niedziela, 17 czerwca 2018

Mój Grzech

A teraz zapraszam na jednego z najdłuższych OS jakie w ogóle napisałam.
Na koniec opowiadania zmienił mi się trochę pomysł, bo jeżeli miałabym pisać tak jak chciałam w pierwowzorze, to opowiadanie to by miało jakieś 60 stron, więc musiałabym to inaczej sklasyfikować.
Zapraszam i mam nadzieję, że wam się spodoba.
**************************************

Moim grzechem ewidentnie było to, że nie przyznałem się do winy i kłamstwa, kiedy miałem ku temu sprzyjające warunki. Sam nie wiedziałem co mnie podkusiło, aby zachować ten sekret w tajemnicy i brnąć w to luźne gówno dalej.

No bo weźcie! Kto chociaż przez chwilę nie chciał być sławny i rozpoznawalny w swojej szkole. Każdy! Chociaż przez chwilę w swoim życiu chciał być elitą. Ja nie stanowię w tej kwestii wyjątku. Chciałem być elitą, chciałem być sławny, ba! Ja chciałem być rozpoznawalny przez taką elitę i w ogóle.

No i byłem. Rok szkolny zaczął się trzy tygodnie temu, a mnie znali już dosłownie wszyscy ze szkoły. Nawet te osoby, które planowały w przyszłości się do niej zapisać. I to nie była moja wina, że drugi z trzech najbardziej rozpoznawalnych ludzi w tej szkole przeze mnie został zawieszony na tydzień w prawach ucznia i wracał do szkoły razem z pierwszym z ich paczki, którego zawieszenie trwało jeszcze od zeszłego roku. I to nie moja wina, że nie wiedziałem o tym jaki związek łączył tego drugiego z tym trzecim ostatnim, który został jako jedyny w szkole i uniknął zawieszenia. Gdybym wiedział takie słowa nigdy by mi nie przeszły przez gardło. Ej! No nie jestem jebanym hipokrytą. Przecież gdybym wiedział to bym nie wyzywał tego trzeciego od „jebanych pedałów”, a jego chłopak (tak! Chłopak!) nie obiłby mi ryja na środku korytarza i nie zostałby zawieszony za pobicie dziewczyny. Poprawka. Wiem, jestem chłopakiem, ale w dziwnym splocie dość wartkiej i długiej akcji w szkole do tego wydarzenia brano mnie za dziewczynę.

Ok. Zacznijmy może od początku.

Mam przyjaciółkę. Taką prawdziwą, ale wiecie taką serio prawdziwą. Znaliśmy się jeszcze przed urodzeniem. Pomiędzy nami są dwa dni różnicy. Nasze matki leżały razem w Sali szpitalnej i mieszkały na tym samym osiedlu, więc jeszcze przed porodem byliśmy na siebie skazani i jakoś tak wyszło, że się zaprzyjaźniliśmy. No i ta moja przyjaciółka wpadła w pewne tarapaty z takim jednym nieciekawym gościem, który powiedział, że opublikuje jej nagie fotki (jej były chłopak! Fagas pierdolony!) w naszej szkole i na Internecie, jeżeli nie zrobimy tego czego on będzie chciał. Ona miała zgolić włosy oraz nocą przebiec pół naszego miasta w bieliźnie. Ja przez miesiąc miałem udawać dziewczynę i chodzić w damskich łaszkach przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. No i się zgodziłem. Zacząłem tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego i kontynuowałem to do feralnego dnia, kiedy to zostało mi ostatnich kilka godzin tego gówna, a na korytarzu zaczepił mnie niepozorny chłopak. Niziutki, blada karnacja, smutne oczy. Co drugie słowo przerywał mu silny kaszel. Coś się zaczął czepiać, że moja spódniczka od mundurka jest za krótka. Mówiłem mu, że jutro już będzie w dobrym stanie, ale ten się uparł, że mam ją w tej chwili poprawić to się zdenerwowałem i przy całej szkole mu powiedziałem, że skoro mu przeszkadza długość mojej spódnicy musi być jebanym padałem i bzykać się po kontach z tymi, którzy zasad przestrzegali. I wtedy….

O zgrozo.

Wtedy zza tego niskiego i chorowitego chłopaka wyrosła prawdziwa góra mięśni. Koleś dosłownie był ode mnie wyższy o jakieś trzy głowy i szerszy w barach o jakieś…. No dużo. Jakieś dwa razy więcej niż ja. No i nim się obejrzałem przyjebał mi na środku korytarza pełnego dzieciaków i nic sobie nie robiąc z oburzenia na twarzy tego chorowitego chłopaka pocałował go na naszych oczach, powiedział mi, że jestem trupem i grzecznie udał się do gabinetu dyrektora. A ja zbierając swoje pogruchotane ciało i dumę z podłogi opuściłem resztę zajęć i udałem się do domu zastanawiając się w jaki sposób zakryje tego wielkiego siniaka na połowie twarzy. Dziękowałem niebiosom za to, że w sumie to mnie spoliczkował. Gdyby mi walnął z pięści właśnie teraz moi rodzice zastanawiali by się co mi znowu odjebało i dlaczego muszą chować jedynego syna w damskim mundurku szkolnym.

Pokręciłem przecząco głową i wycierając się dokładnie po wcześniejszym ubraniu na siebie dresów wyszedłem z łazienki i udałem się do swojego pokoju. W końcu mogłem się pozbyć tych przedłużanych włosów do ramion, sztucznych rzęs, lakieru z paznokci u rąk i nóg oraz tych babskich kolczyków jak i biżuterii. Na nowo mogłem zapodać sobie swoje dwa kolczyki w lewym uchu i pięć w prawym, mogłem obciąż paznokcie, oraz wrócić do wcześniejszej fryzury na jaką składał się delikatny irokez z wygoloną tylko lewą stroną głowy. Wrócą luźne spodnie, wygodne buty, normalna bielizna, przewiewna koszula, luźny krawat oraz męski zapach, a nie słodkie damskie perfumy.

Przecież już gorzej być nie mogło po tym co odwaliłem dzisiejszego dnia, a świadomość tego, że w końcu będę mógł na nowo być sobą napawała mnie takim szczęściem i radością, że nie pomyślałem….

Nie pomyślałem nad tym, że ten trzeci zadający się z tym pierwszym, który z jakiegoś powodu zarobił prawie trzy miesięczne zawieszenie, a który na pewno nie odpuści obrazy przyjaciela….

A to, że nie pomyślałem wpakowało mnie w moje kolejne wielkie i poważne tarapaty, przy których groźba upublicznienia nagich fotek mojej przyjaciółki jawiły mi się jako głupi i niewinny żart zasmarkanych gówniarzy.

I nadszedł ten dzień, kiedy od tygodnia wzbudzałem sensację jako nowy uczeń (pojawiłem się w swoim męskim wydaniu i nikt mnie nie poznał) chodziłem do szkoły i unikałem odpowiedzi oraz wyjaśnień kim jestem i co tutaj robię. Nauczyciele od razu zorientowali się, że ja to ja i z jakiegoś powodu postanowili mnie kryć. Moja naiwna przyjaciółka, przez którą zostaliśmy wpakowani w te tarapaty powiedziała mi, że ten niski chłopak, którego wyzwałem na korytarzu to Anelin chłopak z sekcji dyscyplinarnej w naszej szkole. Chłopak, który mi przywalił to Twlyn i jest zastępcą przewodniczącego rady szkolnej. I taki koleś mnie walnął i został zawieszony przez swojego chłopaka?!

Szok po prostu! Skandal w biały dzień!

Dowiedziałem się, że cała trójka wprowadziła porządek do szkoły i nawet nauczyciele nie kwestionowali ich zachowania i jeżeli któremuś podwinęła się noga potrafili to zignorować. Na tyle, że zawiesili w prawach ucznia samego przewodniczącego- Gelma’ar, trzeci z całej trójki, którego nie miałem okazji poznać. No i wracając moja naiwna przyjaciółka powiedziała mi, że Anelin szukał jej przyjaciółki (mnie!) i pytał się jej, kiedy wrócę do szkoły. Obiecała, że mnie kryła i w ogóle, ale z jakimś takim lękiem chodziłem teraz do szkoły. Mam nadzieję, że ten cały Twlyn mnie nie rozpozna. Jeżeli mu się to uda chyba skoczę z dachu. Idąc korytarzem rozmawiałem z Caibre moją przyjaciółką o tym co było na dzisiejszym sprawdzianie oraz o tym, że dzisiejszego wieczora znowu uda mi się wygrać w play’a. Zapytała się o mój „parkowy obiekt westchnień”, do którego wzdychałem już jakieś trzy miesiące. Mogłem go zobaczyć co dziennie w parku pod naszym blokiem. Kiedy wychodziłem na balkon i spoglądałem w dół widziałem młodego chłopaka siedzącego na ławeczce i czytającego książkę. Wysokiego z długimi umięśnionymi nogami, szczupły z szerokimi ramionami. Włosy miał ciemne, krótko ścięte, do tego okulary z grubymi oprawkami. Zawsze o tej samej godzinie pojawiał się w parku. Siedział w nim trzy godziny. Później dostawał sms ‘a, odczytywał go, palił jednego papierosa i znikał pomiędzy blokami. Obserwowałem go od kilku miesięcy zastanawiając się kim jest, gdzie pracuje czy ma dziewczynę i masę innych myśli oraz pytań.

Zaśmiałem się cicho pod nosem.

- Wczoraj znowu siedział w tym samym miejscu. Tyle samo czasu siedział i czytał książkę. Nic się nie zmieniło.

- Kiedy w końcu zejdziesz na dół i do niego zagadasz?

- Wtedy, kiedy ty przestaniesz chodzić z bezmózgimi troglodytami, którzy lecą tylko na twoją dupę i wielkie cycki.

- Pierdol się ty mały lachociągu. - Warknęła do mnie i uderzyła mnie z pięści w ramię. Zaśmiałem się głośno. Znamy się na tyle długo, aby nie obrażać się na siebie o takie teksty.

- Jak szukasz chłopaka nie zakrywaj twarzy toną tapety brzydulo. - Odszczekałem się jej. Już chciała coś powiedzieć, kiedy ktoś położył mi rękę na ramieniu. Drgnąłem zaskoczony i spojrzałem za swoje ramię. Poczułem jak po moim kręgosłupie spływają krople potu. Przełknąłem głośno ślinę i z całych sił postarałem się nie uciec. Na moim słabym ramieniu rękę zatrzymał nie kto inny jak Twlyn.

- Nie powinieneś się tak odzywać do młodej kobiety. - Powiedział patrząc na mnie poważnie. Wstrzymałem na chwilę oddech po czym delikatnie zrobiłem krok w tył, aby stanąć bliżej Caibre.

- Jak?

- Brzydula. - Powiedział Anelin stając obok swojego chłopaka.

- Zawsze tak do niej mówię. - Odparłem na swoją obronę.

- Caibre chcesz powiedzieć, że ten dzieciak ciągłe cię tak traktuje? - Zapytał trzeci z nich wszystkich. Spojrzałem na niego i pisnąłem głośno zakrywając pospiesznie usta. Wysoki brunet
z okularami na nosie! „Parkowy obiekt westchnień” znał moją przyjaciółkę? Kiedy wszyscy spojrzeli na mnie nie rozumiejąc mojego zachowania, ja spojrzałem na moją przyjaciółkę próbując jakoś wybrnąć. Później jej wszystko wytłumaczę, ale teraz…. Musiałem się ewakuować i ochłonąć.

- Nie Sempai, to nie….

- Caibre znowu to zrobiłaś? - Warknąłem na nią. Spojrzała na mnie jak na głupka i przecząco pokiwała głową.

- Nie!

- Jeżeli znowu nas w coś wpakujesz to sam opublikuje zdjęcia twojej gołej dupy na terenie szkoły!

- Emaen! Mówiłam ci, że był pewien chłopak, który mi pomógł, kiedy tamten skurwiel nie chciał oddać zdjęć. To był on!

- Caibre!

- Przecież bym cię nie okłamała! Rozpoznał mój mundurek i mi pomógł! Odprowadził mnie do domu. Opowiedziałam mu co się stało i dlaczego to się stało i on…

- Co?!- Pisnąłem. Jeżeli mu powiedziała, że ja…- Nie mów mi, że powiedziałaś….

- Przepraszam. - Powiedziała cicho.

- Tępa dzida! Ty to się chyba kurwa ostatnio z tamponami na mózgi pozamieniałaś!

- Nie mów tak do mnie!

- Nie pokazuj mi się na oczy, dopóki nie znajdziesz resztek swojego mózgu kretynko!

- Emaen! - Zawołała za mną, kiedy zrobiłem trzy kroki, aby od nich odejść. Zatrzymała mnie czyjaś ręka. Już miałem wyskoczyć z ryjem do kolejnego idioty w tym towarzystwie, ale powstrzymał mnie „Parkowy obiekt westchnień”. Zacisnąłem mocniej zęby, aby nic nie powiedzieć.

- Emaen. - Zaczął. Drgnąłem. Wypowiedział moje imię w bardzo osobliwy sposób. Przez moje plecy przeleciały dreszcze.

- A ty to?

- Gelma’ar. - Powiedział. PRZEWODNICZOCY RADY UCZNIOWSKIEJ! Musiałem się koniecznie uspokoić. Wpadanie w przedwczesną panikę nie służyło dobrze mojemu zdrowiu. - Możemy porozmawiać?

- O czym? - Zapytałem próbując spokojnie oddychać. Naprawdę atak paniki i w efekcie astmy, to nie jest szczyt moich marzeń na chwilę obecną.

- Dwie sprawy służbowe i jedna osobista. - Powiedział nadal trzymając rękę na moim ramieniu. Nie podobało mi się to, że byliśmy na środku korytarza pełnego dzieciaków i każdy się nam przyglądał.

