niedziela, 11 marca 2018

4383- Rozdział 16

Hejka:)
Zapraszam do czytania.
Mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał mnie zabić....
A co tam.... mały komentarz nie wiadomo do czego, który sprawi, że czytanie nabierze napięcia:)
*************************************
Mój nowy dom.
Tak chyba mogłem nazwać tą ciasną kawalerkę, w której przyszło mi aktualnie mieszkać. Sam tak zadecydowałem więc nie miałem zamiaru uskarżać się na swój los oraz lokum.
Było małe. I skromnie urządzone. Kuchnia połączona aneksem z jedynym pokojem jaki się tutaj znajdował. W pokoju tym znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne prowadziły na zewnątrz, drugie do małej łazienki połączonej z toaletą.
O.
Przepraszam.
Trzy pary drzwi. Ostatnie prowadziły na balkon. Ale był on tak mały, że zapomniałbym o nim wspomnieć. Starczyło, że na niego wszedłem i wywiesiłem tylko trzy duże ręczniki na trzech króciutkich sznurkach i już nie było na nim miejsca.
Przeniosłem część mebli ze swojego starego pokoju.
Umeblowałem go starannie dbając o to, aby niczego nie zabrakło w moim nowym lokum.
Nie spodziewałem się w ogóle tego, że i On zawędruje ze mną do tej kawalerki. Przecież mógł mieszkać nadal w naszym starym pokoju. Brat pozwolił mu tam mieszkać dopóki nie skończy szkoły. Nie brakowało mu wcale tak dużo czasu. Oczywiście tego samego dnia, którego wpakował się na moje nowe lokum powiedział dlaczego tak zrobił.

„Twój brat poprosił mnie abym miał na ciebie oko”

Dziwne. Czepiał się nas o to jakie relacje nas łączyły, ale nie sprawiało mu problemu poprosić go o to aby mnie doglądał.
Ba!
Aby ze mną zamieszkał.
Wiedział, że się zgodzę. Nawet wymusił na mnie aby to on (mój brat) opłacał mi czynsz za to mieszkanie. Resztę rachunków oraz pieniądze na jedzenie musiałem skołować sam. I to Taiyō powiedział, że będzie kupował jedzenie i środki czystości do domu,  a ja miałem zapłacić za Internet oraz za prąd i wodę. Szczerze? Można by pomyśleć, że wyjdę na tym gorzej, ale było wręcz odwrotnie. To on wydawał więcej kasy. Kiedy się zorientowałem o tej jakże jawnej niesprawiedliwości chciałem zaprzeczyć i zmienić warunki, ale on bardzo skutecznie i DOGŁĘBNIE wybił mi to z głowy.
Nie poruszałem więcej tego tematu.
Bo po co marnować ślinę i nerwy skoro i tak zrobi to co będzie chciał mając mnie głęboko
w dupie. Chociaż jak mu kiedyś powiedziałem, że ma mnie głęboko w dupie odparł:
-Wypraszam sobie. To ty masz mnie głęboko w dupie. Dosłownie.- I wygonił mnie z kuchni abym mu nie przeszkadzał w robieniu kolacji.
I wyszedłem. Nie przeszkadzałem mu. Obserwowałem go za to siedząc na łóżku i tuląc do siebie swoją poduszkę. Wiedziałem, że nie mam szans na to aby zmienił swoje zdanie i w ogóle, ale nie mogłem się pozbyć tego obrazu i myśli z głowy.
Chciałem zaryzykować i się go zapytać, ale jednocześnie bałem się tego, że przez moje pytanie wszystko się skończy i on zniknie. Nie chciałem aby znikał, dlatego uparcie odganiałem od siebie te myśli, ale one z każdym nowym dniem nachodziły mnie coraz bardziej. Zapierałem się nogami i rękoma przed poruszeniem tego tematu. W końcu wyraził się jasno na samym początku. Tylko sex-przyjaciele. Nic poza tym! Więc dlaczego chciałem czegoś więcej. Nie chciałem się nim dzielić z innymi. Chciałem go mieć na wyłączność. Zmonopolizować go. Chciałem aby był tylko ze mną, tylko mnie widział i tylko mnie kochał. Boże! Ja nawet nie wiedziałem czy on mnie chociaż lubi. Ten typ człowieka nie mówił praktycznie o swoich uczuciach ani o niczym o czym myślał.
- …mówię do ciebie. Oj! Kyōfu!- Usłyszałem jakby z oddali jego głos. Spojrzałem na niego. Stał oparty o blat mebli kuchennych i zerkał na mnie. Miał zmarszczone czoło.
- Przepraszam. Zamyśliłem się. Co mówiłeś?- Zapytałem. Zmarszczył bardziej czoło. Oznaka irytacji.
- Czy zamiast ziół prowansalskich mogę dodać inne, bo tych zapomniałem dzisiaj kupić
w sklepie.- Powiedział zrezygnowany wypuszczając głośno powietrze przez usta. Spojrzał na mnie wycierając ręce w ręcznik.- Co się ostatnio z tobą dzieje. To nie pierwszy raz kiedy odpływasz myślami i nie koncentrujesz się na tym co do ciebie mówię.
- Nie prawda, słucham cię.- Powiedziałem odkładając poduszkę na bok i siadając na krawędzi łóżka. Spojrzałem mu w oczy.- Jak nie ma ziół to dodaj co chcesz.
- Nie słuchasz.
- Słucham.- Brnąłem w uparte. Prychnął głośno.
- Kiedy przychodzi Chisana i Zaret?
- Słucham?
- Gdzie się umówiliśmy z nimi po zakończeniu roku?
-…
- Podlewałeś wczoraj kwiaty?
-…
- Oddzwoniłeś wczoraj, dwa dni temu i w zeszłym tygodniu do brata i matki?
-…
- Ogarnąłeś dzisiaj w łazience jak cię prosiłem nim wyszedłem na zakupy?
- …
- Wchodząc do domu dałem ci kartę do telefonu abyś doładował sobie konto. Zrobiłeś to?
-…
- Nie słuchasz.- Wzruszył obojętnie ramionami i wrócił do krojenia ziemniaków. Przez cały jego wywód gapiłem się na swoje stopy. Nie potrafiłem odpowiedzieć mu na żadne jego pytanie ponieważ faktycznie. Nie słuchałem go. Ale to nie moja wina!
Rzuciłem się na łóżko i jęcząc głośno wbiłem wzrok w sufit. Leżałem tak chwilę nie mogąc wytrzymać. Wstałem gwałtownie i rozejrzałem się po pokoju. Owszem. Karta, którą mi kupił leżała na stoliku koło stołu. Sięgnąłem po nią i wpisałem ciąg cyfr w telefon zatwierdzając je zieloną słuchawką. Odłożyłem telefon na miejsce i zrzucając bluzę z ramion zamknąłem się na całe pół godziny w łazience wyżywając się na kafelkach oraz brodziku.
No bo też mi problem! Kilka razy nie usłyszałem co do mnie mówił zajęty swoimi myślami,
a on mi to będzie wypominał jakbym zapomniał o urodzinach samej królowej Wielkiej Brytanii. Po prostu przegięcie. Już człowiek nie może sobie w spokoju pomyśleć i poukładać trochę spraw
w głowie bo już „Nie słuchasz mnie”! A nie słucham! I co? Zabiją mnie za to? Nie wiem kiedy ma przyjść Chisana oraz Zaret, bo nigdy nie interesowałem się tym kiedy ktoś ma mnie odwiedzić. Nie oddzwoniłem do matki i do brata bo nie mam zamiaru zdawać im co godzinę raportu z tego co robiłem przez sześćdziesiąt minut od zakończenia wcześniejszej rozmowy.
No dobra!
Nie posprzątałem w łazience!
Na to nie mam wyjaśnienia.
No i nie doładowałem sobie od razu konta. Ok. Mój błąd. Nie słuchałem. Miałem głęboko gdzieś co do mnie mówił, bo wtedy zajęty byłem czym innym. Ale to nie znaczy, że można mi od razu suszyć o to głowę. Rozumiem. Gdybym zapomniał wyłączyć gaz albo wyłączyć żelazko jakbym wychodził z domu. Ale na szczęście nie przytrafiają mi się takie wypadki. Rzuciłem gąbkę do zlewu
i wyszedłem z łazienki. Stanąłem koło drzwi i spojrzałem na jego plecy, kiedy wkładał do piekarnika wcześniej przyprawione przez niego mięso.
- Przepraszam za to, że nie słuchałem co do mnie mówisz.- Powiedziałem i nie czekając na jego reakcję zamknąłem się ponownie w łazience wracając do molestowania biednej powierzchni zlewu.
- Dziurę w nim zrobisz.- Usłyszałem jego głos za sobą. Drgnąłem zaskoczony i spojrzałem na jego odbicie w dopiero co umytym lustrze.- Znowu odpływasz gdzieś myślami.
- Wiem.
- O czym myślisz?- Zapytał kiedy skończyłem szorować zlew. Zostało mi tylko umyć podłogę. Śmieci z łazienki zabrał Taiyō, kiedy szedł na zakupy. A pranie zrobiłem wczoraj.
- O niczym.
- Gdybyś myślał o niczym to byś nie odpływał w połowie konwersacji myślami.
- Czy musimy o tym gadać?
-  Nalegam. Jeszcze tak odpłyniesz myślami, że w kiedy będziesz mi robił loda odgryziesz mi kutasa i będziemy mieli problem.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie kiedy rzuciłem w niego czystym ręcznikiem, który złapał sprawnie i powiesił na wieszaku koło drzwi.
- Nie bój się. Nie odgryzę go.- Warknąłem i spróbowałem go wyminąć, ale złapał mnie za ramię i zmusił do pozostania w łazience.  Gapiłem się gdzieś w bok byle tylko nie na niego.
-Kyōfu pytam całkiem poważnie. Co się dzieje?
- Jak ci powiem to będziesz zły.
- Nie będę.- Zaprzeczył. Wiedziałem, że i tak będzie.
- Kocham cię i chcę z tobą chodzić, a nie tylko sypiać.- Powiedziałem patrząc mu hardo
w oczy. Zmarszczył czoło i zmrużył powieki przyglądając mi się dokładnie. Twarz mu stężała. Ciało mu zesztywniało. Zdenerwował się.
- Kyōfu dobrze wiesz, że się z nikim nie umawiam i godzę się tylko na relację sex-przyjaciół.
- Wiem.
- Nie będę z tobą chodził.- Odparł chłodno. Poczułem się tak jakby uderzył mnie w twarz. Ból w okolicy klatki piersiowej tak mnie zaskoczył, że nie zareagowałem na łzy zbierające się w moich oczach. Odrzucił mnie! Znowu!
- Wiem…- Powiedziałem cicho patrząc gdzieś w bok. Chciałem aby mnie już puścił.
- To po co o to pytasz i znowu poruszasz ten temat?
- A co? Nie mogę marzyć o czymś więcej?! Nie mogę chcieć czegoś jeszcze?!- Wyszarpnąłem się z jego uścisku i zrobiłem krok w tył.- Mięso ci się spali.
- Nie spali.- Odparł chłodno. Spojrzałem na niego pozwalając aby z moich oczu ciekły łzy.
- Spali! Nie chcę jeść spalonego mięsa!
- Dlaczego płaczesz?- Zapytał robiąc krok w moją stronę. Cofnąłem się nieznacznie wpadając na kabinę prysznicową.
- Bo mam na to ochotę. Tego też mi zabronisz? Co? Nie wolno mi marzyć! Nie wolno mi prosić o więcej! Nie wolno mi płakać! To co mi wolno?! Bo już nie rozumiem!
- Uspokój się.- Powiedział podchodząc do mnie.
- Nie! Ja jestem spokojny. I to bardzo! Nie widać!
- Właśnie nie widać!
- Nie krzycz na mnie!- Rozpłakałem się na dobre, chociaż nie widziałem w ogóle sensu
w swoim zachowaniu nie potrafiłem nad nim zapanować.
- Nie płacz mi tutaj, bo i tak nie będę z tobą chodził!
- Wiem! Nie musisz mi tego powtarzać! Sex-przyjaciel ze mnie zajebisty, ale chłopak zjebany! Dobrze, że nauczyłem się wcześniej pracować dupą!- Krzyczałem ledwo co widząc na oczy przez te cholerne łzy. Poczułem tylko jak mocno obejmuje mnie ramionami. Spiąłem się cały. Nie chciałem teraz aby mnie dotykał.
- Nie szarp się.- Warknął przez zaciśnięte zęby.
- Nie! Puść!
- Jeżeli cię puszczę to ci wpierdolę za takie gadanie!- Krzyknął nad moją głową. On mnie nie tulił. On po prostu wypełnił mną swoje ręce aby były czymś zajęte i mnie nie ubiły.- Nie warz się tak mówić! Słyszysz! Nigdy! Nie będę z tobą chodził, bo na to nie zasługuje! Nigdy odwrotnie!
- Co ty za głupoty gadasz?
- To ja jestem ten zły! Nie ty!
- Taiyō co ty pieprzysz?
- Gdyby to było takie proste. Gdybym wiedział, że ten związek wypali sam bym poprosił cię
o chodzenie. Już dawno. Dużo wcześniej niż usłyszałem przez telefon twoje wyznanie, ale wiem, że to nie ma racji bytu. To się nie uda. Będziesz cierpiał, a tego nie chcę.
- Nie będę cierpiał.
- Będziesz.
- To pozwól mi się sparzyć. Jeżeli się na tobie przejadę będę wiedział, że źle postąpiłem. Ale pozwól mi na to! Do cholery jasnej! Co takiego złego może się stać?! W najgorszym wypadku rozstaniemy się skłóceni! Taiyō, pozwól mi!- Wiedziałem, że w tym momencie byłem żałosny. Błagałem go wręcz o to, aby ze mną chodził. Nie chciałem, aby to tak brzmiało, ale jeżeli i to nie pomoże, to już nie mam pomysłu jak go do siebie przekonać.
- Kyōfu…
- Na miesiąc? Ok.? Na próbę. Jeżeli po miesiącu nadal nie będziesz chciał ze mną chodzić to zerwiemy.
- Zerwiemy na pewno.
- To zerwiemy, a ja wtedy będę zdolny sobie odpuścić.
- Nawet jeżeli padniesz przede mną na kolana po miesiącu wszystko się skończy.
- Jeżeli oboje dojdziemy do wniosku, że twoje uczucia do mnie się nie zmieniły nie będę cię powstrzymywać.
- I pozwolisz mi odejść.
- Nawet cię spakuje jeżeli to cię uszczęśliwi.
- Nie będziesz robił mi żadnych wyrzutów?- Zapytał poluźniając swój uścisk. Pokręciłem przecząco głową. Wypuścił głośno powietrze z płuc i pocałował mnie delikatnie w czubek głowy.- Pamiętaj. Masz miesiąc. Ciesz się póki możesz.
- Dziękuje.- Powiedziałem. Trochę dziwnie to wyglądało, ale chyba właśnie zostaliśmy oficjalnie parą z bardzo krótkim, wcześniej zaplanowanym stażem.

