogadać z moim bratem i wyjaśnić mu dlaczego wkurwiony wbiegłem na górę nie racząc ich nawet jednym spojrzeniem

17 dzień 2 miesiąca:
Albo to ze mną coś jest nie tak albo z nim.
Zgodziłem się na jego propozycję seksu w pociągu, którym jechaliśmy w miejsce w którym spędziłem tydzień i spotkałem poparzonego Nii. Upierał się, że chce zobaczyć to miejsce.
Zgodziłem się.
Później się upierał, że chce to zrobić w pociągu.
Zgodziłem się.
Najpierw w przedziale, później w ciasnym i nieprzyjemnie pachnącym wc.
To z kim w końcu było coś nie tak?
Ze mną?
Z nim?

22 dzień 2 miesiąca:
Ten świr zrobił mi loda w autobusie pełnym ludzi!!
Chyba umrę ze wstydu!

25 dzień 2 miesiąca:
Nie będę wdawał się w szczegółu, ale ewidentnie seks w przebieralni sklepu odzieżowego ukradł mi kilaka lat życia oraz przyprószył moją głowę siwymi włosami!

30 dzień 2 miesiąca:
Nie wiem jak bardzo musiało go cisnąć, ale ten kuchenny świr, który nie pozwala nawet czytać gazety w kuchni zerżnął mnie na każdy możliwy sposób w tym właśnie pomieszczeniu, które pieszczotliwie w domu nazywaliśmy Jego Królestwem..
Śmiał się, kiedy po wszystkim go okładałem i pytałem jakim cudem niby mam teraz normalnie w niej jeść i siedzieć.

1 dzień 3 miesiąca:
Zrobiliśmy to w samochodzie…
Samochodzie… HOWAITO!
W garażu!
Z domem pełnym ludzi!
Sami prosimy się o odkrycie!

4 dzień 3 miesiąca:
Igramy z ogniem!
I ja i on o tym wiemy, ale już po prostu nie możemy czasami nad sobą zapanować.
Kolejną ofiarą naszych cielesnych igraszek okazały się schody w domu.
W trakcie musieliśmy się szybko ewakuować do naszego pokoju kiedy i on i ja usłyszeliśmy parkujący na podjeździe samochód. Ukryliśmy się u niego pod kołdrą. Ten dla niepoznaki zostawił laptopa przy łóżku i poruszał się we mnie szybko nasłuchując na schodach kroków.
Kiedy mój brat wszedł do środka udawaliśmy, że śpimy. Prawdę przed tym co robiliśmy ukrywał tylko cienki koc zakrywający wprost epicki wygląd. Jego penis po sama nasadę wbity w mój tyłek.
Dobrze, że Howaito uwierzył, że zasnęliśmy przy oglądaniu filmu.
Kiedy jego kroki ucichły na schodach Taiyō zasłaniając mi usta swoją prawą ręką dokończył wszytko szybkimi, mocnymi i ostrymi pchnięciami.
Nie powiem….
Trochę bolesnymi.



9 dzień 3 miesiąca:
Przecież nie ochrzciliśmy basenu kiedy bzykaliśmy się w ogrodzie!
Taiyō stwierdził, że musimy go za to przeprosić i nadrobić zaległości!

15 dzień 3 miesiąca:
Chciałem aby przyparł mnie mocno do ściany, nie pozwolił mi się ruszyć i wypieprzył mnie tak jak mu się podoba.
Kiedy zapytał mnie po wszystkim co się stało, że tego chciałem uśmiechnąłem się tylko do niego i poszedłem się umyć.
Przecież nie powiem mu, że po szkole widziałem jak wychodzi z jakimś chłopakiem z jednego z hoteli.

18 dzień 3 miesiąca:
PKP ewidentnie nas odmóżdża.
Chyba będę musiał przejrzeć wszystkie strony z pornolami nakręconymi na PKP lub
w pociągu. Jeszcze się okaże, że ktoś bardzo życzliwy nagrał nasze igraszki w wc PKP i wrzucił to na Internet opisując to jako „Amatorski gey sex w WC na PKP” czy jakoś tak.

21 dzień 3 miesiąca:
Czy ja mówiłem, że PKP odmóżdża?
A co powiecie na seks w wyciągu narciarskim, na szkolnej wyciecze?
Zamrożony mózg albo go brak…??
To widzę, że się zgadzamy….
I mój przemarznięty tyłek również.

23 dzień 3 miesiąca:
Śniegu dookoła po kolana, a my stwierdziliśmy, że może być i po chuja i po dupę jeżeli tylko zrobimy to na leśnej ścierze. Zimą!
A mieliśmy iść tylko poszukać jakiejś ładnej choinki na targu za raz przed lasem!
Odmrożę sobie kiedyś tyłek i to będzie jego wina!
A on niech sobie odmrozi chuja, głupek jeden!

26 dzień 3 miesiąca:
Który chłopiec w dzieciństwie nie chciał być kowboyem? Ja chciałem. I nim zostałem. Miałem nawet swojego wiernego konia, który nazywał się Taiyō, ale nim został moim koniem musiałem go ujarzmić i zmusić do posłuszeństwa.
Jazda na dzikim koniu nie była łatwa. Rzucało mną we wszystkie strony. Raz nawet spadłem, ale w końcu koń został mój i jechał tak jak mi się podobało. Szybko i mocno. Chód (ruch prędzej)
w tempie cwału….

28 dzień 3 miesiąca:

Pod natryskiem też tego nie robiliśmy. Ale to już czas przeszły. Mogliśmy to zaliczyć do wielu dziwnych i różnorodnym miejsc, które miały okazje zobaczyć mój goły tyłek przyozdobiony jego fitem i klejnotami.

29 dzień 3 miesiąca:

Tego dnia postanowiliśmy to zrobić na spokojnie w moim łóżku. Normalnie. Bez żadnych wariactw oraz dodatków. Tylko ja on i łóżko….
No i Howaito stojący w drzwiach naszego pokoju i gapiący się na moją twarz kiedy dochodziłem wbijając pięty w pośladki jego kouhaia.
Nic nie powiedział.
Nic nie zrobił.
Odwrócił się i wyszedł trzaskając mocno drzwiami.
I ja i Taiyō wiedzieliśmy, że czeka na nas w kuchni.
I że już nie ma co się ukrywać.
Teraz przyszła kolej na ponowną burzę w moim życiu, która odwróciła je do góry nogami.
Tego dnia wiedziałem, że straciłem wiele ale również zyskałem bardzo wiele.
Podjęcie tej trudnej decyzji sprawiło, że w końcu byłem szczęśliwy.
I wolny…
Wyprowadziłem się z domu po tym jak brat ROZKAZAŁ nam zaprzestać robić to co robiliśmy i urządził nam z tego tytułu awanturę. Wieczorem powiedziałem matce o tym co zobaczył brat w moim pokoju i nie dając jej możliwości dojścia do słowa powiedziałem, że pod koniec tygodnia się wyprowadzam.
Miałem sporo oszczędności. Naprawdę bardzo dużo.
Do końca szkoły zostały trzy miesiące.
Później będę mógł pójść do pracy.

 *******************************************
No to w tym rozdziale była jazda bez trzymanek i po prostu burza mózgów w pokoju z siostrą. Ogólnie dużo śmiechu tutaj miałam. I to na pisaniu samego początku <3
Pozdrawiam Gizi03031