- Nie rozumiem. - Przyznałem szukając pomocy u swojej głupiej przyjaciółki, która próbowała doprowadzić się do porządku. A jak! Znowu wyła!

- Jesteś uczniem naszej szkoły, który był prześladowany. Muszę z tego napisać raport.

- Nie byłem prześladowany. - Odparłem patrząc na niego jak na głupka. Uniósł do góry lewą brew i spojrzał na mnie jak na niedorozwiniętego.

- Ktoś cię szantażował i zmusił do czegoś co dla mnie podchodzi pod prześladowanie. Muszę z tego napisać raport. - Powiedział. Spojrzałem gwałtownie w stronę Caibre.

- Powiedziałaś im z kim się pierwszy raz całowałaś? - Zapytałem sarkastycznie patrząc na nią zza przymrużonych powiek.

- Z tobą. - Odpowiedział chórek trzech męskich głosów. Zrobiłem krok do tyłu i odwróciłem się gwałtownie w jej stronę.

- Już dawno powinienem to zrobić. - Powiedziałem i podszedłem do niej rozpinając po drodze pasek od spodni.

- Mogę wiedzieć co ty robisz? - Zapytał Twlyn. Nie odwróciłem się w ich stronę.

- Mam namiar jej tak mocno wpierdolić, aż wbije jej do głowy trochę oleju. A teraz Mała, dawaj dupę. - Warknąłem i złapałem ją za ramię, po czym zostałem powstrzymany delikatną dłonią na swojej. Bez problemu domyśliłem się czyja to ręka. Anelin.

- Nie rób tego, później możesz tego żałować.

- Trudno. Dopiszę to do bardzo długiej listy rzeczy, których będę żałować.

- Zapraszam za mną. - Głos ponownie zabrał Gelma’ar i jakby nigdy nic ruszył przed siebie nawet się na nas nie oglądając. Twlyn cmoknął niezadowolony ustami i ruszył za nim jak cień. Anelin spojrzał na naszą dwójkę i uśmiechnął się delikatnie.

- Chodźcie. Mu naprawdę się nie odmawia. - Powiedział i poczekał aż razem z Caibre ruszyłem w tym samym kierunku co pozostała dwójka. Słyszałem jak Anelin pocieszał tą głupawą dziewuchę, ale miałem to gdzieś. Zacząłem się powoli denerwować, a wiedziałem, że nie powinienem. Wziąłem kilka głębokich oddechów, aby zobaczyć czy powietrze normalnie przepływa przez moje oskrzela po czym wróciłem do swoich czarnych myśli.

Moja naiwna przyjaciółka zaczęła chodzić z pojebanym kolesiem w efekcie czego ten po tym jak ona z nim zerwała (uderzył ją chuj) zaczął nas szantażować. Spełniliśmy jego żądania. Dlatego ona ma teraz krótkie włosy i ma na swoim koncie maraton bieliźniany po mieście, a ja przez miesiąc byłem dziewczyną. Przez to, że byłem dziewczyną przyczepiła się do mnie jednostka z samorządu szkolnego, a ja tą jednotę obraziłem przez co inna jednostka z tego samego instytutu i ukochana pierwszej jednostki mnie uderzyła i została zawieszona. Moja naiwna przyjaciółka jakimś sposobem uzyskała pomoc od przewodniczącego rady uczniowskiej, czyli trzeciej jednostki i wszystko mu powiedziała. A mówiąc wszystko miałem na myśli wszystko. Czyli to, że ten człowiek wiedział, że to ja byłem wcześniej domniemaną dziewczyną, której przywalił jego kumpel i został za to zawieszony. Całe szczęście ta ciemna masa nie miała szans zobaczyć wcześniej mojego „Parkowego obiektu westchnień” dzięki czemu nie miała możliwości zdradzenia mu tego, że go obserwuję od jakiegoś czasu i potajemnie do niego wzdycham, co aktualnie było dla mnie czarnym humorem i doprowadzało mnie do panicznego napadu śmiechu. Jeżeli ta głupia gęś nie poszłaby do łóżka z tamtym przyjebem nie byłbym dziewczyną i nikt by się do mnie nie przypierdolił o stan mojego mundurka przez co nie musiałbym do nikogo pyskować i nikt by mnie nie pobił. Ona nie szukałaby pomocy u innych, a tamci nie dowiedzieli by się całej żenującej prawdy. Kobiety serio są skomplikowane i głupie. Mówiłem jej, że temu chujowi chodzi tylko o sex, a ta mówiła mi, że on jest inny i ją kocha. No tak ją kochał jak…

- Emaen…- Usłyszałem głos koło swojej głowy.

-…najarany glutami trolla Amor. - Powiedziałem na głos i wypuściłem głośno powietrze z płuc.

- Słucham?

- Słucham?

- To ja słucham. - Powiedział ponownie Twlyn, kiedy spojrzałem na niego jak na głupka.

- Nie rozumiem. - Przyznałem.  O co mu znowu chodziło?

- Jaki znowu najarany glutami trolla Amor? - Zapytał. Drgnąłem i rozejrzałem się po wszystkich. Pomijając rozbawiony ryj Caibre wszyscy gapili się na mnie jak na kogoś, kto sprzedał swój mózg na rynku za marne pieniądze.

- Ja to powiedziałem na głos?

- Tak. - Powiedziała Caibre.

- Ja to powiedziałem na głos? - Zapytałem jeszcze raz, a ta śmiejąc się cicho pod nosem ponownie odpowiedziała twierdząco. - Jezu Święty! Ja już chcę do domu. - Jęknąłem zakrywając oczy dłonią.

- O czym myślałeś?

- O tobie.

-Ej! Sam jesteś najarany glutami trolla!

- Nie powiedziałem, że to ty je jarałaś tylko, że myślałem o tobie, a to już różnica. Aaaa. Głowa mnie przez ciebie zaczyna boleć. No i miałaś się do mnie nie odzywać, dopóki nie znajdziesz swojego mózgu.

- Odłóżmy to może na później. - Gelma’ar postanowił nam przerwać. Skrzywiłem się i spojrzałem na niego. Uśmiechnął się delikatnie i oblizał dolną wargę. Znajdowaliśmy się w pokoju Rady Samorządu Szkolnego i jakoś mnie to nie cieszyło. - A teraz. Raport. Tak. Raport. Powiedz mi pokrótce co się stało i kto to zrobił, a ja resztę sam uzupełnię i po sprawie.

- Nie chce tego robić.

- Albo dowiem się tego od ciebie albo on niej. - Zaznaczył. Ta kretynka mogła powiedzieć za dużo. Skrzywiłem się i spojrzałem na niego wkładając całą swoją siłę woli, aby wyraz mojej twarzy okazywał jawne oburzenie i pełne wkurwienie tym, że zostałem w taki sposób zmuszony do powiedzenia prawdy.

- Ta kretynka znowu spiknęła się z jakimś chujem, który leciał na jej dupię i cycki. Mówiłem jej, że on chcę ją tylko bzyknąć, ale on mówiła, że on jest inny, że ją kocha i w ogóle. Rzygać mi się chciało, ale co ja tam będę się użerać z kimś, kto opchnął swój mózg za tabliczkę czekolady. Bzykali się po kontach, ile wlezie. Chuj. Nie wnikam. Ale jednego dnia przyszła zapłakana, że ta męska kurwa miała czelność ją uderzyć. Się wkurwiłem i do niego poszedłem. Ona za mną. Nie wiem po chuj. No i zanim mu przyjebałem ten mi pokazał jej zdjęcia. A się wkurwiłem. Nie wiem na kogo bardziej. Ale chyba na nią. No bo to trzeba mieć nasrane we łbie, aby robić sobie takie zdjęcia i komuś wysyłać. No ale cóż… jej brak mózgu i możliwości adekwatnej oceny sytuacji postawił nas pod murem. Musieliśmy zrobić to co on chciał, bo jak nie to on by rozesłał jej zdjęcia. To kretynka i bez mózgowa brzydula, ale kocham ją jak własną siostrę, więc przystałem na ten jego chory warunek. Ja spełniłem swój, ona swój i tyle w temacie. - Powiedziałem trzymając jej rękę na głowie, kiedy ta chciała się na mnie rzucić, aby mnie walnąć, ale bez problemu udało mi się ją powstrzymać.

- Dużo przeklinasz. - Zauważył Twlyn.

- Mam do wyboru albo przeklinać, albo przypierdolić kobiecie. Chujem nie jestem więc wybieram przeklinanie. - Powiedziałem. Twlyn skrzywił się delikatnie i odwrócił głowę w bok. Dopiero po chwili zrozumiałem o co mu chodziło. On nadal myślał, że uderzył dziewczynę, a nie mnie! A ja mu z takim tekstem wyjeżdżam. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.

- No i bicie kobiet, to moja druga służbowa sprawa.

- Nie znalazłem jej. - Powiedział Anelin.

- Jak mam z nią pogadać i przeprosić, skoro nie pojawia się w szkole? - Zapytał Twlyn zaciskając dłonie w pięści. Cofnąłem się o krok.

- Emaen? - Zaczął Gelma’ar. Spojrzałem na niego. Gapił się na mnie wyczekująco. Pokiwałem przecząco głową, a ten nadal wlepiał we mnie te swoje szafirowe ślepia nie odpuszczając. Znał prawdę i czekał, aż sam się do tego przyznam.

- No dobra! Rozumiem! Nie gap się tak! - Krzyknąłem w jego kierunku i spojrzałem na Twlyn ‘a.- Nie musisz jej przepraszać. Ona się nie gniewa. Wręcz wie, że zasłużyła.

- Co ty gadasz?! Czy zasłużyła czy też nie uderzenie jej było totalną przeginką. - Powiedział. Odchrząknąłem kilka razy próbując modulować swoim głosem po czym spojrzałem na niego przepraszająco.

-„Skoro przeszkadza ci długość mojej spódnicy musisz być jebanym padałem i bzykać się po kontach z tymi, którzy zasad przestrzegali”.- Powiedziałem na jednym wydechu i czekałem na ich reakcje. A była taka jakiej się spodziewałem. Szeroko otwarte oczy i usta. Szok wymalowany na twarzy. Odchrząknąłem kilka razy.

- TY?!

- Ja.

- TY?!

- Niestety ja. - Powiedziałem, kiedy Twlyn zrobił krok w moją stronę.

- Twlyn zostaw.

- Ten gówniarz udawał dziewczynę! Gdybym wiedział, że to chłopak bardziej bym mu za takie odzywki jebął!

- Twlyn. - Chłodny głos Gelma’ara sprawił, że i ja się skuliłem w sobie, mimo że nie był kierowany w moją stronę. - Chłopak był szantażowany i zmuszony do tego, aby tak się pokazać ludziom dookoła siebie. To nie jego wina, więc się uspokój.

- Nie będę…

- Bo inaczej sobie pogadamy. - Warknął chłopak. W pokoju zapanowała cisza. Przyglądałem im się dokładnie zastanawiając się o co im tak właściwie chodziło. - A teraz trzecia sprawa i jesteście wolni. Na razie. - Zaznaczył Gelma’ar.

- Słucham?

- Chciałem osobiście zobaczyć i poznać mojego parkowego prześladowcę. - Powiedział przyglądając mi się uważnie. On wiedział! Wiedział, a ja zacząłem wpadać w panikę! Wiedziałem co się stanie i nie mogłem nad tym zapanować! Upadając na kolana zacząłem szybko wszystko wyrzucać ze swojego plecaka nim zbyt wielki atak paniki odbierze mi przytomność i będzie trzeba dzwonić po karetkę, kiedy duszności nie będą chciały przejść. Poczułem jak Caibre podaje mi mój fioletowy inhalator i uspakajająco głaszczę mnie po plecach mówiąc do mnie cichym głosem, że wszystko będzie w porządku i nie mam się czym denerwować. Kazała mi spokojnie i głęboko oddychać.

Posłuchałem jej.

Oddychałem…

Uspokajałem się…

Nie wiedziałem, że pokuta za moje grzechy wstrząśnie moim światem.



**

Przecinając szybko ciemny park słyszałem za sobą jakieś rozmowy i śmiechy. Wiedziałem, że wracanie o tej porze tym miejscem do domu było głupotą, ale to była jedyna droga jaką mogłem obrać. Nie moja wina, że musiałem oddać zaległe książki do biblioteki i się w niej zasiedziałem, a teraz musiałem przechodzić przez ten park uważając, aby nie zobaczył mnie ktoś kto nie powinien. A takie osoby, to każda pijana osoba bądź napalona, która omyłkowo mogła mnie wziąć za kobietę, co dość często mi się zdarzało.

W ogóle nie rozumiałem tych wszystkich napalonych i pijanych debili, którzy mylili mnie z kobietą. Przecież ja miałem stanowczo za mało na górze, a za dużo na dole, aby mogli mnie z nią pomylić, ale widać znajdowały się takie jednostki, które jednak miały spaczone umysły i postrzeganie otaczającej ich rzeczywistości, że wielokrotnie wzięto mnie za kobietę, przez co musiałem uciekać, jeżeli było ich wielu. Jeżeli była to tylko jedna osoba najpierw dostawała ode mnie po jajach, a dopiero później uciekałem.

Nie interesowało mnie, że jako inny facet byłem nie fair w stosunku do nich i nie powinienem stosować takich ciosów poniżej pasa, ale oni nie musieli wyobrażać sobie jak się wpychają w mój tyłek. Oni byli nie fair w stosunku do mnie biorąc mnie za kobietę, ja byłem taki sam w stosunku do nich i kopałem po jajach. Wiece prawo silniejszego czy prawo dżungli. Zjedz bądź zostań zjedzony. A ja nie miałem zamiaru zostać zjedzonym. Jestem ciężkostrawnym osobnikiem.