***
Wchodząc bez pukania do łazienki trzy tygodnie po tym jak zaczęliśmy ze sobą chodzić nie spodziewałem się, że moje serce stanie na moment by później z zawrotną prędkością zacząć pompować krew po całym moim organizmie. I mimo, że krew była pompowana czułem nieprzyjemne zimno rozchodzące się po mojej klatce piersiowej, dłoniach jak i stopach.
Kto by pomyślał, że potrafię tak szybko biegać i dostanie się do mojej torby zajmie mi dosłownie ułamki sekund. Wybranie numeru ratunkowego też przebiegało szybko. Tylko ta rozmowa z osobą po drugiej stronie tak strasznie się ciągnęła.
- Czy coś się stało?- Padło pytanie po drugiej stronie. Myślałem, że coś mnie zaleje, kiedy je usłyszałem. Nie. Nic się nie stało. Tak sobie dzwonie aby porobić sobie z was jaja.
- Mój współlokator leży nieprzytomny w łaziance. Z jego nosa leci krew. Nie reaguje na to co do niego mówię i że próbuje go obudzić. Nie wiem co mu jest.
- Czy jesteście sami w domu?
- Tak!
- Karetka już do państwa jedzie. Czy pana kolega na coś choruje?
- Nie.
- Czy widzi pan dookoła niego jakieś niepokojące przedmioty?- Zapytał głos po drugiej stronie. Niepokojące?
- On nie jest samobójcą.- Warknąłem przez zaciśnięte zęby. W tym samym momencie usłyszałem pukanie po drugiej stronie drzwi. Przebiegłem przez całe mieszkanie i otworzyłem je gwałtownie patrząc z ogromną ulgą na ratowników medycznych.

***
Gapiłem się na mojego brata i jeszcze jednego lekarza, którzy wezwali mnie do gabinetu brata, kiedy ten tylko się dowiedział, że jestem w szpitalu, w którym ona pracował. To co powiedzieli, kiedy tylko zająłem miejsce po drugiej stronie biurka…
- Co?
- To co słyszałeś.- Powiedział mój brat. Pokręciłem przecząco głową. To chyba jakieś żarty!
- Howaito, to nie jest śmieszne. Co ty przez to rozumiesz?- Zapytałem piskliwym głosem. Mężczyzna wypuścił głośno powietrze z płuc.
- To nie jest pierwszy raz. Już trzy razy przechodził przez chemię. Tym razem nie wiadomo czy ona mu pomoże. AML to ciężki przypadek i naprawdę mało osób z niego wychodzi obronną ręką, a ta przerośnięta brzoza walczy z tym cholerstwem od jakiś dziesięciu lat.- Powiedział mój brat. Nadal nie rozumiałem o co mu chodziło. Wiedziałem co to jest chemia, ale co ona miała wspólnego z jakimś dziwnym AML?
- Co to jest AML?
- Ostra białaczka szpikowa.- Powiedział mój brat. Patrzyłem się na niego, ale wydawał mi się taki jakiś odległy. Jakby uciekał. I mówił ciszej.
Ogarnęła mnie ciemność.