Odetchnąłem z ulgą, kiedy dojrzałem swój blok. Jeszcze jakieś trzy minuty i będę bezpieczny w swoim pokoju cisnąć w PS4. Uśmiechnąłem się delikatnie do swoich myśli, w których już przesiedziałem całą noc grając na konsoli i pochłaniając masę owoców oraz pijąc herbatę.

Wiem.

Jestem dziwny.

Normalny dzieciak w moim wieku opychałby się chipsami i pił napoje gazowane. Ja gazowane piłem tylko raz w roku. Na moje urodziny. A chipsów nie znoszę od małego. Kilka razy próbowałem je spróbować, ale mi nie podpasowały i zrezygnowałem z wmuszania ich w siebie, aby tylko być jak inni. Kiedy inne matki kupowały dzieciakom chipsy i słodycze moja kupowała owoce i warzywa i wymyślała z nich przeróżne przekąski.

Z początku jak mnie ktoś poznawał to się ze mnie śmiał nie mogąc zrozumieć, dlaczego tak robię, a nie inaczej. Jak im tłumaczyłem, że nie lubię chipsów i słodyczy patrzyli na mnie jak na debila. Wtedy ja się pytałem, czy są jakieś owoce i warzywa, za którymi nie przepadają. Oni mi podawali całą listę, wtedy im to porównywałem. Mówiłem, że dla mnie chipsy i słodycze są jak dla nich owoce i warzywa.

Nie wiedziałem skąd mi się to wzięło. Tak samo jak nie paliłem. Spróbowałem raz. Skrzywiłem się. Powiedziałem, że tego gówna palić nie będę, bo mi nie smakuje. Jak inni palą to już ich problem, nie mój.

Drgnąłem, kiedy z naprzeciwka zmierzała w moją stronę grupka jakiś osób. Z daleka mogłem zauważyć, że są to osoby w stanie nietrzeźwym. Skrzywiłem się i opuściłem głowę w dół nie chcąc nawiązać z nimi kontaktu wzrokowego.

- No hej Maleńka. - Skrzywiłem się, kiedy oczywiście któryś z nich się pomylił i wziął mnie za kobietę. I na dodatek śmierdział!

- …- Spojrzałem tylko na niego po czym próbowałem ich wyminąć, ale jego dwóch kumpli zagrodziło mi drogę nie pozwalając mi przejść. Osiedlowe drechy. Jak nic.

- Gdzie to się Skarbie wybierasz? Nie zostaniesz z nami i nie dotrzymasz nam towarzystwa. Znamy bardzo ciekawe miejsce. - Zawołał ten co wcześniej do mnie mówił. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i spojrzałem na chwilę na gwiazdy. Były takie ładne i tak daleko. No i miały święty spokój. Nikt ich nie denerwował i nie zaczepiał jak te pijaki właśnie mnie.

- Jak coś to Maleńki. Nie mam zamiaru z wami zostawać i dotrzymywać wam towarzystwa, bo to wy nie będziecie w stanie dotrzymać go mnie. I nie mam zamiaru z wami iść pod kolejny monopolowy, aby się z wami narąbać.

- Hę?!

- Stary, to nie baba! - Krzyknął jeden z tych, którzy zagrodzili mi drogę.

- Dobrze, że tak szybko się zorientowałeś i nie zdążyłeś się podniecić moim widokiem. Nie zawsze mam szczęście, że inni tak szybko łapią, że próbują grupowo zgwałcić jakąś biedną laskę. Jak to będzie brzmieć na policji. Złapani w parku za gwałt na kobiecie czy złapani w parku za gwałt na nastoletnim chłopaku. Co gorsze? - Zapytałem zaciskając prawą rękę w pięść. Nie miałem zamiaru poddać się bez ewentualnej walki.

- Emaen. - Usłyszałem za sobą głos, który słyszałem raz w życiu, ale bez problemu rozpoznałem jego właściciela. Jęknąłem głośno pod nosem i spojrzałem w tamtą stronę. A jak! Gelma’ar stał za mną z pozostałą dwójką z Rady Uczniowskiej i o dziwo z Caibre. Jeszcze ich mi tutaj brakowało. A pojawienie się tego pierwszego mogło przynieść poważne problemy i katastrofę. Najpierw dla tych pożal się boże fagasów, którzy mnie zaczepili, a później dla mnie. Nie chciałem jednak o tym jak na chwile myśleć i zepchnąłem swoje życiowe rozterki w głąb swojej świadomości, i tak przecież tego nie zmianie. Nie ważne jak bardzo będę jęczeć, a on jest za bardzo uparty, aby w końcu to zrozumieć.

- Słucham?

- Coś się stało? - Zapytał patrząc uważnie na mężczyzn, którzy widocznie nie byli zadowoleni z tego, że ktoś jeszcze się napatoczył na nasze małe spotkanie.

- Mam z panami debatę. - Odparłem poprawiając delikatnie plecak na ramieniu.

- Na temat??

- Tego co gorsze. Zostać złapanym w parku za gwałt na kobiecie czy zostać złapanym w parku za gwałt na nastoletnim chłopcu. Właśnie mieli mi udzielić odpowiedzi, kiedy nam przerwaliście.

- Jebnięty jesteś? - Zapytał zaskoczony Twlyn. Spojrzałem na niego marszcząco delikatnie czoło.

- Przecież to jest ważny temat debaty. Sam się zastanawiam co dla takich ludzi było by gorsze. A dla was?

- Zgwałcenie faceta. - Powiedziała Caibre. Spojrzałem i zmarszczyłem czoło.

- Czyli dla ciebie, jeżeli facet zgwałci faceta to ma mniej przejebane niż jakby zgwałcił kobietę? Kobietę może faceta już nie.

- Nie może nikogo. - Powiedział Gelma’ar. Jego odpowiedź mi się bardziej podobała. Spojrzałem w stronę pijanych facetów, którzy do końca nie wiedzieli co się dzieje.

- Czyli dzisiaj mnie zbytnio nie zaliczycie. W sumie to nigdy mnie nie zaliczycie, więc sorry. - Powiedziałem i wzruszyłem ramionami, kiedy bez słowa zawinęli się w tylko sobie znanym kierunku. Wziąłem głęboki oddech. Póki co jestem jeszcze bezpieczny, ale jak tylko będziemy sami to się dopiero zacznie jazda bez trzymanki. I oczywiście to będzie moja wina! Bo to niby ja kogoś znowu prowokowałem! A to, że oni sami do mnie przyłazili to już mniejszy problem. Pokręciłem przecząco głową. - Dziwni jacyś. Przynajmniej mogli się pożegnać jak już nie mieli mnie zamiaru dalej gwałcić.

- Ty serio jesteś jebnięty.

- Dlaczego tak uważasz?

- A kto normalny gadałby o takim czymś ze swoim potencjalnym gwałcicielem? - Zapytał Twlyn. Wzruszyłem ramionami. I tak tego nie zrozumie. Przeszedłem kilka kroków do maszyny z napojami i wybrałem sobie zimną herbatę.

- To jest Emaen, tego nie ogarniesz. - Powiedziała Caibre. Ona to za pewne miała wiele do powiedzenia na temat moich odchyłów.

- Wiesz coś o tym? - Zapytałem zaczepnie odkręcając butelkę napoju. Upiłem łyk i skrzywiłem się. Było słodkie! Spojrzałem na etykietkę. Wziąłem napój z cukrem. Cmoknąłem z niesmakiem językiem i skierowałem swoje kroki znowu w stronę tej przeklętej maszyny tym razem stawiając na zwykłą wodę.

- Znam cię całe życie, więc się przyzwyczaiłam. Niczego przede mną nie ukryjesz. - A byś się zdziwiła pomyślałem i spojrzałem przelotnie na niebo po czym znowu pokręciłem przecząco głową. - Trzymaj. - Powiedziała i podała mi kilka drobniaków. Bez słów rozumiałem o co jej chodziłem. Podałem jej herbatę wiedząc, że ją wypije. Ja bym to pewnie w domu wywalił, jeżeli któryś z rodziców by tego nie chciał.

- Nie mów, że to wypijesz. - Powiedział Twlyn patrząc na nią. Ta tylko kiwnęła twierdząco głowa po czym przyssała się do butelki. Ten się skrzywił jakby brała coś obrzydliwego do ust.

- Miałeś penisa w ustach, a mówisz fuj na to, że pije herbatę? - Zapytała zaskoczona. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zboczona jędza.

- Głośniej to powiedz. Jeszcze połowa bloków cię nie słyszała. - Warknął Twlyn. Wysunąłem pospiesznie dłoń i zasłoniłem nią usta dziewczyny, kiedy głośniej nabierała powietrza do płuc. Spojrzałem na niego jak na idiotę.

- Jej dwa razy nie musisz o to prosić. - Powiedziałem, a kiedy ten się zorientował co ona chciała zrobić, pożegnałem się z nimi i ruszyłem w stronę domu. Ciągle czułem na sobie czyjeś spojrzenie. Nie odwróciłem się. Nie chciałem wiedzieć kto się tak na mnie gapił, chociaż miałem co do tego swoje przypuszczenia.



**

Jakiś tydzień po tym natknąłem się jeszcze raz na swoich „przyjaciół niedoszłych gwałcicieli” w parku i zmuszony byłem przed nimi uciekać. Prawie przejechał mnie samochód, kiedy dużo nie myśląc wpakowałem się na jezdnie, aby uniknąć tego cholernego gwałtu czy napaści. Nie wiedziałem co im do końca chodziło po głowach. Wtedy z drugiego samochodu, który się zatrzymał, a który zrobiłby ze mnie mielone pierwsza klasa wysiadł przewodniczący szkoły. Nie był zadowolony, że wpakowałem mu się pod koła. Bez słowa i z delikatnością, której by mu pozazdrościł jakiś górski troll wciągnął mnie do swojego auta i ruszył w sobie znanym tylko kierunku. Bałem się oddychać, a co dopiero pytać, gdzie mnie zabiera.

Zatrzymał się przed blokami po drugiej stronie parku. Jakbym dobrze wyostrzyły wzrok będąc u siebie na balkonie może bym je zobaczył. Nie byłem pewny. Musiałem to kiedyś sprawdzić. O ile wyjdę z tego żywy. Dlaczego on mnie tutaj zabrał?? Gdzie byliśmy i czego on ode mnie chciał?

Wyszedł z samochodu i nie czekając na mnie ruszył przed siebie. Kiedy zamknąłem za sobą drzwi auta, te się zablokowały i uruchomił się alarm. Spojrzałem na niego i przełknąłem głośno ślinę. Czy miałem iść razem z nim? Kiedy chciałem się ewakuować ten jakby to wyczuł i spojrzał w moją stronę takim wzrokiem, który jasno dał mi do zrozumienia, że mogę tylko przebierać nogami do przodu. Każdy krok wykonany w tył będzie czynem niewybaczalnym i od razu karanym.

Wypuszczając głośno powietrze z płuc ruszyłem za nim chociaż za bardzo nie miałem na to ochoty.

Wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem wiadomość do matki.



Kochana mamo, pisze do ciebie, aby się z tobą pożegnać. To co mnie za chwilę spotka pewnie sprawi, że zniknę z powierzchni ziemi.

Pamiętaj, że zawszę będę przy tobie i cię kocham.

E.



Wysłałem to do niej, kiedy podchodziłem do windy. Nim do niej wszedłem dostałem wiadomość zwrotną od matki. Spojrzałem na nią i miałem ochotę strzelić sobie w łeb.



Zanim znikniesz z powierzchni ziemi posprzątaj swój pokój i kup jajka oraz mleko po drodze.

Mama.



Na niej zawsze można polegać nie ma co. Jakbym jej napisał, że mnie porwano i chcą mnie sprzedać na czarnym rynku to by mi się kazała rozejrzeć, czy nie ma na tym rynku jakiś owoców po przecenie. Bezbłędna kobieta. Kręcąc przecząco głową wysłałem wiadomość jeszcze do jednej osoby. Wiedziałem, że ona bardziej się przejmie.



Jak przestane się odzywać szukaj mojego grobu gdzieś u nas w parku albo w jego okolicach. Ewentualnie szukaj mnie gdzieś w dzielnicy Czerwonych Latarni.

E.



Wysiadając z windy zerknąłem na telefon i zacząłem się poważnie zastanawiać czy czasami nie zamieniono mnie w szpitalu czy coś, bo to bardziej Caibre przypominała moją matkę, a nie ja przypominałem ją. Odpowiedź tej postrzelonej baby brzmiała tak.



Będziesz dobrym nawozem dla parkowej roślinności. Jak trafisz do tej Dzielnicy to chcę zniżkę po znajomości.

C



Przystanąłem zaskoczony, kiedy Gelma’ar otwierał drzwi jakiegoś mieszkania.

- Um.… co to za miejsce?

- Moje mieszkanie. - Powiedział otwierając drzwi szerzej i wpuszczając mnie przodem. Spojrzałem na niego jak na idiotę. Ja mam tam niby wejść? Nie ma mowy! Jeżeli tam wejdę wiedziałem jak to się skończy, a ja nie chciałem z nim gadać. Chcę do domu! Z dala od niego i jego przenikliwego i wkurwionego spojrzenia!

Zrobiłem krok w tył, a wtedy on złapał mnie za przegub ręki po czym wciągnął mnie do swojego mieszkania. Jęknąłem ni to z zaskoczenia ni to z bólu. Skrzywiłem się, kiedy zamknął za nami drzwi i popchnął mnie delikatnie jak podejrzewałem jego pokoju. I się nie pomyliłem. Przeszliśmy obok wszystkich zamkniętych drzwi i zatrzymaliśmy się we wnętrzu jego pokoju, w którym znajdowało się wielkie łoże (łóżkiem to bym tego na bank nie nazwał), trzydrzwiowa szafa z lustrem, biurko, trzy regały zapełnione książkami oraz mały stolik i trzy fotele w kształcie poduszek do piłki nożnej. Wskazał mi na jeden z nich i ściągnął z siebie swój sweter. Otworzyłem szeroko oczy, kiedy moim oczom ukazał się widok jakiego nigdy bym się po nim nie spodziewał. Na jego obu rękach od łokci w górę ciągnęły się długie tatuaże. Na prawej ręce widniała głowa smoka, na lewej jego ogon. Podejrzewam, że przez całe jego barki ciągnęła się reszta jego tułowia. Odwróciłem od niego speszony wzrok, kiedy zauważył, że się na niego gapię. Kątem oka zauważyłem, jak ściąga swoje okulary i odkłada je na biurku po czym przeczesuje włosy do góry i pozostawia je w takim nieładzie. Wglądał jak całkiem inna osoba.

- Napijesz się czegoś? - Zapytał podchodząc do drzwi swojego pokoju. Spojrzałem na niego.

- Herbatę, jeżeli to nie problem. - Powiedziałem. Ten bez słowa wyszedł z pokoju. Co ja tutaj w ogóle robię? Po co on mnie tutaj przyciągnął i jeszcze proponował mi coś do picia? Pokręciłem przecząco głową dochodząc do wniosku, że i tak nie uzyskam na te pytania odpowiedzi sam i musiałem na niego poczekać.

- Proszę. - Powiedział i postawił przede mną kubek z parującym napojem. Spojrzałem na niego niepewnie. Nie wiedziałem jak miałem się zachować i co miałem zrobić w takiej sytuacji.

- Um dziękuje? - Zapytałem. Prychnął pod nosem i napił się czegoś ze swojego kubka. Po zapachu zorientowałem się, że pije kawę. Kawę? Czyli nie muszę… - Mogę wiedzieć, dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?

- Czeka cię kara za twoje grzechy i ignorancje. - Powiedział to całkiem poważnie. Zacząłem się głośno śmiać, ale kiedy jego wyraz twarzy nie zmienił się nawet na jotę spojrzałem na niego zaskoczony.

- czekaj. Ty mówisz całkiem serio? - Zapytałem gapiąc się na niego jak sroka w gnat. On nie żartował?! Co tutaj się kurwa wyprawiało?!

- Przez twoje odzywki mój kumpel został zawieszony w szkole przez co miał problemy w domu, a jak widzisz…- Przeciągnął prawą dłonią po lewej ręce po tatuażu. - Wywodzimy się z tych rodzin. Po drugie nie potrafisz szanować kobiet. A po trzecie sam miałbym przez ciebie problemy gdybym cię dzisiaj przejechał autem. Trzeba ci przetrzepać skórę. - Powiedział. Chciał mnie bić? Nie podniósł na mnie wcześniej ręki, więc jego wywód trochę mnie zaskoczył. Wgniotłem się w fotel obserwując dokładnie jego każdy ruch.

- Twój kumpel nie musiał mnie bić, zawsze tak do niej gadam, to trzeba było mnie przejechać.

- Strasznie pyskujesz i nie masz szacunku do starszych. - Odbił piłeczkę marszcząc delikatnie brwi. Nie spodobało mu się to ostanie.

- Odzywam się do ludzi tak jak na to zasłużyli, a na szacunek trzeba sobie zasłużyć i zapracować.

- Nie potrafisz dochować tajemnicy.

- Potrafię! - Krzyknąłem i zasłoniłem pospiesznie usta. Uśmiechnął się pod nosem. Tutaj chciał uderzyć drań jeden!

- Twój atak astmy w szkole…

- To ty to poruszyłeś nie ja. Ja bym nie powiedział, że cię obserwuję w parku. Ty to powiedziałeś!

- Nie mówiłeś czasami Caibre, że mnie obserwujesz?

- Nie powiedziałem, że CIEBIE obserwuje tylko, że jest pewien CHŁOPAK, którego obserwuje.

- Prowokowałeś tych facetów w parku do tego, aby cię przelecieli.

- Gdyby to zrobili właśnie dzisiaj wyławiano by ich ciała z rzeki, a ty jakby nigdy nic piłbyś sobie kawkę w pokoju i udawałbyś zaskoczonego, że takie coś miało w ogóle miejsce. - Sarknąłem i odwróciłem się do niego bokiem, aby nie widzieć jego twarzy. - Od samego początku ci powiedziałem, że nie chce tego ukrywać i że to mi nie przeszkadza. Mogliśmy przynajmniej powiedzieć twoim przyjaciołom oraz Caibre, ale nie bo po co. Tak będzie lepiej. Tak będzie bezpieczniej! Nie jest lepiej! I nie jest bezpieczniej!

- Nie krzycz.

- Nie będziesz mi mówić co mam robić! Od półtorej roku od kiedy się spotykamy mówisz mi co mam robić i kiedy! Nawet nie mogę z tobą normalnie porozmawiać, kiedy jestem poza twoim pokojem i nie pije tej cholernej herbaty, a ty kawy. Jakbyś nie wziął tej jebanej kawy nie mógłbym poruszyć tego tematu, bo w końcu nie dałbyś mi sygnału, że droga wolna.

- Emaen. – Zaczął twardo. Pokazałem mu środkowy palec nawet na niego nie patrząc. - Mówiłem ci, że do póki nie skończysz szkoły musimy to wszystko ukrywać, a później, jeżeli chcesz to nawet kupie sobie bluzkę z twoim zdjęciem na piersi i plecach i napisze tam, że z tobą chodzę.

- Ja nie chcę czekać jeszcze trzech lat!

- Pamiętasz co się ostatnio stało?

- Nie obchodzi mnie….

- PAMIĘTASZ?!- Krzyknął. Drgnąłem. On nie krzyczał, tylko mówił spokojnie. A jak krzyczał…. Zacisnąłem drżące wargi.

- Zostałem dźgnięty nożem w plecy. - Powiedziałem cicho. Od półtorej roku spotykam się z tym gburem. Po pół roku zostałem zaatakowany przez jakąś jego potencjalną narzeczoną i wylądowałem na miesiąc w szpitalu. Caibre była wtedy na wakacjach u dziadków więc nie musiałem jej niczego mówić. Ale moi rodzice musieli poznać prawdę. I poznali. Nie byli z początku do końca zachwyceni, ale Gelma’ar ma pewien pomysł, ale musiał mnie do niego przekonać. Z początku nie wiedziałem o co mu chodzi. Po tym jak mi go przedstawił zdenerwowałem się na niego i nie odzywałem się do niego przez rok. No bo jak to mieliśmy udawać przed całym światem jakbyśmy się nie znali i nigdy nic między nami nie zaszło. Dopiero jak jestem u niego w mieszkaniu możemy się zachowywać tak jak na normalną parę przystało albo jak on ukradkiem przemykał się do mnie do domu i spędzał u mnie noc za zgodą rodziców. Musiałem udawać, że go nie znam, że nie wiem kim jest i kłamać w kwestii swoich uczuć. Powiedział swojemu ojcu, że ma mu nie szukać żadnej narzeczonej ani nic, bo on kogoś ma, ale pozna tą osobę dopiero za trzy lata jak skończę liceum. Wiedziałem, że wymyślił to dla mojego bezpieczeństwa. Ale ja już powoli nie miałem siły. Wiecie jak to ciężko jest przejść koło niego na mieście i udawać, że się go nie zna. Później w szkole kiwnąć mu tylko na przywitanie, bo w końcu on jest z SU i wszyscy go znali. Jak to jest ignorować te wszystkie laski, które sikają na jego widok i udawać, że mnie to nie rusza. Później się z nim pokłóciłem, bo pobił się z pewnym chłopakiem, który śmiał na mnie przychylnie spojrzeć i zawieszono go w prawach ucznia. Za karę ojciec zabrał go do głównego domu, a ja nie mogąc się z nim skontaktować skończyłem jak dziewczyna. Myślałem, że on się nigdy o tym nie dowie, bo będzie mi suszył głowę o to, że się na to zgodziłem. Gniewając się na niego pewnego dnia zauważyłem, że pojawia się w parku niedaleko mojego domu. Mogłem go obserwować. Tego mi nikt nie zabronił. W końcu mogłem sobie popatrzeć na to co należało do mnie. Ale chciałem więcej. Chciałem go dotknąć. A po tym jak się dowiedziałem, że Caibre skorzystała z jego pomocy i jeszcze mu powiedziała, że byłem DZIEWCZYNĄ i to z nią się pierwszy raz CAŁOWAŁEM myślałem, że sam się zabiję. Już wiedziałem, jak zareaguję na te ekscesy, a on mi tutaj przy wszystkich powiedział, że jestem jego stalkerem! Ten to miał tupet! Ja się rok pilnowałem, aby się z niczym nie zdradzić, a ten jakby nigdy nic wyjeżdża z takim tekstem przy innych. A teraz jak PRZEZ PRZYPADEK by mnie potrącił, bo goniła mnie grupka pijaków, to oczywiście cała wina spadała na mnie.

Moi rodzice już dawno go zaakceptowali i nawet polubili, ale nadal popierali jego głupi pomysł ukrywania się. Aż miałem ochotę im powiedzieć, żeby sami przed światem ukrywali swój związek. Ja nie chciałem już tego robić. Chciałem, aby wszyscy wiedzieli, że ja też jestem z kimś w związku. Że jestem szczęśliwy. Kocham i jestem kochany. Ale dopóki ten gbur nie powie, że możemy to innym powiedzieć, to nie mam co liczyć na to, aby inni się dowiedzieli.

- Musisz wytrzymać…

- Przez trzy lata masz mnie nie ruszać.

- Słucham? - Zapytał pochylając się nade mną i próbując mnie pocałować.

- Skoro ja nie mogę powiedzieć innym, że jesteśmy razem do póki nie skończę szkoły, tak ty nie możesz mnie ruszać do tego czasu. - Powiedziałem oburzony próbując się od niego odsunąć, ale mi na to nie pozwolił.

- Możesz powtórzyć, bo chyba źle cię zrozumiałem.

- Powiedziałem, że….

- Kara za twoje grzechy. - Powiedział i pochylił się nade mną.

- Przestań! - Krzyknąłem, kiedy ten bezceremonialnie zaczął mnie łaskotać i wyrwał z mojego gardła głośny śmiech oraz krzyk. Nie przestawał mnie łaskotać, dopóki nie zacząłem go o to błagać i przepraszać za wszystko za co w jego mniemaniu sobie na to zasłużyłem. Pochylił się i pocałował mnie namiętnie przytrzymując sztywno moją głowę abym czasami nie uciekł nią gdzieś na bok. Skrzywiłem się i odsunąłem go od siebie delikatnie. Zmarszczył czoło. Nie spodobało mu się to. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę gum do żucia i dałem mu jedną. Przekręcił oczami i posłusznie wziął gumę do ust.

- Mógłbyś już mi odpuścić.

- Nie. Śmierdzisz fajkami. Ja się z popielniczką całować nie będę.

- Dramatyzujesz. - Powiedział i pochylił się nade mną. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Walczyłem z nim o to od prawie dwóch lat od kiedy jako uczeń pierwszej liceum uratował dzieciaka z drugiej gimnazjum przed pobiciem i po spraniu kilku ludzie ze swojego liceum odpalił przy mnie fajkę. Zamiast mu podziękować powiedziałem, że śmierdzi i sobie poszedłem. Pół roku później zostaliśmy parą.

Jęknąłem głośno w jego usta, kiedy przejechał językiem po moim podniebieniu zostawiając mi w ustach gumę, którą mu dałem. Przyciągnąłem go bliżej siebie pozwalając mu się na mnie położyć na tyle na ile pozwalał mu fotel.

Warknął i oderwał się ode mnie po czym pociągnął mnie w stronę łóżka i rzucił na mnie przygniatając mnie do niego i wyciągając ze mnie głośny jęk.

- Gelma’ar słuchaj…- Urwał głos od strony drzwi. Spojrzałem tam gwałtownie i jęknąłem głośno zakrywając się poduszką.

- Twlyn wypierdalaj! - Warknął Gelma’ar nie przestając dobierać się do moich spodni. Najwidoczniej jego przyjaciel posłuchał, bo po chwili leżałem już na łóżku w samych majtkach i byłem przygniatany do miękkiego materaca przez jego umięśnione ciało. Chciałem coś powiedzieć, ale nie pozwolił mi na to całując mnie namiętnie i wpychając swoje wścibskie łapy pod moją koszulkę.

Widać co trzy miesiące bez kontaktu cielesnego z nim robiły. Byłem w szoku, że aż tyle wytrzymał, ale nie musiał się bić to by nie dostał zawieszenie i szlabanu na chacie. A wtedy…

- Kocham cię. - Jęknąłem, kiedy przejechał paznokciami po moim torcie i palce zatrzymał na gumce od majtek. Spojrzał mi w oczy.

- Czy uwierzysz, że pomimo tego, iż jestem skończonym chujem również cię kocham na swój własny pojebany sposób.

- Podoba mi się twój chuj i pojebany sposób kochania mnie. - Warknąłem i przyssałem się do jego szyi, kiedy zaczął majstrować przy mojej bieliźnie. Zaśmiał się cicho i pozwolił mi na to, mimo że planowałem mu zrobić malinkę.

Ciekawe jak się z tego wytłumaczy?

Chociaż mu będzie łatwiej się wytłumaczyć z jednej malinki, a nie tak jak mi z całego ciała obsypanego malinkami śladami zębów oraz zadrapań, które niewątpliwie na mnie zostawi. Zawsze je zostawiał.

Moim grzechem było to, że go poznałem….

I cieszę się, że jestem grzesznikiem oraz zgrzeszyłem….

Ponieważ jestem szczęśliwy i kochany….