**
Taiyō znowu był na mnie zły i znowu krzyczał.
Nie chciał abym odwiedzał go w szpitalu, kiedy znowu przyjmował chemią. Chociaż to i tak było nic w porównaniu z tym co miało miejsce miesiąc temu jak nie chciałem z nim zerwać. Powiedziałem mu, że nie zerwę z nim bo wtedy będzie mógł gadać, że zostawiłem go po tym jak dowiedziałem się prawdy. Wiedziałem, że by tak nie powiedział, ale mimo wszystko nie odszedłem od niego. Co go bardzo zdenerwowało.
W sumie ostatnio wiele rzeczy go denerwuje. A najbardziej to, że do niego przychodzę
i siedzę z nim kiedy dostaję tą cholerną chemię. Mimo, że krzyczy, drze się na mnie i wyzywa próbując mnie wykopać ze szpitala ja nadal koło niego siedzę i patrzę na niego poważnym spojrzeniem.
Miesiąc leczenia, a rezultatów nie widać. Cieszyłem się, że Taiyō był zmuszony leżeć
w szpitalu. Jeżeli byłby w domu… no cóż…. Wiedziałem, że nie udałoby mi się ukryć tego ile razy
w nocy płakałem i błagałem Boga, aby pozwolił mu żyć. Nie mogłem sobie wyobrazić, że go nie będzie. Przecież to będzie straszne!
- Nad czym myślisz?- Padło po raz nie wiem już który to samo pytanie. Mógł się złościć na to, że do niego przychodzę i siedzę przez kilka godzin w jego Sali, mógł się przez to nie odzywać do mnie przez kilka ładnych godzin, ale ciągle zadawał mi to samo pytanie.
- Co zrobić dzisiaj na obiad?- Powiedziałem uśmiechając się do niego delikatnie.- Może jakieś propozycję, ale coś prostego.
- Weź zagotuj sobie ryż a do niego usmaż warzywa i kurczaka. Powinno wystarczyć.
- Niby tak. Ale wiesz jak ja gotuję.
- Ta…. Wiem… dziwię się, że przez ostatni miesiąc nie schudłeś.
- Staram się nie stracić na wadzę, bo jeszcze gotowy będziesz mnie za to zabić.
- Z grzeczności nie zaprzeczę.- Powiedział uśmiechając się blado. Wyciągnąłem niepewnie
w jego stronę prawą dłoń. Przyjrzał się jej dokładnie nim ujął ja w swoją zimną dłoń, do której podłączono kroplówkę.
- Musisz szybko stąd wyjść bo już mi się znudziły mrożonki.- Podpuściłem go tylko, wiedząc jak bardzo jest przeciwny gotowcom z zamrażalnika.
- Słucham?- Zapytał chłodno. Parsknąłem śmiechem widząc jego minę.
- Żartuje przecież. Jedyne zimne rzeczy jakie jem to lody i nic więcej, więc się nie martw. Jem, a bynajmniej się staram jeść pięć normalnych posiłków. Nie zawsze mi to wychodzi, ale się staram.
- Jak ci nie wychodzi to, co? Siedzisz o pustym żołądku?
- Nie.
- Idziesz do domu na obiad?
- Czasami. A jak  nie mam ochoty siedzieć z bratem i matką to idę do ciebie do restauracji.
- Proszę?
- No do ciebie do pracy chodzę i coś sobie zjem.
- Sam?
- Z samcem.- Warknąłem i pokazałem mu język.- Oczywiście, że sam… wiesz….- Przerwałem i podałem mu pospiesznie miskę kiedy jego ciałem zaczęły szarpać torsję. Próbował mnie od siebie odsunąć, kiedy wszystko się zaczęło, ale ja w uparte koło niego stałem i masowałem delikatnie jego plecy. Kulturalnie starałem się mu nie przyglądać wyobrażając sobie jak się musi z tym czuć. I tak przez kilka dni się do mnie nie odzywał kiedy przychodziłem do niego po tym jak obcięli go na króciutko i zaczął nosić czapki w środku lata. Przeszło mu po tym jak kilka dni go zapewniałem, że i tak mi staje na jego widok więc niech się nie martwi, bo i tak jest przystojny. Tak mu o tym trułem, że czerwony na twarzy powiedział:
- Żegnam się czule oziębłym WYPIERDALAJ.- Po czym odwrócił się do mnie obrażony. Zaśmiałem się głośno zakrywając usta dłonią. Spojrzał na mnie jak na popierdoloną osobę znad krawędzi miski, którą po chwili wsunął pod łóżko.
- Czy ty się właśnie śmiałeś?
- Tak.
- Ze mnie?
- Tak.
- Śmiałeś się dlatego, że rzygałem?
- Jebnąć ci?- Zapytałem i uderzyłem go delikatnie w głowę.- Przypomniało mi się twoje czułe i oziębłe wypierdalaj. I tak jakoś się zaśmiałem.
- A spierdalaj.
- Też cię kocham.- Mruknąłem i cmoknąłem go w policzek. Burknął coś pod nosem i spojrzał na mnie spod byka.- Mogłem cię pocałować jakieś dziesięć minut temu. Teraz musze czekać.
- Na co?
- Aż umyjesz zęby.
- Fakt.- Powiedział i ścisnął mocniej moją dłoń. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zgadnij co.- Powiedziałem pochylając się delikatnie w jego stronę. Spojrzał na mnie unosząc lewą brew do góry.
- Co?
- Dziś mama nawrzeszczała na mnie jak mnie do ciebie przywoziła i….
- I?- Zapytał uśmiechając się delikatnie. Uśmiechnąłem się zadziornie.
- Dałem jej Snickersa i powiedziałem „nie jesteś sobą gdy jesteś głodna”. Zatrzymała samochód i wybuchnęła śmiechem.- Powiedziałem. Zaśmiał się głośno łapiąc się wolna ręką za brzuch. Zaciekawiona pielęgniarka spojrzała w naszym kierunku zza jednego z parawanów. Posłałem jej przepraszający uśmiech.
- Dlaczego mnie nie było wtedy w samochodzie.
- Gdybyś był to by pewnie całe miasto cię usłyszało.
- No ba.- Powiedział wypinając dumnie pierś. Przyglądałem mu się dokładnie jak przeciera zmęczone oczy i patrzy tęsknie za okno.
- Zmęczony?
- Troszkę.
- To się prześpij.
- Nie będę spać jak ty tutaj jesteś. Jeszcze mnie zgwałcisz przez sen.
- I tak by ci się spodobało.- Wzruszyłem obojętnie ramionami. Prychnął oburzony szturchając mnie w ramię.
- Nie słódź sobie aż tak bardzo.
- Ktoś musi skoro inni tego nie robią.
- Powiedz. Rozmawiałeś ostatnio z bratem?
- Nie.
- A z Chisaną?
- Też nie.
- Z Zaretem….
- Ani z nim, ani z wujkiem.
- Miałeś z nimi pogadać.
- Gadałem z mama.- Odparłem oburzony. Prychnął na mnie i puknął mnie delikatnie w czoło. Odsunąłem się profilaktycznie od jego długich palców.
- Bo jako jedyna nie zdążyła powiedzieć ci co powinieneś zrobić i nauczona bzdurnym doświadczeniem milczy.
- Jeżeli jeszcze raz nawet w drugim dnie o tym napomkniesz to będę cię bardziej nawiedzał niż to ustawa przewiduje.- Warknąłem na niego i zabrałem się za pakowanie swojej torby.
- Obiecałeś, że ze mną zerwiesz.
- No to jestem kłamcą. Nie zerwę z tobą i ani ty, ani nikt inny mnie do tego nie nakłoni. Więc przestańcie to robić.
- Tak będzie lepiej.
- Dla kogo?- Warknąłem na niego. Spoglądał na mnie. Już się nie uśmiechał.
- Oczywiście, że dla ciebie.
- Prędzej skoczę z okna niż rozstanie z tobą będzie dla mnie lepsze.- Warknąłem. Pocałowałem go delikatnie w czoło i ruszyłem w stronę wyjścia z Sali.
- Kyōfu! Nie skończyłem z tobą rozmawiać!
- Przyjdę jutro o tej co zawsze!- Zawołałem do niego.
- Jak ja cię nienawidzę!- Krzyknął. Przystanąłem w przejściu, kiedy całe moje ciało przeszył ból i w pierwszym odruchu nie mogłem złapać porządnie oddechu. Zacisnąłem mocniej dłonie na pasku swojej torby i zmuszając się całym sobą przyczepiając do swoich ust uśmiech odwróciłem się do niego.
- Też cię kocham.- Odpowiedziałem mu tak jak zawsze po czym wyszedłem z pomieszczenia. Dopiero będąc w windzie pozbyłem się tego cholernego uśmiechu z twarzy i przetarłem dłońmi twarz. Oczy zapiekły mnie niebezpiecznie.
Nawet po dwóch miesiącach nie powiedział, że mnie kocha.
Zaśmiałem się cicho, próbując w ten sposób ukryć swój cichy szloch.
Chyba naprawdę nie jestem godzien, aby ktoś taki jak ja został przez niego pokochany…
Wciskając słuchawki na uszy wyszedłem z budynku szpitala nie przejmując się w ogóle ulewą jaka zaczęła szaleć na zewnątrz.
Przecież mały deszcz jeszcze nikogo nie zabił….
Jeszcze…