Mój Grzech….

Gelma’ar…

************************************
No i to koniec tego "krótkiego" rozdziału. Mam nadzieję, że wam się spodobał.
Pozdrawiam Gizi0031 

niedziela, 10 czerwca 2018

6- 17 Mur (ostatni)

a teraz zapraszam na ostatni rozdział tego opowiadania.
Sama nie wiem co o nim myśleć...
*****************************

Przeciągnąłem się mocno patrząc w gwieździste niebo. Teraz przypadła moja kolej warty. Pierwsza warta w życiu jaka mi dano prawie rok po tym jak opuściliśmy pozostałości Muru 17 i od kiedy wędrujemy po świecie ukrywając się przed pozostałą trójką żywych kapłanów. Thea Biała Gwiazda Lefkoteri z Muru 16, Agappe Żywy Duch Enazonma z muru 9 oraz Youyou Tańczące Życie Chorefzoi z Białej Świątyni. Polowało na mnie trzech bardzo specyficznych kapłanów i dość upartych. Przy nich moja moc Drugiego Wcielenia wcale nie działała. Nie mogłem się przed nimi bronić w tej formie, a jako człowieka nie chcieli mnie wysłuchać nie wierząc w moje zapewnienia, że to nie ja zabiłem innych Kapłanów. Blokowali swoje umysły nosząc na głowie Smocze Klejnoty. Przez to nie mogłem przekazać im swoich wspomnień oraz myśli.

Dla nich byłem zdrajcą numerem jeden i nie mogli mi zaufać. Musieli się mnie pozbyć, aby żaden inny mur nie ucierpiał tak jak biedacy z Czarnego Muru!

Pal licho, że to właśnie ci biedacy wybili prawie wszystkich Kapłanów, ale oczywiście wina spadła na mnie.

A ukrywanie się przed nimi nie zawsze było łatwe i przyjemne. Czasami zastanawiałem się czy nie lepiej byłoby się po prostu oddać w ich łapy i mieć święty spokój. Ale szybko zrezygnowałem z tego pomysłu po tym jak niby przypadkiem o tym napomknąłem przy jednym z posiłków i Tyree rozwalił mi czoło metalową miską, z której właśnie jadł. Serio. Zamachnął się miską pełną gorącej zupy i trafił mnie nią centralnie w czoło. Nie dość, że mnie poparzył, to przez niego na samym środku czoła mam bliznę w kształcie kopniętej litery „V”.  Agresywny gówniarz. Pilnował mnie na każdym kroku. Czasami miałem go na serio dosyć. Więc zacząłem mu dogryzać. „Właśnie idę się umyć, czy mogę się oddalić sam, czy jednak masz zamiar mi towarzyszyć” albo „Muszę na stronę, ale nie wiem czy mogę iść sam więc chodź ze mną będziesz miał na mnie oko, kiedy stawiam klocka w pobliskich krzakach” bądź „swędzą mnie jajka, ale nie mam odwagi cywilnej się po nich podrapać więc może zrobisz to za mnie, tylko proszę bądź delikatny, bo ja się wstydzę”. Nabijałem się z niego, a ten za każdym razem strzelał buraka nie wiedząc, jak ma mi na to odpowiedzieć. W końcu Ivar się nad nim zlitował i powiedział mu co ja tak naprawdę robię. Tyree obraził się na mnie na kilka dni, ale nadal nie odstępował mnie na krok. I uwierzcie mi bądź nie… obserwował mnie, kiedy się kąpałem, był przy mnie w krzakach, kiedy poszedłem na stronę.

I uwaga!!!

Tak!

Nawet próbował mnie podrapać po jajkach, kiedy sam chciałem to zrobić.

Strzeliłem go za to po łapach wydając dźwięk pełnego oburzenia. Ten się tylko zaśmiał i pokazał mi język po czym dodał, że sam zacząłem i mam przestać jęczeć. Ten dzieciak stanowczo za dużo spędzał czasu ze swoim starszym bratem, bo tak jak on chwilami zmieniał się w głupiego chuja i nic nie mogłem na to poradzić. A miałem nadzieje, że przy mnie na pewno wyjdzie na ludzi.

Ta…. Enakru…. Masz rację. Pokazanie dzieciakowi tego jak wybijasz wszystkich mieszkańców jego Muru to dobra metoda wychowawcza. Ja się w ogóle dziwiłem, że oni nadal ze mną są i mnie pilnują. Oczywiście pilnują, bo o towarzyszeniu mi w mojej podróży nie było mowy. Tego nie rób, tam nie idź, zostaw to!!

Czasami żałowałem, że jednak ich nie zabiłem tam w tym czarnym zakamarku, ale tak tylko czasami. Rzadko, ale czasami się zdarzało, a wtedy pozwoliłem wypłynąć uśmiechowi psychopaty na moją twarz, kiedy na nich zerkałem i wiedziałem, że oni wiedzą o czym w danym momencie myślę, ale nic sobie z tego nie robiłem. Jeżeli w takim momencie zmądrzeją i spuszą mnie trochę ze smyczy będę tak robiła za każdym razem.

Tak mi kiedyś przyszło na myśl, ciekawe jakby zareagowali, kiedy bym przy nich zamerdał swoim ogonem (mogłem go samego wypuszczać, kiedy chciałem- tak jak resztę ciała mojej drugiej formy) i zaszczekałbym jak pies. Czy powiedzieli by, że jestem dobry pies czy przywiązali mnie gdzieś do drzewa w lesie i porzucili uważając mnie za jakiegoś świra. Nie wiedziałem, jak zareagują, ale coraz bardziej mnie to pytanie nurtowało i coraz bardziej chciałem poznać na nie odpowiedź.

Spojrzałem na gwieździste niebo. Dzisiaj było bezchmurne. Na niebie świecił księżyc w pełni. Uwielbiałem ten moment. Jak jego wielka twarz ukazywała nam się w całej swojej pięknej okazałości. Chciałbym kiedyś zamieszkać na księżycu.

Prychnąłem cicho pod nosem i uniosłem się na klęczkach, aby dołożyć trochę drwa do ognia. Ogień odstraszał dzikie zwierzęta (ja też, ale pozostali nawet nie chcieli o tym wiedzieć), ale przyciągał rozbójników. Moi towarzysze mogli spać spokojnie, tylko ja musiałem pilnować ich bezpieczeństwa. Komuś takiemu jak mi powierzono swoje życie i bezpieczeństwo. Znowu prychnąłem cicho pod nosem oraz pokręciłem przecząco głową.

Co prychasz i nie dajesz porządnym ludziom spać??

Usłyszałem dobrze znany mi głos w głowie. Skrzywiłem się delikatnie dorzucając do ogniska. Odwróciłem się w stronę leżącej nieopodal postaci i pokazałem mu język.

Odciąć ci ten jęzor? I jeżeli pokażesz mi tego palca o którym teraz pomyślałeś, to ci go urwę i wsadzę ci go do dupy!

Westchnąłem. Jak to się stało, że ten pokręcony człowiek słyszał moje myśli a ja jego?? Okazało się, że kiedyś tak, ale to na serio bardzo dawno kiedyś tam na Murze 17 urodziły się w tym samym czasie dwie osoby o znakach obwieszczających narodziny Kapłana. Stary Czarny Kapłan, który dożył do stu drugich urodzin postanowił zrobić na złość Białej Świątyni. Jedno dziecko wysłał jako kandydata na Kapłana, drugie uczynił niewolnikiem całą jego moc pieczętując tatuażem łzy. Tatuaż ten pojawiał się pod okiem potomków tego niewolnika przekazując mu jednocześnie jakąś moc pierwszego z bliźniąt. Dowiedziałem się, że to był jakiś praprapraprapraprapraprapradziadek Ivara oraz jego brata. Ivar zyskał zdolność słyszenia i przekazywania myśli. Ale tylko tych aktualnych. A Tyree…. Cóż…. Empatia to jego moc. Biedny dzieciak. Już mu współczułem przy tak narwanych bracie.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że ja nadal cię słyszę. - Powiedział kładąc się bliżej mnie i opierając głowę na dłoniach. Spojrzał na mnie, kiedy się nie odezwałem. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.

- A ja ci powiedziałem, że masz tego nie robić, bo wielu moich myśli wolałbyś nie znać. - Warknąłem do niego jak do upartego dzieciaka. Syknął, kiedy odbił się od mojej mentalnej przeszkody. Od samego początku próbował sforsować moje myśli próbując odgadnąć co się wtedy stało na murze i dlaczego do tego doszło. Moje słowa „Zdradzili i chcieli dopuścić się zbrodni niewybaczalnej nikomu po raz któryś z kolei. Musiałem ich ukarać i powstrzymać od ciągłego popełniania tego samego błędu” najwyraźniej mu nie pasowały i chciał wiedzieć, DLACZEGO to zrobiłem, a ja nie mogłem się przemóc i powiedzieć mu prawdy. Bo jakbym mógł mu powiedzieć, dlaczego ich wszystkich zabiłem. A jeżeli się okaże, że umie bardzo dobrze ukrywać swoje myśli i on również….

- Jebne cię, jeżeli dokończysz to zdanie nawet w myślach. - Warknął na mnie łapiąc mnie mocniej za przegub dłoni. Skrzywiłem się. To również usłyszał, a nie chciałem, aby znali moje obawy. Nie rozumiał, że ja się najnormalniej w świecie bałem, że nawet oni mnie porzucą i zdradzą?! Wtedy już kompletnie będę sam!

- To nie słuchaj co mam w głowie i daj mi trochę prywatności.

- To nie krzycz w swojej głowię. Ja cię słyszę nawet jak śpisz i śnią ci się te wszystkie rzeczy i sytuacje. - Powiedział oburzony i zabrał rękę. Nie pomyślałem o tym co myślę, o tym, że zabrał swoją dłoń. Jeszcze by to usłyszał. Kolejną rzeczą, którą próbował wyczytać z moich myśli były trzy sposoby na zabicie mnie. Nie zdradziłem tego nikomu i nie zdradzę. Powiem mu, że zabić mnie może wypowiedziany rozkaz przy użyciu moich trzech imion albo, że osoba, którą kocham i która pokocha mnie może mnie zabić oraz że inny Kapłan może mnie zabić w swojej Drugiej Formie używając do tego broni zamoczonej w krwi osoby, która kocham. To jest niedorzeczne. Zaraz by chciał wiedzieć kogo kocham i jak mam na imię. W sensie moje pełne imię. Wypuściłem głośno powietrze z płuc, kiedy przybliżył się do mnie delikatnie. Zerknąłem na niego ciekawy co takiego robi. Spał. W najlepsze sobie zasnął w środku naszej rozmowy. Nie dziwiłem mu się. Od trzech dni to on pełnił wartę. Więc teraz moja kolej. Jeszcze dwie godziny i zmieni mnie Marui na cztery godziny po czym ruszamy dalej.

Odwróciłem się gwałtownie w bok. Usłyszałem z tamtej strony jakiś szelest. To na pewno nie było żadne zwierzę. Ona bały się ognia. A jeżeli to nie zwierzę to….

Spojrzałem na świat oczami mojego drugiego ja, wiedząc, że jeżeli to ktoś obcy, kto nigdy wcześniej tego nie widział, to się przerazi i zacznie krzyczeć w niebogłosy, ale jeżeli jakimś cudem ten człowiek, który ukrywał się za drzewami miał okazję zobaczyć innego kapłana i jego oczy nie wyda z siebie żadnego dźwięku. Przekrzywiłem głowę w bok. Znasz to uczucie, kiedy czujesz się jak osaczone zwierzę w klatce? Ja poznałem je przez ostatni rok i znowu mnie ono nawiedziło. Pochyliłem się delikatnie do przodu oddychając coraz ciężej.

Moje Drugie Ja chciało wyjść na zewnątrz.

- Enakru… spokój…- Powiedział Ivar mówiąc do mnie jak do psa. Najeżyłem się cały chcąc mu się sprzeciwić. Kim on jest, aby tak do mnie mówić?!- Po prostu się uspokój i przestań ujadać w swojej głowie. Chcesz to mogę zacząć cię traktować jak psa. - Odparł. Fuknąłem na niego zamykając w sobie swoje drugie ja. Ivar usiadł i spojrzał w tym samym kierunku co ja. Za nim w ślad poszły inne osoby. Nie spali. Czekali. Obserwowali...

Czekaj!

Czy oni czasami, aby nie specjalnie pozwolili mi stanąć na warcie, abym był… Nie zabierając oczu z drzewa, w które się wgapiałem strzeliłem Ivara otwartą ręką w potylice. Chłopak skrzywił się i spojrzał na mnie oburzony. - Co ty znowu odwala…- Urwał, kiedy pewnie usłyszał, jak ich wyzywam na czym świat stoi i kazałem mu się pierdolić swoim własnym mieczem i w ogóle miałem ochotę ich wszystkich roznieść. - Później o tym pogadamy. - Powiedział tylko na moje myśli. Prychnąłem i znowu strzeliłem go w tył głowy, kiedy na mnie nie patrzył. Warknął cicho pod nosem i złapał mnie za dłoń, kiedy znowu chciałem powtórzyć tą czynność.

- O czym??- Zapytał Tyree materializując się koło mnie. Prychnąłem i odsunąłem się od nich na tyle na ile mi na to pozwolili. - A mu co znowu??

- Nasza księżniczka dowiedziała się o naszym planie.

- Szybki jest. - Zauważył Marui. Zmierzyłem go chłodnym spojrzeniem nie robiąc sobie już nic z osoby, która nie wylazła jeszcze zza drzew.

- Gap się na drzewo a nie na niego. - Przypomniała mi Kanra. Pokazałem jej język i odwróciłem się do niej tyłem. Ivar właśnie wstał z ziemi i zrobił krok w stronę drzew. Ktoś pisnął cicho. Zmarszczyłem czoło.

- Thea zwariowałaś na stare lata. - Powiedziałem cicho wiedząc, że moja była przyjaciółka bardzo dobrze mnie usłyszy. -Wysyłać do mnie jednego ze swoich duszków?? Przecież wiesz, że się z nim rozprawię prędzej niż ty mnie tutaj znajdziesz.

- Pii-pi-piiiip-piiiiii-iiiii-pi- Zapiszczało coś między drzewami. Prychnąłem. Wiedziałem, że jej chowańce są bardzo nieśmiałe i nie wyjdą na widok, tylko dlatego, że znajdował się tutaj ktoś obcy.

- Zależy po co cię tutaj przysłała. Jeżeli po to, abyś jej powiedział, gdzie jestem, aby ta później mogła mnie zabić we śnie, to wtedy ja zabiję ciebie nim ruszysz się z tego drzewa.

- Pa-piii-ipi---pip----ipip-piiiipi-qapipo. - Zmarszczyłem czoło. Tego się nie spodziewałem. Nawet nie zdziwiło mnie to, że pozostali nie zdziwili się tym, że gadam z jakimś piskliwym osobnikiem i go rozumiem. Ostatnio powiedzieli mi, że nie zdziwi już ich kompletnie nic po tym jak przy nich zacząłem rozmawiać z najprawdziwszym niedźwiedziem, który chciał zaatakować nasz obóz, ale odwiodłem go od tego pomysłu i sobie poszedł.

- Przywołała cię przez sen. Co przez to rozumiesz? I o co chodzi z tym ostatnim?

- Co? - Zapytał Tyree. Pokazałem mu ręką, że później mu odpowiem na to pytania.

- Papai-ipao-qauai-opqoia-iipqwooa-qjapqoappio.- Wypuściłem głośno powietrze i potarłem zaskoczony kark. Tego się nie spodziewałem. Wiedziałem, że jej chowańcy zrodzeni w nocy pokażą jej prawdziwa duszę i myśli i nawet jej rozkaz za dnia nie zmieni tego, dlaczego się zrodziły. Dajmy na przydał teraz. Bardzo zabawny przykład. Aż chciało mi się śmiać.

- Wyjdź i pokaż nam się. - Powiedziałem. Po chwili na moim ramieniu siedział wielkich rozmiarów ptak, którego okalały czarno zielone płomienie. Thea nigdy nie miała dwóch takich samych chowańców więc tego widziałem po raz pierwszy. Czerwony ptak podobny do orła, którego okalały czarno zielone płomienie spojrzał na mnie dokładnie swoimi złoto- szarymi oczyma.

- Co to kurwa jest?!- Zapytał oburzony Ivar cofając się o krok.

- To jeden z wielu chowańców Thea. Ale ten jest wyjątkowy. - Powiedziałem i zaśmiałem się cicho na samą myśl o tym co sobie pomyśli sama Thea, kiedy go zobaczy.

- Wyjątkowy? To bydle?

- Ivar nie obrażaj go. On powstał z jej snu, czyli z tego czego pragnie jej dusza. W tym przypadku mojego szczęścia i bezpieczeństwa. Phi. - Zaśmiałem się i pogłaskałem stworzenie po grzbiecie. - Ale jej umysł chce zemsty. Chce mnie zabić. I nawet jeżeli wyda temu konkretnemu chowańcowi rozkaz, że ma mnie zabić ten tego nie zrobi. Powstał do ochrony mojego bezpieczeństwa, więc musi wykonywać moje prośby i polecenia a nie swojej prawowitej pani.

- HE?!- Grupowy szok rozbawił mnie jeszcze bardziej niż świadomość tego co moja przyjaciółka uczyniła przez przypadek i podczas snu. Dałbym wszystko, aby zobaczyć jej minę, kiedy w końcu się zorientuję co takiego uczyniła.

I to ja jestem narwany i w gorącej wodzie kąpany? To ciekawe co można powiedzieć o niej???





**

Drgnąłem. Znowu mnie ktoś obserwował. Wiedziałem, że tym razem w obozowisku zostałem ja i Ivar. Reszta udała się do pobliskiej wioski zrobić jakieś zakupy. Ja nie mogłem chodzić do takich miejsc, ponieważ wszędzie rozwieszono moje listy gończe i gdzie bym się nie zjawił każdy chciał mnie schwytać i przekazać ostatnim Trzem Kapłanom. Mnie już nawet za niego nie brano, mimo że nadal nim Byłem. Oni byli Jasnymi Kapłanami a ja Czarnym Zdrajcą. Odwróciłem się zerkając w stronę zmierzającego do mnie Ivara. Szedł jakoś dziwnie jakby mu się coś stało. Przyglądałem mu się przez chwilę ze zmarszczonymi brwiami, a kiedy poszedł do mnie zmierzyłem go dokładnie od stóp do głów.

- Co się gapisz? - Warknął. Był zły. Nie chciał abym się gapił. Nie chciał abym coś zobaczył. Coś mu się stało. Przeleciałem pospiesznie po jego ciele. Drgnąłem, kiedy zauważyłem coś czerwonego w jego prawej ręce.

- Ivar. Dłoń. -Powiedziałem wyciągając w jego kierunku swoją prawą rękę. Odtrącił ją i odwrócił się do mnie tyłem. Zabolało. Mimo tylu lat jego zachowanie i odrzucanie mnie nawet nieświadome z jego strony sprawiało mi ból. I to z każdym dniem silniejszy, a nie łagodniejszy jakby się mogło każdemu wydawać. Przełknąłem z trudem gule w gardle i spojrzałem na jego plecy, kiedy szukał czegoś w swoim plecaku. Zagryzłem mocno swoją dolną wargę i kopnąłem go mocno pod kolanami. Upadł na nie i odwracając się gwałtownie w moją stronę upuścił plecak, który trzymał. Spojrzał na mnie wkurwiony i poderwał się gwałtownie do góry. Znowu podciąłem mu nogi starając się unikać jego dłoni. Jako niższy od niego wiedziałem, że musze atakować nisko, jeżeli spróbuje zaatakować wyższe partie jego ciała to mnie złapie i już będzie po mnie.

- Enakru, do kurwy nędzy! - Warknął, kiedy znowu wylądował tyłkiem na twardej ziemi. Zrobił szybki ruch. Nawet nie zdążyłem zareagować, kiedy wsunął ręce między moje łydki i rozsuwając je gwałtownie oraz szarpiąc w dół sprawił, że upadłem na niego siadając na nim okrakiem. Przytrzymał moje dłonie koło swojej twarzy nie pozwalając mi się od siebie odsunąć. Spojrzałem na jego rękę, którą ściskał moją dłoń. Owiniętą miał ją kawałkiem jakiegoś materiału. Podejrzewam, że z jego płaszcza. Kiedy zorientował się na co się gapię próbował zabrać rękę. Nie pozwoliłem mu na to trzymając ją delikatnie, ale stanowczo. - Przestań robić taką minę. Przecież nic się nie stało.

- Kłamiesz. S-Stało. - Powiedziałem łamiącym się głosem. Usiadł delikatnie nadal pozwalając mi siedzieć na sobie okrakiem i starł z moich policzków łzy.

- Znowu wyjesz bekso mała?

- Tak! Znowu! I nie mów na mnie…- Urwałem, kiedy złapał mnie brutalnie za kark i przyciągnął do swojej twarzy wpijając się w moje usta. Jęknąłem zaskoczony. Ivar całował mnie zachłannie nie pozwalając mi się nawet odsunąć na milimetr. Trzymał mnie stanowczo przewiercając się przez moje wargi językiem. Wciągnąłem głośno powietrze przez nos, kiedy poczułem jego śliski organ na moim. Zawinął się dookoła niego i wciągnął go do swoich ust ssąc go zawzięcie. Z mojego gardła znowu wydobył się głośny jęk. Oderwał się na chwilę od moich warg i zbliżył usta do mojego lewego ucha.

- Pamiętasz co ci powiedziałem w dzień twoich dziewiętnastych urodzin u ciebie w domu po tym jak cię przelizałem w każdy możliwy sposób? - Zapytał. Zadrżałem na wspomnienie tamtego wieczora. Z całej siły próbowałem o nim zapomnieć, aby mnie nie rozpraszał i nie dawał żadnych nadziei. Przecież wtedy to było wtedy, wszystko się od tamtego czasu mogło zmienić. A teraz jest teraz. I on znowu całuje mnie tak jak dwa lata temu. Przełknąłem głośno ślinę, próbując z niego wstać, ale mi na to nie pozwolił. Moje urodziny wypadały za miesiąc. Miałem miesiąc, a on….

- Pamiętam. - Jęknąłem, kiedy zacisnął swoje dłonie na moich pośladkach.

- To skoro oboje pamiętacie co sobie obiecaliście dwa lata temu wstrzymajcie się przed orgią w naszym obozie, dopóki dzieciak nie skończy dwudziestego pierwszego roku życia. Sam postawiłeś mu taki warunek, więc przestań go macać. - Warknął Marui rzucając koło nas swoją część zakupów. Otworzyłem szeroko oczy. Czyżby…. Syknąłem, kiedy Ivar mocniej zacisnął dłonie na moich pośladkach.

- Wiem, że mam jeszcze miesiąc, ale mogę sobie chyba pomacać to co moje.

- Wszyscy wiemy, że w świetle prawa jesteś jego narzeczonym, ale my serio nie musimy widzieć tego co tutaj robicie. – Zauważyła Kanra. Jęknąłem głośno i ukryłem twarz w jego ramionach. Pamiętałem co mi powiedział w dzień moich urodzin. Że Kapłani zawsze zostają powiązani ze swoimi osobistymi ochroniarzami, którzy wybierani są również przez Wyrocznie, która nakazała im udać się te ten konkretny Mur a nie inny. Wiedziałem, że prędzej czy później skończę razem z Ivarem.

Dlatego Ivar z początku tak mnie traktował. A ja…. Ja byłem zły, za to że ten mnie tak traktował, a jednocześnie przykuł moją uwagę. Byłem nim od samego początku zainteresowany i chciałem, aby Ivar również był mną zainteresowany i obdarzył mnie jakimś ciepłym uczuciem, a nie zbliżył się do mnie tylko dlatego, że Wyrocznia mu to kazała.

Wiedziałem, że kiedy skończę dwadzieścia jeden lat Ivar nabędzie do mnie wszelkich praw i ślub będzie już tylko formalnością, ale chciałem czegoś więcej.

Chciałem, aby….

- Wiesz, że jakbym nie darzył cię jakimś gorącym uczuciem to nawet bym cię nie dotknął? - Szepnął mi cicho do ucha. Słyszał mnie! Znowu! - Głupi dzieciaku, nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do ślubu z tobą, jeżeli bym cię nie kochał, więc mi tutaj nie peniaj miesiąc przed ślubem.

- Czekaj. Co? - Zapytał Tyree zaskoczony. Ivar spojrzał na niego obejmując mnie szczelniej ramionami. Było mi tak dobrze. - Jak to ślub za miesiąc? Przecież….

- Nie posiądę go, jeżeli nie będziemy po ślubie. Chce, aby to było oficjalne i żeby później nie bił się z własnymi myślami, że niby dostałem to co chciałem, a później go zostawiłem. A poza tym zawsze chciałem to zrobić dopiero po ślubie, więc ślub będzie dopiero za miesiąc. - Powiedział Ivar. Nie mogłem uwierzyć, że rozmawiał z nimi o tym tak normalnie jakby gadali o pogodzie, a ja płonąłem cały ze wstydu na samą myśl o tym co miało się stać za miesiąc. Boże! Ja mu się miałem oddać, a on tak normalnie o tym rozmawiał jakby to było dla niego nic. - To nie jest nic. Stresuje się jak jasna cholera, więc przestań wymyślać. - Dodał, kiedy doleciały do niego moje myśli. Znowu…. Eh…. Już się poddałem. Chce niech słucha. Najwyżej on kiedyś tego pożałuje, a nie ja.

- Dopiero?! Czy ty do reszty ochujałeś?!

- Tyree…. Czekam pięć lat, a on dwa lata. Tak postanowiliśmy i tak będzie.

- Ty postanowiłeś chyba!

- Nie.- Przerwałem nastolatkowi i uniosłem delikatnie głowę do góry, aby mogli chociaż zobaczyć moje oczy. - To ja tak powiedziałem. Że nawet jeżeli skończę trzydzieści lat nie dam się nikomu ruszyć, jeżeli nie będę z tą osobą po ślubie. Jakby mi na tym nie zależało i jemu zrobilibyśmy… to…j-już dawno. - Mruknąłem i schowałem twarz w jego szyi nie chcą na nich dłużej patrzeć. Krępowali mnie. Mieli o tym się dowiedzieć dopiero za miesiąc, więc skąd….

- Kanra i Marui wiedzieli od samego początku. Jechali do Białej Świątyni jako twoi ochroniarze i jednocześnie moje mentalne wsparcie. A Tyree nie jest głupi i domyślił się jakieś trzy lata temu. - Odpowiedział na moje nieme pytanie Ivar. Skrzywiłem się delikatnie. Ciekawe czy w takim razie wiedział jak się naprawdę nazywam? - Wiem. Ale pozwolisz, że zachowam to dla nas. I tak nie mam zamiaru używać tego na głos przy ludziach. Co najwyżej będę tak do ciebie mówił w łóżku. - Dodał. Drgnąłem i odsuwając się spojrzałem mu głęboko w oczy. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Chciało mi się śmiać, kiedy wyobraziłem sobie jak używa mojego pełnego imienia w łóżku. Przecież to imię zabije cały nastrój! Pokręciłem przecząco głową uśmiechając się delikatnie pod nosem. Pewnie sobie ze mnie blefował. Nie ma szans, aby znał całe moje imię.