 *********************************
Ehem....
Za tydzień żegnamy się z tym opowiadaniem.... a później.... cóż.... niespodzianka.... tak myślę....
Pozdrawiam Gizi0031

niedziela, 4 marca 2018

4383- Rozdział 15

Hejka.
Powoli zbliżamy się ku końcowi:(.
Jakoś nie chcę mi się żegnać z tym opowiadaniem, ale cóż.... jak mus to mus.
***********************
Nim prawda o tym co nas „łączyło” wyszła na jaw a w moim życiu na nowo zapanowała wielka burza i zaszło wiele drastycznych zmian minęło trochę czasu.
Dokładnie trzy miesiące. A  przez te trzy miesiące mieliśmy okazje poznawać swoje ciała
i pragnienia wiele razy.
Uprawiałem z nim seks dwadzieścia sześć razy.
Wiem, bo liczyłem każdy raz. Ktoś by pomyślał, że coś lipnie nam szło. Ja nie narzekałem,
a on jak nie robił tego ze mną zapewne robił to z innymi więc nie mógł narzekać na brak zainteresowania.

1 dnia 1 miesiąca:
Zrobiliśmy to w ogrodzie. Ta… nie ma to jak trochę spontaniczności. Wyszedłem podlać kwiaty, kiedy matka z bratem pojechali na zakupy, a ta brzoza miała posprzątać swoją część pokoju. Byliśmy oddaleni od siebie, dzieliły nas dwa poziomy, a jednak jakoś się stało, że przeleciał mnie na wszystkich krzesłach ogrodowych, na stole ogrodowym, opartego o płot i w różach, które poraniły mi trochę ciało. Musiałem je ukrywać przed światem, aby nikt nie pomyślał, że znowu się raniłem.
Na szczęście żaden z sąsiadów nas nie przyłapał.
Za ten numer w ogrodzie byłem na niego zły całe cztery dni.

5 dzień 1 miesiąca:
Zdenerwował się za to, że się do niego nie odzywałem i znowu go unikałem i nie chciałem jeść tego co mi przygotował. Poczekał, aż wszyscy po kolacji udadzą się do swojej pracy (nocne zmiany jakoś tak im się ze sobą zeszły) po czym zapytał mnie grzecznie czy nadal mam na niego focha i czy nadal będę go unikał oraz jego jedzenia. Chciałem go wyminąć i milcząc udać się do swojego pokoju, ale zagrodził mi drogę i zarzucając mnie na ramie powiedział, że zada mi to samo pytanie po wszystkim. No oczywiście odpowiedziałem mu już w trakcie. Niemożliwość dotknięcia go przez wrzynające mi się w nadgarstki pasy jego krawata sprawiły, że wymiękłem. Mimo, że mu nie odpowiedziałem, nadal rżnął mnie przywiązanego do swojego łóżka nie pozwalając mi na ucieczkę. Byłem na niego jeszcze bardziej zły niż za ten cholerny ogród wcześniej. Tyłek mnie bolał
i nadgarstki.
Po wszystkim trochę mi przeszło, kiedy przytulił się do moich pleców i pozwolił spać ze sobą w jednym łóżku.


11 dzień 1 miesiąca:
Tym razem to ja chciałem zaatakować go! Nie pozwolę aby tylko on wybierał miejsce i czas tego kiedy i co będziemy robić. Też mam w tej kwestii coś do gadania.
Ta…. Dorwałem go…
A on wypieprzył mój tyłek (i pozwolił mi wypieprzyć jego usta) na parapecie w naszym pokoju. Wspomniałem, że wspaniałomyślnie otworzył okno, a była to pora obiadowa i pozwolił mi łaskawie krzyczeć ile mi się podobało. Oczywiście nie skorzystałem z jego propozycji i pogryzłem mu całe ramiona i lewy bark.
Znowu nie mogłem chodzić, ani siedzieć przez kilka dni, ale było to pewnie kumulacją tego co nastało po 11 dniu.

12 dzień 1 miesiąca:
Zabrał mnie do hotelu. W domu była mama i brat. Idąc do hotelu zahaczyliśmy o bibliotekę, aby mieć jakieś alibi w razie co. Wynajął pokój, zapłacił za niego (nie chciał słyszeć, że chcę się do tego dorzucić), po czym ledwo po przekroczeniu progu dobrał się do mnie nie pozwalając mi nawet na chwilę odpoczynku. Do domu wróciliśmy po kilku godzinach. Czułem się i wyglądałem jakbym coś wypił, a to on po prostu tak ostro sobie pogrywał. Zasnąłem od razu jak wróciliśmy do domu.
Alibi z biblioteką się przydało…

13 dzień 1 miesiąca:
To ewidentnie był jeden z najbardziej krępujących momentów jaki miałem okazję przeżyć nim nastał dzień kiedy prawda wyszła na jaw.
Razem z Zaretem oraz Chisaną udaliśmy się do restauracji w której pracował Taiyō. Chcieliśmy się z niego trochę ponabijać. Może się okazać, że to on nas będzie obsługiwał. Mieliśmy nadzieję, że trochę się z niego pośmiejemy. Oczywiście nie on nas obsługiwał tylko ten sam chłopak, który obsługiwał mnie i Taiyō jak przyszliśmy tutaj pierwszy raz. Po tym jak złożyliśmy zamówienie powiedział do mnie „Pan Ciasteczkowy Miś, mój Szef chciałby z panem porozmawiać przez chwilę na osobności” powiedział pochylając się delikatnie w moją stronę. Zdziwiłem się delikatnie, ale poszedłem za nim. Przeprowadził mnie przejściem dla pracowników. Kątem oka zobaczyłem kuchnię i ludzi krzątających się po niej. Kiedy wprowadzono mnie do gabinetu jego szefa, który dzisiaj wypełniał samą papierkową robotę i nie pracował na kuchni myślałem, że się przewrócę. Za biurkiem siedział Taiyō i przyglądał mi się uważnie.
No cóż… podejrzewam, że jego późny powrót do domu tamtego wieczora był spowodowany tym, że nie zdążył na czas uzupełnić całej papierkowej roboty i musiał zostać na nadgodzinach. Ale kto mu kazał pieprzyć mój tyłek na swoim biurku, fotelu i podłodze, obciągając mi do tego dwa razy?!
No na pewno nie ja.
Na chwiejnych nogach wróciłem do swojego stolika, zjadłem to co zamówiłem, a czując na sobie czujne spojrzenie kelnera wiedziałem jedno. Nigdy już nie wrócę do tej restauracji. ON WSZYSTKO SŁYSZAŁ!!


14 dzień 1 miesiąca:
Jak już idziemy po hardcor’ze to dlaczego by nie zrobić tego w szkole. Na okienku. Na dachu, a co będziemy wybredni.
Po tym numerku poprosiłem go o kilka dni odpoczynku. Na jego głupie pytanie „dlaczego”” powiedziałem, że jeżeli chce to teraz ja go będę bzykał na wszystkie możliwe sposoby kilka dni pod rząd i zobaczymy jak jego dupa to przetrwa.
Zgodził się na przerwę.
Nie zgodził się na oddanie mi swojego tyłka.
Głupek. Myślał, że jestem poważny, a ja nie chciałem mu oddawać tej pozycji.
Na niej było mi stanowczo za dobrze.
Czy to nie dziwne?? Facet pragnący być na pozycji pasywnej??

20 dzień 1 miesiąca:
Zgodziłem się na delikatny sex w pozycji na pieska w środku nocy, kiedy słyszałem jak przewracał się z boku na bok i wzdychał ciężko. Nawet ja wyczułem to napięcie seksualne.
W zamian za przyzwolenie na to, że już może to zrobić, zrobił to naprawdę bardzo delikatnie wcześniej bardzo długo mnie do tego szykując.
Po wszystkim położył się koło mnie i zasnął przytulając mnie do siebie.
Lubię kiedy mnie do siebie tuli. Wtedy tak jakby czuje się wyjątkowy…

26 dzień 1 miesiąca:
Na wiązanie nadgarstków się zgodzę, ale już nigdy nie przekona mnie do soft S&M. Czułem się z tym źle i wcale mi się to nie spodobało.
Miałem z tym złe wspominania.
Przerwaliśmy w trakcie.
Przeprosiłem go za to.
Nazwał mnie głupkiem i powiedział, że to on powinien przepraszać mnie.
I przepraszał. Ugotował mi moje ulubione danie, kupił mi kwiaty, powiedział, że następny raz zrobimy to tak jak ja będę chciał.