Genniménos tou thanátou inaczej Gennimtouthan Zrodzony z Śmierci Enakru. Kapłan 17 Muru, Kocham cię.

Wciągnąłem głośno powietrze przez nos. Znał je! Znał całe! Nawet tą dłuższą wersję! Jako jedyny Kapłan posiadałem dłuższą wersję swojego imienia! A on je znał.

- Kocham cię. - Wyszeptałem i wpiłem się w jego usta chcąc znowu być blisko niego. Kompletnie zignorowałem nasze towarzystwo. Wiedziałem, że Ivar właśnie pogonił ich specyficznym ruchem ręki po czym położył mi rękę władczo na karku i przyciągnął mnie bliżej siebie całując mnie zachłannie.

Wiedziałem, że czekało nas jeszcze dużo przeciwności losu i w każdej chwili cała nasza piątka mogła stracić życie, ale w tym momencie liczył się dla mnie tylko ten gorący mężczyzna oraz jego namiętne usta, które pożerały moje w brutalnym pocałunku, od którego nie pozwolił mi się odsunąć, o czym ja nawet przez chwilę nie pomyślałem.

Zrodzony z śmierci, a kochający najmocniej i na zawszę. Wiedziałem, że to klątwa mojego imienia. Zabrałem życie własnej matce. Jako jedyny Kapłan nie posiadałem imienia zapomnianego ponieważ moja rodzicielka nie zdążyła mi go nadać. Zabierając życie matce zdobyłem dar bezgranicznej i stałej miłości. Wiedziałem, że jeżeli kogoś znienawidzę to już na wieki i tak samo było z miłością. Jeżeli kogoś pokocham to nawet wieloletnie odrzucenie i ranienie oraz rozłąka nie zmienią moich uczuć.

Dlatego już w powozie wiedziałem, że przepadłem….

To właśnie wtedy się zakochałem….

Już wtedy wpadłem w ramiona Ivara oddając mu całe serce chociaż wtedy o niczym nie wiedziałem…

Kochałem i byłem kochany.





The end😊

Pisane od: styczeń 2018 do: 02.05 2018

Stron: 37

Wyrazów 16311


***********************************
tak szczerze, ale szczerze....
czy to opowiadanie miało jakiś sens??
pozdrawiam
Gizi0031

niedziela, 3 czerwca 2018

5- 17 Mur

Zapraszam do czytania:)
**********************************

Obudziłem się zlany potem, kiedy kolejne istnienie zniknęło z mojej świadomości. Nie wiedziałem co się dokładnie działo i dlaczego się działo, ale od moich ostatnich urodzin, czyli jakieś dziesięć miesięcy temu powoli zaczęły znikać z mojej głowy natrętne głosy podświadomości, które tak naprawdę należały do innych kapłanów. Mimo dzielącej nas odległości mogliśmy się ze sobą komunikować, kiedy chcieliśmy, ale nie robiliśmy tego za często chcąc przyzwyczaić się do nowego miejsca i otoczenia. Mieliśmy się ze sobą porozumieć w ten sposób tylko wtedy, kiedy sytuacja będzie naprawdę poważna i nie będziemy w stanie sobie sami z nią poradzić. I trzymaliśmy się tego postanowienia bardzo długo, więc dlaczego teraz kiedy te głosy znikały nikt się ze mną nie kontaktował i nie mówił co się dzieje. Przecież inni nie mogli tak zobojętnieć na nasz wspólny głos, że nie słyszeli, iż poszczególni członkowie naszej rozmowy znikali jeden po drugim.

Przekręciłem się na bok i spojrzałem na zegarek. Była trzecia nad ranem. Wiedział, że nie musi dzisiaj szybko wstawać. W końcu miał zasłużone trzy dni wolnego, a dzisiaj wypadał pierwszy dzień od kiedy tutaj trafiłem, gdzie mogłem sobie odpocząć a moi pracownicy obiecali mi, że co by się nie działo nie zakłócą mojego wolnego i pozwolą mi w końcu trochę odpocząć i oczyścić umysł. Ale nie wiedziałem, czy to miało jakiś sens, skoro ciągle po głowie chodziło mi to, co się aktualnie działo z kapłanami z innych murów.

Pierwszy zniknął Fay, który nosił również imiona Desopira albo Leśna Pirania. Zamieszkał na 1 Murze, tym najbliżej Białej Świątyni. Dlaczego jego głos zniknął nie miałem pojęcia. Skąd wiedziałem, że zniknął na zawszę? Ponieważ wymówiłem na głos jego imiona i nic się nie stało. A powinno. I dobrze o tym wiedziałem.

Później jakiś miesiąc po tym zniknął z mojej głowy głos Zenowa. Znałem go też pod imieniem Ygorden, czyli Podmokły Drzewiec. Zamieszkał na murze 15. Zniknął z mojej głowy, kiedy aktualnie znajdowałem się w pracy. Ciężko było mi wyjaśnić z jakiego powodu po moich policzkach pociekły łzy. Wcześniej też tak zareagowałem. Utrata jednego z nich była dla mnie bardzo bolesna i dotkliwa, a co dopiero dwóch. Przecież byli młodzi i powinni żyć jeszcze długie lata, a nie umierać z nieznanych mi przyczyn w tak młodym wieku. Owszem, byłem z nich wszystkich najmłodszy, ale czy to coś zmieniało??

W trzecim miesiącu się posypali. Umarło aż trzech kapłanów, a ja nie mogłem się z nikim skontaktować. Nie mogłem też powiedzieć, że jadę na inne mury, bo coś się dzieję pozostałym takim jak ja, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach by mnie nie wypuścił. No i jak im miałem powiedzieć skąd wiedziałem, że coś złego dzieje się u innych. Musiałbym im bardzo dużo wyjaśniać, a tego nie chciałem. Trzeciego miesiąca z mojej głowy zniknął głos Kontari Wodnego Niedźwiedzia znanego też jako Nitikiarko. Po niej odszedł Tarikon Pocałowany przez Anioła. Filoapanelo. Nie znosił swojego drugiego imienia jak żadne z nas. I nie pozwolił się z niego naśmiewać. O nie. Sam na własnej skórze się przekonałem co robi z tymi, którzy mają na tyle jaj, aby to zrobić. Ostatniego dnia trzeciego miesiąca zniknął Yami Płomienna Lawina. Jego drugie imię to Flagochinos. Kapłani z muru 6, 7 i 4.

Czwartego miesiąca nic się nie stało więc gdzieś tam w podświadomości nadal tliły mi się wątpliwości, ale nie miałem podstaw do ich szerzenia. Wszystko zmieniło się piątego miesiąca, kiedy za jednym razem wyrwano mi z głowy pięć głosów! Utrata jednego była bardzo bolesna i traumatyczna, a co dopiero całej piątki głosów, które słyszałem niemal od urodzenia w swojej głowie. Atak histerii jaki mnie złapał na środku miasta nie mógł zostać przeoczony. Tym bardziej po tym jak trafiłem do szpitala i za cholerę nie chciałem powiedzieć co mi się stało i dlaczego tak zareagowałem. Wypisałem się na własne żądanie i całą noc płakałem w poduszkę nie mogąc uwierzyć, że już nigdy nie spotkam kolejnej piątki, która razem ze mną wychowała się w Białej Świątyni. Najpierw zniknął Loki Perłowa Zorza Pearluro. Kilka sekund po nim przestałem słyszeć Karę Syrenę Życia Gortizo. Doloya Biała Karta Lefkita oraz Puffly Cichy krzyk Miasiogi zniknęli w tym samym momencie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że najbardziej łagodna (nawet Biała Kapłanka się do tej osoby nie umywała) jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem poszła razem z nimi. Dante Ukochany Diabła Agapidiavo osoba o szczerym i czystym sercu. Gdyby był bardziej inteligentny i ogarniał zakres blokowania swoich myśli zostałby Białym Kapłanem. Ale nie potrafił blokować myśli za co byłem mu ogromnie wdzięczny. Ten facet był najnormalniej w świecie nieskazitelnie dobry i czysty. Aż chciało się przebywać w jego towarzystwie. A teraz już go nie było.

Mieszkańcy murów 10, 13, 8, 11 oraz 5 pożegnali swoich Kapłanów nie zgłaszając dalej co się z nimi stało i dlaczego przestałem słyszeć ich głosy. Chyba trzeba by było zmienić prawo, które nakazywało by mieszkańcom danego Muru wysyłać informację na inne Mury, dlaczego i kiedy zginął ich Kapłan. To by mi bardzo życie ułatwiło i pozwoliło mi czasami się wyspać. Dręczące myśli oraz wyrzuty sumienia pojawiającą się znikąd i w najmniej odpowiednim momencie potrafiły doprowadzić człowieka do szewskiej pasji.

Próbowałem w jakiś sposób skontaktować się z innymi Kapłanami, ale żadne z nich nie odpowiadało nie ważne jak wiele razy ich wzywałem. Nawet wejście na szczyt muru mi nie pomogło. Jakby coś usilnie zagłuszało moją moc i nie mógłbym się z nikim połączyć. Powiedziałem o swoich obawach Ivarowi oraz Tyree, miesiąc temu, kiedy powiedzieli mi, że mają do załatwienia pilne sprawy poza murem 17-stym. Nie wyjaśniłem im o co dokładniej mi chodzi, ale powiedziałem, że z jakiegoś powodu nie dostaję odpowiedzi od innych Kapłanów. Obiecali, że po drodze sprawdzą, czy ktoś przypadkiem nie kradnie mojej korespondencji i dlatego inni milczą i nic mi nie odpowiadali. Chciałem z nimi jechać, ale cała czwórka (jechała z nimi jeszcze Kanra oraz Marui) nie wyrazili na to zgody. A Ivar to już w szczególności. Spojrzał na mnie jak na idiotę i powiedział, że mam sobie takie kretyńskie pomysły wybić z głowy, bo jak nie to dostanę od niego po dupie. Ja zaczepnie zapytałem czy to groźna czy obietnica. Kazał mi kulturalnie spierdalać.

Od moich ostatnich urodzin stał się bardziej drażliwy na moim punkcie i nie pozwalał mi nigdzie bez siebie chodzić. Mi to zbytnio nie przeszkadzało. Miałem cichą nadzieję, że może jednak, kiedyś obdarzy mnie jakimś większym i gorącym uczuciem. Wątpiłem w to, bo nadal traktował mnie jak głupiego bachora, którym przecież już od dawna nie byłem.

A dzisiaj w nocy straciłem kontakt z czwórką innych kapłanów. Zerikon Mgliste Zioła Mistyana, Vipe Górski Śpiew Voutrag, Speede Kamienne Nuty Pertinta oraz Tear Mądra Łza Enasokry. Mur 12, 14, 3 oraz 2. Zacisnąłem mocniej zęby na poduszce nie chcąc krzyczeć. Mam nadzieje, że Ivar i pozostali wrócą szybko i udziela mi jakiś sensownych informacji. Razem ze mną pozostało tylko czterech żywych kapłanów. Nawet nie chodziło tutaj o mnie. Wiedziałem, że coś jest nie tak i nie chciałem znowu kogoś opłakiwać. Z żalu, tęsknoty oraz bezsilności. Jakby to co dopadło pozostałych nie mogło najpierw pofatygować się po mnie. Ja to miałem po prostu zajebiste szczęście i nikt nawet niech się nie waży zaprzeczać. Usiadłem na łóżku kiedy przestałem w końcu szlochać i postanowiłem. Jeżeli nie wrócą w przeciągu trzech dni to wyjadę im naprzeciw i nie interesowało mnie to, że będą na mnie źli. Nie mogli mnie wiecznie traktować jak dziecko.

 Ja byłem starszy od Tyree do cholery!

Ale nikogo to nie obchodziło.

Wygrzebałem się z pościeli postanawiając się przejść i trochę rozprostować kości. Może znowu uda mi się nakłonić jednego ze strażników i ten pozwoli mi wejść na Mur. Z tamtego miejsca będę wszystko lepiej widział. Umyłem się pospiesznie ścierając z siebie trudy tej nocy. Ubrałem się w przylegające do mojego ciała spodnie obwiązane w łydkach zielonymi rzemieniami. Taką samą czarną jak spodnie koszulkę na ramiączkach. Do tego rękawice bez palców zawiązane na moich rękach niebieskimi rzemieniami. Wszyscy już się przyzwyczaili do tego, że zawsze miałem na sobie jakiś kolorowy dodatek dodany do ubioru. Włosy pozostawiłem w nieładzie pozwalając im samotnie wyschnąć. Założyłem jeszcze na palec wskazujący lewej ręki sygnet mówiący o tym kim jestem (jakby nie wiedzieli o tym gapiąc się na mnie na ulicy! Phi!) oraz na kciuka na tej samej ręce srebrną obrączkę ze złotymi winoroślami oplatającymi ją dookoła. Prezent jaki dostałem na ostatnie urodziny od Thea. Tak jak bez pierwszego nie mogłem wyjść z domu tak bez drugiego nie chciałem wyjść. Opuszczając dom założyłem jeszcze na siebie czarny sięgający ziemi płaszcz oraz ubrałem na głowę kaptur nie chcąc o tej godzinie rzucać się komuś w oczy. Wiedziałem, że moje wysiłki mogą być daremne. Czasami nie miałem pojęcia co ci ludzie mieli w sobie, że wyczuwali mnie zanim wlazłem do jakiegoś pomieszczenia albo wychylił3em się zza rogu. Przecież byłem normalną osobą, na nienormalnym stanowisku.

Eh… kogo ja próbowałem okłamać to już sam nie miał pojęcia. Skręciłem za róg wiedząc, że jeszcze kilka metrów i znajdzie się przy jednych z wielu schodów prowadzących do góry. Zatrzymałem się na chwilę zawiązać mocniej rzemienie na prawej łydce. Trochę ciulowo zrobiłem to za pierwszym razem.