31 dzień 1 miesiąca:
Nigdy nie sądziłem, że jego widok w stroju lekarza może mnie aż tak bardzo podniecić. Miałem poważny dylemat, bo nie wiedziałem czy zostawić na nim ten strój czy go z niego zedrzeć.
W ostateczności zniknęły z niego jego spodnie. Góra oraz stetoskop zostały. Skubaniec ubrał nawet na siebie okulary. Jęknąłem głośno kiedy go tak zobaczyłem.
Seks ze swoją fantazją jest bardzo dobry.

10 dzień 2 miesiąca:
Przez praktycznie dziesięć dni go nie widziałem. Mówił, że miał jakieś problemy w pracy i nie mógł wziąć sobie dnia wolnego. A kiedy już go dostał napisał do mnie abym pojawił się pod miejskim kinem.
Tak!
Zrobiliśmy to na Sali kinowej. W sumie na niej zaczęliśmy, a że film tak bardzo nie przypadł nam do gustu przenieśliśmy się do kinowego wc. To co robiliśmy ze sobą bardziej przypadło nam do gustu niż akcja na wielkim ekranie. Bardziej rozgrzewało.
Chociaż jeżeli jeszcze raz miałbym przeżyć loda w jego wykonaniu na Sali pełnej ludzi wykupiłbym bilety na cały miesiąc na ten durny film i chodziłbym z nim do tego kina kilka razy dziennie.
Na szczęście nie nabrudziliśmy za bardzo w łazience.
Po wszystkim poszliśmy na długi spacer. Po powrocie do domu obejrzeliśmy jakis normalny film i położyliśmy się spać.
Dzisiaj spaliśmy osobno.

13 dzień 2 miesiąca:

Taiyō zapytał się mnie czy chce się z nim wybrać do wesołego miasteczka. Podobno dostał całodniowe wejściówki od koleżanki z pracy. Ale czy to koleżanka czy już pracownica. Nie wiedziałem, a nie chciałem go o to pytać. Jedna awantura o ten temat mi wystarczyła.
Zgodziłem się. Obeszliśmy dosłownie każdą atrakcję. Było coś dla mnie (każda z atrakcji sprawiała mi radość) i coś dla niego (szybki numerek w wagoniku diabelskiego młyna i mu sprawił radość).
Dzisiaj po wszystkim spaliśmy razem.
Zastanawiałem się przed zaśnięciem ile czasu minie nim ktoś się zorientuje…

15 dzień 2 miesiąca:
Tego dnia zrobiliśmy to w plenerze.
Miałem pełno liści i błota we włosach.
On wyglądał lepiej.
Ja musiałem od razu wziąć prysznic.
On mógł pogadać z moim bratem i wyjaśnić mu dlaczego wkurwiony wbiegłem na górę nie racząc ich nawet jednym spojrzeniem

17 dzień 2 miesiąca:
Albo to ze mną coś jest nie tak albo z nim.
Zgodziłem się na jego propozycję seksu w pociągu, którym jechaliśmy w miejsce w którym spędziłem tydzień i spotkałem poparzonego Nii. Upierał się, że chce zobaczyć to miejsce.
Zgodziłem się.
Później się upierał, że chce to zrobić w pociągu.
Zgodziłem się.
Najpierw w przedziale, później w ciasnym i nieprzyjemnie pachnącym wc.
To z kim w końcu było coś nie tak?
Ze mną?
Z nim?

22 dzień 2 miesiąca:
Ten świr zrobił mi loda w autobusie pełnym ludzi!!
Chyba umrę ze wstydu!

25 dzień 2 miesiąca:
Nie będę wdawał się w szczegółu, ale ewidentnie seks w przebieralni sklepu odzieżowego ukradł mi kilaka lat życia oraz przyprószył moją głowę siwymi włosami!

30 dzień 2 miesiąca:
Nie wiem jak bardzo musiało go cisnąć, ale ten kuchenny świr, który nie pozwala nawet czytać gazety w kuchni zerżnął mnie na każdy możliwy sposób w tym właśnie pomieszczeniu, które pieszczotliwie w domu nazywaliśmy Jego Królestwem..
Śmiał się, kiedy po wszystkim go okładałem i pytałem jakim cudem niby mam teraz normalnie w niej jeść i siedzieć.

1 dzień 3 miesiąca:
Zrobiliśmy to w samochodzie…
Samochodzie… HOWAITO!
W garażu!
Z domem pełnym ludzi!
Sami prosimy się o odkrycie!

4 dzień 3 miesiąca:
Igramy z ogniem!
I ja i on o tym wiemy, ale już po prostu nie możemy czasami nad sobą zapanować.
Kolejną ofiarą naszych cielesnych igraszek okazały się schody w domu.
W trakcie musieliśmy się szybko ewakuować do naszego pokoju kiedy i on i ja usłyszeliśmy parkujący na podjeździe samochód. Ukryliśmy się u niego pod kołdrą. Ten dla niepoznaki zostawił laptopa przy łóżku i poruszał się we mnie szybko nasłuchując na schodach kroków.
Kiedy mój brat wszedł do środka udawaliśmy, że śpimy. Prawdę przed tym co robiliśmy ukrywał tylko cienki koc zakrywający wprost epicki wygląd. Jego penis po sama nasadę wbity w mój tyłek.
Dobrze, że Howaito uwierzył, że zasnęliśmy przy oglądaniu filmu.
Kiedy jego kroki ucichły na schodach Taiyō zasłaniając mi usta swoją prawą ręką dokończył wszytko szybkimi, mocnymi i ostrymi pchnięciami.
Nie powiem….
Trochę bolesnymi.



9 dzień 3 miesiąca:
Przecież nie ochrzciliśmy basenu kiedy bzykaliśmy się w ogrodzie!
Taiyō stwierdził, że musimy go za to przeprosić i nadrobić zaległości!

15 dzień 3 miesiąca:
Chciałem aby przyparł mnie mocno do ściany, nie pozwolił mi się ruszyć i wypieprzył mnie tak jak mu się podoba.
Kiedy zapytał mnie po wszystkim co się stało, że tego chciałem uśmiechnąłem się tylko do niego i poszedłem się umyć.
Przecież nie powiem mu, że po szkole widziałem jak wychodzi z jakimś chłopakiem z jednego z hoteli.

18 dzień 3 miesiąca:
PKP ewidentnie nas odmóżdża.
Chyba będę musiał przejrzeć wszystkie strony z pornolami nakręconymi na PKP lub
w pociągu. Jeszcze się okaże, że ktoś bardzo życzliwy nagrał nasze igraszki w wc PKP i wrzucił to na Internet opisując to jako „Amatorski gey sex w WC na PKP” czy jakoś tak.

21 dzień 3 miesiąca:
Czy ja mówiłem, że PKP odmóżdża?
A co powiecie na seks w wyciągu narciarskim, na szkolnej wyciecze?
Zamrożony mózg albo go brak…??
To widzę, że się zgadzamy….
I mój przemarznięty tyłek również.

23 dzień 3 miesiąca:
Śniegu dookoła po kolana, a my stwierdziliśmy, że może być i po chuja i po dupę jeżeli tylko zrobimy to na leśnej ścierze. Zimą!
A mieliśmy iść tylko poszukać jakiejś ładnej choinki na targu za raz przed lasem!
Odmrożę sobie kiedyś tyłek i to będzie jego wina!
A on niech sobie odmrozi chuja, głupek jeden!

26 dzień 3 miesiąca:
Który chłopiec w dzieciństwie nie chciał być kowboyem? Ja chciałem. I nim zostałem. Miałem nawet swojego wiernego konia, który nazywał się Taiyō, ale nim został moim koniem musiałem go ujarzmić i zmusić do posłuszeństwa.
Jazda na dzikim koniu nie była łatwa. Rzucało mną we wszystkie strony. Raz nawet spadłem, ale w końcu koń został mój i jechał tak jak mi się podobało. Szybko i mocno. Chód (ruch prędzej)
w tempie cwału….

28 dzień 3 miesiąca:

Pod natryskiem też tego nie robiliśmy. Ale to już czas przeszły. Mogliśmy to zaliczyć do wielu dziwnych i różnorodnym miejsc, które miały okazje zobaczyć mój goły tyłek przyozdobiony jego fitem i klejnotami.

29 dzień 3 miesiąca:

Tego dnia postanowiliśmy to zrobić na spokojnie w moim łóżku. Normalnie. Bez żadnych wariactw oraz dodatków. Tylko ja on i łóżko….
No i Howaito stojący w drzwiach naszego pokoju i gapiący się na moją twarz kiedy dochodziłem wbijając pięty w pośladki jego kouhaia.
Nic nie powiedział.
Nic nie zrobił.
Odwrócił się i wyszedł trzaskając mocno drzwiami.
I ja i Taiyō wiedzieliśmy, że czeka na nas w kuchni.
I że już nie ma co się ukrywać.
Teraz przyszła kolej na ponowną burzę w moim życiu, która odwróciła je do góry nogami.
Tego dnia wiedziałem, że straciłem wiele ale również zyskałem bardzo wiele.
Podjęcie tej trudnej decyzji sprawiło, że w końcu byłem szczęśliwy.
I wolny…
Wyprowadziłem się z domu po tym jak brat ROZKAZAŁ nam zaprzestać robić to co robiliśmy i urządził nam z tego tytułu awanturę. Wieczorem powiedziałem matce o tym co zobaczył brat w moim pokoju i nie dając jej możliwości dojścia do słowa powiedziałem, że pod koniec tygodnia się wyprowadzam.
Miałem sporo oszczędności. Naprawdę bardzo dużo.
Do końca szkoły zostały trzy miesiące.
Później będę mógł pójść do pracy.

 *******************************************
No to w tym rozdziale była jazda bez trzymanek i po prostu burza mózgów w pokoju z siostrą. Ogólnie dużo śmiechu tutaj miałam. I to na pisaniu samego początku <3
Pozdrawiam Gizi03031






















niedziela, 25 lutego 2018

4383- Rozdział 14

Hejka.
Skoro we wcześniejszym rozdziale powiedziało się A, to w tym wypadałoby powiedzieć B, prawda??
************************
Wziąłem kilka głębokich oddechów i przekręciłem cicho kluczyk w zamku. Otworzyłem najciszej jak potrafiłem drzwi nie chcąc nikogo pobudzić po czym równie cicho je zamknąłem zamykając je ponownie. Odłożyłem buty na półkę i starając się nie nadepnąć na skrzypiące elementy schodów zacząłem wchodzić do góry. Już na dole słyszałem jak mój brat chrapie. Pewnie wrócił po całym dniu z pracy. On chrapał tylko jak był naprawdę zmęczony. Mama też spała. Kiedy przechodziłem koło jej pokoju usłyszałem miarowy oddech.
Otwierając drzwi od swojego pokoju modliłem się o to, aby i mój współlokator spał. Wtedy miałbym cień szans wyspać się chociaż trochę nim nadciągnie burza. A wiedziałem, że jej nie uniknę. Nie po tym zniknięciu. Zamknąłem cicho drzwi kiedy upewniłem się, że w pokoju jest ciemno i Taiyō śpi snem sprawiedliwych. Odłożyłem torbę w nogach łóżka i ściągając z siebie spodnie i bluzę wsunąłem się do swojego łóżka zwijając się od razu w kłębek. Starałem się oddychać jak najciszej aby nikogo nie obudzić i jak najpóźniej zostać zauważonym.
A może oni w ogóle nie zauważyli mojego zniknięcia? W końcu żyłem jak duch więc… ta… matka skapnęła się, że nie ma mnie w domu jak wyszedłem do ogrodu, to co dopiero jak zniknąłem
z miasta. Dziwiłem się, że policja mnie nie szukała. A może szukała? Nie wiedziałem i szczerze bałem się tej wiedzy.
Musiałem się wyspać. Chociaż trochę. Byłem zmęczony po podróży. Najchętniej bym się wykąpał, ale wiedziałem że szum wody wszystkich pobudzi, a wtedy awantura zacznie się wcześniej. Miałem minimum trzy godziny snu, nim wstanie mój współlokator, a on mi pospać nie da. Ta wredna kreatura ściągnie mnie za pewne z łóżka wyrywając mnie brutalnie z objęć Morfeusza.
Zamknąłem oczy modląc się o szybki i długi sen.
Wydawało mi się, że minęło może pięć minut, kiedy poczułem ostry ból z tyłu głowy. Syknąłem cicho łapiąc się za nią i kuląc do pozycji embrionalnej.
- Ty pieprzony gówniarzu! Wyłaź z tego łóżka!- Krzyknął Taiyō. Musiało być wcześnie bo mimo krzyku starał się to robić cicho. Cichy krzyk. Kurwa, Kyōfu poetą to ty nie zostaniesz. Pomyślałem i spojrzałem na niego przekrwionymi oczyma. Nawet nie próbowałem się odezwać
i walczyć o swoje.
Jeszcze mnie strzeli w akcie szału, a jak on mnie tą swoją ręką strzeli….
Usiadłem na łóżku i spojrzałem na niego miną zbitego psa, kiedy wisiał nade mną i czekał aż łaskawie wstanę. Kiedy to uczyniłem znowu mnie strzelił w głowę, a kiedy się skrzywiłem i już otwierałem usta, aby mu napyskować wskazał mi drzwi od łazienki.
- Masz pięć minut, aby się umyć mały śmierdzielu i widzę cię tutaj z powrotem.- Warknął. Wypuściłem głośno powietrze i ciągnąc za sobą nogi ukryłem się w łazience. Szybki prysznic pod ciepła wodą aby zmyć trudy podróży, oraz kilka sekund pod lodowatą wodą, aby się obudzić. Uczesałem szybko włosy i umyłem zęby kiedy zapukał do drzwi. Otworzyłem mu je, kiedy wsuwałem na tyłek czyste dresy. Rzucił mi w twarz skarpetami.
Uroczy po prostu.
-Do kuchni.- Rozkazał. Czułem się jak pies. Serio. Pies, który zrobił coś złego w domu pod nieobecność właściciela i ma zostać za chwilę ukarany. A ja taki biedny Pies posiadałem chyba tych właścicieli aż trzech. Z bezpańskiego kundla stałem się kundlem z trójką właścicieli. Kręcąc przecząco głową ruszyłem za nim w stronę jego królestwa. Może jak wystawię język i zamerdam ogonkiem to mi wybaczy. W końcu dobry ze mnie piesek.
Dziękowałem wszystkim bogom, że nie potrafi czytać mi w myślach. Co by sobie o mnie pomyślał, gdyby wiedział, że porównałem się właśnie do psa? Chociaż… chciałbym zobaczyć jego minę.
Wszedłem bez słowa do kuchni (bo i co miałem mówić. Nie było sensu się produkować, skoro to samo będę musiał powiedzieć pozostałym Właścicielom) i idąc za jego niemym rozkazem usiadłem na swoim krześle. Po chwili naprzeciwko mnie stał talerz pełen kanapek i kubek herbaty. Nic nie powiedziałem.
- Taiyō słuchaj, dzisiaj pojedziemy…- Urwał mój brat stając zamurowany w przejściu i gapiąc się jak pochłaniam kolejną kanapkę zrobioną przez fioletowowłosego. Nie wiedziałem jak zareaguje. Krzykiem? Agresją?- Czy… czy któryś z was może mi wyjaśnić…- Zaczął przez zaciśnięte zęby patrząc raz na mnie raz na chłopaka, który usiadł obok mnie. Taiyō wzruszył obojętnie ramionami.
- Go pytaj. Doszedłem do wniosku, że nie będę go o nic wypytywał, bo pod wpływem emocji przypierdole mu raz, drugi…- Sięgnął po jedną z kanapek ze swojego talerza.- …ewentualnie siódmy.- dodał wgryzając się po chwili w kanapkę z sałatą, jajkiem, pomidorem i ogórkiem. Patrzyłem na niego oniemiały nie mogąc uwierzyć w to co powiedział. Spojrzał na mnie tylko raz, a ja od razu skuliłem się w sobie.
Ta Burza będzie jedną z moich najcięższych w życiu.
Potwierdzenie moich domysłów znalazłem w spojrzeniu brata, który zamknął za sobą drzwi wchodząc do kuchni i włączył radio.
Nie chciał budzić matki…
Świetnie…