-… wszystko gotowe?

- Tak. Do końca tego tygodnia zostanie tylko Czarny oraz Biały Kapłan.

- Z nimi będzie najgorzej, ale później będziemy mogli powiedzieć, że sami się pozabijali i nikt nas o nic nie oskarży.

- Nie wiem czy to dobry pomysł to robić tylko po to, aby okraść Białą Świątynie.

- Głupcze! Tchórzysz?! W takim momencie, kiedy praktycznie pozbyliśmy się całkowicie tej zarazy! Jeszcze mieszkańcy innych murów myślą, że to nasz drogi Enakru tego dokonał. Głupi dzieciak niepotrzebnie panoszył się tutaj już pierwszego dnia! Jakim prawem odebrał nam zamożnym niewolników i wprowadził swoje przygłupawe rządy i zasady! Kim on niby jest?!

- Jak on się dowie o tym co wszyscy zrobiliśmy….

- Najwyżej zgonimy to na tych głupców, których wysłał, aby sprawdzili czy na innych murach wszystko jest w porządku! Smocze Kamienie uniemożliwiają przepływać informacją więc nawet nie będzie wiedział, że coś się stało, a wtedy wzburzony tłum oraz Biały Kapłan przyjdą i się nim zamkną. A nasz mur w końcu znowu będzie naszym domem.

- Ale…

- Przestań. Zrobiliśmy głosowanie. Pomijając tych idiotów, którzy nawet nie zostali na nie zaproszeni wszyscy mieszkańcy się zgodzili więc będzie dobrze. - Wyszedłem zza rogu patrząc się na swoje nogi. Wiedziałem jak teraz wyglądała moja twarz, a im później oni się dowiedzą, jak wyglądałem tym lepiej dla nich, ponieważ to będzie ostatni widok jaki zobaczą w życiu. Stanąłem kilka kroków od nich oddychając ciężko, ale póki co nie podniosłem głowy do góry.

- Chłopcze tutaj nie wolno przychodzić. - Powiedział osobnik, który wyrażał swoje wątpliwości co do obmyślanego przez pozostałych planu. Planu, aby zabić wszystkich kapłanów i całą winę zgonić na mnie. Na mnie! Przekrzywiłem delikatnie głowę w bok i uniosłem ją do góry uśmiechając się niczym psychopata. Widziałem w ich oczach szok i niedowierzanie. Wiedzieli, że żadne słowa mnie nie powstrzymają. Wiedzieli co się za chwilę stanie, a mimo wszystko nie mogli się ruszyć.

Zabrali mi cała przyjemność z powolnego zabijania ich i pastwienia się nad nimi przez kilka najbliższych godzin. Cóż….

Musi mi to wystarczyć.

Przecież na całym 17 Murze jest tylu chętnych, którzy głosując podpisali na siebie wyrok śmierci.

Uśmiechnąłem się do nich jeszcze szerzej robiąc powolny krok w ich stronę.



**

Drgnąłem przekręcając głowę w bok. Widać ktoś jeszcze przeżył, a już myślałem, że przejrzałem wszystkie piwnice, strychy, zakamarki oraz szpary znajdujące się w tym miejscu. A jednak bardzo dobrze usłyszałem głośny pisk oraz dźwięki wydawane podczas wymiotowania. Uśmiechnąłem się szeroko. A więc jest tutaj jeszcze ktoś z kim mogę się pobawić!

Ruszyłem powoli w stronę, z której wydobywały się te charakterystyczne i dobrze przez mnie słyszane dźwięki. Obojętnie mijałem ciała porozrzucane po ulicy nie przejmując się tym kto, gdzie leżał i jak skończył. Nie interesowała mnie krew oraz wnętrzności, po których stąpałem, tak samo jak czerwona posoka, która okalała całe moje ciało. Uśmiechnąłem się. Gdyby teraz Thea zobaczyła moje drugie oblicze pewnie by się posikała ze strachu, ale cóż. Jestem Kapłanem tego Muru i mogę w nim robić co mi się podoba oraz z ludźmi z tego muru. A za to co zrobili i planowali zrobić to i tak nie wystarczająca kara. Zrobię wszystko, aby istnienie tego muru zniknęło z stron wszystkich ksiąg na tym świecie. Drgnąłem, kiedy wyczułem za sobą jakiś ruch. Nie odwróciłem się. Wiedziałem, że osoba za mną ukrywa się między dwoma budynkami. Zrobiłem jeden wyraźny krok w przód, a jednak znalazłem się tuż za kulącą ze strachu postacią. Pochyliłem się nad nią i wciągnąłem głośno powietrze przez swoje obnażone zęby. Osoba ta nie miała śmiałości się odwrócić. Przeczesałem delikatnie paznokciami jej długie włosy chcąc w ten sposób zajrzeć do jej umysłu. Nie byłem zwolennikiem czytania w myślach. Nie chciałem ludziom zabierać ich prywatności, ale…. Gdybym wcześniej sprawdził co chodzi po głowach tych przeklętych ludzi mógłbym bunt zdusić w zarodku, a tak. Nim kogoś tutaj zabiłem sprawdzałem jego wspomnienia. Aby mieć czyste sumienie. Zabijałem tych którzy zagłosowali za to aby pozbyć się Kapłanów i przywrócić wcześniejszy porządek jaki panował na tym Murze. Nie moją winą było to, że głupi rodzice oddawali nawet głosy za swoje małe dzieci. No i nie moją winą było to, że dosłownie każdy do kogo podszedłem głosował za ty pomysłem pozytywnie.

A teraz przyszła kolej na kolejną osobę. Już się nie mogłem doczekać jak się jej pozbędę. Może tak jak osobę 7, 115, 449, 6398 oraz 9954 obedrę ze skóry, powyrywam wszystkie paznokcie oraz zęby a na koniec poderżnę jej gardło i powiesz pod sufitem za nogi obserwując jak krew oraz życie z niego ucieka. O ile wcześniej nie umrze z bólu.

Zmarszczyłem nos. Ta osoba nie nosiła w sobie winy. Nie głosowała. W momencie tego głosowania była… Zabrałem gwałtownie rękę i stanąłem plecami przy jednej ścianie. On był przynętą, która miała mnie wywabić z ukrycia, aby inni mogli zapolować. Znałem bardzo dobrze to zagranie. W końcu sam ich tego nauczyłem. Pochyliłem się delikatnie do przodu warcząc cicho. Tył miałem zabezpieczony. Wiedziałem, że zaatakują z góry i z boków. A kiedy skupię się na nich Tyree, którego przed chwilą sprawdziłem zaatakuje mnie z przodu wbijając mi róż w brzuch. Oczywiście nie w serce. Przecież potrzebowali informacji. Ta zasadzka nie miała na celu zabić tylko schwytać napastnika. Gorzej by było jakbym był na otwartym terenie. Wtedy musieli by atakować tylko w jednym celu. Aby mnie zabić.

Ale wiedziałem, jak sobie poradzić z tym rodzajem zasadzki. Zrobiłem kilka szybkich ruchów i dopadłem do zakapturzonej postaci, którą był Tyree i przykładając mu palce z długimi paznokciami do szyi nie pozwoliłem mu nawet drgnąć. Wiedziałem, że inni nas obserwują. Chłopak skrzywił się niesmakiem. Wyuczyłem to w jego emocjach. Tak samo jak czułem chęć zemsty. Wiedziałem do kogo należało to uczucie. Do Ivara. Kanra bała się o dzieciaka, a Marui… on był… sarknąłem pod nosem, kiedy zorientowałem się, że mężczyzna najnormalniej w świecie był głodny. I nic więcej. Po prostu był głodny i chciało mu się jeść. Pokręciłem przecząco głową. Każdy ma swoje priorytety. Jego widocznie było zaspokojenie głodu.

- Puść go draniu! - Warknął Ivar wychodząc z ciebie. Widocznie troska o brata była o wiele silniejsza niż chęć zabicia mnie. Przekrzywiłem głowę w bok. - Głuchy jesteś wstrętny potworze?!- Krzyknął, kiedy nie zareagowałem. Au! To zabolało! Wiedziałem, że miał pełne prawo tak o mnie myśleć oraz mówić, ale nie zmienia to faktu, że zabolało.

- Ivar…- wycharczał jego brat. Chciałem wiedzieć o czym myślał, ale nie przejrzałem jego pamięci. Jakoś nie mogłem się na to zdobyć. Przecież to był mój podopieczny. Nie mogłem go podejrzewać. Nie mogłem….

Opuściłem bezwiednie ręce w dół i zrobiłem krok w tył wpadając na ścianę. Opuściłem głowę w dół nie chcąc widzieć jego twarzy, kiedy będzie mnie zabijał. Serce dudniło mi mocno w piersi. Adrenalina krążyła w żyłach.

- NIE!!!- Usłyszałem głos Tyree, a po chwili tonąłem w jego ramionach. Zesztywniałem. Co on wyprawiał?! Najwyraźniej nie tylko ja byłem zaskoczony, bo jego brat również wyraził całym sobą święte oburzenie i szok spowodowany szokiem na zachowanie swojego brata.

- Tyree co ty odpierdalasz?! Odsuń się od niego!

- Nie! Nie ma mowy! Nie zabijesz go!

- Tyree odsuń się od TEGO!!!

- To jest Enakru! Nie zrobisz mu krzywdy! - Krzyknął przytulając mnie mocniej do swojej piersi. Drgnąłem. Skąd wiedział? Fakt, widział mnie raz. Ale to był tylko raz. Nie mógł mnie zapamiętać. Tym bardziej, że wtedy wypuściłem bestię tylko częściowo, a teraz…. Ogarnęła ona całe moje ciało. Do wcześniejszego wyglądu bestii doszły jeszcze rogi, skrzydła i ogon. Twarz jak i całe ciało wyglądały jak popękane skały magmowe. Po czym on mnie rozpoznał, jak w tej formie nie potrafiłem nawet mówić. W pełnej formie, a nie tak jak w częściowej jaką zaprezentowałem rok temu w barze. Ta była ostateczna- niema. Żaden Kapłan tego nie umiał. To nie były ludzkie formy, a tylko ludzie potrafią mówić.

- Zdurniałeś?! Gdzie ty w tym czymś widzisz…. Enakru…? - Zapytał i cofnął się o krok kiedy jego brat pokazał mu moją lewą dłoń. Nie bał się mnie dotknąć! Dotknął taką kreaturę jak ja, przytulał ją, chronił. A jego brat…. Jego cholerny brat…. Poczułem jak Tyree obejmuje mnie czule odgradzając swoimi nastoletnimi rękoma od całego świata. Od dzisiaj ten dzieciak ma moją dożywotnią ochronę. Nie ważne co by się działo i gdzie. Zawsze go odnajdę i przybędę mu na pomoc. Gdybym mógł zdradziłbym mu swoje prawdziwe imiona, ale nie mogłem tego uczynić. O ironio losu! Jedyną osobą, która mogła by poznać te imiona jest osoba, która aktualnie chciała mnie najbardziej zabić. Jeżeli podam jej swoje imiona jak nic to uczyni. - Enakru??

- To on!

- Nie krzycz na mnie! Każdy byłby w szoku jakby zobaczył to coś!

- To nie jest COŚ tylko ENAKRU!

- Dobra już dobra. Nie drzyj się. - Ivar schował swój miecz do pochwy i zrobił krok w naszą stronę. Jego brat bardziej osłonił mnie swoim bratem co nie za bardzo mu się spodobało. - Przecież mu nic nie zrobię.

- A kto cię tam wie. Jeżeli mi nie przyrzekniesz, że nigdy go nie skrzywdzisz to nie pozwolę ci się do niego zbliżyć! - Krzyknął chłopiec. Odsunąłem się delikatnie od niego i położyłem mu dłoń na policzku. Jego brat oczywiście się skrzywił.

Miecz, trucizna ani nic co uśmierca zwykłego człowieka nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. Umrę tylko z trzech powodów, a póki co twój brat nie jest w posiadaniu wiedzy na temat jakiegokolwiek powodu z jakiego moje życie zostanie mi odebrane, więc się nie martw.

Pomyślałem zdając sobie dobrze sprawę, że on mnie usłyszy. Ten otworzył szeroko oczy i przysunął się do mnie bliżej. Normalny człowiek by spierdalał, a on podszedł bliżej! Powinienem najpierw zbadać jego zdrowie psychiczne nim przyjąłem go pod swoje skrzydła.

- WOHO!!! Jak ty to zrobiłeś?! Zrób tak jeszcze raz! Proszę, proszę, proszę!!



Odsuń się trochę i nie podniecaj tak bo chyba twój brat znajdzie czwarty sposób jak się mnie pozbyć. Dopóki znam trzy sposoby, to lepiej go nie drażnić.



- To głupi but jest. Jak ty to robisz? Nie rozumiem. Kiedy się tego nauczyłeś?



Umiałem to od samego początku, tylko nigdy wam tego nie pokazywałem, bo było to nie potrzebne. Nie wiem jak to robię. Dla mnie to normalne. Jak oddychanie. Nie nazywaj brata głupim butem nawet jeżeli taki jest.



- Sam jesteś głupi but! - Warknął Ivar. Zerknąłem na niego. O dziwo nie patrzył na swojego brata tylko na mnie. Wytrzeszczyłem na niego czarne jak smoła oczy gapiąc się na niego z niedowierzaniem. - Ja cię słyszę idioto.

HĘ?!


***************************************************
Uh....
Jeszcze jeden rozdział do końca....
A napięcie rośnie...
ta, jasne.
Jak dla mnie te opowiadania są przewidywalne jak zeszłoroczny śnieg, ale to może dlatego, że to ja je napisałam i wiem co się dalej będzie działo??
pozdrawiam Gizi03031