**
Leżałem u siebie na łóżku i gapiłem się na gwieździsty sufit. Nie widziałem go przez te cholerne łzy, które nie chciały przestać lecieć.  Ta awantura…
Ugh.
Howaito się wkurwił. I to porządnie. I to tak po feście. Ta pierdolona oaza spokoju rozwaliła jedno krzesło, radio i trzy talerze nim się uspokoił i przestał się drzeć na czym świat stoi. Nie miałem nawet czasu aby oddychać, a co dopiero wtrącić coś pomiędzy jego krzyki, tak szybko mówił.
Przepraszam.
Darł japę.
Na koniec dostałem trzy szlabany.
Tak!
Kurwa!
Trzy.
Ma się trzech Właścicieli, ma się trzy szlabany.
Matka mało co mnie nie pobiła jak mnie zobaczyła w kuchni. Howaito tylko z grzeczności jej to uniemożliwił. Sam wyglądał jakby chciał mi walnąć, a Taiyō sam powiedział, że chce to zrobić. I to nie raz, a siedem razy.
Miesięczny szlaban.
Pierwszy raz w życiu zarobiłem szlaban. I to na miesiąc.
Brat nie pozwolił mi wychodzić z domu (tylko do szkoły mogłem chodzić, a po niej prosto do domu). Co tam z domu. Bez zgody brata nie mogłem opuszczać swojego pokoju. Skonfiskował mi telefon. Powiedział, że sprzątanie domu to mój obowiązek przez ten miesiąc.
Matka odcięła mi kieszonkowe. Zakazała korzystać z komputera i telewizora. Nawet MP3 mi zabrano i radio. Miałem popoprawiać wszystkie oceny w szkole na czwórki i piątki.
Taiyō (sam był zaskoczony kiedy mój brat i matka zapytali go co on dorzuca do mojego szlabanu) z kolei sprawił, że jego szlaban był dla mnie najgorszy. Gorszy niż te wymyślone przez matkę i brata. Wszystkie lekcje robie siedząc sposobem Seiza tak samo dwie godzinny dziennie za karę w salonie mam tak siedzieć trzymając na kolanach wielki (10 litrowy) garnek pełen wody. Na miesiąc skonfiskował mi wszystko do robótek ręcznych.
Sadyści!
Mój szlaban zaczął się od razu. Dlatego oddelegowano mnie do pokoju i kazano czekać. Na co? Nie miałem pojęcia. Miałem czekać.
Odwróciłem głowę w stronę okna kiedy usłyszałem jak drzwi od pokoju otwierają się cicho. Nie chciałem teraz z nikim rozmawiać. Chciałem zostać sam, ale wiedziałem, że mi tego nie dadzą. Nie po moim wyskoku.
- Śpisz?- Zapytał fioletowo włosy. Wypuściłem głośno powietrze z płuc nie odwracając się
w jego stronę.
- Udaję, że jestem sam w pokoju i gapię się na niebo za oknem. Wszak za szybko to ja go już nie zobaczę.- Zadrwiłem obserwując parę ptaków siedzącą na czubku pobliskiego drzewa.
- No fakt. Nie masz co się pozytywnie nastawiać co do twojego szybkiego obcowania
z przyrodą oraz otoczeniem różniącym się od twojego pokoju.- Odparł chłodno. Prychnąłem cicho pod nosem i przekręciłem się na bok, tyłem do niego.- Mówiłem ci, żebyś się do mnie nie odwracał tyłem, bo cię przelecę.- Dodał po chwili. Znowu prychnąłem.
- A rób co chcesz.- Odpyskowałem. Serio miałem teraz wszystko gdzieś.
- Ja nie żartuje.
- Ja też nie.
- Słucham?- Zdziwienie w jego głosie oburzyło mnie tak, że aż usiadłem i spojrzałem na niego poirytowany.
- Chcesz to mnie przeleć, wyruchaj czy co tam jeszcze chcesz. A jak nie dosłyszałeś, to idź umyj uszy, wróć, a ja ci to powtórzę tyle razy ile będziesz chciał.
- Nie drażnij mnie.- Warknął zbliżając się do mnie. Znowu prychnąłem i odwróciłem się do niego tyłem.- Nosz kurwa! Nie będę gadał z twoimi plecami.- Warknął i złapał mnie za ramiona odwracając mnie siłą na plecy.
- A więc taką pozycję wybierasz jako pierwszą.
- Słuchaj no, nie wiem co…
- Jeżeli zgodzę się być tym twoim sex-przyjacielem jak to będzie wyglądać i na jakich to działa u ciebie zasadach?- Zapytałem. Zdębiał. Dosłownie zdębiał i nie wiedział co ma mi odpowiedzieć. A ja przyglądałem mu się dokładnie i czekałem na to co miał mi do powiedzenia.
Chociaż i tak już wiedziałem. Nie ważne co mi powie ja i tak zdania nie zmienię. Mogę być jego sex-przyjacielem, a nawet prywatną dziwką jeżeli tylko nie będzie mnie traktował jak brata swojego Sempai, będzie delikatny i może kiedyś obdarzy mnie jakimś gorętszym uczuciem.
Zniosę wszystko, byle tylko się we mnie zakochał.

**
Jego ręce sunęły delikatnie w górę mojego torsu głaskając opuszkami palców wrażliwą strefę żeber. Oddychałem ciężko kiedy za rękoma podążały jego gorące usta obcałowując mój nagi brzuch i tors. Przeciągnąłem paznokciami po jego nagich plecach, kiedy zakrył swoimi ustami jeden z moich sutków.
Pierwszy raz w życiu czułem to, co teraz. Wcześniej się tego bałem i mnie to obrzydzało. Nie dawało żadnej przyjemności. A teraz… wystarczyło, że delikatnie musnął mnie opuszkami palców,
a ja miałem ochotę jęczeć i krzyczeć. Wiedziałem, że mogę to robić, bo znowu byliśmy sami w domu, a od mojego rozpoczęcia szlabanu minęło już pół miesiąca, ale nie robiłem tego dusząc w sobie każdy dźwięk.
Jego ręce wróciły w dół zahaczając o krawędź moich dresów by wsunąć się pod nią i zsunąć mi delikatnie spodnie z tyłka. Wciągnąłem głośno powietrze przez nos.
- Spokojnie. Tylko je ściągnę. Same spodnie.- Powiedział cicho Taiyō szepcąc mi do ucha. Zadrżałem na całym ciele i kiwnąłem delikatnie głową pomagając mu ściągnąć z siebie spodnie. Ulokował się między moimi nogami i zaczął całować moją prawą łydkę, polizał zgięcie pod kolanem. Całował wewnętrzną część uda, drugie masując lewą ręką. Zatopiłem mu palce we włosach drapiąc go delikatnie po głowie. Wsunąłem delikatnie palce za jego uszy i zacząłem je delikatnie badać. Masować, ugniatać, drapać. Sapnąłem głośno kiedy poczułem jak robi mi malinę po wewnętrznej stronie uda. Oddychałem szybko.
Rozsunął mi szerzej nogi i ulokował się między nimi. Zaczął całować i lizać moje podbrzusze.
Boże! Mój penis dociskał się do jego szyi oraz torsu. Jęknąłem cicho.
- Taiyō… proszę…- Jęknąłem kiedy zaczął ustami podążać ku górze. Zawisł nade mną
i spojrzał mi w oczy. Odczekał, aż uczyniłem to samo po czym zaczął delikatnie ocierać swoimi wargami o moje. Drapałem delikatnie jego plecy, starając się nie schodzić za bardzo w dół.
- Możesz dotykać gdzie chcesz.- Mruknął w moje usta, po czym wrócił do ich całowania. Niepewnie zsunąłem ręce niżej na jego pośladki ukryte pod zielonymi bokserkami w kawałki pizzy. Zacisnąłem na nich delikatniej palce. Taiyō jęknął w moje usta i pchnął biodrami do przodu napierając swoim kroczem na moje. Wciągnąłem powietrze przez nos.
Był podniecony.
Masowałem delikatnie jego pośladki pozwalając się całować i ocierać o moje krocze, które
z każdą chwilą prosiło o poświęcenie mu większej ilości uwagi.
Poruszyłem niespokojnie nogami ocierając się udami o jego biodra i jęknąłem w jego usta. Wsunąłem delikatnie drżącą rękę pomiędzy nasze ciała i zacisnąłem palce na jego nabrzmiałem męskości, która za chwilę chyba rozsadzi mu bokserki. Zaklął niewyraźnie w moje usta i oderwał się od nich. Oparł swoje czoło o moje i patrzył mi dokładnie w oczy. Zobaczyłem w jego spojrzeniu czyste pożądanie, które powinno mnie wystraszyć, a sprawiło że zadrżałem na całym ciele. Polizałem delikatnie koniuszkiem języka jego wargi i jęknąłem głośno, kiedy jego ręka zacisnęła się na mojej męskości.
- Umrę…- Jęknąłem w jego usta. Zaśmiał się cicho unosząc na swoich kolanach i zsuwając ze mnie bokserki. Po tym jak pozbył się swoich, delikatnie odciągnął moje ręce od krocza, które
w odruchu bezwarunkowym zakryłem przed jego wzrokiem i obejrzał mnie dokładnie od stóp do głów. Zagryzłem delikatnie dolną wargę czując się wystawiony na jego widok. W sumie ja byłem wystawiony na jego widok. Jego czuje spojrzenie. Jego dłonie. Usta…. O tak! Na jego usta.
- O czym myślisz??- Zamruczał pochylając się delikatnie nade mną i przytrzymując moje ręce nad moją głową. Nie użył do tego dużo siły. Jego dłonie pokazywały tylko moim ręką gdzie chcą, aby te się znajdowały. Nie naciskał na mnie. Nie przygniatał. Trzymał delikatnie w swoich palcach.
- Pocałuj mnie.- Powiedziałem cicho przyglądając się dokładnie jego ustom.
- Poproś.- Powiedział pochylając się nade mną jeszcze bardziej. Czułem na twarzy jego gorący oddech.
- Proszę. Proszę. Błagam, pocałuj mnie.- Jęknąłem, kiedy tylko tak nade mną wisiał i czekał. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem po czym pochylił się nade mną i złączył ponownie nasze wargi w gorącym pocałunku. Jęknąłem głośno wyginając swoje ciało w łuk. Chciałem być bliżej niego. Chciałem aby on był bliżej mnie. Nie poruszyłem rękoma, za to owinąłem swoją prawą nogę dookoła jego biodra naciskając na niego delikatnie. Obniżył się pozwalając mi na taką samowolkę. Dobrze zdawałem sobie z tego sprawę, że pozwalał mi na to. Nie ma co się oszukiwać. Miał więcej siły niż ja.
Więc dlaczego mi na to pozwalał?
Wciągnąłem głośno powietrze przez nos, kiedy poczułem jego palce w okolicach swojego wejścia. Masował je delikatnie nie zgłębiając się w jego jedwabny tunel. Wierzgnąłem nogami. Oderwał się od moich ust.
- Ciiii. Spokojnie. To ja. Patrz na mnie cały czas. Obserwuj mnie. Nie zrobię ci niczego złego.- Powiedział i poczekał na moje potwierdzenie. Uśmiechnął się, kiedy kiwnąłem delikatnie głową i pocałunkami zaczął sunąć coraz niżej. Cały czas czułem jego palce przy swoim wejściu. Nie zanurzał się w nie. Pocierał je po prostu od czasu do czasu naciskając na nie. Czułem na sobie jego spojrzenie . Zatrzymał się tuż nad moim kroczem, na które chuchnął swoim gorącym oddechem. Po całym moim ciele przeszedł bardzo przyjemny dreszcz. Widziałem jak delikatnie splunął na swoją rękę po czym w tą samą dłoń złapał moją męskość i zaczął ją stymulować wedle swojego uznania.
Z mojego gardła wyrwał się głośny pisk. Zakryłem pospiesznie usta. Taiyō uśmiechnął się wrednie.
- Hmmm??- Wyjęczałem, kiedy ciągle się na mnie gapił poruszając powoli swoją ręką po moim przyrodzeniu.
- Powiedz.- Przełknął ciężko ślinę. Oddychał ciężko.- Co miałeś na ostatnim wychowaniu fizycznym ze sprawdzianu?- Zapytał. Spojrzałem na niego jak na idiotę. O czym on do mnie właśnie mówił?
- Co?- Pisnąłem cicho.
- Wychowanie fizyczne. Ostatni sprawdzian. Gimnastyka. Co dostałeś?- Zapytał zaciskając mocniej palce na mojej męskości.
- Pi… pięć…- Jęknąłem zza swoich palców.
- Hhhmmmmm.- Uśmiechnął się.- Ano… możesz się złapać pod kolanami i przyciągnąć je do swojej klatki piersiowej?- Zapytał uśmiechając się do mnie delikatnie. Przyglądałem mu się uważnie. O co mu znowu chodziło? Wzruszyłem delikatnie ramionami i zrobiłem to, o co mnie poprosił.
- T…Tak??- Jęknąłem cicho. Dziwnie się czułem.
- Tak. Co by się nie działo nie puszczaj nóg.- Zastrzegł puszczając moje przyrodzenie. Przekrzywiłem delikatnie głowę w bok.
- Dlaczego?
- Bo mnie kopniesz.- Powiedział. Tego nie chciałem, więc kiwnąłem delikatnie głową, że zrozumiałem. Uśmiechnął się i zanurkował w dół rozchylając swoimi palcami moje pośladki. Otworzyłem szeroko oczy patrząc na to co robił. Oblizał lubieżnie usta i uśmiechnął się do mnie wrednie.
- Oj… Taiyō, co ty…. AH!!!- Krzyknąłem przyciskając swoje kolana do tułowia. Jego język… o Boże! Jego język…!
Nie mogłem zebrać myśli.
Pozostało mi tylko jedno nad czym nie panowałem, a teraz wychodziło mi to najlepiej.
Chyba dzisiaj cała okolica pozna siłę moich płuc, kiedy zdzierałem sobie gardło krzycząc na ile starczyło mi sił, a Taiyō nadal zanurzał w moim wnętrzu swój język wyrywając z mojego ciała takie dźwięki o jakie w życiu bym się nie posądził.

**
Różnorodność doznań była tak silna, że wyrwała mnie z objęć Morfeusza przywracając mnie do życia. Co rejestrował mój umysł? Za bardzo nie mogłem na nim polegać, ponieważ głupi skupiał się na tym jak ciału było dobrze. Wgniatane w łóżko przez większe i silniejsze. Mocne pchnięcia od tyłu. Mój penis ściśnięty pomiędzy pościelą, a moim ciałem. Głośne jęki wydobywające się z mojego gardła, stłumione posapywanie nad moją głową. Odwróciłem delikatnie twarz w bok, aby się zorientować kto miał czelność mnie budzić rano i to w taki sposób. A może ja nadal spałem?
Taiyō!
Zagryzłem zęby na poduszce, kiedy wgniótł mi w nią twarz jednocześnie wbijając się centralnie w moją prostatę. Zawyłem w poduszkę wypinając mocniej tyłek w jego stronę.
Nie obchodzi mnie to, że mnie tak obudził!
Chcę dojść!
Starczyło kilka jego mocnych pchnięć wgniatających mnie w miękki materac i przesuwający moje łóżko po podłodze, abym doszedł z głośnym jękiem. Nawet wtedy, kiedy moje ciało było targane silnymi dreszczami poorgazmowymi on nadal się we mnie poruszał dążąc do swojego spełnienia, które nadeszło chwilę po mnie. Czułem jak dochodzi w moim wnętrzu, by po chwili zwalić się całym swoim cielskiem na moje plecy. Jęknąłem głośno czując w swoim pulsującym wnętrzu jego członek. Odwróciłem głowę w bok łapiąc oddech. Obejmował mnie szczelnie ramionami. Oddychał ciężko tuż nad moim uchem. Zerknąłem na niego, a ten po chwili wyszczerzył do mnie zęby.
- Dobry.- Mruknął zachrypniętym głosem. Zmarszczyłem delikatnie nos.
- Dobry. Mogę wiedzieć co się właśnie przed chwilą stało?- Zapytałem nie ruszając się nawet o milimetr.
- Doszedłeś. I ja też.- Odpowiedział rozbawiony i zaczął składać na moim karku delikatne pocałunki. Nadal czułem go w sobie i czułem, że wcale, a to wcale nie malał. Jego pocałunki pobudzały właśnie jego. On mnie całował i się tym podniecał!
- Dobrze. Obaj doszliśmy, a jak doszło do tego, że spałem sobie w najlepsze po wczorajszej nocy, a ze snu wyrywa mnie twój wielki kutas wbijający się w moją dupę? Bo tego jakoś nie mogę ogarnąć.- Spróbowałem go z siebie zwalić, ale zaprzestałem prób, kiedy jego członek poruszył się we mnie delikatnie trącając ten najwrażliwszy punkt w moim ciele. Zadrżałem wgniatając się ponownie
w materac i biorąc kilka głębokich oddechów, aby trochę uspokoić rozpalone ciało.
- Odwróciłeś się do mnie tyłkiem. Więc zrobiłem to co ci obiecałem już od dłuższego czasu.
- Taiyō … ja spałem… nie kontrolowałem swojego ciała, więc…
- Zawsze chciałem tego spróbować, ale nigdy nie budziłem się z kimś w łóżku. Wiedziałem, że jesteś jeszcze rozciągnięty po tym co robiliśmy w nocy i że nie zrobię ci krzywdy, więc chciałem… no tego… spróbować.
- Mogłeś zapytać o zdanie, a nie…?
- Chciałem to zrobić kiedy spałeś. Przecież było ci dobrze.
- Było, nie było mniejsza o szczegóły. Ja spałem, a ty…
- Chcesz to następnym razem spełnimy jakąś twoją fantazję łóżkową.- Mruknął mi do ucha i zaczął delikatnie kołysać biodrami w przód i w tył.
-  Taiyō … co ty… Ah…. -Pisnąłem kiedy uniósł moje biodra do góry wbijając się mocniej we mnie. Próbowałem się uwolnić, ale trzymał mnie mocniej. Pocałował mnie w bark, później
w szyję, po policzku dotarł do moich warg, które zacisnąłem w cienką linię.
- Czas na drugą rundę.- Mruknął do mojego ucha i pchnął mocniej swoimi biodrami wyrywając z mojego gardła głośny krzyk przyjemności.


 *********************************
No i jak wam się podobał ten rozdział. Kolejny z trzech najdłuższych jakie napisałam do tego opowiadania:)
Zapraszam za tydzień.
Pozdrawiam Gizi03031